Dodaj do ulubionych

O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska"

10.09.07, 16:18
www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=2606
Obserwuj wątek
    • Gość: JONA Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska IP: *.access.telenet.be 10.09.07, 18:37
      To sie nazywa AUTOREKLAMA prymitywa....Jeszcze nie bylo o
      Marcinkiewiczach w twoim wydaniu....to...jest.........Kto
      nastepny????
    • slawek_wieczorek Pełna wersja tekstu 10.09.07, 19:10
      ATRAKCYJNY KAZIMIERZ
      Jestem rodowitym gorzowianinem. To nieduże miasto, więc moje drogi
      przecinały
      się wielokrotnie z Kazimierzem Marcinkiewiczem i jego rodziną. Od
      podstawówki i
      Dni Filmu Radzieckiego po spory o lustrację. Wieść, że ktoś
      podsłuchiwał mojego
      krajana, napełniła mnie obrzydzeniem i zdopingowała do napisania
      tego tekstu.
      Informacja o domniemanych podsłuchach użytych wobec byłego premiera
      Kazimierza Marcinkiewicza zbiegła się w czasie z nieśmiałymi
      zapowiedziami
      polityków wielkopolskiej PO, że mógłby on być liderem poznańskiej
      listy
      Platformy. Senator Stefan Niesiołowski, profesor od owadów, czułby
      się zapewne
      raźniej w towarzystwie człowieka otoczonego zewsząd przez pluskwy. A
      i
      europoseł, też profesor, Bronisław Geremek, autor wybitnych rozpraw
      o dziejach
      prostytucji w średniowiecznej Francji, również ucieszyłby się z
      takiego
      partyjnego transferu. Wiadomo bowiem, że siedliska rozpusty były
      wylęgarnią
      wszelkiego rodzaju robactwa, a dziś po nalotach słynnych "piątek
      Surmacza" na
      agencje towarzyskie, trudno znaleźć w jakimkolwiek przybytku dorodną
      pluskwę. Po
      wyborach szykuje się więc nam naprawdę szeroka koalicja.
      Moja szkoła
      Jako rodowity Gorzowianin w latach 1984-88 chodziłem do Szkoły
      Podstawowej
      nr 17, molochu, w którym młodym nauczycielem fizyki był Kazimierz
      Marcinkiewicz.
      Przyszły premier nie uczył mnie bezpośrednio, kilka razy zdarzyło mi
      się tylko
      mieć z nim zastępstwa.
      Jako dojrzewający przedwcześnie w tych burzliwych czasach mieliśmy
      świadomość silnego i wszechwładnego jeszcze komunizmu. Z podstawówki
      pamiętam
      zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, zestrzelenie przez Sowietów
      południowokoreańskiego samolotu pasażerskiego, zatajanie i kłamstwa
      związane z
      katastrofą w elektrowni atomowej w Czarnobylu. W mojej szkole
      historii nauczał
      pozostający na permanentnym kacu Tadeusz Jędrzejczak, późniejszy
      poseł SLD i
      prezydent Gorzowa, który zasłynął z tego, że przez 3 miesiące
      rządził miastem z
      celi szczecińskiego aresztu. Głowiliśmy się, jak w dobie
      reglamentowanej
      gospodarki Jędrzejczak radzi sobie z regularnym zakupem alkoholu,
      ale swoją
      dzielną postawą dowodził on prawdziwości partyjnej propagandy, iż
      były to tylko
      przejściowe trudności.
      Cóż, nić sympatii pomiędzy byłymi belframi chyba przetrwała, mimo
      politycznych różnic. Gdy Marcinkiewicz został premierem, a w
      Gorzowie
      przystąpiono do rewitalizacji zabytkowych kamienic, prezydent
      Jędrzejczak
      zdecydował, że odnawianie rozpocznie się m. in. od budynku, w którym
      zamieszkiwała rodzina prezesa Rady Ministrów.
      Dyrektorem szkoły był członek ORMO Jerzy Wiśniowski, zaliczany do
      partyjnego betonu. W 1986 r. wybuchł skandal - sprofanowaliśmy flagę
      radziecką.
      Na drzwiach gabinetu od języka rosyjskiego przywiesiliśmy kawałek
      czerwonej
      szmatki z namalowanym długopisem sierpem i młotem. Za klej służyła
      ślina kilku
      kolegów. Wiśniowski przeprowadził dochodzenie, ale nikt nikogo nie
      sypnął.
      Odtrutką były dla nas lekcje religii organizowane przy Białym
      Kościółku przez
      Braci Kapucynów. W pamięci trwale zapadł mi katecheta Andrzej Karut:
      nauczyciel
      matematyki z Krakowa i harcerz zarazem, który za działalność
      opozycyjną miał
      wilczy bilet w szkołach państwowych i tak trafił do podgorzowskiego
      Deszczna,
      gdzie osiadł wówczas na stałe. To z jego ust dowiedzieliśmy się o
      agresji
      Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r., deportacjach
      Polaków na
      Wschód i Zbrodni Katyńskiej. U części uczniów panowało przekonanie,
      że nie
      należy uczyć się języka rosyjskiego. Karut wszczepił w nas coś
      innego.
      Zapamiętałem jego słowa, które w czerwcu podczas uroczystych
      obchodów 25-lecia
      Solidarności Walczącej, przy wieczornej wódce, powtórzyłem w Hotelu
      Tumskim we
      Wrocławiu legendarnemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu i innym
      obecnym przy
      stole wyraźnie wzruszonym rosyjskim opozycjonistom: "Proszę, nie
      pałajcie żalem
      i nienawiścią do Rosjan! To naród tak samo cierpiący i zniewolony
      przez
      komunizm, jak Polacy. Wydał wielu wybitnych pisarzy i poetów.
      Wiedzcie, że
      rosyjski to nie tylko język Lenina, ale i język Tołstoja,
      Turgieniewa,
      Dostojewskiego czy Gogola."
      Tata Kazika
      Na jednej z lekcji, nie będąca członkiem PZPR nauczycielka, pewnego
      razu
      powiedziała:
      - A Marcinkiewicz? To nie wiecie, że on jest ustawiony? Przecież
      jego ojciec
      jest kierownikiem gorzowskich kin! I dlatego Kazimierz wszystko
      może..."
      Troszkę o tym, siłą rzeczy, słyszeliśmy. Istniał wówczas przymus
      uczestniczenia w "Dniach Filmu Radzieckiego", które odbywały się w
      Kinie
      "Kopernik" w rocznicę wybuchu Rewolucji Październikowej. Większość
      prezentowanych obrazów była nawet poświęcona temu epokowemu
      wydarzeniu, lecz
      każdy seans poprzedzony był "Polską Kroniką Filmową". Z ekranu
      straszył wówczas
      ponury człowiek w ciemnych okularach przebrany za generała, co
      wywoływało
      spontaniczną reakcję dziatwy i oburzenie jej zachowaniem ciała
      pedagogicznego. W
      ekran ciskano ukradkiem zmiętym w kulkę papierem śniadaniowym i
      świeżymi
      ogryzkami. Raz jeden kolega zapragnął rzucić butelką po mleku, ale w
      porę
      ostudzono jego zapał, bo mogło to być odczytane jako akt terroryzmu.
      Organizator indoktrynacyjnych imprez, Marian Marcinkiewicz, był
      lektorem w
      Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wolny
      czas umilał
      sobie jeżdżąc "pociągiem przyjaźni" do Moskwy.
      Kaziu! Zakochaj się!
      A my u schyłku PRL-u uczestniczyliśmy w marszach protestacyjnych
      przeciwko budowie elektrowni atomowej w Klempiczu, roznosiliśmy
      ulotki Ruchu
      Młodzieży Niezależnej, a zwłaszcza pociągała nas pacyfistyczna
      bibuła Ruchu
      Wolność i Pokój. O jakiejkolwiek działalności opozycyjnej
      któregokolwiek z
      Marcinkiewiczów nikt z nas wówczas nie słyszał. Trudno to tłumaczyć
      głębokim
      zakonspirowaniem zacnego rodu, bo Mirosław Marcinkiewicz, starszy
      brat
      Kazimierza, jeszcze przed wybuchem Sierpnia 80 legitymację
      kandydacką na członka
      PZPR zdążył odebrać z górniczych ršk samego I Sekretarza Edwarda
      Gierka.
      Po 1989 roku, gdy Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa do
      nikogo
      już z broni palnej nie strzelały i nikogo nie zamykały,
      przecieraliśmy oczy ze
      zdumienia. Bracia Marcinkiewiczowie poczuli zamiłowanie do
      działalności
      publicznej i stali się sztandarowymi postaciami Zjednoczenia
      Chrześcijańsko-
      Narodowego. Dawni uczniowie długo zastanawiali się, co takiego
      Marcinkiewiczowie
      mogą mieć wspólnego z Kościołem. Ktoś rzucił, że przecież ich ojciec
      był
      bardziej czerwony od cegły gorzowskiej Katedry.
      Kazimierz nad Wisłą
      W Gorzowie nastał kapitalizm. Szefem Biura Maklerskiego banku PKO BP
      został owiany szczególnie złą sławą porucznik SB Piotr Kamerduła,
      absolwent AWF.
      Kamerduła był giermkiem kapitana SB Mariana
      Styczyńskiego, "opiekuna" Zakładów
      Włókien Chemicznych "Stilon". Styczyński 4 września 1982 roku
      współuczestniczył
      w porwaniu spod bramy "Stilonu" pracownika tegoż przedsiębiorstwa,
      który 31
      sierpnia 1982 roku w drugą rocznicę podpisania Porozumień
      Sierpniowych
      uczestniczył w demonstracji pod Katedrą. W nieistniejącym już
      komisariacie MO,
      podczas brutalnego przesłuchania, przykładał porwanemu pistolet do
      głowy i
      krzyczał: "Pier... ciebie w łeb, podrzucimy na śmietnisko i będzie
      na Cyganów".
      Następnie przesłuchiwanego zaprowadził, jak to nazwał "do chłopców z
      ZOMO, aby
      wzięli sobie odwet za odniesione rany".
      W rzeczywistości lat 90. czuliśmy się jakoś trochę nieswojo. W
      czerwcu 1992
      roku, jako nastolatkowie, roznosiliśmy po Gorzowie ulotkę
      Solidarności Walczącej
      zatytułowaną "Agenci rządzą Polską" zawierającą wykaz
      parlamentarzystów i
      najwyższych urzędników państwowych, którzy w latach 1944-1989 byli
      tajnymi
      współpracownikami komunistycznych organów bezpieczeństwa.
      Wiarygodność
      kolportowanych danych potwierdził nam założyciel t
      • slawek_wieczorek Pełna wersja tekstu - cd. 10.09.07, 19:13
        Wiarygodność
        kolportowanych danych potwierdził nam założyciel tej organizacji -
        Kornel
        Morawiecki.
        Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie
        dołączył do
        grona secesjonistów z ZChN, którzy poparli ideę lustracji, lecz
        stanął po
        drugiej stronie barykady. Trafił do Warszawy i został wiceministrem
        w
        antylustracyjnym gabinecie Hanny Suchockiej. Jesienią tegoż
        roku "Listę
        Macierewicza" kolportowaliśmy w Gorzowie podczas kampanii wyborczej
        na
        spotkaniach z Henrykiem Goryszewskim i Wiesławem Chrzanowskim.
        Minister
        Marcinkiewicz wpadał w furię, a na tym drugim spotkaniu w
        Kinie "Kopernik" jego
        sztabowcy rzucili się na nas i omal nie doszło do rękoczynów.
        Rozjemcą został
        wówczas ksiądz Jan Pawlak - Diecezjalny Duszpasterz Rodzin.
        Bal Wszystkich Świętych
        Braciom Marcinkiewiczom w Gorzowie wiodło się dobrze. Za czasów, gdy
        Kazimierz - ponoć ze względu na planowaną przez PiS koalicję z PO -
        został
        premierem, jeszcze lepiej. Mirosława mianowano dyrektorem Oddziału
        PKO BP. Także
        zainteresowanie kinem pozostało braciom Marcinkiewiczom w nowych
        czasach.
        Młodszy z nich, Arkadiusz Marcinkiewicz, wiceprzewodniczący Rady
        Miasta,
        dzierżawiący kino, którym w okresie PRL zawiadywał jego ojciec,
        kupił je w tym
        roku z działką w przetargu ogłoszonym przez syndyka za 850 tys. zł.
        W transakcji
        ubiegł miasto, zaś na wniosek magistratu sprzedaż "Kopernika"
        trafiła do
        prokuratury. Pieniądze na kupno uzyskał biorąc kredyt w banku PKO
        BP, gdzie
        dyrektorem oddziału jest jego brat - Mirosław. Po pół roku sprzedał
        je za 3,9
        mln zł. Atakowany przez oponentów, że nawet jeśli taka transakcja
        jest zgodna z
        prawem, to budzi poważne wątpliwości moralne, odpowiedział: "w życiu
        kieruję się
        naukami Świętego Tomasza". W sercach ludzi wierzących zrodziło się
        pytanie:
        "Którego świętego Tomasza":
        - z Akwinu? - ale ten pisał, że "lichwa jest zbrodnią"
        - Becketa? - w młodości pracował w skarbowym urzędzie miejskim w
        Londynie i z
        pewnością przygląda się z Nieba wszelkim niejasnym transakcjom
        - Morusa? - nie uznał nielegalnego małżeństwa Henryka VIII i jego
        drugiej żony -
        Anny Boleyn, więc niewiadomo, co powiedziałby na ewentualny
        mezalians byłego
        premiera z PO.
        W tej sytuacji pozostałby tylko święty Tomasz Apostoł, którego
        tradycja
        nazwała niewiernym.
        Życie na podsłuchu
        Czeka nas wyjątkowo brutalna kampania wyborcza. Dla opozycji mam już
        gotowy klip:
        Były szef rządu pod biurkiem Dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy
        i
        Rozwoju w Londynie znajduje podsłuch i gromko wykrzykuje:
        - Jest - jest - jest!
        Z pomocą przybiegają jego dwaj bracia i co sił, już całą trójką,
        wyrywając ze
        ścian budynku coraz wyżej położone podejrzane kable, pędzą na
        strych. Tam,
        roztrzaskując w pył aparaturę podsłuchową, do przerażonego oficera
        dyżurnego
        ryczą (klip PO: od najniższego do najwyższego, bo wśród braci
        występują spore
        dysproporcje wzrostu; klip SLD: od najmłodszego do najstarszego,
        ponieważ lewica
        głosi idee równości, więc okazywanie różnic wzrostu jest
        niedopuszczalne):
        - Nie podsłu...
        - ch..
        - z tym wszystkim!!!
        Sławomir Wieczorek
        • Gość: Kłodawa Kaczyński na pewno nie inwigiluje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.07, 08:25
          Ta historia i wiele innych jest dowodem na brak inwigilacji
          polityków przez Kaczyńskiego (oczywiście jego słuzby). Przecież te
          informacje o Marcinkiewiczu, czy wczęsniejsze "ujawnione" o
          Kaczmarku and Co były znane bez inwigilacji.
          Bardzo szkodliwe są błędy kadrowe Kaczyńskiego. Przy czym nie chodzi
          mi tu o samą np przynależność do PZPR ale np w przypadku
          Marcinkiewicza , opisany tu antylustracyjny krok Kazka w ZChN był
          znany i dyskwalifikował go jako premiera, który własnie ...miał
          zrobić lustrację !
    • slawek_wieczorek Wersja czytelniejsza 10.09.07, 19:36
      ATRAKCYJNY KAZIMIERZ
      Jestem rodowitym gorzowianinem. To nieduże miasto, więc moje drogi
      przecinały się wielokrotnie z Kazimierzem Marcinkiewiczem i jego
      rodziną. Od podstawówki i Dni Filmu Radzieckiego po spory o
      lustrację. Wieść, że ktoś podsłuchiwał mojego krajana, napełniła
      mnie obrzydzeniem i zdopingowała do napisania tego tekstu.
      Informacja o domniemanych podsłuchach użytych wobec byłego premiera
      Kazimierza Marcinkiewicza zbiegła się w czasie z nieśmiałymi
      zapowiedziami polityków wielkopolskiej PO, że mógłby on być liderem
      poznańskiej listy Platformy. Senator Stefan Niesiołowski, profesor
      od owadów, czułby się zapewne raźniej w towarzystwie człowieka
      otoczonego zewsząd przez pluskwy. A i europoseł, też profesor,
      Bronisław Geremek, autor wybitnych rozpraw o dziejach prostytucji w
      średniowiecznej Francji, również ucieszyłby się z takiego partyjnego
      transferu. Wiadomo bowiem, że siedliska rozpusty były wylęgarnią
      wszelkiego rodzaju robactwa, a dziś po nalotach słynnych "piątek
      Surmacza" na agencje towarzyskie, trudno znaleźć w jakimkolwiek
      przybytku dorodną pluskwę. Po wyborach szykuje się więc nam naprawdę
      szeroka koalicja.
      Moja szkoła
      Jako rodowity Gorzowianin w latach 1984-88 chodziłem do Szkoły
      Podstawowej nr 17, molochu, w którym młodym nauczycielem fizyki był
      Kazimierz Marcinkiewicz. Przyszły premier nie uczył mnie
      bezpośrednio, kilka razy zdarzyło mi się tylko mieć z nim
      zastępstwa. Jako dojrzewający przedwcześnie w tych burzliwych
      czasach mieliśmy świadomość silnego i wszechwładnego jeszcze
      komunizmu. Z podstawówki pamiętam zabójstwo księdza Jerzego
      Popiełuszki, zestrzelenie przez Sowietów południowokoreańskiego
      samolotu pasażerskiego, zatajanie i kłamstwa związane z katastrofą w
      elektrowni atomowej w Czarnobylu. W mojej szkole historii
      nauczał pozostający na permanentnym kacu Tadeusz Jędrzejczak,
      późniejszy poseł SLD i prezydent Gorzowa, który zasłynął z tego, że
      przez 3 miesiące rządził miastem z celi szczecińskiego aresztu.
      Głowiliśmy się, jak w dobie reglamentowanej gospodarki Jędrzejczak
      radzi sobie z regularnym zakupem alkoholu, ale swoją dzielną postawą
      dowodził on prawdziwości partyjnej propagandy, iż były to tylko
      przejściowe trudności.
      Cóż, nić sympatii pomiędzy byłymi belframi chyba przetrwała, mimo
      politycznych różnic. Gdy Marcinkiewicz został premierem, a w
      Gorzowie przystąpiono do rewitalizacji zabytkowych kamienic,
      prezydent Jędrzejczak zdecydował, że odnawianie rozpocznie się m.
      in. od budynku, w którym zamieszkiwała rodzina prezesa Rady
      Ministrów.
      Dyrektorem szkoły był członek ORMO Jerzy Wiśniowski, zaliczany do
      partyjnego betonu. W 1986 r. wybuchł skandal - sprofanowaliśmy flagę
      radziecką. Na drzwiach gabinetu od języka rosyjskiego przywiesiliśmy
      kawałek czerwonej szmatki z namalowanym długopisem sierpem i młotem.
      Za klej służyła ślina kilku kolegów. Wiśniowski przeprowadził
      dochodzenie, ale nikt nikogo nie sypnął. Odtrutką były dla nas
      lekcje religii organizowane przy Białym Kościółku przez Braci
      Kapucynów. W pamięci trwale zapadł mi katecheta Andrzej Karut:
      nauczyciel matematyki z Krakowa i harcerz zarazem, który za
      działalność opozycyjną miał wilczy bilet w szkołach państwowych i
      tak trafił do podgorzowskiego Deszczna, gdzie osiadł wówczas na
      stałe. To z jego ust dowiedzieliśmy się o agresji Związku
      Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r., deportacjach Polaków na
      Wschód i Zbrodni Katyńskiej. U części uczniów panowało przekonanie,
      że nie należy uczyć się języka rosyjskiego. Karut wszczepił w nas
      coś innego. Zapamiętałem jego słowa, które w czerwcu podczas
      uroczystych obchodów 25-lecia Solidarności Walczącej, przy
      wieczornej wódce, powtórzyłem w Hotelu Tumskim we Wrocławiu
      legendarnemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu i innym obecnym
      przy stole wyraźnie wzruszonym rosyjskim opozycjonistom: "Proszę,
      nie pałajcie żalem i nienawiścią do Rosjan! To naród tak samo
      cierpiący i zniewolony przez komunizm, jak Polacy. Wydał wielu
      wybitnych pisarzy i poetów. Wiedzcie, że rosyjski to nie tylko język
      Lenina, ale i język Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego czy
      Gogola."
      Tata Kazika
      Na jednej z lekcji, nie będąca członkiem PZPR nauczycielka, pewnego
      razu powiedziała:
      - A Marcinkiewicz? To nie wiecie, że on jest ustawiony? Przecież
      jego ojciec jest kierownikiem gorzowskich kin! I dlatego Kazimierz
      wszystko może..."Troszkę o tym, siłą rzeczy, słyszeliśmy. Istniał
      wówczas przymus uczestniczenia w "Dniach Filmu Radzieckiego", które
      odbywały się w Kinie "Kopernik" w rocznicę wybuchu Rewolucji
      Październikowej. Większość prezentowanych obrazów była nawet
      poświęcona temu epokowemu wydarzeniu, lecz każdy seans poprzedzony
      był "Polską Kroniką Filmową". Z ekranu straszył wówczas ponury
      człowiek w ciemnych okularachprzebrany za generała, co wywoływało
      spontaniczną reakcję dziatwy i oburzenie jej zachowaniem ciała
      pedagogicznego. W ekran ciskano ukradkiem zmiętym w kulkę papierem
      śniadaniowym i świeżymi ogryzkami. Raz jeden kolega zapragnął rzucić
      butelką po mleku, ale w porę ostudzono jego zapał, bo mogło to być
      odczytane jako akt terroryzmu.
      Organizator indoktrynacyjnych imprez, Marian Marcinkiewicz, był
      lektorem w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii
      Robotniczej. Wolny czas umilał sobie jeżdżąc "pociągiem przyjaźni"
      do Moskwy.
      Kaziu! Zakochaj się!
      A my u schyłku PRL-u uczestniczyliśmy w marszach protestacyjnych
      przeciwko budowie elektrowni atomowej w Klempiczu, roznosiliśmy
      ulotki Ruchu Młodzieży Niezależnej, a zwłaszcza pociągała nas
      pacyfistyczna bibuła Ruchu Wolność i Pokój. O jakiejkolwiek
      działalności opozycyjnej któregokolwiek z Marcinkiewiczów nikt z nas
      wówczas nie słyszał. Trudno to tłumaczyć głębokim zakonspirowaniem
      zacnego rodu, bo Mirosław Marcinkiewicz, starszy brat Kazimierza,
      jeszcze przed wybuchem Sierpnia 80 legitymację kandydacką na członka
      PZPR zdążył odebrać z górniczych ršk samego I Sekretarza Edwarda
      Gierka.
      Po 1989 roku, gdy Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa do
      nikogo już z broni palnej nie strzelały i nikogo nie zamykały,
      przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Bracia Marcinkiewiczowie poczuli
      zamiłowanie do działalności publicznej i stali się sztandarowymi
      postaciami Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Dawni uczniowie
      długo zastanawiali się, co takiego Marcinkiewiczowie mogą mieć
      wspólnego z Kościołem. Ktoś rzucił, że przecież ich ojciec był
      bardziej czerwony od cegły gorzowskiej Katedry.
      Kazimierz nad Wisłą
      W Gorzowie nastał kapitalizm. Szefem Biura Maklerskiego banku PKO BP
      został owiany szczególnie złą sławą porucznik SB Piotr Kamerduła,
      absolwent AWF. Kamerduła był giermkiem kapitana SB Mariana
      Styczyńskiego, "opiekuna" Zakładów Włókien Chemicznych "Stilon".
      Styczyński 4 września 1982 roku współuczestniczył w porwaniu spod
      bramy "Stilonu" pracownika tegoż przedsiębiorstwa, który 31 sierpnia
      1982 roku w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych
      uczestniczył w demonstracji pod Katedrą. W nieistniejącym już
      komisariacie MO, podczas brutalnego przesłuchania, przykładał
      porwanemu pistolet do głowy i krzyczał: "Pier... ciebie w łeb,
      podrzucimy na śmietnisko i będzie na Cyganów". Następnie
      przesłuchiwanego zaprowadził, jak to nazwał "do chłopców z ZOMO, aby
      wzięli sobie odwet za odniesione rany".
      W rzeczywistości lat 90. czuliśmy się jakoś trochę nieswojo. W
      czerwcu 1992 roku, jako nastolatkowie, roznosiliśmy po Gorzowie
      ulotkę Solidarności Walczącej zatytułowaną "Agenci rządzą Polską"
      zawierającą wykaz parlamentarzystów i najwyższych urzędników
      państwowych, którzy w latach 1944-1989 byli tajnymi
      współpracownikami komunistycznych organów bezpieczeństwa.
      Wiarygodność kolportowanych danych potwierdził nam założyciel tej
      organizacji - Kornel Morawiecki.
      Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie
      dołączył do grona secesjoni
      • slawek_wieczorek Wersji czytelniejszej ciąg dalszy 10.09.07, 19:38
        Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie
        dołączył do grona secesjonistów z ZChN, którzy poparli ideę
        lustracji, lecz stanął po drugiej stronie barykady. Trafił do
        Warszawy i został wiceministrem w antylustracyjnym gabinecie Hanny
        Suchockiej. Jesienią tegoż roku "Listę Macierewicza" kolportowaliśmy
        w Gorzowie podczas kampanii wyborczej na spotkaniach z Henrykiem
        Goryszewskim i Wiesławem Chrzanowskim. Minister Marcinkiewicz wpadał
        w furię, a na tym drugim spotkaniu w Kinie "Kopernik" jego sztabowcy
        rzucili się na nas i omal nie doszło do rękoczynów. Rozjemcą został
        wówczas ksiądz Jan Pawlak - Diecezjalny Duszpasterz Rodzin.
        Bal Wszystkich Świętych
        Braciom Marcinkiewiczom w Gorzowie wiodło się dobrze. Za czasów, gdy
        Kazimierz - ponoć ze względu na planowaną przez PiS koalicję z PO -
        został premierem, jeszcze lepiej. Mirosława mianowano dyrektorem
        Oddziału PKO BP. Także zainteresowanie kinem pozostało braciom
        Marcinkiewiczom w nowych czasach. Młodszy z nich, Arkadiusz
        Marcinkiewicz, wiceprzewodniczący Rady Miasta, dzierżawiący kino,
        którym w okresie PRL zawiadywał jego ojciec, kupił je w tym roku z
        działką w przetargu ogłoszonym przez syndyka za 850 tys. zł. W
        transakcji ubiegł miasto, zaś na wniosek magistratu
        sprzedaż "Kopernika" trafiła do prokuratury. Pieniądze na kupno
        uzyskał biorąc kredyt w banku PKO BP, gdzie dyrektorem oddziału jest
        jego brat - Mirosław. Po pół roku sprzedał je za 3,9 mln zł.
        Atakowany przez oponentów, że nawet jeśli taka transakcja jest
        zgodna z prawem, to budzi poważne wątpliwości moralne,
        odpowiedział: "w życiu kieruję się naukami Świętego Tomasza". W
        sercach ludzi wierzących zrodziło się pytanie:
        "Którego świętego Tomasza":
        - z Akwinu? - ale ten pisał, że "lichwa jest zbrodnią"
        - Becketa? - w młodości pracował w skarbowym urzędzie miejskim w
        Londynie i z pewnością przygląda się z Nieba wszelkim niejasnym
        transakcjom
        - Morusa? - nie uznał nielegalnego małżeństwa Henryka VIII i jego
        drugiej żony - Anny Boleyn, więc niewiadomo, co powiedziałby na
        ewentualny mezalians byłego premiera z PO.
        W tej sytuacji pozostałby tylko święty Tomasz Apostoł, którego
        tradycja nazwała niewiernym.
        Życie na podsłuchu
        Czeka nas wyjątkowo brutalna kampania wyborcza. Dla opozycji mam już
        gotowy klip:
        Były szef rządu pod biurkiem Dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy
        i Rozwoju w Londynie znajduje podsłuch i gromko wykrzykuje:
        - Jest - jest - jest!
        Z pomocą przybiegają jego dwaj bracia i co sił, już całą trójką,
        wyrywając ze ścian budynku coraz wyżej położone podejrzane kable,
        pędzą na strych. Tam, roztrzaskując w pył aparaturę podsłuchową, do
        przerażonego oficera dyżurnego ryczą (klip PO: od najniższego do
        najwyższego, bo wśród braci występują spore dysproporcje wzrostu;
        klip SLD: od najmłodszego do najstarszego, ponieważ lewica głosi
        idee równości, więc okazywanie różnic wzrostu jest niedopuszczalne):
        - Nie podsłu...
        - ch..
        - z tym wszystkim!!!
        Sławomir Wieczorek
        • Gość: jona Re: Wersji czytelniejszej ciąg dalszy IP: *.access.telenet.be 10.09.07, 22:08
          No tak temat to pochwalny monolog ku twojej glupocie towarzyszu
          W....Choc szkoda czasu przeczytalam te brednie......Raz piszesz,ze w
          1988 byles dzieciem w podstawowce,a potem,ze nosiles bibule RMN i
          WiP........Ciutki,MiKS,Soltys,Bigos i paru innych,a nawet strus
          Porwich,gdybys trafil na nich w tamtych czasach obiliby ci morde za
          takie szujeckie imeryki choc za Kaziem nigdy nie przepadali(za
          wysokie progi,no i byli zolnierzami MR).....Skoro juz tyle
          g....bredni wypisujesz to napisz jaki w koncu masz w tym cel????Juz
          z blotem wymieszales wszystkich ,,wielkich,,Kto nastepny na twojej
          liscie???????????Czas skonczyc z tym plugastwem i wdeptac
          pluskwe..........
          • r.baginski Re: Wersji czytelniejszej ciąg dalszy 11.09.07, 18:06
            Masz rację! Nikt, ale to nikt...Porwich, Ciutek, Bigos, Rusek
            etc. ...nie widzieli nigdy Wieczorka, bo on skakał wówczas z deski
            klozetowej do klozetu czy też z dywanu na podłogę...
            • Gość: jona Re: Wersji czytelniejszej ciąg dalszy IP: *.access.telenet.be 11.09.07, 21:30
              Nie wiem czy mam racje....ale skoro sam pisze,ze w 89 chodzil
              jeszcze do SP to watpie,zeby to towarzystwo (wowczas dosc zamkniety
              krag)korzystalo z jego uslug...Ale wiem,ze Ciutki i Soltys tu
              zagladaja to moga potwierdzic lub zaprzeczyc,bo oni chyba nie musza
              bawic sie w strusi....
    • icesurfer Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska 11.09.07, 01:15
      Brawo Sławek, dobry tekst! Nie boisz się i dobrze piszesz.
      pozdrawiam
    • r.baginski Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska 11.09.07, 18:00
      Ten brudas Sławomir Wieczorek znów ma problemy ze zdrowiem
      psychicznym... Ten tekst jest jednym z najbardziej głupich jakie
      widziałem. Zajmij się lepiej ściganiem SB-eków
      • e_werty Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska 11.09.07, 19:03
        "...Ten tekst jest jednym z najbardziej głupich ..."
        ...bo nie zanotował takiej postaci jak Robert Bagiński
        vel "Bagietka"? A może ciebie nie ma? Jeżeli nawet Wietschorek o
        tobie nie wspomniał!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka