Dodaj do ulubionych

Coraz bliżej ....

22.05.04, 18:10
Wielkimi krokami zbliża się mój termin porodu. Zastanawiam się jak TO się
zacznie : czy w nocy, czy mąż będzie w tym czasie w domu, czy będę czuła
skurcze, czy odejdą wody itd.... - jak poznam że się zaczęło.
Napiszcie o swoich doświadczeniach, wrażeniach, przygodach związanych z
rozpoczęciem akcji.
Pozdrawiam
Marta + 38 tyg. Oleńka
Obserwuj wątek
    • jola.wie Re: Coraz bliżej .... 23.05.04, 11:19
      czemu nikt nie chce się dzielić wink)?

      1. Ostatnią moją myślą tamtego wieczora było: "Boże jaka jestem zmęczona!
      Dzisiaj się wyśpię, niech mnie ktos spróbuje obudzić!" Sen skończył się o 2.00,
      obudziłam się w kałuży wód i, idiotka, poleciałam do szpitala....(mogłam
      poczekac choć te parę godzin, wody były czyste, ale człowiek się przejmował,
      pierwsze /i jedyne miało być/ dziecko...). Załuję, bo w szpitalu nie nastąpiły
      żadne skurcze, kazali spać, ale śpij tu na porodówce, rano dali oksytocynę.
      Brr..

      2. "Uroczy" pan doktor zrobił na wizycie masaż szyjki (kontrowersyjny i
      bolesny), a ja z nie tymi skurczami (choć były reguarne i nieprzyjemne)
      zgłosiłam się do szpitala, gdzie naturalnie mnie przyjęli, a co! I....
      podłączyli do kroplówki z oksytocyną.... ech! Żałuję....

      3. Teraz (o ile nie będzie tzw. "planowanej cesarki", co się okaże w
      poniedziałek) NA PEWNO w szpitalu się za wcześnie nie zjawię!!!!!! Będę czekac
      na te "właściwe skurcze", a jak starczy mi nerwów, to nawet do odejścia wód.
      Czuję że to już niedługo, skurcze "przepowiadające" stają się nieprzyjemne,
      czuję takie palenie w krzyżu i pobolewanie brzucha...(miesiączka.... kiedy to
      było?wink) czekać tylko aż staną się naprawdę mocne i regularne. Chyba tylko
      krwawienie zapędziło by mnie tym razem natychmiast do szpitala. Tfu, tfu...

      Doświadczeni mówią, że lubi się zacząć wieczorem lub w nocy i najwięcej dzieci
      rodzi się w czasie pełni księżyca (idę sprawdzić w kalendarzu wink)
      A jak Ty bys chciała?
      • beciaw77 Do jola.wie;-) 23.05.04, 11:28
        Jolu miło Cie znów "spotkać" i poczytaćwink)! Mam do Ciebie -jako doświadczonej
        rodzicielkiwink)-pytanie! Otóz piszesz;" Czuję że to już niedługo,
        skurcze "przepowiadające" stają się nieprzyjemne,
        > czuję takie palenie w krzyżu i pobolewanie brzucha...(miesiączka.... kiedy to
        > było?wink) czekać tylko aż staną się naprawdę mocne i regularne. " i stąd moje
        pytanie- mam od kilku dni a własciwie nocy, bo tylko wtedy tak bardzo boli-
        silne skurcze przepowiadające które trwają ok.kilku minut i zanikają (to jest
        dwa góra trzy skurcze o natęzeniu 3-4 razy mocniejszym niż ból przy okresie
        umiejscowione sa tylko w dole brzucha)Czy to oznacza że TO juz niebawem? Jestem
        przerażona coraz bradziej wizją porodu...
        Też mimo braku doświadczenia postanowiłam się nie spieszyć nawet gdy odejdą mi
        wody-o ile będą "czyste" i bez krwi... mam nadzieję że nie spanikuje i nie
        wyląduje na porodówce na kilka godzin przed! Marzeniem jest przyjechać z 7cm
        rozwarciem i urodzić w 2-3 godziny! Marzeniem... ponoć że te czase się
        spełniają....
        Pozdrawiam!
        Becia (2.06.)
        • werata do beci 23.05.04, 16:29
          Ja też bym chciała, jak Ty, becia...
          Zanierzam twardo być w domku maksymalnie długo...ale zobaczymy. Harda jestem,
          bo nie wiem, o czym piszę, bo to pierwszy raz wink
          Umówiłam się z połozną, ze bedę jej relacjonować telefonicznie, co sie dzieje i
          ona zdecyduje, kiedy bedzie to "JUŻ"...

          zaczęłam właśnie 39tc, a skurczy zadnych na razie...
          Pa kobietki!!!
        • meg1976 Re: Do jola.wie;-) 23.05.04, 17:21
          Moje skurcze przepowiadające wyglądają identycznie, tzn od przedwczoraj w nocy
          są b.bolesne, ok. 3 w ciągu całej nocy z bólem podbrzusza i dziwnym uczuciem w
          okolicy krzyżowej, trwają tyle co zwykle czyli kilkanascie sekund i zanikają, w
          ciagu dnia tylko zwyczajne czyli niebolesne.Jest ich dużo ale ja mam te skurcze
          od 20 tyg. ciąży, szyjka zawsze ok. wiec żadnych leków na nie nigdy nie bralam,
          ale teraz chyba rzeczywiscie są oznaką zbilżającego sie porodu. Jutro idę do
          szpitala na planową cesarkę, mam nadzieję, ze prześpię jeszcze tę ostatnią noc
          i nie bedzie żadnej niespodziewanej akcji.
          Żeby juz było jutro...please, Maluszku posiedź jeszcze troszkę w brzuszkusmile
          Pozdrawiam wszystkie Mamunie,
          Meg i Synuś (chyba).
        • jola.wie becia 24.05.04, 09:11
          No te skurcze własnie dlatego są przepowiadające, że wygasają, te "właściwe"
          już nie wygasają, tylko przybierają na sile i częstotliwości. I tego własnie
          chciałabym zaznać, bo jak do tej pory to te moje "akcje porodowe" gasły w
          szpitalu (chyba ze stresu).
          Pęknięcia pęcherza chciałabym tez zaznac jak najpóźniej, bo wtedy jest
          najbardziej korzystnie (gdzies ok. 7 cm, bo dalej to już ponoć idzie piorunem
          jak wtedy wody odchodzą). Ja się zaczyna od pęknięcia, to akcja może nastąpić,
          ale nie musi (o czym świadczą niektóre też tu relacje). Wody mogą być co
          najwyżej zielone, krwawienie to łożysko przodujące albo odklejające się (co
          daje też objaw w postaci silnego bólu brzucha, ale takiego innego niż skurcz -
          opowiadała mi koleżanka) - ale to lekarz "wypatrzy" na usg przed porodem,
          dlatego warto raz w tyg do lekarza iść. A jak wody czyste to jest jeszcze 12
          godz czasu.
          Można te skurcze "sprawdzić": to znaczy można je albo "rozchodzić" czyli od ich
          pojawienia się pozostać w ruchu, jak się przez to rozkręcą, to rodzimy! albo
          trzeba wejść pod ciepły prysznic: "przepowiadające" wtedy przejdą, a jeśli to
          te "własciwe" to się nasilą i rodzimy! (w związku z powyższym przeleżałam cały
          weekend, bo się dzisiaj wybieram do szpitala na ostatnie badanie usg i okaże
          się czy nie ma czasem wskazań do cc. Jak nie - czekam na "widły w krzyżu" (bo
          mam dziwne przeczucie, że bezbolesne to to nie będzie...)
    • martelia Re: Coraz bliżej .... 23.05.04, 11:47
      No cóż, ja nie czuję żadnych skurczy przepowiadających.
      Faktem jest, że od dwóch dni nie robiłabym nic innego tylko spała.
      Marzy mi sie poród w 2-3 godz. i wyobrażam sobie, że "łapią" mnie silne
      skurcze, których nie pomylę z niczym innym, zabieram męża i torbę ( której
      jeszcze nie spakowałam ), jedziemy do szpitala i za chwilę po wszystkim smile.
      Termin wg OM 04.06, wg ostatniego USG 29.05.
      Już nie mogę się doczekać.

      Dziewczyny piszcie !!!!
    • aprze Re: Coraz bliżej .... 23.05.04, 17:45
      Słyszałam, że jak odejdą wody płodowe to dziecko ma 12 godzin aby się urodzić bo w przeciwnym razie robią cc. Przy pierwszy porodzie w nocy odeszły mi wody płodowe pojechałam do szpitala całą noc przespałam i dopiero rano dostałam coś no poród
      Pozdrawiam, Agnieszka
    • aleksandraantek Re: Coraz bliżej .... 23.05.04, 17:50
      Cześć dziewczyny!!!
      Ja co prawda już jestem po smile ale też się dopisze! Ja nie miałam większego
      problemu bo byłam pod bardzo dużą "opieką" szpitala (leżałam an patologii 4
      dni). Kiedy w końcu zdecydowali się wywoływać poród (w 38tc)to się trochę
      denerwowałam i badająca mnie lekarka rozpulchniła szyjkę i coś jeszcze zrobiła
      żeby jak powiedziała "szybciej poszło"! Poszło tak że o 24 pękł pęcherz płodowy
      o 7 rano podłączyli mnie do oksydocyny bo skurcze były słabe do 18 miałam
      rozwarcie 6 cm i dziecku zeszła głowa i usiłował się przez te 6 cm przecisnąć!
      Efekt 18.00 decyzja o cesarce i podany antybiotyk żeby nie było zakażenia!!! O
      18.30 urodził się mój synek 3700g, 56cm i 10 pkt.
      Napisałam to żeby Wam pokazać że to odejście wód (bez skurczy) to wcale nie
      jest taka fajna sprawa - gdybym była w domu to pewnie twardo czekała bym na
      skurcze co mogło by się nie za ciekawie skończyć!!!
      Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na informacje o ślicznych zdrowiutkich nie
      dających mamom spać maleństwach!!!!!!!!
      Ola od Antka (3 m-ce i 18dni)
    • kasiaba1 Re: Coraz bliżej .... 23.05.04, 22:33
      Przede wszystkim myślę że TO zaczyna się za każdym razem inaczejsmile
      A u mnie było tak:
      Pierwsze dziecko, pięć dni po terminie, ja na "strategicznej" pozycji na
      Patologiinie dzieje się nic... w nocy łapią mnie jakieś słabiutkie skurcze,
      patrzę na zegarek- nieregularne, mówię pielęgniarce, ona mi że jak będą co 5
      min. i regularne to mam przyjść, zbada mnie, jest 12 w nocy, więc idę spać,
      tylko najpierw siku... wychodzę z ubikacji i chluuuuuuup, kałuża, dzwonię po tą
      samą pielęgniarkę i próbuję przekonać że mi właśnie wody odeszły, po 5 min.
      badań (we dwie, a jak!) stwierdzają że faktycznie coś ze mnie chlupie, ale
      się "nie bada", więc papiery do łapki i na porodówke. Nie mogłam się doczekać,
      a teraz umieram ze strachu! Podłączają KTG, dzwonię po męża. Do 8 rano skurcze
      narastają dośc słabo, rozwarcie na 1,5 palca, więc o 8 oksytocyna, rozkręcają
      się skurcze, najpierw odczuwam je jakby ktoś zaciskał mi wokół brzucha pas,
      potem stopniowo robi się coraz gorzej, ku mojemu zdziwieniu- nie boli mnie
      brzuch! za to w plecy ktoś mi wbija nóz i jeszcze nim kręci na dodatek, potem
      jeszcze masaż opornej szyjki- brrrrrr, najgorszemu wrogowi nie życzę i o 13
      jest pełne rozwarcie!, tylko że mała przez ten cały czas wcale nie wstawia
      główki, więc jest rozwarcie, przyyyyyyyyj, przyyyj, przyyyyyyyj, ja prę jak
      uczyli w Szkole Rodzenia i...nic. Cesarka w znieczuleniu ogólnym, Mała
      zdrowiutka i ślicznasmile Niestety ja w miednicy malutka, a ona duża, nie wstawiła
      się i już, po tym wszystkim każdy mnie pytał- a nie mogli wcześniej tego
      stwierdzić? A ja jestem szczęśliwa że tak się stało, wcale nie z wrodzonego
      masochizmu, ale nie muszę do końca zycia kombinować że może bym jednak urodziła.

      Za drugim razem (rok i 4 miesiące później poszło łatwiej, wody odeszły mi jak
      spałam, oczywiscie na Patologii, dalej identycznie jak za pierwszym razemsmile-
      cóz te same pielęgniarkismile, na porodówce mam jakieś słabe skurczyki, które
      zamiast narastac wygasająsad z jednej strony to mi całkiem fajnie, z drugiej
      wiem ze jak nie będzie skurczów to to jeszcze potrwa, rzychodzi lekarz, bada
      mnie, mówi że cięcie, mój mąż ziewa, bo mysli że jak za pierwszym razem to
      będzie dłuuuuuugo, a tu.. niespodzianka, akcja błyskawiczna, do dzis nie wiem
      co podpadło lekarzowi, napisali Małemu w książeczce: "wskazania do cc: ryzyko
      pekniecia macicy, makrosomia" to drugie oznacza że "duży dzieciak" jak wyraziły
      się panie pielęgniarki od noworodkówsmile Miał ważyć jak siostra (4100) a ważył
      4550, drugie cięcie było w zzo widziałam Małego od razu i tego nigdy nie
      zapomnę!

      Postraszyłam, to opiszę historię mojej znajomej - dla kontrastusmile
      Za pierwszym razem zdecydowali sie pojechać do szpitala, skurcze były dość
      regularne, ale podobno wcale nie silne, takie " do przeżycia", w
      szpitalu: "jest pełne rozwarcie- biegiem!" po 25 minutach pobytu w szpitaliku
      urodziła się córeczka( dobrze że zdążyli smile)
      Za drugim razem- opis skrócony: nie nacinali mnie bo po co, mąż nie wchodził na
      porodówkę bo poprzednio nawet dobrze nie wszedł już urodziłam, kiedy położna mi
      powiedziała że jest głowka to jej nie uwierzyłam bo za pierwszym razem
      przynajmniej coś poczułam, a za drugim nie!!!
      Życzę wam takich łatwych porodów, które nie zdarzają się wbrew pozorom tak
      rzadkosmile
      Serdecznie pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka