Dodaj do ulubionych

Wegedzieciak

10.10.07, 17:03
Ludzki układ pokarmowy jest średniej długości, czyli przystosowany
do jedzenia pół na pół mięsa i niekótrych roślin czy owoców, nasion,
bulw. Np. człowiek nie może się żywić trawą, czy liśćmi drzew bo nie
jest do tego przystosowany biologicznie. Sekta wegańska powinna być
zakazana.
Obserwuj wątek
    • jiddu Nie ma problemu 10.10.07, 17:26
      Jeśli ktoś uważa, że człowiek biologicznie różni się od małpy, to jego
      problem. Dla mnie natura wystarczała za wszystko, grunt, to nie zepsuć
      instynktu złymi nawykami. Nie było diety w przypadku moje dziecka, jakiejś
      konkretne, po prostu miało wybór i sięgało po co chciało. Nie było dokarmiania
      na siłę, jadło kiedy chciało i ile chciało, a jeśli nic nie jadło dłuższy
      czas, to z założenia najwyraźniej mniej potrzebowało akurat. I rzeczywiście, w
      jeden dzień niejadek, w drugi, czy trzeci przemieniał się w obżartucha, nagle
      następowała zmiana upodobań, potem powrót do starych itd. Ciało samo się
      domagało tego, co mu było potrzebne, istotna była w domu jedynie różnorodność
      jedzonka. I dziecko jak ta lala do 8 lat wytrwało, zdrowe, pełne energii,
      radosne, najcięższe choroby trwały dobę, dwie góra, a łapało sporo, od dzieci
      z przedszkola. Myślę, że to ją uodparniało. Przedszkola wegetariańskiego
      oczywiście nie było, sprawę więc załatwiliśmy prosto - niech nie podają mięsa
      i nie zmuszają dziecka do jedzenia czegokolwiek, czego by nie chciała. Jeśli
      miałby się pojawić problem niedożywienia, co byśmy zauważyli gdyby po powrocie
      do domu rzucała się na jedzenie, wtedy mieliśmy coś w tym względzie wydumać.
      Na szczęście nie było potrzeby, ziemniaczki, surówki, kompoty, kisiele, kasze
      to norma w przedszkolach - wystarczyło zdecydowanie.
      Słodycze, owszem, były, ale zasada była jedna, zero słodyczy przed posiłkiem,
      a jak się upierała, wtedy dobrowolność jedzenia schodziła a drugi plan i
      padała propozycja - zje słodycz przed, pod warunkiem, że będzie musiała obiad
      zjeść do końca. A to problem spory dla dziecka, które nie dojada obiadów do
      końca, po prostu kończy, kiedy czuje się syta i nikogo nie obchodzi, że coś
      zostało na talerzu. Wyjaśniliśmy, że ponieważ zje coś niezdrowego, to nie
      będzie potem wiadomo, czy nie dojadła obiadu dlatego, że się już czymś innym
      opchała, czy rzeczywiście jest już syta w zdrowy sposób, więc musi zjeść. I
      dzisiaj przykład: tato, mogę ciasteczko? Jasne, ale zjesz cały obiad (wybrany
      przez nią). Hm... to wiesz, to zjem je po obiedzie.

      Różnorodność, pytanie dziecka na co ma ochotę, to podstawa, reszta przychodzi
      sama, można rzec - dieta ustala się naturalnie. Dzisiaj mogę stwierdzić, że do
      jej przysmaków należy suchy chleb, ser bre, mleko z płatkami kukurydzianymi,
      parówki sojowe, jajecznica na maśle, którego nie można spalić, bardzo lubi
      podgryzać surowe warzywa, kiedy robię zupę warzywną podje to to, to tamto.
      Żona czasem się czepia, że będzie za mało w zupie potem, ale wtedy pytam jej -
      jak myślisz, ile na talerzu jest tych warzyw potem? Niewiele odpowiada i są
      przy tym ugotowane, więc jeśli wsunie dwie marchewy i trochę poskupie innych
      warzyw, to zjada więcej niż się mieści na talerzu, tak jakby zjadła z trzy
      talerze a wygląda to przecież tak skromnie, niby tylko poskubała sobie trochę
      warzyw.

      A dowodem w sprawie jest rzecz jasna samo dziecko, zdrowa, wysoka dziewczynka,
      energiczna, radosna, przewodnicząca swojej klasy, a więc i sympatyczna oraz
      inteligentna.

      Aha, i nigdy nie robiliśmy dramatów, jeśli na przykład przypadkiem zupa była
      na mięsie i dowiadywaliśmy się po czasie. Cóż, taki świat, większość ludzi je
      mięso i nie ma co się rozczulać, zresztą my tak naprawdę nie jesteśmy
      wegetarianami, to bezsens tak się nazywać, ci co nie jedzą koni lub psów nie
      nazywają się w jakiś określony sposób, choć pewnie, ci jedzący, a są takie
      kraje, pewnie by ich chętnie jakoś nazwali. Nie jemy mięsa, bo nie musimy, daj
      żyć szczególnie tym, którzy tobie zapewniają życie - bez zwierząt nie ma
      życia, to oczywiste. Ale gdyby człek wylądował w Norwegii, na fiordach, to
      niema wyboru, złapać rybkę trzeba, z szacunkiem szybko zabić, by się nie
      męczyła i żyć jej kosztem, o czym trzeba pamiętać i o czym dawne plemiona
      dobrze wiedziały i dlatego oddawały cześć stworzeniom, którymi się żywiły.
      Szacuneczek, że tak powiemsmile))
      • ciamej Re: Nie ma problemu 10.10.07, 19:07
        bardzo madra wypowiedz, gratuluje tym bardziej ze w tym temacie wiekszosc
        wypowiedzi (z obu stron 'barykady') jest zazwyczaj przerazajaco glupia wink

        najbardziej spodobala mi sie koncowka, chociaz mam troche inne zdanie

        > Aha, i nigdy nie robiliśmy dramatów, jeśli na przykład przypadkiem zupa była
        > na mięsie i dowiadywaliśmy się po czasie. Cóż, taki świat, większość ludzi je
        > mięso i nie ma co się rozczulać, zresztą my tak naprawdę nie jesteśmy
        > wegetarianami, to bezsens tak się nazywać, ci co nie jedzą koni lub psów nie
        > nazywają się w jakiś określony sposób, choć pewnie, ci jedzący, a są takie
        > kraje, pewnie by ich chętnie jakoś nazwali. Nie jemy mięsa, bo nie musimy, daj
        > żyć szczególnie tym, którzy tobie zapewniają życie - bez zwierząt nie ma
        > życia, to oczywiste. Ale gdyby człek wylądował w Norwegii, na fiordach, to
        > niema wyboru, złapać rybkę trzeba, z szacunkiem szybko zabić, by się nie
        > męczyła i żyć jej kosztem, o czym trzeba pamiętać i o czym dawne plemiona
        > dobrze wiedziały i dlatego oddawały cześć stworzeniom, którymi się żywiły.
        > Szacuneczek, że tak powiemsmile))

        dopisuje sie do szacuneczku ;p ale dlaczego wlasciwie rybke mozna zjesc tylko we
        fiordach twoim zdaniem? tylko jesli nie ma innego wyjscia? mysle ze wszystkim
        sie dobra rybka nalezy, wszystko z umiarem po prostu, bez obzarstwa, IMO nie ma
        nic zlego w umiarkowanym spozyciu miesa, jesli zachowuje sie wlasnie ten
        szacunek do zywych istot, mysle ze jest to mozliwe takze we wspolczesnych
        czasach i mysle ze nie powinnismy z tego rezygnowac, tylko dlatego, ze mozliwe
        jest calkowite wyeliminowanie miesa z naszej diety, heh troche zamieszalem, ale
        chyba rozumiesz o co mi chodzi...

        pozdrawiam!

        btw: ja jak bylem maly to bylem zmuszany do jedzenia, co mi sie strasznie nie
        podobalo ;p najgorzej to bylo z babcia, jej ulubione powiedzonko to 'klak czy
        welna, byle dupa byla pelna' tongue_out ale tak to jest z ludzmi, ktorzy przezyli wojne...
      • darr.darek Re: Nie ma problemu 11.10.07, 10:26
        jiddu napisał:
        > Jeśli ktoś uważa, że człowiek biologicznie różni się od małpy, to
        > jego problem. Dla mnie natura wystarczała za wszystko

        Ale co ma natura małpy do tego tematu ?
        Przecież najbliższe wg genotypu naczelne, tylko potwierdzają naturalność pędu do
        mięsa. Szympansy jedzą mięso rzadko, bo mają mało okazji, ale jeśli wypatrzą
        gromadę małpiatek organizują profesjonalnie zorganizowane polowania. Przypadki
        kanibalizmu (między klanami) wśród szympansów też występują.


    • anew3 Re: Wegedzieciak 10.10.07, 17:47
      Kiedy bylam mala wypuwalam parowki i kotlety mielone, wedlin tez nie
      cierpialam, lubiam za to drob i ryby.Rodzice zmuszali mnie to
      jedzenia nielubianych potraw :dla mojego dobra.Po jakims czasie
      jednak ustapili:biale mieso i ryby calkowicie mi wystarczaly.Gust
      nie zmienil mi sie do dzisiaj.Cala historia nauczyla mnie jednak
      toelrancji.Jesli zauwaze, ze moje dziecko chetnie je np parowki to
      oczywiscie je bedzie dostawalo.Nie rozumiem jak mozna komus narzacc
      swoja diete.Rodzice sa wegétarianami Ok,, ale dlaczego dzieci tez
      musza byc?Lub na odrot jesli miesozerni rodzice widza , ze dziecko
      nie cierpi miesa dlaczego mieliby je zmuszac do jedzenia tego miesa?
    • util Memento dla uparciucha jak ty. 10.10.07, 18:43
      "Każda nieprawidłowo skomponowana dieta może stanowić zagrożenie dla zdrowia, rozwoju, a nawet życia dziecka." Czy to takie skomplikowane?

      > Np. człowiek nie może się żywić trawą, czy liśćmi drzew bo nie
      > jest do tego przystosowany biologicznie.

      Ale marchew czy jabłko zajada ze smakiem, nie musi jeść niesmacznych liści. A propos, jak oprawiasz krowę, zaraz po tym jak ją zagryziesz?

      > Sekta wegańska powinna być zakazana.

      Niedługo tacy jak ty będą w mniejszości - może i wtedy ktoś będzie chciał was zakazać?
    • malapsotka Re: Wegedzieciak 10.10.07, 19:29
      To krwiozercza sekta powinna byc zakazana. Weganie to w duzej mierze
      ludzie ktorzy maja pojecie o tym jak powinien odzywiac sie CZLOWIEK.
      Nie sa bezmyslnymi konsumentami tego co narzuca im przemysl
      zywieniowy ktory to z zywieniem z prawdziwego zdarzenia nie ma nic
      wspolnego. Poza tym gdyby przeanalizowac ile "gosci" tzn. parasytow,
      chemii, antybiotykow itp. zawieraja mieso i ich produkty, to
      niejeden stalby sie weganem juz dzis... Mnie osobiscie wyszlo to na
      ogromna poprawe zdrowia a takze wielu moich przyjaciol jak i rodziny.
      • misiu-1 Re: Wegedzieciak 11.10.07, 16:01
        malapsotka napisała:

        > To krwiozercza sekta powinna byc zakazana.

        Jaka sekta? Sekta to grupa, w której zasady dyktuje ideologia. Normalnie
        odżywiający się nie robią ze swojej diety religii, więc nazywanie ich sektą nie
        ma żadnego logicznego uzasadnienia. Co innego ci, którzy nie pokroją swojej
        marchewki na desce, na której ktoś wcześniej kroił wędlinę i nie ugotują sobie
        zupki w garnku używanym wcześniej do gotowania mięsa.

