Dodaj do ulubionych

Bagietka&Samociak

07.05.06, 09:06

Czy ktokolwiek z was zakumał...To ścierwo Bagiński i Samociak znów przy
żłobie. Wiem co piszę bo ... bo wiem... swego czasu byłem z Bagińskim w
Stronnictwie narodowym.Przez niego odszedłem z SN. Bogusław Kowalski z
Narodowego Koła Parlamentarnego, które podpisało umowę z PiS-em to facet,
który działał z Bagińskim w kampanii gen.Wileckiego.Bagiński był doradcą
generała. Razem z Giertychem, Kotlinowskim i Kowalskim, Bagiński był w
zarządzie tej partii w W-wie. Kowalskiego i Bagietkę (czyt. szmatę gorzowską)
wyrzucono za start z list PSL. Teraz są w łasce, a że Bagietka zna się dobrze
z Kowalskim i Wierzejskim, który dokonywał korekt jego pisam "Gozowskie co
gdzie kiedy", załapał się na jakąś umowę i ma ścierwo z czego żyć. Samociak
przykleił sie do Ryszarda Czarneckiego i z nim dłubie biznesy przy
Samoobronie. Wcale się nie zdziwię jak znów trafi do ministerstwa polityki
społecznej jako doradca. Przecież pracował już u Komołowskiego.

Może to i dobrze że wyemigorwali a napewno nikt nie będzie za nimi płakał
Obserwuj wątek
    • e_werty Re: Bagietka&Samociak 07.05.06, 13:45
      "...To ścierwo Bagiński i Samociak znów przy żłobie."


      ... to chyba dobrze? Bedą mieli kase na splacenie zdłużeń. :)

      P.S.

      zgadnij co wypływa na wierzch jak się miesza w szambie?
      • Gość: olka Re: Bagietka&Samociak IP: *.gorzow.mm.pl 07.05.06, 15:25
        a kto ściągnie od nich zadłużenia??komornicy???zapomnij.
    • piczka_prawniczka #1 07.05.06, 14:40
      To wspomnienia z ekspiacji Bagietki....Co znich pozostało? Kto wie?







      Bagiński w drodze na dno


      Robert Bagiński /gazeta.pl

      Tak, nie potrzeba tu języka neurotyków, pięknoduchów i nałogowców od
      psychologicznych subtelności. Rzecz należy nazwać po imieniu. Zdradziłem Boga,
      Ojczyznę i Rodzinę! - pisze Robert Bagiński, nazywany kiedyś cudownym dzieckiem
      gorzowskiej prawicy

      To się zdarzyło naprawdę. Uprzedzam o tym, bo felietoniści i autorzy bardzo
      często wymyślają swoje historie, aby w ten sposób bardziej obrazowo i dosadnie
      wyjaśnić o co im chodzi. Nie jest to jednak próba usprawiedliwiania się, gdyż
      są czyny dla których usprawiedliwienia nie ma. Można tylko wyciągnąć wnioski,
      przeprosić i w miarę możliwości zadośćuczynić.

      "Życie, jak Cię nie zmarnować?" - pyta retorycznie w tytule swojej książki
      Roman Mleczko. W moim osobistym położeniu pytanie to koresponduje ze
      stwierdzeniem jakie w 1998 roku wypowiedział o mnie w "Gazecie Zachodniej"
      ówczesny poseł AWS Maciej Rudnicki: "Dzisiaj są przed nim dwie drogi. Jedna,
      która zaprowadzi go w ślepą uliczkę, a druga do sukcesu". Z przykrością
      stwierdzam, że miał rację. Jednocześnie odczuwam wstyd, że wybrałem drogę w
      kierunku ślepej uliczki, a tym samym zawiodłem wiele osób, które mi zaufały.
      Wielu najzwyczajniej w świecie oszukałem.

