Ręce mi opadają...
Młody najwyraźniej nie lubi pić (rodzina się śmieje, że po babci

, jest
facetem permanantnie pochłoniętym swoimi sprawami, nie ma czasu na jedzenie o
piciu nie wspomnę. Dopiero pod wieczór, czasami dopomina się sam o wodę. Tak
było zawsze.
Nie robiłam problemu, ale po raz kolejny pojawiły się twarde stolce. w
związku z tym najnormalniej "wlewam" przy każdej sposobności w syna soki,
herbatki, wodę, przynajmniej 300-400 ml dziennie, bo tylko tyle jest w stanie
wypić w ciągu dnia. Książki mówią, że to i tak za mało, ale przecież nie
przywiążę dziecka do fotelika i wleję przez lejek
Najgorzej jest podzczas choroby - ostatnio nawet przy gorączce niewiele pił.
Lekarz od razu zauważył,że mały jest "wysuszony".
Nie wiem już jak zachęcić syna do picia - czasem jestem tak zdesperowana,że
dałabym mu coli, oczywiście gdyby lubił(na szczęście nie lubi

))
Sama piję dużo bezkalorycznych płynów, odczuwam często pragnienie i nie
rozumiem jak można nie pić.
A-ha - podajemy małemu picie ze wszystkich możliwych rzeczy przeznaczonych do
podawania płynów - od łyżeczki, poprzez niekapki, kubki, a na butelkach
sończywszy. Jedyne czego nie stosujemy to butla ze smokiem. Picie stoi zawsze
w zasięgy wzroku synka.
Jak można go jeszcze zachęcić?