Narodziny bez przemocy

26.08.04, 21:11
Kiedyś czytałam tą książkę "Narodziny bez przemocy" Leboyer'a. Wywarła na
mnie niezapomniane wrażenie. Żałuję że mój poród nie był taki jak on opisuje -
bez przemocy, choć z bólem, łagodnie, w ciszy i spokoju. Poniżej zacytuję co
Leboyer napisał o odczuciach rodzącego się dziecka. czy czasem o tym
myslicie? O tym co czuje rodzący się człowiek?

Narodziny bez przemocy



Prolog
"Tym, co sprawia, że narodziny są tak pełne grozy,
jest nie tyle ból, ile strach. [...]
Powiada się, sądzi się, że noworodek nic nie czuje.
Czuje wszystko!
Wszystko, totalnie i to bez żadnego filtru, bez dokonywania
wyboru, bez rozróżniania.
Narodziny to burza, to huragan.
A dziecko jest rozbitkiem,
jest pochłonięte, ogarnięte gwałtownym przypływem doznań,
których nie potrafi sobie przyswoić.
Naszą zbrodnią jest niewiedza o tym, że zmysły noworodku
funkcjonują, i o ich delikatności i wrażliwości."

Wzrok
"Noworodek jest ślepcem? Otwórzmy wreszcie oczy! [...]
Jeśli chciano naznaczyć dziecko piętnem cierpienia,
przemocy, [...] trudno znaleźć lepszy sposób jak skierowanie
nań oślepiającego światła."

Słuch
"Czy dziecko jest głuche?
Tak jak i ślepe. [...]
Tyle dźwięków poznało przebywając w ciele matki!
[...] urzekający rytm: serce. I jeszcze jeden rytm [...]
szlachetniejszy, [...] rozkołysane morze, czasem burza:
»jej« oddech. A dalej słowo, »jej« głos,
ten głos jedyny przez swoje brzmienie, intonację, nastroje.
[...] Dziecko zna głos swojego ojca na długo przedtem,
nim tego ojca pozna. [...]
Komu przychodzi do głowy, żeby mówić cicho w sali
porodowej?"

Oddech
"[...] palące powietrze w płucach. [...]
Z ust wyrywa się krzyk! Ten pierwszy wrzask oznacza: NIE!
[...] to totalna, namiętna rewolta przeciwko temu,
czym właśnie jest życie!"

Rozstanie
"Wypędza się mnie!
Przecież... kochałaś mnie, a jednak zgniatasz, spychasz. [...]
Chcesz, bym skoczył w tę przepaść, w tę nicość!
Dziecko walczy, ile tylko ma sił.
Zostać tu, uniknąć konieczności skoczenia...
Wszystko, byle nie ta otchłań".

Przygotowanie
"»Jak przygotować dziecko?« [...]
Nie dziecko trzeba przygotować, lecz nas.
»Nasze« oczy trzeba otworzyć.
»Nasze« zaślepienie musi ustąpić.
Wystarczy odrobina rozeznania,
by wszystko okazało się proste."

Jak przemawiać?
"Trzeba przemawiać do tego dziecka jego językiem.
Trzeba przemawiać tym uniwersalnym językiem,
który jest w użyciu wszędzie, który nie potrzebuje słów,
który jest zrozumiały w każdym wieku
i który nazywa się: miłość.
[...] Trzeba przemawiać doń tak, jak przemawiają do siebie
zakochani.
A cóż mówią sobie zakochani?
Nie mówią, dotykają się.
Gaszą światło. Albo po prostu zamykają oczy. [...]
Mówią ich dłonie, rozumieją się ich ciała.
Tak. tak właśnie należy przemawiać do noworodka,
lekkimi dłońmi,
ale uważnymi, ale kochającymi,
dłońmi, które poruszają się powolutku,
w rytmie »jego« oddechu.
Nie spieszmy się!
Posuwając się krok za krokiem, zmysł za zmysłem."

Powolność
"Bez tego wewnętrznego spokoju nie ma co oczekiwać sukcesu.
Nie zdoła się uzyskać porozumienia z noworodkiem.
Zaakceptować tę powolność, spowodować, by przeniknęła nas,
by¶my zaczęli żyć w wolniejszym rytmie - oto jeszcze jedno
czekające nas ćwiczenie, oto coś, co również wymaga
przygotowania."

Ułożenie
"Oto pojawia się! Wychodzi... Najpierw głowa. Potem
ramiona, którym pomagamy wydostać się, wsuwając palce
pod pachy. Podtrzymując w ten sposób dziecko pod ramiona,
unosimy je, jakbyśmy wydobywali ze studni. [...] I natychmiast
kładziemy je na brzuchu matki.
Jakież miejsce stosowniejsze byłoby dla przywitania dziecka?
Brzuch kobiety ma dokładnie kształt i wymiar noworodka.
Jeszcze przed chwilą uwypuklony, teraz zapadł się,
jakby gotowy na przyjęcie, niby gniazdo."

Przeciwieństwa
"Dziecko przed wejściem w świat żyło w jedności.
Nie dokonywało żadnego rozróżnienia między światem a sobą
samym, ponieważ to wszystko, co było na zewnątrz, i to,
co było w środku, stanowiło jedno. Dziecko nie wiedziało
o sprzecznościach. Na przykład nie wiedziało nic o chłodzie
[...] który jest przeciwieństwem ciepła. [...]
Wchodząc w świat, noworodek zanurza się nagle w świat
przeciwieństw, gdzie wszystko jest dobre albo złe, przyjemne
lub nieprzyjemne, miłe lub niemiłe, suche lub mokre...
[...] Dziecko wkracza do królestwa przeciwieństw poprzez
oddychanie. Kiedy po raz pierwszy robi wdech, przekracza
pewien próg. Oto już go przekroczyło. [...] Zaczęła się ta
nie kończąca się oscylacja. [...] gdzie wszystko jest [...]
oddychaniem, ruchem wahadłowym, gdzie wszystko wiecznie rodzi
się ze swego przeciwieństwa, dzień z nocy, lato z zimy,
bogactwo z nędzy, siła z pokory..."

Oddychanie

"Oddychać to być zestrojonym ze światem, w zgodzie z powszechnym
i odwiecznym pulsowaniem. Prościej, to nabierać tlenu i pozbywać
się odpadów, przede wszystkim dwutlenku węgla. [...] Tak więc krew
napływa do płuc. ciemna, wyzbyta tlenu, ciężka od odpadów, [...]
które czynią ją starą, bez sił. umierającą. Zrzuci swoją starość,
zyska ładunek energii, młodości. Przeobrażona wskutek tego
zetknięcia ze Ľródłem wiecznej młodości rusza z powrotem,
żywa, bogata i czerwona."

Odłączenie
"Dziecko [...] po wyjściu z łona matki jest z nią jeszcze
złączone przez pępowinę, która w dalszym ciągu pulsuje mocno
przez długie minuty. [...] Zaopatrywane w tlen przez pępowinę,
zabezpieczone przed niedotlenieniem dziecko może bezpiecznie
i bez wstrząsu uruchomić w pełni oddychanie, w swoim rytmie,
bez pośpiechu. Poza tym krew ma dość czasu, żeby porzucić
dawną drogę (która wiodła ją do łożyska) i stopniowo przystąpić
do obiegu płucnego. W tym czasie zamyka się ujście w sercu:
stara droga zostaje odcięta... W sumie przez cztery minuty
lub pięć noworodek tkwi jedną nogą w każdym ze światów.
Z dwóch stron zaopatrywany w tlen. przechodzi od jednego
sposobu do drugiego stopniowo, bez brutalności.
I prawie nie słyszy się. by krzyczał.
Czego trzeba było, żeby miał miejsce ten cud? Odrobiny
cierpliwości. Tego, by niczego nie naglić. Umieć czekać.
Umieć dać dziecku czas na zainstalowanie się. [...]
Natychmiastowe przecięcie pępowiny to brutalne pozbawienie
mózgu dopływu tlenu. A na to cała istota reaguje ze
znaną gwałtownością: paniką, szaleńczym miotaniem się,
rozdzierającymi, przerażającymi wrzaskami. [...]
Przeciwko tej agresji uruchamia się cały system obronny.
[...] Stworzyliśmy odruch warunkowy, jeden z tych
»więzów«, których siłę wykazał Pawłów:
na zawsze połączyliśmy »oddychanie i agresję«.
[...] Skojarzyliśmy w sposób nierozerwalny oddychanie
i śmierć, życie i trwogę."

Poród łagodny
"Jakże odmienne, jakże łagodne jest wejście w życie,
jeśli uszanuje się pępowinę. Mózg ani na chwilę nie
jest pozbawiony tlenu. [...] Otrzymuje go z dwóch Ľródeł.
Skoro nie ma agresji, po co miałby zostać uruchomiony
system alarmowy? Żadnego stresu. A zatem ani śladu paniki.
Harmonijne, stopniowe przejście z jednego świata do drugiego.
[...] Dziecko, zaopatrywane w tlen przez pępowinę,
nie śpieszy się, sprawia sobie taki tylko ból w płucach,
jaki jest w stanie znieść. Ustaje, zaczyna na nowo.
Przyzwyczaja się, zaczyna oddychać głęboko. I wkrótce
czerpie przyjemność z tego. co najpierw tak okrutnie je
zraniło. Wkrótce oddech jest pełny głęboki, swobodny, radosny."

Radość wejścia
"Dziecko, czerpiąc przyjemność z przeżywanego doświadczenia,
rozsmakowując się w jego nowości, bez trudu zapomina o świecie,
który porzuciło. Żadnego spojrzenia wstecz, żadnego żalu.
Wchodzi w życie tak, jak człowiek wstaje z dobrego,
cudownego snu, nie zaś po śnie pełnym koszmarów."

Epilog
"Jakże długą drogę już przebyliśmy. Wyszliśmy z wód,
postawiliśmy stopę na lądzie stałym. [...]
Niesie nas ziemia. Jakież zdziwienie!
Niesie, ale również trzyma. Jacy jesteśmy ciężcy!
Trzeba pełzać.
    • ramota Re: Narodziny bez przemocy 27.08.04, 21:20
      Chciałabym aby mój poród był właśnie taki......
      • reszka2 Re: Narodziny bez przemocy 27.08.04, 21:58
        Mnie się nie udało, niestety. Już samo przyjęcie pozycji dogodnej dla mnie było
        poza zasięgiem pojmowania, a pewnie i umiejętności personelu.
        czy gdzieś w Polsce lub okolicach wink praktykuje sie porody wg Leboyere'a?
        • mamalina Re: Narodziny bez przemocy 27.08.04, 22:01
          Nie wiem, jaki nasz był - poród, po prostu poród; chodziliśmy do szkoły
          rodzenia, gdzie nacisk kładziono na to, żeby się zbytnio nie nastawiać na
          cokolwiek - że musi być to czy tamto. Więc zdaliśmy się na los i doświadczenie
          położnej, która nam bardzo pomogła.
    • mamalina Re: Narodziny bez przemocy 27.08.04, 21:58
      Nasz poród był chyba taki: spokój, cisza, ciemność.
      W małym pokoiku tylko ja, brzuch, mąż i położna.

      Przyciemnione światło, cicho grające radio (chyba, nie jestem pewna radia).
      Siedziałam w wodzie, ile się dało, popijając herbatę i wodę. Mąż rozmawiał z
      położną o nartach - ja nie miałam chęci na gadanie. Jak wyszłam z wody, skurcz
      dogiął mnie do ziemi i chlusnęły wody; potem na łóżko i rodziłam jakoś tak leżąc
      bokiem i zginając kolano do siebie (jak to trudno sensownie opisać...).
      Po 15 minutach parcia przyszła na świat Ala: miała taką spłaszczoną główkę...
      Choć jestem twarda, powiedziałam "Jaka piękna" - z czego mąż się do dziś śmieje.
      (Dopiero za którymś oglądaniem pierwszych zdjęć, zauważyłam, że była zapuchnięta
      itd.)

      Niestety, trzeba było szybko ciąć pępowinę, bo miała ją dookoła szyi 2x.
      Potem leżała na mnie 40 minut, zasłaniając mi widok na szyjące mnie położne
      (przyszła jeszcze jesna do pomocy).

      Alina wcale nie płakała, oddychała spokojnie, śmiesznie sapiąc (wody płodowe w
      nosie). Troszkę possała, przyglądaliśmy się sobie we trójkę, nie wierząc, że to już.

      Potem ją pomierzyli, ocenili, ubrali - położna z mężem; ja byłam słaba i
      koszmarnie głodna. Zjadłam większość z kanapek, które zabraliśmy dla męża.

      Teraz Ala ma już ponad półtora roku; chodzi, biega, dużo gada. Dorosłe dziecko.

      Mam nadzieję, że będę jeszcze miała kiedyś tak miły poród.

      Pozdrawiam i trzymam kciuki za Wasze P.

      Maria z Alinką (15.12.02)
    • sonnja1 Jak dla mnie przerost formy nad trescia 28.08.04, 14:19
      I takie ckliwe...brrrrr
      • aaania Re: Jak dla mnie przerost formy nad trescia 28.08.04, 15:53
        a ja bardzo dziękuję Reszce2 za umieszcenie tekstu tutaj.
        • majteczkii Re: Jak dla mnie przerost formy nad trescia 28.08.04, 16:49
          Piękne, nawet nie jestem w ciąży a się wzruszyłam. Trzeba się liczyć z kazdym
          czlowiekiem, nawet takim malutkim. Jestem za!
      • reszka2 Re: Jak dla mnie przerost formy nad trescia 28.08.04, 20:10
        Forma formą, do mnie nie przemawia poezja "jedności ze światem" - dla mnie
        liczą się konkrety. A konkrety są proste - noworodek lubi sie rodzić w ciszy,
        ciemności, spokoju i wlasnym tempem. Reszta to ubranie.
        Czy tylko rzeczona ckliwość zwróciła twoją uwagę?
        • malusia83 Re: Jak dla mnie przerost formy nad trescia 28.08.04, 20:35
          byc moze jest to zbyt ckliwe...byc moze jest to przerost formy nad
          trescia...ale mi sie podoba. Poród jest magiczny, jest niezapomniany i kazda
          matka czytajac cos takiego moze poczuc sie jeszcze bardziej wyjatkowo, bo to
          ona jest czescia tej historii. A gdyby bylo napisane ze: noworodek lubi cisze
          kropkalubi spokojkropka itd....to nie porusza tej uczuciowej struny.....zreszta
          nie wiemsmile mi w kazdym razie sie spodobalosmile nie kazdemu musi i juzsmile
          pozdrawiam wszystkie mamuski, przyszle i obecnesmile))

        • majteczkii Re: Jak dla mnie przerost formy nad trescia 29.08.04, 10:14
          reszka2 napisała:

          > Forma formą, do mnie nie przemawia poezja "jedności ze światem" - dla mnie
          > liczą się konkrety. A konkrety są proste - noworodek lubi sie rodzić w ciszy,
          > ciemności, spokoju i wlasnym tempem. Reszta to ubranie.
          > Czy tylko rzeczona ckliwość zwróciła twoją uwagę?


          Nie, nie forma napisałam przecież, że trzeba liczyć się z odczuciami dziecka,
          traktować go od początku jako czującą istotke, to jest piekne.
          Forma jest pięknie dobrana, tak delikatna i czuła, że łatwiej zrozumeć.
Pełna wersja