      Nawet szatniarz czapkował

      Jako młody człowiek z dużymi - może zbyt dużymi - ambicjami, niecierpliwie
      czekając co mu przyniesie życie, wiedziałem że... "złapałem Pana Boga za nogę".
      Byłem rzecznikiem Akcji Wyborczej Solidarność w okresie jej największych
      sukcesów, pracowałem w Kancelarii Premiera, a także odpowiadałem za promocję
      reformy służby zdrowia w Lubuskiej Kasie Chorych. Pojawiałem się w obecności
      Jana Rokity, Jarosława Kaczyńskiego, czy Romana Giertycha. Jeśli dołożę do tego
      nieustanną obecność w środkach masowego przekazu, to bez fałszywej skromności,
      ale również bez megalomanii, mogę skonstatować, że o takiej młodości można
      tylko pomarzyć. To wszystko mogło - i niestety tak się stało - przewrócić
      młodemu człowiekowi w głowie. Kiedy człowiek ma dwadzieścia kilka lat, dostęp
      do najważniejszych osób w regionie, a wszyscy dookoła - łącznie z szatniarzem w
      ekskluzywnej restauracji - czapkują bo jest się "politykiem z telewizji", nie
      trudno uwierzyć w iluzję na swój temat. Dać się ponieść emocjom, a serdeczność
      i życzliwość przekuć w arogancję, butę i cwaniactwo.

      Wszystko to działo się już po tym, gdy porzuciłem wyniesione z rzepińskiej
      plebanii ideały i cele o których wielokrotnie mówiłem na licznych prelekcjach
      oraz konferencjach, które wygłaszałem w kościołach, na rekolekcjach i
      pielgrzymkach. Główną tezą moich ówczesnych wystąpień było stwierdzenie, że jak
      ma się moralny kręgosłup, zasady i precyzyjnie wytyczone cele, to można być
      uczciwym i skutecznym działaczem politycznym. "Nie wierzcie tym, którzy mówią
      iż nie można być jednocześnie politykiem oraz człowiekiem uczciwym. Można i my
      powinniśmy udowodnić, że jest możliwe" - mówiłem w trakcie rekolekcji
      wielkopostnych w 1996 roku do młodzieży z liceum katolickiego w Zielonej Górze.

      Pisałem też artykuły o aktywności katolików w życiu publicznym do
      miesięcznika "Aspekty". Pojawiały się obok takich publicystów jak: Kazimierz
      Marcinkiewicz, Waldemar Flugel czy ks. prałat Witold Andrzejewski. Bywałem na
      spotkaniach z biskupami.



      cdn.
    • piczka_prawniczka #2 07.05.06, 14:41
      cd.

      Jak strzelać w kosmos

      Chciałem być dobrym człowiekiem, uczciwym działaczem społecznym, cieszyć się
      udanym małżeństwem - choć wtedy przyświecała mi jeszcze myśl, aby zostać
      zakonnikiem - mieć oddanych przyjaciół, osiągnąć sukces w polityce i być
      przykładem dla innych. Chciałbym móc napisać, że swoją publiczną działalność
      traktowałem jako arystotelowską troskę o dobro wspólne, ale przecież
      rzeczywistość okazała się zgoła inna. Patrzyłem i uczyłem się. Stawałem się
      jednym z tych, dla którego drugi człowiek jest tylko "mięsem armatnim" do
      osiągania zamierzonych celów, a potem "wystrzeliwuje się go w kosmos". Nawiasem
      mówiąc, długo nie wiedziałem co oznacza "wystrzelić kogoś w kosmos", aż
      uczyniłem to pierwszy raz oskarżając w 1998 roku Waldemara Flugela o to, że
      mnie pobił, aby w ten sposób uniemożliwić mu objęcie funkcji wojewody
      lubuskiego. Nie twierdzę, że pomiędzy nami nic się nie wydarzyło, ale przecież
      wykorzystanie tego do walki politycznej było cyniczne i obrzydliwe. Potem,
      zdaniem wielu dziennikarzy i polityków, stałem się specjalistą... od wysyłania
      ludzi w "kosmiczne podróże".

      Można zadać pytanie - co się ze mną stało? Tak naprawdę, zanim się upewniłem
      gdzie jestem i kim jestem, byłem już kimś całkiem innym. Niestety, wszystko
      zaczynało się dosyć niewinnie. Puszczenie do mediów nieprawdziwego przecieku na
      czyjś temat, że - dla przykładu - wiceprzewodniczący "Solidarności" w trakcie
      bankietu wynosił do swojego prywatnego samochodu alkohol. Publiczne oskarżenie
      innej osoby o coś czego nigdy nie popełniła - bo tak w danym momencie wypada.
      Podrobienie podpisu na liście do premiera w którym szkaluje się kandydata na
      wojewodę. Etc. Etc. Potem były chwilowe wyrzuty sumienia, ale pokrzepiony
      dziarskimi pochwałami starszych kolegów, chwilę później gotów byłem do działań
      znacznie gorszych. Tak się hartuje działacza bez sumienia. Jeśli w dodatku
      zagwarantuje mu się ochronę, bezkarność i duże - jak na jego wiek - wpływy
      polityczne, to o pełne oddanie nie trudno.

      Tak ukształtowany, byłem pewien, że nic i nikt nie jest w stanie uczynić mi nic
      złego, a kolejne wpadki i brak konsekwencji za ich popełnienie, tylko wzmagały
      przeświadczenie o bezkarności oraz ... wybitności. Do czasu... gdy okazało się,
      że ani nie jestem wybitny, ani też nie będę bezkarny!

      Zdjęcie z prostytutką

      Kiedy po tych wszystkich wydarzeniach stałem się zużyty, niepotrzebny i
      niewygodny, zacząłem szukać sojuszników tam, gdzie kiedyś widziałem wrogów. W
      światku, półświatku oraz wśród ludzi przed którymi przestrzegałem moich
      słuchaczy na pielgrzymkach i rekolekcjach. Czego tam szukałem? Dla nich wciąż
      byłem atrakcyjnym kąskiem, który gwarantował udział w kolacji z lokalnym VIP-
      em, możliwość pochwalenia się "kontaktami politycznymi", czy załatwienie
      jakiejś sprawy. Tak znalazłem się na kompromitujących zdjęciach z prostytutką,
      które na pierwszej stronie w 2002 r. opublikował "Super Express" . To był dla
      mnie i mojej ukochanej rodziny dramat oraz początek końca. Moment w którym
      powinienem się przebudzić i podjąć decyzję o moralnej odnowie, ale ja
      rozpocząłem drogę na dno. Straciłem kolejną pracę, dobre imię i ostatki chęci,
      aby coś w swoim życiu zmienić. Cóż czyni młody człowiek rozpoznawany z mediów,
      którego pytają czym się obecnie zajmuje? Gra dobrą minę do złej gry. Tymczasem,
      aby utrzymać się na materialnej powierzchni, a także nie pogorszyć i tak już
      trudnej sytuacji mojej rodziny, podjąłem grę najgorszą z najgorszych. Zacząłem
      kombinować i postępować nieuczciwie w stosunku do klientów firmy w której
      pracowałem. Oczywiście nie na taką skalę jak opisują to obecnie media, a już z
      pewnością nie mieszając do tego kogokolwiek postronnego. W każdym razie było to
      dosyć łatwe, gdyż wielu z nich znało mnie tylko z telewizji i gazetowych
      fotografii, nie znając szczegółów mojej działalności, a to powodowało iż nawet
      nie przyszłoby im do głowy, że ktoś taki mógłby być zwykłym oszustem. Można by
      anegdotycznie napisać, że chociaż nigdy nie byłem dyplomatą, to granice
      przyzwoitości przekraczałem częściej i swobodniej niż ambasadorowie granice
      państw...


      cdn.
    • piczka_prawniczka #3 07.05.06, 14:41
      zakończenie....

      Zdradziłem

      Co mnie skłoniło do napisania niniejszego tekstu ? Wyrzuty sumienia - to na
      pewno. Ale również przekonanie, że choć czyny przeszłości wpływają na nasze
      teraźniejsze wybory, to ostateczne znaczenie tych czynów na przyszłość, zależy
      tylko od nas. Jeśli więc moje nieuczciwości i oszustwa zasługują na
      jakiekolwiek miejsce w prasie, to tylko jako przykład zmarnowania fajnej części
      życia, zaprzepaszczenia wielu szans i możliwości, wykorzystania swojej pozycji
      do krzywdzenia innych oraz zaprzeczenia swoim życiem wszystkiemu w co
      wierzyłemi głosiłem. Gdy w 1995 roku rozpoczynałem swoja działalność publiczną,
      każdego dnia uczestniczyłem we Mszy św., ale już w 1998 r. trudno mi było
      znaleźć czas chociażby na modlitwę. Swoją energie, wewnętrzną siłę i entuzjazm
      skanalizowałem w nieodpowiednim kierunku. Przez cały czas wiedziałem, że
      przebudzenie jest nieuchronne, ale nie miałem tyle siły ani odwagi, aby
      cokolwiek w swoim postępowaniu zmienić. Tak, nie potrzeba tu języka neurotyków,
      pięknoduchów i nałogowców od psychologicznych subtelności. Rzecz należy nazwać
      po imieniu. Zdradziłem Boga, Ojczyznę i Rodzinę!

      Wracając do przyczyn mojej haniebnej działalności - nie zamierzam się
      usprawiedliwiać, gdyż sam zawsze byłem zwolennikiem tego, że zło należy nazywać
      złem, a dobro dobrem. Żadnego relatywizowania albo zmiękczania poprzez wygodne
      dla siebie wytłumaczenia. Ktoś kiedyś powiedział że człowiek dotąd idzie na
      dno, grzęźnie i spada w dół, dopóki nie dojdzie do samego dna od którego będzie
      mógł się odbić i rozpocząć drogę ku górze. Dobrze się więc stało, że tak jak
      kiedyś byłem hołubiony i promowany przez środki masowego przekazu jako - jak to
      określił w 1998 roku publicysta "Ziemi Gorzowskiej" - "cudowne dziecko
      gorzowskiej prawicy", dziś jestem potępiany, a moja haniebna działalność jest
      świadomie eksponowana w mediach przez tych samych dziennikarzy, którzy jeszcze
      kilka lat temu mnie promowali. Nie noszę nawet żalu za nieścisłość niektórych
      faktów oraz świadomą uszczypliwość. Trawestując słowa Ewangelii można tylko
      stwierdzić, że im więcej komuś dano tym większą powinien ponieść
      odpowiedzialność. Usta miałem pełne frazesów i uczciwości, a teraz ... "król
      jest nagi - każdy to widzi!" .

      Na koniec przestroga dla wielu mi podobnych, młodych ludzi, którzy zamierzają
      włączyć się w działalność publiczną. Warto poczekać, lepiej trenować pokorę niż
      socjotechnikę, a już na pewno nie jest prawdziwą teza Niccoli Machiavellego, że
      lepiej być skutecznym niż moralnym. Sprawdziłem to. Efekt był taki, że nie
      byłem ani skuteczny ani moralny...

      Ideały miałem wielkie. Udział w życiu publicznym sprawiał mi prawdziwą radość.
      Uwielbiałem kampanie wyborcze, kontakty z ludźmi i występy w mediach. Zawsze
      starałem się być w tym dobry i skuteczny. Jednak zapomniałem o najważniejszym -
      o zasadach i moralności. I z tego powodu mi bardzo wstyd. Wybitny francuski
      poeta, dramaturg i polityk Wiktor Hugo powiedział: "Głupcem wolno być każdemu,
      ale pod warunkiem: żeby nie dawał złego przykładu". Jak dzwon Zygmunta brzmią w
      moich uszach słowa Ewangelii św. Mateusza, które często cytowałem swoim
      słuchaczom: "Biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie".

      Reasumując. Ktoś powie - no i co z tego? Chciałbym być dobrze zrozumiany. Wiem,
      że nie odkupię swoich win nawet najlepszym tekstem. Nie jest to moją intencją.
      Jeśli jednak byłem kiedyś dla kogokolwiek autorytetem, to niech ten tekst
      będzie przestrogą, że - koniec końców - ale najważniejsze są zasady i wierność
      ideałom. Po manifestacji w obronie życia poczętego, która w 1995 roku odbyła
      się pod gorzowską Katedrą podeszła do mnie starsza pani i
      powiedziała: "Młodzieńcze, ty będziesz kiedyś biskupem albo kimś wielkim".
      Wielu tak mnie kiedyś postrzegało, ale już dawno pozbawiłem ich złudzeń.
      Przepraszam!

      Wiem też za św. Augustynem z Hippony, że "nie ma grzechów odpuszczenia bez
      zadośćuczynienia". Chcę dodać i urzeczywistnić - i krzywdy naprawienia.

      Dziękuję mojej żonie i córce, że mimo wszystko zawsze były i są przy mnie.
    • Gość: Penelopa Re: Bagietka&Samociak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.06, 15:21
      To chyba dobrze, że chłopcy potrafią się ustawić. Wszak wiadomo, że oni lubią
      kobietki, a my lubimy facetów, którzy potrafią kręcić nie tylko tyłkami, ale
      również głową.
      Obaj są nawet przystojni i potrafią sięubrać, czego brakuje wielu dzisiejszym
      facetom.
      • e_werty Re: Bagietka&Samociak 07.05.06, 15:50
        "...Obaj są nawet przystojni..."

        ... a ty jesteś Penelopa dwóch Odysów?
        • Gość: Krzys Re: Bagietka&Samociak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.06, 21:42
          Baginski i Samociak to mają klasę. Nawet tutaj bronią ich dupy. Fakt, gościowie
          mają umiejętności. Powinni pracować w show-buisnesie a nie polityce.
          • Gość: Bernard Re: Bagietka&Samociak IP: *.ed.shawcable.net 07.05.06, 21:54
            Czy Bagietka to ten sam ktory nie tak dawno publikowal listy z przeprosinami za
            kombinatorstwo, cwaniactwo i okradanie ludzi???
            Czy to ten "urodzony karierowicz" ktorego powolaniem jest bycie politykiem???
            Tyle balaganu w Gorzowie w politycznym ogrodku, ze juz nie jestem pewien..
            :)
            • e_werty Re: Bagietka&Samociak 07.05.06, 22:09
              "... Czy to ten "urodzony karierowicz"..."

              ... nie rżnij głupa - (weź deske - mniej boli)....

              Parę postów do tyłu masz te list zacytowany... dupku...
              • Gość: Bernard Re: Bagietka&Samociak IP: *.ed.shawcable.net 07.05.06, 22:17
                Hey werty,
                Nioe podniecaj sie...
                Pacanie
                He he he he
                :)
                PS. No to teraz wiemy jak krotka jest pamiec wyborcow...
                he he he
    • Gość: klakier Re: Bagietka&Samociak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.06, 19:45
      miasta.gazeta.pl/gorzow/1786092,37801,3326151.html?i=2
      ... a to jest kolega Samociaka i Bagietki...!!!
      • Gość: xyz Re: Bagietka&Samociak IP: *.gorzow.mm.pl 11.05.06, 22:13
        klakier i to mi wystarczy jestem w domu.
    • Gość: Matrix Re: Bagietka&Samociak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.06, 08:58
      Zawsze chłopców podziwiałem. Mieli talent, spryt i trochę cwaniactwa. Wiele
      razy słabo na tym wszystkim wyszli, ale mimo to zawsze spadali na cztery łapy.
      ciekawe, kiedy już nie spadną...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka