zumer 28.02.05, 21:45 czy moze ktos wie, czy mozna zaznaczyc przed porodem, ze sobie nie zycze obecnosci studentow i badania przez nich. czy jest to mozliwe? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
anusia151 Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 21:52 ja jestem lekarzem i jak byłam na studiach to w sytuacjach gdy kobiety nie życzyły sobie obecności studentów przy porodzie profesor odpowiadał,że jest pani w klinice i tutaj szkoli sie studentów.Jeśli nie chcesz studentów to weż sobie salę porodów rodzinnych,lub wybierz inny szpital niz klinikę. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
zumer Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 21:57 czyli rozumiem, ze nie mam prawa sobie tego nie zyczyc. porod bedzie wlasnie rodzinny,chodzi o szpital brodnowski w w-wie. Odpowiedz Link Zgłoś
magdalena.kinko Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 22:01 Tu masz linki: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=11105560&a=12975426 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=586&w=11272270&a=11272270 Odpowiedz Link Zgłoś
j04nn4 Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 14:16 szczerze mowiac ja bym nie miala nic przeciwko w koncu gdzies musza sie nauczyc a jakby tak kazda pacjetka nie zyczyla sobie tego to stary gin by poumierali a nowych by nie bylo bo nie mieli by gdzie i przy czym sie szkolic l))) Odpowiedz Link Zgłoś
magdalena.kinko Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 21:58 Albo kopnij pana profesora gdzie trzeba... Czytałam nawet wczoraj stare watki i tam wyarźnie były podane informacje, ze zawsze trzeba pytać, czy kobieta pozwala na obecność studentów, czy nie i nie zalezy to od szpitala, bo w karcie praw pacjenta jest wyraźnie napisane o poszanowaniu godności i intymności. Odpowiedz Link Zgłoś
zumer Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 22:02 magdalena.kinko napisała: > Albo kopnij pana profesora gdzie trzeba... Czytałam nawet wczoraj stare watki i > > tam wyarźnie były podane informacje, ze zawsze trzeba pytać, czy kobieta > pozwala na obecność studentów, czy nie i nie zalezy to od szpitala, bo w karcie > > praw pacjenta jest wyraźnie napisane o poszanowaniu godności i intymności. no tez mi sie tak wydawalo, tylko ja bym chciala wiedziec, jak jest w rzeczywistosci z przestrzeganiem tej naszej karty naszych praw i czy, jesli mimo mojej woli, ze jednak nie chce , zeby jakis student mnie dotykal, nie zostanie ona uszanowana, to czy moge kogos za to pociagnac do jakiejs odpowiedzialnosci. Odpowiedz Link Zgłoś
magdalena.kinko Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 22:06 zeby jakis student mnie dotykal, nie > zostanie ona uszanowana, to czy moge kogos za to pociagnac do jakiejs > odpowiedzialnosci. Sama go pociągnij z kolana. Chyba najlepsz to metoda jak sie okazuje, a w razie czego "byłas ogłupiała z bólu" który ci sprawił swą niefachową ręką i nie wiesz jak do tego doszło. zartuję oczywiście Odpowiedz Link Zgłoś
zumer Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 22:11 he he ty moze zartujesz, ale mnie na wiele stac, chyba ze mnie bol tak rozlozy, ze nie dam rady czytalam watki, ktore zalaczylas, dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: obecnosc studentow przy porodzie 02.03.05, 16:16 anusia151 napisała: > ja jestem lekarzem i jak byłam na studiach to w sytuacjach gdy kobiety nie > życzyły sobie obecności studentów przy porodzie profesor odpowiadał,że jest > pani w klinice i tutaj szkoli sie studentów.Jeśli nie chcesz studentów to weż > sobie salę porodów rodzinnych,lub wybierz inny szpital niz klinikę. > pozdrawiam dlatego z całego serca życzę profesorowi przegranego procesu sądowego. Nie przypominam sobie aby prawa pacjenta nie dotyczyły klinik, że już nie wspomnę o tym, że czasem kobieta nie ma tak swobodnego wyboru szpitala ze względu na trudną ciążę. Odpowiedz Link Zgłoś
zzz12 Re: obecnosc studentow przy porodzie 28.02.05, 22:15 mozesz sie nie zgodzic. Mozesz nie wejsc na fotel, dopoki nie wyjda studenci (przecwiczone). Jesli bedzie z Toba Twoj maz, niech o to walczy, bo w trakcie skurczow mozesz nie miec na to sil. Omow to z mezem wczesniej. Nabierz sporo odpornosci psychicznej na wypadek przykrych komentarzy personelu (bardzo prawdopodobne). Komentowac pewnie beda, ale musza uszanowac Twoja decyzje (kaz im przeczytac Karte Praw Pacjenta). Sprobuj przy przyjeciu do szpitala zanotowac taki komentarz na historii choroby (na przyklad osobiscie, lub niech to napisze osoba wypelniajaca dokumentacje). Jesli nie bedziesz rodzic w szpitalu klinicznym szanse na spotkanie studenta sa male. W razie czego rozwaz decyzje o zmianie szpitala na nie-kliniczny. Odpowiedz Link Zgłoś
nupik Re: obecnosc studentow przy porodzie 01.03.05, 08:21 ja bylam na brodnie operowana i przy badaniach zawsze mnie pytali czy moga wejsc studenci, nie sadze zebys miala z tym problem, ale kwestia sie pojawi bo to szpital kliniczny i to normalne. Ja osobiscien nie mam nic przeciwko temu (gdzies sie te biedaki nauczyc musza zeby potem moje dzieci leczyc), ale oczywiscie masz pelne prawo odmowic.Ale jak idziecie razem z mezem to on juz sparwy przypilnuje na pewno, popros go a sama sie tym nie stresuj)) pozdrawiam aga Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 01.03.05, 08:32 masz prawo, z tym, ze nie nie w kazdym szpitalu kadra nauczycielska lekarzy pyta o to mozesz wtedy po prostu powiedziec, ze nie chcesz, ale pomysl, ze oni sie ucza. przykre to co prawda, ale nie ma jak inaczej sie nauczyc odbierac porody jak najpierw na nie patrzec a potem przy nich asystowac, zeby potem na koncu samemu je odbierac. powiem Ci, ze moj maz jako student a potem stazysta na porodach czesto ronil lezke ze wzruszenia i mowil, ze to niesamowity cud. studenci porody odbieraja jeszcze bardzo emocjonalnie, martwia sie czy matka cierpi, czy mozna jej ulzyc, itd.... moj maz mial mase tego typu pytan do swoich profesorow po takim porodzie. i dobrze. niech mysla o nas Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: obecnosc studentow przy porodzie 01.03.05, 08:39 Ja zamierzam rodzic w szpitalu klinicznym a to dlatego, że tam pracują najlepsi lekarze i jest najlepszy sprzęt. To jest dla mnie najważniejsze - bezpieczeństwo dziecka i moje. Oczywiście liczę się z obecnością studentów - bo to szpital kliniczny. Wprawdzie mam termin na lipiec, więc są duże szanse, że studenci będą na wakacjach, ale jeśli się zjawią nie zamierzam robic scen - przecież muszą się jakoś uczyc. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko paris4:) 01.03.05, 08:40 na medycynie sa obowiazkowe praktyki wakacyjne))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: paris4:) 01.03.05, 08:41 Upss. No to się prezygotuję na szerszą publicznośc)) Dobrze wcześniej wiedziec. Dzięki!! pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
dorotamoron Re: paris4:) 02.03.05, 17:06 Czesc! Ja rodzilam w szpitalu klinicznym - porod rodzinny i mialam jedna studentke. Jej obecnosc wcale mi nie przeszkadzala, po porodzie pomagala mi i byla bardzo mila. Ale moi znajomi mieli przy porodzie towarzystwo 15 studentow - dla mnie to juz przegiecie - no, ja rodzilam w niedziele wczesnym rankiem a kolezanka w zwykly dzien na porannej zmianie. 1-2 studentow czy 15 to znaczna roznica! Czytajcie papiery ktore podpisujecie - tam zwykle jest punkt ze sie zgadzacie na obecnosc studentow, mozecie sie nie zgodzic i to wasze prawo! Ja takie 15 osob bym wtrzucila nawet w trakcie partych skurczy dalabym rade Natomiast na poloznictwie nie da sie uniknac tabunow studentow - ale nie przeszkadza to tak bardzo Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: I tu sie mylisz... 04.03.05, 13:04 Niestety kończę medycynę i z doświadczenia wiem, że właśnie w wakacje kliniki są oblegane przez studentów. Po 5 roku medycyny wszyscy studenci MUSZĄ odrobić 2 tyg praktyki na oddziale ginekologii... A to czy są jakieś prawa i obowiązki pacjenta...zapomnij. Miałam przyjemność "odwiedzić" w ramach zajęć niemal wszystkie trójmiejskie szpitale i w każdym pacjent nie miał praktycznie nic do powiedzenia...niestety. Wyjątek z reguły stanowią wszyscy chorzy onkologiczni i w stanach terminalnych ze względu na niesamowite cierpienie nie tylko fizyczne. Nie chcesz studentów- idz do prywatnego szpitala...tak Ci odpowie większość lekarzy Z drugiej strony my ( mówię o mnie i moich znajomych z uczelni) też się musimy nauczyć wykonywania wielu procedur medycznych co więcej nie tylko ZOBACZYĆ jak to się robi, ale ZROBIĆ SAMEMU... Więc ciesz się, że w większości przypadków porody odbierają lekarze. A swoją drogą jak rodzisz na dyżurze w nocy to na dobrą sprawę nie wiesz czy ten co odbiera poród robi to 1 czy 2 raz w życiu, a moze to stazysta, który na studiach się totalnie obijał i własnie piwreszy raz zobaczył rozwarcie na oczy... Za każdym razem gdy robiłam coś pierwszy raz: pobierałam krew, wyciągałam szwy, szyłam skórę, usuwałam guzka, znieczulałam chorego, cokolwiek co się robi w szpitalu NIGDY NIE PRZYZNAŁAM SIĘ PACJENTOWI, ŻE ROBIĘ TO PIERWSZY RAZ. Możesz myśleć o mnie źle, ale jak sama leżałam w szpitalu i jakieś młode pielęgniarki robiły mizastrzyki to wolałam nie wiedzieć, który raz w swoim życiu wkuwa się igą w pośladek... I zapewniam Cię, że też nie chciałabyś wiedzieć... POZDRAWIAM Ania i Dzidziuś 22 tyg PS. Też rodzę w lipcu i juz połowa mojego roku zapewnia mnie, że pojawią sie na ginegologii w tym czasie........I co mam zrobić...Mam nadzieję, że przez wzgląd na TAAAAAAAAKĄ sytuację, lekarze potraktują mnie ulgowo i pozwolą urodzić w spokoju z moim Ukochanym... Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: I tu sie mylisz... 04.03.05, 13:30 Już Pimpek mnie uświadomiła, że nie mam co liczyc na wakacje studenckie w lipcu. Trudno nie zamierzam robic z tego tragedii - zdarzają się gorsze rzeczy)) Dla mnie najważniejszy jest sprzęt w szpitalu i lekarze - przecież nie pojadę rodzic do szpitala gdzie nie ma oddziału intensywnej opieki noworodka bo się wstydzę studentów. Przecież to bez sensu a skoro decyduję się na poród w szpitalu klinicznym to chyba trzeba się liczyc z taką możliwością. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: I tu sie mylisz... 04.03.05, 13:40 zdrowe podejscie paris))) dla mnie lekarz jest kims brzydkomowiac bezplciowym ( ale w pracy oiczywiscie, prywatnie sa normalni). naprawde golizna ani zadne fizjologiczne sprawy na nich nie robia wrazenia. zatem tak sobie to zawsze tlumacze i olewam wszystko. nie wstydze sie. ide po pomoc a ten, ktory jej udziela skupia sie na tym, zeby zrobic swoje najlepiej jak umie. wyglad mojej szanownej pupy ma gdzies. studenxci medycyny podobnie. na anatomii widzieli wszystko. cialo nie ma tajemnic przed nimi, zatem nie czuje sie wtedy zmuszona spuszczac kurtyny. Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Popieram w 100% 04.03.05, 13:56 Wlaśnie tak do kwestii ciała czy poyencjalnej sexualności podchodzą lekarze i zdecydowana większość studentów. Dodam, że studenci są z reguły tak przerażeni aktem porodu, że nawet im nie w głowie podziwienie naszych wdzięków czy niewdzięków Moi znajomi jak wrócili po pierwszym dniu zajęć z ginekologii to rozdzwoniły sie do mnie telefony z zapewnieniami o tym jak to kazdy mi współczuje, "bo to było takie przerażające". Zaraz dodawali jednak, że byli w szoku, bo kazda z kobiet jak tylko zobaczyła swojego różowego bobasa z miejsca zapominała,że poród był bolesny. I żadno z moich znajomych nie powiedziało nawet słowa na temat kobiet (czytaj opinii na tenat kształtów, piersi, tyłków i innych atrakcji) Ciesze się, że macie zdrowe podejście do zycia Powodzenia Ania i Maleństwo 22t 6d Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Popieram w 100% 04.03.05, 18:50 Inez-sis, nie zgadzam się z Twoim zdaniem "macie zdrowe podejście do zycia" w tym temacie. To sugeruje, że dziewczyna, ktora nie chce obecności studentów ma chore podejście do życia. A to bzdura, bo przecież każdy człowiek jest inny, ma inny system wartości i w innym światopoglądzie został wychowany. Więc takie zdanie nie tylko jest fałszywe ale jeszcze rani wiele osób. To jedno. A drugie to podejście lekarzy do obecności studentów. Jak słysze takie hasła "Nie chcesz studentów- idz do prywatnego szpitala" kierowane do pacjentów, to się zastanawiam, czego ci lekarze uczą przyszłych lekarzy? Chyba braku szacunku dla pacjenta i przyzwolenie na łamanie praw pacjenta. I jeszcze ten bezczelny komentarz o prywatnym szpitalu. Czyżby sugerowali, że za godność i szacunek trzeba słono zapłacić? W końcu ile kobiet stać na prywatne szpitale? Oczywiście, że studenci muszą się gdzieś uczyć, ale to nie oznacza, że można łamać prawo!!!! Jak sama zauważyłaś, są kobiety, którym obecnośc studentów nie przeszkadza. Ale są też kobiety, które POTRZEBUJĄ INTYMNOŚCI! I MAJĄ do tego PRAWO!!! I nie chodzi tu o seksualne podejście lekarzy do pacjentki ale np. o to, że kobieta mimo potwornego bólu może czuć się skrępowana, może się wstydzić itd. W końcu to JEJ ciało i JEJ poród a nie studenta czy lekarza. I nic nie usprawiedliwia dodatkowego bezsensowanego stresowania kobiety, które przecież może utrudnić poród. Inna rzecz to to, że takie praktyki studenckie można prowadzić też w bardziej humanitarny sposób, subtelny, np. 1 do 2 studentów a nie tłum 15 osób! Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Zła interpretacja 04.03.05, 19:16 Najbardziej oburzyło mnie stwierdzenie, że "za godność i szcunek trzeba sobie słono płacić" -otóż nieprawda. Jednak, w naszym kraju za pieniądze można kupić sobie pojedynczą salę z klimatyzacją położną, pielęgniarkę i lekarza NA 100% całodobowo TYLKO I WYŁĄCZNIE do Twojej i Twojego Dziecka dyspozycji. szpitali państwowych po prostu nie stac na takie luksusy a niektórzy pacjenci mają kosmiczne wymagania. Nie zależy to od bezduszności lekarzy tylko z ludzkiej bezsilności. I nie jest łamaniem prawa pacjenta, że student go bada czy uczestniczy w operacji czy zabiegu nawet wbrew jego woli. Bo nie wiem czy lepsze jest by studenci uczyli się wyłącznie z książek??? Nie sądzę byś chciała się leczyć u takiego doktorka Ale jak pisały moje przedmówczynie rodząc w szpitalu klinicznym liczysz sie z tym, że mogą być studenci. I zdaje sobie sprawę, że to nie dziecko i poród studenta ale weź pod uwagę że student patrzy na to nie emocjonalnie jak na cud narodzin, ale jak na procedurę medyczną, której musi się nauczyc. Przykro mi ze masz inne zdanie. Uwazam że masz chore podejście do życia bo nie zrozumiałaś zdrowego podejścia. Nie chodzi o zapraszanie ludzi z ulicy "chodźcie i patrzcie na mój poród" ale fakt czy ktoś kto być może odbierze Twój następny poród bedzie bazował na wiedzy li i jedynie książkowej............. Pozdrawiam PS. Mam nadzieję, że nie będziesz kiedyś moja pacjentką Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Zła interpretacja 04.03.05, 20:29 Dziewczyno, Ty chyba NIE POWINNAŚ być lekarzem!!! Czy Ty ustalasz kryteria kto ma zdrowe podejście do życia? Masz monopol w tym temacie? Dziewczyno, za kogo Ty siebie uważasz? Słyszałaś o czymś takim jak prawo do intymności! Kończysz studia i wydaje Ci się, że pozjadałaś wszystkie rozumy? Jakbyś mi takim głupim tekstem o chorym podejściu do życia zasuneła w gabinecie to jeszcze w tej samej godzinie jest na Ciebie skarga! Poza tym tematem nie była osobna sala, klimatyzacja, luksusy itd. ale respektowanie KARTY PRAW PACJENTA a w szczególności obecność studentów. I tego też dotyczył zarówno cytat jak i komentarz. A tak się składa, że kobieta ma prawo odmówić obecności studentów. I nie tłumacz mi tu o studiach i nauce, bo też skonczyłam studia i też musiałam się uczyć. A swoją drogą, to niezłą hipokrytką jesteś! Z jednej strony obrażasz innych o chorym podejściu, bo nie chce studentów (a te biedaki w końcu się muszą uczyć), ale dla siebie chcesz ulgę i rodzić w spokoju (jednak wiesz, że tłok to brak spokoju) z ukochanym! Powinnaś na swój poród zaprosić CAŁY rok! Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko lillka 05.03.05, 09:14 policxz do 10 i kilka glebszych oddechow przepona. chyba zbyt doslownie odczytujesz slowa poprzedniczki. i nie wymawiaj tego kim chce byc. to jej sprawa. pacjent ma prawo wyboru lekarza. nie bedziesz chciala do niej chodzic, to nie pojdziesz. mysle, ze ona tez takich nerwusow nie pragnie leczyc. lekarz tez zasluguje na szacunek wiesz? tymczasem w tym watrku w 90% mozna znalesc pogarde dla tego srodowiska. po co chodzic do takieggo lekarza, ktorego sie nie lubi, nie szanuje, nie ma zaufania? wybierz takiego, z ktorym poczujesz sie lepiej. zapewniam Cie, ze to przyniesie poztywne skutki dla Ciebie i lekarzy. nie jestes na kogos na sile skazana. ps. kim Ty u licha jestes zeby mowic ludziom czy moga byc lekarzem? komisja z naczelnej izby lekarskiej? a moze z AM? jestes profesorem? znawca w medycynie? ekspertem od sluzby zdrowia i od ksztalcenia kadr medycznych? uspokoj sie. nie ma czym sie ekscytowac, z tego co zauwazylam Tobie porod ze studentami nie grozi.zatem dystans. nerwy na wodzy. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Zła interpretacja 05.03.05, 09:16 o prosze, jeszcze skarga straszy kogos za to ze na forum publicznym smial miec wlasne zdanie. naprawde sie zagalopowalas. nie masz prawa tak jezdzic na kims. wymagasz kultury od lekarza a sama oprocz swoich rzadan nie masz nic. nawet tej kultury osobistej, ktorej brak wytknelas panom profesorom. Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Re: Zła interpretacja 05.03.05, 09:31 Szanowny Pmpku-Sadełko, Sam weź kilka głębszych oddechów! I zastanów się nad tym, co wypisujesz jako komentarz do mojego posta! Wygląda na to, że niestety w zacietrzewieniu nie zrozumiałaś ani jednego słowa. Każdy ma prawo złożyć skargę na kogoś, kto łamie prawo. Nawet jeśli łamiącym prawo jest lekarz, w tym także pan profesor. I to chyba nie powinno budzić wątpliwości. Poza tym ja po nikim nie jeżdżę. Przypominam tylko, że każdy pacjent zgodnie z Kartą Praw Pacjenta i nie tylko, ma prawo do INTYMNOŚCI. I takim pacjentem jest także rodząca kobieta! I podobnie jak lekarz, na szacunek tak samo zasługuje pacjent. A moze nawet bardziej choćby z uwagi na cierpienie. I czy to tak trudno zrozumieć? Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Re: weroniko? ja do Ciebie pisalam? na pewno nie. 05.03.05, 09:33 Przepraszam, ale myślałam, że do mnie! ;o) Odpowiedz Link Zgłoś
lillika pimpek_sadelko 05.03.05, 12:19 No cóż, zacznę od tego byś sama najpierw wzięła głęboki, spokojnie przeczytała post na który ja odpowiedziałam i zastanowiła się kto pierwszy po kim zaczął jeździć. Po pierwsze: nie potrzebuje rad w temacie wyboru lekarza. Niestety, wróżką nie jestem i nie wiem do kogo idę na pierwszą wizytę a nie pozwolę na to, by lekarz oceniał mnie określeniem "chore podejście do życia". Komentarz o skardze dotyczył takiego karygodnego zachowania w gabinecie. To zrozumiałe, że więcej do takiego lekarza bym nie poszła więc dalszy tekst "Mam nadzieję, że nie będziesz kiedyś moja pacjentką" był zbędny. Po drugie: zadziwiająca obrona Inez-sis. Skoro ona ma prawo oceniać mnie i moje podejście do życia jako chore, to ja mam prawo ocenić, że się nie nadaje do zawodu lekarza (kto zaczął!). Szacunek obowiązuje obie strony. Komentarz "masz chore podejście do życia" - przypominam, że rozmawiamy o obecności studentów - jest zaprzeczeniem szacunku. Więc kto tu powinien usłyszeć coś o kulturze osobistej. Ja nie komentuje tego, że ktoś chce mieć przy sobie 15 studentów podczas porodu. To jest jej prywatna sprawa i nic mi do tego. Nie komentuje takiego podejścia typu "chore", "zdrowe". Szanuje cudze zdanie i dlatego domagam się szacunku dla odmiennego zdania. Dlatego też w pierwszym moim poście zwróciłam uwagę, że takie generalizowanie i ocenianie jest krzywdzące, bo każdy człowiek jest inny. I co otrzymałam? Że mam "chore podejście do życia". Czy lekarz jest od ustalania norm, co jest zdrowe a co chore? Nawiasem mówiąc, w życiu by mi do głowy nie przyszło żeby komuś (np. moim koleżankom) powiedzieć, że ma chore podejście do życia. Ale najwyraźniej nie mam kultury osobistej. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: pimpek_sadelko 05.03.05, 12:39 znowu przekrecasz. dziewczyna nie napisala, ze masz chore podejscie. napisala tylko , ze pewne zachowanie uwaza za zdrowe. a miedzy zdrowiem a choroba jest jeszcze przepasc. sama sie zaliczylas do tych "chorych". ta studentka wcale Cie nie obrazila.nikogo nie obrazila. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: pimpek_sadelko 05.03.05, 13:02 Nic nie przekręcam. "Uwazam że masz chore podejście do życia bo nie zrozumiałaś zdrowego podejścia." To brzmi jednoznacznie. Dalsze "Nie chodzi o zapraszanie ludzi z ulicy "chodźcie i patrzcie na mój poród"" było zbędne. Wiadomo przecież, że nie chodzi o ludzi z ulicy a o obecność studentów. Kobieta ma prawo zgodnie z Karta Praw Pacjenta, niezgodzić się na obecność studentów. I to jej zdanie powinno się uszanować. Tak jak napisałam już w innym poście niżej. Gdyby Inez-sis napisała, że się cieszy że są kobiety które zgadzają się na obecność studentów, nie byłoby dalszej dyskusji. Niestety. Zaczęła oceniać i obraziła. Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow jeszcze jedno wtrącenie 05.03.05, 13:04 Inez-sis sama zaznaczyła, że ma nadzieję, iż podczas porodu kolektyw kolegów z roku "pozwoli" jej urodzić w spokoju wspólnie z ukochanym. Czyli nie pała jednak chęcią do tego by służyć medycynie jako obiekt naukowy. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: jeszcze jedno wtrącenie 05.03.05, 13:07 weronikaglow napisała: > Inez-sis sama zaznaczyła, że ma nadzieję, iż podczas porodu kolektyw kolegów z > roku "pozwoli" jej urodzić w spokoju wspólnie z ukochanym. > Czyli nie pała jednak chęcią do tego by służyć medycynie jako obiekt naukowy. O tym już wcześniej pisałam Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Re: jeszcze jedno wtrącenie 05.03.05, 13:46 Przerażające jest, że według lekarzy - tak napisała Inez-sis - jedynie w obliczu śmierci pacjnci mają jakiś wybór. Dla mnie to odczłowieczenie! Tragedia. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko lillka 05.03.05, 19:19 poniewaz chce dyskutowac a nie obrazac sie , poniewaz daleka jestem od populizmu poziomu adrzeja leppera ( lubie konkrety a nie strasznie ludzi czyms o czym nie ma sie pojecia),poniewaz zbyt latwo sie wsciekasz i zbaczasz z tematu, poniewaz nie umiesz dyskutowac o problemie tylko czepiasz sie osob to moze dajmy sobie spokoj i w tej dyskusji zdaniami sie nie wymieniajmy. zachowajmy spokoj. pozdrawiam ps. to naprawde nie bylo zlosliwe, szczere i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika pimpek_sadelko 05.03.05, 22:11 Taaak, super i na poziomie są takie zakończenia, kiedy to oponenta najpierw obsypuje się insynuacjami typu: "nie umiesz dyskutować", "zbaczasz z tematu"(?), "czepiasz się osób" itd., a potem pisze się: "dajmy sobie spokój", "zdaniami sie nie wymieniajmy". Żegnam Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: szanowna lilliko 05.03.05, 18:34 Spokojnie. Nie denerwuj się Primo: jestes ostatnia ostatnią osoba, która może na podstawia kilku postów oceniać mnie "jakim będę lekarzem". Lekarz powinien przede wszystkim być kompetentny a Ty o moich kwalifikacjach niewiele wiesz. Oczywiście rozumiem kobiety, że moga się czuć zażenowane obecnością studentów jednak nie chcę się powtarzć, ale sa rzeczy, których nikt się nie nauczy z książek. Z medycyną jest jak z gotowaniem. Najlepsza książka kucharska nie zastąpi doświadczenia i tylko w praktyce można je zdobyć Secundo: Owszem napisałam, że nie chce rodzić przy swoich znajomych z roku. Ale czy to Cię dziwi? Nie przeszkadzaliby mi studenci, gdyby nie fakt, że co dziennie siedzimy razem na wykładach, zajęciach, w kawiarni... Jeżeli mieliby to być studenci z niższych lat albo jacyś stażyści, których nie znam to jest mi wszystko jedno. Odpowiedz sobie na pytanie czy Ty chciałabys rodzić pośród koleżanek z pracy??? Stojąc w obronie "biednych kobiet traktowanych jak króliki", pomimo ze uwazasz mnie za zadufaną w sobie "Wielką pania Doktor", przyznaję, że sama byłam "materiałem doświadczalnym" i nie należę do osób, które do załozenia wenflonu będą prosiły docenta Jak lezałam w szpitalu to studenci podłączali mi kroplówki, zmieniali opatrunki pod okiem lekarzy i....co? Żyję! Studenci to nie mordercy i szydercy!!! Tertio: Nie wiem jakie studia kończyłaś (bo pisałaś, ze "też się uczyłaś i wiesz jak to jest") ale jestem ciekawa, bo jezeli tez medycynę to zastanawiam się jaki procent Twojej wiedzy jest zdobyty z podręczników a jaki wynika z Twojej praktyki. Na koniec tylko dodam, że to właśnie lekarz orzeka o zdrowiu i chorobie Pozdrawiam Ania i Dzidzius, który dziś nad ranem rozpoczął 23 tydzień swojego życia Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszkamr Re: szanowna lilliko 05.03.05, 19:20 Droga Inez-sis, Po raz pierwszy odzywam się w tej dyskusji. Więc najpierw parę słów o sobie, bo o Tobie wiem już co nieco - będziesz lekarzem i kończysz medycyne, a skoro wchodze w dyskusję, to dobrze, żebyś wiedziała, z kim rozmawiasz. Ja jestem tłumaczką i żoną lekarza. Mam 36 lat, jestem więc od Ciebie prawdopodobnie kilkanaście lat starsza. Przede wszystkim gratuluję wyboru zawodu. Medycyna to wspaniała gałąź nauki, fascynujący zawód, wymagający stałego rozwoju kwalifikacji i dla chcących zapewniający możliwość ciągłego odkrywania nowych horyzontów. Szkoda niestety, że tak bardzo niedoceniony w Polsce, zarówno pod względem prestiżu społecznego, jak i finansowego. Nie mogę się z Tobą nie zgodzić w wielu kwestiach: oczywiście, że musicie szkolić się na żywym materiale, bo żywy materiał będzie Waszym warsztatem pracy (z wyłączeniem paru specjalności). Masz także rację, mówiąc, że lekarz powinien być przede wszystkim kompetentny, ale poza tym powinien także posiadać parę cech charakteru, które oprócz kompetencji uczynią z niego tzw. dobrego lekarza, do cech tych należy zaliczyć empatię i szacunek dla "żywego materiału". Nie masz racji, pisząc, że nie jest naruszeniem praw pacjenta obecność studentów przy procedurach medycznych bez jego woli i wiedzy. Jest to bowiem w oczywistej sprzeczności z Kartą Praw Pacjenta cytowaną przez jedną z moich poprzedniczek. Teraz co do samej obecności studentów. Ja osobiście nie miałabym nic przeciwko obecności kilku studentów, ale 15-osobową grupę uważam za zbyt liczną i mocno nie sprzyjającą nie tylko samej rodzącej, ale także i wiedzy, którą studenci ci mogliby potencjalnie wynieść ze swojej obecności. Poza tym będę rodzić przez cc (ze wskazań medycznych, nie z wyboru), mam już jedno cc za sobą i wiem, że 1-2 osoby na sali w takim momencie to maksimum, również ze względu na "higieniczność" sali operacyjnej. Z drugiej strony jestem dość spokojna o zachowanie studentów, ponieważ mój mąż, który przez wiele lat studentów uczył, poradziłby sobie z każdym przejawem braku szacunku w stosunku do mnie. Myslę także, że prowadząca mnie pani docent nie miałaby z tym najmniejszych kłopotów. Tylko że nie każdy jest w takiej sytuacji, jak ja. Wiele osób podchodzi z dystansem do personelu medycznego, ponieważ dosłownie znajduje się w jego rękach. Ja też słucham prowadzącej mnie pani docent, bo mam do niej stuprocentowe zaufanie, jak mąż aplikuje mi jakąś kurację, to nie dyskutuję z nim - pytam oczywiście i prosze o wyjaśnienia - ale stosuje się do zaleceń, bo ufam. Często jednakże zdarza się, że pacjenci są źle traktowani przez personel medyczny. I nie mam tu wcale na myśli studentów, bo kultura czy raczej jej brak może bardziej dotyczyć profesora niż w sumie dość przestraszonego jeszcze studenta. I na koniec jeszcze parę słów wyjaśnienia co do naszych (rodzących) oporów wobec obecności studentów. Otóż generalnie chyba obawiamy się naszej biologiczności, bo ona stawia nas na równi nie tylko społecznie: to znaczy chory sędzia, nauczyciel, lekarz jest równy choremu tokarzowi, piekarzowi czy motorniczemu, ale także odkrywa przed nami naszą przynależność do biologicznego świata zwierząt. W czasie porodu nie wyglądamy zbyt atrakcyjnie, a sam poród dotyka także naszej sfery intymnej, naszych genitaliów. Ja mogę nie mieć z tym problemu, mogę sobie wyobrazić sytuację, że student, który wczoraj był przy moim porodzie za tydzień przyjdzie do mnie po tłumaczenie. Ale tak naprawdę to od kultury studenta zależy, czy będzie potrafił oddzielić tamten mój widok z otwartą jamą brzuszną od mojego widoku za biurkiem w zupełnie innej roli. To może być krępujące dla obu stron, może, ale nie musi. Lekarz powinien umieć podejść do pacjenta w sposób indywidualny i osobisty, niedopuszczalne jest traktowanie nas wyłącznie jako materiału szkoleniowego. My się boimy po prostu waszego braku empatii i szacunku. I to nie chodzi wcale o to, byście płakali nad każdym siniakiem. Ale nie możecie lekceważyć naszych obaw i rozterek. Przecież to my nagle znajdujemy się w nowej dla nas roli: jednego dnia wykonujemy nasze obowiązki zawodowe i jesteśmy na przykład cenionymi fachowcami, zajmujemy wysokie stanowiska, a następnego dnia musimy odsłonić pośladek do zastrzyku. To jest dla nas krępujące. Droga Inez, długa droga jeszcze przed Tobą, ale jeśli zechcesz przyjąć radę nie od lekarki, ale od żony lekarza i starszej koleżanki, to spróbuj spojrzeć na pacjentów bardziej jak na ludzi, a mniej jak na materiał szkoleniowy i codzienny warsztat pracy. Gwarantuję, że z czasem to zaprocentuje. Pozdrawiam Agnieszka, mama Marianny (5 lat) i Tadzia (36 tc) Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: szanowna lilliko 05.03.05, 21:59 Primo: skoro na podstawie zaledwie kilku zdań, uzurpujesz sobie prawo do oceny cudzego podejścia do życia, to chyba nie powinno Cię dziwić, że ktoś potem oceni Ciebie. Natomiast nie mówiłam nic o Twojej wiedzy lecz o podejściu do drugiego człowieka. A w tym właśnie mieści się zrozumienie i uszanowanie woli pacjenta w temacie "studenci". Secundo: są sytuacje i sytuacje. W jednych sytuacjach nie przeszkadza nam obecność studentów, w innych - chcemy mieć spokój. I taki wybór daje nam Karta Praw Pacjenta. Pacjent to też człowiek. Nie chce mieć do czynienia z takim lekarzem, który nie tylko lekceważy moje zdanie, ale jeszcze w chwili potwornego cierpienia każe mi pomyśleć o uczących się studentach. Tak na marginesie: też miałam do czynienia z uczącymi się, np. podczas pobierania krwi - chociaż dziewczyna nic mi nie mówiła który raz to robi, to jednak można to było wyczuć poprzez delikatne gesty na migi z doświadczoną pielęgniarką. Nie narzekam na to. Tertio: każda wiedza wymaga większego lub mniejszego doświadczenia praktycznego. To jednak nie oznacza, że dla zdobycia cennej praktyki trzeba gwałcić wolę pacjenta. "Na koniec tylko dodam, że to właśnie lekarz orzeka o zdrowiu i chorobie" - zdanie wyjątkowo nie na miejscu. Lekarz nie decyduje i nawet nie ma takiego prawa by decydować, jakie podejście do życia jest chore a jakie zdrowe. pozdrawiam P.S. Nie dawaj cudzysłowia przy takich zwrotach "biednych kobiet traktowanych jak króliki", "Wielką pania Doktor", "materiałem doświadczalnym", bo to sugeruje, że cytujesz moje słowa. A to kłamstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Boże, chroń przed takimi lekarzami jak inez!!!!! 05.03.05, 13:57 inez-sis napisała: > PS. Też rodzę w lipcu i juz połowa mojego roku zapewnia mnie, że pojawią sie na > > ginegologii w tym czasie........I co mam zrobić...Mam nadzieję, że przez wzgląd > > na TAAAAAAAAKĄ sytuację, lekarze potraktują mnie ulgowo i pozwolą urodzić w > spokoju z moim Ukochanym... a dalej: "I nie jest łamaniem prawa pacjenta, że student go bada czy uczestniczy w operacji czy zabiegu nawet wbrew jego woli. Bo nie wiem czy lepsze jest by studenci uczyli się wyłącznie z książek??? Nie sądzę byś chciała się leczyć u takiego doktorka Ale jak pisały moje przedmówczynie rodząc w szpitalu klinicznym liczysz sie z tym, że mogą być studenci. I zdaje sobie sprawę, że to nie dziecko i poród studenta ale weź pod uwagę że student patrzy na to nie emocjonalnie jak na cud narodzin, ale jak na procedurę medyczną, której musi się nauczyc. Przykro mi ze masz inne zdanie. Uwazam że masz chore podejście do życia bo nie zrozumiałaś zdrowego podejścia." Widzę, ze rośnie z Ciebie rasowy lekarz o pdwójnej moralności: ulgi dla swojaków, reszta za kasę, albo robimy z nich kroliki. Boże, chroń przed takimi lekarzami!