Właśnie wróciłam z wizyty u mojej ginki, gdzie uslyszalam ze poród wg niej to
kwetia 5 maks 10 najblizszych godzin.
Całą noc miałam skurcze (nieregularne) plus koszmarny ból w plecach, ale czop
ani wody mi nie odeszly. Dodam ze pewnie bylo to wynikiem rycynki. Rano
obudzilam sie z bólem brzucha jak na miesiączkę ale już bez skurczy
Jestem teraz w 38 tygodniu, fenoterol odstawilam w zeszly wtorek, szyjka się
skróciła już maksymalnie i ginka mówi zeby jechac do szpitala, bo rodzę
Ale co ja im tam powiem, skoro teraz nawet skurczy za bardzo nie odczuwam?
Aha jedyny objaw jaki mnie niepokoi to plamienie jasną krwią po badaniu, ale
to chyba akurat jest normalne.
No i co ja mam zrobić - jechać już czy czekać na porządne regularne skurcze?
Bo w planach mam jeszcze ostatni w sesji egzamin za 2 godziny

Poradźcie, miała któraś podobnie???