Dodaj do ulubionych

Same tak wychowujecie swoje dzieci...

08.11.03, 13:35
Czy sa tu mamy, które poradziły sobie z wszelkimi buntami roczniaka,
dwulatka, trzylatka, itd., bo widzę, że dzieci przechodzą takowe niemalże
cały czas. Wkółko czytam o tym jak to dzieci bija rodziców, rzucają piaskiem,
plują, kładą się na chodniku czy podłodze w sklepie, mają ataki histerii,
sikaja na złość w majty itd. itp. I to skamlenie mam, które błagają o pomoc.
Dla mnie to żałosne.
U mnie raz była w domu taka sytuacja, że starsza córka rzuciła mi się na
podłogę na plecy i waliła głową. Więcej się nie powtórzyła. Było to ok. 2 lat
temu. Naprawdę, nie żałuję, że wtedy porządnego klapsa dostała w tyłek. I nie
sądzę, że jakoś źle to na nią wpłynęło. Wie, co jej wolno, a czego nie. Jest
bardzo pogodnym dzieckiem, kontaktowym (może nawet za bardzo...), uwielbiamy
się wspólnie bawić.
Uważam, że lepiej przy pierwszej sytuacji, kiedy dziecko postępuje źle, dać
klapsa, a nie za jakiś czas znów zastanawiać się "i co tu zrobić, błagam,
pomocy, ratunku, pomóżcie, bo dziecko mnie bije; wstyd mi czasem przed
ludźmi; rzuca piaskiem inne dzieci w piaskownicy; kopnął mnie w
złości"....................................................
Nie wiem, może jestem przeczulona na tym punkcie, ale widziałam tyle razy
różne zachowania dzieci, że czasem bywam w szoku. Ostatnio byliśmy na
zakupach w pewnym dużym markecie i widziałam taką oto sytuację: Dziecko ok. 2
lat zrzuca paczki z pampersami, matka podnosi raz, drugi, trzeci, tłumaczy;
dziecko robi to samo, matka znów tłumaczy, dziecko oczywiście nie przestaje;
matka pochyla się po raz trzeci i........ chlaś w policzek! Zamilkła
zasłaniając ręką odznaczoną na nim dziecięca dłoń. Ja byłam ze swoimi dwiema
córkami. Nie stałam tam dłużej. Jak dla mnie to i tak za dużo widziałam.
Czytałam też czas jakiś temu post, w którym mama pisze, że dziecko polożyło
jej się na chodniku, krzyczało, tupało w złości nogami, ona cierpliwie i
spokojnie czekała; na koniec dziecko zsikało się w majty i spodnie........

Czy tylko ja mam takie podejście???
Dodam, że Monika nie jest ani nerwowa, ani nie odstawia mi takich cyrków; ani
w domu, ani tym bardziej poza nim.

Violetta
Obserwuj wątek
    • iju Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 13:54
      A ile lat maja Twoje dzieci, moze juz nie pamietasz, ze dwulatek jeszcze do
      konca nie wie co mu wolno a co nie. Tez sadze ze mamy czasami przesadzaja
      pozwalajac dzieciom na zbyt wiele, ale trzeba pamietac, ze najwiecej bledow
      widzi sie u innych a wlasne metody wychowawcze uwaza sie za super. A co do
      przykladu z supermarketu mozna go tez zinterpretowac tak ze mama tlucze swoje
      dziecko wiec i ono uderzylo mame... Ewa J.
      • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 10:43
        iju napisała:

        > A ile lat maja Twoje dzieci, moze juz nie pamietasz, ze dwulatek jeszcze do
        > konca nie wie co mu wolno a co nie.

        Zgadzam się, oczywiście. Tylko jeżeli pokażesz, że nie reagujesz na ciosy
        dziecka w swoją twarz, to chyba tej wiedzy dalej nie uzyska, prawda?
        Moja starsza córka ma 4 lata i 3 miesiące, a młodsza skończyła rok. Dlatego
        piszę o starszej.

        > Tez sadze ze mamy czasami przesadzaja
        > pozwalajac dzieciom na zbyt wiele, ale trzeba pamietac, ze najwiecej bledow
        > widzi sie u innych a wlasne metody wychowawcze uwaza sie za super. A co do
        > przykladu z supermarketu mozna go tez zinterpretowac tak ze mama tlucze swoje
        > dziecko wiec i ono uderzylo mame... Ewa J.

        Widzisz, ja cały czas piszę nie o ciągłym tłuczeniu, ale o jednym klapsie,
        którego dziecko dostaje w uzasadnionych przypadkach. Jeżeli mataka tłucze
        nagminnie, bez wyraźnej przyczyny, za to, że dziecko np. przeszkadza jej zrobić
        obiad, to się nie dziwię. Ja opisaną sytuację zinterpretowałam zupełnie inaczej
        i o takich sytuacjach własnie piszę.

        I jeszcze jedno - moja córka nigdy nie uderzyła mnie, ani mojego męża i wie, że
        nie wolno tego robić. A nie została wychowana bez klapsów...
      • agssel Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 19.11.03, 16:00
        Jestem daleka od oceniania, czyjegoś wychowywania. Trudno mi powiedzieć jaka
        będzie moja córka, bo ma dopiero roczek i na razie trudno od niej wymagać
        wiedzy co powinna robić a co nie. Ale wiem, że to że dzieci kilkuletnie są
        grzeczne i dobrze wychowane to nigdy nie oznacza że kiedyś nie będą stwarzać
        problemów. Więc wydaje mi się żę rodzic posiadający grzeczne dziecko powinien
        się tym cieszyć i mieć nadzieję że tak pozostanie. Moja Mama nie rozumie jak
        można mieć dzieci, które tupią w sklepie, ściągają rzeczy z półek...... - bo ja
        i moja siostra tego nie robiłyśmy, na co mój Tata odpowiada, że to nie tylko
        zasługa mądrego wychowywania ale i mądrych dzieci. Dlatego mam dużo pokory i
        dystansu do oceniania czyjegoś postępowania jeśli nie znam wszystkich
        okoliczności i możliwości. Ale dziecku zwracać uwagę zdecydowanie należy !!!!!

        Pozdrawiam,
        Agnieszka
    • jogo2 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 16:04
      Mamo Izyimoniki,

      Wiele z tego co piszesz (żeby nie powiedzieć wszystko) bardzo mi przemawia do
      przekonania. Z moich obserwacji (dorastanie dzieci dwóch moich sióstr, obecnie
      już dorosłych (dzieci, nie sióstr)) wynika, że posłuszeństwo, czyli wiedza co
      wolno, a co nie, bardzo dobrze leczy i zapobiega różnym takim histeriom, a
      histeryzujące dzieci wcale szczęśliwe nie są tak samo jak ich udręczone mamy.
      Sama jednak nie mam odwagi dać klapsa mojemu małemu. To znaczy ile razy się tak
      zdarzy czuję się bardzo źle. Autorytetem dla mnie jest (jeszcze nadal) moja
      koleżanka, która wychowała synka (5,5 lat) bez bicia, zamiast tego stawiała do
      kąta. Inna sprawa, że jej synek jest o wiele spokojniejszy z natury od mojego.
      Reasumując staram się jak mogę być stanowcza i łagodna, ale mam rozterki na
      temat dawnych i nowych sposobów wychowania. Wcale nie jestem przekonana, które
      są lepsze, a jakieś przekonanie by się przydało. Niestety muszę już kończyć, bo
      nie mam czasu dzisiaj pisać więcej.

      Pozdrawiam,

      Joanna
    • katarka Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 16:37
      Nie zgodze sie, absolutnie, i uwazam, ze bardzo wiele zalezy od charakteru
      dziecka. Ja mam dwie corki, starsza - z ktora nie bylo problemu tzn. w zadnym
      okresie buntu nie rzucala sie na podloge, nie bila mnie, moj lekko podniesiony
      glos juz ja przywolywal do porzadku itd. gdybym miala tylka ja to moglabym
      napisac podobny post - na co sie dziecku nie pozwoli to tego nie robi. Po czym,
      przy takich samych metodach wychowawczych probuje wychowac druga corke i jest
      to wlasnie taki nieustajacy cyrk rzucania sie, bicia mnie, sikania na zlosc itd
      itp. Wierz mi, przez pierwsze pol roku bylam w szoku ze dziecku w ogole moze
      przyjsc do glowy tak sie zachowac, skad, przeciez ani nie ma znikad przykladu,
      starsza siostra nigdy nie uderzy, nie przezwie,co jest. Probowalam klapsa - tak
      jak piszesz - ale bylo to supelnie bezskuteczne, po kilku razach kiedy
      skonczylo sie to wspolnym biciem sie przez pol godziny, na prawde, na kazdy moj
      cios byla odpowiedz, i chocbym trzymala ja kurczowo w uscisku potrafila przez
      pol godziny rzucac sie z furia tak ze ja zaczynalam tracic sily. No i nic jej
      to nie uczylo na przyszlosc. Za kazdym razem awantura wygladala tak samo. Skoro
      bicie i krzyczenie sie nie sprawdzilo, probowalam z innej strony - przytulac na
      sile, tlumaczyc itd. niewielka byla roznica. Mysle ze ona musi po prostu
      wyrzucic z siebie ta zlosc, a nie potrafi jeszcze zrobic tego tak zeby innym i
      sobie nie zaszkodzic, czyli walnac w poduszke lub narysowac zlosc, jak pisza w
      poradnikach. W kazdym razie nie uwazam tego za swoja wine - po prostu trafilo
      mi sie jedno dziecko "na zachete" latwe w prowadzeniu, i drugie uparte, nie
      dajace sie latwo zbyc i uspokoic, i z kazdym z nich i ich emocjami musze sobie
      radzic inaczej.
      Katarka
      • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 10:17
        katarka napisała:
        Probowalam klapsa - tak jak piszesz - ale bylo to supelnie bezskuteczne, po
        kilku razach kiedy skonczylo sie to wspolnym biciem sie przez pol godziny, na
        prawde, na kazdy moj cios byla odpowiedz,


        Wspólnym biciem się przez pół godziny???????????????
        O czym ty piszesz???
        Ja nie piszę o tym, aby dziecko doatawało klapsa co trzy minuty, bo to TAK -
        NIE PRZYNOSI REZULTATU.
        Sorry, ale jeżeli pozwalasz dziecku, aby cię biło, to chyba coś z tobą nie tak;
        podobnie zresztą jak z innymi mamami, które obrywają od swoich dwu -,
        trzylatków.
        Nie biję swojej córki za to, że nie chce np. zjeść obiadu, tudzież inne bzdety.
        Chodzi mi zupełnie o coś innego. Dałam jej kilka razy porządnego klapsa
        (zaznaczam - jednego, a porządnego). Wymierzanie klapsów co chwilę też nie
        uważam za dobra metodę wychowawczą.
        Nie dostałam w pysk od swojego dziecka; nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
        Monika dostała klapsa kilkakrotnie w swoim życiu i wie do dziś, że klaps jest
        tylko w przypadku kiedy postąpi źle. I zna granice.
    • nariolla Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 17:34
      żgadzam się z mamąizyimoniki ,chociaż też uważam ,że wszystko zależy od
      charakteru dziecka i nie zawsze potrzebny jest klaps .Moje dzieci także przez
      ten buntownicy okres przechodziły i poradziłam sobie .Niestety coraz więcej
      jest dzieci "bezstresowo" wychowywanych i stanowiących stres dla
      otoczenia .Przykład sprzed kilkunastu dni :urodziny córki i gość 5-latek
      wychowywany całkowicie "bezstresowo"-żadnych norm i zasad- mama i babcia
      prosiły ,aby wszedł łaskawie do naszego mieszkania ,żeby raczył się rozebrać ,a
      potem ,żeby wyszedł spod krzesła-gdzie spędził całą imprezkę .Reszta dzieci
      patrzyła na chłopaczka z dezaprobatą .Uważam ,że od najmłodszych lat dziecko
      powinno znać co wolno i jak się należy zachować ,jestem generalnie przeciwna
      biciu,ale czasem fakttycznie bez klapsa nie wychowa się dziecka-piszę
      klapsa ,bo nie mieści się tu bicie ,dla sprawienia prawdziwego bólu
      fizycznego .Mam na myśli klaps ,gdzie dziecko nie tyle fizycznie go
      poczuje ,ale widzi ,że jest to reakcja ostateczna .Mariola.
      • maj03 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 18:23
        U mnie notorycznie zdarzaja sie sytuacje jak przytoczone wyzej zachowanie z
        supermarketu, oczywiscie za kazde uderzenie mnie czy mlodszej corki , starsza
        dostaje klapsa. Nie wiem , czy to ja gdzies popelnilam blad czy mam dziecko
        zbuntowane, histeryczne i uparte, a moze to tylko taki okres przejsciowy.
        Mam dwie coreczki i podobnie jak kolezanka z postu wyzej, jedna jest cichym i
        spokojnym dzieckiem ( mlodsza) a druga .... wprost przeciwnie.
        Mila nie jest dzieckiem wychowywanym bez klapsow, ale ta ostateczna kara jest
        stosowana w ciezkich sytuacjach i to z wiadomym umiarem.Niestety nie pomaga.
        Przeczytalam juz stosy ksiazek, wyprobowalam tysiace sposobow na histerie malej
        i niestety nadal jestem w sytuacji wyjsciowej.
        Wybieram sie teraz do psychologa, bo nie twierdze , ze to jest normalne co robi
        moje dziecko.
        Zaczynam jednak pomalu sklaniac sie ku twierdzeniu, ze my rodzice mozemy
        jedynie delikatnie wplywac i ksztaltowac charakter naszych dzieci.I o tyle
        latwiej jest z dziecmi spokojnymi ,tak ciezko z malymi " diabelkami ".

    • anita53 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 19:48
      Zgadzam sie z wypowiedzia Violi w 100% nic dodac nic ujac. Probowalam poruszyc
      ten temat na forum "Janeczek"-takie moje przemyslenia.
      Nie spotkalo sie z zainteresowaniem, a szkoda. O to samo mi chodzilo.
      Same wychowujemy sobie potwory z ktorymi pozniej nie dajemy sobie rady.
      Zapominamy, ze dziecko wszystkiego sie uczy i ciagle probuje poznac, gdzie
      znajduja sie granice, na ile moze sobie pozwolic.
      Sadze, ze jesli raz dostanie po lapach to do konca zycia zapamieta, ze wlasnie
      tu jest granica... Przyklad na poczatku daja rodzice. Jesli mama nie reaguje:
      jesli sypie piaskiem w piaskownicy, jesli potracam ludzi jezdzac na rowerze,
      jesli bije inne dzieci, wyzywam to znaczy, ze moge to robic.
      Jesli o tym tolerancyjne mamusie zapominaja to coraz wiecej bedzie opisanych
      przez Viole i mnie scenek w roznych miejscach publicznych (w sklepach, w
      szkole, na ulicy...).
      Co do mamusi pierwszoklasisty tez juz synalek wytargal ja za wlosy -przy
      dzieciach i nauczycielkach (mamusia oczywiscie: nic sie nie stalo). Pozyjemy
      zobaczymy. Wy, tolernacyjne mamusie, zwolenniczki bezstresowego wychowania
      bedziecie gorzko plakac na starosc i zalic sie na swoje dziecko.
      Pewnie mnie zlinczuja piszac, ze dziecko jest za male, aby zrozumiec itp. itd.
      ale w kazdym badz razie ja nie zamierzam plakac i placic dziecku, by mi podalo
      przyslowiowa "szklanke wody".
      Pozdrawiam serdecznie i czekam na Wasze opinie.
      Viola oby wiecej takich rozsadnych i trzezwo myslacych matek jak Ty. Swiat
      bylby lepszy.
      • malazuzia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 10:06
        Jak to się mówi, że nie sztuką jest zrobić dziecko, tylko je wychować.
        Bardzo się cieszę, że ten temat został podjęty.
        Mamy w domu taką 2-letnią babuchę. Jest strasznie fajnym i bystrym dzieckiem.
        Schody zaczynają się w wychowaniu. Ja mam zasadę, że wygłupy, zabawy, smiechy,
        łobuzerstwo, a nawet mazanie po ścianach jest wskazane małemu domownikowi.
        Oczywiście wszystko musi być pod kontrolą. Z naszą córką uwielbiam rozrabiać.
        Jednak mój mąż ma do nie ogromną słabość. I ta granica zaczyna się zacierać.
        On jej nie uderzy, bo mała zrobiła do niego maślane oczy i uchodzi jej
        wszystko płazem. Takie sytuacje zdarzją się nagminnie. I ni jak nie mogę z
        mężem dojść do porozumienia. Przecież oo ją krzywdzi. Nie wiem kto z czasem na
        tym zyska a kto straci. W każdym bądź razie sytuacja jest chora.
        Albo np. mój teść. Uczy niemalże naszą córkę mówić brzydkie słowa i robi z
        tego zabawę. " Ty głupi kundlu", " wynocha ", " spadaj " itd. I ja i teściowa
        i nic nie pomaga, aby tego nie robił.
        Więc na wychowanie naszych dzieci nie mamy tylko my bezpośredniego wpływu, ale
        mają również czynniki zewnętrzne, których może nawet nie zauważamy. Ostatnio z
        córką ogląłyśmy Reksia, i miała miejsce sytuacja, kiedy moja córka takim
        półgłosem powiedziała, " zaraz dam ci w dupę ". Sama tak do niej mówię, więc
        teraz staram się używać substytutu danego słowa ( oczywiście o ile się da ).
        A tak wracając. Kiedyś wzięłam nawet moją pociechę pod ambicję i powiedziałam
        jej, że to wstyd, że dziewczynka, która już chodzi do starszaków w żłobku musi
        dostawać klapsy czy mamy na nią krzyczeć. I wiecie co, na jakiś czas pomogło.
        Wychowanie dziecka to dla nas naprawdę trudne zadanie.
        • chalsia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 14.11.03, 10:48
          O jezuuuuu !!!
          ????????????????
          Nie mam słów szczerze mówiąc po przeczytaniu postu Malazuzia.
          Szkoda mi tej dziewczynki.

          Chalsia
    • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 08.11.03, 20:41
      Viola, ja mysle ze tu trzeba rozroznic dwie rzeczy-
      jedna to bezsilnosc rodzicow- i tu rownie ze powiem twoimi slowami "zalosna"
      moze byc i ta mama ktora bezsilnie stoi nad rozwrzeszczanym dzieckiem czy
      tlukacym ja po twarzy jak i ta ktora po prostu daje klapa, bo nie ma innego
      pomyslu jakby tu z sytuacji wybrnac.
      Druga to metody wychowawcze- rozumiane jako cos co powoduje ze bezsilna nie
      jestem. I tu moga kwalifikowac sie zarowno mamy, ktore jako kare za pewne
      przestepstwa maja klapa, jak i te ktore klapa nie stosuja bo nie i koniec.
      Ja osobiscie nie bije dzieci, przeczekuje ataki, anke moja najstarsza corke
      zlalam z pol roku temu po raz pierwszy i mam nadzieje ostatni i mam swiadomosc
      ze byl to z mojej strony akt bezsilnosci. Ale pogadalysmy, pewne rzeczy sobie
      przemyslalam i czekam na okres buntu nastolatki wink))) Natomiast moje
      przeczekiwanie placzow i atakow nie ma nic wspolnego z bezsilnoscia. Ja
      doskonale wiem co robie, wiem na co czekam i wiem kiedy to wyjace dziecko
      wziac pod pache i udac sie dostojnym krokiem do wyjscia majac w nosie ten tlum
      ludzi majacych w glowie "no dajze jej wreszcie w dupe". Ataki roznorakie moich
      dzieci (bo umowmy sie nigdy nie przerabialam pelnego zestawu typu walenie
      glowa o podloge, mamy w twarz, siostry paskiem i rzucanie talerzami u kazdej)
      zazwyczaj wystepowaly raz gora dwa i dzieci (ktore glupie nie jest w koncu
      moje) pojmowalo ze na ten model matki trzeba miec inna etode.
      Ostatnia sprawa jest indywidualny charakter dziecka. Zuzia i Ola to
      melancholiczki. Zadnych atakow nie mialy. Ola zbuntowala sie z rok temu po raz
      pierwszy (czyli pod bunt trzylatka podczepic to nalezy) i polega to na tym ze
      psuje rozne urzadzenia mechaniczne- rozbiera je skubana. W miejsce popsutych
      zabawerk po prostu nie dostaje nowych. Sadze ze sama juz pojmuje ze proba
      rozebrania komputera skonczylaby sie laniem od taty wink))))
      Ania to total histeryczka- ta to sie kladla, wrzeszczala, rzucala sie na szybe
      balkonu oraz tlukla glowa o sciane. Moje dzialania ograniczaly sie do
      powstrzymania jej od robienia sobie krzywdy i zaproponowania czegos w zamian.
      Walila wiec wyjac wscielkle misiem o siane wink)) a obecnie jest vice mistrzynia
      warszawy w karate czyli sporcie walki gdzie jej eksperesja jest wielka zaleta.
      Ja sama bylam w domu bita, bez specjalnej brutalnosci i nie powiem zwykle
      slusznie. mialam to jednak w glebokim powazaniu i w pojscie z kolegami na
      podworko obok bez powiadomienia rodzicow wliczalam pozniejsze lanie, nie
      wliczalam natomiast zdenerwowania moich rodzicow. Tez uwielbialam swoich
      rodzicow i lubilam sie z nimi bawic co nie zminia faktu ze z perspektywy
      patrze na ich lanie jako na wynik bezsilnosci wlasnie. Pamietam ze jako 6
      latka po lekkim klapsie rzucilam cynicznie- nie bolalo. Dostalam tak zeby
      bolalo. Ale czy to nie byla bezsilnosc wobec tak jawnej bezczelnosci?
      Rodzicielstwo wrecz moim zdaniem polega tez na tym ze bywamy bezsilni i to
      mobilizuje nas do poszukiwania nowych drog i sposobow.
      Gratuluje ze nie masz nerwowych dzieci i dzialaja na nie twoje metody
      wychowawcze. Rzecz w tym ze moze trafil ci sie taki egzemplarz (polowa moich
      dzieci to takie egzemplarze) a moze masz idealne metody do tego modelu
      dziecka. I moze niektorzy nie maja tyle szczescia.
      • edziecko_gosiah Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 28.11.03, 12:47
        gorąco popieram wieczną_gosię i nie zgadzam się, iż klaps jest rozwiązaniem
        problemu i dziecko będzie wiedziało, że włóasnie tu jest granica... próbowałam
        jednego i drugiego rozwiązania i klaps jest tylko i wyącznie aktem
        bezsilności, a znacznie lepsze efekty długookresowe daje opanowanie i
        rowmowa... jestem mamą dwóch bardzo upartych chlopców (ja zresztą także jestem
        przeraźliwie uparta), inteligentnych i o silnych osobowościach i takie rzeczy
        jak klaps - nawet jako sporadyczny oststeczny środek - nie robią na nich
        ŻADNEGO wrażenia... mało mnie obchodzi to, co myślą sobie ludzie, kiedy staram
        się wytłumaczyć jednemu, czy też drugiemu synowi jak powienien, lub nie
        powinien się zachować i z pełną świadomością biorę ich na 'przeczekanie', i
        wcale nie jest to akt mojej bezsilności, tylko wybrany przeze mnie sposób
        wychowywanie moich dzieci...
        i troche nie podoba mi się ton, w jakim napisałaś swój post, rzekłabym, iż
        jest obraźliwy dla osób, które zdecydowały się na taki sposób wychowywania
        dzieci...
        pozdrawiam serdecznie, gosiah
    • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 11:05
      Widzę, że musze jedną rzecz rozjaśnić co niektórym, bo za chwile wyjdzie, że
      jestem wyrodną matką, która katuje swoje dzieci.
      Otóż chodzi mi nie o nagminne bicie, za byle głupstwo, a wymierzenie jednego,
      ale porządnego klapsa w uzasadnionych sytuacjach.
      Skłoniły mnie do rozpoczecia tego wątku posty mam, które piszą: że dziecko je
      terroryzuje, ratunku, emamy, pomóżcie, moja cócia mnie bije, kopie itp.;
      kochane emamy, jak radzicie sobie z buntem dwulatka, trzylatka, czterolatka,
      pięciolatka i tak dalej........... aż do buntu nastolatka.
      Wiecie co, ja sie napatrzyłam już jako dziecko. Mam brata ciotecznego
      wychowywanego jak na tamte czasy mocno nowocześnie, czyli bezstresowo. I co?
      Buntował się całe życie. Przeciw wszystkim i wszystkiemu. I co dalej? Ano to,
      że ma obecnie 28 lat, siano w głowie, dlaej sie buntuje, powodując stres nie
      tylko u swoich rodziców, ale u wszystkich dookoła. Dodam, że mam wrażenie, że
      za jakiś czas zostanie sam, zupełnie sam, bo jak do tej pory coraz większe
      grono ludzi się od niego odwraca. Dlaczego? Bo uważa, że wszystko dalej mu
      wolno; zasad zupełnie żadnych nie zna, kultura i dobre wychowanie też są mu
      obce.

      Wieczna gosiu, może są różne MODELE dzieci, ale czy nie zostały one wymyślone
      na potrzeby pojęcia "wychowanie bezstresowe"?
      "Nie bolało" - tak to jawna bezczelność. Widocznie nie znałaś granic, jakie
      obowiązują w stosunku do rodziców. Trzeba było jeszcze oddać.
      Mi nie chodzi o zadawanie bólu, a o zapobieżeniu przywyknięcia dziecka do tego,
      że może robić co chce; kopać, bić, pluć, walić głową w szybę tudzież inne
      odchyły. Dla mnie to kaleczenie go. Potem wyrasta taki, co to nie wie, że
      nikomu w autobusie się nogi nie podstawia, bo i taki przypadek znam.

      Pozdrawiam wszystkie modele mam
      Violetta


      • anmala Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 13:14
        Każdy się buntuje, i każdy sobie inaczej stara się z tym poradzić. A dzieci
        jeszcze tego nie potrafią, i trzeba je tego nauczyć. Ja nie mam metody na swoje
        dziecko, a klaps nic w jej przypadku nie załatwia, powoduje tylko większą
        frustarcje i to, że chce oddać. Tarzanie się i złoszczenie jest dużo lepsze od
        tłumienia w sobie złości. To ci spokojni i opanowani najczęściej robią coś co
        powoduje, że się włos na głowie jeży. Nie chciałam użyć tego słowa, ale to
        zrobię-MORDUJĄ. Ci spokojni robią to ze szczególnym okrucieństwem. Mamy
        ostatnio dużo takich przypadków: "on, ona to takie grzeczne dziecko, zawsze
        uśmiechnięte, zawsze się ukłonił, zawsze kulturalnie się odzywał itp, itd...."
        a potem takie morduje we śnie rodziców, bo już nie mogło dłużej wytrzymać
        narzuconej mu roli, grzecznego dzieciątka.
        Nie oskarżam ciebie, tylko nie mów, że same tak wychowujemy swoje dzieci.
        Podajesz przykład 28 letniego faceta, wychowanego "bezstresowo", od którego
        ludzie się odsuwają, a może to on się od nich odsuwa. Może ma dosyć ludzi
        którzy robią tylko to co wypada, bo nie potrafią zrobić nic spoza określonych
        ram. Może szuka własnego sposobu na życie.
        Jaszcze jedna rzecz, krótka smycz też nie jest rozwiązaniem.
        Pozdrawiam
        Ania
      • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 14:36
        kurcze no... taki tekscik mi wcielo.....
        to sie w skruciew odniose wink)

        1. Termin wychowane bezstresowe jest bez sensu. Zycie jest stresowe,
        wychowanie tym bardziej. Jesli mamy w takich kategoriach rozmawiac, to na
        dobra sprawe powinnysmy przeciwstawiac zwolennikom tej metody czyli takim co
        nie wychowuja w ogole jakis dewiantow co dzieci tluka trzy razy dziennie,
        ewentualnie malretuja ich psychiocznie. Ani ja ani ty do takich sie nie
        zaliczamy, bezradne mamy tez nie wiec dyskusja jest bezprzedmiotowa.
        2. Nie sadze ze rozne modele dzieci to tarmin ukuty przez zwolennikow metody
        spocka bo to on biedak najczesciej odbrywa terminem wychowanie bezstresowe wink))
        Wrecz przeciwnie mysle ze autorzy kolejnych metod wychowawczych raczej sa
        sklonni unifikowac dzieci (nasza metoda podziala na wszystkich). Ot- tak na
        marginesie- kazde dziecko mozna nauczyc spac- metoda znana i wielce
        kontrowersyjna. Zakladajac ze wszystkie jak jeden maz bysmy sie przelalamy i
        ja uzyly- czy skuces bylby 100%? Nie sadze wink)
        Mysle raczej ze ty kaurat trafilas z metoda w charakter dziecka. Moze jest
        podobne do ciebie, moze twoi rodzice tez trafili i mozesz z ich doswiadczen
        czerpac garsciami. Nie kazdy ma tyle szczescia. Dla mnie te posty
        poszukujacych matek sa bardzo pocieszajece ze zamiast dzieciaka jakos
        schematycznie potraktowac wg metody porzadny klaps czy innej- maja watpliwosi
        i pytania. Co 100 glow to nie jedna.
        3. Piszesz a propos mnie ze pewnie nie znalam granic. Swietnie je znalam! Ale
        taki bylam model dziecka, ze je przekraczalam w duzym stopniu bez wzgledu na
        konsekwencje wink) Twoje dziecko tak nie ma- to sie ciesz. A oddac- oddalam pare
        lat pozniej. Tez z pelna swiadomoscia tego ze przekraczam granice. Ale granice
        mialam blisko bitego miejsca tylko glebiej wink)))
        Wbrew pozorom taki buntowniczy charakter nie przeklada sie wprost na brak
        wychowania. buntowalam sie i wierzgalam na wszystkie strony, ale jednoczesnie
        nie mam sklonnosci do przekraczania norm moralnych- nie kurwie sie, nie pije i
        nie pale. A mieszkalam od 16 roku zycia w akademiku- niezbyt swietym
        miejscu wink) Jak sie zastanawiam teraz to wychodzi mi ze- moi rodzice sa
        uczciwymi i dobrymi ludzmi. maja zelazny kodeks moralny, ktorego nie wpajali
        mi w czasie ich kar ale raczej ja sama przyswajalam go sobie w codziennym z
        nimi obcowaniu. Byli bardzo wymagajacy w stosunku do mnie, ale rownie duzo
        wymagali od siebie. I chociazby z tego wzgledu chetnie wysylam dzieci do
        babci.

        hehe mialo byc krotko wink)
        • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 14:51
          aa... no wiem co jeszcze mialam napisac...
          nie jest sztuka wychowac spokojne dziecko na spokojnego mlodego czlowieka.
          Szkuka jest mala cholere wychowac tak by zrozumiala ze choleryzowanie w
          mejscach publicznych i ranienie innych ( a do tego zalicza sie tluczenie matki
          w twarz) jest czyms zlym.
          Ja osobiscie wole moja najstarsza cholerke Anke z jej wrzskami, wsciekaniem
          sie itp, bo wiem o co sie wscieka i moge w zwiazku z tym jej cos zaproponowac
          od malencholijnej Zuzy. Zuza jak jej cos nie pasi nic nie mowi, uszy po sobie
          i juz. Zuza nie chciala chodzic na muzyke wiec nie cwiczyla. Ale na pytanie
          czy nie chce- mowila chce. To ja uczylam ja konsekwencji- chcesz to chodz. Ale
          jesli chodzisz rob to porzadnie, czyli cwicz. Pol roku jej zajelo zrozumienie
          ze jej mama ie przeczyta jej w myslach ze ona NIE CHCE (Anka w analogicznej
          sytuacji wywrzeszzalaby mi w twarz ze nienawidzi mnie muzyki i swiata w
          dowolnej kolejnosci, rabnelaby talerzem w pianino i trzesnela drzwiami, tak
          sruba byla przykrecona...) i w koncu powiedziala. Zuza czegos chce. To idzie i
          robi, chociaz wie doskonale ze kolejnosc jest taka ze trzeba poinformowac o
          tym rodzicow a potem pojsc (tym bardziej ze chodzi dajmy na to o basen). No
          wiec nerwowka, rozmowy z zuza i konsekwencje- nie mozesz chodzic nie dlatego
          ze to jest zle, ale dlatego ze nie wiemy co sie dzieje, denerwujemy sie,
          tracisz nasze zaufanie. Teraz Zuza ma 12 lat i kiedy wydusila z siebie ze ona
          chce na gimnastyke artystyczna chodzic- bylam wniebowzieta (jeszcze dwa lata
          temu poszlaby na zajecia na 4 godziny i juz po czym obrazilaby sie na pol roku
          ze sie o to piekle). Zuzia jako dziecko- zadnych rykow na podlodze, awantur i
          bicia po twarzy. Aniol nie dziecko. A jednak to ona jak dotad jest moim
          najwiekszym wychowawczym wyzwaniem. Mam nadzieje ze sie uda z Zuzy zrobic
          czlowieka minimalnie komunikatywnego wink) Kocham tego milczka bezgraniczne i
          kiedy widze ze cos zaczyna do tego lebka dochodzic- serce mi rosnie wink))
      • edziecko_gosiah Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 28.11.03, 13:11
        violu, jeszcze raz ja i jeszcze raz z tą samą opinią, co przed chwilą - nie
        zgadzam się z tobą, że te bunty naszych dzieci w róznym wieku, to wynik
        bezstresowego wychowania i braku stawiania i granic... po pierwsze: nawet
        stosując to 'bezstresowe' wychowanie (co w rzeczywistości w ogóle nie
        istnieje) określa się granice zachowań dziecka... ale nie o tym chciałam
        napisać... pochodzę z licznej rodziny, mialam zarówno brata jak i siostry w
        różnym wieku... teoretycznie wszyscy wychowywani byliśmy w ten sam sposób, ale
        nie do końca: starsza siostra jako pierwsze wytęsknione dziecko troche
        początkowo rozpieszczana, raczej bez bicia, ale też jako dziecko miała taki
        ślamazarny charakter, taka bez jaj... potem ja: uparta, łobuz, raczej
        chłopczyca, ale z bardzo dobrymi wynikami w szkole, super matematyczka...
        brat: poważne problemy w nauce, łobuz tak jak ja... najmłodsza siostra jako
        maleństwo rozpieszczana, kompletnie bezstresowe wychowanie... największe lanie
        dostawałam właśnie ja i mój brat... EFEKTY po latach: starsza siostra wyszła
        na ludzi, nie pije, nie pali, rodzina, praca, zrównoważona itd... ja również
        (uczciwie moge to powiedziec), bez żadnych nałogów, nigdy nie zaćpałam choć
        szkołę średnią i studia spędziłam daleko od domu, mąż, dzieci praca, domek...
        brat - cóż... porażka, choć nadal bardzo go kocham... najmłodsza siostra -
        sporo probemów emocjonalnych łacznie z próbą odebrania sobie życia, choć teraz
        jakoś sięto kręci...
        ja STARAM się unikać jak ognia bicia swoich dzieci, nawet tych sporadycznych
        klapsów, które to niby mają wytyczać granice naszym dzieciom... sto razy
        bardziej wolę - nawet w miejscu publicznym - przeczekać złość i histerię
        któregoś z synków, niż ich uderzyć, bo - jak dla mnie - tym ich upokażam,
        zwłaszcza w miejscu publicznym...chciałabym ci uzmysłowić, iż skuteczność
        naszych metod wychowawczych w ogromnym stopniu zależy od temperamentu,
        charakteru, i także inteligencji naszych dzieci... ja WIEM, że po moich
        dzieciach - tak jak niegdyś po mnie - jak po kaczce spływa klaps, czy nawet
        mocniejsze lanie... ja to wiem! oni są tacy jak ja, podobny uparty charakter,
        silna osobowość i nie dają sobie dmuchać w kaszę... ja wiem, że więcej osiagnę
        cierpliwością i tłumaczeniem po STO razy, niż klapsem... klaps to bezsilność,
        przynajmniej w moim przypadku, i choć zdarzy mi się dać któremuś takiego
        klapsa, to wiem, że to moja bezradność i nic tym nie osiągnę... tylko wyładuję
        swoją złośc... a czegoś takiego jak - nazwijmy to ' 'wyrafinowany' klaps, czy
        lanie: typu: 'poczekaj już idę po pasa", czy 'szykuj dupę, zaraz dostaniesz'
        itp. nie nawidzę, bo przezyłam to na własnej skórze nie jeden raz i od tej
        pory mam ogromny żal do rodziców o to....
    • grazynka13 Do Violetty 09.11.03, 15:10
      Nie, nie uważam, że jesteś złą matką.
      Uważam, że jesteś złym człowiekiem. Człowiekiem, który nie tylko nie potrafi,
      ale nawet nie próbuje zrozumieć innych. Człowiekiem, który uważa, że wszyscy
      powinni być tak 'doskonali' jak Ty sama. Zamiast docenić, jakie masz szczęście,
      że twoje dzieci sa takie grzeczne, potrafisz tylko krytykować. Bo to, że
      dziewczynki nie rzucały się na ziemię, to na pewno nie sprawa Twojego
      wątpliwego 'wychowania'.
      Nie masz być z czego dumna. Nie wiesz, co to zrozumienie dla problemów innych,
      tolerancja, szacunek. Na to ostatnie zresztą w ogóle nie zasługujesz.
      Przykro mi to pisać, ale nie chciałabym być Twoją córka. Już wolę te wszystkie
      mamy z problemami emocjonalnymi, bezskutecznie tłumaczące swoim dzieciom, jak
      należy postępować, a potem (cytuję) "skamląc"e o pomoc. Jak mogłaś tak w ogóle
      powiedzieć o osobach potrzebującyhc pomocy i zwierzających się tu ze swoich
      (nie małych!) problemów!? Zwierzającyh sie - między innymi - Tobie. Nie
      zasłużyłaś na to zaufanie. Nie ty.
      To one - te "skamlące" Mamy - budzą u mnie większą sympatię. Dziwne, prawda? No
      tak, ale ty nawet nie będziesz próbowała tego zrozumieć.
      Grażka, szczęsliwa mama nie zawsze grzecznych dzieci
      • mamaizyimoniki Re: Do Violetty 09.11.03, 17:58
        Grażko, rozumiem twoje zdenerwowanie. Gdybym szukała naprawdę dobrego
        psychologa dla swojego naprawde nieznośnego dziecka, pewnie zareagowałabym tak
        samo.
        Właśnie ty należysz do tych, które sobie nie radzą. I niekoniecznie swoja
        frustrację musiałaś wyrażać na tym wątku.
        Mogę ci tylko życzyć, aby twoje drugie dziecko było bardziej zrównoważone, bądź
        abyś lepiej dawała sobie z nim radę , bo będziecie chodzić do psychologa całą
        rodziną.
        Aha, i nie uważam, że dzieci rodza się złe. One chcą wypróbować wszystkiego.
        Jeśli nie eliminujemy dobrych zachowań, to tak samo jest ze złymi - jeśli ich
        nie eliminujemy, to niestety, ale pozostaną. A jeśli pozostaną za długo, to nie
        sądzę, aby przyjemne było dla dziecka dowiadywanie sie w późniejszym wieku, że
        to i tamto jest złe i tak nie wolno. I ciągac jeszcze dzieci po supercudowych
        psychologach, którzy to niby mają wtedy zmienić dziecko w anioła, obchodząc się
        z nim jak z jajem.
        Właśnie psychologia mówi o tym, że psychika człowieka jest w większej części
        kształtowana w dzieciństwie. Wtedy też przyswaja ono wiedze o tym, co dobre, a
        co złe.

        Violetta
        • peachess Violetto, racja! są pewne granice, do cholery... 10.02.04, 23:28
          dobrze, że ktos sprowadza casem na ziemie tą chorą sytuację: bezradne mamuśki
          i ich rozhisteryzowane dzieci. Posunięty w obecnych czasach do absurdu kult
          dzieciństwa/macierzyństwa produkuje nieszczęśliwe indywidua o zerowej
          odporności psychicznej a ich matki zamienia w sfrustrowane kłębki nerwów.
          Kto was, drogie Najcierpliwsze Mamy, nauczył być niewolnicami własnych dzieci?
          Poradniki? Czasopisma? Wasze matki?
          to jakiś obłęd!
    • toolateforyou Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 18:06
      Cieszę się Violetto,że poruszyłaś ten temat-ile mam tyle zdań, ale ja
      przychylam się do Twojego-w większości przypadków mamy(rodzice) sami na siebie
      kręcą bicz,sami doprowadzają do tego, że ich dzieci są nieznośne!Pracuję od
      kilku lat w przedszkolu i wielu rzeczy się już napatrzyłam.Przykład?proszę
      bardzo: czterolatek(na ogół nieznośny)w szatni rzuca buciki na ziemię i
      wrzeszczy do mamy:załóż mi je!! Mama na to ,że nie ,ma założyć sam.Na to synek
      jeszcze głośniej i z wściekłością"Zakładaj mi!!!"i rzut bucikamina środek
      szatni!Co robi ta biedna mama?schyla się podnosi buciki i zakłada małemu, po
      czym wychodzą i w pobliskim sklepie kupuje mu lizaka(autentycznie!).Zgroza!!
      Czego się maluch nauczył?Że mamy szanować nie tzreba, a wrzaskiem wymusi się
      wszystko. Wiem, że na pewno było jej wstyd,chciała jak najszybciej wyjść, może
      w domu mały dostał za to lanie,a może nie?Bo podobnych sytuacji było jeszce
      wiele...Nie trzeba zaraz dziecka lać,ale od jednego i wcale nie
      najmocniejszego klapsa jeszcze nikt nie umarł, a dziecko wie-przegiąłem.Moja
      córka(9lat)dostała klapsa tylko kilka razy w życiu,wyrosła na grzeczne, mądre
      dziecko, ma swoje zdanie, umie bronić swoich racji.Nie jest ideałem, ale wcale
      tego od niej nie wymagam!W sytuacjach, które mi się nie podobały stosowałam
      mocniejsze przytrzymanie za rękę(sypanie piaskiem w piaskownicy), groźne
      spojrzenie, surowy ton(ale bez umoralniających wykładów-proste"nie wolno"na
      razie starcza;wykład można zrobić później w domu, gdy obie ochłoiemy).I zasada
      nr1-KONSEKWENCJA i jeszcze raz konsekwencja:jak raz powiedziałaś "nie"-nie
      ustępuj bo płacze, histeryzuje itp;niekonsekwencja w postepowaniu z dziećmi
      szybciutko obraca się przeciwko nam!Pozdrawiam wszystkie umęczone mamywink)
      Monika
    • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 20:13
      Zacytuje fragment, bardzo dla mnie istotny, z książki Spocka i Rothenberga:
      "Rodzice, którym trudno zając własne stanowisko wobec nowych poglądów,
      rekrutuja się na ogół spośród tych niezadowolonych z wychowania, jakie sami
      odebrali. U wielu z nich przetrwał żal i poczucie winy, wynikających z
      okresowych napięć, jakie zdarzały się między nimi a rodzicami. Nie chcą, aby
      ich własne dzieci żywiły podobne uczucia do nich samych. Przyjmują więc z
      zapałem nowe poglądy. Czasami doszukują się w nich treści wykraczających poza
      intenmcje naukowców - sądzą np., że miłość rodzicielska wystarczy za wszystko;
      że nie należy wymagać od dzieci posłuszeństwa; że należy im zezwalać na
      manifestowanie agresji w stosunku do rodziców i innych osób; że wszystko co
      złe, jest wyłączną winą rodziców; że na złe postępki nie należy reagować
      gniewem i karą, lecz p[róbą dawania z siebie jeszcze więcej uczucia. Wszystkie
      te idee nie sprawdzaja się w praktyce, jesli traktowane sa dosłownie. Ośmielone
      w ten sposób dzieci stają się wymagające i dokuczliwe. A w związku z
      karygodnymi zachowaniami narasta w nich poczucie winy. Rodzice zaś daremnie
      walczą o zachowanie nadludzkiej cierpliwości. Wobec przejawów złego zachowania
      starają się tłumić gniew, co udaje się na krótko. Muszą w końcu wybuchnąć.
      Czuja się potem winni i zażenowani. To z kolei prowokuje dziecko do jeszcze
      gorszych wystąpień.
      Niektórzy rodzice, choć ich samych cechuje pełna kultura bycia, pozwalają
      dzieciom na zadziwiająco szkaradne zachowania nie tylko wobec siebie, lecz i w
      stosunku do osób trzecich. Sprawiają wrażenie nie wiedzących, co się dzieje.
      Gdy spróbowac zgłębić, co sie pod tym kryje okazuje się zwykle, że ci rodzice
      byli zmuszani jako dzieci do przesadnej grzeczności i bezwzględnego tłumienia
      wszystkich naturalnych odruchów złości. Teraz czerpią wątpliwą satysfakcję
      zezwalającą na to, by ich własne dziecko wyładowywało swobodnie złe humory,
      jakie same musieli taić; pozorują przy tym, że chodzi im rzekomo o stosowanie
      się do najnowszych koncepcji wychowawczych."

      To tak odnośnie Spocka, o którym raczyła wspomnieć wieczna gosia, i który to
      niby tak obrywa za opisane przez siebie metody...

      Violetta
      • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 21:27
        aaaa.... no skad moglam wiedziec ze to nie Spocka masz na mysli wink) on
        naprawde najczesciej obrywa bo gdy w Polsce w latach 70 po raz pierwszy wydano
        jego ksiazki to wlasnie wtedy powstal termin wychowanie bezstresowe. No wiec
        powiedz mi co pod pojeciem wychowania bezstresowego rozumiesz. Bo to ze Spock
        jest bardzo lebskim facetem to ja wiem wink)) A na razie podajesz przyklady
        braku wychowania po prostu wink)
        Too late to ze mama ulegla i zalozyla dziecku bucik po czym kupila mu lizaka
        nie swiadczy o tym, ze powinna dac mu klapsa, mysle ze wystarczyloby nie ulec.
        Bo wyobrazmy sobie analogiczna sytuacje z klapsem- mama daje, po czym przytula
        i kupuje lizaka- mysle ze tak owa mama by zareagowala wink))
    • maja252 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 20:34
      witam

      załosne .....wiesz trochę sie za daleko posówasz i uważam że nie masz prawa do
      takiej krytyki ..sama zanim jeszcze nie miałam dzieci mówiłam że dała bym
      klapa w dupę ale dzieci są różne ,piszesz zdaje sie o moim synku ...tak
      czekałam aż się wyryczy ,połozy i na koniec zleje w majty i to właśnie na
      niego był sposób klapa dostał ( raz) i było jeszcze gorzej a co najgorsze zero
      efektu wywoływało to jeszcze większą agresje u dziecka ,,,,,co to oznacza że
      miałam tłuc dwuatka tak długo aż przestanie płakać ......bo to właśnie
      sugerujesz ...wiesz współczuje w sumie twoim dzieciom jeśli ich próby rozwoju
      i poznawania siebie spotykają się z agresją ze strony matki to wcale nie masz
      dobrze wychowanego dziecka tylko zastraszone a to delikatna róznica...drógie
      dziecko nigdy mi nie zrobiło takiej sceny jest poprostu inne a ja szanuje moje
      dzieci ..nie mówie że jestem święta ale uważam że bicie dwulatka to sadyzm
      taki sam jak bicie półrocznego ,czy młodszego dziecka


      maja
      • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 21:18
        maja252 napisała:

        > witam
        >
        > załosne .....wiesz trochę sie za daleko posówasz i uważam że nie masz prawa
        do
        > takiej krytyki ..sama zanim jeszcze nie miałam dzieci mówiłam że dała bym
        > klapa w dupę ale dzieci są różne ,piszesz zdaje sie o moim synku ...tak
        > czekałam aż się wyryczy ,połozy i na koniec zleje w majty i to właśnie na
        > niego był sposób klapa dostał ( raz) i było jeszcze gorzej a co najgorsze
        zero
        > efektu wywoływało to jeszcze większą agresje u dziecka ,,,,,co to oznacza że
        > miałam tłuc dwuatka tak długo aż przestanie płakać ......bo to właśnie
        > sugerujesz ...wiesz współczuje w sumie twoim dzieciom jeśli ich próby rozwoju
        > i poznawania siebie spotykają się z agresją ze strony matki to wcale nie masz
        > dobrze wychowanego dziecka tylko zastraszone a to delikatna róznica...drógie
        > dziecko nigdy mi nie zrobiło takiej sceny jest poprostu inne a ja szanuje
        moje
        > dzieci ..nie mówie że jestem święta ale uważam że bicie dwulatka to sadyzm
        > taki sam jak bicie półrocznego ,czy młodszego dziecka
        >
        >
        > maja


        Czy ty aby dobrze zrozumiałas moje wypowiedzi?
        Nie wstrzymuję broń boże rozwoju swoich dzieci, nie zabraniam im poznawania
        siebie; nie sugeruję także tłuczenia dziecka dop momentu aż przestanie płakać;
        nie mam zastraszonych dzieci (!!!), bynajmniej - musiałabyś sama to ocenić.

        Przeczytaj jeszcze raz, a wtedy możemy porozmawiać.
        Zastraszająca jest umiejętnośc niektórych osób do interpretacji i prawidłowego
        odczytania tego co mają czarno na białym. Ludzie......

        Aha, i zajrzyj do słownika ortograficznego, bo takie błędy jak popełniasz,
        rażą; mnie w każdym razie; innych nie muszą przecież. Jeśli uraziłam, to
        wielkie sorry. Twoja wypowiedź, nie dość, że wskazuje na zupełne niezrozumienie
        tematu (co już powinno spowodować zignorowanie tego postu) to jeszcze... wiesz.

        Violetta
    • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 21:42
      aaa... jeszcze sie pomodrze odnoscie tzw. "wiochy" w moejscach publicznych.
      Jak widze malucha po calym dniu pelnym wrazen, ktory zostal jeszcze
      zaciagniety do sklepu i w tym sklepie dostaje piany na ustach, rzuca sie na
      podloge i robi awanture o cukierka, mama ze nie bo nie bo ona ma takie zasady,
      w koncu klaps za caloksztalt, to mam ochote podjesc i mocno nia potrzasnac.
      Trzeba miec w tym wszystkim odrobine samokrytycyzmu. W takich sytuacjach
      wieszam zasady na kolku, kupuje lizaka, biore na rece, czego normalnie nie
      robie, daje na siebie dziecku powrzeszczec, bo wiem ze to moja wina. Rzadka bo
      rzadka, bo jakos uwrazliwiona na to jestem a zakupy przez internet robie wink))
      ale mimo wszystko sie zdarza. A moze te mamy ktore widzialyscie i ta co w
      twarz oberwala i ta od lizaka mialy tego swiadomosc? ze same przegiely? I
      powiesily wychowanie na kolek? Bo zrozumialy ze dziecko nie wie co robi, spi z
      otwartymi oczyma. Ja tam w ocenianiu ostrozna jestem wink)) Moja kolezanka ma
      dziecko autystyczne. nie ma na twarzy wypisane autyzm, ale potrafi wpasc w
      szal. I wtedy nasi lepiej wiedzacy rodacy nie mogac patrzec na skamlaca matke
      wsiadaja na nia solidarnie. Dziecko denerwuje sie jeszcze bardziej, ona tez
      paranoja. Nie chodzi z nim do supermarketow i dyskotek ale czasami autobusem
      sie musi przejechac do banku wejsc czy do przychodni. Ostrezne z ocenami wink))
      • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 21:56
        wieczna-gosiu, pianę masz na ustach; opanuj się troszkę...
        Wystarczy delikatnie szczeknąć, o tak np.: hau hau...

        Mi cały czas chodzi o niedopuszczanie do takich sytuacji, żeby dziecko stało w
        sklepie , wrzeszczało, bądź tupało, BO CHCE TOOOOO!!!! BUUUUU!!!
        Chodzi mi o to, jak dopuszczacie do tego, że takie sytuacje się nagminnie
        zdarzają. Nie pisałam o dawaniu w dupsko, kiedy jest już za późno, kiedy
        sytuacje takie, bądź podobne już były, a nie zostały od razu wyeliminowane, np.
        w domu. Tak, w domu, bo nie wychodzę z założenia, że zawstydzanie dziecka w
        miejscu publicznym jest dobre. Sama nigdy tego nie robiłam, zresztą starałam
        się przewidzieć wcześniej, co może się zdarzyć w przyszłości, diabeł jeden wie
        gdzie; dlatego cały czas mówię o natychmiastowej reakcji, a nie o ignorowaniu
        przy pierwszym tego rodzaju "wypadku".

        Violetta
        • ekachna Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 22:53
          mamaizyimoniki napisała:

          > wieczna-gosiu, pianę masz na ustach; opanuj się troszkę...
          > Wystarczy delikatnie szczeknąć, o tak np.: hau hau...
          Czytam tę dyskusję i czytam i cały czas się zastanawiam, skąd u wiecznej gosi
          tyle dobrej woli aby Cię zrozumieć i z Toba dyskutować. A ty mimo wszystko taki
          tekst...
          Twoja postawa jako jedynie wszystkowiedzącej w ogóle odrzuca mnie od wszelkiej
          dyskusji. No bo o czym tu dyskutować, jeśli masz monopol na prawdę a jeżeli
          nawet ktoś Cię poważnie potraktuje to i tak mu się dostanie szyderstwem i po
          prostu zwykłym chamstwem.
          • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 03.12.03, 21:26
            ekachna napisała:

            > mamaizyimoniki napisała:
            >
            > > wieczna-gosiu, pianę masz na ustach; opanuj się troszkę...
            > > Wystarczy delikatnie szczeknąć, o tak np.: hau hau...
            > Czytam tę dyskusję i czytam i cały czas się zastanawiam, skąd u wiecznej gosi
            > tyle dobrej woli aby Cię zrozumieć i z Toba dyskutować. A ty mimo wszystko
            taki
            >
            > tekst...
            > Twoja postawa jako jedynie wszystkowiedzącej w ogóle odrzuca mnie od
            wszelkiej
            > dyskusji. No bo o czym tu dyskutować, jeśli masz monopol na prawdę a jeżeli
            > nawet ktoś Cię poważnie potraktuje to i tak mu się dostanie szyderstwem i po
            > prostu zwykłym chamstwem.
            Przepraszam bardzo. Czy ja nie moge mieć swojego zdania? Zauważ, że każda z
            moich poprzedniczek z wielką pasją wyraża swoje zdanie. Każdy broni swoich
            przekonań, nie?
            Wieczna gosia napisała, że ma wielką ochotę potrząsnąć mamą, która dała klapsa.
            Cóż to oznacza? Prawdopodobnie to, że nie podoba jej się takie zachowanie
            matki, że nie rozumie zdenerwowania tamtej. Ale żeby od razu potrząsać? A może
            powinna pomóc, podejść i, nie wiem, wspomóc, pogadać z dzieckiem? To tak w
            świetle tego, co któraś z mam napisała odnośnie tego, że ja stałam i patrzyłam.
            I nie zrobiłam nic. Tak, ale przynajmniej nie miałam ochoty nią wstrząsać.

            Może mi powiesz w którym moim poście jest cokolwiek, co mogłoby wskazywac na
            to, że uważam, że tylko ja i tylko moje zdanie sie liczy i to jest monopol na
            wychowanie? Wyraziłam swoje zdanie i dezaprobatę w stosunku do pewnych zachowań
            dzieci, których rodzice nie potrafią wyeliminować.

            Jeżeli nie wiesz, co znaczy zwrot "uważam, że..." to nie widzę sensu, abyś
            brała udział w jakiejkowiek dyskusji, nie tylko na forum. W innej formie:
            Uważam, że nie powinnaś brać udziału w dyskusjach, jakichkolwiek, nie tylko na
            forum.

            Piszę to dlatego, ponieważ chciałam znaleźć moment, w którym ktoś zarzucił mi
            jako pierwszy tzw. monopol na wychowanie; potem poszło gładko. Ktoś przeczytał
            twój post i powtórzył, ktoś stwierdził, że "tak, ona jest chamska", "tak, ona
            myśli, że wie wszystko"...
            Ale taka tendencja zdaje się istnieć na forum. Jak stado kwok. I to nie ja
            upieram się, że klaps to jedyna metoda. Pisałam to, co myślę, ale nie byłam
            osobą, która wyskoczyła z epitetami, chamstwem, itp.

            Violetta
        • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 01:05
          Ja mam piane?????
          Gdzie ja te piane niby wykazuje????
          Oj cos ostatnio zlagodnialam w dyskusjach, pisze wykazujac max dobrej woli a
          tu mi sie piane zarzuca hehe.

          To mi jeszcze zdefinijuj co to znaczy nagminne. Bo to ze twiojemu dziecku
          wystarczylo raz postawic granice to nie znaczy ze kazdemu tyle wystarcza wink)

          Ja prawde mowiac sluchaj coraz mniej wiem o co ci chodzi? Matki maja nie miec
          watpliwosci? Miec i sie nie przyznawac?

          Cytat ze Spocka jest do bolu prawdziwy ze az truizmem smierdzi. Ale ile z nas
          pochwala metody rodzicow? A ile, jak np autorka tego postu, musiala do swoich
          dochodzic sama. Bo metody jej rodzicow na nia jakos szczegolnie nie
          dzialaja wink)) No pewnie ze sia czlowiek miota i odczytuje za duzo. Od tego sa
          wlasnie inne matki zeby sie zapytac.

          Proponuje za 18 lat sie umowic i pogadac wink)) zobaczymy co nam wyszlo wink))
          Bo przeciez rzecz nie w metodzie i ilosci popelnianych bledow smile) a w
          wyniku wink)
        • maja252 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 14:28
          Hihihih
          no właśnie i o to chodziło tak samo ciebie uraziła moja wypowieź jak mnie
          twoja .....temat dobrze zrozumiałm tak samo jak inne posty ...dalej uwarzam że
          nie masz racji bicie dzieci jest karygodne i oznacza problemy raczej ze soba a
          nie z dzieckiem ...zmeczony dwulatek ma PRAWO sie tak zachowywać a jak się ma
          dzieci to trzeba je wychować a nie bić...w sumie to jest najprostsze
          wyjście ....masz przewagę fizyczną ale to nie tedy droga kochana ...ja nigdy
          nie zostałam udezona przez rodziców tak samo jak moje trzy siostry i wyobraź
          sobie że moja mama dała sobie radę z wychowaniem czwórki dzieci bez bicia
          zwłaszcza tak małych dzieci jak dwulatek
          Pozdrawiam

          ps.co do błedów to przepraszam że rażę twoje oczęta ale mam dysortografię co
          nie przeszkodziło mi zdobyć wyrzszego wykształcenia a te uwagi na ten temat
          siwadczą tylko i wyłącznie o twoim totalnym braku tolerancji dla wszystkiego
          co wykracza poza twoje zrozumienie sprawy

          Maja
    • toolateforyou Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 09.11.03, 23:21
      dziewczyny!tak czytam i czytam i nie wiem-śmiać się czy płakać?Pełnia jest czy
      wszystkie jesteście przed okresemwink)???No do oczu sobie skaczecie, wyrazy
      coraz mniej wybredne latają-a przecież można podyskutować jak kulturalni
      ludzie, nawet jeśli nie podobają nam się poglądy tej czy innej osoby!I jak tu
      mówić o wychowywaniu dzieci,spójrzmy na siebiesmileW tym wątku nie ma i być nie
      może jednoznacznej odpowiedzi, kto ma rację-i dobrze.Ale warto poczytać co
      inni sądzą na dany temat i wypowiedzieć się, ale może bez zbędnych emocji?W
      końcu chodzi o jakieś wyjście z problemu, a nie o skakanie sobie do oczu,
      prawda?pozdrawiam!I życzę spokojnej nocy(jest23.20)!Monika
    • anma Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 00:21
      Kiedy tak czytam posty mamyizyimoniki (nie tylko w tym wątku) to śmiac mi się
      chce po prostusmile)) Przypomina mi się od razu moja kolezanka, mama 6-letniego
      chłopca, grzecznego jak marzenie. Ona nie wiedziała co to znaczy, ze dziecko
      nie słucha. Ona mówiła a Kuba tak robił (i robi nadal). I wygłaszała dokladnie
      takie same teorie jak mamaizyimoniki. Do czasu...aż urodziła córkę. Julka ma
      teraz 3 lata i moja kolezanka sama śmieje się z tego co mówiłasmile) Sama mówi,
      ze myslała, ze to jej metody sa takie doskonałe a ona miała po prostu
      doskonałego syna.
      Życie zweryfikowało jej zachwyt nad samą sobą......
      • sasha3 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 00:36
        Dokładnie taką samą sytuację obserwuję u mojej koleżanki, też miała grzecznego
        Kubusia i monopol na prawdę o wychowaniu, do czasu, aż urodziła Jasia... Ja,
        nie bez satysfakcji, po cichu mówię sobie "a dobrze jej tak", za te wszystkie
        krytyczne uwagi odnośnie mojego dziecka. A Jasio jest 100, ba, 1000 razy gorszy
        niż był mój syn, sama to zresztą teraz przyznaje smile)) A mój syn prawdę
        powiedziawszy, wcale taki straszny nie był, to tylko jej się tak wydawało, bo
        NIE BYŁ TAKIM IDEAŁEM jak Kuba.
        Dlatego nie ma co krytykować innych, bo życie może zweryfikować poglądy, czasem
        baaardzo brutalnie smile))
        • beatach1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 09:08
          A ja wcale nie rozumiem co to znaczy "wychowanie bezsteresowe", bo odwrotnoscia
          tego jest zatem "wychowanie stresowe....". Wjec z tego wynika, ze wiekszosc z
          nas zostalo tak wychowanych...

          Mamoizyimoniki, zgadzam sie z Toba i popieram typ wychowania jaki przedstawiasz.

          MOj maz zawsze powtarza "pupa nie szklanka" wink: Co oczywiscie nie znaczy, ze
          Maximilian jest notorycznie bity.
          Dostanie klapsa wtedy gdy na niego naprawde zasluzy. Staramy sie ommijac takie
          sytuacje. Niestety Maxi jest dzieckiem bardzo upartym, stanowczym i jest na
          etapie "ja sam". Typowe dla dwulatka.

          Ja rowniez dostawalam klapsy od rodzicow. I nie mam im tego za zle. Wprost
          przeciwnie. Bo przeciez rodzice nie chca zle dla swoich dzieci. Znam podobny
          egzemplarz do tego, ktory przestawila Mamaizyimoniki, chlopak
          wychowywany "bezstresowo", ale do dzis prowadzi bezstresowe zycie, choc ma juz
          wlasna rodzine. Dzis efektem jest to, ze zona z nim nie wytrzymuje, chlopak
          zyje z dnia na dzien, a rodzice maja wyzuty sumienia.... Niestety ale troche
          pozno sie obudzili.

          Jak juz inne dziewczyny niejednokrotnie napisaly. Duzo zalezy od dziecka, od
          jego charakteru, temperamentu. Wjec mysle, ze kazdy znajac swoje dziecko
          powinien wiedziec jak je wychowywac. Na to nie ma reguly. Kazdy z nas jest
          inny, i tak samo ma inne dzieci.
          Jednak jestem zdania, ze nie powinno dopuszczac sie do sytuacji, gdzie dziecko
          atakuje rodzica. Dzis rodzica, jutro rzuci sie z piesciami na kogos innego. I
          co wtedy ???
          Zatem twierdze, ze jezeli mamy trudne dziecko, niestety klapsy sa wskazane. A
          to dlatego, by pokazac gdzie sa jego granice. Nie musza byc mocne, takie
          symboliczne, by nastraszyc dziecko. Ono bedzie swiadome konsekwencji swego
          czynu.

          W wychowywaniu wazna jest tez relacja miedzy rodzicami. Musimy byc stanowczy.
          Czy sie to podoba jednaj stronie, czy tez nie. Nie mozemy tego po sobie pokazac.
          Znam rodzine, maja dwoje dzieci, rodzice zawsze slepo zapatrzeni w dzieci. Jak
          cos zbroily to rodzicom nie chcialo sie wierzyc, ze to ich dzieci. Matka
          zarzadzila kare, ojciec przy dzieciach wsiadal na matke, ze jest glupia, ze
          tak nie wolno. Chlopak bil najpierw rodzicow, po prostu strzelal im po
          pysku... Ojciec szczesliwy, bo bokser im rosnie.... Dzis chlopak ma 5 lat i
          potrafii uderzyc znajomych. Kiedy nikt nie widzi pokazuje komus piesc przy
          zebach, a przy tym robi okropne miny. Rodzice nie potrafia sie miedzy soba
          porozumiec. Jak jedno cos powie, drugie sie sprzeciwia. Ostatnio Lukasz bedac u
          znajomych wysteplowal pokuj kolegii... I co, i tak wie, ze mu nic rodzice nie
          zrobia...
          Natomiast Monika, corka owych ludzi okazala sie byc zlodziejka. Przy
          spotkaniach i wszelkich imprezach podbierala kazdemu pieniadze, az przylapano
          ja na goracym uczynku.
          Reakcja rodzicow : "nie to niemozliwe, nasza Monika, po prostu jej nie lubicie
          i dlatego tak mowicie". Tylko mnie sie to w glowie nie miesci, dlaczego nie
          zawolali dziecka i nie spytali sie czy to zrobila i dlaczego.....
          Na tym oczywiscie sie skonczylo.... bez komentarza...


          Pozdrawiam
          BeataCh1
      • edziecko_gosiah Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 28.11.03, 13:38
        po raz kolejny ja... też o tym samym co powyżej... moja starsza siostra ma
        córeczkę obecnie 5.5 letnią... dziewczynka cicha, spokojna, robi to, co
        rodzice każą, nigdy nie było scen, żadnej histerii... potem ja urodziłam
        pierwszego synka... i oni oniemieli!!! jak można pozwolić na takie
        zachowanie:płacz, ryk, histeria, rzucanie się na podłogę, a ja 'spokój' (tak
        naprawdę to pozorny, bo przecież w środku cała aż się gotuję).... teraz moja
        siostra urodziła drugą córeczkę (w tym samym mniej więcej czasie, kiedy ja
        drugiego syna)... nasze młodsze dzieci mają teraz po około 1.5 roku.... i
        teraz moja siostra wie już co to znaczy dziecko histeryzujące, płaczące,
        ryczące... jej młodsza córka jest zupełnie inna niż pierworodna... inna rzecz,
        że w starsza córeczka 'odżywa', kiedy przyjeżdża do nas bez rodziców - szaleje
        wtedy z moim starszym synem i śmieje się do rozpuku . słowem jest zupełnie
        inna niż z rodzicami... jak dla mnie oni wytyczyli jej te granice nie
        wpojeniem zasad, że tak czy tak wolno lub nie, ale starachem przed klapsem,
        krzykiem, różną formą 'agresji' ze strony rodziców...
    • odalie Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 10:36
      Hej!

      A ja się zgadzam ze słowami Wiecznej Gosi, która powiedziała, że:

      >Natomiast moje
      >przeczekiwanie placzow i atakow nie ma nic wspolnego z bezsilnoscia. Ja
      >doskonale wiem co robie, wiem na co czekam i wiem kiedy to wyjace dziecko
      >wziac pod pache i udac sie dostojnym krokiem do wyjscia majac w nosie ten tlum
      >ludzi majacych w glowie "no dajze jej wreszcie w dupe".

      Ja uważam bicie za objaw bezsilności, uważam także, że bicie, nawet klaps, uczy
      dziecko, że silniejszemu wolno... uderzyć, upokorzyć. Nie twierdzę, że nigdy
      nie szarpnęłam czy nie dałam klapsa! nie aspiruję do pozycji świętej smile))) ale
      bardzo usilnie staram się unikać bicia, w zdecydowanej większości wypadków
      (pomijając sporadyczne wpadki do policzenia na palcach jednej ręki) udaje mi
      się.

      Wszystko da się rozwiązać bez bicia, tylko zazwyczaj wymaga to zdecydowanie
      więcej wysiłku, pracy ze strony rodziców.
    • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 10:45
      Wieczna-Gosiu, Anmo, Ekachno i inne fajne dziewczyny!
      Wiecie, co myślę? Skończmy tę dyskusję z nią. Nie ten poziom. Jeśli ona nawet
      nie próbuje zrozumieć naszych racji, wykpiwa np. mój zamiar skonsultowania
      pewnych spraw z psychologiem, drwi sobie z problemów innych - dajmy temu
      spokój. Niech ona sobie nadal tłucze swoje dzieci (choć nie mogę spokojnie
      słuchać takich jej deklaracji). Ja zamiast tego wolę się poradzić kogoś, kto
      (mam nadzieję) wskaże nam drogę, którą powinniśmy dalej iść, aby rozwiązać
      nasze problemy. To chyba lepsze, niż lanie własnego dziecka? To dopiero może
      się skończyć wizytami u... psychiatry. Czego nikomu nie życzę.
      I macie racje - pogadamy za 18 lat. My o naszych problemach (mam nadzieję smile)
      już dawno pozapominamy, a ona... kto wie, jak to się skończy... Tylko tych
      dzieci mi szkoda...
      WYBACZCIE, NIE BĘDĘ WIĘCEJ ODPOWIADAĆ NA POSTY vIOLETTY. Szkoda nerwów, czasu...
      Pozdrawiam Was wszystkich,
      Grażka
      • malgosia87 Re: Same tak wychowujecie-do grażynki13 10.11.03, 11:05

        grazynka13 napisała:

        WYBACZCIE, NIE BĘDĘ WIĘCEJ ODPOWIADAĆ NA POSTY vIOLETTY. Szkoda nerwów, czasu..
        > .

        Ja na to wpadłam duużo wczesniej wink.
        Pozdr.
        Małgosia



    • evee1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 15:36
      A mi sie wydaje, ze Viletta po prostu miala szczescie, ze jejcorki
      nie wpadaly w furie. Tu nie ma zadnej Jejezaslugi, czy umiejetnosci
      wychowywczych.
      Moja corka, chociaz byla niesamowicie zywym dzieckiem tez nigdy nie
      wpadala w zlosc. No owszem zloscila sie, jak czegos chciala ale
      oczywiscie, my cywilizowani ludzie smile), dochodzilismy z nia jakos
      do ukladow. Czasami dostawala klapsa, jak juz przeginala, ale
      ogolnie "dobrze" ja wychowywalismy. Za to jej mlodszy brat, znacznie
      bardziej emocjonalna sztuka w wieku 18 miesiecy wykrecil nam pierwszy
      numer, ktory poszedl nam w piety. Nic nie podejrzewajac po powrocie
      z zakupow chcialam go wyciagnac z samochodu, ale on mial widocznie
      inne plany i wladl w dziki szal. Tego sie nie da opisac. Mnie
      zamurowalo. Probowalam uspokajac, prosic, wrzeszczec, oczywiscie
      dalam klapsa. Nic, absolutnie nic nie pomagalo. Wreszcie po jakichs
      20 minutach syn sie uspokoil.
      Maz mi nie wierzyl, bo synek byl cudonym przylepkiem (co mu zreszta
      zostalo po dzien dzisiejszy), usmiechnietym od ucha do ucha od rana
      do nocy, no po prostu trudno sie bylo opanowac, zeby go nie schrupac.
      Drugiemu atakowi szalu mial okazje asystowac moj maz, kiedy - kilka
      dni pozniej - chcial wyciagnac Bartka z wanny, poddas gdy ten mial
      inne plany w tej kwestii. Maz tez zglupial na miejscu, bo takiej
      dzikiej reakcji sie nie spodziewal.
      Po jakims czasie okazalo sie, ze jedyna rzecza, ktora powoduje, ze ten
      amok mojego syna mija najszybciej jest po prostu czekanie i nic nie
      robienie. Moj syn po prostu nie potrafil sobie radzic ze swoimi
      emocjami i taki byl tego wynik. Pare lat juz od tamtego czasy minelo
      i oczywiscie to juz minelo, chociaz nasz synek to nadal maly wulkan emocji.
      A!! W przedszkolu byl zawsze ulubuencem wszystkich pan i zadna z nich
      nie mogla uwierzyc, ze ich pupilek takie numery w domu wycina!
      A wiec dziewczyno ciesz sie, ze Cie to ominelo i nie radz innym na temat
      czegos o czym (pardon za ostre slowa) nie masz zielonego pojecia.
      • grazynka13 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 16:02
        evee1 napisała:

        > A mi sie wydaje, ze Viletta po prostu miala szczescie, ze jejcorki
        > nie wpadaly w furie. Tu nie ma zadnej Jejezaslugi, czy umiejetnosci
        > wychowywczych.
        ...
        > > A wiec dziewczyno ciesz sie, ze Cie to ominelo i nie radz innym na temat
        > czegos o czym (pardon za ostre slowa) nie masz zielonego pojecia.

        Eveel,
        podpisuję się pod tym, co napisałaś, wszystkimi czterema łapami wink)),
        Grazka
    • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 16:44
      No i może lepiej, bo nie zrozumiałyście.
      Ja napisałam o tym, że daję klapsa w sytuacji, gdy dziecko mocno przegnie (nie
      jedna z was dodała, że także jej dziecko w takiej sytuacji dostało w dupsko);
      pisałam, że jest to w pierwszej sytuacji typu walnięcie się w złości na ziemię
      i histeryzowanie, bo mama zabrania kolejnego lizaka. No i wyszłam na matkę,
      która notorycznie tłucze swoje dzieci, w tym roczne...
      Już teraz wiem, dlaczego to taki drażliwy temat. Same nie raz i nie dwa
      przylałyście, a to nie poskutkowało i dlatego jesteście tak sfrustrowane. Do
      tego to ciągłe poszukiwanie skutecznego sposobu na wasze dzieci. Jeśli lubicie,
      kiedy dziecko tłucze was, to ok, nie ja jestem od tego, aby sytuacje taką
      zmienić; ale nie zamierzam podkulić ogona i nie powiedzieć co o tym myślę.
      Więc przechodźcie sobie wspólnie bunty trzy-, cztero-, pięcio-, sześcio-,
      siedmiolatków itd. itd., nastolatków także.
      I mam jeden wniosek: obruszyłyście się, że krytykuję matki, które nie potrafią
      poradzić sobie z własnymi dziećmi. A o czym świadczy kopanie matki w brzuch
      przez trzylatka? Plucie jej, bicie? O tym, że sobie radzi z wychowaniem?
      Nie, moje drogie szanowne mamy.
      Świadczy to o tym, że taka pani wychowuje sobie pasożyta, którego być może
      urodziła w wielkim bólu, a który będzie się buntował mając lat kilka,
      kilkanaście, a może i kilkadziesiąt; bo: nie kupiła cukierka, kazała wyrzucić
      śmieci, w szkole trzeba sie uczyć, a najepiej to chyba będzie w mordę
      przywalić - bo co, duży jestem, pozwoliła jak byłem mały, teraz mam jeszcze
      ważniejsze sprawy niż brak lizaka... A w ogóle to co, mi czegoś nie wolno???

      Żeby było jasne: moja córka dostała porządnego klapsa kilkakrotnie. I nie jest
      to tzw. tłuczenie. Dostała i wiedziała czym zasłużyła. Sytuacje skrajne się u
      mnie nie zdarzają. Nie ma sikania na złośc w majty, nie ma histerii w sklepie
      czy gdziekolwiek indziej, nie ma bicia matki i ojca.

      Przeraża mnie tylko wasza bezradność i wasze (hmm) "trudne" dzieci.
      Życzę powodzenia w poszukiwaniu skutecznych metod wychowawczych.
      I jak najrzadszych wizyt w poradniach psychologicznych.
      Aha, i jak najmniej żenujących sytuacji w miejscach publicznych - współczuję...

      Violetta, mama wychowanych córek - ale nie zastraszonych i okaleczonych,
      BYNAJMNIEJ...


      • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 17:33
        > Już teraz wiem, dlaczego to taki drażliwy temat. Same nie raz i nie dwa
        > przylałyście, a to nie poskutkowało i dlatego jesteście tak sfrustrowane. Do
        > tego to ciągłe poszukiwanie skutecznego sposobu na wasze dzieci.

        no a ty przylalas kilkakrotnie i poskutkowalo. No super, a gdyby nie
        poskutkowalo? Zasluga w tym twoja? Ja sie od razu odcinam od twierdzenia ze
        tluczesz swoje dzieci. Nie uwazam tak wcale. Mysle wrecz ze dalas klapa w
        sytuacjach ktore w twoim mniemaniu tego wymagaly. Ale nie wiem dlaczego
        zakladasz ze osoba ktora nie stosuje klapsow nie stosuje tez kar. Bo takie
        przyklady podajesz- braku klapsow ale i braku wychowania jako takiego.


        Jeśli lubicie,
        >
        > kiedy dziecko tłucze was, to ok, nie ja jestem od tego, aby sytuacje taką
        > zmienić; ale nie zamierzam podkulić ogona i nie powiedzieć co o tym myślę

        Viola to jest idiotyczne stwierdzenie ze ktos lubi jak dziecko go tlucze.
        Wiesz moje tez nigdy mnie nie stluklo, a mam 4. Ale dziewczyny dlatego wlasnie
        zadaja tu pytania bo im sie nie podoba, a widocznie ich metody nie dzialaja.
        Ty zakladasz ze co- pytaja sie jak to prztstopowac chociaz to lubia?? To ze
        ani tobie ani mnie nie trafilo sie takie dziecko to co znaczy- ze mamy idealne
        metody (a zobacz jak bardzo sie roznia)? Czy tez nasze dzieci po prostu nie
        maja potrzeby walniecia nas? Co w polaczeniu z jakas metoda wychowawcza daje
        taki efekt ze po prostu nie musialas sie z taka sytuacja zmagac. Ani ja. Ale
        opowiesci dziewczyn swiadcza o tym, ze tak sie zdarza, ze dziecko nawet po
        klapscie nadal potrafi oddac (np ja w mlodosci).

        Sytuacje skrajne się u
        > mnie nie zdarzają. Nie ma sikania na złośc w majty, nie ma histerii w
        sklepie
        > czy gdziekolwiek indziej, nie ma bicia matki i ojca.


        Super. Gratuluje. Ale to nie znaczy ze w ogole sie takie sytuacje nie
        zdarzaja. Ludzie maja rozny prog emocji. Kiedys gdy ojciec bral kija i walil
        az furczalo- nie bylo frustratow i buntownikow? Juz zadalam ci to pytanie, ale
        nie raczylas mi na nie odpowiedziec. A chyba odpowiedz na nie jest kluczowa wink)

        Wioletta, ja mysle ze dziewczyny wcale nie sa takie bezradne jak ci sie tu
        wydaje. Tylko to takie forum jest- czlowiek ma problem i sie wyzala. Nie radzi
        sobie to pisze ze sobie nie radzi. Krytykuj sobie co chcesz, ale twoje
        wystapienie to jest jak wejscie na spotkanie dla matek samotnych i wyrabanie-
        kurwilyscie sie to macie. Albo na meeting AA tylko po to zeby powiedziec ze
        upijaja sie tylko mieczaki. Nic takie wystapienie nie wnosi. Mnie twoje slowa
        nie dotknely w najmniejszym stopniu bo ja mam 4 dzieci, mama je od lat 14 i
        mam do nich kluczyk ktory pozwala miec z nimi dobry kontakt wink) Ale mama
        pierszego dziecka moze sie czuc zagubiona. Moze jak ja kiedys musi odrzucic
        metody rodzicow? Moze nie ma z nimi kontaktu? Moze zawsze w rodzinie by;ly
        corki a ona ma syna wink) nie wiem. Ale wiem ze pytanie tu nie musi swiadczyc o
        tym, ze taka dziewczyna lazi w pieluchomajtkach po brudnym mieszkaniu i placze
        a jej dziecko rzadzi. Moze swiadczyc o tym ze ma watpliwosci. Albo ze widzi ze
        jej metoda nie dziala jak powinna i chce wiedziec czy mozna inaczej.
        Zdobywanie wiedzy moja droga Wiolu nie swiadczy o ignorancji i bezradnosci.
        Mnie przeraza cos innego. Przeraza mnie to ze wychowywanie ludzkiego narybku
        to eksperyment na ludzkim organizmie. Na ciele i duszy. Latwo cos spieprzyc. I
        my, kobiety na ogol po sudiach lub w trakcie, wyksztalcone, pracujace,
        przechodzimy szkolenia by skutecznie pracowac, obslugiwac urzadzenia, kazda z
        nas wie ze ciagle ksztalcenie jest wazne. A tymczasem pytanie ktore w istocie
        maja na celu poglebienie wiedzy o wychowaniu, skonfrontowanie pogladow,
        wymiane doswiadczen, dla kogos moze byc zalosne. Dlaczego? Bo wstyd sie
        przyznac ze tak naprawde nikt nie ma patentu na wychowanie?
        • grzalka Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci...- 10.11.03, 18:07
          Gosiu,
          Podziwiam Twoja dobra wole, cierpliwość, wyrozumiałość i wiarę w ludzismile
          Tez bym tak chciała miećsmile
          pozdrawiam
      • evee1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 17:49
        > No i może lepiej, bo nie zrozumiałyście.
        > Ja napisałam o tym, że daję klapsa w sytuacji, gdy dziecko mocno przegnie
        (nie
        > jedna z was dodała, że także jej dziecko w takiej sytuacji dostało w dupsko);
        > pisałam, że jest to w pierwszej sytuacji typu walnięcie się w złości na
        ziemię
        > i histeryzowanie, bo mama zabrania kolejnego lizaka. No i wyszłam na matkę,
        > która notorycznie tłucze swoje dzieci, w tym roczne...

        Ja akurat nie uwazam, ze jestes matka, ktora notorycznie tlucze swoje dzieci.
        Po prostu uwazam, ze Twoim dzieciom nigdy nie zdarzyl sie taki regularny
        atak wscieklosci i tyle. Na to danie w pupe nie pomaga. Moim dzieciom tez
        zdarzylo sie pare razy dostac w pupe jak sie okropnie zachowywaly. Ale byly
        wtedy w stanie, kiedy albo wiedzialy, ze cos zle robia, albo byly chociaz
        w stanie, ze moglo to do nich dotrzec. Moj syn wpadal w taki stan - a byl
        wtedy na etapie uzywania swoich zebow jako argumentu w "dyskusji" - ze kiedys
        sam ugryzl sie w swoja raczke, bo akurat znalazl sie w okolicy jego zabkow.
        Jak dziecko ma atak histerii niestety nie jest to najlepszy moment na
        przekazywanie mu swojego systemu wartosci. Nawet za pomoca klapsa.

        > Już teraz wiem, dlaczego to taki drażliwy temat. Same nie raz i nie dwa
        > przylałyście, a to nie poskutkowało i dlatego jesteście tak sfrustrowane. Do
        > tego to ciągłe poszukiwanie skutecznego sposobu na wasze dzieci.
        Ja nie jestem sfrustrowana moja bezsilnoscia wychowawcza i moje dzieci sa nieco
        starsze od Twoich i jak narazie jestem zadowolona ze swoich efektow
        wychowawczych,
        ale oczywiscie na tzw. efekt koncowy przyjdzie mi poczekac jeszcze co najmniej
        20 lat i wiele skokow przez plotki jeszcze przede mna.

        > Jeśli lubicie,
        > kiedy dziecko tłucze was, to ok, nie ja jestem od tego, aby sytuacje taką
        > zmienić; ale nie zamierzam podkulić ogona i nie powiedzieć co o tym myślę.
        > Więc przechodźcie sobie wspólnie bunty trzy-, cztero-, pięcio-, sześcio-,
        > siedmiolatków itd. itd., nastolatków także.
        > I mam jeden wniosek: obruszyłyście się, że krytykuję matki, które nie
        potrafią
        > poradzić sobie z własnymi dziećmi. A o czym świadczy kopanie matki w brzuch
        > przez trzylatka? Plucie jej, bicie? O tym, że sobie radzi z wychowaniem?
        > Nie, moje drogie szanowne mamy.
        > Świadczy to o tym, że taka pani wychowuje sobie pasożyta, którego być może
        > urodziła w wielkim bólu, a który będzie się buntował mając lat kilka,
        > kilkanaście, a może i kilkadziesiąt; bo: nie kupiła cukierka, kazała wyrzucić
        > śmieci, w szkole trzeba sie uczyć, a najepiej to chyba będzie w mordę
        > przywalić - bo co, duży jestem, pozwoliła jak byłem mały, teraz mam jeszcze
        > ważniejsze sprawy niż brak lizaka... A w ogóle to co, mi czegoś nie wolno???
        A moze wlasnie wychowanie polega na tym, ze wreszcie dzieci ucza sie wzglednego
        panowania nad swoimi uczuciami i w tym maja im pomagac rodzice. I wlasnie
        o pokazanie w jaki sposob sobie z tym radzic prosza dziewczyny na tym forum.
        Coz w tym zlego? Ze od razu nie daly klapsa i nie zdusily w zarodku tych
        histerii? Moze klaps na Twoje corki dzialal jak zaczarowana rozdzka.
        Na histerie mojego syna nie i juz. Musialam znalezc inna metode. I teraz
        nadal mam malego testosteronka w domu, dla ktorego najlatwiej klocic sie z
        siostra za pomoca piesci, ale on juz wie, ze powinien starac sie swoja zlosc
        ukierunkowywac inaczej. Nie zawsze mu to wychodzi, bo czasem emocje nadal go
        ponosza, ale nauczyl sie, ze to nieladnie.

        > Żeby było jasne: moja córka dostała porządnego klapsa kilkakrotnie. I nie
        jest
        > to tzw. tłuczenie. Dostała i wiedziała czym zasłużyła. Sytuacje skrajne się u
        > mnie nie zdarzają. Nie ma sikania na złośc w majty, nie ma histerii w sklepie
        > czy gdziekolwiek indziej, nie ma bicia matki i ojca.
        U mnie tez nie ma, to znaczy juz nie ma. A nie przyszlo Ci do glowy, ze dzieci
        po prostu w pewnym momencie dorastaja i ucza sie (oczywscie przy pomocy
        rodzicow) tamowac jakos swoje uczucia i to, ze 3latek wyladowuje swoja
        frustracje na mamie w taki akurat sposob nie oznacza, ze bedzie tak samo
        ze 3 czy 10 lat.

        > Przeraża mnie tylko wasza bezradność i wasze (hmm) "trudne" dzieci.
        > Życzę powodzenia w poszukiwaniu skutecznych metod wychowawczych.

        > I jak najrzadszych wizyt w poradniach psychologicznych.
        > Aha, i jak najmniej żenujących sytuacji w miejscach publicznych -
        współczuję...
        >
        > Violetta, mama wychowanych córek - ale nie zastraszonych i okaleczonych,
        > BYNAJMNIEJ...
        A ciekawi mnie czy jestes teraz pewna, ze Twoje corki tak wychowasz,
        zeby nie popadly w anoreksje i zeby nie braly narkotykow. Tak mnie to tylko
        ciekawi....
        • wieczna-gosia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 20:44
          eve,
          no oczywiscie wink))
          Jak mozesz o to pytac wink))
    • grazynka13 Konkretny problem - co byście zrobiły gdyby... 10.11.03, 20:12
      Dziewczyny,
      a co robicie w takiej konkretnie sytuacji: Jesteście na spacerze, dziecko
      swobodnie biega, w końcu trzeba wracać do domu, prosicie: „Chodź!”, maluch nic.
      Raz, drugi, trzeci. Nic. Ja czasami mówię: „No to idę sobie” i oddalam się, a
      moje dziecko... robi mi „Pa! Pa!”! Próbowałam się chować (obserwując sytuację
      zza krzaka wink)), odchodzić spory kawałek itd. Nic! Rozkłada nas tym na
      łopatki. Co wtedy robicie? Pewnie, można wziąć dziecko pod pachę,
      albo „upchnąć” je do wózka, po chwili płaczu się uspokoi, ale marzy mi się...
      Same wiecie, co... Ja proszę: „Chodź, kochanie do domku”, a Kochanie: „Już idę,
      mamusiu”.
      Problem mamy też z przechodzeniem przez jezdnię. Za rączkę? Mowy nie ma! Moje
      dziecko jest ogromnym indywidualistą, potrzebuje maximum swobody. Ja ją przez
      ulicę przeprowadzam po prostu na siłę. Ściskam jej łapkę z całej siły i staram
      się nie słuchać wrzasków. Ale czuję, że nie tędy droga. Co zrobić, żeby dziecko
      zrozumiało, że chociaż ten kawałek musi przejść pod moje dyktando, a potem może
      już brykać?
      Ten brak „sterowności” to właściwie nasz największy problem. U nas na szczęście
      nie ma rzucania się na ziemię z powodu przysłowiowego lizaka (co nie znaczy, że
      nie zdarzają się wrzaski), nasz mały łobuziak nie jest agresywny, nie ma (na
      szczęście! ale może wszystko przed nami? uncertain) mowy o biciu czy pluciu. Owszem,
      ze złości potrafi rzucić kredką (nie we mnie, raczej bez celu), albo trzasnąć
      drzwiczkami szafki, którą właśnie kazałam jej zamknąć. Ale na przykład na
      zakupach nie mogę jej wypuścić z wózka, po pójdzie, dokąd ją oczy poniosą. A
      przecież nie będę jej wiecznie prowadzać na „smycz”? Doradźcie coś!
      Czekam na wasze mądre rady,
      Grażka

      PS
      Bardzo proszę, żeby na ten list nie odpowiadała viola. Proszę o życzliwą radę,
      nie mam ochoty na głupie utarczki.
      G.
      • wieczna-gosia Re: Konkretny problem - co byście zrobiły gdyby.. 10.11.03, 20:43
        Nie powiedzialas rzeczy waznej czyli ile buntownik bez powodu ma wieku wink))
        Ale przychodza mi do glowy pomysly nastepujace. Zapowiadam na 10 minut przed
        ze za 10 minut idziemy. Potem po 5 minutach przypominam, ze za 5 minut
        idziemy, proponuje pozberanie zabwek, pozegnanie sie z kumplami itp czynnosci
        konczace. O godzinie zero mowie idziemy. jesli mam generalnie jeszcze troche
        czasu- to zgadzam sie na negocjacje- ok zostaniemy jeszcze chwilke ale potem
        pojdziesz ze mna. Jesli dziecko nie chce tlumacze ze nastepnym razem tych
        negocjacji nie bedzie. I grozbe spelniam of course wink) Jesli natomiast czasu
        nie mam lub to ten spacer ze spelniajaca sie grozba, to po prostu biore pod
        pache, mowie wiem ze ci przykro ale musimy isc. Daje sie wyplakac itd, jestem
        idealem empatii wink) ale robie swoje. Po nie zadlugim czasie dzieci na ogol
        lapia ze duzo bardziej oplaca sie wynegocjwac te 10 minut czy iles po czym
        pojsc bez szemrania niz sie zbuntowac i nie dosc ze nic nie wygrac na tym
        spacerze to stracic na nastepnym.
        jesli chodzi o przechodzenie to u mnie zawsze jest wybor. Za raczke lub na
        smyczy. Innej opcji nie ma. Nie przechodzimy przez jezdnie wzglednie stosujemy
        przymus bezposredni wink) Ja zawsze wole miec wiekszy zapas czasu, zeby pozwolic
        dziecku pare razy zaprzec sie ze nie za raczke i doprowadzic do ugody niz ten
        przymus zastosowac, tak zeby w dziecku zrodzilo sie przekonanie ze przez ulice
        ZAWSZE chodzi sie za raczke lub na smyczy. Ja uwazam ze na smyczy mozesz
        prowadzac dosyc dlugo. niech sama zrozumie ze pilnowac sie trzeba. Ania lazila
        na smyczy dopoki sama nie poprosila ze ona bedzie bez i faktycznie zaczela sie
        pilnowac. Mialysmy tez epizody zwiewania na rowerze- pare ladnych spacerow
        przeszla przy wozku i doszla do wniosku ze lepiej krecic koleczka (czy raczej
        kola, bo przestrzen miala spora) niz zwiac po czym skonczyc spacer w trybie
        pilnym.
        Wazne jest by generalnie dac czasowi dzialac oraz neuronom dziecka, wyluzowac
        sie i nie traktowac tego jak pole bitwy. Raczej jak kropla drazy skale-
        spokojnie, na luzie robic swoje. Bez nerw, ale uparcie. Czasami zatykajac
        uszy.
        • agnieszka_azj_edziecko Re: Konkretny problem - co byście zrobiły gdyby.. 11.11.03, 00:04
          Na takiego małego buntownika (2-3 latka - dobrze oceniam ?), ktory na hasło "Do
          domu" krzyczy NIE ! i oddala się w przeciwnym kierunku, dobra jest
          metoda "celów pośrednich".
          Nie mówimy wogóle o powrocie do domu, tylko podsuwamy jakis ciekawy cel, ktory
          jest po drodze. Na moje córki działało m.in. karmienie ptaszków. Zawsze mialam
          ze sobą pokrojene resztki pieczywa i kiedy przychodziła już pora powrotu
          rzucałam hasło: idziemy karmic ptaszki. W tym celu należało się udać kawałek w
          stronę domu i tam przystąpić do rzeczonego dokarmiania ptactwa, przy okazji
          rzucania przesuwając sie dalej w porządanym kierunku. Kiedy juz plac zabaw
          zniknął z pola widzenia można zaryzykować hasło: do domu. Bezpieczniej jest
          wskazać jakiś następny cel - fajny samochód, śmieciarę czy sklep, gdzie kupimy
          bułę. I tak pomału dochodzimy do domu.

          Co do przechodzenia przez ulicę, nie mialam sposobu. Jedynie mocny chwyt i jak
          mantra powtarzane: przez ulicę za rączkę. Za setnym razem skutkowało. Czasem
          był też wybór - wolisz wsiąść do wózka czy pójdziesz za rączkę ? i następnie
          żelazna konsekwencja. Ja nie miałam wyboru - do parku trzeba było przejść przez
          dwie bardzo ruchliwe ulice.
          • apniunia Re: przechodzenie przez ulicę - mój sposób 19.11.03, 14:22
            witam zatroskane mamy
            ulica to również i nasz (mój i córci) problem, który odszedł w zapomnienie
            od jakiegoś czasu już nie ściskam rączki tłumacząc, że ulica i autka i ...
            moja córcia ma swoją ukochaną ksiązeczkę o kolorach i tam nosorożec, który
            zgubił balonich szuka go i na jednym z obrazków jest ulica z przejściem dla
            pieszych i auto

            teks oryginalny brzmi:
            "czerwony nosorożec balonik chce odnaleźć, czerwone światło woła nie wolno Ci
            iść dalej"
            a oto mój tekst, dorobiony oczywiście na potzreby sytuacji, a baja jest
            czytana codziennie na dobranoc:
            "czerwony nosorożec ..... nie wolno Ci iśc dalej, STOP!, trzeba mamusi dać
            rączkę, bo auta jadą (pokazuję obrazek) i mama przeprowadzi na drugą stronę
            a oto reakcja córy przy czytaniu:
            "SIIOOOPPP (czyt: stop), nu nu nu" i podaje mi ręke, a ja kończę zdanie
            a w realu na ulicy, ja mówię "stop i tak jak nosorożec trzeba dać mamusi
            rączkę, bo autka jadą" itd itd
            teraz młoda sama zatrzymuje się przed ulicą i skończyły się uliczne rewolucje
            • grazynka13 Re: przechodzenie przez ulicę - mój sposób 23.11.03, 10:18
              Apniuniu,
              a jaka to książeczka? Nasza Córeczka ksiązeczki uwielbia, codziennie widzimy
              ich wpływ na naszego Malucha, może więc taka ksiązkowa edukacyjna i w naszym
              przypadku poskutkuje? Podaj, proszę, namiary na tę mądrą książeczkę!
              Sedecznie popzdrawiam,
              Grażka
              • apniunia Re: przechodzenie przez ulicę - mój sposób 24.11.03, 11:56
                mimo tego, ze mam tę książkę kilka a nawet kilkadziesiąt razy w ręce nie
                pamiętam autora
                tytułu też nie jestem w 100% pewna, ale chyba " czerwony, zielony, niebieski,
                żółty" - wrócę do domu to sprawdzę dokładnie i jutro dopiszę
                książka zawiera 4 historyjki o : czerwonym nosorożcu, zielonym misiu, żółtym
                hipopotamie i niebieskim żółwiu, została kupiona rok temu w empiku (w Gdyni)
                • apniunia Re: przechodzenie przez ulicę - mój sposób 27.11.03, 10:06
                  Wanda Chotomska "czerwony, zielony, żółty, niebieski"
      • ekachna Re: Konkretny problem - co byście zrobiły gdyby.. 11.11.03, 07:51
        Ja Ci powiem Grażynko, co by zrobiła mamaizyimoniki: otóż nic by nie zrobiła,
        bo ona po prostu NIE DOPUŚCIŁABY do takiej sytuacji. Jak? To chyba tylko ona
        może nam wyjaśnić.
    • mama_kajetana Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 21:29
      Drogie eMamy,

      Violetta pisze, że swoje metody wychowawcze wypraktykowała na starszej córce.
      Ale los bywa przewrotny... Viola ma jeszcze roczną Izę. No, kochana Izuniu, w
      tobie cała nadzieja!!! Prawie nie zdarza się aby dwoje dzieci miało taki sam
      charakter i temperament. Więc może już niedługo...
      Błądzić (czytaj: skamleć i załośnie błagać o pomoc) jest rzeczą ludzką, o czym
      boska Viola zdaje się zapomniała. Miejmy nadzieję że młodsza córka jej
      przypomni.
      Czego ci Droga Violetto życzę
      mama Kajetna
      • ekachna Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 07:54
        A ja się do Twoich życzeń mamo kajetana dołączam.
    • aqua11 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.11.03, 22:57
      Witam, jestem mamą prawie 2-letniego chłopczyka, z którym z trudem daję sobie
      radę. Jest bardzo żywiołowy, wybuchowy, szybko bardzo się złości i w złości
      nieraz mnie bije. Dla mamyizyimoniki jestem zapewne skreślona jako matka -
      dziecko mnie bije, ale ja nie stosuję klapsów jako metody wychowaczej, lecz
      staram się tłumaczyć synkowi, że źle robi - jak bije, przytrzymuję mu rączki,
      staram się przeczekać ataki złości i uporu, które na spacerze objawiają się
      kładzeniem się na chodniku. Moja mama uważa, że powinnam mu czasami przylać,
      jednak przyznaje, że ja jako dziecko tak nie zachowywałam się i byłam grzeczna.
      Szanowna mamoizyimoniki - czy uważasz, że powinnam zacząć synka karać mocnymi
      klapsami? A może jednak twoje córki nie sprawiają takich problemów
      wychowawczych, i nie potrafisz zrozumieć, co przechodzą mamy takich
      żywiołowych, upartych dwulatków, jak ja. Czy nie uważasz, że bicie jest
      przejawem agresji, i co gorsza - zamierzonej. Czy uderzając dziecko nie uczysz
      je jednoczesnie, że taka metoda postępowania jest normalna w załatwianiu
      konfliktów? I że silniejszy (w tym wypadku rodzic) może prawa pięści używać.
    • adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 11:22
      Też jestem przekonana, że Wiolecie wiele rzeczy zostało podanych na tacy...
      Podobnie zresztą, jak mnie. Dostało mi się dziecko, które nigdy niczego nie
      ściągało ze stołu, nie wspinało się na meble, nie rzucało się na ziemię.

      Owszem, miewa napady złości, które przeczekuję - bo to jest dla MOJEGO dziecka
      najskuteczniejsza metoda i tego się będę trzymać niezależnie od tego, co o tym
      sądzi obca osoba, która ani mnie ani mojego dziecka na oczy nie widziała. Napad
      złości, zlekceważony, przechodzi w ciągu trzech minut. Po klapsie - pojawia się
      poczucie krzywdy, które w konsekwencji prowadzi do eskalacji napięcia. tak jest
      u mojego dziecka, empirycznie to udowodniłam. Czemu miałabym stosować klapsa,
      skoro to metoda nieskuteczna. a przeczekiwnie - u nas akurat jest skuteczne?

      Jeśli coś tu jest żałosne, to tezy postawione w pierwszym poście. Czyli
      myślenie typu JA kontra reszta świata. Jesli ktoś robi inaczej niż JA, to na
      pewno robi źle.

      I to wrzucanie wszystkich wątpiących, poszukujących, pytających do jednego
      worka...
      • adzia_a Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 11:37
        Aha, bo jeszcze czegoś nie napisałam.
        Wczoraj była u mnie przyjaciółka z mężem i dwójką dzieci. Starszy - od samego
        urodzenia anioł wcielony. Intelektualista. Kochane, bezkonfliktowe dziecko.
        Łatwo takie wychować smile

        Młodszy - wciąż wymagający temperowania, z napadami agresji, wrzeszczący o byle
        co. Rodzice, owszem, rąk nie załamują, ale mają szkołę życia wink Wciąz nowe
        wyzwania...

        Dwoje dzieci, jednych rodziców, a jaka różnica.

        Nikt mnie nie przekona, że jest jakaś uniwersalna metoda wychowawcza. Nikt mnie
        nie przekona, że każdemu dziecku wystarczy jeden porządny klaps kilka razy w
        życiu i już po sprawie. Nikt mnie tez nie przekona, że ten klaps jest niedobry
        dla wszystkich dzieci, bo uważam że są sytuacje, w których własnie klaps
        rozwiązuje problem.

        Dla większości z nas wychowanie dziecka to lawirowanie pomiędzy tym, co
        konieczne, tym co przyjemne, tym co słuszne, opiniami innych, dalekosiężnymi
        planami, naszymi ideałami, naszymi zasadami, teoriami naukowymi...najczęściej
        nie da się tego wszystkiego pogodzić. najczęściej musimy być elastyczni do
        granic wytrzymałości.

        PS. Też byłam kiedyś żałosną matką, która żaliła się na forum, że dziecko nie
        potrafi przespać nocy. W tych czasach nie było tu nikogo, kto byłby w stanie
        mnie uświadomić, że żałosna jestem, bo powinnam zastosować metodę uśnij
        wreszcie czy coś tam wink Ale jakoś nie żałuję...smile
        • grzalka Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 11:43
          No, tak, ale z drugiej strony, gdyby Mamamizyimoniki miała inne poglądy to nie
          byłoby dyskusji i wątek nie miałby 49 odpowiedzi. Czyli sa tego jakies plusywink)
          • mader1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 14:51
            Czytam sobie ten watek i do tej pory nie mialam kiedy sie dopisac smile
            Dziewczyny, spokojniej i bez epitetow pod adresem... Mysle, ze mamieizyimoniki
            chodzi o jakas patologie (jak piasala wieczna gosia - niewychowywanie) i jej
            tez z drugiej strony patologii nie nalezy przypisywac.Mysle,ze pisala o
            sytuacjach skrajnych, tylko potem wszystkim nerwy puscily.Ja sie nie wyzalam na
            forum, bo mam pewna wprawe, ale... to nic zlego pytac.Jezeli ktos zna sposob
            na jakies zachowanie albo chociaz pocieszy jak jest zly dzien to
            dobrze.Jestesmy po to zeby sie wspierac.Podpisuje sie pod tym, ze nie ma
            uniwarsalnej metody wychowania.Ja,sama niebita, uwazalam, ze bic dziecko to
            zbrodnia.I co?I przez 13,5 roku zdarzylo mi sie wymierzyc klapsy lub potrzasnac
            (to w zasadzie to samo, bo przemoc ), choc nigdy maluchowi.O wychowaniu
            moglabym pisac duuuzo, ale opowiem o dwoch sytuacjach, kiedy odbierano mnie
            skrajnie i mialam to gdzies , bo akurat wtedy bylam pewna tego co robie.Moja
            Pierwsza,grzeczna,teraz wzorowa uczennica, aktywna itd miala ok 2-3lat.Babciom
            juz sie znudzila, bo to juz nie maluszek i przychodzily do mnie na
            pogaduchy.Pogaduchy mogly trwac i 4-5 godz., kiedy same nadawaly, trzeba bylo
            je obsluzyc i nie zwracaly uwagi na Mala.Miala zajac sie soba.Trzeba dlugo nie
            miec dzieci, zeby cos takiego wymagacsmile Mala najpierw starala sie pokazac
            rysunek, znosila zabawki, zagladala w oczy, ale jak babcia ciagle nie byla
            zainteresowana - diabel w nia wstepowal - jeczala, krzyczala, czolgala sie...
            prosilam babcie o chwile uwagi, ale STARE osoby nie chcialy zrozumiec.A ja nie
            chcialam dawac klapsa.Bylam po jej stronie.Prosilam tylko coreczke, zeby
            wyszla pobawic sie do siebie i tlumaczylam, czego nie wolno.Jak szla do siebie,
            czasem ze wscieklosci rzucala przedmiotami w sciane, drzwi, krzyczala... Babcie
            uwazaly, ze chowam tyrana i powinnam ja zbic.A ja uwazalam,ze powinnam je zbic !
            Juz teraz moja corka wie, ze babcie sa starszymi osobami i tez maja swoje
            chumory i trzeba ich wysluchac i ...nawet bierze mlodszego brata,zeby im nie
            przeszkadzal smile Usmiechajac sie porozumiewawczo smileBabcie twierdza, ze jest
            grzeczniutki.Akurat.Reagowalby tak samo, jaakby nie mial dobrze wychowanej
            siostry.
            I ostatnio - druga 7-latka nie chciala pomoc sprzatac pokoju siostrze, do
            ktorej przychodzili goscie.Tlumaczylismy jej, zartowalismy, stosowalismy
            wszystkie zachety i podniety ( oprocz przekupstwa).Na koniec zaczela biegac po
            mieszkaniu i wrzeszczec, ze nie bedzie sprzatac, mimo iz wiedziala ,ze maly
            braciszek sie rozplacze i przestraszy.Dostala na otrzezwienie klapa w tylek i
            przeszlo jej! Zaluje jedynie tego, ze nie dalo sie inaczej.
            Supermarkety to oddzielna bajka.Czasem pobyt tam jest ponad wytrzymalosc nawet
            doroslych - tyle jest bodzcow, robienie zakupow jest nudne, tlum itd.
            Natomiast trudno ocenic rodzicow po jednym zachowaniu.I najlepiej sie wychowuje
            cudze dzieci - to stara prawda smile I tylko krowa nie ma watpliwosci smile Ja mam.
            I jeszcze cos, co poruszyla gosia - naajlatwiej wychowac albo tyrana, albo
            zastaszone super grzeczne dziecko.Srodek - zeby bylo dobrze wychowane, dobre,
            ale potrafilo sie bronic i powiedziec nie (w dodatku kulturalnie) jest
            najtrudnieszy.To balansowanie na linie.Chyba mi sie udaje, ale nie mi to
            oceniac.
        • dewcia Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 13:24
          adzia_a napisała:
          Nikt mnie nie przekona, że jest jakaś uniwersalna metoda wychowawcza. Nikt mnie
          >
          > nie przekona, że każdemu dziecku wystarczy jeden porządny klaps kilka razy w
          > życiu i już po sprawie. Nikt mnie tez nie przekona, że ten klaps jest
          niedobry
          > dla wszystkich dzieci, bo uważam że są sytuacje, w których własnie klaps
          > rozwiązuje problem.

          > Dla większości z nas wychowanie dziecka to lawirowanie pomiędzy tym, co
          > konieczne, tym co przyjemne, tym co słuszne, opiniami innych, dalekosiężnymi
          > planami, naszymi ideałami, naszymi zasadami, teoriami
          naukowymi...najczęściej
          > nie da się tego wszystkiego pogodzić. najczęściej musimy być elastyczni do
          > granic wytrzymałości.
          Święte słowa. Podpisuję się pod nimi z pełnym przekonaniem. Nie miałam zamiaru
          wypowiadać się, bo zauważyłam, że do autorki pierwszego postu nie docierają
          żadne sensowne argumenty, więc uznałam, że "szkoda pary". Od siebie dodam
          jedynie, że życie lubi uczyć pokory (przekonałam się na własnej skórze)i
          myślę, że przyjdzie czas i na mamęizyimoniki. Ale co zrobi, gdy przekona się,
          że jeden klaps nie wystarczy? Dalej pójdzie tym torem myślenia? Dodam jeszcze,
          że dla mnie wychowanie bezstresowe to absurd, ale znam o wiele bogatszy
          repertuar kar niż klapsy. A tak na marginesie, to są dzieci dla których klaps
          będzie nagrodą, a najcięższą karą z możliwych będzie ignorowanie jego
          zachowania, bo nie ma nic gorszego dla dziecka, niż być niezauważanym przez
          rodziców i w takiej sytuacji klaps jedynie utrwali niepożądane zachowanie.
          Więc chyba lepiej być "elastycznymi do granic wytrzymałości". Pozdrawiam
    • evee1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 12:53
      wieczna-gosia napisała:

      > Nie powiedzialas rzeczy waznej czyli ile buntownik bez powodu ma wieku wink))
      > Ale przychodza mi do glowy pomysly nastepujace. Zapowiadam na 10 minut przed
      > ze za 10 minut idziemy. Potem po 5 minutach przypominam, ze za 5 minut
      > idziemy, proponuje pozberanie zabwek, pozegnanie sie z kumplami itp
      czynnosci
      > konczace. O godzinie zero mowie idziemy. jesli mam generalnie jeszcze troche
      > czasu- to zgadzam sie na negocjacje- ok zostaniemy jeszcze chwilke ale potem
      Ja tez stosuje te metode i na ogol dziala. Dzieci jecza, ale poddaja sie
      temu rezymowi smile).
      Ktoras z mam podpowiedziala, zeby dziecko mamic jakims interesujacym celem
      po drodze. To tez czasami dziala, ale im dziecko starsze tym trudniej znalezc
      takie wymowki. Tym bardziej, jak trzeba wracac do domu, zeby odrobic lekcje,
      he, he smile.

      > jesli chodzi o przechodzenie to u mnie zawsze jest wybor. Za raczke lub na
      > smyczy. Innej opcji nie ma. Nie przechodzimy przez jezdnie wzglednie
      Pozostawianie wybor jest w ogole (w kazdym razie w przypadku moich dzieci)
      swietna metoda na zmuszenie do zrobienia czegos. Jak sie poprosi o
      zrobienie A, to ja od razu dostaje odpowiedz NIE, ale jak powiem czy
      wolicz zrobic A czy B, to na ogol cos wybieraja i czuja sie bardzo dobrze,
      ze same zadecydowaly. Z tym, ze byc moze ta metoda tez bedzie dzialac
      do jakiegos wieku. Nie wyobrazam sobie, ze mozna tym omamic 12-to latke.

      A jeszcze przypomniala mi sie jedna rzecz na temat zlosnikow. Pewnie
      pamietacie (te, ktore z Was czytaly), ze w ksiazce "Jak mowic aby dzieci
      nas sluchaly" autorki podaja przyklad jak syn byl wsciekly, a ona
      kazala mu narysowac te zlosc na kartce papieru i on tak mazal i mazal,
      az sie uspokoil. Wyprobowalam na moim Bartku. Kredkami zaczal ciskac
      po podlodze, a papier porwal na strzepy smile))). No chance!
    • ma.pi Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 14:44
      Moj mlodszy syn, jak go karmilam piersia to za kazdym razem mnie szczypal. W
      koncu doszlo do tego, ze cale piersi, brzuch i ramiona (wszedzie gdzie
      dosiegnal) mialm podrapane i poszczypane. Pewnie powinnam takiemu
      polroczniakowi przylozyc porzadnego klapsa toby sie oduczyl. smile.
      Szkoda, ze wczesniej o tej "metodzie" nie slyszalam, tobym nie musiala sie
      zalic jaka to ja biedna, bo mnie dziecko szczypie i nie umiem sobie z tym
      poradzic. winkwink

      A tak zalosna jestem, ale coz, przyzyje. A moje dziecko jak na razie na
      bandziora nie wyglada, ale ma dopiero 3 lata i pewnie jeszcze wszystko przed
      nami. winkwinkwink

      Pozdrowienia dla tych zterroryzowanych niezteroryzowanych przez swoje dzieci
      mam.
      • mader1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 15:52
        No tak, a ja mialam napisac,ze moje dzieci nigdy mnie nie bily smile A Pierwsza
        okladala mnie po cycku w trakcie ssania az plaskalo smile Nigdy nie myslalam o tym
        w kategorii bicia smile Do tej pory cos musi przez caly czas robic lapami.Ale
        nikogo nie bije smile Mamieizyimoniki na pewno nie chodzilo o takie bicie...
        Mozecie nie wierzyc,bo raczej tu takich mam nie ma,ale naprawde sa
        niewychowywane dzieci , ktorymi rodzice sie nie interesuja sad(( I nawet im
        przez mysl nie przejdzie, ze cos jest nie tak.
        • ma.pi Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 19:25
          mader1 napisała:

          > No tak, a ja mialam napisac,ze moje dzieci nigdy mnie nie bily smile A Pierwsza
          > okladala mnie po cycku w trakcie ssania az plaskalo smile Nigdy nie myslalam o
          tym
          >
          > w kategorii bicia smile Do tej pory cos musi przez caly czas robic lapami.Ale
          > nikogo nie bije smile Mamieizyimoniki na pewno nie chodzilo o takie bicie...
          > Mozecie nie wierzyc,bo raczej tu takich mam nie ma,ale naprawde sa
          > niewychowywane dzieci , ktorymi rodzice sie nie interesuja sad(( I nawet im
          > przez mysl nie przejdzie, ze cos jest nie tak.


          Zbaczasz z tematu. Autorce postu chodzi o mamy, ktore dbaja o swoje dzieci i
          chca jak najlepiej wychowac, a nie zawsze im wychodzi i prosza o rade, jak
          postepowac w danej sytuacji. Te dzieci sa wychowywane i rodzice sie nimi
          interesuja.


          Pozdr.
          • mader1 Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 21:05
            Moze tak... tez uwazam, ze rodzice, ktorzy rozmawiaja o wychowaniu dzieci i
            probuja roznych sposobow , rad, wychowuja swoje dzieci i poswiecaja im uwage i
            czas. Staja sie jak moga, wiec sa niezli smile
      • mamaizyimoniki Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 11.11.03, 21:46
        ma.pi napisała:

        > Moj mlodszy syn, jak go karmilam piersia to za kazdym razem mnie szczypal. W
        > koncu doszlo do tego, ze cale piersi, brzuch i ramiona (wszedzie gdzie
        > dosiegnal) mialm podrapane i poszczypane. Pewnie powinnam takiemu
        > polroczniakowi przylozyc porzadnego klapsa toby sie oduczyl. smile.
        > Szkoda, ze wczesniej o tej "metodzie" nie slyszalam, tobym nie musiala sie
        > zalic jaka to ja biedna, bo mnie dziecko szczypie i nie umiem sobie z tym
        > poradzic. winkwink
        >
        > A tak zalosna jestem, ale coz, przyzyje. A moje dziecko jak na razie na
        > bandziora nie wyglada, ale ma dopiero 3 lata i pewnie jeszcze wszystko przed
        > nami. winkwinkwink
        >
        > Pozdrowienia dla tych zterroryzowanych niezteroryzowanych przez swoje dzieci
        > mam.

        Wiesz dobrze, że nie chodzi mi o karanie półroczniaków...

        • ma.pi Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 12.11.03, 14:42
          mamaizyimoniki napisała:

          > ma.pi napisała:
          >
          > > Moj mlodszy syn, jak go karmilam piersia to za kazdym razem mnie szczypal.
          > W
          > > koncu doszlo do tego, ze cale piersi, brzuch i ramiona (wszedzie gdzie
          > > dosiegnal) mialm podrapane i poszczypane. Pewnie powinnam takiemu
          > > polroczniakowi przylozyc porzadnego klapsa toby sie oduczyl. smile.
          > > Szkoda, ze wczesniej o tej "metodzie" nie slyszalam, tobym nie musiala sie
          >
          > > zalic jaka to ja biedna, bo mnie dziecko szczypie i nie umiem sobie z tym
          > > poradzic. winkwink
          > >
          > > A tak zalosna jestem, ale coz, przyzyje. A moje dziecko jak na razie na
          > > bandziora nie wyglada, ale ma dopiero 3 lata i pewnie jeszcze wszystko prz
          > ed
          > > nami. winkwinkwink
          > >
          > > Pozdrowienia dla tych zterroryzowanych niezteroryzowanych przez swoje dzie
          > ci
          > > mam.
          >
          > Wiesz dobrze, że nie chodzi mi o karanie półroczniaków...
          >


          Nie wpadlam na to. winkwink

          I tak jeszcze dodam, ze mam rowniez syna 2x starszego niz Twoja starsza corka.
          I nigdy nie stosowalam klapow, zeby wyeliminowac nieporzadane zachowania.
          Czasmi wystarczyla jedna rozmaowa na dany temat, czasmi te rozmowy trzeba bylo
          powtarzac 20 razy, az do momentu kiedy zrozumial, ze cos jest zle.

          A Twoja corka nie powtorzyla swojego zachowania tylko ze strachu przed kolejnym
          klapem a nie dlatego, ze zrozumiala, ze cos jest zle.

          Pozdr.
          • peachess Re: Same tak wychowujecie swoje dzieci... 10.02.04, 23:39

            > > ma.pi napisała:
            > >
            > > > Moj mlodszy syn, jak go karmilam piersia to za kazdym razem mnie szcz
            > ypal.
            > > W
            > > > koncu doszlo do tego, ze cale piersi, brzuch i ramiona (wszedzie gdzi
            > e
            > > > dosiegnal) mialm podrapane i poszczypane

            nie chcesz chyba powiedzieć że zapanowanie nad łapkami półrocznego dziecka
            przerosło twoje siły. Bo aż strach pomyśleć co bedzie dalej!>

            A Twoja corka nie powtorzyla swojego zachowania tylko ze strachu przed kolejnym
            >
            > klapem a nie dlatego, ze zrozumiala, ze cos jest zle

            ale skoro według was dziecko "i tak nie rozumie", to chyba lepiej jeśli "ze
            strachu" nie wyjdzie na jezdnie czy nie odkręci gazu, nie? cel został
            osiągnięty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka