PIERWSZE DNI PO PORODZIE

08.02.05, 13:54
Dziewczyny! Napiszcie jak sobie radziłyście zaraz po porodzie? Czy można
sobie poradzić tylko we dwoje z mężem, czy konieczna jest jakaś pomoc? Jeżeli
ktoś Wam pomagał, to czy wpadał na kilka godzin, czy mieszkał u Was?
Czekam na wskazówki! Dzięki!
M.
    • mruwa9 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 14:00
      Mysle, ze "na dotarcie" jednak lepiej mieszkac bez babc, tesciow i sasiadek...
      tak zdrowiej. Idealnie jest, jesli mlody tata moze wziac sobie urlop i przez
      przynajmniej kilka dni pobyc w domu z Wami. Oczywiscie, ze mozna sobie poradzic
      samemu, zwlaszcza, jesli noworodek jest "bezproblemowy", je regularnie i spi. W
      naszym przypadku chetnie widzielismy dostawy gotowych obiadkow, choc zdarzylo
      sie to tylko raz, za daleko mieszkalismy...
      • anielka25 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 14:52
        Ja powiem szczerze nie jestem przerażona przebywanie po porodzie z noworodkiem
        w domu. wiem że będzie przy mnie mąż który mi pomoże a w razie czego zawsze
        można do kogoś zadzwonić i zapytać w razie wątpliwości i kłopotów. Bardziej
        mnie przeraża to że w dzień kiedy wyjde ze szpitala zwalą mi się wszyscy na
        głowe, każdy będzie udzielać rad i wskazówek, będą siedzieć do wieczora a ja
        będę im podawać herbate albo kawe. Powiem szczerze - nie wyobrażam sobie tego
        bo pewnie będę obolała, żmęczona a te pierwsze chwile będę chciała spędzić z
        moim mężem i maleństwem. I być moze to jest egoistyczne podejście do sprawy bo
        rodzina ma prawo do wnuka ale wiem że jakoś będę musiała to ścierpieć.
        Pozdrawiam!
        • kuleczek Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 09.02.05, 01:38
          anielko wydaje mi sie, ze mozna stanowczo powiedziec, ze wizyty beda dopiero
          wtedy jak dojdziesz do siebie jesli rodzina "wymaga" robienia herbatek i kawek,
          jesli sa to ludzie, ktorzy przyjda tylko zobaczyc dziecko, Ciebie odwiedzic i
          to tez na niedlugo to mozna zaprosic. Ja po porodzie nie przewiduje odwiedzin
          dluzszych niz 1,5-2 godziny i to najblizszej mi rodziny czyli mamy, taty,
          siostry itp. tesciowa sama powiedziala, ze na odwiedziny jest odpowiedni czas i
          goscie musza to uszanowac. to tez zalezy od tego jak sie bede czula, jesli
          dobrze i bede chciala towarzystwa to bede zapraszala jesli nie bede chciala
          nikogo widziec to powiem, ze nie i tyle, przyjda pozniej, dziecko nie ucieknie.
      • anetchen Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 15:08
        Dokładnie tak zrobiliśmy, mąż wziął sobie w pracy urlop. Chociaż noworodek nie
        był taki bezproblemowy (bardzo szybko miał kolkę), nie wybrażam sobie, że ktoś
        miałby mi się w tym czasie jeszcze kręcić po domu. Pierwsze odwiedziny rodziny
        z noclegiem odbyły się po 6 tygodniach - rodzice moi i męża daleko mieszkają -
        tymi odwiedzinami byłam potwornie zmęczona. Chyba inaczej jest jak rodzice
        mieszkają w tej samej miejscowości, mogą faktycznie przynieść obiad czy
        doraźnie w czymś pomóc a potem idą do domu. Pozdrawiam
        • dorota751 małżonek na urlopie? 08.02.05, 15:34
          No właśnie, małżonek wcale nie musi brać urlopu kiedy wracamy do domu po
          porodzie bo jak psu buda przysługuje mu zwolnienie lekarskie nad świeżo
          upieczoną mamusią (wystawiane chyba w szpitalu). A z tymi odwiedzinami całej
          rodziny to prawda - okropny kłopot. Moim zdaniem winni przyjeżdżać dopiero po
          miesiącu, kiedy już wszystko się w domu poukłada.
          • lukolka Re: małżonek na urlopie? 09.02.05, 08:28
            Dorota, a na ile mąż może dostać takiego zwolnienia? I kiedy się o to ubiegać?
            Przy wypisywaniu ze szpitala z dzidzią?
            Pozdrawiam cieplutko!
            Ola i Pszczółka Majasmile)
    • sylka75 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 15:34
      Ja do porodu mam jeszcze sporo czasu, ale juz wiem, ze lepiej mi bedzie bez
      zadnych "gosci" w domu. Mysle, ze ja i tatus poradzimy sobie doskonale sami -
      to w koncu TYLKO jeden maly dzidzius, ktory nawet nie bedzie potrafil sie
      przekrecic z boczku na boczek, a nie banda 4-latkowsmile) A jakby cos sie dzialo,
      to w bloku na przeciwko mam przyjaciolke, ktora ma malego synka i z pewnoscia
      ma aktualniejsze informacje o tym, jak postepowac z dzieckiem niz moja mama,
      ktora rodzila ostatnio 25 lat temu, a tym bardziej tesciowa - 32 lata temusmile A
      ze w domu nie bedzie idealnego porzadku? Swiety spokoj jest dla mnie duzo
      wazniejszy...
    • pulpcik Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 15:40
      prawde mówiąc bardziej przeraża mnie to, że nie mieszkamy sami i już widzę ten
      milion "dobrych rad", który nam sie na głowy posypie sad
      zdecydowanie bardziej wolałabym być we trójke tylko i samemu powoli dochodzić do
      wszystkiego.
      • marulla Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 15:53
        Dzięki dziewczyny! Naprawdę podniosłyście mnie na duchu! Bo też wydaje mi się,
        że lepiej we trójkę i samodzielnie się "docierać", zorganizować, zobaczyć co i
        jak, bez osób kręcących się po domu. Damy radę!!! Poza tym chyba większa
        satysfakcja później i nikt nie powie "gdyby nie ja" smile
        Pozdrawiam serdecznie,
        M.
    • iwka901 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 15:41
      Dziewczyny, żadna z Was nie była tak zupełnie sama? bez męża, partnera? Czy tak
      można sobie poradzić?
    • mmmmr Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 18:37
      Mój mąż miał tydzień urlopu. Byliśmy sami w trójkę, żadnych gości. Można sobie
      spokojnie poradzić. A po za tym był to bardzo bardzo fajny czas dla naszej
      rodziny. Tatuś ma okazję wykazać się jako tatuś. Wykopać dziecko (nawet jeśli
      zrobi to nieporadnie, np. mojemu mężowi ręce się trzęsły za pierwszym razem, a
      co dopiero jakby to było w asyście teściowej...). No i właśnie o to chodzi.
      Nawiązuje się pierwsza relacja taty z dzieckiem. Nam mamusiom przychodzi to
      bardziej naturalnie i o wiele wcześniej. Mój mąż mojego trzyletniego synka kąpie
      do dziś. To jest ich czas. (No czasem muszę przypomnieć o uszach, albo sprawdzić
      czy jest czysto między palcami.... hi hi). Bardzo polecam pobyć Wam w domku w
      trójkę. Pozdrawiam
    • plomyk do iwka 08.02.05, 20:04
      My po porodzie bylismy w trojke przez miesiac a potem maz mopj partner musial
      wyjezdzac regularnie zagranice i nie bylo go w domu tydzien lub dwa, potem
      wracal na kilka dni i znow tak samo. I radzilismy sobie bardzo dobrze. Inna
      sprawa, ze moj syn do chwili obecnej (ponad poltora roku) przeplakal tylko pol
      nocy.
      ja to nawet lubilam te spacery sam na sam z synkiem i nasze male rytualy
      domowewink Procentuje bardzo, bo syn ma do mnie wyjatkowo pieszczotliwy stosuneksmile
      pozdrawiam,
      ANia
    • j123 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 20:14
      ja do domu wróciłam dopiero 11 dni po porodzie bo przenosiłam wywoływali mi
      poród i dzidziuś miał problemu z powodu zielonych wód płodowych. poradziliśmy
      sobie sami i było wspaniale. mąż wstawał w nocy podawał mi dziecko do piersi,
      tak się wczuł w rolę.... chyba przez 2 tygodnie byliśmy zupełnie sami, nie
      przyjmowaliśmy żadnych gości tylko odbieraliśmy tel i też niezbyt często. ja
      już w ciąży powiedziałam wszystkim znajomym i rodzinie że po powrocie ze
      szpitala chcemy być sami by cieszyć się sobą i tą najważniejszą dla nas osóbką.
      naprawdę było super. aż się wzruszyłam na te wspomnienia. a jak już się
      nacieszyliśmy to sami zaczęliśmy chodzić do znajomych i dzwoniliśmy że już
      można nas odwiedzać. oczywiście najbliższa rodzina widziała naszą córeczkę
      wcześniej już w szpitalu. te pierwsze dni nie są takie straszne, pod warunkiem
      że będzie przy tobie twój mężczyzna. na pewno sobie poradzisz i będziesz miała
      ssatysfakcję że poradziłaś sobie bez pomocy osób trzecich.
      • zzz12 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 20:28
        Ja kwestie odwiedzin rozegralam radykalnie, asertywnie i jeszcze przed porodem:
        oswiadczylam krewnym i znajomym, ze np. nie chce odwiedzin w szpitalu, bo nie
        lubie (i tak mieli za daleko) i w domu nie wiem, jak sie bede czula, wiec
        prosze o nieodwiedzanie mnie, dopoki sama nie poczuje sie na silach, wtedy sama
        sie odezwe. I zapowiedzialam, ze bede niegoscinna, ze nie bede z powodu
        odwiedzin sprzatac ani piec ciast czy oferowac kawy, ze goscie byc moze beda
        proszeni o samoobsluge. Zycie pokazalo, ze mimo problemowego dziecka nie bylo
        tak zle z odwiedzinami i zaprosilam dziadkow niemal bezposrednio po opuszczeniu
        szpitala. Grunt, ze uszanowano moja wole i dostosowano sie do moich postulatow.
        A na pierwsze odweidziny babc i dziadkow przydaja sie zatyczki do uszu, zeby
        nie slyszec: Jak on placze! Ty chyba nie masz pokarmu! Dajze mu butle, moze
        przespi godzine...itp.
        A moj malzonek, deklarujac dlugi urlop na konto opieki nad nami juz nastepnego
        dnia po wyjsciu ze szpitala pognal na 10 godzin do pracy... bo nie
        wytrzymal...pracoholik jeden.
        • mama_alusi1 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 21:35
          A ja byłam sama w domu z dzidzią, mąż musiał pracować. Zresztą dlaczego
          miałabym sobie nie poradzić z noworodkiem które wiekszośc czasu śpi.
          Zła byłam jak teściowa wpadała bo i tak mi nic nie pomogła tylko musiałam z nią
          wysiedzieć herbatke i kawkę i nasłuchiwac sie co robie źle :[ albo co powinnam
          robic bleee - a marzyłam o przespaniu się z niunią albo zrobieniu czegokolowiek
          w międzyczasie.
          Tak naprawde przez pierwszy tydzień znajomi dzweonili drzwiami i okanmi a mnie
          cholera brała (chyba hormony szalały) bo potrzebowałąm spokoju i niunia też. ja
          wiem ze kazdy ciekawy i choć na chwile chce zobazcyć ale ja na wizyty byłam
          uczulona strasznie, potrzebowałąm spokoju z niunią i chciałam odpoczywac z nią
          a nie skakać i pytać co się kto napije.
          • violus22 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 08.02.05, 22:40
            Witajcie dziewczyny!
            Mam troche inne zdanie na ten temat... Jestem w Anglii,zdala od rodziny, od
            przyjaciol, znajomych. Jestem tu z mezem. Tuz po porodzie bylam praktycznie
            sama, bo maz niestety nie mogl wziac wolnego i pracowal po 12h (w domu nie bylo
            go 14h na dobe, a ze bylam 'stacjonarna' to on musial chodzic po sklepach,
            pocztach, ect, wiec nawet dluzej nie bylo go w domu).I uwierzcie, ze chcialabym
            zeby nawet tesciowa przyszla i mowila, co zle robie. To byly ciezkie dni, fakt
            ze bylo ich tylko kilka - ok tygodnia, ale nie narzekajcie na natlok rodziny,
            znajomych, bo samotnosc w komplecie z hormonami, zmeczeniem, placzacym
            szczesciem itd to nic przyjemnego. Jakos sobie jednak poradzilam. Dzis moj
            synek konczy juz miesiac, ale nadal wcale nie pogniewam sie jesli przyjedzie
            tesciowa i wypije za duzo herbatekwink
            pozdrawiam
            • linusia_75 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 09.02.05, 07:40
              Kto co sobie życzy: jeśli ma się ochotę i siłę na gości - to bardzo proszę.
              Ja nie miałam i zakazałm wszelkich wizyt i w szpitalu (poza mężem, oczywiście),
              i w domu, póki do siebie nie dojdę.
              Moją mamę, która oczywiście chciała natychmist przyjechać (mieszka w innym
              mieście, więc mimo, że to swój gość i przyjechałaby do pomocy, a nie w gości,
              to jednak na parę dni minimum) grzecznie spacyfikowałam, że niedługo i tak
              wszyscy przyjedziemy na święta.
              Sami daliśmy sobie radę doskonale, chociaż przyznaję, że byłam umęczona. Za to
              nikt nas nie wyręczał w niczym, mąż od początku aktywnie uczestniczył w życiu
              córki, a kąpanie, przewijanie i przebieranie nie miało przed nim tajemnic wink. O
              więzi emocjonalnej nie wspomnę, o świętym spokoju też wink.
              Za moment rodzę 2 dziecko i po konsultacji z mężem poprosiłam mamę o pomoc i
              przyjazd, żeby zajęła się starszą córką podczas mojego pobytu w szpitalu i
              zapewne kilka dni po wyjściu. Tyle, że to jest autentyczna pomoc, nie gościnna
              wizyta. I to my o nią poprosiliśmy, nikt na siłę nas nie chciał uszczęśliwić.
              linusia
    • honda1998 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 09.02.05, 08:41
      A ja dla odmiany przez pierwszy tydzien mieszkałam z rodzicami. Mój mąż nie
      mógł wziąć zwolnienia czy urlopu, wręcz przeciwnie w tym okrosie miał jeszcze
      więcej pracy. Mama bardzo mi pomogła. Młody nie chciał spać, miał kilkudniowa
      kolkę i na zmiane z mamą chodziłyśmy spać. Nie narzucała swoich sprawdzonych
      metod. Robiłam z dzieckiem to co uważałam za słuszne, konsultując wiele spraw z
      mamą. Jestem jej bardzo wdzięczna za pomoc, tymbardziej, że mój poród był
      bardzo trudny a ja byłam okropnie zmęczona. Nie żałuję tej decyzji.

      Mam nadzieję,że tym razem sobie poradzimy ale wiem, że w każdej chwili będę
      mogła liczyc na pomoc mojej mamy szczególnie przy starszym dziecku (które być
      może nie będzie akceptowało nowej sytuacji)

      Pierwsi goście zostali zaproszeni po dwóch tygodniach.

      pozdrawiam,
    • anaj75 Re: PIERWSZE DNI PO PORODZIE 09.02.05, 09:20
      Przez tydzień po powrocie ze szpitala mąż miał urlop. Był to wspaniały czas -
      uczyliśmy sie być rodziną. W Warszawie mieszkamy sami, nikt z rodziny nie
      osiedlił się w pobliżu. Moja rodzina mieszka ok. 200 km stąd, męża 400. Po
      tygodniu przyjechała moja mama i myślę, że jej pomoc była mi bardzo potrzebna,
      ponieważ gotowała, załatwiała sprawunki itp (luby pracuje po 12- 14 godzin).
      Apetyt miałam ogromny a nic nie mogłam ugotować i w ogóle zrobić, ponieważ
      nieustannie karmiłam piersią - przerwy były co najwyżej 10 minutowe, synek
      ciągiem wisiał mi przy piersi nawet po 4 godziny, nie miałam kiedy wyjść do
      toalety. Nie chciałam go też odłączać od cyca, gdyż wtedy przerażony darł się
      wniebogłosy. Mama była przez 2 tygodnie. Do tego czasu wszystko się unormowało
      i chętnie podjęłabym się samodzielnego radzenia sobie ale jakoś tak teściowa
      się zaprosiła, by poznać wnuka. Przyjechała aż na trzy tygodnie. Zgodziłam się
      przez grzeczność i do dziś tego żałuję, ponieważ jej obecność bardzo mnie
      denerwowała, obawiałam się, że wpłynie to na laktację. Do tego strasznie
      wyrywała się do opieki nad moim synkiem, że nieraz, niestety, ścigałyśmy się
      która pierwsza dobiegnie do łóżeczka :0 Mąż, widząc to, bezpowrotnie wycofał
      się z opieki nad maluchem, dla niego już miejsca tam nie było sad(. Szkoda, że
      wtedy, będąc zresztą w lekkiej depresji, nie zachowałam się asertywnie oraz, że
      mój mąż nie zrozumiał całego problemu i szczerze nie porozmawiał z mamą. Teraz
      jestem w drugiej ciąży. Stosunki z teściową, mimo tych nieszczęsnych początków,
      poprawiły się i tym razem sama zamierzam zaprosić ją, by tuż przed porodem i w
      trakcie mojego pobytu w szpitalu zaopiekowała się synkiem tak, byśmy mogli
      rodzić rodzinnie. Fakt, babcią jest rewelacyjną. Jednak nauczona błędami, od
      razu podkreśliłam, że po powrocie ze szpitala będę chciała zostać z maluchami
      sama i się pożegnamy. Jeśli mąż urlopu nie otrzyma a młodszy maluch będzie
      równie wymagający jak był starszy, w razie potrzeby, poproszę moją mamę o
      przyjazd ale nie dłużej niż na tydzień - dwa. Mam nadzieję, że jakoś sama dam
      sobie radę.
      Reasumując, myślę, że potrzeba przyjęcia pomocy i jej formy zależy od kilku
      czynników: możliwości wzięcia urlopu przez męża, samopoczucia mamy, zachowania
      noworodka oraz odległości jaka dzieli nas od rodziny. O poproszeniu o nią można
      przecież zdecydować dopiero po powrocie do domu i sprawdzeniu, czy sobie
      radzimy same. W każdym razie możemy śmiało o pomoc prosić, gdy jest nam
      potrzebna lub odmawiać, gdy radzimy sobie same.
      Pozdrawiam.
      Jana
Pełna wersja