sotto_voce
26.11.11, 10:39
Doszłam ostatnio do wniosku - jeśli jest błędny to mnie poprawcie - po analizie kosztów i korzyści z naszego systemu emerytalnego, że najkorzystniej jest przyjąć strategię oddawania ZUS-owi jak najmniejszej kasy, ale jednak załapania się na staż pracy gwarantujący minimalną emeryturę. Oczywiście z jednoczesnym zdywersyfikowanym oszczędzaniem i inwestowaniem nadwyżek. Czyli w praktyce - opłaca się wykorzystywać na maksa przysługujące lata nieskładkowe (liczą się do stażu, ale nie trzeba płacić składek), opłaca się prowadzić działalność i odprowadzać składki na najniższym poziomie. Nie opłaca się odprowadzać wysokich składek z etatu, bo to ginie w czarnej dziurze redystrybucyjnej.
Nie tylko ja dochodzę do takiego wniosku. Nikt z moich lepiej zarabiających znajomych nie odprowadza składek więcej niż musi.
Pijar medialny jest wręcz przeciwny - odprowadzaj składek jak najwięcej, pracuj na etacie jak najdłużej, bo olaboga, będziesz mieć niską emeryturę, a samozatrudnienie to szczyt abominacji i gorzej niż umowa śmieciowa.
Co o tym sądzicie?