Ona albo ja - bitwa adolescencyjna

01.09.09, 19:10
Może ja czegoś nie dostrzegam. Może nadambitna jestem. Może chcę uniknąć dla
niej takiej przyszłości jak moja. Może zbyt konserwatywna jestem.
Niewyrozumiała. Nadopiekuńcza. Może nawet, do czego się skłaniam, jestem
kompletnie beznadziejną matką. Ślepą całkiem i kompletnie niewydolną.
Dziś... jestem do tego jeszcze bardzo samotna.

Może jeśli będziecie pytać, a ja odpowiem, to mi się coś rozjaśni w tym łbie
zakutym.

Charakterystyka jednostki.
płeć: dziewczę młode
Lat: 13
Wygląd: 16
Priorytety: podwórko, znajomi, telefon
nauka: śr. 4,5 przy ponadprzeciętnym lenistwie
problem: papierosy, alkohol, celowe równoległe zadrapania na
nadgarstku, kłamstwo nieprzeciętne, towarzystwo 15-17 lat

Kropka nad "i" - dziś wybrała się wbrew mojej woli ze znajomymi nad
jezioro, wyłączyła telefon, spóźniła się lekko licząc 4 godz.... i jakieś tam
drobiazgi przy okazji...

Czy ze mną jest coś nie tak? Możecie pytać, ja szczerze odpowiem. Coś jest z
nami nie tak?
    • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 19:43
      Trudno powiedzieć. Nie zawsze to, co robi 13-latka jest wina
      rodziców, naprawdę.
      Ale biorąc pod uwage alkohol i cięcie się, chyba trzeba zareagować
      energicznie. Psycholog na 100%.
      • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 19:49
        ciecie- faktycznie trzeba sie temu przyjrzec,alkohol-w tym wieku niestety kusi.
        I nie bitwa bo w tej bitwie wygrasz ale mozesz tez wiele stracic.
        Nic nie piszesz o Twoich z nia relacjach do tej pory.Jak bylo miedzy
        Wami?Gadalyscie sobie po babsku?Powierzala Ci jakies swoje sekrety?Radzila sie
        Ciebie w jakichs sprawach?Spedzalyscie razem czas? I
        • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 20:38
          Dziecię praktycznie klepie jęzorem na prawo i lewo, zatem chcąc nie chcąc
          wyspowiada się zawsze.
          Zatem alkohol to są takie spróbowanka..
          "Wypiłam pół REDS-a"
          Podczas letniego obozu "raptem jednego drinka"...
          A te cięcia, z pełną świadomością, napisałam zadrapania. To taka próba
          przypodobania się grupie, w której przebywa. To zadrapania szkolną ekierką ^^.
          Dosłownie - zadrapania. Ale, że regularne i w charakterystycznym miejscu, to dla
          mnie naturalnie to problem pierwszego rzędu.
          Wszystko jest takie, po trochu, ale serio...
          Z porady psychiatry już korzystałam, może niekorzystnie trafiłam akurat.

          • kkokos Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 21:00
            jest jakaś szansa na izolację od tej grupy?
            • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 21:05
              O to też właśnie ta bitwa się rozgrywa.
              Ja ją w lewo, ona samowolka w prawo.
              Były rozmowy z "kółkiem różańcowym", z rodzicami dwóch panien, z dzieciną dnia
              mało na tłumaczenia.
              Chyba jestem za mięTka indifferent
              • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 21:08
                jak chcesz napisz do mnie na priva.Przerabialam to 5 lat temu.
          • scher Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 12:45
            ladysavage napisała:

            > Zatem alkohol to są takie spróbowanka..
            > "Wypiłam pół REDS-a"

            Jaka była twoja reakcja?

            > Podczas letniego obozu "raptem jednego drinka"...

            Jak wyżej.
      • ladysavage n/t 02.09.09, 20:05
        Nie rozumiem daty.
        Jakaś retrospekcja?
        • ladysavage Re: n/t 02.09.09, 20:16
          I sama odpowiem... Zanim mnie o schizofrenię ktoś posądzi.
          Przed chwilą widziałam daty 16 sierpnia 09. Domyślam się, że po odświeżeniu
          strony się naprawiło, pewnie błąd, który stali bywalcy Forum znają.
          Babcia moja też tak ma, zadaje pytanie ("Co u Ciebie?") i chwilę później sama
          odpowiada ("Na pewno w porządku"). Pewnikiem to jakieś uwarunkowania genetyczne
          co drugiego pokolenia.
        • kkokos Re: n/t 02.09.09, 20:22
          też to widziałam, w pewnym momencie twój post z popołudnia miał
          godzinę 00:25 czy jakoś tak smile
    • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 23:04
      mam wiadomosc ale nic nie moge otworzyc-cos sie dzieje z poczta.Cierpliwoscismile
      • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 01.09.09, 23:15
        Tak, wiem, że jest kłopot.
        To też znowu nie jakiś nagły dramat. Tyle, że się klimat zagęścił i się
        zaczynamy wzajemnie podduszać.
        • cinus1974 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 00:45
          ona nie tnie sie dla grupy,chce zwrocic na siebie przedewszystkim
          twoja uwage awanturami i zakazami nic nie zdzialasz,ty gdzies
          popelnilas blad,a kolka rozancowe to juz wogole nie tedy droga.
          • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 11:45
            Chyba nie sądzisz, że pisałam o prawdziwym Kółku Różańcowym... surprised
            Miałam na myśli tę dzieciarnię podwórcową.
            Jak się chce zwrócić swoją uwagę to chyba się nie chowa tej ręki
            wtedy, tylko raczej eksponuje? Czy nie?
            Nie tnie, a rysuje linijką. Gwoli ścisłości.
            Awantura - co masz na myśli?
            Raczej o brak konsekwencji i wspomnianą "mięTkość" się winię. Tu
            mnie proszę ukierunkować jak być twardą, wobec kogoś kogo się bardzo
            kocha. (Czasem podobne relacje dotyczą par/małżonków)
    • scher Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 12:47
      ladysavage napisała:

      > Kropka nad "i" - dziś wybrała się wbrew mojej woli ze
      > znajomymi nad jezioro, wyłączyła telefon, spóźniła się lekko
      > licząc 4 godz....

      Jakich konsekwencji może się po tobie spodziewać?
      Same rozmowy i dobry kontakt z dzieckiem, bez dyscypliny i konsekwentnie egzekwowanych zasad, nie wystarczą.
      • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:04
        Jakie konsekwencje powinno się zastosować wobec takiej, już, kobiety?
        Konfiskata mienia? (komórki)
        Szlaban na kompa?
        ZOMZ?
        Dodatkowa, zlecona praca na rzecz swojego pokoju/łazienki/kuchni?
        Sześćset osiemnascie pompek? indifferent
        • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:13
          Trudno powiedzież. Ale z tego co piszesz, ynika, ze za wyjscie z
          domu bez Twojej zgody, za picie alkoholu itd. corki nie czeka żadna
          kara. A wiec może to spokojnie robic i robi. Albo - wybacz - zaczyna
          się powoli demoralizowac i za rok-dwa może być dramat, albo - co
          niemniej prawdopodobne, robi co może, aby wywołac u Ciebie jakąś
          zdecydowana reakcję. I nic...
          Co mozna zrobic - cóż, przede wszystkim zaczęłabym od zmiany
          towarzystwa - o ile to towarzystwo ze szkoły, od natychmiastowej
          zmiany szkoły. Od odebrania możliwosci porozumiewania się z
          kolezankami, ktore pija - np. odbierając telefon komórkowy. Tak,
          własnie - dlaczego uwazasz to za całkowicie nimozliwe. Ja bym
          nazwała to konfiskata narzedzi slużących do popełniania
          przestępstwasmile Bo kara najprostsza i logiczna - czyli szlaban na
          wyjscie - najwyraźniej nie działa.
          13-latka to nie jest jeszcze kobieta, zdecydowanie nie. Jestem
          obawiam się, znana na tym forum, jako nadmiernie liberalna matka
          nastolatkow, ale sa pewne granice, po ktorych liberalizm jest
          zwyklym zaniedbaniem.
          • scher Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:32
            verdana napisała:

            > sa pewne granice, po ktorych liberalizm jest zwyklym zaniedbaniem.

            Otóż to! Trzynastolatka to nie pannica, to jeszcze dziecko. Ma de facto przyzwolenie na łamanie zasad, więc to robi. Może to być też wołanie o granice, takie "Mamo, co jeszcze strasznego muszę zrobić, żebyś wreszcie wzięła się w garść i powiedziała: Dość!"?
            • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:38
              scher napisał:

              > verdana napisała:
              >
              > > sa pewne granice, po ktorych liberalizm jest zwyklym
              zaniedbaniem.
              >
              > Otóż to! Trzynastolatka to nie pannica, to jeszcze dziecko. Ma de
              facto przyzwo
              > lenie na łamanie zasad, więc to robi. Może to być też wołanie o
              granice, takie
              > "Mamo, co jeszcze strasznego muszę zrobić, żebyś wreszcie wzięła
              się w garść i
              > powiedziała: Dość!"?

              O.. wiesz... bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź. To tak właśnie
              gdzieś w tę stronę chyba...
              Jeszcze proszę.. jeszcze.
              • scher Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:49
                Temat jest zbyt złożony, żeby go wyczerpać na forum. Polecam świetną pozycję książkową, jest rozdział o nastolatkach:
                www.gwp.pl/product/256.html
                • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:55
                  Rzeczywiście, interesujące. Dziękuję za wskazanie. I w ogóle...
                  • scher Dorzucę coś jeszcze 02.09.09, 14:30
                    www.gwp.pl/product/1296.html
          • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:37
            Tak.. obawiam się właśnie demoralizacji.
            Konfiskata komórki nastąpiła. Ileż się nasłuchałam przy tym...
            Szkoły z pewnych powodów zmienić nie mogę i mam nieodparte wrażenie,
            że w każdej szkole "taka grupa zorganizowana" działa.

            Dotychczas karą był ZOMZ... ale jak wynika z mojego pierwszego
            postu - nastąpił bunt. Wcale nie byłam wczoraj miła. Wcale nie było
            fajnie po tym zajściu. I zdecydowanie kara nastąpiła. Nawet
            prymitywne oznaki skruchy można było dostrzec.
            Nie nastąpiło jednak pożądane przynajmniej "przepraszam".
            Przeciwnie, próbowała wzbudzić we mnie poczucie winy za kradzież
            komórki, więzienie w domu i wykorzystywanie do prac domowych, za
            które (uwaga!) nie płacę!
            Naturalnie, ten potok wykrzyczanych zdań, nie przyniósł oczekiwanych
            przez nią rezultatów. Kłopot w tym, że nie nastąpiła prawdopodobnie
            też prawidłowa moja reakcja. Wdałam się w głupawą wylicznkę.
          • triss_merigold6 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:40
            Podpiszę się.
            To, że panienka wygląda na 16 lat niczego nie zmienia. Towarzystwo
            podwórkowe 15-17-latków nie jest stosowne dla 13-latki. Próby z
            alkoholem niepokojące, bo też za młoda.
            Skrócić smycz i pilnować, bo zaraz Ci zacznie malolatka znikać na
            noce.
            • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 13:57
              Co znaczy "PILNOWAĆ"?
              Oczywiście, z Twoją treścią absolutnie się zgadzam, stąd problem
              właśnie.
              • triss_merigold6 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 14:45
                Sprawdzać frekwencję w szkole, o której zaczyna lekcje i o której
                kończy. Jeśli jest zapisana na zajęcia pozalekcyjne - sprawdzać czy
                chodzi. Ograniczyć wyjścia tzw. na podwórko, lepiej niech ma
                zorganizowane.
                13 lat to wybitnie durny wiek u panienek a jeszcze jak dziewczę
                wygląda dojrzale i przebywa w starszym towarzystwie to istnieje
                ryzyko, że ktoś ją puknie jak trochę wypije. Nie przesadzam, u mnie
                na osiedlu był w tym roku taki przypadek, 14 latki wyglądające na 18
                pobalowały w lokalnej knajpie ze starszymi chłopakami. Wypiły,
                łasiły się i jeden wziął panienkę do domu w celach oczywistych.
                Następnego dnia miał policję na karku, bo panienka wróciła rano,
                rodzice zrobili awanturę, przyznała się gdzie była i starzy zgłosili
                gwałt - sprawa z automatu, bo 14-latka. Do łóżka była chętna,
                pijana, wyglądała na 17 a chlopak jej do legitymacji szkolnej nie
                zaglądał.
                • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 15:01
                  Mnie własnie niepokoi wiek - 13 lat to wczesnie na tego typu numery.
                  Dostatecznie dużo na kłotnie z matką, troche za mało na urywanie się
                  bez pytania i picie nawet jednego drinka.
                  A za to za duzo na pretensje, ze nie dostaje kasy za prace domowe...
                  W sumie - zgadzam sie z Triss. Peen nadzór. To znaczy powiadomienie
                  szkoły, ze prosisz o informmacje o kazdej opuszczonej lekcji. Sporo
                  zajęć pozalekcyjnych - z ta sama informacją. Może jest ktos z
                  rodziny, kto posiedziałby przez pewien czas w domu, gdy mloda wraca
                  ze szkoły.
                  • triss_merigold6 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 15:11
                    Z obserwacji mojego dresiarskiego osiedla wynika, że jak pannom
                    odbija to właśnie w wieku 13-14 lat, właśnie tym, które weszły w
                    podwórkowe towarzystwo ze starszymi chłopakami w otoczeniu. Ryzyko
                    demoralizacji za duże i mimo, że nie jestem fanką rygorystycznego
                    doboru starszym dzieciom towarzystwa to w takim przypadku
                    postarałabym sie odizolować od znajomych z osiedla.
                    • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 15:19
                      A tak - ja to z kolei widze w szkole. Tyle, ze "odbijanie" w wieku
                      16 lat jest czesto mniej groxne niż to, ktore zaczyna się tak
                      wczesnie.
                      • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 16:08
                        Bossz.. Verdana, czy to Twój pies? ^^ Wszystkie "cofnięte" są cudne. Mój też się
                        zatrzymał na drzwiach wink

                        Cór jest w zaangażowana w sport. Każdego dnia ma jakieś zajęcia w 3 dyscyplinach
                        (jeździectwo, pływanie, tenis). Oczywiście wożę ją na nie. Jest od tego roku w
                        sportowej klasie, liczę zatem na dodatkowe zainteresowania.
                        Od 6 lat dwa języki.
                        Dodatkowo od tego roku zajęcia manualne (rzeźba, malarstwo z rysunkiem) w
                        galerii sztuki.
                        Starczy czasu jedynie na naukę. Rany... starczy??!

                        Mam często wyrzuty sumienia, że selekcjonuję jej znajomych. Ta i ta jest super,
                        ale tamta już absolutnie nie. Ale robię to.
                        Co zdaje się właśnie wywołało efekt odwrotny. Rzekłabym, przewidywalnie ... ale
                        która czujna matka nie postąpiłaby podobnie?
                        Śledzę rzetelnie wszystkie Wasze odpowiedzi, z każdej wyciągam wnioski. Jeśli
                        się komuś coś jeszcze nasunie, będę naprawdę wdzięczna za sugestie.
                        Póki co mamy ten sam tok myślenia. To mnie cieszy... sądziłam, żem wyrodna matka...
                        • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 16:13
                          Mój, osobisty.
                          Przedtem miałam dwie suki, ale ideszły do psiego nieba. A jakiego Ty
                          masz?
                          Yyy, wiesz co? Ona po prostu jest przemęczona. Serio. Może dlatego
                          jej odbija. Moja corka miała jeden taki rok i do dziś wspomina, ze
                          był to najgorszy rok jej zycia.
                          Proponuję wykasować coś i zamiast zawozic ja na zajecia w tym samym
                          czasie zawieźć ja do kina, na lody, albo iść kupic jakis kompletnie
                          niepotrzebny ciuch. Razem. Bo IMO to Twoja corka nie ma zycia - może
                          dlatego chce miec "szemrane" towarzystwo, ze musi odpocząć nawet od
                          myslenia. Wiecej towarzystwa niegderajacej matki, z ktora idzie sie
                          na niedozwolony filn mogloby pomoc.
                          Mam nadzieje tylko, że się nie odchudza, bo to już byłoby naprawdę
                          niedobrze.
                          • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 16:43
                            Nie odchudza się. Wygląda prawidłowo. Ubiegły rok nie był tak obciążony
                            zajęciami dodatkowymi, dlatego w tym postanowiliśmy wypełnić ten czas, który w
                            ubiegłym roku wypełniony był: ławkami, tunelami, klatkami schodowymi.
                            Na rozrywkę też czasu nie brak. Finansowo jesteśmy stabilni, zbędne luksusy to
                            nasz (yhm, yhm, mąż nie czyta?) nałóg. Do kina raczej chadzamy na filmy
                            familijne (z uwagi na resztę rodziny), w domu, w sobotnie wieczory zasiadamy
                            przed filmem. Oglądamy wtedy we dwie: "Zieloną Milę", "Uprowadzoną", "Anakondę"
                            tudzież "Next", "The Notebook", "Ps. I love you". Jeździmy rowerami, grillujemy,
                            chadzamy tam i siam.
                            Z przemęczeniem może tak być jak piszesz, z powodu dużej ilości nauki, a
                            właściwie czasu jaki musi jej poświęcać. Ma zdiagnozowane ADHD (deficyt
                            koncentracji mocno przeszkadza w nauce). Nie pisałam o tym wcześniej celowo, bo
                            to nie tłumaczy jej zachowania, chociaż świadoma jestem, że ma wpływ na
                            skłonności. Może te wakacje były właśnie odreagowaniem tego wysiłku (nie jestem
                            przekonana czy to dobre słowo) jaki włożyła w uzyskanie dobrej średniej, w
                            związku z chęcią dostania się do gimnazjum sportowego.
                            Może to po prostu minie niebawem wraz z wejściem w nowe środowisko szkolno -
                            sportowe?
                            Wydawało mi się, że poświęcam jej dużo uwagi... za dużo nawet...
                            Że pilnuję.. na tyle ile robi się to mając duże dziecko w domu.


                            • marzeka1 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 20:15
                              Powiem ci, dlaczego warto jednak 13-latce smycz skrócić i odseparować od takiego
                              starszego towarzystwa. Otóż w gimnazjum mojego syna (teraz 3 klasa , lat 15) w
                              sąsiedniej klasie po wakacjach dziewczynka wróciła w ciąży. Zaczęła eksperymenty
                              z dorosłością jako 13-latka.Warto uważać, chociażby dlatego.
                            • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 20:34
                              Musisz przewartościować swoją role z wszechmocnej matki na
                              przyjaciółkę. Przyjaźnie się ma z kimś, kto akceptuje nas. Czyli -
                              najpierw akceptujesz wybory i postępowanie córki. Dajesz jej
                              upragnioną wolność wyboru i doświadczenia pierwszych złych wyborów.
                              Sprzątanie, prace domowe - to konieczność, współdzielenie obowiazków.
                              Tak wygląda życie innych. Ona nie może tu dyskutowac, wraz z
                              samodzielnością przychodzą obowiązki. Relacje z towarzystwem z
                              podwórka - posluchaj jej, jacy są, kto jej nie lubi, a na kogo może
                              liczyc. Niech się otworzy przed Tobą, niech Ci powie sama swoimi
                              słowami, ze nie każdemu mozna ufac, nawet, jak sie na trzepaku razem
                              piwo popijało. (Dygresja: ja sie schlałem pierwszy raz w wieku 14 lat
                              na weselu wujka).
                              Jak na razie, to krecisz wode na młyn dzieciaków z podwórka. Im mniej
                              jestes atrakcyjna jako partnerka swojej corki, tym bardziej
                              atrakcyjni sa oni, nawet jesli się nie myją, mają pstro w głowie i
                              gadają głupoty. Rozumiesz? Dlaczego ona ich woli? Spójrz na siebie,
                              czy Ty na jej miejscu chciałaby ze sobą być?
                              Zaproś ich do siebie, albo niech córka sobie wybierze 2-3 osoby,
                              niech przyjdą do domu, powygłupiają sie w jej pokoju, a Ty tylko
                              zawołaj ją po ciastka i lody. Niech ona ma się szansę pochwalić przed
                              nimi swoją matką, bo jak na razie, to musi Cie skrzętnie ukrywac.
                              Porozmawiaj z nią otwarcie, że towarzystwo chłopaków nie powoduje
                              ciąży, ale jest się na dobrej drodze wink. Że oprócz zabawy jest nauka,
                              ze sama musi zarządzac swoim czasem. Moze ogranicz zajecia dodatkowe,
                              po prostu zapytaj sie jej czego potrzebuje, wyraź swoje obawy i daj
                              jej to. Daj jej tez odpowiedzialnosc za siebie, przestań ja karać.
                              Zacznij nagradzać. Ona chce sie pobawić w dorosłość, pograć w grę
                              społeczną "jestem duża" (jak bedzie dorosła będzie chciała grać w
                              "jestem mala" big_grin). Daj jej to, podziel się swoimi autentycznymi
                              przemysleniami, obawami, przezyciami. Wchodzi w rolę matki i
                              wyczerpał Ci się wachlarz póz i gestów. To zmień rolę! Zyskasz na
                              tym, poszerzysz horyzonty. Może zyskasz serdeczną przyjaciółkę, taką
                              na dobre i złe czasy?
                              Pozdrawiam smile
                              • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 21:59
                                Wiele świetnych jakościowo zdań napisałeś. Takich podręcznikowych, rzekłabym.
                                Przyjaźń między nami była... i zdaje się, że naciągnęła warunki.

                                Umieściłam dłuższą odpowiedź, ale jak ponownie przeczytałam, stwierdziłam, że
                                brzmi infantylnie.
                                • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 22:10
                                  Moim zdaniem 13-latka nie potrzebuje przyjaciółki, potrzebuje matki.
                              • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 02.09.09, 22:10
                                tato.kasi z calym szacunkiem ale to co piszesz to utopia a nawet jak zostanie
                                wprowadzona w zycie nie wrozy nic dobrego.Bo niby co?Matka ma pokazac ze jest
                                cool?I komu?
                                • kkokos Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 08:24
                                  kasiak37 napisała:

                                  > tato.kasi z calym szacunkiem ale to co piszesz to utopia a nawet
                                  jak zostanie
                                  > wprowadzona w zycie nie wrozy nic dobrego.Bo niby co?Matka ma
                                  pokazac ze jest
                                  > cool?I komu?


                                  o rany, to nawet nie utopia, to stek bzdur.


                                  >>>>>>>Niech się otworzy przed Tobą, niech Ci powie sama swoimi
                                  słowami, ze nie każdemu mozna ufac, nawet, jak sie na trzepaku razem
                                  piwo popijało

                                  to wyjątkowo głupie zdanie - albo jest się przyjaciółką i stara sie
                                  powstrzymać przyjaciółkę przed robieniem głupot, albo jesteś zimną
                                  suką i pchasz bliską osobą w rzeczy dla niej szkodliwe i czekasz, aż
                                  z podkulonym ogonikiem przybiegnie łkając, że ją skrzywdzono i
                                  będziesz mieć okazję pogłaskać po główce i pocieszyć),


                                  >>>>>jeśli nie jesteś atrakcyjna jako partnerka dla swojej córki
                                  >>>>>Wchodzisz w rolę matki i wyczerpał Ci się wachlarz póz i
                                  gestów. To zmień rolę! Zyskasz na tym, poszerzysz horyzonty.

                                  no przepraszam, tato kasi, ale ty chyba marzysz skrycie o romansie z
                                  jakąś matką i córką jednocześnie!


                                  matka to nie przyjaciółka, tylko matka. przyjaciółka nie wychowuje,
                                  nie egzekwuje wykonywania poleceń, nie nakłada kar, nie odpowiada
                                  finansowo, nie ponosi konsekwencji wyborów dziecka - a matka musi
                                  także i to (poza całą sferą miłości, wspierania, zrozumienia itd).
                                  widzisz różnicę?
                                  • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 09:05
                                    Może dla kogoś to bzdury, ale nawet tu na tym forum padło takie
                                    fajne stwierdzenie, że "najpierw traktuj dziecko jak ksiecia, potem,
                                    jak niewolnika, aż w końcu jak przyjaciela".
                                    Ten stek bzdur wynika z mojego podejścia do upodmiotowienia dziecka
                                    i dania mu szans na poćwiczenie samodzielnosci na wczesnym etapie -
                                    pod warunkiem, ze taką potrzebę samodzielności ma.

                                    > to wyjątkowo głupie zdanie - albo jest się przyjaciółką i stara
                                    > sie powstrzymać przyjaciółkę przed robieniem głupot, albo jesteś
                                    > zimną suką i pchasz bliską osobą w rzeczy dla niej szkodliwe i
                                    > czekasz, aż z podkulonym ogonikiem przybiegnie łkając, że ją
                                    > skrzywdzono i będziesz mieć okazję pogłaskać po główce i
                                    > pocieszyć),

                                    Nie zrozumiałas mojej intencji. Rola rodzica narzuca jeden z
                                    najgłupszych rodzajów bezinteresownego uczucia, jakim można
                                    kogokolwiek obdarzyć. Zresztą pisałem o tym, że przyjaźń wobec
                                    własnego dzeicka jest trudna, bo wymaga o wiele wiecej niż wobec
                                    kogoś obcego. Np. zawsze wszystko w gruncie rzeczy się wybacza.
                                    Ale ja odrózniam akceptację i wybaczanie od doświadczeń, które moje
                                    dziecko musi samo zebrac i je wewnętrznie przetrawić i zrozumieć.
                                    Tu się chyba różnię od większości osób tu piszących, że moja wiara w
                                    mozliwość wytłumaczenia dziecku, co ma robić, a czego nie - a potem
                                    karania, jak nie usłuchało - moja wiara w skuteczność tego jest
                                    umiarkowana. Może sie mylę, niech ta matka eskaluje represje,
                                    najpierw szlaban na telefon, potem na znajomych, potem zakaz
                                    wychodzenia z domu...nie wiem - w ostaeczności można 13-latkę
                                    postawić w kącie. Jak się użyje przemocy psychicznej będzie przecież
                                    stała w tym kącie.

                                    > no przepraszam, tato kasi, ale ty chyba marzysz skrycie o romansie
                                    > z jakąś matką i córką jednocześnie!

                                    Ufff sad

                                    > matka to nie przyjaciółka, tylko matka. przyjaciółka nie
                                    > wychowuje,
                                    > nie egzekwuje wykonywania poleceń, nie nakłada kar, nie odpowiada
                                    > finansowo, nie ponosi konsekwencji wyborów dziecka - a matka musi
                                    > także i to (poza całą sferą miłości, wspierania, zrozumienia itd).
                                    > widzisz różnicę?

                                    Widzę różnicę w pojmowaniu pojęcia przyjaźń, które nie wyklucza roli
                                    matki/ojca. A Ty pojmujesz te pojęcia wykluczająco.
                                    Ja jestem ojcem, wtedy, kiedy moja rola tego wymaga, ale zawsze
                                    staram się patrzeć oczyma mojej córki, tak, jak przyjaciel. Tłumaczę
                                    jej moje wątpliwości, zwykle znajdują zrozumienie.

                                    PS
                                    Fajnie, że wreszcie jakaś polemika sie wywiązała.
                                    Załóżcie nowy wątek o tym, czy rola matki jest w sprzeczności z
                                    przyjaźnią, gdzie sa granice i jak dokonywac wyboru, będąc uwikłanym
                                    w takie role.
                                    Ewentualnie drugi - o przemianach w relacjach wychowawczych, o tym,
                                    czy dojrzewanie dziecka nie narzuca czasem konieczności
                                    przedefiniowania siebie, jako rodzica wobec wyczerpywania się
                                    dotyczasowego systemu.
                                    smile



                                    • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 09:20
                                      Niw na tym forum padło, tylko w starozytnych Chinach.
                                      A przysłowia ludwe mają to do siebie, ze nie zawsze są mądre.
                                      Zresztą, jesli to przyslowie przypadlo Ci do gustu, to zareczam, ze
                                      13-latka jest własnie na etapie niewolnika. A to, wwydaniu
                                      chinskim - czyli oryginalnym - oznacza, ze dziecko w tym wieku
                                      nalezy zmusić wszelkimi metodami do bezwzglednego posluszeństwa.
                                      • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 10:07
                                        Padło tu na tym forum, nawet w kontekście mojego postu, ponoć
                                        hinduskie, jak stwierdziła osoba cytująca. Możliwe - nie sprawdzałem.
                                        Przyjmuję twoje zaręczania za dobra monetę, ale się z tym
                                        stwierdzeniem nie zgodzę. Szczególnie w naszej, zachodniej kulturze.
                                        W dobie netu, szybkiego przepływu informacji, ataku mass mediów.
                                        13-latka jest nad swój wiek dojrzała. Jest niedoświadczona
                                        społecznie, nie ma wiedzy o świecie, nawet o własnej fizjologii, ale
                                        ma chęci i odczuwa presję otoczenia na bycie bardziej dorosłym niż
                                        by to wynikało z metryki. To jest bardzo dobry wiek do zdobywania
                                        wiedzy o świecie i konfrontowania różnych poglądów i postaw.
                                        W tym kontekście kiedy piszesz o "zmuszaniu wszelkimi metodami do
                                        bezwzglednego posłuszeństwa"....podejrzewam, że robisz sobie ze mnie
                                        jaja big_grin.
                                        • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 10:14
                                          Nad wiek dojrzała 13-latka jest nadal trzynastolatką. Potrzebujacą
                                          MATKI, a nie przyjaciółki. Matki, ktora czase wesprze, a czasem
                                          zgani. Przyjaciółka jest zupełnie czym innym - przyjaźnić się mozna
                                          z dorosłym zupełnie dzieckiem, odpowiadającym za wlasne czyny i nie
                                          potrzebujacym już wychowania.
                                          Przyjaciółki ukarac nie mozna. Z przyjaciółka mozna zerwac kontakty.
                                          Nie robię cobie z Ciebie jaj, tylko wskazuję, ze cytowane przez
                                          Ciebie powiedzenie jest absurdalne - ono wlasnie poleca rodzicom,
                                          aby traktowali swoje dziecko w tym wieku surowo, ostro, bez
                                          zwracania uwagi na to, co czuje.
                                          • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:28
                                            Ale to co piszesz jest jednak zaskakujące, jeżeli uznać, że moje
                                            dziecko jest częścią mnie, jest moim ukochanym owocem, to Ty
                                            odmawiasz tak, jakby swojemu jestestwu prawa do rozumu, empatii, do
                                            wyważonej oceny, do wyrażenia zdania. "Ma słuchac, bo ja tak mówię".
                                            Pomijając krótkowzroczność takiej postawy w istocie kontestuje ona
                                            samą jej autorkę. Twoje dziecko jest Tobą, tylko może jeszcze
                                            nieukształtowaną i zadziwoną światem, więc tak, jakby niszczysz
                                            swoją własną osobę. Wiem, że to pokręcone, ale ja na to patrzę z te
                                            perspektywy. smile
                                            • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 22:06
                                              [u]Moje dziecko NIE jest częścia mnie. Jest sobą. To podstawa
                                              kontaktow z wlasnym dzieckiem - zrozumieć, ze to nie rodzic, ale
                                              ktoś zupelnie inny, z wlasnym rozumem, wlasnymi emocjami, a nie
                                              odziedziczonymi lub przejetymi. A zrozumiec to trzeba w minutę po
                                              urodzeniu, potem moze być za późno.
                                              To Ty zacytowales przysłowie, ktore nakazuje traktowac dzieci jak
                                              niewolnikow - nie ja.
                                    • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 10:25
                                      Tato kasi,Twoja corka ma w tej chwili 11 lat.Chcialabym widziec jak modyfikuje
                                      sie Twoj sposob myslenia za lat 2-3.Bo to ze ulegnie ono diametralnej zmianie
                                      moge isc o zaklad . Z tego co piszesz wnioskuje ze nie wiesz co Cie czekac moze
                                      w niedalekiej przyszlosci ze strony swojej rodzonej corki.
                                      • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:20
                                        Oczywiście, że nie wiem. Ale nie mam wcale przekonania, że moje
                                        wybory dokonywane za nią będą dla niej korzystniejsze. Spotykałem
                                        już wybitnych ludzi, którzy na ową wybitnoś się wybili smile))))
                                        własnie w kontestacji do rodziny, spotykałem inteligentnych ludzi,
                                        którzy mieli poczucie niespełnienia, bo uważali, że rodzina podcięła
                                        im skrzydła, a potem w pewnej chwili powiedziała im "A teraz dokonuj
                                        wyboru, bo jesteś dorosła/sły". I to tylko z powodu tego, że skala
                                        problemów przerosła rodziców, wiec zrobili unik.
                                        • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:32
                                          Tato kasi chyba mylisz pojecia."Rodzina podciela im skrzydla"?Bo w wieku 13 lat
                                          dala szlaban na dziwne towarzystwo i kary za picie alkoholu?No sorry...Miala(ta
                                          rodzina) spokojnie patrzec jak dziecko popija zeby pozwolic mu na "wzbogacenie
                                          sie " w doswiadczenia??
                                          Rozumiem ze mozna podciac dziecku skrzydla nie dajac mu mozliwosci rozwijac sie
                                          intelektualnie,sportowo,nie zapisujac uzdolnionego dziecka na upragnione przez
                                          nie zajecia.
                                          Z calym szacunkiem tato kasi,ale bajki opowiadasz.
                                          • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:40
                                            smile
                                            Bywa, że opowiadam, faktycznie smile.
                                            Czasem rozmowa z kobietą bywa trudna....włozyłas w moje usta słowa,
                                            kórych nie napisałem, żeby po chwili ustosunkowac się do nich ostro-
                                            polemicznie.
                                            Ale pójdźmy dalej...w ostatniej Angorze był artykuł o Madonnie.
                                            Wydląda na to, że właśnie w wieku 13 lat miała dziwne towarzystwo i
                                            popijała alkohol. No co z tym? Czy ona jest wybitna, czy powinna,
                                            jak jej matka siedzieć w domu na przedmieściu i gotowac obiady
                                            mężowi, jak wraca z pracy?

                                            Czy perspektywa tego, ze nasze dziecko może mieć inne zycie niż my
                                            może być aż tak przekażająca? smile
                                            • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:56
                                              czyli idac Twoim tokiem rozumowania alkohol otworzyl Madonnie popijajacej w
                                              wieku lat 13 furtke do slawy???smile
                                              To ze chroni sie dziecko w tym wieku przed niebezpieczenstwami pierwszych
                                              glupich doswiadczen stanowi o nudnej przyszlosci i podcinaniu skrzydel i kaze
                                              siedziec w domku na przedmiesciu gotujac obiadki zapracowanemu mezusiowi?
                                              I oczywiscie ze przerazajaca moze byc przyszlosc dziecka gdy widzimy co moze
                                              wyniknac z wczesnego popijania i obracania sie w "szemranym",starszym towarzystwie.
                                              • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 12:01
                                                To ja jednak jestem konserwa.
                                                Dla mnie to prawidłowy model rodziny, dom, w którym gotuje się
                                                zapracowanemu mężusiowi obiadek. I planuję tak po dębową deskę.
                                                I też nikt nade mną z toporkiem nie stoi, bym to robiła, a ja
                                                zastraszona zapewne, boję się o tym wspomnieć.
                                                • kasiak37 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 12:05
                                                  Lady nie jestes konserwa,bo ja tez codziennie gotuje obiady i wcale tego nie
                                                  uwazam jako zajecie uwlaczajace mojej godnoscismileGotuje bo lubie i lubie jak
                                                  wszyscy razem zasiadamy do stolusmile
                            • paszczakowna1 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 09:40
                              Mnie się zdaje, że wcale nie jest źle, niepokoi tylko młody wiek (13 lat to
                              jednak mało, gdyby chociaż 14...). Widać, że córka ma jednak sporo zdrowego
                              rozsądku, bo nie robi (przynajmniej nic o tym nie piszesz) nic naprawdę
                              niebezpiecznego - nie tnie się, tylko drapie, piwa pije na tyle niewiele, że jej
                              nie powinno zaszkodzić. Uczy się dobrze, a tu by się odbiły przede wszystkim
                              prawdziwe problemy. Czyli w sumie stoi mocno nogami na ziemi, tylko eksperymentuje.

                              > Może to po prostu minie niebawem wraz z wejściem w nowe środowisko szkolno -
                              > sportowe?

                              Moim zdaniem, bardzo prawdopodobne. Nie wiem też, czy nie przesadziłaś z tymi
                              zajęciami, ale na pewno byłoby dobrze, gdyby znalazła sobie jakąś pasję. I nie
                              przejmuj się za bardzo, nie poddawaj jej za dużej presji, bo wtedy dopiero
                              możesz zobaczyć, co to są prawdziwe kłopoty. W końcu chyba nie najgorzej ją
                              przez te 13 lat wychowywaliście?
                              • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 10:10
                                > Moim zdaniem, bardzo prawdopodobne. Nie wiem też, czy nie
                                > przesadziłaś z tymi zajęciami, ale na pewno byłoby dobrze, gdyby
                                > znalazła sobie jakąś pasję...

                                Po co, przecież mama juz jej pasję znalazła ? smile))
                                • ladysavage "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 11:16
                                  Taka zupełnie zbyteczna ironia, panie tato.kasi. Zapewniam.
                                  Żadne z zajęć (może poza dodatkowym angielskim [nie chińskim], ale
                                  wkońcu, które dziecko kocha się uczyć w nadmiarze, szczególnie gdy
                                  angielski kuleje) nie jest przez nas narzucone. Szkoła sportowa
                                  wybrana dobrowolnie (rzekłabym nawet, niekoniecznie zgodnie z tym,
                                  co ja tam sobie w głowie układałam), pasją są konie, na których
                                  jeździ 6 lat. Ponieważ nas stać, prestiżem jest tenis, którego
                                  chciała spróbować z uwagi na krótkie spódniczki big_grin Cokolwiek to
                                  znaczy, mnie się i taki argument podoba. To świadczy o tym, że
                                  jeszcze bardzo dziecięco myśli. Nie jest zaprowadzana za uszy smile
                                  Miłość do sportu wyssała z mlekiem matki i odziedziczyła w każdym
                                  genie po ojcu. Niektórzy weekendowo jeżdżą rowerem i nazywają to
                                  uprawianiem sportu.
                                  Sport JEST jej pasją. My jej tylko umożliwiliśmy uprawianie każdego
                                  po trochu.
                                  A, że napomknęła o architekturze (zafascynowana jedną ze starszych,
                                  dobrych koleżanek), to pomysł z galerią sztuki uważam za trafiony,
                                  pomimo, że zajęcia kosztowne, bardzo o to prosiła.

                                  Nie znasz matki, autorki wątku, a już wysuwasz dalece posunięte,
                                  nieprawdziwe tezy, zniechęcając potencjalnych rozmówców do
                                  pozytywnej opinii na temat owej matki.

                                  Przemilczałam Twoja teorię o przyjaźni ze zbuntowaną nastolatką,
                                  szanując Twoje zdanie.

                                  Ale dlaczego Ty w taki sposób teraz mnie podsumowałeś, to zupełnie
                                  nie rozumiem.
                                  • tata.kasi Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 11:24
                                    Nie atakuję Cię, chciałem trochę ożywić dyskusję. Rozumiem to co
                                    napisałaś i doceniam, że to wybory córki, a wasza inspiracja.
                                    Nadal wydaje mi się, ze istota problemu tkwi w modyfikacji Twojej
                                    postawy wobec córki, która wywoła u niej reakcję koncyliacyjną.
                                    smile
                                    • ladysavage Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 11:36
                                      Niewykluczone, że tak jest.
                                      Świadoma ewentualnych ewentualności wink założyłam wątek.
                                      Yyy... koncyliacją jest raczej moja postawa.
                                      U niej jest veto.
                                      Chyba, że nie rozumiem terminu koncyliacji ...i moja sygnaturka
                                      odnosi się do jakiejś innej bajki.
                                      • tata.kasi Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 11:58
                                        Jeżeli tak jest, że tam jest veto, to ja bym rozmawiał. Ale w sensie
                                        ogólnym o relacjach opartych na starych, jak świat regułach. Dajesz
                                        gniew - dostajesz gniew, dajesz miłosc - dostajesz miłość. Zeby
                                        wiedziała, że każda jej postawa ma konsekwencję w Waszej relacji do
                                        niej i to nie wynikla z tego, że chcecie ją mega-kontrolowac, tylko
                                        jestescie ludzmi, macie uczucia, lęki.
                                        Lęk jest dobrym tematem, bo dzieci uważają rodziców za
                                        niezwyciężonych, jak jakieś postaci z kreskówki.
                                        Ja staram się np. w drobnych sprawach, kiedy czasem córka mnie pyta
                                        o zalecenie podkreslac, że to moje zdanie, ale chcę żeby decyzję
                                        podjęła sama. Zresztą, mielismy juz kilka rozmów o tym, ze
                                        samodzielność łączy się z odpowiedzialnością. Za czyny, słowa,
                                        skutki. Ponieważ mam inteligentne dziecko, to zrozumiała. Oczywiście
                                        nie uważam, ze temat jest załatwiony raz na zawsze. Raczej, jak
                                        nadarza się okazja, to kręcę wodę na mój młyn. W wakacje dała się
                                        podpuścić do głupstwa grupie dzieciaków (zresztą z innymi), nie
                                        miałem wielkiej pretensji, traktowaliśmy to jako nauczkę, że nie
                                        zawsze rówieśnicy sa cacy, a starzy be.
                                        Zresztą jak Kaska ma do mnie nieuzasadnione pretensje, to często
                                        rozładowuję sytuację, ze "Wiem, że jestem winien wszelkiemu złu tego
                                        świata i przyjmuję to z godnością", co oczywiście budzi jej wesołosc.
                                        Zdarzało mi się tez używac argumentu typu "Bo ja jestem tatuś, a Ty
                                        córeczka i tak to już natura ustawiła" - ale tylko, zeby przerwać
                                        słowotok. Potem, na spokojnie wracamy do rozmowy. W ogóle, -
                                        spokojnie przewywam komunikację, jak widzę, ze chce mnie
                                        zdenerwować. Ale nigdy nie odpuszczam tematu, po protu wracamy do
                                        tego później. Jak się mylę, to przyznaję się do błędu. Szanuję jej
                                        potrzeby.
                                        Wiesz co, to jest - jak dla mnie problem niewiedzy.
                                        Twoja córka ma potrzeby kontaktu z rówieśnikami, ale nie ma
                                        doświadczenia (wiedzy). Ty masz lęki, wyolbrzymiasz i się
                                        blokujesz. Wpadasz w panikę i tracisz zdolnośc do przekazu mysli,
                                        odbioru empatii. Chcesz narzucać twarde reguły.
                                        W pewnym sensie brak reguł jest zbawieniem.
                                        Ja wolę negocjować, wolę, jak córka negocjuje. Musi przedstawiać
                                        argumenty, słuchac moich, musi ustąpić, ale ma satysfakcję, bo
                                        widzi, że nie wymuszam. Słucham i tez robię krok w tył.
                                        Własciwie, to wpólnie rozwiązujemy problem.
                                        • ladysavage Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 12:09
                                          tata.kasi napisał:

                                          > Wiesz co, to jest - jak dla mnie problem niewiedzy.
                                          > Twoja córka ma potrzeby kontaktu z rówieśnikami, ale nie ma
                                          > doświadczenia (wiedzy). Ty masz lęki, wyolbrzymiasz i się
                                          > blokujesz. Wpadasz w panikę i tracisz zdolnośc do przekazu mysli,
                                          > odbioru empatii. Chcesz narzucać twarde reguły.

                                          Ten fragment wycinam, wklejam do innych. Dobry. Ten tor. Tak
                                          rzeczywiście być może. Wyolbrzymiam, bo skoro tyle wiem od niej
                                          samej, to ile jeszcze nie wiem? I wodze fantazji puściwszy
                                          spanikowałam. Tak rzeczywiście jest.
                                          Notabene dziś po tych "sznytkach" śladu nie ma. Byłabym nie
                                          zauważyła... jakbym.. nie zauważyła...
                                          O piwie byłabym nie wiedziała, jakby nie powiedziała.
                                          O papierosie bym nie wiedziała, jakbym akurat nie zastanowiła się, w
                                          jakim celu o 15:00, ni z stąd ni z owąd, nagle u córki taka troska o
                                          czystość żuchwy.
                                          To ja może za czujna jestem?
                                          • tata.kasi Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 12:21
                                            Przepraszam, a czy w ogóle mieliście rozmowy, takie spokojne
                                            rozważania na temat tego, że papierosy i alkohol sa szkodleiwe,
                                            szczególnie dla młodych układów nerwowych. Ze alkohol niszczy
                                            komórki mózgowe, a palenie wywołuje nowotwory? I że to nie strachy
                                            na lachy, tylko fizjologia. Albo o seksie? Po co jest i dlaczego, w
                                            sensie biologicznym i emocjonalnym? Warto pogdać z nią, że chłopcy
                                            (i mali i duzi) kierują sie w życiu popędęm nad wyraz często i
                                            podporzadkowują swoje zachowania i czyny temu. I że tak jest, nawet,
                                            jeśli sami sobie nie do końca z tego zdają sprawę?
                                            Pogadaj z nią o potrzebie akceptacji w grupie, zeby wiedziała, że
                                            takie coś w ogóle istnieje, ale ma swoją cenę i pewne granice, za
                                            którymi ta cena jest zbyt wygórowana. Taka granicą jest jej wola,
                                            intymnosć, poczucie godności, ale także jej postawa wobec
                                            rówieśników. Jeżeli ma wrażenie, ze wiecej rówieśnikom daje niż
                                            otrzymuje, to niech nie obawia sie dzielić z Toba ta refleksją.
                                            Świetnym sposobem jest posłuchanie co córka mysli o
                                            rówieśnikach...jak pociągnąć za język, to okazuje się, ze jest
                                            zapewne doskonałym obserwartorem smile
                                            • ladysavage Re: "mama już jej pasję znalazła" 03.09.09, 12:30
                                              tata.kasi napisał:

                                              > Przepraszam, a czy w ogóle mieliście rozmowy, takie spokojne
                                              > rozważania na temat tego, że papierosy i alkohol sa szkodleiwe,
                                              > szczególnie dla młodych układów nerwowych. Ze alkohol niszczy
                                              > komórki mózgowe, a palenie wywołuje nowotwory? I że to nie strachy
                                              > na lachy, tylko fizjologia. Albo o seksie? Po co jest i dlaczego,
                                              w
                                              > sensie biologicznym i emocjonalnym? Warto pogdać z nią, że chłopcy
                                              > (i mali i duzi) kierują sie w życiu popędęm nad wyraz często i
                                              > podporzadkowują swoje zachowania i czyny temu. I że tak jest,
                                              nawet,
                                              > jeśli sami sobie nie do końca z tego zdają sprawę?

                                              Yyyy... to było własnie dla rozładowania atmosfery, rozumiem? Bo
                                              usmiałam się w głos.
                                              W razie jesli jednak pytasz poważnie, to odpowiem: tak, oczywiście,
                                              że były rozmowy. Jest (była?) między nami wyjątkowa więź i szczerość
                                              nawet niestosowna do wieku (pytania o wszystko, odpowiedzi na
                                              wszystko) o czym albo pisałam albo właśnie napisałam i wykasowałam,
                                              jak mi tam o tej przyjaźni zasunąłeś.


                                              > Pogadaj z nią o potrzebie akceptacji w grupie, zeby wiedziała, że
                                              > takie coś w ogóle istnieje, ale ma swoją cenę i pewne granice, za
                                              > którymi ta cena jest zbyt wygórowana. Taka granicą jest jej wola,
                                              > intymnosć, poczucie godności, ale także jej postawa wobec
                                              > rówieśników. Jeżeli ma wrażenie, ze wiecej rówieśnikom daje niż
                                              > otrzymuje, to niech nie obawia sie dzielić z Toba ta refleksją.

                                              Pogadam. Może dotychczas nie ujęłam tego tematu właściwie, z
                                              odpowiednim dystansem i należytą troską. Zresztą tego typu dialogów,
                                              nigdy zbyt wiele.
                              • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:24
                                paszczakowna1 napisała:

                                Nie wiem też, czy nie przesadziłaś z tymi
                                > zajęciami, ale na pewno byłoby dobrze, gdyby znalazła sobie jakąś
                                pasję.

                                Przeczytałam raz jesczze swoja wypowiedź dotyczącą jej sportu i
                                stwierdziłam, że to może mało czytelne, co napisałam. Córka nie
                                uprawia 3 dyscyplin dziennie. Grafik jest tygodniowy.
                                Piszę, bo nie wiem, czy dodatkowa godzina dziennie, jest
                                rzeczywiście dużym obciążeniem, czy źle zostałam zrozumiana, za
                                nieprecyzyjny opis.
                                Dziękuję za Twoją cała wypowiedź. Podnosząca.
                                • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:30
                                  Może być dodatkowym obciążeniem. Czy brałąs pod uwagę, że z jakichś
                                  powodów córka nie chce sie Wam przyznać, że np. jakiś rodzaj zajęć
                                  już ją znużył, tylko nie chce Wam sprawiać przykrości?
                                • pam_71 Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:36
                                  Ladysavage, jak dla mnie to trochę wszystko "niespójne" jest wink
                                  Bo z jednej strony tydzień wypchany po brzegi zajęciami (i wg. mnie b. dobrze),
                                  a z drugiej czas na Towarzystwo i piwko pod trzepakiem (chyba że tak było w
                                  wakacje ...). Do tego jeszcze weekendy jak doczytałam Rodzinne i zorganizowane.
                                  To gdzie tu czas na "wyskoki" ? Po 22:00 ?
                                  Bo jakoś nie kumam wink
                                  • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:51
                                    Rzeczywiście sprawa dotyczy wakacji. W ubiegłym roku zajęć było
                                    mniej.
                                    Problemy pojawiły się w ciagu ostatnich 2 tyg. wakacji. Z jakimś
                                    szaleńczym wyskokiem 1 września.
                                    Ani tydzień, ani dzień nie wypchany po brzegi (między końcem lekcji,
                                    a kolejnym zajęciem, można ze 3 ramki spalić w siedmiu bramach).
                                    Po 22:00 chętnie sama bym gdzieś wyskoczyła, nawet na te pół Redsa..
                                    ale już padam na cycki wtedy.
                                    • d.o.s.i.a Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 04.09.09, 15:30
                                      Wiesz, co? Czytajac pierwszego posta mozna odniesc wrazenie, ze taka
                                      sytuacja juz trwa i trwa, a zachowanie corki nosi
                                      znamiona "recydywy" i dziecko praktycznie juz prawie stoczone, tnie
                                      sie, pali i pije w bramie. Taki obraz nakreslilas. Dopiero teraz
                                      piszesz, ze to wlasciwie ostatnie 2 tygodnie, w dodatku wakacje +
                                      szalenczy wyskok 1 wrzesnia.

                                      Czy nie wydaje Ci sie, ze ciut przesadzasz i wyobraznia podpowiada
                                      Ci zbyt fantastyczne scenariusze? Panikujesz, to normalne. Ale przy
                                      tych dwoch tygodniach wyskokow chyba stanowcza reprymenda i dobitna
                                      rozmowa o granicach dla 13-latki na razie by wystarczyla? Jest rok
                                      szkolny, corka zajmie sie pewnie znowu tym czym sie normalnie
                                      zajmuje. Fascynacja kolegami z podworka pewnie przejdzie. A jak nie.
                                      To niech przez pare tygodni ma szlaban. Uwazam, ze 13 lat to
                                      stanowczo za malo na picie alkoholu, nawet jesli to "tylko" pol
                                      Redsa.

                                      ---------

                                      A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
                                      jest patetycznie i lekko mrocznawo.
    • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:34
      > Może ja czegoś nie dostrzegam. Może nadambitna jestem. Może chcę
      > uniknąć dla niej takiej przyszłości jak moja. Może zbyt
      > konserwatywna jestem. Niewyrozumiała. Nadopiekuńcza. Może nawet,
      > do czego się skłaniam, jestem kompletnie beznadziejną matką. Ślepą
      > całkiem i kompletnie niewydolną.
      > Dziś... jestem do tego jeszcze bardzo samotna.

      Czy ten wstęp mamy zignorowac, czy stanowi najważniejszą część postu?
      • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 11:52
        Samotność była kwestia chwili.
        Reszta oczywiście istotna.
        Może jestem kompletną konserwą.

        Ale czy to również nie znaczy, że trzeba przystać na MOJE warunki?
        • tata.kasi Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 12:07
          Samotność nie jest kwestią chwili. Samotność towarzyszy nam wciąż,
          czai się za plecami i czeka kiedy dopaść. Zwykle w najgorszym
          momencie. Chciałem zauważyć, że w sensie relacji międzyludzkich,
          pomijając to, czy to towarzystwo jest rozwojowe dla Twojej córki, to
          w sensie międzyludzkim wtedy kiedy jej wewnętrza ciekawość pcha ją
          do rówieśników, lub nieco starszych,to Ty się odwracasz od niej.
          Wiesz o co mi chodzi? Zostawiasz ją samą. W tym sensie pisałem o
          cieplejszych relacjach. Niestesty - ale to jest walka o to, ze nie
          możesz jawić sie jako ta gorsza, zrzędząca, zabiegana, niezadowolona
          i czepliwa. Ta gorsza niż rówieśnicy. Wiem, nie jest łatwo być
          równie atrakcynym jak jej rówieśnicy, ale można byc inaczej
          atrakcyjnym. Poza tym, czy ona ma z nimi naprawdę sedeczne stosunki,
          czy to próba uzyskania jedynie akceptacji grupy. Może ona za nimi
          ine przepada, ale nie zna innych rówieśników, którzy by jej dali
          oznaki akceptacji? A jacy sa Ci z tenisa, koni? Wspóldziałaja, czy
          rywalizują? Spójrz na to jej oczami. W szkole rywalizacja, na
          zajęciach - rywalizacja, rodzice - niezadowleni i wrogo nastawieni.
          jeżeli tak jest, tez bym szukał grupy, która mnie akcptuje. Zresztą -
          my, ludzie nic innego nie robimy przez całe życie smile.
          • ladysavage Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 12:17
            Lubi ich. Imponują jej, chyba tym, że tacy wolni są. Bywały między
            wierszami wypowiedziane kwestie, że oni maja lepiej, bo nie muszą
            wracać jak jest ciemno, albo mogą iśc sami nad te cholerne jezioro...

            W tej panice wakacyjnej, mogłam stać się czepliwa. Ba! Stałam się na
            bank. Czepliwa i podejrzliwa w dodatku! To była reakcja na jej
            zachowanie.
            Zajęcia, o których mówisz, nie sa oparte na rywalizacji. To
            ewidentnie relaks. Nie ma mowy o współzawodnictwie, celem jest
            odpoczynek, a nie sukces w danej dziedzinie. Nie mamy żadnych
            osiągnięć na koncie. Szkoła natomiast, szczególnie ta, którą właśnie
            w tym roku skończyła - bardzo! I bardzo też mi się nie podobało, że
            obok rywalizacji, w parze szły znajomości, opinia i ogromne poczucie
            niesprawiedliwości. I nie byłam bierna widząc to, niestety byłam w
            walce sama przeciwko Szanownemu Gronu.
            Ale nie popadajmy w skrajność, że szkoła popsuła mi dziecko.
            • verdana Re: Ona albo ja - bitwa adolescencyjna 03.09.09, 22:15
              A ja wcale nieuwazam, zebys byla przewrazliwiona i ze to nadmierna
              czujność.
              Piwo by mnie zaniepokoilo ze wzgledu na to, ze w ogole towarzystwo
              je wzięło ze sobą. Wcale nie jestem fanatyczką zabraniania kazdej
              ilosci alkoholu. Mój syn byl na Sylwestrz4 (14-latek), wszyscy
              rodzice wiedzieli,z e będzie szampan, mlodzież wypila po jednym
              kieliszku (sama w domu...), poniekad za zgoda rodziców. Syn byl w
              szoku, ze nikt nie probował nawet wypic więcej.
              Nie alkohol jako taki jest tu groxny, ale nasladowanie najwyraxniej
              nienajlepszych wzorow grupy, a może więcej - chęć przystosowania się
              za wszelką cene do grupy. Te "sznyty" ekierką to chyba chęć
              upodobnienie się - a to oznacza, ze ktos w grupie sie tnie.
              Balabym się czekac nic nie robiac.
              I starasznie mnie bawią te pytania o przeprowadzane "rozmowy". W
              życiu z zadnym dzieckiem nie przeprowadzałam 'rozmowy" na żaden
              istotny temat. Po prostu rozmawiamy i o takich sprawach mowi się
              mimochodem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja