Dał mi trochę do myślenia wątek założony przez Mamę Izy i Moniki...
Otóż zastanawiam się jak to jest, że np. małżonkowie (poza ekstremum)
wiedzą, że swojej kłótni nie załatwią dając sobie "po razie", tylko szukają
odpowiedniego kompromisu , rozmawiają ze sobą itp.
Nawet w tak zwanych jednorazowych przypadkach silnego wzburzenia,
rozzłoszczenia na męża, nie przywaliłabym mu, że tak powiem "z liścia"

)
On nie uderzy mnie, to jasne. Jesteśmy dla siebie partnerami, jest między
nami znak równości, jesteśmy wreszcie ludźmi, wobec czego ja nie biję jego
ani on mnie

))
Idąc dalej... Dlaczego wiele osób nie uderzy swojego współmałżonka,
natomiast (nawet sporadycznie) da klapsa (oby tylko) swojemu dziecku?
Dziecko to też człowiek. Ma swoje uczucia, które bardzo łatwo zranić.
Czy uważmy dzieci za jakiś gorszy gatunek?
Nie wiem czy czytałyście kiedyś książkę T. Gordona "Wychowanie bez porażek".
Bardzo dobra lektura.
I nie chodzi mi o wychowanie bezstresowe, bo takowe nie istnieje.
Oprócz dwóch metod stosowanych przez rodziców (w różnych konfiguracjach i
różnym natężeniu):
1) rodzic zwycięża (stawia na swoim)-dziecko przegrywa
2) dziecko zwycięża (stawia na swoim)-rodzic przegrywa
jest na szczęście jeszcze jedna metoda rozwiązywania konfliktów metodą bez
pokonanych (polecam w/w książkę).
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy
błędy.I czasem rzeczywistośc jest inna niż byśmy to deklarowali. Ale warto
się starać.
Pzdr
Jeżeli kogoś zachęciłam do refleksji to się cieszę

))
calico