Posiadam coreczke z wada stop: sopty konsko-szpotawe. Urodzila sie w
czestochowie. Tam od razu po urodzeniu zalozono jej gips do kolanek na nozki
i stopy. Jakos byl to koszmar dla mnie i mojego meza. Szczegolnie, ze
wielokrotnie mialam robione USG i nic nie wyszlo... Bylo mi jej zal i z
perspektywy czasu nadal to boli. W 2 tygodnie po urodzeniu znalezlismy
lekarza dr Bika w Lodzi w Centrum Matki Polki i pojechalismy do niego.
Podobno byl najlepszy... Okazalo sie, ze rzeczywiscie wada jest powazna,
najgorszy pewnei stopien, bo stopki sie nie poddaja, ale zaczelismy probowac.
Po pierwsze zalozyl on gips, ale byly to szyny gipsowe i do uda, gdyze krotki
gips mogl zdeformowac w ogole cala nozke, a dzieki szynie nozka troche mogla
sie wietrzyc. I tak jezdzilismy do niego na poczatku co tydzien na zmiany,
potem co dwa tygodnie. Masaze, jak stwierdzili lekarze nic by nie daly, bo
stopy byly zbyt twarde i nie poddawaly sie... Jak mala miala 3 miesiace
przeprowadzono u niej pierwszy zabieg: naciecie sciegna, zeby pieta poscila i
byc moze to by cos dalo... Nadal byla w szynach gipsowych. Zabieg byl krotki,
ale nie da sie opisac tego co sie czuje, jak peka serce, jak zabieraja
dziecko na sale operacyjna. To wie tylko ten rodzic, ktory to przezyl.... Jak
coreczka skonczyla 6 miesiecy wykonano jej zdjecie RTG, no i wyszlo, ze
konieczna jest operacja. Najpierw byla jedna nozka, a potem po miesiacu okolo
druga, bo byly komplikacje po operacji zwiazane z krtania itp... Pobyt na
oddziale jest koszmarem, warunki w ogole straszne... I najgorsze sa
pielegniarki.... W ogole dno.. Male dziecko dla nich placze, bo ma kolke albo
cos w tym stylu.. Jakby nie dopuszczaly do siebie, ze przeciez przezylo
operacje i boli je, ze nie wie co sie dzieje, w ogole ze to dla niego bardzo
stresujaca sytuacja. Co do lekarza, to nie jest idealem, ale przynajmniej
mozna poweidziec, ze sie stara.... Z tego co zauwazylam i slyszalam to jest
najlepszy. Tylko nieotrzebnie daje nadzieje... Bo pozniej mozna sie bardzo
zawiesc. Ale dzieki niemu miedzy innymi, moglismy wyjsc po przyjeciu i wrocic
dopiero na drugi dzien na operacje... 1 noc mniej w szpitalu. Warunki
koszmar, male lozeczka, trzy w malutkiej sali. Matki spia na podlodze... No
straszne, az nie do pomyslenia... Brak slow. Po operacji dziecko jest 6
tygodni w gipsie calkowitym i pozniej po zmianie znowu nastepne 6 tygodni.
Potem powraca do szyn z gipsu ale tylko na noc, na dzien buciki - sztywne ze
skory, do kostki, ale mozna je normalnie kupic (firma postep). I tak jest w
szynach na noc, az nie zacznie sama chodzic. Teraz moja corcia ma rok i 5
miesiecy i chodzi sama

Tylko, ze skreca stopkami lekko do srodka, lekarz
twierdzi, ze to nie jest zwiazane z wada, ze nawet zdrowe dzieci tak chodza i
ma chodzic po domu w bucickach zalozlych na odwrot( lewy na prawy, prawy na
lewY). Nas z mezem jednak bardzo to martwi.... Lekrarz mowi, ze jest wszytko
ok. Bada stopki i mowi, ze jest ok. Ja chcialbym wiedziec, czy ktos przeszedl
cos podobnego i czy rzeczywiscie moze byc ok, czy nie czeka mnie w
przyszlosci kolejna operacja. Chce wierzyc, ze nie i ze wszystko bedzie ok. W
szpitalu poznalam kilka innych mam z dziecmi z ta sama wada.... I ich
problemy, ale one mialy dzieci w tym samym wieku co moje. Chcialabym, zeby
ktos kto ma starsze dzieci podzielil sie swoimi wrazeniami. Pozdrawiam...