        > Weganie to w duzej mierze ludzie ktorzy maja pojecie o tym jak
        > powinien odzywiac sie CZLOWIEK. Nie sa bezmyslnymi konsumentami
        > tego co narzuca im przemysl zywieniowy ktory to z zywieniem z
        > prawdziwego zdarzenia nie ma nic wspolnego.

        Nie do końca tak. Owszem, weganie częściej niż przeciętny człowiek interesują
        się prawidłowym odżywianiem, ale ich pojęcie o tym, jak powinien odżywiać się
        człowiek, jest podporządkowane ideologii.

        > Poza tym gdyby przeanalizowac ile "gosci" tzn. parasytow,
        > chemii, antybiotykow itp. zawieraja mieso i ich produkty, to
        > niejeden stalby sie weganem juz dzis...

        W mięsie nie ma więcej "gości" niż w roślinach, a wręcz przeciwnie - często jest
        ich znacznie mniej.

        > Mnie osobiscie wyszlo to na ogromna poprawe zdrowia a takze wielu
        > moich przyjaciol jak i rodziny.

        Każdy zagorzały zwolennik dowolnej diety będzie utrzymywał, że wyszła mu na
        zdrowie.
    • stanley_fish Wegedzieciak 10.10.07, 19:34
      a może zamiast setek badań które co chwilę wykazują coś innego, w zależności od
      tego, kto je przeprowadza i na czyje zlecenie, zaufać najlepszemu doradcy
      żywieniowemu: sobie samemu? Nasz organizm najlepiej wie, czego mu potrzeba!
      • mefistoo Re: Wegedzieciak 10.10.07, 20:00
        Niech kazdy je to co chce i niech kazdy zyje tak jak chce. Na koniec
        zycia kazdy sie dowie czy wybral dobrze.
        Jak juz wyzej napisano organizm sam wie czego mu potrzeba, tylko
        trzeba sie nauczyc odczytywac te "sygnaly".
        Tak jak w zyciu nie slucham Ojca nie slucham Matki ani Kaczki ani
        Kolegow i Kolezanek. Tak i diete stosuje swoja taka jaka chce.
        Od 20 lat nie bylem chory jeden zab mi sie popsul.
        Jak bym sluchal tego co mi natrzuca otoczenie, nauczyciele, lekarze,
        politycy, gazety, TV, internet, kosciol, Mama, Tata, Brat, Zona,
        Dziecko, pies czy Kot to bym po kilku latach sfiksowal albo zszedl z
        tego swiata. Jedzenie to wielki biznes, leczenie jeszcze wiekszy.
        najwazniejsza wartoscia we wspolczesnym swiecie jest kupowanie. Bez
        tego wielu ludzi traci sens w zyciu. Jedzenie staje sie rytualem
        wiekszym niz swieta koscielne czy panstwowe. Czlowiek nie po to zyje
        by jesc tylko je po to by zyc. Tak samo jak wazniejsze jest by miec
        niz byc. nikomu nie narzucam swojego sposobu zycia ale tez ciezko
        jest placic na leczenie chorych ktorych truje marketing i wielki
        przemysl ktory produkuje jedzenie o wartosci odzywczej rownej
        szaremu papierowi toaletowemu a do tego o wiele bardziej szkodliwe.
        Zyj i pozwol zyc innym stworzeniem i wybaczaj im albowiem nie wiedza
        co czynia. Ludzi i tak jest za duzo na swiecie wiec im szybciej
        umieraja tym lepiej i dla ziemi i dla nas bo nie musimy na nich
        placic. Ludzie malo swiadomi tez sa potrzebni bo ktos musi sprzatac
        ulice, budowac drogi i domy. pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie
    • skrzydlate Wegewegewegesrege 10.10.07, 19:51
      Zdumiewające
      Większość ludzi na świecie je co popadnie, część umiera z głodu, część żywi się
      koszmarnymi przetworami przemysłowymi, a ludzie zastanawiają się czy kotlet jeść
      trzeba, czy nie.
      Moja dalsza rodzina żyła ponad pół wieku temu w wielkiej biedzie, jedli co było
      a mięso mieli dwa razy do roku na święta, zdrowi i wspaniali ludzie z tego są.
      To jest przechył kochani, zdrowy, normalny przechył, naukowo uzasadniona paranoja.

      Mam dwa, zaciążone, wykarmione i odchowane bez mięsa, w podstawówce jadły co
      chciały, teraz samodzielnie przeszły na wegetarianizm. Są .. te wszystkie teorie
      dietetyczne można włożyć do makulatury.... a ja jem wszystko ... phi ... czy
      naprawdę należy, nie należy, trzeba, wykluczone jest, zakazane, nakazane?
      Zapomnijcie, to jest życie i ono wymknie się wszystkim naukowo i nienaukowo
      uzasadnionym pierdułom. Amen. smile
      • babcia47 Re: Wegewegewegesrege 10.10.07, 20:33
        popieram głos przedmówcy smile
    • annnna12 Wegedzieciak 10.10.07, 22:34
      Gdy ma się wiedzę można bez problemu wychować dzieci wegetariańskie
      i wegańskie, które zdrowo rosną i nie chorują ("Mięsne" dzieci też
      potrzebują wiedzy rodziców, a nie tylko radosnego karmienia tłustymi
      parówkami i danonkami). Takie właśnie, zdrowe i radosne, są moje
      dzieci, które są weganami. Polecam stronę wegedzieciak.pl/ ,
      zwłaszcza dla rodzin z dziećmi wege i wega.
      • basia6666 Re: Wegedzieciak 10.10.07, 22:49
        zgadzam sie w 100%
        • krawiec6661 Re: Wegedzieciak 11.10.07, 06:32
          Wydaje mi sie, ze wychowanie dziecka na wegetarianina moze miec bardzo dobre
          skutki wychowawcze. Jesli dziecko nauczy sie od malego szacunku dla zycia, to
          chyba jest o wiele mniejsze prawdopodobienstwo, ze wyrosnie z niego jakis
          morderca czy inny bandyta smile
      • bojster Re: Wegedzieciak 11.10.07, 00:07
        Fajnie, że ktoś wspomniał o forum, od którego artykuł de facto wziął tytuł, a na
        którym Adriana i Piotr są aktywnymi użytkownikami. smile
    • mw1969 Pytanie od mięsożercy do roslinożerców: I L E ??? 10.10.07, 23:37
      Pytam Was - ILE to kosztuje???

