rhapsodia34
25.09.13, 08:48
Witam, pomóżcie - chyba liczę na to, że ktoś zmieni mój sposób myślenia, bo nie umiem dojść z mężem do kompromisu. Mąż oświadczył mi, że idzie na parapetówę do kumpla. Będzie tam mnóstwo jego i moich starych znajomych, a tak się też składa, że wśród nich znajdą się tez dziewczyny, z którymi coś go kiedyś łączyło. Pytam, czy mogę też iść, usłyszałam ,że nie mogę. Powód - bo są tam ludzie, którzy palą. Mówi, że chce tam wpaść symbolicznie - 2 h i do domu. Pytam zatem, czy nie możemy grzecznie poprosić żeby przez tą chwilę palili w oknie. - "Nie mogę". Mówi, że chodzi mu o kumpla, żeby nie zrobić mu przykrości - pytam, to może pojdziemy w inny dzień, kulturalnie z jakimś winkiem i posiedzimy w czwórkę (mieszkanie kupił z swoją dziewczyną). Wrzask, krzyk, że jestem nienormalna, że on już nigdy nigdzie nie wyjdzie, że ma to wszystko gdzieś. Zupełnie tego nie rozumiem. Zeby była jasność, nie trzymam go w domu - chodzi gdzie chce, na piwo z kumplami, na mecze, ryby, grzyby, itp itd. Ja raczej siedzę ciągle w domu z dzieckiem (mamy 5 letnią córkę). Nigdzie nie chodzimy razem. Przed ciążą też tak było. Albo idzie sam, albo udaje, że nikt go nigdzie nie zaprasza. Powinnam po prostu mówić "fajnie, baw się dobrze" i tyle? Jest mi przykro, chciałabym, żeby ten związek jednak jakoś inaczej wyglądał. Faktem jest, że za bardzo mu nie ufam, ale myślę, że jak ktoś jest w porządku to nie ma problemu z tym, żeby wyjść gdzieś z żoną i raczej, skoro na piwo wychodzi kiedy chce nie powinnien mieć problemu z tym, żeby w inne miejsca wychodzić ze mną. Nie wiem już czy jestem zaborcza i chora czy rzeczywiście zachowuje się nie w porządku? Jak wy to widzicie, jak to jest u was?