Dodaj do ulubionych

Co jest najgorsze w porodzie?

    • barbs Re: Co jest najgorsze w porodzie? 23.04.04, 14:13
      No to ja napisze ciut inaczej - dla mnie najgorsze w porodzie były pierwsze dwa
      tygodnie po... Sam poród, choć długi (pierwszy bolesny skurcz w piątek ok.
      23.00, synek na świecie w niedzielę o 20.35!) i bez znieczulenia naprawdę da
      się przeżyć - przynajmniej człowiek wie, ze to niedlugo (?) się skonczy, ma to
      wszystko jakiś konkretny cel. Ale pierwsze dni połogu... Koszmar po prostu.
      Miałam nacięcie i to spore, mimo ze nie bylo żadnych krwiaków ani nic bolało
      koszmarnie nawet jak leżałam, pierwszy raz, bardzo ostrożnie, jednym
      półdupkiem, na bardzo miękkiej pufie przysiadłam dopiero po dwóch tygodniach.
      Do tego burza hormonów, płaczące Maleństwo, którego potrzeb jeszcze się nie do
      końca rozumie, obolałe, ociekające mlekiem piersi... Brrrr. Do tej pory bardzo
      dobrze pamiętam jak gdzieś po tygodniu, w środku nocy beczałam Mążowi w klatę,
      że już nie mam siły znosić tego ciągłego bólu, że mam dość i jak tak dalej
      pójdzie to oszaleję...
      Mineło trochę czasu, oszaleć nie oszalałam, Mały rośnie zdrowo, w maju skończy
      rok, a ja powoli zaczynam myślec o drugim dzieciaczku smile Tak więc wszystko jest
      do przejścia.
      Swoją drogą dziecwzyny piszą, że dziewią się, że tak mało z nas myśli o
      znieczuleniu - w moim przypadku powód był bardzo prosty - wolałam przejść poród
      na żywca, niż żeby mi ktoś wbijał igłę w kręgosłup smile teraz po pierwszym
      porodzie to podtrzymuję...
      Pozdrawiam serdecznie i nie przejmuj się - pamiętaj - co Cię nie zabije to Cię
      wzmocni smile
      Basia
      • black-cat Re: Co jest najgorsze w porodzie- igła w kręgosłup 23.04.04, 15:00
        No to dostalam odpowiedź dlaczego kobiety decydują się na poród bez
        znieczulenia. Ale zaraz nachodzi mnie drugie pytanie - czy strach przed
        wbijaniem igły w kręgosłup (a jest to naprawdę daleko od rdzenia i nic nie
        boli) nie jest związany z brakiem wiedzy na ten temat. Oczywiście, że poród da
        sie przeżyć, nawet nie mamy innego wyjścia. Ale jeżeli czujemy przed nim
        irracjonalny (a może i racjonalny?) lęk to dlaczego nie robimy niczego aby go
        zmniejszyć. Osobiście uważam zzo za jedno z najlepszych dokonań medycyny.
        Dzięki temu nie musimy znosić tego co przez wieki było zmorą wszystkich kobiet.
        Bo możemy rodzić bez bólu i nie musimy się go już bać. I to właśnie jest piękne.
        • atlantis75 Re: Co jest najgorsze w porodzie- igła w kręgosłu 23.04.04, 15:28
          black-cat napisała:
          > No to dostalam odpowiedź dlaczego kobiety decydują się na poród bez
          > znieczulenia. Ale zaraz nachodzi mnie drugie pytanie - czy strach przed
          > wbijaniem igły w kręgosłup (a jest to naprawdę daleko od rdzenia i nic nie
          > boli) nie jest związany z brakiem wiedzy na ten temat.

          Black cat, wydaje mi się, że przede wszystkim niewiedza. Bo przecież zzo stosuje się
          przy innych operacjach i wtedy nikt nie zastanawia się, czy najgorsza jest igła w
          kręgosłup, bo trzeba ratować zdrowie. Myślę, że ważna jest rozmowa z
          doświadczonym pod względem zzo lekarzem, wtedy wyjaśni wszelkie wątpliwości.


          Oczywiście, że poród da
          > sie przeżyć, nawet nie mamy innego wyjścia. Ale jeżeli czujemy przed nim
          > irracjonalny (a może i racjonalny?) lęk to dlaczego nie robimy niczego aby go
          > zmniejszyć. Osobiście uważam zzo za jedno z najlepszych dokonań medycyny.
          > Dzięki temu nie musimy znosić tego co przez wieki było zmorą wszystkich kobiet.

          Ja zdecyduję się na zzo, szczególnie, że u mnie dochodzi jeszcze kwestia astmy
          wysiłkowej. Jak dobrze mieć wybór smile


          > Bo możemy rodzić bez bólu i nie musimy się go już bać. I to właśnie jest piękne

          Dziękuję za to niezmiernie optymistyczne zdanie smile))
          • aga_rn Re: Co jest najgorsze w porodzie- igła w kręgosłu 23.04.04, 16:32
            atlantis75 napisała:

            > black-cat napisała:
            > > No to dostalam odpowiedź dlaczego kobiety decydują się na poród bez
            > > znieczulenia. Ale zaraz nachodzi mnie drugie pytanie - czy strach przed
            > > wbijaniem igły w kręgosłup (a jest to naprawdę daleko od rdzenia i nic nie
            >
            > > boli) nie jest związany z brakiem wiedzy na ten temat.
            >
            > Black cat, wydaje mi się, że przede wszystkim niewiedza. Bo przecież zzo
            stosuj
            > e się
            > przy innych operacjach i wtedy nikt nie zastanawia się, czy najgorsza jest
            igła
            > w
            > kręgosłup, bo trzeba ratować zdrowie. Myślę, że ważna jest rozmowa z
            > doświadczonym pod względem zzo lekarzem, wtedy wyjaśni wszelkie wątpliwości.


            Ja swiadomie odmowilam zzo przy obu porodach (musze dodac ze zzo mialam do
            dyspozycji bez problemow i za darmo bo mieszkam w Kanadzie). Na dodatek sama
            jestem pielegniarka wiec nie moge sie zaslonic niewiedza wink
            No tak po prostu niektore babki maja wink ze nie chca zzo - ja mam irracjonalny
            lek przed igla w plecy i nic nie moge poradzic. Gdybym miala trzeci raz rodzic
            to tez raczej bez.

            >
            . Osobiście uważam zzo za jedno z najlepszych dokonań medycyny.
            > > Dzięki temu nie musimy znosić tego co przez wieki było zmorą wszystkich ko
            > biet.

            Zgadzam sie z tym 100 %, znieczulenie powinno byc szeroko dostepne, i
            zaaranzowane wtedy kiedy kobieta sobie zazyczy
          • jola.wie atlantis! co z tą astmą wysiłkową?! 24.04.04, 16:34
            bo ja tez mam, ale jakoś do tej pory nie brałam pod uwagę w kwestii wskazań....
            to był zapewne błąd?
            • atlantis75 Re: atlantis! co z tą astmą wysiłkową?! 26.04.04, 11:16
              jola.wie napisała:

              > bo ja tez mam, ale jakoś do tej pory nie brałam pod uwagę w kwestii wskazań....
              > to był zapewne błąd?

              Jolu, wystarczy, że kawałek przebiegnę i zaraz łapie mnie astma. Z tego powodu
              miałam zresztą w podstawówce zwolnienie z biegania na wuefie. Wtedy albo apilikuję
              Berodual (no, teraz już nie mogę) lub muszę odpocząć. Rozmawiałam z moim
              ginekologiem i powiedział, że astma wysiłkowa jest jednym z poważniejszych wskazań
              do zastosowania znieczulenia. Wtedy będę mogła bardziej kontrolować swój oddech
              i nie ponosić tak ogromnego wysiłku z bólu. Oczywiście wszystko zależy od stopnia
              nasilenia astmy. Są kobiety z lekką, które dają rady bez znieczulenia.
              Pozdrawiam. Atlantis
              • jola.wie Re: atlantis! co z tą astmą wysiłkową?! 26.04.04, 13:36
                Dzięki za odpowiedź, teraz do niej dotarłam!
                Mam astmę od jakichs trzech lat, więc poprzednie dzieci rodziłam
                jeszcze "czysta", ponieważ nie mam od roku kontaktu z alergenem (kot) nie mam
                niewydolności oddechowej i nie musze brać leków, jednak przekonałam się, że
                niewydolność tak wkracza jak najbardziej po wysiłku (na siłowni), więc te trzy-
                cztery razy w tygodniu z leków (serevent i flixo) musiałam jednak skorzystać. W
                ciązy nie biorę żadnych, jako,że nie ponoszę "wysiłków", no i dobrze. Trochę
                mnie parę razy przydusiło, bo pogrzebałam w piwnicy (na kurz też reaguję) ale
                nie tak, żebym miała brać leki. No i fajnie, mam argument! (i nie tylko
                argument, byłyby jaja, gdybym w trakcie porodu zaczęła się dusić! sad(() DZIĘKI
                RAZ JESZCZE.
    • burza4 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 23.04.04, 15:37
      atlantis75 napisała:

      > Zakładam wątek, ponieważ nie chcę zaśmiecać wątku Fasolki31, która potrzebuje
      > pocieszenia, a nie takich pytań. Nie jestem masochistką i chociaż bardzo
      boję się porodu, to chcę wiedzieć co jest najgorsze w porodzie. Żeby wiedzieć
      czego się spodziewać. Bo zupełny laik ze mnie. Jak mocno boli? Ile minut trwa
      ciągły ból? Czy trzeba leżeć plackiem?

      Hmmm, dawno to było, ale proszę - plackiem leżałam, poród trwał 4 godziny (jak
      czytałam tu o 20 to mi skóra ściepła na samą myśl), natomiast był wywoływany i
      oksytocynka dała mi popalić. Skurcze pojawiły się od razu, od razu prawie co
      1,5 minuty, potem częściej, nie wiem jakie dziewczyny mają miesiączki, ale dla
      mnie te bóle z okresowymi mają tyle wspólnego, że są umiejscowione w podobnej
      okolicy. Do tego bóle z krzyża, ja to odczuwałam tak, jakbym z wagon węgla
      rozładowała łopatą, i o ile przy skurczach jest chwila przerwy na złapanie
      oddechu, to plecy bolały cały czas... W końcu dali mi jakieś znieczulenie i
      poczułam się jak w raju... 4 godzinki to dało się jakoś wytrzymać, ale 20????
      za nic nie chciałabym rodzić bez znieczulenia


      A najgorsze w moim porodzie było to, że miałam KATAR!!!! i nagle "po" się
      okazało, że nie jestem w stanie nosa wydmuchać... coś makabrycznego, człowiek
      się dusi, wie, że wystarczy dmuchnąć, a tu nagle się okazuje, że "te partie" do
      każdej czynności są niezbędne...


      Czy to okropne uczucie jak dziecko przechodzi przez kanał rodny?

      wręcz przeciwnie - znieczulenie przestawało już działać, jak poczułam że mała
      się przepycha - i faktycznie skurcze parte powitałam z niewyobrażalną ulgą.
      Przestało boleć jak ręką odjął!!! pełen komfort, bałam sie tylko że wyleci na
      pysk i narobiłam wrzasku...


      Czy jest dużo krwi?

      nie zauważyłam ani kropli...


      > Czy jest odczucie jakiegoś wstydu przed personelem?

      masz wtedy wazniejsze sprawy na głowie, zapewniam cię...
      >
      > A może któraś z Was miło wspomnia poród? smile

      no nie przesadzajmy (stronę techniczno-medyczną mam na myśli)... za dentystą
      też nikt nie tęskni

      natomiast ujrzenie nowej istotki na tym świecie jest emocją nie do opisania,
      nigdy w żadnym innym momencie życia nie doświadcza się takiej lawiny
      fenomenalnie radosnych uczuć. I w tym momencie zapominasz o wszystkim... z
      wyjątkiem tego, że masz katar smile))


      pozdrawiam ciepło

    • ainer1 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 23.04.04, 16:22
      Hej,

      dla mnie szycie i znoszenie szwow pozniej.

      Renia
      • grzalka Re: Co jest najgorsze w porodzie? 24.04.04, 10:49
        Ja miałam zzo (nie robi na mnie wrażenia igła w kręgosłupie wink) i dzięki temu
        ani poród, ani kleszcze (sic) ani okres poporodowy nie zrobiły na mnie wrażenia.
        Było generalnie jak na pikniku, pomijając moment, kiedy chciano mi ręcznie
        wypchnąc dziecko z brzucha (zaklinowała sie w kanale rodnmym, bo była źle
        wstawiona). To było 15 sekund horroru- miałam wrażenie, że facet zaraz mnie
        udusi. Broniłam sie bardzo skutecznie (czynnie i werbalnie) i w końcu odpuścił
        i szybciutko założyli kleszcze.
        Za drugim razem tylko z zzo.

        Aha, no i potem w połogu trochę mi dokuczało gojące sie nacięcie.
    • reszka2 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 24.04.04, 15:15
      W pierwszym porodzie najgorsza była dla mnie nuda. Co prawda akcja jak na
      pierworódkę rozkręcała się błyskawicznie, no ale pare godzin to jednak trwało i
      musiałam uzbroić sie w cierpliwość, z czym mam problemy. Zanim skurcze stały
      sie naprawdę siarczyste, tzn. pół godziny przed parciem, zdążyłam przeczytać
      cały zapas gazet który ze soba wzięłam, a kiedy przeczytałam juz i instrukcję
      p/poż na ścianie porodówki, pozostało mi tylko obserwowac gonitwy wąsatych
      owadów na ścianie... Polecam zaopatrzyć sie w lekturę lub miłego rozmówcę (choć
      ja akurat na pogaduszki nie miałam ochoty).
      W drugim porodzie miałam zzo oraz grubą książkę, którą położna wyszarpnęła mi z
      ręki zapraszając uprzejmie do parcia, bo było komfortowo, choc poród był
      przyspieszany oksytocyną (mała była nieprzyparta), więc nie czułam że to już.

      Dla mnie poród to mniejszy pikuś - gorzej było w połogu. Upiorny ból zwijającej
      się macicy sprawiał że było mi niedobrze przy każdym karmieniu, dobrze że tylko
      przez 2 dni. No i dokuczliwie przeszłam wahnięcie hormonów po porodzie - jak
      baba w klimakterium. Uderzenia gorąca, szlochy, rzucanie papuciem w męża...
    • jola.wie atlantis! 24.04.04, 16:22
      Jeśli wrzucisz w wyszukiwarkę na tym odpowiednie hasła (nacięcie krocza, masaż
      szyjki, obchód szpitalny i inne kluczowe zagadnienia) dowiesz się wyczerpująco
      na interesujące cię tematy. Wydaje mi się, że były tu x-razy już poruszane.
      Chciałabym się dołożyć, bo to wszystko jest dla mnie szalenie interesujące, ale
      już to na przeciągu ostatnich miesięcy w w/w tematach wielokrotnie robiłam, a
      że każda wypowiedź pociągała za soba duży koszt emocjonalny... stąd moja rada:
      sięgnij do archiwum.
      Mało się mówi o prawach pacjenta, tak jak któraś z was tam napisała, że wiele
      dziewczyn niepotrzebnie się godzi na różne rzeczy myśląc, że tak ma być, otóż
      nie, warto się zaznajomić, co możesz ty, a raczej co może personel, a czego mu
      nie wolno (praktyka wskazuje, że z rutyny robią wiele rzeczy których im nie
      wolno). W zasadzie możesz odmówić wszystkiego, każdego badania, wszystkiego, co
      stanowi dla ciebie jakiś problem (w przypadku porodu niebagatelny jest aspekt
      poszanowania intymności i godności osobistej - o tym też był wątek), więc
      spokojnie możesz protestować na masaż szyjki, możesz domagać się rzetelnej i
      wyczerpującej informacji, a nie dac się zbyć jakimiś durnymi powiedzonkami.
      Lekarz czy położna ma ci na twoje życzenie zrobic nawet wykład (przed!) co to
      jest, jak wygląda, co daje i jakie niesie skutki niepożądane, a nie wpakować
      łapę i np. masować aż doczeka się od ciebie kopniaka, albo z bólu puścisz pawia!
      Milion razy było mówione z czego bierze się nacięcie i niepodatność tkanek jest
      tylko jednym z powodów, na wszystkie inne masz wpływ, to znaczy musisz je albo
      wcześniej ustalić, albo się o nie wykłócić (na podatność tkanek zresztą też
      masz wpływ, możesz je masować zmniejszając ryzyko nacięcia o jakieś 30%),
      Lewatywa? ktoś napisał, że dobrze działa na rozwieranie szyjki, ale to nie
      lewatywa działa na szyjkę, ale hormony działają też na jelita i następuje
      częstsze i obfitsze wypróżnianie w fazie rozwierania się szyjki, czasem już w
      tzw fazie utajonej, to znaczy w domu, wiele dziewczyn donosi o "rozwolnieniu" -
      to znaczy ze poród się zaczyna.
      Najlepszy sposób na poród to chyba znaleźć w sobie odwagę i gotowośc stawienia
      czoła tej wielkiej niewiadomej, pomaga na pewno teoretyczne przygotowanie,
      znajomość przebiegu tego procesu. Też kiedyś zainicjowałam podobny watek,
      chciałam poznać tę ciemną stronę innych porodów (swoich dwóch znałam bardzo
      dobrze) i oberwało mi się. Są osoby które nie chcą słuchac "makabrycznych
      opowieści" i będą od ich słuchania odwodzić innych, a ja (tak jak ty) chcę
      uniknąć przykrych niespodzianek, może to co przeżyję na tle tych opowieści
      innych wypadnie całkiem fajnie, a nie do końca życia będę wyolbrzymiac mój ból.
      Mój ból wydawał mi się ogromny, a na dzień dzisiejszy mogę obiektywnie
      stwierdzić, że BYŁ ogromny, skoro ja, opanowana, przygotowana, z doskonałą
      kondycją, nie byłam w stanie utrzymac się na nogach, a nie wymiotowałam tylko
      dlatego, że latały mi z bólu mroczki przed oczami i cały czas bałam się że za
      moment zemdleję.
      To cena którą trzeba zapłacić za posiadanie dziecka, niektórzy mają to w
      promocji, niektórzy w cenie regularnej, a niektórzy przepłacają. Takie życie.
      Może trzeba trochę poszperać i wyszukać promocję (położną, szpital,
      znieczulenie)?
      pozdrawiam
      jola
    • jola.wie Re: Co jest najgorsze w porodzie? 24.04.04, 20:55
      Większość pisze że najgorszy jest ból.
      morfeusz2001.webpark.pl/znieczulenie.html
      polecam, tam można poczytać m.in. na taki temat:
      "Niekorzystne zmiany w organizmie kobiety spowodowane przez ból w czasie
      porodu – w jaki sposób znieczulenie zewnątrzoponowe porodu im zapobiega" I
      wiele innych dotyczących uśmierzania bólu porodowego.
      A w ogóle świetna strona!
    • jola.wie statystyka bólu 24.04.04, 21:07
      podaję za
      www.znieczulenie-porodu.pl/04/index.html
      też polecam. Tak, żeby trochę zobiektywizować te wszystkie nasze subiektywne
      relacje.
      "Ocena bólu przez kobiety rodzące:
      Pytano kobiety rodzące, jak określiłyby natężenie odczuwanego podczas porodu
      bólu.
      Około 10 % rodzących pierwszy raz uznało bóle porodowe za łagodne
      Około 30 % za umiarkowane
      Około 37 % za silne
      Około 16 % za bardzo silne
      Około 7 % za najgorsze z możliwych do wyobrażenia
      PROBLEM BÓLU OBECNY JEST U 90 % KOBIET RODZĄCYCH PIERWSZY RAZ
      66 % Z NICH OKREŚLA BÓL JAKO SILNY, BARDZO SILNY LUB NIE DO WYTRZYMANIA !!!
      Wśród kobiet rodzących kolejny raz proporcje te były następujące:
      Około 6 % rodzących pierwszy raz uznało bóle porodowe za łagodne
      Około 18 % za umiarkowane
      Około 30 % za silne
      Około 35 % za bardzo silne
      Około 11 % za najgorsze z możliwych do wyobrażenia
      PROBLEM BÓLU OBECNY JEST U 76 % KOBIET RODZĄCYCH KOLEJNY RAZ
      76 % Z NICH WIĘCEJ NIŻ PODCZAS PIERWSZEGO PORODU -
      OKREŚLA BÓL JAKO SILNY, BARDZO SILNY LUB NIE DO WYTRZYMANIA !!!
      Podobne proporcje uzyskiwano w wielu różnych europejskich badaniach.
      Wykorzystując narzędzie opisowe jakim jest Mc Gill Pain Questionnaire Pain
      Rating Index ustalono, że ból porodowy jest jednym z większych, jaki można
      sobie wyobrazić. Ból zęba, stawów, przewlekły ból pleców, ból w średnio
      zaawansowanej chorobie nowotworowej mają według pacjentek znacznie mniejsze
      natężenie. Podobnie ból, który towarzyszy złamaniom kości, otarciom, ranom
      ciętym skóry. Jako silniejszy określono ból pojawiający się podczas urazowej
      amputacji palca. W tej ostatniej sytuacji ból jest największy w pierwszych
      chwilach od urazu i stopniowo w ciągu godzin lub dni zmniejsza się. Podczas
      porodu odwrotnie: ból zazwyczaj stopniowo nasila się w ciągu kilku lub
      kilkunastu godzin".
      • zalotnica Re: statystyka bólu 26.04.04, 04:45
        jola.wie napisała:

        > Wykorzystując narzędzie opisowe jakim jest Mc Gill Pain Questionnaire Pain
        > Rating Index ustalono, że ból porodowy jest jednym z większych, jaki można
        > sobie wyobrazić.

        kobiety, wiec teraz nie ma sie co oszukiwac, bol jest przeokropny...
        do tej pory mam w uszach DZIKIE WYCIE rodzacych kobiet.
        nie wierzcie w jakies bajki ze znieczulenie jest szkodliwe i nie
        oszczedzajcie na swoim cierpieniu. brrrr
      • isma Re: statystyka bólu 26.04.04, 10:05
        Jolu,
        badania jak badania - zauwaz, ze znajduja sie na stronie, poswieconej
        znieczuleniu, wiec moga (nie musza, oczywiscie) miec okreslony wydzwiek.
        Zauwaz, ze nie jest latwo porownac rozne rodzaju bolu tej samej osobie - malo
        ktora rodzaca ma za soba, jak tu zestawiono, bol - nawet "srednio" -
        zaawansowanej choroby nowotworowej.
        Zauwaz tez, ze ogromne znaczenie w znoszeniu bolu ma nastawienie psychiczne -
        niewatpliwie w przypadku porodu perspektywa jest raczej optymistyczna, w
        odroznieniu od nowotworu.

        Poniewaz tak sie sklada, ze moge to porownac na wlasnym przykladzie - moge
        odpowiedzialnie stwierdzic, ze nawet kilkunastogodzinny porod to jest pikus w
        porownaniu z wielotygodniowa chemia. Z wymiotami, wyniszczeniem, strachem w
        koncu.

        Naprawde, dziewczyny, jesli boicie sie bolu przy porodzie, po prostu wezcie
        znieczulenie, ale nie argumentujcie, ze to jest bol fizjologicznie niemozliwy
        do wytrzymania.
        • jola.wie isma, 27.04.04, 13:48
          kurcze, ta moja tendencja do obiektywizowania wszystkiego!
          Najpierw dzielę się moimi osobistymi wrażeniami. Myślę sobie: ktos na moim
          miejscu odczułby byc może zupełnie inaczej, może straszę? niepotrzebnie? no to
          ja do statystyk, czy mi się zdawało, czy może jest to niebagatelny ból? Nie
          zdawało mi się, jest, podaję (z jednej strony www, chociaż na wielu można
          znaleźć podobne zestawienia, niekoniecznie z użyciem tej samej metody
          badawczej), żeby ktoś nie myslał, że ktoś inny go tylko straszy. Tą bolało to,
          inną co innego, a atlantis jak się już naczyta tych odpowiedzi, to sama nie
          wie, czy oszaleje z bólu już w pierwszej fazie, czy nie wytrzyma w drugiej (jak
          większość), czy przezyje parcie, czy wrzaśnie z bólu przy nacięciu, czy ocierać
          będzie łzy (bynajmniej nie szczęścia) przy szyciu. No to sobie myślę: pikuś tam
          cały ból, nie o to chodzi, damy radę, byle z dzieckiem nic się nie działo. Tak,
          na zasadzie kontrastu: gdyby ktoś spytał, co jest w porodzie najwspanialszego,
          to wszystkie odpowiedziałybyśmy zgodnie jednym chórem: "trzymać w ramionach
          własne, zdrowe, kwilące dziecko, mniej ważne jakiej płci, byle zdrowe". Więc na
          pytanie: co najgorsze w porodzie jako odpowiedź nasunęły mi się właśnie
          komplikacje zdrowotne u dziecka (mając w pamięci przykład znajomej, która
          rodziła swoją wspaniała wymarzoną cudowną córeczkę, zdrową jak ryba, co
          wykazała sekcja zwłok, tyle że dziecko urodziło się niezywe, choć zaczęło się
          rodzić żywe, bo personel nie raczył sprawdzać tętna i Mała udusiła się
          pępowiną!!). I tez mi się za to oberwało, że niby to w założeniu każdy wie.
          Próbuję po prostu ustalić, co w tym porodzie rzeczywiście jest takiego
          najgorszego. Bo jest to przedziwne zjawisko: mimo, ze w powszechnej opinii
          uchodzi za jedno z najcięższych przeżyć, w jednym momencie staje się przeżyciem
          najwspanialszym w życiu. Fascynuje mnie ten kontrast!
          • isma Re: Jolu ;-))) 27.04.04, 13:57
            Pewnie, ze tak!
            ja mysle, ze w tym naszym obfitym watku nie sposob dojsc do jakiejs
            obiektywnej, "usrednionej" prawdy o porodach. Mysle, ze jego sens polega na
            tym, ze dziewczyny przeczytaja z tego postu to, z innego owo, i beda po prostu
            to czy tamto braly pod uwage, ze w razie czego ominie je zaskoczenie.
            To chyba bardziej chodzi o swiadomosc roznorodnosci okolicznosci, niz o
            wypracowanie ich hierarchii wink)).
            Trzymam za Ciebie kciuki, i za Atlantis, i za wszystkie Mamy wink))
    • a.l.o.e.s Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 01:53
      Ja wspominam jak najmilej oba moje porody. Należę do tego gatunku kobiet, które
      zaczynają cokolwiek odczuwać dopiero po odejściu wód. Przy pierwszym porodzie
      odeszły mi przy rozwarciu na 7 cm i ok. godziny później moja córeczka była na
      świecie, plus dostałam środek przeciwbólowy zaraz po odejściu wód. Przy drugim
      wody odeszły mi dopiero jak synek przechodził przez kanał rodny. Bolał mnie
      początek skurczu partego, natomiast kiedy parłam to nie czułam bólu. Każdej
      kobiecie życzę takich porodów jak moje, jeśli chodzi o odczuwanie bólu, a
      raczej jego brak. Nie każda chce rodzić na oksytocynie, mnie akurat nie
      przeszkadza, a wręcz wywołuje entuzjazm.
    • aga_rn Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 10:57
      Najgorsze w porodzie wedlug mnie - wystapienie skurczow partych w momencie
      kiedy nie mozna jeszcze przec. W obydwu porodach to wspominam najgorzej -
      usilowanie nie przec ostatkiem sil, opierac sie tej ogromej sile. Za to
      parcie - mimo iz bolesne - cos wspanialego, bo wreszcie mozna, za kazdym razem
      urodzilam po paru minutach bo parlam tak entuzjastycznie smile
      Generalnie obydwa porody wspominam z rozrzewnieniem smile
      • zalotnica Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 04:53
        aga_rn napisała:
        > Generalnie obydwa porody wspominam z rozrzewnieniem smile

        lepiej przestan, dzieki takim jak Ty mnostwo kobiet musi cierpiec,
        przeciez to taka "przyjemnosc" wiec nie ma potrzeby cokolwiek
        zmieniac...mamy juz XXI wiek, a nie ciegle jeszcze sredniowiecze
        jakby to sobie niektorzy jeszcze zyczyli.
        • aga_rn Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 05:54
          zalotnica napisała:

          > aga_rn napisała:
          > > Generalnie obydwa porody wspominam z rozrzewnieniem smile
          >
          > lepiej przestan, dzieki takim jak Ty mnostwo kobiet musi cierpiec,
          > przeciez to taka "przyjemnosc" wiec nie ma potrzeby cokolwiek
          > zmieniac...mamy juz XXI wiek, a nie ciegle jeszcze sredniowiecze
          > jakby to sobie niektorzy jeszcze zyczyli.

          Wspolczuje, tu gdzie mieszkam nikt nie musi cierpiec przez "takie jak ja", mam
          wybor, nie chce znieczulenia - nie biore, chce - prosze bardzo, jest do
          dyspozycji i za darmo. Tak wiec moze wybierz sobie kogos innego do obwiniania
          za "cierpienia kobiet" i "Sredniowiecze".
        • atlantis75 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 11:30
          zalotnica napisała:
          > lepiej przestan, dzieki takim jak Ty mnostwo kobiet musi cierpiec,
          > przeciez to taka "przyjemnosc" wiec nie ma potrzeby cokolwiek
          > zmieniac...mamy juz XXI wiek, a nie ciegle jeszcze sredniowiecze
          > jakby to sobie niektorzy jeszcze zyczyli.

          Ej, Zalotnica! Nie generalizuj i nie wypaczaj cudzej wypowiedzi! Dla pewnej grupy
          kobiet poród jest znośny i szybki, dla innych bardziej męczący. I kobieta, która
          przebrnęła przez poród bez większych problemów ma prawo wspominać go z
          rozrzewinieniem.
          Jestem ciekawa, czy masz dzieci...?
    • kj74 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 12:44
      dla mnie zdecydowanie szycie, brrrrr
    • inez76 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 16:25
      Ja nie umiem wskazać takiej rzeczy. Należę do tych, które rodziły lekko. Cały
      mój poród (od pierwszego skurczu do przecinania pępowiny przez męża) trwał 3,5
      godz. Kiedy przyjechałam do szpitala miałam rozwarcie na 8 cm. Pierwsze skurcze
      jakie poczułam były (od razu) co 3 min. Z lewatywy bardzo się ucieszyłam, bo
      rodziłam z mężem i nie chciałam "niespodzianek" w jego obecności. Największy
      ból w trakcie porodu czułam wtedy gdy mój synek próbował wyjść a ja nie byłam
      nacięta. Lekarka zaraz mnie nacięła i było po wszystkim. Dziewczyny ja Was
      podziwiam i jednocześnie bardzo współczuję - że trafiłyście na taki personel.
      Dużo zależy od lekarza. Ja zapłaciłam lekarce (500,00), położnej (100,00) i za
      poród rodzinny (100,00), ale warto było. Kiedy czytam Wasze opowieści to włos
      mi się na głowie jeży! Moja lekarka nie wyszła w trakcie mojego porodu nawet na
      minutę, położna też. Lekarka przyjechała do szpitala specjalnie dla mnie (nie
      miała wtedy dyżuru - miałam jej komórkę i mogłam dzwonić o każdej porze dnia i
      nocy, i dzwoniłam np. o 3 nad ranem). Dostałam wszelką pomoc, jaką można
      udzielić (nie chciałam zzo), lekarka mnie nacinała - nic nie czułam, lekarka
      mnie szyła - nic nie czułam, ona pomogła mi urodzić łożysko - to był moment i
      zupełnie bezbolesny. Przy porodzie była tylko lekarka, położna, mój mąz i ja
      oczywiście. Pełna intymność, poszanowanie moich praw, sielanka. Dlatego uważam -
      warto było zapłacić. Teraz przymierzam się do drugiej ciąży i znowu będę rodzić
      w tym szpitalu - w Katowicach. Mój synek ma już 3,5 roku.
      • hagata.wala Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 21:36
        Inez, a który to był szpital w Katowicach i jaka lekarka ? Ja tez z Katowic!
        • inez76 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 25.04.04, 23:02
          hagata.wala napisz na mimus@poczta.onet.pl - odpiszę ci. Nie wiem, czy to
          wypada po podaniu przez mnie "cennika" pisać oficjalnie jaki to szpital. Ja nie
          jestem z Katowic. Mieszkam w połowie drogi między Katowicami a Krakowem. Do
          porodu jechałam 40 min. Ale nie żałuję!!! Warto było.
    • skulska bylo zajebiscie!!! 25.04.04, 22:15
      balam sie tak strasznie ze w nocy sie ze strachu budzilam...bylam
      przerazona.rodzilam 12 godzin,mialam ciezki porod,wody odeszly wczesniej,bolalo
      bardzo ale da sie wytrzymac.najgorsze to lezec plackiem bo dziecko gorzej
      wychodzi,jak bedziesz sobie spacerowac to "automatycznie" bedzie dzidzius
      schodzic w dol.do tej pory nie wiem kiedy dziecko przechodzilo przez kanal
      rodny.a co do wstydu przed personelem..przeciez oni tyle porodow odbieraja ze
      naprawde nie ma co sie nad tym zastanawiac.i jak dziecko wychodzi to juz nie
      boli,najwazniejsza jest glowa,potem to pestka...jak dadza ci dziecko w ramiona
      to juz sie o porodzie nie pamieta...hehe.pozdrawiam .acha i koniecznie wez kogos

      ze soba to pomaga!!ogolnie bylo zajebiscie.
      • ainer1 Droga Przyszla Mamo!!! 26.04.04, 11:05
        Czescsmile

        Tyle tu czytam postow z ktorymi sie nei zgadzam, ze postanowilam napisac kilka
        slow wiecej.
        Po pierwsze dokadnie sie przygotowywalam do ciazy i porodu - czytalam,
        chodzilismy do szkoly rodzenia. Nastawilam sie optymistycznie, ze ja dam rady i
        ze chce naturalnie a jak bedzie zle to wezme znieczulenie, ze chce z mezem i
        chce w wannie itp.
        A teraz po kolei - o 7:30 odeslzy mi wody (nie bolalo), bylam juz w spzitalu
        wiec pzreslzam na trakt porodowy zadowolona i usmiechnieta ze rodze sama a nie
        pod kroplowka z oksytocyny (mieli mi podac o 8mej ale im sie nie udalo bo pol
        nocy z piatku na sobote uprawialam spacerki po korytarzu zeby wywolac porod smilei
        w efekcie sama sie "zindukowalam" jak stwierdzil ordynator )

        od 7:30 zaczelam spacerowac niczym mlody Korzeniowski i nie pzrestawalam tylko
        na badanie ktg.
        o 9 mialam 1,5 cm, o 11 - 3 cm.
        Kazdy skurcz - mąż masowal moje ledzwie a ja czekalam "na gorszy bol" bo ten byl
        z plecow a nie z brzucha smile
        o 11 weszlam do wanny, skurcze co 4,3 i 2 minuty - kazdy skurcz - mąż mnei
        masuje i liczy czas i uspakaja.
        o 11:40 wychodze z wanny - pzrez glowe mknie mi mysl - a moze zzo?
        dzele sie nia z polozna a ona mi mowi, ze w ciagu 40 minut rozwarcie
        przeskoczylo z 3 cm do 7 cm!
        Acha! Czyli pzrezywam tzw kryzys 7 cm!
        Proponuja mi skakanie na pilce a w skurczu mąz oczywiscie masuje.
        Trzymam sie loza i skacze.
        Czy boli ? Tak, ale slysze i CZUJE ze zaraz sie to skonczy!
        12:00 zaczynam pzrec - w pozycji pollezacej
        Czy boli?
        Bardziej rozczarowywuje jak konczy sie skurcza dziecko nadal "tam",a przy
        parciu - tka ejstem zmobilizowana i tyle mam adrenaliny ze NIE CZUJE skurczu
        tylko bardzo ciezko pracuje.
        Bardziej bolala faza I kiedy bylo rozwierania.
        12:45 klada mi na brzuszku ponad 4 kg Piotrusia smile a ja.. sie dziwie ze to juz,
        bo NIE CZULAM pzrejscia pzrez kanal rodny!
        Usmiecham sie i jestem szczesliwa co widac na zdjeciach z porodu (moge podac
        link na priva )
        A pozniej mnie szyja (w znieczuleniu) co BYLO dla mnie najgorsze.
        Glownie dlatego,ze 100% sil dalam w czasie I iII fazy i na trzecia juz nie
        mialam sil a co dopiero na szycie.
        Tak wygladal moj porod - 5 godzin, bardzo duzy synek, naturalnie.
        Polecam porod z mężem, taki ktorym mozesz sama sterowac.

        Ja np caly czas bylam w ruchu i to mi pomagalo, ale kazdy ma swoja metode.
        Mysle, ze wazne jest zebys POCZULA ze to TY MASZ WPLYW NA SWOJ POROD - jak
        rodzisz, w jakiej pozycji co robisz - krzyczysz czy nie, biegasz czy nie,
        idziesz do WC czy nie itp.
        i JESZCZE JEDNO - O BOLU SIE SZYBKO ZAPOMINA.

        pozdrawiam cieplo i zycze udanego porodu!

        Renia z Piotrusiem
        • atlantis75 Re: Droga Przyszla Mamo!!! 26.04.04, 11:40
          ainer1 napisała:
          > Usmiecham sie i jestem szczesliwa co widac na zdjeciach z porodu (moge podac
          > link na priva )

          Renia, przyślij mi smile Jak zobaczę Twoją zadowoloną twarz, to może przestanę się tak
          bać...


          > A pozniej mnie szyja (w znieczuleniu) co BYLO dla mnie najgorsze.

          Dlaczego najgorsze? Bolało nawet przy znieczuleniu?


          > Tak wygladal moj porod - 5 godzin, bardzo duzy synek, naturalnie.
          > Polecam porod z mężem, taki ktorym mozesz sama sterowac.

          Rzeczywiście urodziłaś szybko i sprawnie. Podziwiam Cię za przytomność umysłu,
          doskonałą koncentrację i świadomość tego, co się działo smile))
          Pozdrawiam. Atlantis smile
          • asiaasia1 Re: Droga Przyszla Mamo!!! 26.04.04, 12:11
            hej smile
            Dla mnie najgorsze były tzw.bóle parte , ale mam to szczęście , że rodziłam
            bardzo szybko ( około 3 godziny -pierwszy i drugi poród -od pierwszych skurczy
            do samego końca smile
            Przy pierwszym porodzie zorientowałam sie , ze naprawdę rodzę,kiedy poczułam te
            tzw.bóle parte . Najśmieszniejsze ( mam na myśli śmiech przez łzy oczywiście smile
            jest to , że byłam wtedy w domu i siedziałam sobie w wannie i przez cały poród
            czekałam na ten rzekomy ból i jakby nie mogłam uwierzyć w to , ze już
            rodzę .Byłam tez w ciągłym kontakcie ze "swoją" położną .Powszechnie mówi
            się ,że 1. poród trwa raczej długo .
            Dopiero kiedy sprawca smile)) czyli tatuś moich dziewczynek , zobaczył wychodzący
            czubek główki , uwierzyłam ,że to ten "właściwy "poród , a nie jakieś bóle
            przepowiadające czy coś z tych rzeczy smile))
          • ainer1 do autorki wątku 26.04.04, 17:36
            Hej,
            wyslalam Ci na adres gazetowy smile

            powodzenia!

            Renia
    • jola.wie Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 13:44
      Odpowiadam wprost i bez kręcenia (bo dużo było na temat co dla kogo
      subiektywnie było najboleśniejsze, choć z wszystkich relacji wynika, że o
      bólach się zapomina, kiedy tylko zobaczy się dziecko, a koszmarne wspomnienia z
      szycia nie powstrzymują nikogo przed kolejnym potomstwem):
      Najgorsze w porodzie jest, kiedy pojawiają się komplikacje u ciebie albo u
      dziecka (łacznie z NAJGORSZYM), sama nie wiem, co gorsze, chyba jednak te
      komplikacje z dzieciątkiem, bo do tego, że cierpisz dokłada się jeszcze
      paniczny strach i bezsilność. Które to smutne zdarzenia większość z nas ominą.
      Oby wszystkie z nas ominęły!
      Całą resztę jesteśmy w stanie spokojnie znieść!
      • fasolka31 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 13:47
        Szczera prawda........Jolu.
        Rozmawiamy tu o bólu, słabym lub mocnym - ale najważniejszym jest zdrowie
        naszych małych dzieciątek i nas samych, a reszta minie jak by biczem strzelił.
        • atlantis75 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 14:01
          fasolka31 napisała:

          > Szczera prawda........Jolu.
          > Rozmawiamy tu o bólu, słabym lub mocnym - ale najważniejszym jest zdrowie
          > naszych małych dzieciątek i nas samych, a reszta minie jak by biczem strzelił.

          Przecież to, że pytam się o ból niewyklucza tego, że najważniejsze jest dla mnie
          zdrowie dziecka. I moje zdrowie też.
          • fasolka31 Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 14:09
            Oczywiście Alantis!
            Nie neguję naszej dyskusji, bo Ty i ja jej potrzebujemy jak i pewnie inne
            dziewczyny. Ale tak jakoś po wypowiedzi Joli zrozumiałam, ze wszystko minie, da
            się przeżyć - a najważniejsze jest nasze zdrowie i naszych dzieci.
            Tak nagle uzmysłowiłam sobie że nasze cierpienie jest mniej ważne, ważniejsze
            jest zdrowie naszych pociech, bo przypomniało mi się że jak rodziłam, rodziła
            też moja koleżanka i ja urodziłam zdrowe dziecko po ciężkim porodzie, a ona
            niestety chore nieodwarcalnie po cesarce (oczywiście to niczego nie przesądza) -
            tak mi się jakoś skojarzyło teraz to wydarzenie.
    • mabrulki Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 14:55
      cześć.
      Przepraszam jeśli powtórzę coś,co już zostało powiedziane-troszkę się spieszę i
      nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi.Nie tyle chcę napisać co było
      najgorsze,ile o rzeczach,na które być może nie jesteś przygotowana ,nie wiesz o
      nich.
      1.Badanie rozwarcia w początkowej fazie(gdzieś do 7 cm)było dla mnie bolesne i
      nieprzyjemne.W dalszej fazie już nie.
      2.Zakładają ci wenflon.
      3.Bądz przygotowana że możesz zrobić kupkę lub siusiu-położne są do tego
      przyzwyczajone i sprawnie zmieniają ci podkład na którym leżysz.Ja zrobiłam
      kupkę ale siusiu nie,a że miałam pełny pęcherz musieli mnie scewnikować bo
      przeszkadzał dziecku.
      4.Pocieszam że mnie szycie nie bolało i w ogóle nie czułam go-gawędziłam z
      lekarzem.
      5.Jeśli poród rozpocznie się odejściem wód płodowych i jeszcze przez jakiś czas
      nie zaczną się skurcze to będziesz musiała leżeć.
      6.Dla mnie dużym wyzwaniem było parcie.Jest to duży wysiłek fizyczny,ból
      schodzi na dalszy plan.Trzeba prawidłowo oddychać-personel pokaże ci jak.Jest
      to jednak dość trudne.Ja się skarżyłam:"Nie umiem!",ale położna odp.:"Nikt nie
      umie,nie ma okazji żeby się nauczyć.Ale trzeba!"
      Życzę szybkiego i pomyślnego rozwiązania!
      • mabrulki Re: Co jest najgorsze w porodzie? 26.04.04, 21:47
        Aha!I podczas parcia podobno dobrze jest zamknąć oczy (mi mąż musiał
        przypominać)bo mogą popękać z wysiłku żyłki.
    • umargos Re: Co jest najgorsze w porodzie? 27.04.04, 02:13
      Ja poród wspominam dobrze, pomimo bólu. Fakt, że pozwoliłam sobie na medyczne
      wspomaganie. Najpierw oksytocyna, bo po 12 h bólu, nieważne, że nie aż tak
      regularne ani częste, ale też nie rzadziej niż co 15 minut przez całą noc,
      której nie przespałam w związku z tym (w szpitalu okazało się że rozwarcie jest
      na palec). Po godzinie nie było znacząco lepiej więc mnie podłączyli do
      kroplówki i poszło tzw. piorunem. Po godzinie z minutami było 7 cm, prawie by
      się spóźnili ze znieczuleniem, a ja już właściwie miałam dość. Znieczulenie
      złagodziło ból, ale nie zniwelowało...bolało dalej. Z tej fazy porodu, przed
      podaniem znieczulenia, najgorzej wspominam badania w fazie rozwierania...raz
      nie pozwoliłam położnej (ona nie dała rady, bo tak się wyrywałam i ten jeden
      raz "wydarłam się" w czasie porodu) więc poszła po lekarkę, której się udało.
      II faza też przyjemna nie była, zwłaszcza, że dziecko coś wyjść nie chciało,
      potem sie okazało, że okręcone w pasie pępowiną i to je blokowało, główka
      wychodziła i chowała się z powrotem (tak z pięć razy). W innym wypadku obyłoby
      się prawdopodobnie bez nacięcia, a tak nacięli i to dość mocno, więc po
      porodzie szycie trwało dłuuugo, choć dostałam drugą dawkę znieczulenia bolało
      mnie bardzo. Ale było, minęło :o))))))) Tylko potem nijak nie byłam w stanie
      karmić na leżąco, bo nie byłam w stanie zmienić pozycji jak dziecko ją trochę
      zmieniało, ani rzecz jasna na siedząco. Nawet przymierzałam się do karmienia na
      stojąco...dziecko na stosie książek na stole :o))) Ale niestety za długo jadła
      więc w końcu udało się wykombinowac półleżącą pozę, w ktrórej wytrzymywałam te
      dwie godziny z przerwami na jedno karmienie, zwłaszcza, że po jedzeniu spała 3-
      5 godzin. Mam nadzieję, że przy drugim porodzie obejdzie się bez oksytocyny i
      nacinania (aż takiego) :o))))
      Pozdrawiam i życzę lekkiego porodu
      Ula
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka