Nie wiem jak sobie poradzić z obecną sytuacją. Jestem dzień przed wyznaczonym terminem porodu (suwaczek myli się o 1 dzień- termin 5.09) i nie daje już rady psychicznie.
Miałam kilka problemów podczas ciąży- m.in. skracającą i rozszerzającą się szyjkę (w 30 tc 23 mm), więc wszyscy lekarze straszyli mnie przedwczesnym rozwiązaniem. Musiałam leżeć, brałam luteinę, magnez itd., później musiałam się oszczędzać, ale zniosłam to jakoś.
Nastawiłam się psychicznie, że poród może zdarzyć się dużo wcześniej, jednak tak się nie zdarzyło. Wszystko jest już dawno przygotowane- łóżeczko, meble, spakowana torba do szpitala. Ostatnią wizytę u lekarza miałam 30 sierpnia i kolejne nie są przewidziane. Dostałam wtedy skierowanie do szpitala na patologię ciąży na 12 września- tydzień po terminie, mam się zgłosić jakby nic się nie działo. Myślę, że osiwieję do tego czasu.. Brzuch jest cały czas wysoko, nie mam skurczów.. Synek wykazuje dużą aktywność, szczególnie wieczorami, jednak ja cały czas sobie wmawiam, że coś jest nie tak.. Boję się, że pod prysznicem nie zobaczę odchodzących wód np.
Jak sobie pomóc? Czy nie powinnam mieć jakiejś kontroli w dniu przewidzianego terminu? 12 września w obecnej sytuacji wydaje mi się bardzo odległy.. Pomóżcie..