      Przepraszam bardzo, ale żyjąc (i siłą rzeczy odżywiając się) w dużym
      mieście, chciałbym dowiedzeć się, ILE kosztuje taka wegetariańska
      dietka, OK?
      Widzałem tutaj posty krytykujące skażone pasożytami i chemią padlinę
      (kupujecie, pardon, kupowaliście mieso na jakiś wszawych
      bazarach?!) - no to pytam się teraz: A co z chemią w paszy
      roślinnej, ha? Czy Waszym zdaniem żarcie roslinne nie jest
      zaprawiane chemicznie?

      W końcu są mięsa i są mięsa: te świeże i wysokogatunkowe oraz te
      różne dziwne wynalazki w puszkach/foliach z długim terminem
      waznosci...

      Czy w naszych polskich warunkach można sobie pozwolic na dietę
      bezmięsną, a do tego "ekologiczną"???
      Powtórzę pytanie: Czy taka dieta weg(etari)ańska nie przyprawia
      budżetu domowego o zawał?
      Ja chodzę regularnie na zakupy do hipera i widzę, że te wszystkie
      apetycznie wyglądające wynalazki roślinne są dosyć drogie... Gdybym
      miał wpieprzać wyłącznie roślinna paszę bez odruchów wymiotnych, to
      musiałbym wykładac duuuużo większą kasę, żeby taki pokarm cieszył
      zarówno podniebienie jak i żołądek.

      Proszę o uczciwą odpowiedź bez ogólnikowych pierdół: "Co wydasz na
      pokarm roślinny, to zaoszczędzisz na lekarzach..."

      Proszę o KONKRETY - ile kosztuje taka dieta roślinna i ewentualnie
      dajcie jakies namiary, gdzie można znaleźć i wpypróbować na sobie [;-
      )] przepisy kuchni bezmięsnej.

      P.S. Coście się tak tych danonków uczepili??? Oby to nie były opinie
      przedstawicieli tzw. "medycyny niekonwencjonalnej", co której
      straciłem zaufanie po tym jak moja matka uparła się i zaciągnęła
      mojego dzieciaka na badanie do takiej "mudrej" baby i usłyszała, że
      danonki sa "be", a w ogóle szczepionki to tez są szkodliwe bo...
      zawierają KADM i RTĘĆ!!!
      K**wa żeż jej mać - jeżeli takie "fachowce" również komponują diety
      bezmięsne, to ja dziekuję i wysiadam...

      • kyyriad nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi 11.10.07, 10:46
        Wszystko zależy od tego ile wydajesz jako mięsożerca i jak wysoko wogóle
        jedzenie stoi w hierarchii twojego budżetu. Ogólnie można powiedzieć, że
        pełnowartościowa dieta wega nie musi być wcale droższa od mięsnej, bo rezygnując
        z mięs (drogich przecież) kupujesz więcej warzyw, owoców, strączkowców, kasz
        itp., które wcale drogie być nie muszą, choć oczywiście mogą. Można nawet
        zaoszczędzić, ale to wymaga czasu i nakładu pracy - kupowanie tanich owoców i
        warzyw typu kapusta, marchew, buraki, szczaw, jabłka i poddawanie ich
        róznorakiej i zazwyczaj dość upierdliwej obróbce, codzienne przygotowawanie
        posiłków bez możliwości przechowania, szatkowanie, skrobanie itp. - łatwe to nie
        jest. Przy droższych warzywach typu pomidory, papryka, kukurydza, soczewica oraz
        soja i pochodne roboty jest już znacznie mniej ale koszt większy. No i nabiał -
        większe dawki niż wcześniej, ale zasada ta sama - może być taniej (biały ser,
        kefir, jajka, zupy mleczne) albo drożej (jogurty, sery żółte i pleśniowe, mleko
        sojowe).
        A jeżeli będziesz chciał kupować w sklepach ze zdrową żywnością to koszty będą
        naprawdę duże, ale i żywność gwarantowanej jakości, bez chemikalii, pestycydów
        ... Generalnie rzecz ujmując, nie sądzę aby rzecz tkwiła w pieniądzu - raczej w
        podejściu do jedzenia, wegetarianie po prostu zastanawiają się bardziej na tym
        co jedzą, dokonują selekcji i eliminacji produktów, rozważniej dokonują zakupów,
        bardziej się przykładają do serwowania posiłków - to styl życia a nie ilość kasy
        jest decydujący.
      • 3miastoorg Re: Pytanie od mięsożercy do roslinożerców: I L E 11.10.07, 11:45
        około 100 kotletów sojowych, które kupuję, wymagających wrzucenia do
        gara z bulionem warzywnym, a potem obtoczenia w jajku i panierce,
        kosztuje mnie 8zł. 100 takich kotletów, to 16 porcji do tradycyjnego
        polskiego obiadu, ziemniak, surwka, kotlet (sojowysmile.

        Mi sie wydaje, że oszczędzam i to gruuuubo!
    • brudziak Każda skrajność jest szkodliwa 11.10.07, 01:27
      zarówno w stronę wega jak i w stronę mięsożarcia ...
      Osobiście nic nie mam do diety wegetariańskiej, nawet gdybym była mniej leniwa,
      to z powodzeniem mogłabym przejść na wegetarianizm, bo za miesem akurat nie
      przepadam i jak mam wybór to wolę rybę czy warzywa, ale jedno mnie u nich
      strasznie razi i zniechęca: poczucie misji! koniecznie do swojej dziety
      dorabiają ideologię i przekonują wszem i wobec, że tylko oni mają słuszność a
      mięsożercy zginą w piekle (niestrawości oczywiście!). Dlatego z przyjemnością
      przeczytałam wypowiedzi ludzi, którzy są tolerancyjni wobec innych diet, nie są
      walczącymi ortodoksami, dla których zupa na mięsie czy parówka równa się
      zbrodnia na żołądku! Ostatecznie to, co ktoś je, to tylko jego sprawa
      (ewentualnie jego rodziców jak powyżej), a ilekroć spotykam jakichś wegetarian
      to dostaję dawkę indoktrynacji wegańskiej i pogardy dla biednych zacofanych
      pożeraczy kotletów. I to mnie zniechęca do obcowania z nimi wogole. A w kwestii
      dzieci. Moja córka (3 lata) jest wegetarianką z wyboru choć nikt jej tego nie
      narzucał, wręcz przeciwnie - mąż jada bardzo mięsnie, więc w domu nie brakuje
      steków, pieczeni i wędlin. A ona sama z siebie, po kilku próbach we wczesnym
      dzieciństwie, zaprzestała jadać mięso i mimo nagabywań, próśb, gróźb i podstępów
      nadal go nie chce! Czasem robi wyjątek właśnie dla parówek (tylko dla niej się
      je kupuje, bo ja z mężem tego do ust nie biorę, wątpliwe zresztą czy to wogóle
      jest mięso ?!) ale wszystkie pozostałe miesa omija. Również w przedszkolu jada
      wszystko poza kotletami, pulpetami, gulaszem itp. Dla ścisłości dodam, że
      konsekwentnie nie jada również pomidorów i marchewki, jako dziecko pluła też
      wszelkimi "słoiczkowymi" papkami. A rozwija się świetnie i lekarz właściwie nie
      widzi problemu, choć radzi jednak podejmować próby dostarczania jej organizmowi
      mięsa. Tak więc, jest żywym przykładem, że nawet w mięsożernym domu mała
      jaroszka może mieć się dobrze i przeżyć!
      • rozowy_kurczak Re: Każda skrajność jest szkodliwa 11.10.07, 09:26
        geez.
        masz wątpliwości czy parówki to w ogóle mięso, sama nie jadasz, a dziesku takie
        świństwo dajesz O_o
        • rumien Re: Każda skrajność jest szkodliwa 11.10.07, 10:24
          skoro mięsa nie jada a parówki jednak tak, to należy jej je dawać jak
          najczęściej, zawsze to jakieś mięso, może kieoskie ale jednak. zupełnie
          bezmięsna dzieta dla małych dzieci mimo wszystko nie jest dobra a przynajmniej
          trudna do prawidłowego skomponowania, u dzieci jest ogromne zapotrzebowanie na
          białko, potrzeba im dużo energii, a z mięsa dostaje się to najłatwiej i
          najlepiej się przyswaja. oczywiście, że można skomponować prawidłowe żywienie
          dziecka i bez mięsa ale to wymaga dużo zachodu i częściej jednak spotyka się
          wegetariańskie dzieci trochę niedożywione niż te bez jakichkolwiek niedoborów.
          dlatego lekarzem są zachowawczy wobec diety wega bo dużo łatwiej tutaj o błędy
          żywieniowe i są one bardziej odczuwalne niż przy diecie mięsnej.
    • xorin Wegetarianizm 11.10.07, 09:47
      Wegetarianizm wybiera się nie tylko dla zdrowia, ale przede wszystkim ze względu
      na szacunek dla życia czujących istot smile
      "Właściwie zaplanowana dieta wegańska i inne typy diet wegetariańskich są
      odpowiednie na wszystkich etapach życia, włączając w to okres ciąży, karmienia
      piersią, niemowlęctwa, dzieciństwa i okresu dojrzewania" - Amerykańskie
      Stowarzyszenie Dietetyczne i Dietetycy Kanady
    • exxon Czemu Grecy i Gruzini tak dlugo zyja? 11.10.07, 10:39
      Jedza swoje szaszlyki, zeberka, gyrosy i jakie tam jeszcze miesiwa
      sa popularne (Grecy to jeszcze mnostwo owocow morza) i zyja po 100
      lat. A jak ktorys umrze majac 70, to wszyscy sie martwia ze tak
      mlodo go Pan powolal do siebie. smile

