borys-krakow
23.01.02, 17:22
Niska, szeroka szklanka, grube dno.
Pięć kostek lodu - dzwonią wpadając do szklanki.
Zalane brązowym Jackiem Danielsem trzeszczą i trzaskają.
Szklanka stoi na drewnianym, bejcowanym blacie, przez jej zawartość przechodzą
promienie zachodzącego słońca. Pachnie ciężkim, ale zadawalającym dniem.
Szklanka podniesiona zadzwoni lodem. Pierwszy łyk gęsty, nierówno w whisky
rozchodzi się zimna woda z topniejących kostek. Każdy łyk inny. Ostatni - wręcz
rozwodniony.
Taki - w sam raz.