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Boże, chroń przed takimi lekarzami jak inez!! 05.03.05, 19:20 Odpisałam juz lillice. Nie wiem jak Ty ale przy znajomych trochę krępujące rodzić. Czy Ty chciałabys rodzić przy koleżankach i kolegach z pracy??? Nie sądzę. Wiec nie dziw się! Jeżeli w gre wchodzą studenci lub stażyści, których nie znam jest m to zupełnie obojętne. Co do "ulg dla swojaków" nie oburzaj się tak, bo jeżeli masz masarnię i przyjdzie do Ciebie koleżanka na zakupy to na bank sprzedaż jej lepszy kawałek mięsa. Więc nie dziw się, że jak poproszę koleżankę, żeby zbadała mnie poza kolejką to własnie tak zrobiBo takie jest życie i to wcale nie dotyczy wyłącznie lekarzy. Moja siostra jest prawnikiem i np. adwokatów i prokuratorów nie obchodzi jaka jest prawda tylko jakie sa dowody Nie zamierzam się usprawiedliwiać, ale nawet nie zdajesz sobie sprawy przed jakimi dylematami codziennie staje lekarz i uwierz mi, ze nie zamieniłabys się nigdy z nim na miejsca. Jak napiszę że lekarze nie zarabiają kokosów, to zaraz zabije mnie lawina postów o tym jakie łapówki biorą i jakimi samochodami jeżdżą ale popatrzcie z innej strony. Ile nocy nie przespanych, stresów, bo w końcu człowiek odpowiada za życie drugiego człowieka, i zrozum, że Ci rasowi o podwójnej moralności (do których mnie zaliczyłaś) tak samo przejmują się chorymi jak Ci co trzymają swoich pacjentów za rękę na kozetce. Nie wiesz jak sie czuje lekarz, gdy umiera mu pacjent, gdy matka przychodzi z 3-letnim dzieckiem chorym na białaczkę w 3 remisji choroby, jak operując widzisz rozsiew nowotworu w całej jamie brzusznej a w macicy przewraca się dziecko, bo kobieta była (26-letnia)w 28tyg ciąży i z rakiem żołądka. Niestety ginekolodzy cudem ratują Maluszka, bo 2 m-ce później kobieta juz nie żyje. I nie wierze, by ktokolwiek portafił przejść obojętnie obok takich tragedii. Mogę mnożyć takie przypadki, ale uwierz mi, że przy takich tragediach obecność studentów przy porodzie to pierd. Dodam, że byłam na 4 roku studiów, gdy profesor na chirurgii KAZAŁ mi pójśc na blok operacyjny, bym zaobaczyła do jakiego stanu lekarz pierwszego kontaktu doprowadził ową 26-letnią dziewczynę, lekceważąc jej bóle żołądka i leczył ją na ch. wrzodową. I nie pastwiłam sie wzrokiem nad ta dziewczyną, a jedynie wyciągnęłam wnioski, że niestety nawet w wieku dwudziestu kilku lat można umrzeć na raka żołądka, bo książki piszą, że to przecież choroba po 40 roku zycia... Przez parę tygodni chodziłam jak struta. I ja i praktycznie "cały oddział" od starego profesora, który juz mnóstwo rzeczy widział, przez lekarzy, stażystów, studentów, pielęgniarki, salowe i sekretarki. Minęło 1,5 roku a ja nadal pamiętam i na pewno nigdy nie zapomnę!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Boże, chroń przed takimi lekarzami jak inez!! 05.03.05, 22:14 Mogę mnożyć takie > przypadki, ale uwierz mi, że przy takich tragediach obecność studentów przy > porodzie to pierd. No właśnie. Dajesz sobie prawo oceniać co jest pierdem, a co nim nie jest. To jest Twoje SUBIEKTYWNE zdanie, bo widzialas gorsze przypadki. Moje SUBIEKTYWNE zdanie jest takie, że mój poród jest najwazniejszym wydarzeniem na świecie, stokroć ważniejszym od Wypraw krzyżowych, II Wojny Światowej, obozu w oświęcimiu i ataku na WTC. Wiesz czemu? Bo to MÓJ poród i to JA rodzę w tym momencie i chodzi o MOJE dziecko, to jest jeden z MOICH najwazniejszych dni w życiu. Ktoś kiedyś powiedzial: gdy umiera jeden człowiek, jest to tragedia, gdy umierają miliony, to tylko statystyka. Odpowiedz Link Zgłoś
megala Re: obecnosc studentow przy porodzie 04.03.05, 14:09 Ja rodzilam w szpitalu klinicznym ponad dwa lata temu. Studenci byli przed porodem, w trakcie porodu i na obchodach. Mnie to wcale nie przeszkadzalo, wiec to sprawa indywidualna. Stwierdzilam, ze gdzies sie przeciez musza nauczyc fachu. W trakcie porodu bylo mi wszystko jedno, bo bol byl straszny. Pamietam tylko, ze nagle do sali weszlo kilka osob, ale ja myslalam o bolu, skurczach i porodzie. Na obchodach z lekarzem przychodzilo po kilku studentow i tez mi to nie przeszkadzalo, moze jakas dziwna jestem, a nawet troche smieszylo. Myslalam, biedacy, musza ogladac to moje niezbyt pociagajace, pociete, popekane i pozszywane krocze. No ale niech ogladaja, w sumie to samo zycie i nie ma sie co tu wstydzic. Odpowiedz Link Zgłoś
aska_kotek Re: obecnosc studentow przy porodzie 04.03.05, 16:11 Według mnie, skoro wybierasz szpital kliniczny powinnaś wziąść pod uwage że tam się kształcą przyszli lekarze, pielęgniarki, czy położne. Dlatego nie wiem czemu odmawiać im możliwości nauki ?! Nikt z nich nic złego Ci nie zrobi, są tam jak cay personel poro żeby pomagać i służyć pomocą !!! Odpowiedz Link Zgłoś
naise Re: obecnosc studentow przy porodzie 04.03.05, 19:29 Gdy będę w ciąży, zrobie wszystko by rodzić bez studentów. Kilka moich koleżanek rodziło i słyszały bardzo niemiłe komentarze, opowiadały że sama obecność studentów im nie przeszkadzała, ale czuły się upokorzone ich komentarzami. Oczywiście nie ma co generalizować, że wszyscy studenci tacy są, ale dla mnie byłby to ogromny stres. Nie wiem nawet czy chciałabym aby partner widział mnie w takim stanie, a co dopiero studenci. Postaram się ograniczyć liczbę osób będacych przy moim porodzie do minimum. Dla mnie sam moment porodu jest dla mnie czymś obrzydliwym, ale niestety nie da się go uniknąć, więc jeśli zdecydujemy się na dziecko nie będę miała wyboru. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 04.03.05, 19:33 z dwojga zlego wolabym, zeby studenci widzieli mnie w tym stanie, a maz tylko jak jestem piekna i pogodna. Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 09:05 Każda rodząca kobieta ma PRAWO DO INTYMNOŚCI. A zdaje się, że obecność 15 osób przy porodzie to widoczny sposób łamania tego prawa. Personel medyczny jest jak każdy inny personel zobligowany do PRZESTRZEGANIA prawa. Nawet jak komuś się wydaje, że lekarze są w pracy bezpłciowi! Co do panów profesorów to w prywatnej klinice z pewnością nie pozwolili by sobie na uwagę w stylu: jak się nie podoba, ze będą cię oglądali obcy ludzie to won! Ci panowie jednak zapominają, że słono płacimy za ich często kiepskiej jakości usługi. Wystarczy spojrzeć na statystki choćby zakażeń wewnątrzszpitalnych. Ja uważam, ze każdy pacjent, którego nie poproszono o zgodę na obecność studentów albo studenci oglądali go wbrew wyrażonej woli, powinien zgłaszać skargi. Wówczas może stosunki: pacjent - lekarz by się ucywilizowały. Ci, którzy chcieliby być oglądani przez studentów mieliby taką możliwość, a ci, którzy sobie takiej sytuacji nie wyobrażają, zostaliby zostawieni w spokoju. Poza tym jestem ciekawa, czy taki pan profespor sam zgodziłby się rozebrać do naga i służyć własnym ciałem we wzniosłych celach naukowych? W ogóle to wydaje mi się, ze u nas niektórzy lekarze odgrywają jakąś dziwną grupę, której na terenie szpitala wszystko wolno. A pacjentów traktują jak przedmioty, z którymi wszystko można zrobić. Ciekawe skąd to przekonanie? Czyżby pacjent to był tylko wór tkanek? Bez mózgu, uczuć i emocji? Chyba niektórym wydaje się, ze tak. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 09:55 Dziewczyny, ale przecież decydując się na poród w szpitalu klinicznym trzeba się liczyc z obecnością studentów bo to są szpitale gdzie studenci się uczą. Jeśli ktoś nie życzy sobie ich obecności ( a oczywiście ma do tego prawo) to może wybrac inny szpital i nie mówię tu o prywatnym, ale o szpitalach państwowych gdzie studentów nie ma. Chcę także stanąc po stronie Inez-sis, która wyraziła tylko swoje zdanie - bardzo cenne dla mnie bo to był punkt widzenia właśnie studenta medycyny. Lilliko zachowałas się strasznie histerycznie i mocno się zagalopowałaś. Jęsli do wszystkich problemów w życiu tak podchodzisz to naprawdę współczuję.... pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 10:05 Mimo wszystko uważam, że w XXI wieku można dojść do kompromisu. W sumie wszyscy wiezą, że w klinikach AM uczą się studenci i faktycznie gdzieś się muszą nauczyć medycyny. Ale z drugiej strony wszystkich obowiązują cywilizowane zachowania i nie wolno wyrzucać pacjenta, czy rzucać kąśliwe uwagi w stronę kogoś, kto sobie nie życzy obecności osób postronnych przy krępujących badaniach czy zabiegach. Ja np. może na 1 czy 2 osoby bym się zgodziła ale na 15 na pewno nie. Z drugiej strony czy taki tłum faktycznie czegoś się nauczy czy raczej zwyczajnie pogapi? Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 10:08 najpierw sie pogapi zbiorowo. potem pogapi sie w mniejszej grupie, potem razem z doswiadczonym lekarzem odbierze porod a potem juz sam. nie chcialabym odwrocic zadnej kolejnosci tych zdazen. dla walsnego i dziecka zdrowia. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 12:24 paris4 napisała: > Chcę także stanąc po stronie Inez-sis, która wyraziła tylko swoje zdanie - > bardzo cenne dla mnie bo to był punkt widzenia właśnie studenta medycyny. co innego jest punkt widzenia studenta medycyny, a co innego ocenianie kogoś kto się z tym punktem nie zgadza jako "chore podejście do życia" > Lilliko zachowałas się strasznie histerycznie i mocno się zagalopowałaś. Jęsli > do wszystkich problemów w życiu tak podchodzisz to naprawdę współczuję.... mam odmienne zdanie Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 12:37 jeszcz jedno lillika napisała: > paris4 napisała: > > > Chcę także stanąc po stronie Inez-sis, która wyraziła tylko swoje zdanie > - > > bardzo cenne dla mnie bo to był punkt widzenia właśnie studenta medycyny. > co innego jest punkt widzenia studenta medycyny, a co innego ocenianie kogoś > kto się z tym punktem nie zgadza jako "chore podejście do życia" gdyby Inez-sis napisała, że cieszy się z tego, że są kobiety które pozwalają na obecność studentów, nie byłoby w ogóle dalszej dyskusji. Niestety. Zrobiła inaczej. A przecież Karta Praw Pacjenta nie mówi nic o "chorym" czy "zdrowym" podejściu do życia. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: do Lilllika 05.03.05, 14:56 Ło matko Lilliko zacytowałaś już chyba wszystkie moje wypowiedzi i wypowiedzi Pimpka. Szczerze mówiąc bawi mnie to trochę)) Dyskusja to dyskusja - każdy temat jest dla ludzi i nie ma co się tak gorączkowac bo to śmieszne. Spokojnie. Ten temat nie jest chyba aż tak ważny żeby urządzac taką histerię. Bez przesady)) Więcej dystansu życzę. pozdrowaim Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: do Lilllika 05.03.05, 21:53 paris4 napisała: > Ło matko Lilliko zacytowałaś już chyba wszystkie moje wypowiedzi i wypowiedzi > Pimpka. ????? Ciebie zacytowałam raz (drugi post był tylko dopełnieniem pierwszego), Pimpka ani razu. Tobie odpisałam 1 raz, Pimpkowi 2 (do godziny, w której wysyłałaś tego posta). We wszystkich 3 przypadkach były to odpowiedzi na posty kierowane do mnie, a więc oczekujące mojej odpowiedzi. > Szczerze mówiąc bawi mnie to trochę)) Dyskusja to dyskusja - każdy > temat jest dla ludzi i nie ma co się tak gorączkowac bo to śmieszne. Spokojnie. > Ten temat nie jest chyba aż tak ważny żeby urządzac taką histerię. Bez > przesady)) Więcej dystansu życzę. Nie wmawiaj mi gorączkowania się czy histerii! > pozdrowaim Agata 20tc pozdrawiam P.S. To bardziej pytanie retoryczne, nie kierowane bezpośrednio do Paris4: czy to jakiś nowy zwyczaj, że oponentowi wmawia się jakieś histerie, zbaczanie z tematu, doszukuje jakichś cytatów itp.? Dziewczyny, przecież to jest niegrzeczne i niepoważne. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: do Lilllika 06.03.05, 09:03 ok. Przecież nie musisz się tłumaczyc)) pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: do Lilllika 06.03.05, 12:31 Fakt, w końcu nie da się udowodnić, że nie jest się wielbłądem. Odpowiedz Link Zgłoś
magdalena.kinko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 10:32 KARTA PRAW PACJENTA podstawowe unormowania prawne wynikające z ustawy zasadniczej - Konstytucji z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483) określone w ustawach: * z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej (Dz. U. Nr 91, poz. 408 , z 1992 r. Nr 62, poz. 315, z 1994 r. Nr 121, poz. 591, z 19995 r. Nr 138, poz. 682, z 1996 r. Nr 24, poz. 110, z 1997 r. Nr 104, poz. 661, Nr 121, poz. 769 i Nr 158, poz. 1041 oraz z 1998 r. Nr 106, poz. 668 i Nr 117, poz. 756), * z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego (Dz .U. Nr 111, poz. 535, z 1997 r. Nr 88, poz. 554 i Nr 113, poz. 731, * z dnia 26 października 1995 r. o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów (Dz. U. Nr 138, poz. 682), * z dnia 5 lipca 1996 r. o zawodach pielęgniarki i położnej (Dz. U. Nr 91, poz. 410 oraz z 1998 r. Nr 106, poz. 668), * z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodzie lekarza (Dz. U. Nr 28, poz. 28 i Nr 88, poz. 554 oraz z 1998 r. Nr 106, poz. 668). I. Prawa pacjenta wynikające z bezpośredniego stosowania przepisów Konstytucji Każdy ma prawo do ochrony zdrowia - art. 68 ust. 1. Każdy obywatel ma prawo do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, na warunkach i w zakresie określonych w ustawie - art. 68 ust. 2. II. Prawa pacjenta w zakładzie opieki zdrowotnej, o których stanowi ustawa o zakładach opieki zdrowotnej z 1991 r. Pacjent zgłaszający się do zakładu opieki zdrowotnej ma prawo do natychmiastowego udzielenia mu świadczeń zdrowotnych ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia, niezależnie od okoliczności - art. 7. Pacjent w zakładzie opieki zdrowotnej ma prawo do: świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, a w sytuacji ograniczonych możliwości udzielenia odpowiednich świadczeń - do korzystania z rzetelnej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń - art. 19 ust. 1 pkt 1, art. 20 ust. 1, pkt 1 i art. 26, udzielania mu świadczeń zdrowotnych przez osoby uprawnione do ich udzielania, w pomieszczeniach i przy zastosowaniu urządzeń odpowiadających określonym wymaganiom fachowym i sanitarnym - art. 9 ust. 1 i art. 10, informacji o swoim stanie zdrowia - art. 19 ust. 1 pkt 2, wyrażenia zgody albo odmowy na udzielenie mu określonych świadczeń zdrowotnych, po uzyskaniu odpowiedniej informacji - art. 19 ust. 1 pkt 3, intymności i poszanowania godności w czasie udzielania świadczeń zdrowotnych - art. 19 ust. 1 pkt 4, udostępniania mu dokumentacji medycznej lub wskazania innej osoby, której dokumentacja ta może być udostępniana - art. 18 ust. 3 pkt 1, zapewnienia ochrony danych zawartych w dokumentacji medycznej dotyczącej jego osoby - art. 18 ust. 2, dostępu do informacji o prawach pacjenta - art. 19 ust. 6. a ponadto, w zakładzie opieki zdrowotnej przeznaczonym dla osób wymagających całodobowych lub całodziennych świadczeń zdrowotnych np. w szpitalu, sanatorium, zakładzie leczniczo-opiekuńczym, pacjent przyjęty do tego zakładu ma prawo do: zapewnienia mu: środków farmaceutycznych i materiałów medycznych - art. 20 ust. 1 pkt 2 i art. 26, pomieszczenia i wyżywienia odpowiedniego do stanu zdrowia - art. 20 ust. 1 pkt 3 i art. 26, opieki duszpasterskiej - art. 19 ust. 3 pkt 3, dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską lub inną osobę wskazaną przez siebie - art. 19 ust. 3 pkt 1, kontaktu osobistego , telefonicznego lub korespondencyjnego z osobami z zewnątrz - art. 19 ust. 3 pkt 2, wskazania osoby lub instytucji, którą zakład opieki zdrowotnej obowiązany jest powiadomić o pogorszeniu się stanu zdrowia pacjenta powodującego zagrożenie życia albo w razie jego śmierci - art. 20 ust. 2 i art. 26, wyrażenia zgody albo odmowy na umieszczenie go w tym zakładzie opieki zdrowotnej - art. 21 ust. 1 i art. 26, wypisania z zakładu opieki zdrowotnej na własne żądanie i uzyskania od lekarza informacji o możliwych następstwach zaprzestania leczenia w tym zakładzie - art. 22 ust. 1 i 3 oraz art. 26, udzielenia mu niezbędnej pomocy i przewiezienia go do innego szpitala, w sytuacji gdy pomimo decyzji uprawnionego lekarza o potrzebie niezwłocznego przyjęcia do szpitala nie może być do tego szpitala przyjęty - art. 21. Pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych pogotowia ratunkowego w razie wypadku, urazu, porodu, nagłego zachorowania lub nagłego pogorszenia stanu zdrowia powodującego zagrożenie życia - art. 28. III. Prawa pacjenta określone w ustawie o zawodzie lekarza z 1996 roku. Pacjent ma prawo do: udzielania mu świadczeń zdrowotnych przez lekarza, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi lekarzowi metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością - art. 4, uzyskania od lekarza pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach nie cierpiących zwłoki --art. 30, uzyskania od lekarza przystępnej informacji o swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu - art. 31 ust. 1, zażądania od lekarza informacji o swoim stanie zdrowia i o rokowaniu wówczas, gdy sądzi, że lekarz ogranicza mu informację z uwagi na jego dobro - art. 31 ust. 4, decydowania o osobach, którym lekarz może udzielać informacji, o których mowa w pkt 3 - art. 31 ust. 2, wyrażenia żądania aby lekarz nie udzielał mu informacji, o których mowa w pkt 3 - art. 31 ust. 3, nie wyrażenia zgody na przeprowadzenie przez lekarza badania lub udzielenia mu innego świadczenia zdrowotnego - art. 32 ust. 1, wyrażenia zgody albo odmowy na wykonanie mu zabiegu operacyjnego albo zastosowania wobec niego metody leczenia lub diagnostyki stwarzającej podwyższone ryzyko; w celu podjęcia przez pacjenta decyzji lekarz musi udzielić mu informacji, o której mowa w pkt 3 - art. 34 ust. 1 i 2, uzyskania od lekarza informacji jeżeli w trakcie wykonywania zabiegu, bądź stosowania określonej metody leczenia lub diagnostyki, w związku z wystąpieniem okoliczności stanowiących zagrożenie dla życia lub zdrowia pacjenta, lekarz dokonał zmian w ich zakresie - art. 35 ust. 2, poszanowania przez lekarza jego intymności i godności osobistej - art. 36 ust. 1, wyrażania zgody albo odmowy na uczestniczenie przy udzielaniu mu świadczeń zdrowotnych osób innych niż personel medyczny niezbędny ze względu na rodzaj świadczeń - art. 36 ust. 1 i 2, wnioskowania do lekarza o zasięgnięcie przez niego opinii właściwego lekarza specjalisty lub zorganizowania konsylium lekarskiego - art. 37, dostatecznie wcześniejszego uprzedzenia go przez lekarza o zamiarze odstąpienia od jego leczenia i wskazania mu realnych możliwości uzyskania określonego świadczenia zdrowotnego u innego lekarza lub w zakładzie opieki zdrowotnej - art. 38 ust, 2, zachowania w tajemnicy informacji związanych z nim a uzyskanych przez lekarza w związku z wykonywaniem zawodu - art. 40 ust, 1, uzyskania od lekarza informacji o niekorzystnych dla niego skutkach, w przypadku wyrażenia zgody na ujawnienie dotyczących go informacji, będących w posiadaniu lekarza - art. 40 ust. 2 pkt 4, wyrażania zgody lub odmowy na podawanie przez lekarza do publicznej wiadomości danych umożliwiających identyfikację pacjenta - art. 40 ust. 4, a ponadto pacjent, który ma być poddany eksperymentowi medycznemu ma prawo do: wyrażenia zgody lub odmowy na udział w eksperymencie medycznym po uprzednim poinformowaniu go przez lekarza o celach, sposobach i warunkach przeprowadzenia eksperymentu, spodziewanych korzyściach leczniczych lub Odpowiedz Link Zgłoś
magdalena.kinko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 10:37 Jak się komuś nie chce czytać całej karty: Pacjent w zakładzie opieki zdrowotnej ma prawo do: • świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, a w sytuacji ograniczonych możliwości udzielenia odpowiednich świadczeń - do korzystania z rzetelnej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń - art. 19 ust. 1 pkt 1, art. 20 ust. 1, pkt 1 i art. 26, • udzielania mu świadczeń zdrowotnych przez osoby uprawnione do ich udzielania, w pomieszczeniach i przy zastosowaniu urządzeń odpowiadających określonym wymaganiom fachowym i sanitarnym - art. 9 ust. 1 i art. 10, • informacji o swoim stanie zdrowia - art. 19 ust. 1 pkt 2, • wyrażenia zgody albo odmowy na udzielenie mu określonych świadczeń zdrowotnych, po uzyskaniu odpowiedniej informacji - art. 19 ust. 1 pkt 3, • INTYMNOŚCI I POSZANOWANIA GODNOŚCI W CZASIE UDZIELANIA ŚWIADCZEŃ ZDROWOTNYCH - ART. 19 UST. 1 PKT 4, • udostępniania mu dokumentacji medycznej lub wskazania innej osoby, której dokumentacja ta może być udostępniana - art. 18 ust. 3 pkt 1, • zapewnienia ochrony danych zawartych w dokumentacji medycznej dotyczącej jego osoby - art. 18 ust. 2, Odpowiedz Link Zgłoś
jaque Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 12:52 Dziewczyny, nie piszcie bzdur w stylu: "jak ktoś decyduje się na poród w szpitalu klinicznym to MUSI liczyć się z obecnością studentów"! Po pierwsze - nie każdy się DECYDUJE rodzić w takim miejscu, niektóre z nas po prostu nie mają wyjścia (ze względu na swój lub dziecka stan zdrowia). Po drugie - karta praw pacjenta obowiązuje w KAŻDEJ placówce medycznej - bez względu na to czy to szpital kliniczny czy nie (tak poza tym - poraża mnie fakt, że przyszła lekarka ignoruje te przepisy lub może nawet nie wie o ich istnieniu)... Na szczęście przekonałam się ostatnio sama, że w szpitalu klinicznym prawo jest przestrzegane. W szpitalu na Karowej na karcie przyjęcia do szpitala jest następujace zdanie: Wyrażam zgodę / odmowę na obecność studentów w czasie badań i zabiegów (trochę to nie po polsku, ale ważne, że jest . Moja decyzja (nie wyraziłam zgody) została przyjęta bez jakichkolwiek negatywnych komentarzy... Nie straszcie więc innych forumowiczek szpitalami klinicznymi pisząc nieprawdę. Każda z nas ma prawo nie zgodzić się na obecność studentów - i przed nikim nie musimy się tłumaczyć z takiej decyzji. I nie lamentujcie, że studenci nie będą mieli szansy na naukę - z tego co wiem to odsetek pacjentek nie godzących się na obecność studentów jest naprawdę niewielki. A innym to nawet, jak piszecie, pomaga. Nie ma chyba więc sensu tak ostro dyskutować na ten temat, podając przy okazji nieprawdziwe informacje... pozdrawiam M. Odpowiedz Link Zgłoś
e_stella Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 12:55 Najpierw wszyscy protestują, żeby studenci badali, a potem mają pretensje,że są konowały na fantomach uczone. A może studenci mają się uczyć na tym gorszym gatunku - biednych i niewykształconych, to wtedy wszystko będzie w porządku? Odpowiedz Link Zgłoś
jaque Do e_stella 05.03.05, 13:22 Jeśli wysiliłaś się, by przebrnąć przez ten wątek to pewnie zauważyłaś, że nawet tu zdecydowana większość kobiet nie ma nic przeciwko obecności studentów. Nie rozumiem wobec tego, dlaczego piszesz, że "wszyscy protestują". Protestuje garstka, która ma swoje powody, a Tobie (i innym) nic do tego. Skoro prawo daje nam możliwość nie zgodzenia się na obecność studentów, to chyba nic dziwnego, że niektóre z tego zamierzamy skorzystać. Natomiast zupełnie nie rozumiem jaki związek z tematem ma czyjś status materialny czy wykształcenie... Chyba Cię trochę poniosło... Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 13:25 > A może studenci mają się uczyć na tym gorszym gatunku - biednych i > niewykształconych, to wtedy wszystko będzie w porządku? W tym problem. Własnie tak się dzieje. Panie znające swoje prawa, płacace za poród, zzo, czy osobna salę mają zapewnioną intymność, personel liczy się z ich zdaniem. Mogą rodzić przy publiczności w postaci studentów, lub się na nią nie zgodzić. Zależy to od ich spojrzenia na świat, samopoczucia, wyznaczonej subiektywnie granicy intymności. Zaś panie, które nie znają swoich praw, bądź nie mają wystarczajaco dużo charyzmy i asertywności, by się domagać swoich praw, stają się królikami doświadczalnymi, są traktowane przedmiotowo i czują się jak rzeczy. Nie dziwię im się, że płaczą, że są rozgoryczone. Żadne tłumaczenie "dla dobra" nauki w takim momencie nie przemówi do kobiety, która czuje sie gwałcona przez personel medyczny. Nauka nauką, ale uczucia też trzeba sznować. W przeciwnym wypadku, jest to nauka odczłowieczona, rozwijająca się nie dla ludzi, ale przeciw nim. > Najpierw wszyscy protestują, żeby studenci badali, a potem mają pretensje,że > są konowały na fantomach uczone. Nie wszyscy protestują, tylko te co wrażliwsze. Wiele kobiet godzi się na obecność studentów, ale w ilości mniejszej niż kilkanaście. Myślę, ze nawet przy porodzie rodzinnym, zgodziłabym się (tak jak większość pań) na obecność jednego - dwóch studentów, ale nie więcej! Odpowiedz Link Zgłoś
weronikaglow Akcja Fundacji Rodzić po Ludzku 05.03.05, 13:15 Przed chwilą wróciłam z zakupów i w drodze zauważyłam plakat Fundacji Rodzić po Ludzku. Każdemu polecam strony Fundacji z plakatem, który widziałam: www.rodzicpoludzku.pl/ Dyskusje takie jak niniejsza nt. obecnosci studentów, czy niepotrzebnych zabiegów wykonywanych podczas normalnych porodów etc. wskazuja jak wiele problemów mamy tzn. przed sobą do pokonania. Odpowiedz Link Zgłoś
niepytana Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 13:18 A dlaczego nie mozna tak: Jeden student praktykuje z jednym lekarzem. Zgode wyraza pacjentka na ew. obecnosc studenta. Jezeli nie chce nie ma o czym mowic - student nie ma prawa byc obecny przy badaniu, operacji czy porodzie. Mysle, ba nawet wiem, ze jeden student z lekarzem ktory jest nauczony obycia z pacjentem w sensie - przywita sie, przedstawi, itd pacjentce nie ma z reguly problemu zeby uczestniczyc w roznych procedurach. Jest to zupelnie inny obrazek niz galopujace od pacjentki do pacjentki stado mlodzianow o glupich gapiowatych pyskach ktore ani me ani be, a czesto komentarze pod nosem jeden do drugiego i glupie miny czy usmieszki, jak to mialo miejsce gdy rodzila moja kuzynka. Rozni sa ludzie i rozne maja przezycia za soba i moga byc bardziej lub mniej wstydliwi itd. Nie ma prawa zaden student brac udzialu w jakichkolwiek procedurach leczenia pacjenta jezeli on na to nie wyrazaja zgody. Nawet na przeglodanie jego historii choroby czy innych tam prywatnych rzeczy pacjent musi wyrazic zgode na pismie. Glupie jest to gadanie ze ktos sie musi uczyc itd. Jasne, i nie bedzie problemu zeby sie uczyc jezeli student bedzie sobie praktykowal w bardziej subtelny i kulturalny sposob. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 13:33 "Jasne, i nie bedzie > problemu zeby sie uczyc jezeli student bedzie sobie praktykowal w bardziej > subtelny i kulturalny sposob." Dokladnie, tylko tyle jest wymagane. Czy to takie trudne do zrozumienia? Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 19:15 a czy ktoras z nas napisala ze studenci sa chamsscy? ile z was zn nimi mialo do czynienia, ze tak na nich polujecue? rozmawiajmy konkretnie? bez pogolnikow w stylu kolezanka mojej cioci dwadziescia lat temu.... bo to nie na temat. prosze, slucham, ktorej zrobil krzywde student medycyny podczas porodu lub innych zabiegow? macie l;ekarzy za kogos gorszego od siebie, czesto na tym forum padja slowa typu" konowal" lub inne .... a jak ten "konowal" ma byc lekarzem dobrym jesli nie pozwolimy im sie wdrazac? poszanowanie intymnosci? tak, absolutnie tego nie neguje, tylko pomyslcie prosze jak lekarz ma sie nauczyc pracy na czlowieku jesli czlowiek go odgania. a co do propozycji jeden student-jeden lekarz to niech ktoras powie jak to zorganizowac w praktyce, jesli na roku jest 200 studentow lub wiecej i kazdy z nich kilka tygodni musi byc na porodowce? chetnie poslucham madrych rad. wyzwiska i inne farmazony mnie nie interesuja. w piaskownicy nie jestem, chce pogadac. nie chce samosadow typu" jakim Ty /ktos bedzie lekarzem, jesli uwazasz to za konieczne". Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:04 Nie chodzi o studentów jako takich, ale o pietnastoosobową widownię1 W takiej grupie student może czuć się dośc swobodnie, łatwiej o niewybredne żarty, komentarze, śmiechy chichy, no i w ogóle ponad 30 par oczu patrzących na nagą kobietę nie jest zbyt sympatycznym przezyciem dla kogoś, kto gardzi rozbieraniem się przed publicznością. > a co do propozycji jeden student-jeden lekarz to niech ktoras powie jak to > zorganizowac w praktyce, jesli na roku jest 200 studentow lub wiecej i kazdy z > nich kilka tygodni musi byc na porodowce? Nie wiem, prawdę mówiąc niewiele mnie obchodzi jak to zorganizują, choć sądzę, że przy dobrej woli jest to wykonalne. Praktyki mogą odbywac się w różnych terminach. Za to bardzo mnie interesuje moja dupa oraz to, kto na nią w danej chwili patrzy i ją dotyka. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:08 mialam do czynienia ze studentami stazystami bedac w szpitalu. nikt nie drwil. moze nie miesci ci sie to w glowie, ale ci mlodzi ludzie od pierwszego roku sa uczeni POWAGI wykonywanego zawodu, a tak poza tym w fizjologii nie widza nic smiesznego. podajac brutalny przyklad mozna powiedziec tak: czy widzilas mechanika, ktory sie smieje na widok silnika? czy widzialas hydraulika, ktory sie smieje z tego ze ma w reku kawalek rurki albo z tego, ze naprawia cieknacy kran? juz bardziej lopatologicznie nie umiem. nie wiem skad masz takie dziwne wiadomosci i wybrednych komentarzach itd. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:20 czy widzilas > mechanika, ktory sie smieje na widok silnika? czy widzialas hydraulika, ktory > sie smieje z tego ze ma w reku kawalek rurki albo z tego, ze naprawia cieknacy > kran? Nie mam ochoty być kranem, bądź rurą, jakoś mało komfortowo bym się z tym czuła. Skoro jednak czasem trzeba, to zrobię wszystko, bym byla kranem dla jak najmniejszej ilości osób. Już bardziej łopatologicznie nie umiem. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:21 poddaje sie. nie kumasz. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:21 P.S. Bo w przeciwieństwie do kranu, nie jest mi wszystko jedno ile osób mnie ogląda i dotyka. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:26 lemmonka napisała: > P.S. Bo w przeciwieństwie do kranu, nie jest mi wszystko jedno ile osób mnie > ogląda i dotyka. jeju, czytaj co piszesz a potem co ja odpisuje. pisalas o smianiu sie i o drwiacych komentarzach i moja odpowiedz tego dotyczyla. nic nie pisalam o dotyku itd. jak nie chcesz byc dotykana, to powiedz jak to mozliwe? sama urodzisz? nikt Cie nie dotknie? nie sadzisz, ze lepiej, zeby mlody lekarz dotykal pod nadzorem starszego kolegi zanim sam zacznie dotykac? a to oznacza koniecznosc pracy na "zywym organizmie". naprawde nie rozumiesz, ze to dla naszego dobra? umiesz myslec troche dalej jak wlasny porod? a co bedzie z porodem Twojej corki lub synowej za x lat? kto go odbierze jak nie damy studentom rzetelnie sie uczyc? Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:44 Kazdy ma swoją rolę do spełnienia na tym świecie. Ty dasz się oglądac i dotykać studentom medycyny, ja pomogę potomnym w inny sposób w innej dziedzinie. Nic na siłę. Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Daj sobie spokój 06.03.05, 11:13 Nie warto tysiąc razy tłumaczyć komuś czegoś czego ON NIE CHCE ZROZUMIEĆ! Ty mówisz o chlebie a lemmonka o niebie. Nie chce zrozumieć i tyle Cieszę się, że ktoś na tym forum myśli podobnie do mnie (nie chce użyć "masz zdrowe" podejście do życia" bo znowu CO NIEKTÓRE wydrapią mi oczy). Przecież na żadną kobietę nie rzuci sie stado studentów wpychając jej ręce do pochwy! Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki Ania Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Daj sobie spokój 06.03.05, 11:19 Przecież na > > żadną kobietę nie rzuci sie stado studentów wpychając jej ręce do pochwy! Wystarczy, że "rzuci się" jeden bez pozwolenia, bym się wkurzyła. Nie jestem przedmiotem, żeby sobie tak kazdy mógł podotykac w celach naukowych. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Daj sobie spokój 06.03.05, 11:33 lemmonka napisała: > Przecież na > > > > żadną kobietę nie rzuci sie stado studentów wpychając jej ręce do pochwy! boze chyba zaklne, bo dalej nic nie kumasz. bez pozwolenia nic Ci nikt nie zrobi. moze caps lockiem zrozumiesz? musisz wyrazic zgode na wszystko: na ogladanie, na badanie itd. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Daj sobie spokój 06.03.05, 11:52 Aaa, no za zgodą, to co innego pytanie o zgodę odwraca sytuację o 180 stopni. Choć na badanie przez studenta na pewno się nie zgodzę. Chodzi mi raczej o to, że szanowna pani inez-sis jak i całe mnóstwo lekarzy w tym kraju jak widać, nie widzą nic zdrożnego w tym, by w ogóle nie pytać o zgodę, bądź wprowadzać studentów mimo sprzeciwu: "I nie jest łamaniem prawa pacjenta, że student go bada czy uczestniczy w operacji czy zabiegu nawet wbrew jego woli." Jest to łamaniem prawa i jeśli ktoś w imię nauki BEZ MOJEGO POZWOLENIA zechce zrobić ze mnie królika doświadczalnego dla przyszłych lekarzy, no to sorry, ale mu się to nie uda. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 17:01 wydaje mi sie, że nie w samych studentach tkwi problem, ale w ich opiekunach. To często zachowują się dość chamsko i arogancko wobec pacjentek, co odbija sie na relacjach student - pacjentka. Gdyby lekarze - kształceni jeszcze w minionej już na szczęście epoce mieli bardziej podmiotowe podejście do pacjentek większości omawianych tu problemów by nie było. Oczywiście są to niechlubne indywidua, ale spotykane... A to prowadzi do odgórnego negatywnego nastawienia wielu kobiet do studentów. Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Droga lemmonko 06.03.05, 11:07 Dlaczego Ty i weryfikujące moje kompetencje lekarskie Twoje poprzedniczki nagminnie czepiacie się 15 osobowej grupy studentów. Żona jednego lekarza słusznie zwróciła uwagę, że na żadnej sali czy operacyjnej czy porodowej lekarz nie weźmie 15-stu studentów, bo jego zapędy dydaktyczne spełzną na niczym...połowa nic nie zobaczy. I tak jest w szpitalach. Widać, że nie masz żadnego doświadczenia i podpisujesz się ślepo pod cudzymi sądami... Grupy są maksymalnie 5-cio osobowe. Więc nie pisz o spektaklach jakie studenci oglądają! Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Droga lemmonko 06.03.05, 11:10 Odpowiedziałam Ci już wcześniej "piętro niżej" Grupy są > maksymalnie 5-cio osobowe. Więc nie pisz o spektaklach jakie studenci oglądają! Pieciu też by mi przeszkadzało. Zgodzę się na góra dwóch, ale dopiero wtedy gdy zostanę ZAPYTANA o zgodę. Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: dzięki pimpek_sadelko :) 06.03.05, 10:57 Cieszę się, że jako jedna z niewielu kobiet, które najchętniej zażarłyby mnie w butach na tym forum, rozumiesz moje stanowisko. Lillika czepiająca sie stale pojęcia "zdrowe" i "chore" i cytująca wsiększośc wypowiedzi powoli robi się nudna. Z tego co wiem nigdy do porodów lekarz nie nie ciągnie za sobą grupy 15 studentów, bo nawet nie pomieszczą sie na sali Jeszcze raz dzięki Pozdrawiam Ania i Dzidziuś 23tyg Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: dzięki pimpek_sadelko :) 06.03.05, 11:07 Z tego co wiem nigdy do porodów lekarz nie nie ciągnie za sobą grupy 15 > studentów, bo nawet nie pomieszczą sie na sali Do mojego bez mojej zgody nie ściągnie ani jednego, bo zatłukę gołymi rękami (ewentualnie rekami męża), więc uważaj w przyszłości Pani Doktor i ostrzeż kolegów po fachu. Jak mi BEZ POZWOLENIA wprowadzą studentów, dostaną w twarz kartą praw pacjenta i będę bardzo, bardzo, bardzo niemiła. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: do Lemmonki 06.03.05, 11:24 Już jesteś niemiła żeby nie powiedziec agresywna. Teksty w stylu zatłukę gołymi rękami, dostaną w twarz są poniżej wszelkiej krytyki. Trochę klasy dziewczyno. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: do Lemmonki 06.03.05, 11:36 sama nie ma klasy a zada jej od lekarzy i studentow. najpierw trzeba swoja slome schowac z butow, zeby komus jego wady wytykac. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: do Lemmonki 06.03.05, 11:38 Pimpek, głuptasie, mów za siebie. Jak przestanę Twoje posty znajdywać w oślej ławce, może wtedy o słomie pogadamy. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: do Lemmonki 06.03.05, 11:36 No cóż, w tym chorym kraju trzeba walczyć o swoje. Jesli przyszła pani doktor nie rozumie, że są pacjentki, którym nie jest wszystko jedno, czy przy porodzie będą studenci, czy nie i nie widzi nic złego w obecności studentów BEZ ZGODY PACJENTA, trzeba jej trochę zweryfikowac poglądy. Jeśli nie da się grzecznie, to będzie ostro. Z natury jestem spokojna i grzeczna, ale jeżeli mi ktoś w taki intymnym momencie jak poród wejdzie z buciorami bez pozwolenia, przestanę być grzeczna i spokojna - tak jak teraz (nastawienie zwłaszcza osoby, która twierdzi, ze kończy medycynę mnie wyprowadziło z równowagi na tym forum). Wszystko da się dograć. Będę rodzic z mężem, ale być może zgodzę się na jakąś studentkę (jedną - góra dwie, jak będę miała dobry humor), ale pod warunkiem, że zostanę wcześniej grzecznie zapytana, a owi uczniowie nie będę manipulować w okolicach mojego krocza. Wtedy będzie wszystko ok, bez zgrzytów i niemiłych tekstów. W przeciwnym wypadku, Bóg mi świadkiem, bluzgi polecą z prędkością karabinu maszynowego i nie ma przeproś! Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 12:11 Karta praw pacjenta (o ile ją wnikliwie przeczytasz) uwzględnia obecność "personelu medycznego" a do takiego zaliczają się również studenci. Przypuszczam, że jeżeli lekarz się uprze to nawet nie będziesz wiedziała, że student był... Nie wiem, czy będziesz miała ochotę w takiej chwili wyrażać jakiekolwiek negatywne emocje. Przypuszczam, że będziesz myślała o tym, by jak najszybciej urodzić. Ani ja ani moi koledzy niemiłych pacjentów się nie boimy W końcu nie Ty pierwsza nie ostatnia Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 12:17 Bęe rodzić z męzem. Nie zostanę sama > najszybciej urodzić. Ani ja ani moi koledzy niemiłych pacjentów się nie boimy > W końcu nie Ty pierwsza nie ostatnia I to jest właśnie to myślenie, które trzeba zmienić u polskich lekarzy. Lekarz jest bogiem, pacjent nie ma praw. > Przypuszczam, że jeżeli lekarz się uprze to nawet nie będziesz wiedziała, że > student był... Nie przedstawi sie? Nie powie kim jest? Pieknie się nasz przyszła pani doktor zapowiada... Nie ma co. Nie wiem, czy będziesz miała ochotę w takiej chwili wyrażać > jakiekolwiek negatywne emocje. Będę miała, a jak nie ja, mój mąż się tym zaopiekuje. Właśnie po to tam idzie, by dopilnować, by mi nikt krzywdy nie zrobił i w sumie tylko po to. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 12:49 Lemmonka, chyba nie bardzo ma sens dalsza dyskusja. Nie chcesz studentów - ok. Taką możliwość dają Ci prawa pacjenta. Nie wiem, dlaczego niektórym tak trudno uszanować cudze zdanie. I jeszcze jedno: uważaj na cytaty. Teraz w tym poście zacytowałaś 3 razy. Ja przy 2 razach na cały wątek dowiedziałam się, że zacytowałam wszystkie wypowiedzi. Wow! Życze szczęśliwego porodu przy lekarzu, który uszanuje Twoje zdanie. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 12:59 Na szczęście mam swojego lekarza, mam nadziję, że to on będzie odbieral poród i wszystko pójdzie zgodnie z planem. Na wszelki wypadek jednak się przygotuję i wcześniej w szpitalu o wszystko wypytam. Poród będzie rodzinny, poza tym, zamierzam za niego słono zapłacić (sic!), żeby mi taka inez nie wyskoczyła zza krzaka. To będzie dla mnie wyjatkoy dzień, dzidzia i ja będziemy pepkiem świata i nie dam sobie odebrać tej uprzywilejowanej pozycji przez żadnego rutyniarza. Z tymi cytatami, nie wiem o co im chodzi, ale nie dziwię się, że mają problemy z taką prostą sprawą jak cytat, skoro nie mogą zrozumieć, ze ktoś bardziej niż one CENI SOBIE SWOJĄ INTYMNOŚĆ, a jej naruszenie jest dla niego POWAŻNYM PROBLEMEM. Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 13:59 Z tego co wiem to na ogólnej sali porodowej.gdzie są np 4-5 łózka dla rodzących nie moga być osoby towarzyszące-np mąż.osoby te mogą przebywać tylko podczas porodów w salach porodów rodzinnych.Dopytajcie się bo jeszcze okaże sie że nie tylko studenci nie bedą mogli wejść ale i mężulkowie. Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:01 i kto cie wtedy obroni przed zgrają studentów?? Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:23 O to też zadbam. "Kupię" sobie jedynkę, ewentualnie dwójkę. Mam inne wyjście? Żeby być traktowanym jak człowiek, trzeba zapłacić. Wcale nam się nie przelewa, ale na poród i opiekę okołoporodową oraz podstawowe rzeczy dla dziecka odłożyliśmy sobie jeszcze z wesela. W tym kraju najbardziej chora jest służba zdrowia, niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:34 trudno majac taki system opieki zdrowotnej miec inna "sluzbe" chcesz lepsza to niestety musisz placic. a z reszta lepsza dla Ciebie? a jak Ty wyrazasz sie o tych, ktorzy te "sluzbe" ( jeju jak mnie wkurza okreslenie sluzba zdrowia, do qrki edzy jaka sluzba? czy lekarze to pokojowki?!)tworza? co dasz innym z siebie to wroci do Ciebie pomysl nad tym. chcesz bic lekarzy i bogu ducha winnych studentow a potem super opieki? ja bym palcem nie kiwanela, biedni sa ci lekarze, bo nawet takich musza "obsluzyc". Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 !!!! 06.03.05, 14:46 oj,pimpek widzę że ty też znasz realia lekarskie! ja ja znam i chyba nie mam innego wyjścia jak wyjazd zagranicę za chlebem. Zdróweczka dla Ciebie i Waszego szczęścia. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: !!!! 06.03.05, 14:50 anusia151 napisała: > oj,pimpek widzę że ty też znasz realia lekarskie! ja ja znam i chyba nie mam > innego wyjścia jak wyjazd zagranicę za chlebem. > Zdróweczka dla Ciebie i Waszego szczęścia. my tez sie wszykujemy do wyjazdu Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:47 Baju baju bedziesz w raju. Gadasz od rzeczy. Jak ktoś bedzie miły dla mnie, będzie się odnosił z szacunkiem i nie będzie próbował mnie obszarpac z godności i intymnosci, odwdzięczę się tym samym na pewno. jeju jak mnie wkurza okreslenie sluzba zdrowia, do > qrki edzy jaka sluzba? No słuzba, służba. Personel medyczny usługuje pacjentom. A może nie? Z tym, ze jest to słuzba nie dla każdego, tylko dla ludzi naprawdę z powołaniem. Słuzba szczególna, bo bardziej da się ją porównać do opieki matki nad dzieckiem, niż mechanika nad samochodem. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:52 lemmonka napisała: > Baju baju bedziesz w raju. Gadasz od rzeczy. Jak ktoś bedzie miły dla mnie, > będzie się odnosił z szacunkiem i nie będzie próbował mnie obszarpac z godności > > i intymnosci, odwdzięczę się tym samym na pewno. > > jeju jak mnie wkurza okreslenie sluzba zdrowia, do > > qrki edzy jaka sluzba? > > No słuzba, służba. Personel medyczny usługuje pacjentom. A może nie? NIE. moj maz pracuje, nie usluguije. dostaje za to kase. "sluzy" to np pomoca jak ktos go poprosi. w szpitalu, w pogotowiu PRACUJE. jaka Ty jestes prymitywna. boze jedyny. Z tym, ze > jest to słuzba nie dla każdego, tylko dla ludzi naprawdę z powołaniem. Słuzba > szczególna, bo bardziej da się ją porównać do opieki matki nad dzieckiem, niż > mechanika nad samochodem. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:06 > > No słuzba, służba. Personel medyczny usługuje pacjentom. A może nie? > NIE. moj maz pracuje, nie usluguije. dostaje za to kase. "sluzy" to np pomoca > jak ktos go poprosi. w szpitalu, w pogotowiu PRACUJE. Buhahahahaa! Tak to sobie tłumacz ))))))))))))))))) Świadczy usługi zdrowotne. Taka jego praca. I nie ma co się obrażać. Dobry lekarz zawsze jest ceniony, w ogóle lekarz to prestizowy zawód, ale nie zmienia to faktu, że usługuje pacjentom i nie wiam jakbys się starała, nie zmienisz tego faktu. tak samo chydraulik świadczy usługi, adwokat, sprzedwaca, mechanik itd. Wszyscy dostają za to kasę. Jedyna róznica to prestiż zawodu. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:18 jednak jestes prymitywna. szewc tez swiadczy uslugi, a nazwiesz go sluzba czy rzemieslnikiem? lekarz , polozna to nie sluzacy, jak zabulisza te sale porodowa jednoosobowa to moze zrozumiesz zawod lekarza to nie sluzba moja droga, zyjesz w komunie, obudz sie ze snu. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:35 Szewc - rzemieślnik też swiadczy usługi. Coś Ty się tak uparła na wykasowanie nazwy "służba"? Przecież służba służbie nie równa. Mamy służbę zdrowia, ale mamy tez np. służby specjalne. I co? Żołnierz też jest na służbie. Lekarz, podobnie jak żołnierz sklada przysięgę, tylko trochę inną. Nie może pozwolić sobie na to, na co ja w swojej firmie mogę sobie pozwolić (tego klienta obsłużę, a tego nie bo nie chce mi się - najwyżej stracę, co mi tam). Musi pomagać wszystkim, którym jego pomoc w danym momencie jest niezbedna i nie może się kierować tym, że jeden pacjent mu zapłaci, to mu pomoże, a drugie nie, więc niech zdycha. > zawod lekarza to nie sluzba moja droga, zyjesz w komunie, obudz sie ze snu. Czym w takim razie jest zawód lekarza? Może mnie uświadomisz? Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:48 Lekarz musi:chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując należny im szacunek; Tak przysięgaliśmy i musimy tak postępować. Odpowiedz Link Zgłoś
conveyor Re: Pożyjemy zobaczymy :) 07.03.05, 23:14 Nic nie musi, Kodeks Etyki Lekarskiej stanowi ze lekarz moze odmowic leczenia pacjenta, jesli nie spowoduje to bezposredniego zagrozenia zycia lub zdrowia. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 08.03.05, 00:00 No właśnie - jeśli... A więc w pewnych przypadkach musi i już, nawet jeśli nie dostanie za to złamanego grosza, a chory śmierdzi jak nieboskie stworzenie. Pewnie dlatego służba zdrowia ma w swej nazwie słowo "służba". Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:49 to jest praca a nie służba.w tym względzie zgadzam sie z Pimpkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:57 To służba nie jest pracą??? Słuzba ratownicza słuzba celna słuzba zdrowia słuzba wojskowa słuzba więzienna itd Przecież to wszystko zawody - czyli praca, ale wszystkie mają coś specyficznego w sobie, co wyróznia je wśrod innych zawodów. Odpowiedz Link Zgłoś
naise Re: Pożyjemy zobaczymy :) 10.03.05, 11:08 Poglądy Lemmonki w większości pokrywają się z moimi. Lekarza służą pacjentom, co nie znaczy usuługują. Służą im pomocą, wyjaśnieniami, odpowiedziami na pytania, leczeniem etc. Nie wiem czemu się oburzasz (??) Lemmonka masz rację służba zdrowia kuleje i to bardzo, żeby mieć lepszą opiekę i być lepiej traktowanym należy zapłacić (choć i tak nie zawsze) - nie tylko jeśli chodzi o poród - ZAWSZE, w każdym przypadku, nie zapłacisz - nie masz. Odpowiedz Link Zgłoś
lenka30a Re: Pożyjemy zobaczymy :) 07.03.05, 11:50 Mój Boże mojej przedmówczyni to już się chyba wszystko pomieszało! pracownicy służby zdrowia to służący??? A Ty przepraszam na jakim stanowisku pracujesz, tj służysz??? hahaha, no nie czegoś takiego to jeszcze nie czytałam!!!! Ja nie mam nic przeciwko studentom, przecież gdzieś muszą się uczyć. Nie mam zamiaru robić histerii, bo ktoś się na mnie patrzy, no ale każdy może mieć inne zdanie Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:19 Lemmonko to bardzo dobrze, że będzie przy Tobie mąż w charakterzy bodyguarda. Miejmy nadzieję, że uda mu się obronic Cię przed kilkudziesięcioosobową grupą żądnych Twojego upokorzenia studentów)) Życzę powodzenia i lekkiego porodu no i siły na odpieranie ataków ze strony personelu medycznego, który oczywiście jest w szpitalu po to by zrobic Ci krzywdę. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:30 oj tak. moj maz wczoraj na takich wlasnie pacjentow co mama ochote " w ryj dac" wezwal policje. posiedzi to zmadrzeje. nie sadze emonko, zebys chciala aby do Ciebie tez ktos musial wzywac, naprawde bylabys zdolna do takiego chamstwa? czy Ty myslisz, ze ci studenci przyszli do cyrku? nie, oni przyszli do pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:39 Nikogo jeszcze nigdy nie uderzyłam, raz zdarzyła mi się, ze powyzywałam, ale to była już totalnie ekstrymalna sytuacja. Mój mąż też nie, ale gdyby zdarzyła się abstrakcyjna sytuacja, w której siła słowna nie podziała na wyjątkowo upartych gapiów, nie zawaham się sięgnąć po ostrzejsze środki w obronie swej godności i intymności. Tak trudno to zrozumieć? Myślę jednak, że jesli ja lub mąż powiemy spokojnie, że nie zgadzamy się na obecność osób innych niż niezbędne minimum, normalni ludzie zrozumieją i nie będzie problemu. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:42 O jakiej godności mówisz skoro planujesz zrobic z porodówki "ring bokserski" i targowisko jeśli tylko coś pójdzie nie po Twojej myśli? Ja tu nie widzę żadnej godności wręcz przeciwnie...... pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:23 > O jakiej godności mówisz skoro planujesz zrobic z porodówki "ring bokserski" i > targowisko jeśli tylko coś pójdzie nie po Twojej myśli? Tylko w wyjątkowej sytuacji gdy trafi mi się naprawdę oporna na wszelkie delikatniejsze sugestie zmiana. Przykładowo, jesli mimo zastrzeżenia (którgo na pewno nie zapomnę zgłosić wcześniej), że nie życzę sobie studentów w ilości większej niż jeden, wejdzie mi na salę grupa młodych ludzi, ja lub mąż od razu poprosimy ich o wyjście. To chyba powinno wystarczyć? Normalny człowiek zrozumie? Jeśli nie - zareagujemy ostrzej i chyba nie ma w tym nic dziwnego, nie uważasz? Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:26 paris? wierzysz w to? bedzie wyc z bolu i blagac zeby to sie skonczylo. nie wierze w ten ring. nie bedzie miec sily na niego ani ochoty. podczas porodu zejdzie sama do parteru, bez niczyjej pomocy Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:29 Racja)) Myślę, ze należy oswoic się z faktem, że poród jest wydarzeniem mniej lub bardziej upokorzającym, ale zawszę trochę jest. Im szybiej sobie to uświadomimy i przestaniemy się nad sobą użalac Lemmonko tym lepiej. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:31 Aha Pimpek i nie zapominajmy, że dla ochromy czci osobistej będzie także obecny mąż)) pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:43 bedzie wyc z bolu i blagac zeby to sie skonczylo. Mam nadzieję, ze nie będę, w końcu po coś to zzo wymyslili, nie? podczas porodu > zejdzie sama do parteru, bez niczyjej pomocy Dzięki za miłe zyczenia. Mam się odwdzięczyć tym samym? Z resztą, po to właśnie bedzie ze mną mój osobisty bodyguard, by w razie czego zadziałać za mnie Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:50 zmienilas zdanie? juz lac po mordach nie bedziesz? o jak milo. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:43 Jestem ciekawa kilku rzeczy (stawiasz sprawy coraz ostrzej, więc pozwoliłam sobie zabrać głos...) po pierwsze jak się byś się czuła gdyby jednak Twoje prośby nie zostały uszanowane, a opiekujący się studentami doktor potraktowałby Cię jak każdą inną pacjentkę (np. uraczając tekstem, że jeśli nie chciałaś studentów mogłaś wybrac inny szpital). Po drugie czy nie będzie Cię krępowało badanie wykonywane przez wykładowcę? Po trzecie jak sie zachowasz kiedy kilku studentów (nawet Tobie nie znanych) będzie zaglądało przez ramie Twojego męża w krępującym dla Ciebie momencie. Czy dopuszczasz też obecność studentów przy lewatywie (ostatnio coś takiego zafundowano mojej znajomej... 6 studentów uczyło się ja zrobić lewatywę rodzącej - mimo jej protestów) - w końcu tego tez muszą się nauczyć. Dziwi mnie to, że w tak wielu przyszłych lekarzach nie mogę się doszukać empatii i zrozumienia. W wielu kwestiach się z Tobą zgadzam, ale nie zgadzam sie z Twoją postawą. Tak jakbyś nie wiedziała jak bardzo pewne rzeczy mogą być upokażające dla kobiety. Że w niektórych momentach obecność obcych jest zbyt trudna. Że są chwile załamania. Potrzeba intymności. Że pacjentkę powinno się traktować z szacunkiem - witać, żegnać, pytać o zgodę, informować... I że czasem sama kobieta przeciwko kilku lekarzom jedyne co może zrobić to się poddać. I właśnie dlatego jest karta praw pacjenta - to jest dokument dla nas - taki którym możemy sie posłużyć w odpowiedzi na chamstwo lekarza - który często nawet się nie wita wchodząc do gabinetu. Już nie mówiąc o zapytaniou o zgodę na obecność studentów... Ale dobija mnie to, że studentów tego wszystkiego się nie uczy. Nie pokazuje im się najwyraźniej jak powinny wygladać relacje z pacjentem. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 14:53 pisalam o tym wyzej. poczytaj. nie chce mi sie powtarzac. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 15:01 Lolalilu jak tylko sobie żartuję z agresywnego nastwienia Lemmonki bo ją z tymi groźbami chyba trochę ponosi. Chodzi mi tylko i wyłacznie o formę w jakiej wyraża swoje poglądy. Oczywiście każda kobieta ma prawo odmówic obecności studentów w jakimkolwiek etapie porodu i jej decyzja powinna byc uszanowana. Ja wybierając szpital kliniczny liczę się po prostu z obecnością studentów i tyle. Nie mówię, że sprawi mi to dziką radośc - nie jestm ekshibicjonistką)) Też wolałabym byc na sali czystej i kameralnej tylko z mężem,lekarzem i położną, ale wiem, że decydując się na poród w tym właśnie szpitalu muszę wziąśc pod uwagę, że może to wygląda nieco inaczej. Nie zakładam też czarnego scebariusza gdzie klikanaście osób dotyka moich genitaliów i podśmiewa się z moich cierpień. Nie wiem może oszalałm, ale jednak nie chcę w ten sposób o tym myślec i wolę wytłumaczyc to sobie bardziej racjonalnie. Po prostu lepiej mi z tym niż z dramatyzowaniem i robieniem z siebie pokrzywdzonej. Wiadomo, że poród do najprzyjemniejszych nie nalżey zderzamy się dośc brutalnie z naszą fizjologią i możemy poczuc się upokorzone. Ja jednak wolę myślec o tym pozytywnie i patzrc na to jak na kolejny trudny etap drogi do spotkania z moim wymarzonym dzieckiem dlatego nie snuję czarnych wizji na temat porodu. Tak mi po prostu wygodniej. Przecież może zdarzyc się tak, że tych studentów będzie niewielu i będą bardzo sympatyczni, albo po prostu nie odczuję za bardzo ich obecności. Dla mnie prioryteyem przy porodzie jest bezpieczeńtwo dziecka i moje (a w tym szpitalu będę to miała zapewnione) a reszta to kwestie drugorzędne. Każdy ma prawo do swoich priorytetów i ja to szanuję. Dziwi mnie tylko agresywna postawa koleżanek Lemmonki i Lilliki i dlatego trochę się z nich podśmiewam - to wszystko. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: Pożyjemy zobaczymy :) 06.03.05, 17:18 tak masz rację... Mnie tylko dziwią pewne rzeczy. A lillka i lemmonka faktycznie i w moim odczuciu zbyt ostro podeszły do sprawy - co jest na forum rzeczą częstą. Już nie mówiąc o tym, że zdaję sobie sprawę z tego, jak studenci podchodzą do praktyk. Jakie są dla nich ważne i wnoszące. Dlatego jestem ich zwolenniczką - choć uważam, że wszystko powinno się odbywać tak, żeby pacjentka nie czuła sie jak szkoleniowy manekin. Oprócz techniki i doświadczenia studenci powinni nabywać obycie i rozwijac swoją empatię. Bo tego często brak starszemu pokoleniu lekarzy - którzy ich szkolą. Sama gdyby z jakichś względów zdecydował się na poród w szpitalu klinicznym pozwoliłabym na udział studentów - bo to dla mnie "cena" jaką się płaci wybierając taką placówkę. To wszystko oczywiście w ramach pewnych granic. Myslę, że masz bardzo dobre podejście. Myslę, że wszyscy studenci są sympatyczni. Tymi, którzy tworzą napięcie są zazwyczaj ich opiekunowie - bo z ich ust często padają chamskie komentarze (krzywdzące i trudne dla kobiet). Jednak nie do końca zgadzam sie z podejściem inez. Bo jako studentka nie powinna być traktowana inaczej niz pozostałe pacjentki - choć bardzo dobrze rozumiem jej niechęć do rodzenia wśród studentów ze swojej grupy. Tylko, że i ja chyba ciut za ostro zareagowałam. Boli mnie od rana głowa. Przepraszam... Odpowiedz Link Zgłoś
nupik Re: Pożyjemy zobaczymy :) 07.03.05, 07:22 ej lolalilu chyba cos pochrzanila twoja znajoma. Lewatywy nie robi lekarz tylko pielegnirka a na oddzialach dla kobiet nie pracuja pielegniarze mezczyzni, nie robcie juz absurdu jakiegos powtarzajac bzdury!Zaden mezczyzna peilegniarz nie robi kobiecie pacjentce lewatywy , chyba ze w ekstremalnej sytuacji, przeciez to oczywista bujda jakas. Lekarze nie musza umiec robic lewatywy pacjentom bo od tego jest inny personel szpitalny. a Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: Pożyjemy zobaczymy :) 07.03.05, 11:19 Rozmawiałam z koleżanką tuż po tym zajściu. Była później z tego okropna afera. A zaczęło się od tego, że dr opiekujący się grupą studentów powiedział, że to też muszą potrafić. I zaproszono ich do pomieszczenia gdzie pielęgniarka (kobieta) robiła lewatywę... Doktor się później tłumaczył, że oni muszą wiedzieć jak i takie rzeczy się robi gdyby kiedyś pielęgniarkom zechciało się strajkować. Niestety Nupik i takie sytuacje się zdarzają. Na szczęście rzadko. Ale wpływa to na ogólne nastawienie większości pacjentek do studentów. A nie studenci są w tym momencie winni - tylko Ci którzy organizują ich praktyki. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: Pożyjemy zobaczymy :) 07.03.05, 11:21 P.S. w ostatnich latach szkołę położnych skończyło kilku mężczyzn... po tej szkole nie da się pracować na oddziałach męskich Odpowiedz Link Zgłoś
inez-sis Re: czesc 15.03.05, 18:31 Cieszę sie że jednak nie uważasz mnie za wyzutą z człowieczeństwa studentką. Właśnie się dowiedziałam , że prawdopodobnie będę miała cesarskie cięcie i wobec takich okoliczności jest mi wszystko jedno czy będą moi znajomi z grupy czy nie. Miałam obiekcje wyłącznie do zaglądania w moje krocze przez kolegów, których lubię i szanuję ale nie jest to szczyt moich mrzeń, by mnie oglądali tak dogłębnie.... Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: dzięki pimpek_sadelko :) 06.03.05, 11:28 Lillika na pewni nie omieszka zacytowac Twojej wypowiedzi))) Niech no się tylko pojawi a będzie sypac cytatami jak z rękawa)) pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: dzięki pimpek_sadelko :) 06.03.05, 11:35 nie ma za co. przyznam szczerze, ze kiedy poronilam mialam szczescie do lekarzy, byli kompetetni, mili, ale najbardziej moim losem przejety byl zaczynajacy swoj zawod rezydent. chwilami mialam wrazenie, ze bardziej sie martwi niz ja to bylo bardzo mile. Odpowiedz Link Zgłoś
lillika Re: dzięki pimpek_sadelko :) 06.03.05, 12:28 Lillika się czepia, bo OBRAZIŁAŚ swoim osądem. A wystarczyłoby użyć słowa "przepraszam". Nie zrobiłaś tego. U mojej teściowej było może i 30 studentów - to była specjalna olbrzymia sala. Po dziś dzień na samo wspomnienie ma łzy w oczach. Na koniec korepetycje ze znaczenia słowa "cytować": swo.pwn.pl/haslo.php?id=4947 W cytowaniu nie wyróżniam się od innych uczestniczek forum. Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 14:10 A dlaczego nie mozna tak: > Jeden student praktykuje z jednym lekarzem Grupy w jakich ćwiczą studenci są ustalane w dziekanacie i są zdecydowanie za duże!Jeśli na roku jest 200 osób a Klinika Ginekologii(np w Białymstoku) jedna to grupy musza być liczne.Przytoczone w moim wcześniejszym poście słowa pewnego białostockiego profesora coraz rzadziej spotyka sie.Lekarze pytaja pacjentki czy zgadza sie na udział studentów w porodzie,gdy odmówi to rodzi bez studentów.Niestety słyszy sie ze studenci nie potrafia zachować sie stosownie do sytuacji-uśmieszki,komentarze przykro tego słuchac. Dla mnie osobiście pierwsze porody które obserwowałam były prawdziwym szokiem.widziałam cud narodzin. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 17:31 ooo - dopiero teraz przeczytała Twojego posta. Zgadzam sie w 100%. Dokładnie tak powinny wyglądac praktyki Odpowiedz Link Zgłoś
agab72 Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 13:54 Wiem, że studenci muszą się gdzieś uczyć. Mogą mnie "podziwiać" na obchodach - ok, wstyd mogę schować do kieszeni, pewnie żadnego z nich nie spotkam już nigdy w życiu. Jednak sam poród wydaje mi się sprawą bardzo intymną. Chodzi mi o to, że pragnę urodzić ze swoim mężem NASZE dziecko i nie wyobrażam sobie grupki gapiów. Lekarz, położna, 1 student w końcu gdzieś musi odbyć praktyki) - ok., ale nie grupa 15 osób - jak na Marszałkowskiej ) Aga. Odpowiedz Link Zgłoś
paris4 Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 15:06 Ja nie zakładam "czarnego scenariusza" - 15 osób w grupie. Moja koleżanka rodziła ostatnio w szpitalu klinicznym i miała 4 studentów przy porodzie i mówiła, że bardzo pomagali - rozładowywali sytuację i nie skupiała się tak na bólu. Przecież nie musi byc tak, że wpadnie 15 nieżyczliwych osób, których jedynym celem jest obrażenie Waszej godności osobistej. No bez przesady. Oczywiście, podkreślam, że jeśli ktoś kategorycznie nie życzy sobie obecności studentów to ma prawo odmówic. Nadal twierdzę, że najlepszym wyjściem z sytuacji jest rodzenie w szpitalu gdzie studentów nie ma - bo nie ma też wtedy stresowych sytuacji w tym temacie. Nie rozumiem tylko niektórych reakcji na ten problem - ale o tym pisałam już wyżej. pozdrawiam Agata 20tc Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 19:17 agab72 napisała: > Wiem, że studenci muszą się gdzieś uczyć. Mogą mnie "podziwiać" na obchodach - > ok, wstyd mogę schować do kieszeni, pewnie żadnego z nich nie spotkam już nigdy > > w życiu. > Jednak sam poród wydaje mi się sprawą bardzo intymną. Chodzi mi o to, że pragnę > > urodzić ze swoim mężem NASZE dziecko i nie wyobrażam sobie grupki gapiów. > Lekarz, położna, 1 student w końcu gdzieś musi odbyć praktyki) - ok., ale nie > grupa 15 osób - jak na Marszałkowskiej ) > > Aga. ale tu brak logiki! ma Cie ogladac na obchodach? to jai ma sie na nich nauczyc odbierac porody? robic cc? prosze powiedz, moze ja za glupia jestem, zeby to pojac? w moim szpitalu sa studenci na praktykach i zadnemu niczego nie zabronie, jesli bedzie patrzyl mu na rece moj lekarz. Odpowiedz Link Zgłoś
azbestowestringi Re: obecnosc studentow przy porodzie 05.03.05, 22:18 na studiach ( medycyna weterynaryjna) moja przyszla wiedza zalezala nie tylko od teorii, ktorej mozna sie nauczyc na pamiec, wyryc na blache.. ale tez od tego co moglam "robic" z pacjentami dlateog jak najbardziej pozwolilabym studentom zbadac mnie i byc przy porodzie. szkoda tylko, ze tam gdzie rodze ich nie ma (( Odpowiedz Link Zgłoś
asik343 Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 07:03 Kiedy rodzilam corke, przy samym porodzie nie bylo studentow. Pojawili sie podczas zakladania szwow - bylo ich czterech. Szwy zakladal mi sam pan ordynator, a cztery pary oczu bacznie sledzily, co robil. Pomyslalam sobie wtedy - pamietam - "Przynajmniej nie bedzie sie spieszyl i czegos nie spieprzy". Fakt. Szycie bylo zrobione popisowo. I jeszcze jedno - pamietam, ze jeden ze studentow wchodzac na sale spojrzal na mnie z wyraznym wspolczuciem widzac mnie bezposrednio po porodzie. To jest to o czym pisala pimpek - studenci reaguja bardziej emocjonalnie ..I skoro wspominam to pozytywnie po tylu latach, to znaczy, ze obecnosc tych mlodych ludzi wcale nie byla dla mnie w zaden sposob ponizajaca. I tyle ! A tak nawiasem mowiac - w trakcie trwania skurczow, jeszcze przed sama akcja porodowa pojawil sie na sali porodowej hydraulik - bo zlewozmywak sie zepsul. Ten to dopiero robil na mnie przerazone oczy hihihi...Dobrze, ze byl krotko, bo chlop wygladal, jakby mial zawalu dostac hihihihi.... Wyluzujcie. Usmiechu na buziach wiecej zycze kobietki )). Odpowiedz Link Zgłoś
nupik Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 11:39 inez i pimpek, jestem z wami. Pimpek to w ogole jedna z najrozsadniejszych mam na tym forum. tez nie wiem skad pochodza te dziwne opowiesci o chamskich studentach. Bylam operowana dwa razy na ginekologii, przy kazdym badaniu byli studenci (fakt ze na karowej nikt nie zapytal, na brodnie pytali od razu czy moga wejsc), mialam wtedy 18 lat i nie bylo mi do smiechu rozkladac nogi przed facetami (sami faceci mi sie trafili), ale oni nawet na mnie nie spojrzeli, zeby mnie nie krepowac, patrzyli tylko tam gdzie mieli patrzec, po czym podziekowali tez nie krepujac mnie spojrzeniami i wyszli. Na brodnie usg transwaginalne robil mi najpierw lekarz a potem student, ktory sie przdstawil i poprosil o te mozliwosc (lekarz prowadzacy az byl zdziwiony). Oczywiscie na t pozwolilam bo nie wiem na jakim fantomie mialby sie tego nauczyc. Byl bardzo delikatny, caly czas przepraszal i mowil co za moment bedzie robil, pomogl mi wstac i otworzyl mi drzwi. Potem kilka razy widzialam go na obchodzie i nigdy nie dal mi powodu do zawstydzenia. Z moich doswiadczn wynika ze studenci sa bardziej delikatni bo sami sa przerazeni i nie skazeni jeszcze rutyna. pimpek nie daj sie denerwowac, pozdrawiam cie i przyszla pania doktor tez nupik 36tc Odpowiedz Link Zgłoś
konica2 Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 12:59 Nie kazdy student zostanie ginekologiem!!! Tlumaczenie ze gdzies sie musi nauczyc odbierac porod jest nieuzasodnione bo tego nauczy sie podczas SPECJALIZACJI.Abstrakcyjne jest aby studenci np. stomatologii przeprowadzali badania ginekologiczne. nigdy w zyciu im sie to nie przyda tak jak i 95% osob z grupy studentow lekarskiego (bo beda sie specjalizowac w zupelnie innej dziedzinie). Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 14:44 konica2 napisała: > Nie kazdy student zostanie ginekologiem!!! hehehe ale odkrycie, a skad na np na 4-5 roku studiow moze wiedziec kim bedzie? na jaka specjalizajce sie dostanie? studia medyczne obowiazuja zajecia z wszystkich dziedzin medycyny. dopiero po studiach, po stazu, wybiera sie specjalizacje. malo kto na studiach od razu wie kim bedzie, a jak wie to nie znaczy, ze mu sie uda wymarzona specjalizacje zrobic.moj maz mial byc psychiatra, cale studia o tym marzyl, a po studiach stwierdzil, ze zajmie sie interna bo go zafascynowala na stazu. i co? to zbrodnia? jak zamierzasz pisac, to pisz na temat i zbierz garsc informacji zanim zaczniesz glupota swiecic i sie wymadrzac o czyms o czym nie maz zadnego pojecia. to obciach. Tlumaczenie ze gdzies sie musi > nauczyc odbierac porod jest nieuzasodnione bo tego nauczy sie podczas > SPECJALIZACJI.Abstrakcyjne jest aby studenci np. stomatologii przeprowadzali > badania ginekologiczne. nigdy w zyciu im sie to nie przyda tak jak i 95% osob z > > grupy studentow lekarskiego (bo beda sie specjalizowac w zupelnie innej > dziedzinie). Odpowiedz Link Zgłoś
panna_marianna Re: do pimpka 06.03.05, 19:24 pimpku sadełko, otóż jeśli twój mąz naprawde skończył medecynę, to powinien cie poinformować, że sa 2 wydziały: lekarski i stomatologia, rozdział pomiędzy nimi jest od pierwszego roku. Nie podejmuje sie decyzji o zostaniu stomatologiem na 4 czy 5 roku. zatem to co napisałas tyczy się tez i ciebie c pimpek sadelko: "jak zamierzasz pisac, to pisz na temat i zbierz garsc informacji zanim zaczniesz glupota swiecic i sie wymadrzac o czyms o czym nie maz zadnego pojecia. to obciach." tak, to obciach pimpku pimpek_sadelko napisała: > ale odkrycie, a skad na np na 4-5 roku studiow moze wiedziec kim bedzie? na > jaka specjalizajce sie dostanie? > studia medyczne obowiazuja zajecia z wszystkich dziedzin medycyny. dopiero po > studiach, po stazu, wybiera sie specjalizacje. malo kto na studiach od razu wie > > kim bedzie, a jak wie to nie znaczy, ze mu sie uda wymarzona specjalizacje > zrobic.moj maz mial byc psychiatra, cale studia o tym marzyl, a po studiach > stwierdzil, ze zajmie sie interna bo go zafascynowala na stazu. i co? to > zbrodnia? > jak zamierzasz pisac, to pisz na temat i zbierz garsc informacji zanim > zaczniesz glupota swiecic i sie wymadrzac o czyms o czym nie maz zadnego > pojecia. to obciach. > > Tlumaczenie ze gdzies sie musi > > nauczyc odbierac porod jest nieuzasodnione bo tego nauczy sie podczas > > SPECJALIZACJI.Abstrakcyjne jest aby studenci np. stomatologii przeprowadz > ali > > badania ginekologiczne. nigdy w zyciu im sie to nie przyda tak jak i 95% > osob > z > > > > grupy studentow lekarskiego (bo beda sie specjalizowac w zupelnie innej > > dziedzinie). > > Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: do pimpka 06.03.05, 20:34 jezus, a gdzie ja o stomatologii pisalam? stomatolog podczas porodu>? pierwsze slysze! sorry, ale nie skumalam Twojego postu.wyjasnij mi prosze, bo pogubilam sie w Twoich myslach, albo Ty w moich. Odpowiedz Link Zgłoś
panna_marianna Re: do pimpka 07.03.05, 17:55 z tych dwóch postów mozna wyciągnąc takie wnioski. Konica pisała m.in. o studentach stomy, Ty odpowiadałaś, co przeczytaj. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=21135107&a=21345787&s=1konica2 napisała: > Nie kazdy student zostanie ginekologiem!!! hehehe ale odkrycie, a skad na np na 4-5 roku studiow moze wiedziec kim bedzie? na jaka specjalizajce sie dostanie? studia medyczne obowiazuja zajecia z wszystkich dziedzin medycyny. dopiero po studiach, po stazu, wybiera sie specjalizacje. malo kto na studiach od razu wie kim bedzie, a jak wie to nie znaczy, ze mu sie uda wymarzona specjalizacje zrobic.moj maz mial byc psychiatra, cale studia o tym marzyl, a po studiach stwierdzil, ze zajmie sie interna bo go zafascynowala na stazu. i co? to zbrodnia? jak zamierzasz pisac, to pisz na temat i zbierz garsc informacji zanim zaczniesz glupota swiecic i sie wymadrzac o czyms o czym nie maz zadnego pojecia. to obciach. Tlumaczenie ze gdzies sie musi > nauczyc odbierac porod jest nieuzasodnione bo tego nauczy sie podczas > SPECJALIZACJI.Abstrakcyjne jest aby studenci np. stomatologii przeprowadzali > badania ginekologiczne. nigdy w zyciu im sie to nie przyda tak jak i 95% osob z > > grupy studentow lekarskiego (bo beda sie specjalizowac w zupelnie innej > dziedzinie). Odpowiedz Link Zgłoś
panna_marianna Re: do pimpka 07.03.05, 17:56 student stomy wie, ze ginekologiem NIGDY nie będzie, więc po co ma kogos badać? Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: do pimpka 07.03.05, 18:02 panna_marianna napisał: > student stomy wie, ze ginekologiem NIGDY nie będzie, więc po co ma kogos badać? STUDENCI STOMATOLOGII NIE MAJA ZAJEC Z GINEKOLOGII! BOZE LASKI, ALE JESTESCIE ZAKRECONE! stomatolog zajmuje sie zabkami i na pewno nikt do odbierania porodu go nie poprosi. nie robcie z tej dyskusji kabaretu. Odpowiedz Link Zgłoś
panna_marianna Re: do pimpka 07.03.05, 18:14 widzę, że wszystko wiesz najlepiej, wiec po co w ogóle tu dyskutujesz? Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: do pimpka 07.03.05, 18:17 panna_marianna napisał: > widzę, że wszystko wiesz najlepiej, wiec po co w ogóle tu dyskutujesz? nie wiem najlepiej, ale debilki z siebie robic nie zamierzam, jesli ktos twierdzi, ze przy jego porodzie byli studenci ze stomy, to sorry, ale pierdzieli, ma bujna wyobraznie. a osoby, ktore sie obawiaja tego, ze moga miec studentow stomy podczas porodu polecam najpierw sie dopytac w szpitalach klinicznych, to nie boli. Odpowiedz Link Zgłoś
panna_marianna Re: do pimpka 07.03.05, 19:52 Pal diabli czy sa czy nie, nie powinnas w kazdym razie tak szeroko uogólniac. Poza tym daj juz spokój z tym wątkiem, chyba sama nie chciałabyś by badało Cie ok. 10 "świeżutkich nowicjuszy". Nie zawsze wprawnie i delikatnie. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko ps. konica 06.03.05, 14:45 jeszcze jedno: kazdy lekarz musi umiec ginekologicznie zbadac pacjentke. moj maz jest internista i szczegolowe badanie internistyczne zawiera w sobie rowniez sprawdzenie stanu uzebienia i i badanie ginekologiczne, badanie sutkow. poczytaj dziecko albo popytaj madrzejszych od siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 17:47 każdy lekarz powinien mieć pełne wykształcenie "ogólnomedyczne"... Każdy powinien wiedzieć jak odebrać poród czy oczyścić ranę. I powinni miec okazję odbyć praktyki. Odpowiedz Link Zgłoś
anusia151 Re: obecnosc studentow przy porodzie 07.03.05, 00:18 wyobraź sobie taką sytuacje-jestes w ciąży,zaczynasz rodzić,wzywasz karetkę,przyjezdza lekarz(najprawdopodobniej młody,bo tacy najczesciej jeżdza w karetkach),który odbiera twój poród.jak widać nie tylko ginekolodzy powinni mieć pojęcie o porodach.Nigdy nic nie wiadomo. Studenci stomatologii nie maja zajęć z ginekologii i położnictwa. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: obecnosc studentow przy porodzie 07.03.05, 11:10 ...ale też nie pracują nigdy w pogotowiu ratunkowym Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 07.03.05, 11:47 Praktykują w pogotowiu! Moja kuzynka miała praktyki właśnie w pogorowiu. Jeździła karetką i zszywała pijaków z rozciętymi głowami. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: obecnosc studentow przy porodzie 07.03.05, 12:43 praktykowanie a pracowanie to dwie różne sprawy. Praktykant robi wszystko pod opieką lekarza. Ale skoro tak - to może też powinni umieć odebrac poród. Osobiscie uważam, że każda osoba z wykształceniem medycznym powinna umieć to zrobic. Ale nie wszyscy muszą mieć praktyki na oddziale. Myślę, że stomatologom wystarczyłby dobry film i wykłady teoretyczne. Z szyciem jest onaczej - bo to się stomatogolowi może zdarzyć w jego codziennej pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
pimpek_sadelko Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 14:41 nupik, ja sie nie denerwuje mam dystans do tego, bo polska "sluzbe zdrowia" zanam bardzo dobrze. wiem co w niej szwankuje , wiem, ze lekarze nie sa swieci, wiem tez, ze pacjet ma mozliwosc obrony przed lekarzami( skargi itd, nasylanie mediow), a lekarz moze gowno za przeproszeniem zrobic. moj maz wczoraj w ambulatorium w ciagu 12 godzin dyzuru przyjal ok 70(!!!!!!!!) pacjentow. kanapki, ktore zabral z domu przyniosl z powrotem, bo nie mial kiedy ich zjesc, ale pacjentom bylo malo. przez drzwi gabinetu nasluchal sie jaki to jest ciamajda, konowal, bo pacjent zdaniem jury innych pacjentow za dlugo byl w gabibnecie ( to co, ze lekarz podejzewal zawal, ze robil ekg, podwal leki), przeciez pani x miala temperature od tygodnia, przyszla do pogotowia, bo do lekarza rodzinnego dupy nie chciala ruszyc. takie przyklady moge mnozyc setkami, albo tysiacami jakbym jeszcze doswiadczenia innych lekarzy wziela. chcemy konowalow? to ok, nie dajmy im sie uczyc badac, wyganiajmy ich z sal porodowych, operacyjnych itd... tylko potem nie narzekajmy na to co mamy. prawda jest taka: gdyby pacjenci w polsce musieli placic za porady lekarzy, to by mieli do nich szacunek. w polsce to co darmowe to nadaje sie tylko na pogarde, a ci co nie placa umieja tylko przybrac postawe roszczeniowa " mi sie nalezy". szkoda gadac, komuna cala gemba. Odpowiedz Link Zgłoś
lemmonka Re: obecnosc studentow przy porodzie 06.03.05, 15:00 w polsce to co darmowe to nadaje sie tylko na > pogarde, a ci co nie placa umieja tylko przybrac postawe roszczeniowa " mi sie > nalezy". szkoda gadac, komuna cala gemba. Darmowe???????????????? To moze mi wyjaśnisz, dlaczego płacę niemałe składki na rzekomo ta darmową słuzbę zdrowia, a i tak do okulisty, dentysty, ginekologa chodzę prywatnie i PŁACĘ, mimo, że nie śpie na forsie, nie mam nawet własnego mieszkania, tylko wynajmue, a po mieście jeżdżę autobusami? Jedynie dwa razy zdarzyło mi się iść do internisty w przychodni studenckiej. Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu a ja to widzę tak... 06.03.05, 13:49 Przede wszystkim pacjentki powinny mieć świadomość, że w szpitalu klinicznym obecni są studenci. Ale problem w naszej kochanej służbie zdrowia polega na fatalnym podejści lekarzy do pacjentów!!! Moim zdaniem każdy lekarz prowadzący zajęcia - opiekujący się na terenie szpitala studentami powinien wejść do sali i ZAPYTAĆ pacjentki czy w obchodzie/badaniu mogą uczestniczyć studenci - powinien powiedzieć ilu ich będzie. Zazwyczaj na grzeczne pytanie pada grzeczna odpowiedź... Jednak pytania o zgodę padają bardzo rzadko... Położnictwo i ginekologia to specyficzna dziedzina - gdyż dotyczy spraw bardzo intymnych. Myślę, że nie powinno się zapraszać studentów grupami. A do badania ginekologicznego powinna wchodzic tylko jedna osoba - przywitać sie z pacjentką i od razu nauczyć, że do pacjenta TRZEBA podchodzić z szacunkiem!!! Tak szkolony student byłby chyba lepszym lekarzem, a tak potraktowana pacjentka czułaby sie znacznie lepiej. Bo faktycznie studenci muszą sie uczyć praktyki - ale to wszystko musi się przy zachowaniu godności pacjenta. To samo dotyczy noworodków - matka powinna zawsze wyrazić zgodę na udział studentów w badaniach jej dziecka. Niestety nasi lekarza z wyższymi stopniami naukowymi zazwyczaj zapominają o pacjentach i zamiast uczyć studentw podmiotowego ich traktowania i szacunku oraz prawa do intymności komentują zazwyczaj odmowę w mało przyjemny sposób. Trudno się później spodziewać lepszego podejścia u młodych lakarzy. Kiedyś chamstwo było ma porządku dziennym, a wielu nie zauważyło, że czasy sie zmieniły - szkoda tylko, że obserwują to przyszli lekarze. Ale nasz skostniały system nie sprzyja wymianom kadry... I tak profesor w klinice jest wszechmogący Myślę, że osoby które kategoorycznie nie życzą sobie obecności studentów powinny decydować się na inne szpitale. Bo w funkcjonowanie szpitali klinicznych wpisane jest kształcenie przyszłych pracowników służby zdrowia. Na szczęscie w tej chwili mamy już prawo wyboru, nie ma rejonizacji i można uniknąć studentów poprzez wybranie innej placówki. Osobiście nie jestem zwolennikiem kategorycznego odmawiania udziału studentów w procedurach medycznych w szpitalu klinicznym. Jeśli spełnione są warunki intymności i poszanowania godności - pacjentka nie powinna odmawiać. Ale należy wymagać! I tak rozumiem nadzieje Inez, na to, że nie będzie musiała rodzić przy kolegach z roku. Ja gdybym decydowała się na pobyt w szpitalu klinicznym też stawiałabym pewne warunki Studenci OK - ale nie spędy. Jedna, dwie osoby proszę bardzo... Ale to moje subiektywne odczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
zzz12 Re: a ja to widzę tak... 06.03.05, 17:44 Niestety, to zbyt latwe zalecenie, zeby panie, ktore nie zycza sobie obecnosci studentow wybieraly szpitale niekliniczne. Kliniki, jako szpitale o wyzszym poziomie referencyjnym przyjmuja przypadki powiklane lub zagrozone powiklaniami, a zadna z nas chorob sobie nie wybiera. Co ma zrobic autorka watku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=21323068 gdyby MUSIALA wbrew swojej woli (ze wskazan medycznych) lezec na klinice? Po traumatycznym przezyciu, jakim jest porod sam w sobie, zwlaszcza w obecnosci wielu osob (a jest ich zawsze za duzo- polozna, lekarz, pielegniarka neonatologiczna plus lekarz neonatolog, ewentualnie anestezjolog), dodatkowa obecnosc "gapiow" moze naprawde wywolac depresje, z ktorej trudno sie wyczolgac przez dlugie miesiace. I nie jest wazne, czy ci studenci w momencie zapomna pacjentke, wazne, ze pacjentka zamiast jak podmiot poczula sie potraktowana jak przedmiot. Jak widac z dyskusji (ktora staje sie coraz bardziej jalowa), wiekszosc kobiet dopuszcza mozliwosc obecnosci studentow podczas badania czy porodu, wiec naprawde nikt nie zubozeje naukowo ani merytorycznie dajac tym nielicznym "wrazliwszym" pacjentkom prawo do rodzenia "w samotnosci". Inez, zanim z wielka pompa rektor wreczy Ci dyplom ukonczenia akademii medycznej pocwicz troche empatie, przyda Ci sie. Tekstu (nota bene slyszanego czasem od personelu szpitalnego) "pacjent nie ma zadnych praw" powinnas sie bardzo, ale to bardzo wstydzic. Niestety, taki wzor do nasladowania idzie z gory ze strony nauczycieli akademickich, ale od tego Bozia rozum dala, zeby z niego samemu korzystac i myslec o tym, co sie robi i jakie to rodzi skutki. Pisze to jako Twoja starsza kolezanka po fachu. Odpowiedz Link Zgłoś
syrenka70 Ale się dyskusja rozpętała 06.03.05, 21:59 Przyznam sie ze z ciekawoscią przeczytałam niemal wszystkie wasze wątki, a robię to bardzo rzadko. Dlaczego. Otóż moja starsza wiekiem siostra przed 18 laty rodziła w pewnym dziś wielce renomowanym szpitalu I z opowieści o jej porodzie mi wówczas jako kilkunastoletniej dziewczynie utkwił przytoczony przez jednego ze studentów towarzyszących jej porodowi komentarz: JA bym niemógł zeby mi w tak w d... patrzyli. MInęły lata a ja te opowieśc pamietam do dziś. Ona pewnie niewielkie miała szanse na odpowiedź bo własnie rodziła, a był to czas parcia i czasy wtedy były inne Drugie wspomnienie mojej koleżanki zupełnie niedawne takze ze szptala klinicznego gdzie szyła ją lekarka stażyska i nie mogła sobie z tym poradzić, a szycie sie rozlazło. Cudze doswiadczenia nauczyły mnie szukania szpitala w ktorym na studentów i praktykantów sie nie natnę. Odpowiedz Link Zgłoś
niepytana Re: Ale się dyskusja rozpętała 06.03.05, 22:52 Wczesniej pisalam juz o pomysle zeby z jednym lekarzem praktykowal jeden student. Ktos pisal ze nie mozna bo tyle studentow a tyle szpitali itd. Napisze jeszcze raz moze jasniej. Nie mieszkam w Polsce juz od smarkatych lat. Dwoje dzieci rodzilam w Kanadzie gdzie problem studentow > 1 przy lekarzu nie istnieje. Teraz jestem w ciazy jeszcze raz i tym razem rodzic bede w Stanach. Tu rowniez ten problem nie istnieje. Raz ze tylko jeden student, a dwa ze sa oni kulturalni, obyci z pacjentami i potrafia sie umiejetnie do sytuacji zachowac. Nigdy przenigdy nie beda obecni przy chorym bez jego zgody. Jesli jest to osoba nieprzytomna na obecnosc musi zezwolic rodzina. Jesli nikogo nie mozna zapytac - student nie wchodzi. Koniec dyskusji. Nie wiem co jest robione inaczej w tych dwoch krajach niz w Polsce, ze praktyka jeden na jednego jest nie tylko wykonalna a jeszcze przynosi lepsze rezultaty jesli zwrocimy uwage jak bardzo zaawansowana jest opieka zdrowotna jak rowniez postep medycyny w Kanadzie, Stanach a w Polsce. Kazdy przyzna mi racje kto mial doczynienie z lekarzem tu i tam. W Polsce bylam na wizycie z wtedy rocznym moim synkiem ktory potrzebowal isc do lekarza na infekcje uszu. Poszlismy do jakiegos tam bardzo renomowanego, drogiego laryngologa i ... pozal sie Panie Boze, co za arogancki typ. Traktowal i mnie i dziecko karygodnie i cos tam pod nosem mruczal a jak juz sie normalnie odezwal to po chamsku. Nie jestem pewna czy ten pan byl naprawde dobrym laryngologiem, bo przepisal leki ktore raz ze nie dzialaly a dwa ze jak je pokazalam w Kanadzie, to moj pediatra sie grzecznie zapytal czy ten lek nie jest aby przeterminowany, bo jego sie tu juz nie przepisuje od jakiegos tam czasu i zostal on zastapiony o wiele lepsza forma. Do wszystkich pan ktore mowia ze studenci sa chlonni wiedzy i pomocni przy porodach napisze tyle. To w takim razie dlaczego zostal zalozony ten watek. Historie niezliczone sa opowiadane i opisywane naokolo. Ja nie mieszkajac w Polsce orientuje sie ze ten problem istnieje tam. Z opowiesci rodziny i z tego tu forum. Rozumiem ze zdazaja sie pozytywne wrazenia z obecnosci studentow ale jednak wiekszosc opisuje to negatywnie. Juz nawet pisac sie nie chce o tym ze ktos kwestionuje brak zgody pacjenta na ewentualna obecnosc tychze studentow. Pare jeszcze spraw ktore mnie nurtuja. Porod rodzinny. Dlaczego do diabla trzeba za niego placic??? Zzo - dlaczego trzeba placic i dlaczego czasami jest wrecz niedostepne. Czy moze znieczulenia ogolne do jakichkolwiek operacji tez sa w jednych szpitalach a w drugich nie? Czy jest to nastepna glupia wymowka ze brakuje pieniedzy, ktore w/g mnie sa rozkradane gdzie indziej i to jawnie. Nastepna rzecz to te obchody lekarskie. Dla mnie to brzmi jak jakis koszmar. Uwaga obchod. Jasnie wielmozny pan doktor idzie i bacznosc. Na dodatek jeszcze wchodzi on na sale z grupka studentow ktorzy jak ktos wczesniej pisal nie sa nikomu przedstawiani, ba pan doktor sie nawet nie przedstawia... No kpiny jakies chyba. I na trzy cztery wszystkie kobiety sie odkrywaja i zaczyna sie dyskusja miedzy jasne wielmoznym panem doktorem i studentami ktorym nie moze sie w glowie pomiescic "jak mozna tak d... obcym pokazywac" Ja gdybym tam lezala nie mialabym ochoty ani ogladac czyis intymnych czesci ciala jako pacjentka ani ogladac czyjes rany ani wiedziec co tam komus w trawie czy w d... piszczy. Dla porownania. Do mnie przychodzil moj ginekolog w szpitalu, a oprocz tego odwiedzal mnie lekarz rodzinny. Ginekolog przyszedl kiedys poznym popoludniem i oznajmil mi ze byl wczesniej ale podobno spalam i postanowil zajzec jeszcze raz przed pojsciem do domu. Powiedzial tez ze jutro go nie bedzie i zajzy do mnie prawdopodobnie kto inny, zebym wiedziala juz dzis i sie nie dziwila. Do czego zmierzam. Skoro mozna gdzie indziej mozna i u nas. Nie wszystko zalezy od $$$. Pewne rzeczy ktore maja wplyw na nasze dobre samopoczucie to serdecznosc i wzajemny szacunek jak rowniez troche empatii. A juz cos co mi sie w ogole nie miesci w glowie to co robi student na oddziele obstetrycznym ktory wcale nie ma ochoty w tym sie specjalizowac. Byc moze i mam nadzieje ze cos zle zrozumialam. Pozdrawiam wszystkich dyskutujacych. Odpowiedz Link Zgłoś
nupik Re: Ale się dyskusja rozpętała 07.03.05, 07:26 o matko syrenka, jeden cham sie trafil, tego niestety pelno wszedzie, na lekarzy nie ma rekrutacji wedlug poziomu wychowania i oglady, cham sie trafia wszedzie, na calym swiecie, taki jest juz rodzaj ludzki. Zeby na tej podstawie wystrzegac sie klinik??? Chyba przesada.pozdarwiam a Odpowiedz Link Zgłoś
lolalilu Re: a ja to widzę tak... 06.03.05, 22:40 Masz rację są osoby, które nie mają wyjścia i muszą rodzic w szpitalach klinicznych i własnie dlatego każdy lekarz zanim wprowadzi studentów powinien zapytać czy pacjentka się na to zgadza. Ale jest też wiele kobiet, które mogłyby spokojnie wybrac inny szpital. Wybiareją jednak kliniczny, a potem się wściekają. I te właśnie osoby powinny mimo wszystko się zastanowić nad tym, że nie ma chyba kobiety, która z radoscią wita tabuny studentów na sali porodowej czy w gabinecie podczas badania. I że szpital kliniczny ma pewne zadzania - m.in. kształcenie studentów. Choć nadal myślę, że podstawowym problemem jest podejście opiekujących się studentami lekarzy - którzy nie proszą zgodę na udział studentów w badaniu. I taki styl pracy przekazują przyszłym lekarzom Miejmy nadzieję, że to się kiedyś zmieni... Odpowiedz Link Zgłoś
teluma Re: a ja to widzę tak... 06.03.05, 23:11 Co ma zrobic autorka > watku: > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=21323068 > gdyby MUSIALA wbrew swojej woli (ze wskazan medycznych) lezec na klinice? Czuję się wywołana do odpowiedzi. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji po prostu ( Nie wiem, co bym zrobiła, po prostu bym się nie rozebrala, nie weszła na samolot, czy na co tam się w tych gabinetach wchodzi. Nie dałabym się zbadać prawdopodobnie (( Tym bardziej, że znalazłam takie coś: www.poradnia.pl/podstrony/porady/prawa/intymnosc.html Zgoda pacjenta na obecność osób trzecich nie jest potrzebna, gdy przebywa on w klinice, szpitalu, akademii medycznej czy też innej jednostce, w której kształcą się studenci, lekarze albo inny personel medyczny. Gdyby jednak badanie lekarskie miało być demonstracją o charakterze wyłącznie dydaktycznym, to chory powinien wyrazić zgodę na jego przeprowadzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
jasmina-sz Re: a jednak mamy jakieś prawa... 08.03.05, 10:38 Jestem adwokatem i zarazem mamą 2 dzieci. Pierwsze dziecko rodziłam w szpitalu miejskim, więc ze studentami nie było problemu. Po porodzie przychodzili jacyś stażyści, ale ich zainteresowanie było mierne. Drugie dziecko (4 tyg temu) rodziłam w szpitalu klinicznym w południe w dzień powszedni i na oddziale 'kręciło' się mnóstwo studentów. Gdy zaczęła się akcja porodowa profesor wezwał studentów, których nie udało mi się policzyć, ale wydawało mi się 'bez liku'. Powiedziałam mojemu lekarzowi prowadzącemu, że nie życzę sobie obecności studentów przy porodzie. Słyszałam tylko jak lekarz ten powiedział profesorowi "ona jest adwokatem' i wszyscy studenci wyszli. Sądzę więc, że mamy prawo żądać braku obecności studentów w takiej sytuacji, nawet w szpitalu klinicznym, ale nie każda kobieta zdaje sobie z tego sprawę. Myślę, że profesor o tym wiedział i wiedział też, że jako prawnik wiedziałabym dokładnie co z tym zrobić. I ze strachu przed konsekwencjami studentów przesunął pewnie do porodu niczego nie świadomej innej kobiety Odpowiedz Link Zgłoś
enkido Re: obecnosc studentow przy porodzie 08.03.05, 11:12 ja nie chcialam studentow przy porodzie i ich nawet nie widzialam a wiem ze na oddxziale byli Odpowiedz Link Zgłoś
sylwia.74s Re: obecnosc studentow przy porodzie 08.03.05, 11:22 Czytam ten wątek już jakiś czas i też chciałybym się wypowiedzieć. Dość długo leczyłam się w klinice bezpłodności w Poznaniu. Na badaniach byli studenci. Ale nigdy ich obecność nie była mi narzucana. Mój lekarz przychodził z grupą około 5-6 studentów. Wpuszczał kolejno do gabinetu 1 studenta (jedna pacjętka - jeden student) i zawsze pytał mnie, czy zgodzę się na jego obecność. Zgadzałam się zawsze. Oni muszą się uczyć. Sama jestem nauczycielem akademickim i wiem jak ważne są praktyki. Z książek nie można nauczyć się wszystkiego. Jeżeli chcemy mieć dobrych specjalistów, to pozwólmy się im kształcić. Odpowiedz Link Zgłoś
kalina81 Re: obecnosc studentow przy porodzie 08.03.05, 12:33 Pimpek! nie zgodze się z Toba co do studentów stomatologii, przyszli stomatolodzy mają zajęcia z ginekologii i czasem są obecni przy porodzie, a dlatego własnie, że jestesmy także lekarzami, mamy więc wszystkie przedmioty co studenci lekarskiego, tylę że okrojone. Ale zdajemy egzaminy z interny laryngologii, chirurgii. a wszystko dlatego, że jeśli znajdę się w ekstremalnej sytuacji i np kobieta zacznie rodzić w sklepie, to pomimo, że nie jestem specjalistą mam obowiązek jej pomóc jako lekarz (choć tylko stomatolog) znam przebieg porodu i jestem w stanie choć trochę jej pomóc uspokoić, wezwać karetkę i fachowo poinformować w jakim jest stanie. Poza tym jednym stwierdzeniem z każdym słowem pimpka zgadzam się w 100%!! Odpowiedz Link Zgłoś