jakasik
14.04.04, 12:04
Mój mąż ma dosyć moich zmiennych stanów. Nie potrafi zrozumieć, że to ciąża
tak na mnie wpływa, że drażnią mnie rzeczy, które kiedyś były mi obojętne, że
raz płaczę z byle powodu a za minutę się śmieję. Mówi, że jestem dla niego
niemiła, opryskliwa (pewnie ma rację), i że nie mogę swoich humorów ciągle
tłumaczyć ciążą. To dopiero 12 tydzień (od OM) i on mówi, że ja go
psychicznie wykańczam. Boi się, że co nie zrobi to i tak wg mnie będzie źle!
I powiedzial wczoraj, że zastanawia się nad odejściem. Może i dobrze. Po co
mi ktoś, kto nie potrafi mnie zrozumieć. Specjalnie zostaje dłużej w pracy,
wie, że ja teraz padam zmęczona spać o 21 i dopiero wraca do domu jak ma
pewność, że już leżę w sypialni. W sumie widzimy się 15 min dziennie. Kocham
go i dlatego ryczę dzisiaj od rana jak bóbr. On twoerdzi, że też mnie kocha i
nasze dzieciątko. Może faktycznie powinien odejść. Dla mojego i fasolki
zdrowia psychicznego no i oczywiście dla dwojego. Sama nie wiem. Źle mi i
tyle. Nie mam z kim o tym pogadać. Dlatego tu piszę.