Dziewczyny, czy któraś z Was miała podobną sytuację i może coś doradzić?
W ciąży byłam u kilku ginekologów, najwięcej razy u pana, nazwijmy go, X, gdzie płaciłam za wizytę, ale ogólnie nie byłam zadowolona. To właśnie dr X prowadził mi kartę ciąży.
W szpitalu przy porodzie zebrałam cięgi za dra X, że za mało badań zlecił, że niekompetentny i więcej iść do niego nie zamierzam, a już na pewno nie płacić.
Do becikowego, jak wiadomo, potrzeba zaświadczenia, że w ciąży się było pod opieką lekarską.
Na kontroli w 6. tygodniu podtykam to zaświadczenie lekarzowi, a on mi, że nie podpisze, bo nie u niego byłam. Mówię, że mam przecież kartę ciąży, wyniki badań, on ma tylko potwierdzić na podstawie dokumentacji medycznej, bo urzędnik takich dokumentów ode mnie wymagać nie ma prawa. Nie, nie podpisze.
Pomyślałam, trudno, mam czas, będę kiedy u innego gina, to może podpisze.
Rok mija, za parę dni becikowe mi się przedawni, a ja nadal nie spotkałam lekarza, który mi to podpisze

( W mojej przychodni, jak powiedziałam, o co chodzi, to rejestratorka mnie odesłała, powiedziała, że to muszę u tego lekarza, u którego prowadziłam ciążę, a jak nie u niego, to w tej samej klinice, ona mnie na wizytę w takiej sprawie nie zapisze.
No witki opadają, będę musiała iść do dra X i zapłacić 10% becikowego za podpis? Czy może mam pecha do lekarzy?
A jakby tak mój lekarz prowadzący umarł, to zostałabym bez becikowego? Paranoja jakaś...