mamaizyimoniki
08.11.03, 13:35
Czy sa tu mamy, które poradziły sobie z wszelkimi buntami roczniaka,
dwulatka, trzylatka, itd., bo widzę, że dzieci przechodzą takowe niemalże
cały czas. Wkółko czytam o tym jak to dzieci bija rodziców, rzucają piaskiem,
plują, kładą się na chodniku czy podłodze w sklepie, mają ataki histerii,
sikaja na złość w majty itd. itp. I to skamlenie mam, które błagają o pomoc.
Dla mnie to żałosne.
U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na
podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat
temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek. I nie
sądzę, że jakoś źle to na nią wpłynęło. Wie, co jej wolno, a czego nie. Jest
bardzo pogodnym dzieckiem, kontaktowym (może nawet za bardzo...), uwielbiamy
się wspólnie bawić.
Uważam, że lepiej przy pierwszej sytuacji, kiedy dziecko postępuje źle, dać
klapsa, a nie za jakiś czas znów zastanawiać się "i co tu zrobić, błagam,
pomocy, ratunku, pomóżcie, bo dziecko mnie bije; wstyd mi czasem przed
ludźmi; rzuca piaskiem inne dzieci w piaskownicy; kopnął mnie w
złości"....................................................
Nie wiem, może jestem przeczulona na tym punkcie, ale widziałam tyle razy
różne zachowania dzieci, że czasem bywam w szoku. Ostatnio byliśmy na
zakupach w pewnym dużym markecie i widziałam taką oto sytuację: Dziecko ok. 2
lat zrzuca paczki z pampersami, matka podnosi raz, drugi, trzeci, tłumaczy;
dziecko robi to samo, matka znów tłumaczy, dziecko oczywiście nie przestaje;
matka pochyla się po raz trzeci i........ chlaś w policzek! Zamilkła
zasłaniając ręką odznaczoną na nim dziecięca dłoń. Ja byłam ze swoimi dwiema
córkami. Nie stałam tam dłużej. Jak dla mnie to i tak za dużo widziałam.
Czytałam też czas jakiś temu post, w którym mama pisze, że dziecko polożyło
jej się na chodniku, krzyczało, tupało w złości nogami, ona cierpliwie i
spokojnie czekała; na koniec dziecko zsikało się w majty i spodnie........
Czy tylko ja mam takie podejście???
Dodam, że Monika nie jest ani nerwowa, ani nie odstawia mi takich cyrków; ani
w domu, ani tym bardziej poza nim.
Violetta