de_ogon
28.12.07, 09:17
Poradźcie, proszę jak się zachować w takiej sytuacji
Mój syn lat 10 był jednym z uczestników zajścia w szkolnej szatni.
Kilku chłopców popychało, przezywało i chowało ubrania koledze.
Szczeniacki wybryk urósł do kosmicznych rozmiarów, bo rodzice
poszkodowanego złożyli skargę na policję i machina ruszyła...
W dniu dzisiejszym dostałam „postanowienie o wszczęciu postępowania –
o prowadzeniu postępowania wyjaśniającego” w tej sprawie. Syn został
wezwany do osobistego stawienia się w sądzie, gdzie ma być
przesłuchiwany w charakterze strony w sprawie własnej. Co to
wszystko oznacza? Czego mogę się spodziewać na takiej rozprawie? Czy
jest to po prostu dalszy ciąg sprawy zmierzającej do umorzenia, czy
przygrywka do poważnych konsekwencji? Czy grozi mi ograniczenie praw
rodzicielskich lub umieszczenie syna w jakimś zakładzie?
Jesteśmy normalną, pełną rodziną, oboje mamy niezłą pracę, nie
mieliśmy nigdy żadnych problemów z prawem
Mój syn:
1 jest bardzo dobrym uczniem, ma dobrą opinię w szkole, nie był
prowodyrem zajścia, wszedł w akcję niejako z rozpędu, działając na
zasadzie instynktu stadnego, przyznał się do tego, co zrobił, jako
jedyny przeprosił chłopca i jego rodziców, poniósł konsekwencje
swego czynu w szkole (ocena z zachowania nieodpowiednia; gdy inni
dostali naganną) i w domu, zmienił swoje postępowanie i nie sprawia
kłopotów wychowawczych;
1. jest dzieckiem bardzo wrażliwym, nieśmiałym, małomównym,
zamkniętym w kontaktach z obcymi;
2. przeżył szok psychiczny po przesłuchaniu na komendzie. Dwa dni po
prostu przespał. W szkole nauczyciele starali się mu pomóc,
wciągając w zadania, w których mógł się wykazać, żeby zapobiec
myślom w stylu: straciłem wszystko, co osiągnąłem, do niczego się
nie nadaję, nawet jak zrobię coś dobrze, to i tak nie będzie
ważne... Zgłosiłam skargę na komendzie na formę przesłuchania: bo w
moim odczuciu został potraktowany jak dorosły przestępca ,
przedstawiający najkorzystniejszą dla siebie wersję wydarzeń a nie
dziecko, które przyszło przyznać się do złego czynu. W efekcie
kolejni chłopcy byli przesłuchiwani w znacznie łagodniejszej formie.
Czy w tej sytuacji młody musi jeszcze raz zeznawać w sądzie? Czy
może stwierdzić, że wszystko już powiedział? Jak na to spojrzy sąd?
Czy przy zeznaniach można żądać obecności psychologa?
I jeszcze jedno:
Wśród wezwanych do sądu nie ma głównych prowodyrów akcji, którzy już
wielokrotnie sprawiali kłopoty wychowawcze. Czy mam rozumieć, że im
się „upiekło” i udało się zwalić całą winę na trzech, którzy mieli
odwagę się przyznać?
Czy dla obrony naszych dzieci, z których każde jest normalnym 10-
latkiem z wszystkimi wadami i zaletami tego wieku, powinniśmy
wynająć adwokata?
Bardzo proszę o wszelkie wskazówki, jak zachować się w tej sytuacji,
aby nie przegapić czegoś ważnego, co mogłoby spowodować jakieś
absurdalne konsekwencje.