      Slyszalem ze dzieci wegetarian sa generalnie nizsze i bardziej
      apatyczne od swoich rowiesnikow. I ze maja tez brzedka cere.
    • ugenwillla przesadzny optymizm 11.10.07, 11:14
      Jako pediatra mogę stwierdzić, iż statystyka jest taka: ok. 60 % dzieci
      wegetarian jest jednak lekko niedożywionych (przynajmniej okresowo), często ma
      niższy wzrost i wagę (to może akurat dobrze!) wolniej się rozwija, łatwiej
      zapada na infekcje górnych dróg oddechowych (ale prawie nigdy układu
      pokarmowego), ma problemy z koncentracją i zajęciami wf, pozostałe 40 % nie
      odstaje od reszty dzieci. Ta negatywna statystyka wynika nie stąd, że dieta wega
      jest szkodliwa dla dzieci, bo tak nie jest, ona jest po prostu trudniejsza,
      wymaga więcej pracy i staranności w komponowaniu posiłków, zwłaszcza dla dzieci
      i wielu wegetariańskich rodziców sobie po prostu z tym nie radzi, zaniedbuje
      wzbogacanie diety dziecka o białko, tłuszcze, nie ma na to czasu, ochoty albo
      pieniędzy ale i tak obstaje przy wegetarianiźnie, co niestety odbija się na
      dziecku. Dlatego pediatrzy zazwyczaj, może nawet na wyrost, są przeciw tej
      diecie, bo co innego deklaracje o prawidłowym żywieniu wega a co innego praktyka
      i codzienność. I o ile dorosłemu nawet na niepełnowartościowej dziecie wega duża
      krzywda się nie stanie, najwyżej schudnie, to z dzieckiem jest już zupełnie inna
      sprawa i może to miejć wpływ na jego rozwój. Dlatego trzeba naprawdę dobrze
      przemyśleć ten krok i uczciwie odpowiedzić na pytanie czy nie kieruje mną moda,
      kaprys, chęć odchudzania się (częsty przypadek wśród mamuś zwłaszcza) i w wyniku
      tego zmuszam do takiej dziety swoje dziecko, czy też w pełni odpowiedzialnie i
      ze znajomością rzeczy będę dbać o prawidłowość żywienia dziecka, nawet wtedy gdy
      będzie to wymagało wiecej zachodu i pracy, wiekszych rygorów, wydatków itp.
      Jeżeli tak właśnie będzie to wegadzieciak nie bedzie się niczym różnił od
      mięsnych równieśników i nie będzie powodów do zmartwień. Niestety, statystyki
      nie są jednak po stronie wegetarian. I uprzedzając zarzuty stronniczości - sama
      mięsa nie jadam, choć moje dzieci tak.
      • tangerka No właśnie! 11.10.07, 11:36
        Też jestem pediatrą i też się spotykam ze zjawiskiem stosowania na dzieciach
        rozmaitych diet, którym rodzice akurat hołdują i naprawdę przeraża mnie czasem
        ludzka beztroska i brak dbałości własne potomstwo. osobiście jestem przeciw
        dziecie wegetariańskiej u dzieci z prostego powodu, że dzieci nie powinny być
        pozbawiane żadnych wartości odżywczych z przyczyn ideologicznych zapatrywań
        rodziców. Dorośli mogą stosować dowolne diety, głodzić się, odmawiać sobie tego
        czy owego - wiekszości wychodzi to akurat raczej na dobre niż szkodzi, chyba że
        ktoś wpadnie na tym tle w jakąś chorobę. Ale dzieci przy swoim olbrzymim
        zapotrzebowaniu energetycznym i białkowym po prostu nie wolno lekkomyślnie
        pozbawiać protein jeżeli nie ma ku temu wyraźnych wskazań medycznych dla kaprysu
        czy mody. A ostatnio jest wysyp rozmaitych jedzeniowych mód i całkiem często
        spotyka się dzieci na diecie a to bezmięsnej, a to bezcukrowej, beztłuszczowej,
        bezmlecznej albo jeszcze innych. Dla organizmu dziecka potrzebne jest wszystko,
        nawet cukier w rozsądnych oczywiście ilościach i rozwija się ono najlepiej
        otrzymując możliwie najszersze spektrum pokarmów. Zabieranie mu tego czy owego
        często bez jakiejkolkiek konsultacji z lekarzem może odbić się na dziecku nawet
        jeżeli na pierwszy rzut oka tego nie widać i skutki przyjdą za kilka lat.
        Dlaczego więc pozbawiacie dziecko dziecko składników odżywczych, nie pozwalacie
        mu poznać wszystkich smaków, aby mógł wybrać te najbardziej mu odpowiadające w
        imię własnych upodobań, nadążania za trendami albo snobizmu? Jak dziecko będzie
        chciało zostać wegetarianinem - zawsze jeszcze zdąży, jak będzie starsze samo
        zadecyduje, a póki jest małe wszystko mu się przyda, i mieso, i słodycze.
        • anafora_online Re: No właśnie! 11.10.07, 11:44
          (...) W Wielkiej Brytanii rodzi się już czwarte i piąte pokolenie zdrowych
          wegetariańskich i wegańskich dzieci, na świecie natomiast kultury wegetariańskie
          istnieją od tysięcy lat!. Dieta wegetariańska jest najbardziej naturalną i
          korzystną dla zdrowia dietą zapewniającą pełnowartościowe pożywienie także dla
          nienarodzonego dziecka.
          Odżywianie się w czasie prawidłowo przebiegającej ciąży powinno być
          przedłużeniem naszej codziennej, zdrowej diety. Jeżeli odżywiamy się zdrowo,
          zapewnienie naszemu nienarodzonemu dziecku optymalnej diety nie powinno oznaczać
          radykalnych zmian. Jednak gdy nasza dieta oparta jest na żywności przetworzonej,
          mięsie i nabiale - najwyższy czas, aby z tym skończyć! Dla dobra obojga - matki
          i dziecka.
          Obecnie wiemy już, że to, co w czasie ciąży spożywa matka i tym samym dziecko,
          ma bezpośredni wpływ na zdrowie dziecka nie tylko w pierwszych latach jego
          życia, ale także w dorosłym życiu. Właściwie zblilansowana dieta wegetariańska
          jest nie tylko bezpieczna, ale także dostarcza wszystkich witamin (np. kwasu
          foliowego) niezbędnych do prawidłowego rozwoju płodu. Rozsądnie zaplanowana
          dieta wegetariańska lub wegańska jest odpowiednim sposobem odżywiania dla
          niemowląt i małych dzieci. (...)
          - Dr Chris Fenn, specjalista ds. żywienia ("Wegetariańskie mamy i ich dzieci""
          Oraz, co najważniejsze:
          tomregan-animalrights.com/archive/slaughter.html
          • nospam-net właściwie ... 11.10.07, 12:53
            cały sekret kryje się w tych słowach: właściwie, prawidłowo, rozsądnie
            zbilansowana dieta ... to duże wyzwanie określić kiedy dieta wegatariańska jest
            właściwie zbilansowana a kiedy czegoś jeszcze brakuje, z dietą mięsną nie ma
            tego problemu - prawie zawsze zaspokaja zapotrzebowanie na białko i inne ważne
            składniki, może natomiast brakować witamin oczywiście. dlatego dla dziecka
            jednak lepiej jest podawać chociaż od czasu do czasu mięso, np. indyka czy inny
            drób. ja tak robię dla spokoju sumienia i dla uciszenia presji dziadków,
            lekarzy, choć sama mięsa nie jem. jak dziecko będzie wieksze (3 lata obecnie),
            np. 7 - 10 lat z pewnością zostanie wegetarianinem.
        • drzejms-buond Re: No właśnie! 11.10.07, 15:35
          tangerka napisał:

          > Też jestem pediatrą i też się spotykam ze zjawiskiem stosowania na dzieciach
          > rozmaitych diet, którym rodzice akurat hołdują i naprawdę przeraża mnie czasem
          > ludzka beztroska i brak dbałości własne potomstwo. osobiście jestem przeciw
          > dziecie wegetariańskiej u dzieci z prostego powodu, że dzieci nie powinny być
          > pozbawiane żadnych wartości odżywczych z przyczyn ideologicznych zapatrywań
          > rodziców. Dorośli mogą stosować dowolne diety, głodzić się, odmawiać sobie tego
          > czy owego - wiekszości wychodzi to akurat raczej na dobre niż szkodzi, chyba że
          > ktoś wpadnie na tym tle w jakąś chorobę. Ale dzieci przy swoim olbrzymim
          > zapotrzebowaniu energetycznym i białkowym po prostu nie wolno lekkomyślnie
          > pozbawiać protein jeżeli nie ma ku temu wyraźnych wskazań medycznych dla kaprys
          > u
          > czy mody. A ostatnio jest wysyp rozmaitych jedzeniowych mód i całkiem często
          > spotyka się dzieci na diecie a to bezmięsnej, a to bezcukrowej, beztłuszczowej,
          > bezmlecznej albo jeszcze innych. Dla organizmu dziecka potrzebne jest wszystko,
          > nawet cukier w rozsądnych oczywiście ilościach i rozwija się ono najlepiej
          > otrzymując możliwie najszersze spektrum pokarmów. Zabieranie mu tego czy owego
          > często bez jakiejkolkiek konsultacji z lekarzem może odbić się na dziecku nawet
          > jeżeli na pierwszy rzut oka tego nie widać i skutki przyjdą za kilka lat.
          > Dlaczego więc pozbawiacie dziecko dziecko składników odżywczych, nie pozwalacie
          > mu poznać wszystkich smaków, aby mógł wybrać te najbardziej mu odpowiadające w
          > imię własnych upodobań, nadążania za trendami albo snobizmu? Jak dziecko będzie
          > chciało zostać wegetarianinem - zawsze jeszcze zdąży, jak będzie starsze samo
          > zadecyduje, a póki jest małe wszystko mu się przyda, i mieso, i słodycze.

          a jak dziecko będzie chciało jadać tylko w Makdonaldach?
          coś co jest SMACZNE nie zawsze musi byc ZDROWE!a dziecko samo nie potrafi ocenić
          co jest lepsze.
          Droga pani PEDIATRO
          dieta taka a nie inna , częściej bierze się u rodziców,
          z troski o zdrowie dziecka, nie z IDEOLOGII..chociaż przyznaję
          oszołomów nie brakuje!
          jestem przeciwnikiem UCZENIA dzieci jedzenia mięsa...bo przyzna pani,że
          stopniowe przyzwyczajanie niemowlęcia do jedzenia zupek z mięsem jest formą
          "uczenia organizmu" takiego pożywienia
          -jak dorośnie niech sam sobie wybierze czy chce jeść mięso.
          a dzieci , w starszym wieku, częsciej ciagnie do wędliny, nie dlatego ze mają na
          to ochotę, tylko dlatego, że nie chcą sie wyróżniać wśród
          rówieśników...
          powtarzam to za każdym razem gdy pojawia sie temat wege.
          gdyby niejedzenie mięsa było groźne połowa azjii wymarłaby w sposób
          naturalny!

          ale o beri-beri pamiętam...to była wina "mody"!
          • jorad67 Re: No właśnie! 11.10.07, 17:28
            od tego dziecko ma rodziców żeby wiedzieli ile McDonalda, ile słodyczy i ile i
            czy wogole mięsa mu trzeba, ale nikt mi nie wmówi, że jeżeli otrzymuje duzo
            różnych rzeczy do jedzenia, w tym mięso, to jest lepiej niż gdy czegoś nie
            otrzymuje nie otrzymuje, nawet cukier i tłuszcze w małych dawkach są
            potrzebne... to co jest normą dla jednego (np. niejedzenie mięsa) dla innego
            jest wynaturzeniem i pewnie tak już zostanie ... nie sądzę aby ktoś umarł czy
            się poważnie rozchorował na wega-diecie, ale nie sądzę też aby niejedzenie
            mięsa, oprócz ideologicznych i pacyfustycznych haseł, niosło jakieś istotne
            korzyści dla zdrowia...
          • misiu-1 Re: No właśnie! 12.10.07, 11:58
            drzejms-buond napisał:

            > jestem przeciwnikiem UCZENIA dzieci jedzenia mięsa...bo przyzna
            > pani,że stopniowe przyzwyczajanie niemowlęcia do jedzenia zupek z
            > mięsem jest formą "uczenia organizmu" takiego pożywienia

            A nie jesteś czasem przeciwnikiem UCZENIA dzieci jedzenia warzyw i owoców? Bo
            przyznasz, że stopniowe przyzwyczajanie niemowlęcia do jedzenia zupek z
            warzywami i przecierów owocowych jest formą "uczenia organizmu" takiego
            pożywienia? Nie da się ukryć, że samo z siebie potrafi jeść tylko mleko matki.

            > -jak dorośnie niech sam sobie wybierze czy chce jeść mięso.

            To jak dorośnie, może też samo sobie wybrać, czy chce jeść warzywa i owoce, tak?

            > a dzieci , w starszym wieku, częsciej ciagnie do wędliny, nie
            > dlatego ze mają na to ochotę, tylko dlatego, że nie chcą sie
            > wyróżniać wśród rówieśników...

            ROTFL.

            > powtarzam to za każdym razem gdy pojawia sie temat wege.
            > gdyby niejedzenie mięsa było groźne połowa azjii wymarłaby w sposób
            > naturalny!

            Problem w tym, że w tej połowie, w której wegetarianizm występuje najczęściej
            (Indie), notuje się największą na całym świecie liczbę zgonów z powodu chorób serca.
        • adriane Re: No właśnie! 11.10.07, 22:02
          Pani pediatro proszę mi podać do czego w diecie dzieciom potrzebne są słodycze,
          jakie mają wartości, witaminy itp? Bo z tego co ja czytałam cukier właśnie
          zaburza przyswajanie witamin z innych pokarmów, a sam w sobie nie posiada nic
          oprócz pustych kalorii.
          Proszę mi też odpowiedzieć na pytanie czy podając dzieciom mięso równiez nie
          decydujemy za nie co do sposobu odzywiania? Wydaje mi się, ze tak samo jak w
          przypadku nie podawania tego mięsa jest to nasz, rodziców wybór, a nie dziecka,
          które na tym etapie jest zwykle dopiero niemowlakiem.

          Z moich doświadczeń wynika, ze wegetarianie mają w wielu wypadkach o wiele
          bardziej urozmaiconą dietę niż typowi mięsożercy skupiający się na swoim kotlecie.
          Czy wszyscy wiedzą co to jest np. ciecierzyca, quinoa, gomasio, tahina itd....?
      • iwona.kossowska Re: przesadzny optymizm 11.10.07, 18:54
        pytanie do lekarzy: czy mozna zauwazyc jakas korelacje pomiędzy hormonami
        wzrostu, ktore znajduja sie w mięsie kurczaków ( z powodu masowego ich
        stosowania w hodowli)i ogolnie coraz wiekszym wzrostem dzieci i mlodziezy
        jedzącej to mięso oraz nizszym wzrostem dzieci, ktore nie jedza takich produktów?
        Pytam z ciekawosci, bo wg mnie to jest glowna przyczyna roznicy wzrostu, jak dla
        laika.
        • iwona.kossowska i nastepna uwaga o wzroscie dzieci 11.10.07, 19:00
          i idac dalej - jesli w takim razie wzrost dzieci jedzacych mieso nie jest tak
          naprawde normalny, to moze sie powinno raczej troche przewartosciowac skale
          porownawczą?
          Z powodu masowej ilosci hormonów znajdujacych sie w miesie w ostatnich latach
          spotyka sie coraz szybsze dojrzewanie dzieci z krajow tzw rozwinietych
          gospodarczo i wraz z coraz wieksza hodowla przemysłowa zwierzat i codziennym
          pakowaniem hormonow, antybiotykow w zwierzeta ( spytajcie fachowcow pracujacych
          w takich hodowlach, to potwierdzą) w Polsce tez to ma miejsce, nie wspomne o
          uodpornieniu sie na antybiotyki, ktorego przyczyna tez jest oczywista.
          • misiu-1 Re: i nastepna uwaga o wzroscie dzieci 12.10.07, 11:48
            Stosowanie antybiotyków jako stymulatorów wzrostu zwierząt też jest zabronione,
            więc Twoje straszenie nie ma podstaw materialnych, a jedynie ideologiczne.
        • misiu-1 Re: przesadzny optymizm 12.10.07, 11:43
          iwona.kossowska napisała:

          > pytanie do lekarzy: czy mozna zauwazyc jakas korelacje pomiędzy
          > hormonami wzrostu, ktore znajduja sie w mięsie kurczaków ( z powodu
          > masowego ich stosowania w hodowli)i ogolnie coraz wiekszym wzrostem
          > dzieci i mlodziezy jedzącej to mięso oraz nizszym wzrostem dzieci,
          > ktore nie jedza takich produktów?
          > Pytam z ciekawosci, bo wg mnie to jest glowna przyczyna roznicy
          > wzrostu, jak dla laika.

          Laikowi można wybaczyć, że nie wie, iż stosowanie hormonów wzrostu w hodowli
          zwierząt rzeźnych jest zakazane w Europie. Podobnie, jak import mięsa ze
          zwierząt, którym takie hormony podawano. W związku z tym niech laik poszuka
          innych przyczyn różnic we wzroście dzieci.
      • adriane Re: przesadzny optymizm 11.10.07, 22:12
        Jestem ciekawa skąd te statystyki, że 60 % dzieci wege jest niedozywionych? Czy
        pani ma w swojej praktyce styczność z wege-dzieciakmi i prowadzi swoje prywatne
        statystyki, czy to jakieś inne źródło podaje? Dr Klemarczyk od paru ładnych lat
        bada dzieci wege i jakoś w dyskutowanym artykule bardzo pozytywnie wypowiada sie
        na temat ich zdrowia. Czyży trafialy do niego tylko te ze szczęściwych 40 %?
        winkMoje dzieci też chyba mają szczęście, ze są pelne energii winkCórka uczy się w
        szkole sportowej ( ma 3 godziny treningu dziennie) i jest jedną z lepszych
        uczennic w klasie: w sporcie i w nauce. Syn zaś to wulkan energii. Miesa nigdy
        do ust nie brały...
    • cannon Re: Wegedzieciak 11.10.07, 13:00
      aleś ty mundry .... masz jeszcze jakieś pomysły na zakazy ??? wymyśl jakiś zakaz
      jeszcze.
      Cannon
      • drzejms-buond Re: Wegedzieciak 11.10.07, 15:24
        temat powraca jak bumerang.
        oczywiscie ,że można!
        znam takie dzieciaki.
        zdrowsze od zwykłych dzieci w tym samym wieku.

        jak sie chce stwierdzić ze coś jest nienormalne-czyli nie takie jak MY
        -to zawsze sie znajdzie powód!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka