Witamjcie,
Ja już jestem PO. Już pewnie ostatni raz, przynajmniej w tej ciąży jestem
ostatni raz na tym forum.
W piątek o 2:35 na świat przyszła Kasia. W 39 tc.
W czwartek 27.01 wyszły na KTG dwa duże skórcze i lekarz kazał mi się
obserować - skórcze były zupełnie bezbolesne - nie miałam o nich pojęcia.
o 23.30 zaczęły się bardzo silne bóle brzucha w górnej części, czyli koło
żołądka. Nie wiedziałam, czy to już, więc zadzwoniłam do gina. Za 30 min
byłam już na KTG i wyszły kolejne skórcze, choć ten pierwszy ból już się
skonczył.
Już wcześniej podjęłam decyzję o cesarce, więc rozpoczęliśmy przygoowania.
ZZO - nic przyjemnego, ale da się wytrzymać - można krzyczeć

Potem już tylko wyciąganie Kasi i całkowite uśpienie na czas zszywania szfów.
Kasie widziałam zaraz po porodzie i już po powrocie do sali czekała na mnie
na rękach u mojego mężam. Najpiękniejsze chwile w życiu.
Pierwsze 2 dni po cesarce są nie najgorsze. Pierwszy prysznic - jak
zbwaienie. Bardzo szybko przeszło mi drętwienie nóg, wstałam po 24h.
3 dzien, kiedy ma się już tylko leki w tabletkach - ciężko się poruszać. 4
dzień, czyli wczoraj - depresja poporodowa - GIGANTYCZNA. Właśnie wczoraj
wróciliśmy do domu. Dzisiaj jest już zupełnie inaczej. Dzidzia śpi, a ja
staram się zorganizować sobie życie z nowym Przybyszem.
Moje 3 psy uwielbiają Kasię, od razu reagują na najmniejsze odgłosy,
zaglądają do wózka. Nawet w nocy były cicho i gdyby nie to, że normalnie
chodzą na palcach, na pewno teraz by na nich chodziły. Szczekania Kasi nie
wyrywa ze snu, nawet najgłośniejsze.
Jeszcze nie jestem całkiem sprawna, ciągnie blizna i jestem słaba, ale mój
poród był taki, jaki wymarzyłam i zaplanowałam. Rodziłam w Damianie. Opieka
po porodzie - bajka. Pierwsze dwie noce przespałam całe, bo Kasia była pod
opieką pielęgnierek a w następne już karmiłam w nocy, więc dzidzi była ze
mną. Cały personel prze 24h na dobę do pełnej dyspozycji, pediatra,
ginekolog, położna i anestezjolog codziennie sprawdzali moje i Kasi
samopoczucie.
Nie wyobrażam sobie rodzić gdzie indziej. Najgorszy dzień był wczoraj, bo i
depresja i powrót do domu i jeszcze nawał w piersiach, o którym niestety nikt
na tym forum nie wspomina - to oczywiście nie dotyczy porodu - ale ból jest
okropny. I moja rada - trenujcie sutki, jak - nie wiem, ale karmienie dzidzi
dla mnie było przyjemne tylko pierwszego dnia, później mój mały wampirek dał
mi się we znaki strasznie. Później to podobno mija ... Jeszcze nie minęło.
Mój sposób na ból, to płacz - nic innego nie pomaga. A jak sobie popłaczę, to
trochę pomaga

)
Ale...
Piszę moje wrażenie ku pokrzepieniu wszystkich zebranych tu przyszłych Mam.
Bardzo dziękuję Wam za wsparcie przez wszystkie te tygodnie. Bez Was byłoby
mi bardzo trudno. Życzę Wam lekkich i krótkich porodów i najzdrowszych dzieci
na świenie.
Pozdrawiam,
Justyna i Kasia 1 tydzień życia