Dodaj do ulubionych

jechać...nie jechać?:(

15.12.09, 11:30
Witajcie.Skończyłam 25tc i mam dylemat.Niedługo Święta, całą rodzine
mam 450km od miejsca zamieszkania.Jeszcze nigdy nie spędzałam tego
święta bez nich, to jedyna okazja w roku gdy przyjeżdżają dosłownie
wszyscy z całej Polski i świata, czekam na to cały rok....Od 4
tygodni jestem na cordafenie- twardnieje mi brzuch, szyjka na
szczęście się nie skraca, jest twarda i zamknięta. Nie musze lezeć
plackiem,ale mam się oszczędzać.Czy ja mogę jechać samochodem ( jako
pasażer )te 450km?
Obserwuj wątek
    • zabcia35 Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 11:38
      A co na to Twój lekarz????
      Nikulam, nikt na to pytanie nie jest w stanie odpowiedzieć poza
      Twoim lekarzem prowadzacym i zwróc się do niego z tym pytaniem.
      On wie na ile istnieje ryzyko porodu przedwczesnego ze skurczami o
      których piszesz

      Ja zapewne bym zrezygnowała z tak dalekiej podrózy, zwłaszcza ze
      jest pora roku, za sprawa której nie przewidzisz ile potrwa ta
      podróz.To wkoncu wyjatkowy czas i wyjatkowe świeta związane z ciązą.
      Pozdrawiam
      • himilke Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 11:46
        Nigdy bym nie pojechala z twardnieniami brzucha tak daleko. W samochodzie musisz
        siedziec, ta pozycja nie sprzyja rozluznieniu macicy. Ja w poprzedniej ciazy
        mialam twardnienia niezbyt intensywne przez kilka tygodni,lekarz mowil, ze sa
        niegrozne,bralam leki, a nagle w ciagu jednego dnia dostalam skurczy i
        wyladowalam na sali porodowej w 24 tygodniu.
    • nikulam Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 11:55
      Mój lekarz zmówi to co zwykle lekarze o podróżach w ciązy....ze to
      moja decyzja. Co do względów medycznych samej podróży nie widzi
      wyraźnych przeciwskazań- tyle,że mam robić przerwy by "rozprostować
      nogi" bardziej martwi go to,ze w Warszawie mam dobre szpitale i
      większą pomoc medyczną gdyby na miejscu coś się zaczeło dziać.Jestem
      zupełnie rozdarta i nie wiem co robićsad
      • himilke Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 12:02
        A moze jest jakis nocny pociag z kuszetka do spania? W ogole w pociagu latwiej
        jest sie rozprostowac itd.
        Ja wlasnie zostaje na swieta w domu, bedziemy calkiem sami, bo musze sie
        oszczedzac ze wzgledu na twarda macice i nie zaryzykuje dalekiej podrozy do
        rodziny. Jest mi smutno, ale co zrobic.
        • kavainca Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 12:17
          W nd zrobiłam 350km i czeka mnie to samo za 10dni
          Nie odczułam żadnego dykomfortu. Miałam lekko rozłożone siedzenie i
          oczywiscie adaprer do pasów.
          No ale ja pewnie nie jestem dobrym przykładem.
          Przed wizytą w szpitaly, zaszyciem i kroplówkami z fenka moja macica
          nie rozciągasła się tak jak trzeba i nie miało to nic wspólnego z
          trybem życia tylko z jej urodąuncertain
    • kavainca Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 12:06
      Mnie lekarz pozwolił jechać 350 km do domu, ale ja zaszyta jestem
      (brzuch nadal twardnieje choć mniej, ale teraz to nie ma specjalnego
      znaczenia, bo młoda nie wyjdziesmile)
      Musisz rozmawiać z lekarzem, tylko on udzieli Ci kompetentnej
      odpowiedzi.
    • natalinka.londyn Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 12:45
      ja jadę na Święta do domu, mam 1700km... trochę się boję, ale robimy przerwę na
      noc w połowie drogi, no i zamierzam leżeć większość czasu na tylnej kanapie wink
      ale ja się zdecydowałam tylko z tego względu, że czuję się wyśmienicie (odpukać
      wink) i żadnych skurczy ani twardnień brzucha nie miałam. aha, no i jesteśmy
      praktycznie w tym samym stadium - w dzień wyjazdu będę w 27 tygodniu.
      • gato.domestico Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 12:55
        no niezle....ze sie Ci chce i nie boisz sie...istnieja samoloty.
    • lianis Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 13:45
      jesli nie musisz lezec to dlaczego mialabys nie jechac? wszystko zalezy od twojego samopoczucia, w aucie mozna sie przemieszczac naprawde komfortowo, duzo wygodniej niz samolotem, siedzenie mozna rozlozyc do pozycji pol lezacej, a 450km to jest przeciez jakies 6 godz, w trakcie mozna zrobic duza przerwe na obiad, rozchodzic sie troche, odpoczac, podroz sammochodzem jest uwazana za najlepsze rozwiazanie w ciazy.
      • kulka1975 Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 13:51
        Ja jestem w 34 tygodniu, byłam u lekarza parę dni temu i powiedział, że nie
        widzi w moim przypadku przeciwwskazań do jazdy 400 km. Ale tak jak piszą
        poprzedniczki, każdy przypadek jest inny i najlepiej zapytać swojego lekarza.
    • elza10 Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 15:47
      Ja bym nie jechała. Po co kusic los. Masz zalecone oszczedzanie sie.
      Taka podróż nie podlega pod oszczędzanie. Sama widze po sobie, że
      jak jestem zbyt aktywna (umówmy się, ze nie nosze worków z
      cementem smile ), to brzuch bardziej twardnieje. Jak poleguję w domnu
      i chodzę na spacery, twardnień jest znacznie mniej. Na mnie mój
      lekarz ostanio nakrzyczał, że wciąż chodze do pracy, mimo, ze biorę
      leki i brzuch twardnieje (szyjka trzyma). Nastraszył mnie, że
      wczesniaka urodzę. Zapytałam, czy moge do pracy choć na trochę,
      powiedział, że nie. Już sobie wyobrażam, co by mówił, gdybym go
      zapytała o wyjazd...
      • sylwana18 Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 16:13
        Ja bym nie jechala.Pozdrawiam
        • dagmara-k Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 17:19
          jesli byl potrzebny cordafen to to nie jest super zdrowa ciaza. ja bym nie
          pojechala. masz w brzuchu njblizsza rodzine na te swieta.
    • szpilorek23 Re: jechać...nie jechać?:( 15.12.09, 19:25
      Jestem w 27 tyg ciazy i sama mialam watpliwosci co do wyjazdu ponad
      500km na swieta, chociaz obecnie czuje sie dobrze moja ciaza do
      latwych nie nalezy (na poczatku ciazy mialam operacje).Zapytalam
      lekarza o wyjazd i nie widzi zadnych przeciwskazan. Na pewno
      bedziemy robic czeste przerwy a fotel bedzie rozlozony, aby bylo mi
      wygodniej.
      Pozdrawiam
      • Gość: kotkowa Re: jechać...nie jechać?:( IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.12.09, 20:46
        Skoro lekarz nie widzi przeciwwskazan medycznych, to chyba bym pojechala. Mi tez
        czasem twardnieje brzuch, ale moj lekarz uwaza, ze to jest normalne, szyjka jest
        zamknieta i do ok 10 razy dziennie to ok. Ja nie czuje dyskomfortu podczas jazdy
        samochodem, jest mi zupelnie wygodnie. Zawsze mozna sie zatrzymac po drodze. Ja
        wyjezdzam na swieta jakies 300 km. Wydaje mi sie, ze jazda samochodem to nie
        jest nieoszczedzanie sie.
        • Gość: dagmara-k Re: jechać...nie jechać?:( IP: *.175.144.170.koba.pl 16.12.09, 00:06
          to zalezy od stanu ciazy. w mojej to bylaby glupota i nieodpowiedzialnosc.
    • spragnienie zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 02:51
      Zacytuje moja madra znajoma... Jesli czujesz sie na silach to jedz!!!! X, Y , Z
      nie jest Toba... Jest dookola tyle przerwazliwionych kobiet, ktore powiedza Ci,
      z najlepiej to lezec przez 9 miesiecy, bo nie wiadomo co sie moze zdarzyc...
      Wiadomo, czasem dobrze jest chuchać na zimne, jednak badzmy rozsadni!!!!!!!!!!!
      Nie jedziesz traktorem, tylko wygodnym autem, mozesz ustawic sobie fotel, robic
      postoje kiedy tylko zechcesz. To tylko 450 km!!!
      JA latalam w ciazy, bedac w 24 tygodniu jechalam autem 1700 km... Sporo osob
      probowalo mnie nastraszyc, ze to bardzo nieodpowiedzialne... Czulam sie jak
      wyrodna matka... Wzielam pod uwage wszystkie za i przeciw, wygrala podroz
      samochodem - 21godzinna... przezylam ja bardzo przyjemnie... Posluchalam sie
      wspomnainej wczesniej osoby... Na szczescie!!!!!!!!!!!!
      Nie dajmy sie zwariowac!!!
      Jesli strach nie jest tak wielki a TY czujesz sie w porzadku to zrob to co
      podpowiada Ci intuicja. Przemysl jeszcze jedna rzecz... Jak nie pojedziesz to co
      sie wydarzy?!? Przplaczesz Swieta, bedziesz miec podly nastroj?!? To bedzie
      dobre dla Ciebie i maluszka?!?

      Zycze udanych Swiat oraz bezproblemowej ciazywink!!!

      Aha, jeszcze jedno... Ile osob tyle opinii... Warto sluchac rad innych, ale
      najwazniejsza rzecza jest zyc w zgodzie z soba... Nie uszczesliwisz kazdego...
      • dagmara-k Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 15:08
        no wlasnie, zdrowy rozsadek. tylko w kazdej ciazy to co inngo znaczy.
        • elza10 Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 16:48
          Popieram. To, co jednych jest paniką, dla innych jest poczuciem
          odpowiedzialności. Jedni podchodzą lightowo, bo ciąża to nie
          choroba, inni bardzo uwazają, bo koszty zaniedbania moga okazać się
          tragedią. Każdy podejmuje własne decyzje. Ja wolę być bardziej
          zachowawcza (nawet niepotrzebnie), ale wiedzieć, że nie ryzykowałam
          i zrobiłam, co się da (ok, nie leżę w łózku i wciąż pracuję,choc
          zwolniłam tempo, natomiast zrezygnowałam z jakichkolwiek wyjazdów).
          Może dlatego, że w pierwszej ciąży lezałam bardzo długo na patologii
          i napatrzyłam się na ludzkie nieszczęścia - niektóre spowodowane
          lightowym podejściem. Moja mama, jeszcze zanim trafiłam do szpitala
          ale miałam wskazanie do oszczędzania się, ganiła mnie bardzo za
          nadmierny "luzik", mówiąc, że jestem nieodpowiedzialna, że nie zdaję
          sobie sprawy z konsekwencji np latania po sklepach, kupowania, czy
          składania np łózeczka. I po czasie przyznałam jej w 1000% rację....
          Niestety. Moment, gdy stoisz przy inkubatorze, a Twoje dziecko
          walczy o każdy oddech, podłączone do kosmicznego sprzętu, gdy
          neonatolog na OIOMie mówi Ci, że rokowania są niepewne, zostaje w
          Tobie na zawsze.
          My miałyśmy szczeście, moja córka, mimo poważnych powikłań, stanęła
          pięknie na nogi. Ale tak nie zawsze jest. Polecam bardzo
          forum "wcześniaki" na gazecie. Może to uruchomi dziewczynom
          wyobraźnię. Odpowiedzialność za dziecko zaczyna się w ciąży, a nie
          po porodzie. I nawet jeśli ryzyko jest nikłe, ale jednak istnieje,
          to ja nie zgadzam się go podjąć i wolę dmuchając na zimne zyskac
          miano panikary.
          I nie zgadzam się z twierdzeniem, że trzeba sie wsłuchać w siebie
          i wtedy będzie się wiedziało, co robić. Jak się wsłuchujemy w
          siebie, to do głosu dochodzą nasze oczekiwania i pragnienia, a
          czasami mamy za mało wyobraźni, żeby przewidziec pewne konsekwencje.
          Któraś z dziewczyn napisała, że jak autorka wątku nie pojedzie na
          świeta do rodziny, to je przepłacze i tak będzie źle dla niej i
          dziecka. Ok. Ale idąc tym torem można powiedzieć, że jeśli pojedzie,
          to może potem płakać przez wiele kolejnych lat (oby nie!!!!!), a co
          to jest jedne święta? Za rok pojedzie z maluchem. Zdrowym.
          Oczywiście i chcę to bardzo mocno podkreślić, nie ma pewności, że
          taki wyjazd zaszkodzi. Ale na pewno podwyższa ryzyko (zwłaszcza w
          ciązy zagrożonej - a o takiej mówimy). I kazda z nas sama musi sobie
          odpowiedziec na pytanie, czy to ryzyko świadomie przyjmuje. Ja, jak
          napisałam, na pewno bym go nie przyjęła.
          • spragnienie chuchanie na zamrozone... mozna i tak... 16.12.09, 17:50
            Jestem jak najbardziej za sluchaniem lekarzy oraz za zdrowym rozsadkiem, dbaniem
            o siebie, odpowiednia opieka... Zrobmy wszystko co w naszej mocy, by ciaza byla
            pieknym przezyciem... Nie jestemy jednak cudotworczyniami...
            To czy dziecko przyjdzie na swiat zdrowe czy nie zawsze zalezy od nas, co wiecej
            rzadko mamy wplyw na to co sie wydarzy... Niestety... Nie pisze oczywiscie o
            bezmyslnosci, piciu alkoholu, paleniu, skokach na bungee, itd...

            Moja znajoma chuchala na siebie straszliwie, urodzila przedwczenie, dzieci nie
            przezyly... Znam wiele kobiet, ktore ciaze traktowaly ze szczegolna troska,
            niemalze jak chorobe... Nie mialo to wcale wplywu na szczesliwe rozwiaznie...
            Nie ma reguly... Nie jestesmy w stanie przewidziec wszystkiego...

            Mozna przelezec te 9 miesiecy, zminimalizowac "wszelkie ryzyko", panikowac,
            wyszukiwac sobie to co moze sie wydarzyc... Dla kazdego cos dobrego...
            Mozna...
            Nie potepiam, nie krytykuje, szczegolnie, ze wiele kobiet ma komplikacje i zle
            dosiwadczenia...

            Ja przechodze ciaze w UK. Tutaj ciezarna traktuje sie inaczej niz w PL. I jestem
            wdzieczna losowi za to, ze wlasnie mieszkam w takim kraju... Panikowalam nie
            raz, mialam problemy, jednak wlasnie to zwyczajne nastawienie do ciezarowek,
            ktore w czasie bardzo trudnym dla mnie krytykowalam straszliwie, uchronilo mnie
            przed nadwrazliwoscia... I spowodowalo, ze ciaze traktuje jako normalny stan...
            MIalam przedwczesne skurcze, krwawilam, itd... Zdarza sie wielu kobietom...
            Obecnie czekam na szczesliwe rozwiazanie...
            dodam, ze bedac w Polsce w czasie wakacji zrobilam tysiace badan, panikowalam
            mocno - klimat oraz ogolna atmosfera wokol ciezarowek, ktore sieja panike wokol
            siebie nie sluzyla mi za bardzo... zaluje troche, bo stres nie jest wskazany...

            Napisze jeszcze raz... Nie dajmy sie zwariowac!!!!!!!!!!!!! I na BOga!!!
            Kobiety, ktore traktuja ciaze jako normalny stan, dbajac przy tym o dzidziulka i
            wlasne cialo, nie sa bezmyslne, nie stawiaja siebie i potomka w gorszej
            sytuacji, nie nastawiaja na ryzyko!!!

            jesli lekarz nie zabronil autorce watku wyjazdu a ona bedzie sie dobrze czula to
            nie widze powodu, by miala rezygnowac z przyjemnosci...
            Ja mialam do wyboru spedzic 7 tygodni lata w kraju wsrod rodziny i przyjaciol =
            dluga podroz w dwie strony, lot, auto badz tez "weliminowac ryzyko" i zostac w
            UK, co przyplacilabym deprecha na bank!!!!! Ciesze sie z mojego wyboru.

            Wiem, ze jak cos zlego sie dzieje to wina obarcza sie glownie siebie... MOja
            mama stracila jedna ciaze przedwczesnie rodzac, uwaza, ze przyczyna tej tragedii
            byl fakt, ze byla chrzestna w tym czasie... Mozna sobie i tak tluamczyc...


          • spragnienie Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 17:57
            "Jedni podchodzą lightowo, bo ciąża to nie
            > choroba, inni bardzo uwazają, bo koszty zaniedbania moga okazać się
            > tragedią. ".

            Nie rozumiem skad sie bierze przekonanie, ze podchodzenie do ciazy jak do
            normalnego stanu fizjologicznego jest równoważne, w mniemaniu niektorych osob,
            zaniedbaniu i kuszeniu losu...

            • dagmara-k Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 19:18
              ja pisze o sobie i wiem ze w moim przypadku lezenie i chuchanie moze pomoc mi
              wreszcie zakonczyc ciaze szczesliwie. autorka watku spytala lejarza - ale mu nie
              wierzy, pyta nas. ja czytam tylko tyle z jej potsu - bierze cordafen, chce
              jechac, bo nigdy swiat bez mamy nie spedzila. cordafen cukierkami nie jest a
              mame trzeba kiedys "opuscic" i raz znia swiat nie spedzic. ja pisze tylko i
              wylacznie ze swojego punktu widzenia ale osoby ktore sa w zdrowej ciazy, zadnej
              nie stracily i maja dobre rokowanie na pewno beda pisaly, ze tzreba jechac i sie
              cieszyc swietami. moja przyjaciolka wlasnie odbyla podwojny lot do i z australii
              i oczywiscie wszystko jest ok, a to ponad 20 godzin lotu z miedzyladowaniami. my
              tu sobie popiszemy kto jak robi i uwaza, a autorka wybierze co chce. ja bym w
              zyciu nie podjela decyzji liczac wpisy na forum. ale i pewnie bym nie zadala
              takiego pytania, tymbardziej biorac leki na skurcze.
              • spragnienie Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 16.12.09, 19:46
                Podejmowanie decyzji zyciowych w oparciu o wpisy na tego typu forum jest lekko
                niezrozumiale dla mnie, choc rozumiem, ze skoro ktos sie pyta to inni
                odpowiadają ,w dobrej wierze, zas osoba w rozterce podejmuje decyzje w oparciu o
                owe wypowiedzi badz nie...
                Zwrocmy jednak uwage na jedna rzecz... 80%, nawet 90% uzywtkownikow tego forum
                to osoby, ktore maja tysiac watpliwosci i problemow z ciaza, glownie kobiety
                lekko zeschizowane - nie obrazajac nikogo (sama nie raz sie radzilam innych i
                wylewalam wlasne smutki, wiec wiem o czym pisze...)... Nie spodziewalabym sie po
                nich innych reakcji... wiekszosc babeczek odradza, bo jest na lekach, byla na
                lekach badz bedzie... Strach ma wielkie oczy...

                Sama panikowalam od czasu do czasu, choc ogolnie jestem dumna z resztek rozsadku
                jakie posiadam (to moja pierwsza ciaza, mialam z nia pewne problemy, balam sie,
                ze moge stracic dzidziula, o ktorego tak dlugo sie staralismy...)... Odpowiadam
                rowniez z wlasnego punktu widzenia...

                Nie zarażajmy strachem innych!!! Tragedie spotykaja tyle osob, jednak nie znaczy
                to wcale, ze musza one byc takze obecne w naszym zyciu... Badzmy dobrej mysli,
                cieszmy sie ciaza i zachowajmy zdrowy rozsadek...
                Ja mialam szczescie, ze spotkalam na swojej drodze osoby, ktore uswiadomily
                mnie, ze wyszukiwanie problemow, ciagle chuchanie na zimne i zycie w strachu
                przez 9 miesiecy wyrzadziloby mi wiecej szkody niz pozytku...

                Autorka watku zrobi to co dla niej najlepsze... Mi lekarze mowili, ze w dluga
                podroz powrotna nie jest najlepszym rozwiazniem (lekarze polscy, bo Ci angielscy
                nie widzieli problemu w tym, bym podrozowala a bylam 3 tygodnie po krwawieniu,
                czulam sie swietnie, dzidzius byl, zdrowy...)... Inne podejscie... Totalnie...

                Nie wiem co jest lepszewink... Zycze wszystkim zeschizowanym ciezarowkom spokoju
                oraz doczekania sie szczesliwego rozwiaznia!!!!

                • dagmara-k Re: zdrowy rozsadek!!!!!!!!!!!! BLAGAM!!! 17.12.09, 14:17
                  no tak, ja np jestem nawet nie lekko zeschizowana. z ryzykiem przedwczesnego
                  porodu lezac plackiem nie napisze nic innego niz napisalam. sad czytam forum
                  ciaza bez leku a nie np "luzikowa ciaza"
                  • spragnienie dagmara-k... 17.12.09, 15:38
                    Wierze w to, ze wszystko pozytywnie sie zakonczy w Twoim przypadkuwink!!!

                    "Ciaza bez leku"... Mozna nazwe tego watku interpertowac na wiele sposobowwink...
                    Kazda z nas nadaje mu inne znaczenie, opierajac sie na wlasnym dosiwadczeniu
                    zyciowym oraz problemach jakie napotyka na swojej drodze... Ciaza bez leku
                    kontra ciaza luzikowa... Dla mnie nie mozna zestawic tych dwoch rzeczy...
                    Ciaza bez leku, czyli... zadaj pytanie, dostan odpowiedz, ciesz sie ciaza, nie
                    warto sie bac i niepotrzebnie nakrecac!!!
                    Ja serio nie jestem luzikowawink...
                    • dagmara-k Re: dagmara-k... 17.12.09, 16:54
                      no tak, ktos moze tu zadawac pytanie bo np wytarl sie recznikiem wujka na
                      wakacjach i boi sie ze zostal zaciazonywink i tez bedzie na forum tematycznie
                      dostosowanym do jego klopotuwink
    • nikulam Re: jechać...nie jechać?:( 17.12.09, 08:46
      Żałuję,że napisałam tego posta....Nie jest tak,ze ja nie wierze
      lekarzowi,nie jest też tak,ze z lekcewazeniem podchodze do mojej
      ciązy-gdyby tak było to bym nie miała zupełnie dylematów jechać czy
      nie i poprostu już by mnie tu nie było,nie jest też tak,że moja
      ciążą jest jakoś super zagrozona- gdyby tak było to czyż lekarz by
      mi nie zabronił kategorycznie, czy nie kazałby leżeć plackiem lub
      nawet umieścił w szpitalu?,mam twardnienia, to moja pierwsza
      ciąża,nie mam doświadczenia, nie wiem czy te skurcze to
      fizjologiczne czy groźne,lekarz tak raczej w razie zabezpieczenia
      dał ten cordafen bo nie wierzy w no-spe, twierdzi,ze zmieksza ona
      szyjke a tego głównie chce uniknąć,chodze regularnie na usg szyjki i
      nic sie z nia nie dzieje mimo tych skurczy (ok.10 dziennie od czasu
      cordafenu znacznie mniej),od poczatku ciązy nie miałam jakichkolwiek
      krwawien czy innych zagrożeń.
      Nie chciałabym tutaj znaleźć odpowiedzi, ani tym bardziej by ktoś za
      mnie podjął decyzje, wiem,że to nie jest mozliwe, nawet lekarz nie
      chce się tego podjąć i mówi,że ostateczna decyzja należy do mnie.Od
      tak poprostu chciałam poznać zdanie innych kobiet, które może też są
      w podobnej sytuacji do mojej, wydawało mi się,że od tego wlasnie są
      fora.....teraz żałuje.
      • kavainca Re: jechać...nie jechać?:( 17.12.09, 10:48
        nikulam
        Każda z nas ma inne doświadczenia.
        Część z nas jest po leczeniu niepłodnści tak jak ja.
        Mimo tego przez 6 miesięcy ciąży intensywnie uprawiałam spotr. Nie
        było to dla mnie nowością poprostu ostrożniej i rozwazniej
        kontynuaowałam to co rbiłam przez ostatnie 15 lat. W 26 tygodniu
        okazało się, że mam skurcze i skóconą szyjką i czywiście nasłuchałam
        sie, że wszyscy mi mówili, a ja byłam mądzejsza z tą moją bierznią,
        ble, ble, ble...nawet to kupiłam i miałam poczucie winyuncertain Po 2 tyg
        leżenia plackiem dszyjka znów sie sktóciła, nawet skrecała się kiedy
        lezałam pod kroplówkami w szpitalu. Teoria moich bliskich okazała
        się g.wno-prawdą. Poprostu mja macica nie potrafiła się rozciągać, a
        że dziecko duuuuże to rosnąc zabierała szyjkę.
        Wydaje mi się, że żadna myśląca kobieta nie zrobi nic przeciw
        swojemu dziecku. Po pierwszej infrmacji, że szyjka się skraca lekarz
        powiedział że mam jechać do Sącza (leczę się w Łodzi czyli jakieś
        350km) i wrócić po miesiącu. Inntuicja mi podpowiedział, że powinnam
        zostać i skntrolwać się po 2 tygodniach, choć nikt mi tego nie
        zalecił. Coś mi mówiło, że lepiej posiedzieć w Łodzi bez męża niż
        później mdlić sie przed inkubatoremuncertain Gin pomyślał, że jak odstawię
        bierznią to powinn byc ok. A nie byłouncertain

        Nikulam
        słuchaj siebie i spędź te święta tak jak usnasz za stosowne.
        Tylko bądż do tej decyzji przeknana, bo jak masz siedzieć
        zestresowana całe święta, to psu na budęsmile
        kiss
      • elza10 Re: jechać...nie jechać?:( 17.12.09, 13:35
        No co Ty! Nie żałuj smile. Przeciez dziewczyny napisały Ci tylko, co
        same by zrobiły. I jak zawsze przy trakich okazjach sytuacja jest
        poł na poł. A Ty zostajesz z wyborem. Twój lekarz ma najwięcej
        racji - jesli nie masz wyraźnych wskazań do leżenia, to Twoja
        decyzja. Bo nokt za Ciebie odpowiedzialności nie podejmie. Są
        lekarze bardziej zachowawczy, którzy każą bardzo uważać i są mniej
        zachowawczy, którzy każą Tobie podjąć decyzję. I tak jest chyba OK.
        Najgorszy lekarz dla mnie to taki, który powie - niech pani jedzie,
        nic się nie stanie. Bo czy się stanie, czy nie, tego nikt nie wie i
        nikt nie przewidzi.
        Trzymaj się i bądź spokojna ze swoją decyzją, jaką podejmiesz smile
        (ja tez bije się z myślami, bo mój lekarz każe mi siedzieć w domu i
        w ogóle nie pracować, a ja jednak pracuję...)
        • dagmara-k Re: jechać...nie jechać?:( 17.12.09, 14:23
          no wlasnie, pytasz o opinie osob w podobnej sytuacji. dla ciebie 10 skurczy
          dziennie to malo. ja przy 6 dziennie mam lezec plackiem a w samochod tylko do
          lekarza. ale moze w moim przypadku dr bardziej uwaza, bo ciaza jest po ivf,
          szyjka sie skraca, po dwoch ciazach straconych i w tej tez bylam juz w szpitalu.
          za to cordafenu nadal nie mam, mimo ze wyglada na to ze moja sytuacja jest
          bardziej skomplikowana od twojej. stad pomyslalam, ze ordafen to nie jest
          banalny lek. jesli na bocianie jestesn pod tym samym nickiem to ja nie rozumiem
          gdzie ty sie wybierasz, albo dlaczego tam jestes na watku lezacych. a jak to nie
          ty to i dobrzesmile
          • elza10 Re: jechać...nie jechać?:( 17.12.09, 15:09
            Dokładnie! Ja też, jak dagmara dobrze wie, jestem po IVF/ICSI. I czy
            skurcze są fizjologią, czy patologią wiemy dopiero, jak się zacznie
            poród. Jesli za wczesnie - tzn że były patologią, jesli o czasie, to
            fizjologią. I bądź tu mądra...
            Tak to jest, że porody przedwczesne naprawdę się zdarzają, naprawdę
            są dość czeste i trafiają się kobietom, które czuły się do momentu
            rozwinięcia akcji porodowej zupełnie ok. Ja sama w pierwszej ciąży
            podjechałam do szpitala któregoś dnia, bo jakoś tak mi się trochę
            brzuch kurczył w 27tc tylko na ktg, żeby sprawdzić. Nikt ze mną
            nawet gadać nie chciał po badaniu, tylko od razu na porodowkę. W
            ŻYCIU BYM SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁA! Przeciez ja się dobrze czułam! W
            ciąży to troche tak jest, że nie znasz dnia ani godziny. Dzis o 9
            rano jest super, za trzy godziny już może nie byc super. Tzn nie
            można oszaleć i przy braku jakichkolwiek zagrożeń po prosu bardziej
            na siebie uważać, niz normalnie i tyle. Ale jak juz jest
            zagrożenie, to lepiej dmuchac na zimne. Tzn ja wolę dmuchac na
            zimne, niż kolejny raz płakać przy inkubatorze...
      • spragnienie Do Nikulam... 17.12.09, 15:32
        Zadalas pytanie i dostalas na nie odpowiedzi... Nie ma czego zalowacwink...

        Ja podobne pytanie zadalam dwom dobrym, polskim ginolom, powiedzieli, ze decyzja
        nalezy do mnie, choc wedlug nich dluga podroz to zawsze jakies ryzyko...
        Pojechalam i nie zaluje...
        Gdyby dzialo sie z TOba cos bardzo niepokojacego to uwazam, ze lekarz zabronilby
        Ci tego kategorycznie...

        Ja osobiscie czulam sie troche winna, mialam poczucie, ze niektore osoby mnie
        oceniaja uwazajac za nierozsadna, zla matke... Fajnie, gdyby Ciebie ominely
        podobne rozterki...
        Teraz, patrzac na to wszystko z perspektywy czasu, inaczej bym sie zachowala i
        miala totalnie w nosie histerie i przewrazliwienie innych...



        • anettchen2306 Re: Do Nikulam... 17.12.09, 17:55
          A ja nie rozumiem, dlaczego tzw. "twardnienie brzucha" jest nagle
          patologia? Na calym swiecie - z wyjatkiem naszej Polski - skurcze
          Braxtona Hicksa (wystepuja juz od ok 18 - 20 tc) sa NAJNORMALNIEJSZA
          rzecza w kazdej ciazy. Nie przepisuje sie na nie NIC. Obserwuje sie
          jedynie, czy nie skraca sie szyjka. Ponadto skurcze te sa bardzo
          pozadane, pomagaja przygotowac sie macicy do porodu, poprawiaja
          przeplywy krwi przez lozysko. Ciekawe, dlaczego lekarze o tym nie
          wspominaja? Tez mialam takie skurcze, (kilkanascie takich skurczy na
          dzien jest norma, poczytajcie) pomiedzy 12-14 tc plamienia. Jednak
          bedac w 27 tc. pojechalam w podroz samochodem 1200 km. Bylam
          przedtem na badaniu kontrolnym, lekarka powiedziala ze wszystko w
          najlepszym porzadku (mimo tych "niebezpiecznych skurczy") i zyczyla
          udanej podrozy i milych wakacji smile) Tu gdzie mieszkamy wszyscy
          uwazali, ze to zupelnie normalne podrozowac w ciazy (2 trymestr
          najlepiej temu sprzyja). Polskie kolezanki i rodzina byli
          nieco "zszokowani" i tez cos mowili o "nieodpowiedzialnosci"
          i "kuszeniu losu". Moja lekarka jedynie polecila mi nosic wszedzie
          ze soba moja karte ciazy - ale to chyba oczywiste.
          Latwo jest sie przekonac, czy skurcze ktore odczuwa sie, sa
          skurczami rzeczywistymi czy tylko skurczami Braxtona Hicksa -
          wystarczy pojsc na ktg, Skurcze wlasciwe niczym nie przypominaja
          tych z "twardnienia brzucha". Skurcze Braxtona Hicksa NIE POWODUJA
          rozpoczecia prawdziwej akcji porodowej (tez radze poczytac).
          Przedwczesny porod moze spowodowac skracajaca sie szyjka macicy.
          450 km to naprawde nie jest ogromna odleglosc, mozna robic sobie
          przerwy, zjesc cos cieplego, wypic. Taka podroz to takze przyjemnosc
          i relaks - przynajmniej dla mnie smile Decyzja oczywiscie nalezy do
          kazdej z nas. Jezeli lekarz nie odradzil stanowczo, nie
          nakazal "lezenia plackiem" to ja jednak pojechalabym. Milego
          swietowania, obojetnie GDZIE!
          • dagmara-k Re: Do Nikulam... 17.12.09, 19:20
            > A ja nie rozumiem, dlaczego tzw. "twardnienie brzucha" jest nagle
            > patologia? Na calym swiecie - z wyjatkiem naszej Polski - skurcze
            > Braxtona Hicksa (wystepuja juz od ok 18 - 20 tc) sa NAJNORMALNIEJSZA
            > rzecza w kazdej ciazy. Nie przepisuje sie na nie NIC.

            totalna bzdura lub skrot myslowy. owszem, nic sie nie przepisuje do pewnej
            czestotliwosci i jesli niea przyzcyn jak infekcja, skracanie szyjki czy
            niewydolnosc, klopoty z produkcja progesteronu, wada macicy itp itd


            wg mojego lekarza pracujacego na patologii kilkanascie skurczy nie jest norma,
            ale co krj to obyczaj.
            • kavainca Re: Do Nikulam... 17.12.09, 20:32
              mój mówi, że normą jest jeden na godzinę nie dłuzszy niż 10s.
              • elza10 Re: Do Nikulam... 17.12.09, 20:46
                Mnie powiedzieli, że nie ma normy na skurcze. Tzn jeśli jest raz na
                godzinę, to bez paniki, ale też nie tak, ze jak jest 10-12 w ciągu
                dnia to jest ok. Że jesli sa skurcze, to trzeba się oszczędzać, nie
                wysilać się, nie podróżować, dużo polegiwać, chodzić na łagodne
                spacery. Bo nigdy nie wiadomo, czy się nie rozbujają, czy nie skrócą
                nagle szyjki.
    • kavainca jedna rzecz mnie zastanawia 18.12.09, 06:31
      Często czytam o lajtowym podejściu do ciąży i o tym że w wielu
      krajach cieżarwki nie są badane ginekologicznie.
      Czy w związku z tym statystyki tych krajów wskazują na większą ilość
      porodów przedwczesnych? wątpię, bo juz by coś z tym zrobiono, choćby
      ze względu na koszt hspitalizacji wczesniaka w szpitalu. Więc o co
      chodzi???
      • anettchen2306 Re: jedna rzecz mnie zastanawia 18.12.09, 08:29
        Ciazy bynajmniej u nas (Niemcy) nie traktuje sie jako patologii.
        Owszem, jest to stan odmienny - ale stan, a nie choroba. Takiego
        spozycia nospy (zakazanej w wiekszosci europejskich krajow) i
        hormonow w czasie ciazy nie odnotowuje sie bodajze w zadnym innym
        kraju poza Polska. Z prowadzenia mojej ciazy tutaj bylam bardzo
        zadowolona: pierwsze badanie w 6 tc, potwierdzenie ciazy, slyszalam
        bicie serca. Zrobiono wszystkie badania, usg co miesiac (gdy
        plamilam nawet co 2 tygodnie). Na ktg (regularnie, co 2-3 tygodnie!)
        chodza tutaj kobiety juz od 25-27 tc a nie w ostatnim miesiacu
        ciazy, jak zdarza sie na ogol w Polsce i jest to badanie
        standardowe. W Polsce z tego co wiem i obserwuje, na ktg chodzi sie
        dopiero pod koniec ciazy a niejednokrotnie pierwsze ktg (i ostatnie
        zarazem) robione jest przy porodzie dopiero na porodowce. Zamiast
        faktycznie zbadac sile i nasilenie akcji skurczowej przepisuje sie
        lekka reke nospe czy inne leki i problem z glowy. Totalna bzdura
        jest wiec twierdzenie, ze na tzw. Zachodzie ciaze traktuje sie
        lajtowo i ze "nie dba sie o wczesne ciaze" (ja i moje kolezanki
        karte ciazy mialysmy zakladana juz w 5 - 6 tc, kiedy zklada sie ja w
        Polsce?). Kobiety jak najbardziej chodza i DO lekarza i DO poloznej
        i to juz od pierwszych tygodnii ciazy! Mimo braku zazywania nospy,
        podrozowania, braku notorycznych zwolnien lekarskich "na ciaze", nie
        zauwazylam jakos, by rodzily sie same wczesniaki a kobiety cala
        ciaze spedzaly przyklute do lozek. U moich polskich znajomych zas
        stalo sie to niejako norma i "moda". Jak nie ma sie ciazy zagrozonej
        to jest sie wrecz podejrzanym o patologie: "a ty nie lezysz", "nie
        bierzesz lekow (nospa, luteina, cordafen ...), "nie lykasz
        witaminek"?
        • elza10 jak ktoś nie ma problemów, to niech nie krytykuje 18.12.09, 11:04
          W Polsce ciązy tez nie traktuje się, jako patologii, chyba, ze
          patoldzoogia wystapi. Bo jak w każdym fizjologicznym stanie,
          patologia się zdarza i to wcale nie tak czesto. I to nie tylko w
          Polsce, ale i w Niemczech i w UK i w innych krajach. Twoje
          szczęsćie, ze nie miałaś z tym kontaktu i żeby tak już zostało.
          Wikoł mnie jest bardo dużo kibiet, które chodziły sw ciązy bez
          problemów, pracując do dostatniego dnia i wcale nei robiły histerii,
          bo nic złego się nie działo. Niestety miałam też kontakty z ludzkimi
          tragediami, poronieniami, przedwczesnymi porodami i dlugotrwałym
          szpitalem. Sama jestem tego przykładem. Więc jeśli nie wiesz, o czym
          piszesz, bo nie masz w tej sferze doświadczeń, to nie zarzucaj
          innym, że są przewrażliwieni. Jest to już mój ostatni post w tym
          temacie. Wkurzają mnie dziewczyny, które mają prawidłowe
          niepowikłane ciąże, nie miały kontaktu z OIOMem wcześniaczym, z
          zachowują się, jakby pozjadały wszystkie rozumy i zrobiły
          przynajmniej doktorat z ginekologii i polożnictwa. A jak jeszcze
          mieszkają za granicą, to tutaj maja nas za ciemnogród.
          Niech każdy robi, co uważa za stosowne. Ja nie atakuję tych, które
          dobrze się czują i mogą robić prawie wszystko. Ja im zazdroszczę.
          A nikulam akurat ma ciąże jednak powikłaną i to nie koleżankom z
          formum wypowiadać się, czy powinna przyjmować leki, czy są na
          wyrost. To zadanie jej lekarza. A chyba nie jesteśmy mądrzejsze od
          jej lekarza. A opowieści, że u nas to nie dają takich leków, a u was
          to zle leczą, są opowieściami osób nie znających się na rzeczy i
          mających kontakt z jednym konkretnym lekarzem. I nie są miarodajne,
          i nie opisują całości opieki nad cięzarna w żadnym kraju. -
          https://tickers.baby-
gaga.com/p/dev086pr___.png
          • dagmara-k Re: jak ktoś nie ma problemów, to niech nie kryty 18.12.09, 11:49
            a owszem wolalabym miec ktg co jakis czas niz 8 nosp, 6 magnezow i 2 potasy
          • anettchen2306 Re: jak ktoś nie ma problemów, to niech nie kryty 18.12.09, 17:03
            "W Polsce ciązy tez nie traktuje się, jako patologii, chyba, ze
            > patoldzoogia wystapi". Moje doswiadczenia osobiste (prowadzenie
            pierwszej ciazy wlasnie w Polsce) jak i dluzsza obecnosc na forum
            CiP wskazuja jednak na to, ze ciaza w Polsce ma
            tendencje "patologiczne". Na palcach mozna policzyc te osoby, ktore
            skurcze przepowiadajace traktuja jako oczywistosc i nie dostaly na
            nie zadnych "lekow".

            "Więc jeśli nie wiesz, o czym
            > piszesz, bo nie masz w tej sferze doświadczeń, to nie zarzucaj
            > innym, że są przewrażliwieni". I tutaj sie mylisz! Pierwszego syna
            urodzilam ponad 10 lat temu, na drugie dziecko przyszlo mi czekac
            dluuugie 8 lat, pomiedzy tym dwa poronienia - wiec wybacz, ale
            DOSKONALE wiem, co czue i co pisze. Bedac 4 razy w ciazy powinnam
            byc super-hiper przewrazliwiona. Moze gdyby ta donoszona ostatnia
            ciazy prowadzona byla w Polsce to faktycznie tak by sie stalo.
            Trafilam jednak na bardzo kompetentnych lekarzy, ktorzy dali sobie
            czas, by wyjasnic mi moje watpliwosci, uspokoic. W tej ciazy mialam
            uporczywe plamienia. Znaleziono przyczyne (nisko usadowione
            lozysko), wyjasniono mi dokladnie co sie dzieje. Nie byla to ciaza
            bezproblemowa, bylam na granicy wielowodzia. Jednak absolutnie zaden
            z lekarzy nie zalecil mi lezenia plackiem, nie przepisywal mega
            dawek nospy. Mialam zyc NORMALNIE.

            Autorka pytania w zadnym momencie nie napisala, ze jej ciaza jest
            ZAGROZONA! Pisala tylko, ze ma skurcze Braxtona Hicksa i ze dostala
            na to nospe, magnez i cordafen (zadanie tych specyfikow jest jedno:
            magnez i nospa powstrzymuja czynnosc skurczowa, cordafen obniza
            cisnienie a przez to tez ewentualnie lagodzi skurcze). Szyjka tez
            jej sie nie skraca. Jest wiec w zupelnie "normalnej" ciazy. A leki
            ktore dostala sa niemalze standartowe w "polskiej" ciazy. Takie
            skurcze ma ok 80% kobiet w ciazy. Ma to znaczyc, ze maja nigdzie sie
            nie ruszac? Nie jestem lekarzem - dlatego poradzilam, by przed
            wyjazdem udac sie na kontrole.

            PS. OIOM niemowlecy znam tez - spedzilam ze starszym synem tam ponad
            3 tygodnie ...
    • nikulam Re: jechać...nie jechać?:( 18.12.09, 11:35
      Dajcie już spokój,proszę Was...
      • dagmara-k Re: jechać...nie jechać?:( 18.12.09, 11:50
        nikulam, watek poszedl dalej, juz nie dtyczy ciebie konkretnie.
      • spragnienie Re: jechać...nie jechać?:( 18.12.09, 11:54
        Nikulam, otworzylas puszke pandorywink...
    • nikulam Re: jechać...nie jechać?:( 18.12.09, 12:00
      Zauwazyłamsada po co w ciąży takie nerwy? najchętniej bym skasowała
      ten post,ale zdaje się,że się nie da a przynajmniej ja tego nie
      potrafiesad
      • spragnienie nerwy w konserwy... 18.12.09, 14:54
        ...trudno zapakowac, szczegolnie jak hormony buzuja... Wiekszosc kobitek tutaj
        cierpi na nadmiar czasuwink... Ja na przyklad czekam na porod i doczekac sie jakos
        nie mogewink... Dom wysprzatany, ilez ja ciast moge upiec?!?wink... Popolemizowac
        sobie mozna, na chwile czlowiek zapomni o bolaczkach...
        Co wiecej, takie "klotnie" maja jeszcze jeden plus!!! Mozna powkurzać sie na
        kogos innego niz partner!!!wink)))

        Jak widac w tym watku, sa dwa rozne punkty widzenia i siedzenia, jeden z drugim
        nie jest w stanie znalezc wspolnego jezyka... Nic na to nie poradzimy...

        • himilke Re: nerwy w konserwy... 18.12.09, 16:16
          Ja mieszkam we Wloszech i tu traktuje sie ciaze powaznie, jesli wystapia
          problemy, to podaja leki, podaja progesteron, podaja odpowiednik fenoterolu,
          maja tez inny, bardzo nowoczesny lek przeciw skurczom atosiban. Kaza lezec,
          rowniez w szpitalu, ciekawe, moze tez tu jest ciemnogrod i nie slyszeli o
          skurczach Braxtona-Hicksa. Bardzo mnie wkurza pisanie, ze w Polsce jest histeria
          itp itd, jak ktos nie ma problemow to sobie moze robic co chce, jak ktos jest
          taki wyluzowany to niech sobie przekopuje nawet ogrodek majac skurcze, po prostu
          niektore osoby nie wiedza, co to jest skrajny wczesniak i jakie konsekwencje ma
          takie dziecko czasem przez cale zycie.
          • spragnienie Re: nerwy w konserwy... 18.12.09, 20:04
            Nie bede bronila angielskiej sluzby zdrowia, bo moje poglady nie sa do konca
            ugruntowane i mam mieszane uczucia... Prawda jest, ze opieka nad ciezarna do 16
            tygodnia nie jest dobra ( polski lekarz skomentowal to tak - Angole mowia glosno
            to, co wiekszosc polskich lekarzy mysli...), potem inaczej patrza juz na
            ciezarowke... Fakt faketm, ze nie podaja lekow na wczesniejsze skurcze i zdaja
            sie na matke nature w przypadku przedwczesnego porodu... Nie wiem jakie sa
            statystyki, ale pomimo takiego a nie innego dzialania, angielskie poloznictwo
            wypada lepiej od poslkiego...

            Histeria jest niezaleznie od kraju w ktorym ma sie problemy... Prawdziwe jest
            jednak stweuirdzenie, ze polscy ginole robia fortune na kobietach ciezarnych...
            pieniazek...
            Jest tez druga strona medalu. Mamy w kraju swietnych specjalistow... I jak jest
            problem to zrobia co w ich mocy, by pomoc... Za pieniadze niestety...

            I badz tu czlowieku madry...

            Moja mama pracuje w sluzbie zdrowia. Ma znajoma, ktora jest pielegniarka w
            jednej z klinik, w ktorych pracuje slynny doktor... Odradzala mi chodzenie do
            niego, facet kieruje kobiety na bezsensowne badania... Kaska...

    • nikulam Re: jechać...nie jechać?:( 30.12.09, 11:39
      Zdecydowałam się w końcu pojechać.Następnego dnia po przyjeździe
      poszłam do lekarza w rodzinnym mieście, podczas pobytu stosowałam
      się do zaleceń lekarza i wczoraj wróciłam. Dziś rano byłam na
      wizycie u lekarza prowadzacego połaczonej z USG. Na szczęcie nic się
      nie zmieniło, szyjka ma ile miała i ładnie zamknięta bez cech
      niewydolności.Pozdrawiam wszystkich.
      • kavainca Re: jechać...nie jechać?:( 30.12.09, 13:29
        bardzo się cieszę, że wszystko ok!
        jeszcze parę chwil, a po 32tc będziecie już bezpiecznismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka