Dodaj do ulubionych

A propos bicia...

26.11.03, 13:14
Dał mi trochę do myślenia wątek założony przez Mamę Izy i Moniki...

Otóż zastanawiam się jak to jest, że np. małżonkowie (poza ekstremum)
wiedzą, że swojej kłótni nie załatwią dając sobie "po razie", tylko szukają
odpowiedniego kompromisu , rozmawiają ze sobą itp.

Nawet w tak zwanych jednorazowych przypadkach silnego wzburzenia,
rozzłoszczenia na męża, nie przywaliłabym mu, że tak powiem "z liścia"wink)
On nie uderzy mnie, to jasne. Jesteśmy dla siebie partnerami, jest między
nami znak równości, jesteśmy wreszcie ludźmi, wobec czego ja nie biję jego
ani on mniesmile))

Idąc dalej... Dlaczego wiele osób nie uderzy swojego współmałżonka,
natomiast (nawet sporadycznie) da klapsa (oby tylko) swojemu dziecku?
Dziecko to też człowiek. Ma swoje uczucia, które bardzo łatwo zranić.

Czy uważmy dzieci za jakiś gorszy gatunek?

Nie wiem czy czytałyście kiedyś książkę T. Gordona "Wychowanie bez porażek".
Bardzo dobra lektura.

I nie chodzi mi o wychowanie bezstresowe, bo takowe nie istnieje.

Oprócz dwóch metod stosowanych przez rodziców (w różnych konfiguracjach i
różnym natężeniu):
1) rodzic zwycięża (stawia na swoim)-dziecko przegrywa
2) dziecko zwycięża (stawia na swoim)-rodzic przegrywa
jest na szczęście jeszcze jedna metoda rozwiązywania konfliktów metodą bez
pokonanych (polecam w/w książkę).

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy
błędy.I czasem rzeczywistośc jest inna niż byśmy to deklarowali. Ale warto
się starać.

Pzdr
Jeżeli kogoś zachęciłam do refleksji to się cieszęsmile))

calico

Obserwuj wątek
    • mama_wiktora Re: A propos bicia... 26.11.03, 13:58
      Mnie akurat wątek o którym wspominasz nie bardzo dał do myślenia, a jedynie
      oburzył zarówno formą jak i treścią, ale ponieważ tu jest inny wątek, więc nie
      pora to roztrząsać.

      Chętnie przeczytam książkę, którą polecasz, choć będzie jedną z kilku na mojej
      półce książek poświęconych wychowaniu. Rzeczywiście jest tak, że rozgrywka
      pomiędzy rodzicami a dziećmi, często polega na tym, żeby wygrać. A w
      wychowywaniu nie o to chodzi. No i postawić na swoim czyli "wygrać" też można
      na różne sposoby. Zresztą proces wychowawczy i wymagania można dostosować do
      wieku i indywidualnych predyspozycji, temperamentu dziecka.

      Ja jestem bardzo przywiązana do książek panów Samsona i Eichelbergera. "Dobra
      miłość" to już chyba klasyka, ale np. jest książeczka pana Samsona pod
      tytułem "Książeczka dla przestraszonych rodziców", to świetny "przewodnik" po
      naturalnych etapach rozwojowych dziecka i naprawdę podaje mnóstwo wiedzy na ten
      temat.

      Bycie rodzicem to trudna sprawa i nie każdemu przychodzi to z łatwością. Sądzę,
      że posiłkowanie się dobrymi poradnikami i "praktyką" czyli korzystanie ze
      sposobów, które działały u innych, świadczy o dojrzałości rodziców. Pomaga im
      uporządkować sobie wszystko, szczególnie, że nie zawsze tę wiedzę wynosimy z
      domu. Okazywanie dziecku miłości i stwarzanie poczucia bezpieczeństwa,
      jednocześnie wymagając i będąc konsekwentnym, traktowanie go z szacunkiem ale
      jednak nie jak partnera, szukanie kompromisów - to wszystko wymaga czasu,
      cierpliwości i otwartości. I myślę, że dobrze, że tu na forum, możemy o tym
      pogadać.

      Pozdrowienia
      Gosia
      • chalsia Re: A propos bicia... 26.11.03, 20:59
        Ja również polecam tę ksiażkę (Wychowanie bez porażek). Dla mnie jest o wiele
        lepsza niż Jak mówić by dzieci słuchały....... Dlaczego? Bo jest bardziej
        ogólna - mówi o procesach i mechanizmach, a znając je, samemu mozna wymyślić
        słowa.
        W skrócie można by powiedzieć tak - dzieci moga (i będą same chciały) z nami
        współdziałać i współpracować, jeśli będziemy podchodzić do nich jak do
        partnerów - najbliższy przykład to sytuacje w pracy, gdy w większości
        przypadków staramy się dojść do sytuacji "win-win" poprzez rozpatrywanie wielu
        możliwych opcji, z których wybieramy takie, które zaspokajają potrzeby obydwu
        stron.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • wieczna-gosia Re: A propos bicia... 26.11.03, 14:10
      > Nawet w tak zwanych jednorazowych przypadkach silnego wzburzenia,
      > rozzłoszczenia na męża, nie przywaliłabym mu, że tak powiem "z liścia"wink)
      > On nie uderzy mnie, to jasne. Jesteśmy dla siebie partnerami, jest między
      > nami znak równości, jesteśmy wreszcie ludźmi, wobec czego ja nie biję jego
      > ani on mniesmile))

      Ja pojde dalej wink) Bo ja akurat w jednostkowym wzburzeniu przylalam z mezowi z
      liscia i sama tez dostalam. Oczywiscie bylo to dawno i nieprawda wink)) i w
      miedzyczasie doroslismy, powstrzymalismy swoje konie oraz zakopalismy topor
      wojenny. Ale- ja mysle ze doroslemu latwej jest wytlumaczyc powod trzasniecia.
      Latwiej dojsc z nim do porozumienia (wylaczajac wersje natychmiastowej
      wyprowadzki do mamy) i w ogole przerobic sytuacje. Z dzieckiem tego nie mozna.
      • mimarzena Re: A propos bicia... 26.11.03, 19:55
        O wiele trudniej jest zdobyć się na cierpliwość i negocjecje z trzylatkiem,
        który chce wszystko robić po swojemu, niż mu przylać. Nasze pokolenie jest
        przesiąkniete przemocą (wzorzec z domu) i sfrustrowane. To nie dzieci są złe i
        niegrzeczne, to rodzice powinni nauczyć się radzić sobie z własnymi emocjami i
        tego potem uczyć dziecko.
    • apniunia Re: A propos bicia... 27.11.03, 10:40
      czytałam wspomniany wątek, choć przyznam,ze w miare jego rozrastania, coraz
      więcej postów opuszczałam, bo jego główna idea zanikła gdzieś pomiędzy
      wzajemnym poniżaniem się i dyskusją do nikąd nie prowadzącą
      a bardzo chciałam się podzielić moim własnym doswiadczeniem, tylko, że tam juz
      chyba nikt rzeczowo i realnie by mi nie odpowiedział
      moja córka też miała ten słynny bunt 2-latka (zaczął się jak miała jakieś 1,5
      roczku) i też rzucała się na podłogę, waliła głową, wrzeszczała, tak, że
      dziękuję sąsiadom za wyrozumiałość i za to, że nie zgłosili na policję przemocy
      w rodzinie
      i...
      jeśli udało mi się wyłapac moment rozkrecania sie mojej pociechy, to
      przekupstwem, prośbą, rozmową gasiłam bunt w zarodku, ale życie jest jakie jest
      i czasami nie zdążyłam zareagowac na czas i mała wpadała sama w swoje błędne
      koło i dostawała prawdziwego amoku, była w transie, nic do niej nie docierało
      mogłam mówic, potrząsać nią, a ona z zamkniętymi oczami sinicą na twarzy
      dławiła się własnym krzykiem i wtedy był tylko jeden sposób, żeby się nie
      udusiła - dać klapsa
      mała była w takim szoku, co się stało, że z miejsca sie uspokajała i zawieszała
      się na kilka sekund w ciszy i bezruchu, żeby przeanalizować co ja jej zrobiłam
      i wtedy ja dopiero mogłam do niej dotrzeć i uspokoić ją słownie
      ponieważ mała zapominała o co się wkurzyła więc wystarczyło jej zaproponować co
      kolwiek i już był spokój i świat wracał do normalności
      ale musiał być klaps
      to ją nie bolało, bo klaps był taki, żeby przez pampersa nie przeszedł, ale sam
      fakt, tego, że dostała wprawiał ją w osłupienie - coś nowego, co musiała
      przetrawić, dostała 3 razy klapsa w ciągu swojego buntu, ale zawsze z
      odpowiednim skutkiem
      nigdy nie uderzyłam dziecka i nie uderzę, za np rozlane mleko, czy wywalone
      półki w jakimś supermarkecie, ale na wyjście z amoku nie znalazłam innego
      sposobu
      wiem także, że jeśli mała dostawała by klapsy często, bo krzyczy, ze ona chce
      to a nie tamto, bo mnie wkurza, bo się "źle" zachowuje, to nigdy ten mój klaps
      nie wyrwałby małej z jej amoku buntownika,
      • chalsia Re: A propos bicia... 28.11.03, 00:06
        > mogłam mówic, potrząsać nią, a ona z zamkniętymi oczami sinicą na twarzy
        > dławiła się własnym krzykiem i wtedy był tylko jeden sposób, żeby się nie
        > udusiła - dać klapsa

        Widzisz, gdybyś wiedziała, że u dziecka utrata przytomności spowodowana
        bezdechem (czyli przy zanoszeniu się od płaczu czy krzyku) nie jest groźna i
        SAMOISTNIE doporowadza do przywrócenia oddychania ORAZ że nie można się udusić
        od krzyku, to być może nie dała byś klapsa.

        No bo są inne sposoby - np. przytulić na siłę i PRZECZEKAĆ.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • apniunia Re: A propos bicia... 28.11.03, 07:38
          od tulenia, uśmiechów i innych cywilizowanych sposobów zaczynałam za każdym
          razem smile
          klaps, to była ostateczność, powtarzam ostateczność
          i świadczy o tym fakt, że bunt narastał kilka razy dziennie przez jakieś 4-6
          miesiecy, a klapsów było 3
          nie chcę się wdawać w medyczne dyskusje, ale nie uważam, że granatowa twarz i
          popękane żyłki w oczach, opuchlizna na całej twarzy nie są groźne
          a brak oddechu w moim mniemaniu powoduje złe dotlenienie mózgu i wolałam dać
          klapsa niż potem bić się w pierś, ze niczego nie zrobiłam
          jak długo pozwalasz Twojemu dziecku zanosić się i trwać w bezdechu - chyba że
          Twoje dziecko nie przechodzi (-ło) takich historii, bo wiadomo, ze dzieci są
          różne
          • mamongabrysi Re: A propos bicia... 28.11.03, 10:10
            Moja mała niedługo skończy dwa latka i czegos takiego u niej nie zaobserwowałam
            nigdy. Kilka razy moje dziecko gdy rożpłakalo się naprawdę mocno i to nie z
            powodu buntu tylko np. u lekarza oraz gdy NIECHCĄCO uderzyla tatusia w łuk
            brwiowy koparka tak, że omal nie stracił przytomności i wtedy zdarzyło sie cos
            zupelnie innego- moja mała przestała krzyczeć i zaczęła szlochać i krztusic sie
            i wymiotować. Rozumiem przerażenie Apniuni i to, ze nie chciala doprowadzic do
            czegos strasznego. Rozumiem też, że nie traktujesz klapsa jako metody
            wychowawczej tylko potraktowałaś to jako metodę ratunku - czy dobrze rozumiem?
            Może na temat tego sinienia wypowiedziałaby sie jakaś mama -lekarz?
            Pozdrawiam
            Ania
          • mimarzena Re: A propos bicia... 28.11.03, 16:58
            Bezdech przy płaczu, sinienie itd. to mogą byc kłopoty z grasicą. Nie jestem
            lekarzem, tylko coś takiego miał syn mojej siostry. Warto wybrać sie do
            dobrego pediatry.
            • mimarzena Re: A propos bicia... 28.11.03, 17:06
              A przy okazji, w takiej sytuacji jak opisujesz, Twoja reakcja wydaje mi się
              zupełnie naturalna. Moja siostra potrząsała małym, aby zaczerpnął powietrza.
              Ale to są sytuacje ekstremalne i każdy sposób wydaje się dobry aby ratować
              dziecko. Jednak chyba nie o takie bicie chodzi w tej dyskusji...
              • chalsia Re: A propos bicia... 29.11.03, 13:42
                Rozumiem całkowicie przerażenie mam w sytuacji utraty świadomości
                (potencjalnej) przy bezdechu Z POWODU zasienienia się płaczem czy krzykiem.

                Dlatego piszę o tym mechanizmie , bo warto wiedzieć.
                Tak jak napisałam, w tej wyjątkowej sytuacji utrata świadomości samoistnie
                doprowadza do przywrócenia oddychania (i w związku z tym trwa tylko moment, bo
                dziecko odzyskuje świadomość, jak tylko złapie oddech).

                Ja Apniuni nie potepiam,ani nie ganie (przecież nie mam prawa, ani nie jest to
                moje dziecko). Po prostu warto wiedzieć, że w takiej sytuacji można:
                a- nic nie zrobić, bo i tak będzie OK
                b- potrząsnąć dzieckiem mocno (ale nie u bardzo małych dzieci)
                c- lepiej jest złapać dziecko za biodra i odwrócić tak by było głową w dół i
                lekko okręcić dookoła siebie - taka "karuzela"
                d- również - dać klapsa
                Ale akcje b.c. i d nie są konieczne.

                Piszę to z własnego doświadczenia oraz na podstawie własnej wiedzy oraz tego co
                mi niezależnie powiedziału dwóch lekarzy (a także czytałam o tym gdzieś).

                A popękane naczynka w oczach oraz opuchnięta twarz nie są skutkiem
                niedotlenienia mózgu, a napięcia i wysiłku spowodowanego długotrwałym rykiem,
                krzykiem. I oba te rzeczy groźne nie są - można porównać je do zwykłego siniaka.

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • apniunia Re: A propos bicia... 01.12.03, 08:05
                  masz rację,ze sińcei popękane żyłki to efekt wysiłku jaki dziecko wykonuje drąc
                  się w niebogłosy
                  a nie braku oddechu
                  z metod, które podałaś próbowałam wszystkiego, oprócz okręcania, bo nie wierzę
                  własnym umiejętnościom i bałabym się o kręgosłup małej
                  wybaczcie, ale ja nie mam odwagi, żeby pozwolić dziecku trwać w bezdechu nawet
                  kilka sekund i czekać na samoistne odzyskiwanie przytomności
                  nie kwestionuję opinii Twojej, ani perdiatrów, których pytałaś o zdanie ale...
                  zbyt wiele razy lekarze, których uważałam za jakiś autorytet pomylili się w
                  sprawach mojej córki (problemy nefrologiczne)

                  moja córka jest już po okresie buntu, "było i minęło"
                  i bardzo się z tego cieszę i tylko mam taką cichą nadzieję,ze bunt trzylatów to
                  tylko mitsmile)
                  • mimarzena Re: A propos bicia... 01.12.03, 09:26
                    Bunt trzylatków to nie mit...
                  • chalsia Re: A propos bicia... 01.12.03, 11:39
                    Słuchaj, łapiesz za biodra (podaję tę wersję, bo wiem, że innej większośc mam
                    bała by się zrobić - osobiście łapałabym za łydki, tak samo jak to robi np.
                    neurolog w czasie badania), obracasz głową w dół i sama kręcisz się w kółko w
                    miejscu, przez chwilę. Nic się jej kręgosłupowi nie stanie !!!!!
                    Rozumiem brak odwagi i strach, nie musisz się tłumaczyć. Może kiedyś (oby nie
                    było potrzeby) się odważysz.
                    Bezdech staje się groźny jak trwa ponad minutę.
                    I wiem jak to jest z lekarzami. Ja mam to szczęscie, że moge zweryfikować ich
                    wiedzę.
                    Pozdrawiam,
                    Chalsia

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka