Dodaj do ulubionych

Mąż przy porodzie

08.05.05, 18:48

Obserwuj wątek
    • andaba Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 18:50
      Naciskać - w życiu.
      • ruda773 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 18:51

        • andaba Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 18:53
          też bez sensu. jak będzie chciał to się zgodzi sam, a zmuszanie nie ma sensu.
          • mamahanki Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 18:55
            tez mi sie wydaje ze nie ma sensu przekonywac, no chyba ze za pomoca drugiego
            faceta ktory byl przy porodzie swojej zony.
    • gabi67 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 18:58
      Ja rodziłam dwa razy sama i było mi smutnosadTeraz rodze z mężem Tatuś boi się
      myśle że bardziej niż jasmileAle myśle że nas to jeszcze bardziej scemtuje i nasz
      związek.A i jeszcze jedno wiadomo że poród to nie śliczny ani miły widok ale
      jesteśmy ze sobą na dobre i na złe.Bardzo kocham mojego męża i chce żeby choć
      raz był zemną przy porodziesmile
      Pozdrawiam Gabi 25 tc
      Ps.Powiem Ci że czsem nie trzeba namawiać to samo przychodzi do świadomości
      facetasmile
    • kotka.szrotka Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 19:20
      Jak nie chce to jest nic nie warty mięczak. Miłość miłością, ale w takich
      chwilach mężczyzna jest potrzebny, jak będziesz kiedyś chora to też cie opuści
      bo nie znosi widoku cierpienia. Nie będzie ani dobrym tatusiem ani mężem.
      Współczuję męża. Wszyscy znajomi rodzili razem i żaden tatuś nie żałował, mieli
      świadomość pomagania żoneczce, płakali ze szczęścia. Nie rozumiem dziewczyn,
      które nawet wolą rodzić same, może boją się, że mąż okaże się babą. Ja dla
      testu powiedziałam, że nie, nigdy, wstydzę się, ale mąż kategorycznie
      stwierdził, że musi być przy mnie i dzieku i inczej sobie nie wyobraża.
      Przecież wszystkie kobiety rodzą już z mężami i trochę wstyd gdybym miała być
      tak zdana tylko na siebie.
      • ruda773 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 19:58
        Dzieki za odpowiedź, ale nie musisz od razu nas obrażac. Lepiej było wcale nie
        odpisywac. A jeśli nie rozumiesz kobiet, które wolą rodzic same...Cóz. Jeśli
        sie nie ma nic mądrego do powiedzenia, chyba lepiej milczec. Dzięki za słowa
        współczucia, ale osobie szcześliwej nie są potzrebne smile))
    • marmia Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 19:39
      Witaj,
      moj maz tez bał sie jak ognia jak tylko wspominałam ze chce razem to uciekał i
      sie wymigiwał ale jak przyszło co do czego pierwszy sie wyrywał do przecinania
      pepowiny.
      urodziłam niepełne łozysko wiec miałam łyzeczkowanie na 30 minut zaraz po
      samym porodzie maluszka dostał tatus i zostal z nim zamkniety w oddzielnym
      pomieszczeniu. trzymał go przez 30 minut na gołej skurze i mysle ze to były
      (pomimo ze stresujace bo był przerazony malenstwem) teraz najpiekniejsze chwile
      i pomimo roku od tego wydarzenia nadal to wspomina jak był pierwsza osoba z
      jaka maluszek suie oswajał.
      teraz napewno nie da mi urodzic drugiego dziecka samej!
      samo sie ułozy jak przyjdzie co do czego
      pozdrawiam,
    • mzs15 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 19:44
      najlepiej namów go na rozmowę z ojcem, który był przy porodzie swojego dziecka (ale z takim, który mile to wspomina)A swoim wyglądem się nieprzejmuj. Od momentu pojawienia się pierwszych skórczy masz tyle czasu, żeby się zrobić na piękność (bez makijażu i malowania paznokci rzecz jasna) Pozdrawiam i powodzenia!
    • aniazurawska Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 19:59
      Witam! Ja bedę rodziła raczej sama. I nie podzielam zdania że mam męża "babę"
      lub że jest zły, albo że z nim coś nie tak. Wręcz przeciwnie jest bardzo
      opiekuńczy, kochany, przejmuje się mną i dzieckiem i jest odpowiedzialny. A że
      akurat tak wyszło żę przy porodzie pewnie nie bedziemy razem nie umniejsza jego
      miłości do mnie i dziecka! Jeśli wyjdzie tak że jedank będziemy razem rodzić to
      na pewno nie bedę sie go wstydziła, w różnych sytuacjach intymnych sie
      widzieliśmy nie mamy jakiś oporów. Na pewno swojego męża za bardzo nie przekonuj
      bo to może tylko pogorszyć sprawę.Faceci nie lubią takich nacisków. Pozdrawiam i
      mam nadzieję że będzie dobrze nawet bez męża przy porodzie.Ania i 38tc
      • anielka25 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 20:09
        Nie wiem co ci poradzić ale napisze ci jak było u mnie. Ja jestem 2,5 miesiąca
        po porodzie. Chciałam rodzić sama i mój mąż też nie chciał być przy porodzie.
        Jak przyszło co do czego to go poprosiłam żeby został i został. Nie był do
        końca bo wyszedł w ostatniej fazie porodu ale przez kilka godzin bardzo mi
        pomógł i podtrzymał mnie na duchu. A druga sprawa że mimo wsztsko bardzo nas to
        do siebie zbliżyło.
    • anetka05 Re: Mąż przy porodzie 08.05.05, 23:02

      • qlinka Re: Mąż przy porodzie 10.05.05, 18:12
        mój chłopak też ma pewne obawy, zupełnie tak jak ja co do jego obecności przy
        porodzie, jednak pokazałam mu zdjęcia z porodu z gazety, po czym stwierdził, że
        nie jest tak źle, jak sobie wyobrażał, a zdjęcia były naprawdę konkretne!!!,
        więc może spróbuj w ten sposób. Pozdrawiam Marta i Oliwier
    • gabi67 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 06:49
      Dajcie sobie czassmileKażda znas jest inna i każda czego innego potrzebuje przy
      porodzie rodziłam dwa razy sam i myślałam że mąż przy porodzie nie jest
      potrzebny.Ale z perspektywy czasu bardzo chce aby był przymnie smile
      Gabi 25 tcsmile
    • elmika Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 09:26
      Droga "Ruda"
      Mogę Ci napisać z mojego doświadczenia, że przy porodzie synka był ze mną mąż,
      ale to on naciskał, ja nie do końca chciałam. Było dobrze, bo miałam z kom
      pogadać, jak skurcze nie były zbyt silne. Natomiast później, gdy skurcze
      zrobiły się naprawdę mocne, było mi zupełnie obojętne, czy jest... Myślę, że
      możesz wziąć ze sobą do szpitala swoją mamę, albo koleżankę "(najlepiej taką,
      która ma już swoje dziecko) - obecność drugiej osoby pomaga. Nie musi byc to
      przecież mąż!!! A z kolei więź między Tobą a mężem, czy między mężem a Waszym
      dzieckiem nie pojawia się na sali porodowej - do tego i tak trzeba sporo czasu.
      Myślę, że mężowie nie uczestniczący w porodach są tak samo dobrymi ojcami, jak
      ci, którzy uczestniczą - bo to po prosty nie ma znaczenia. Dużo lepiej jest,
      gdy mąż będzie Ciebie wspierał zaraz po porodzie (czekał na wiadomość za
      drzwiami kliniki smile)), potem odwiedzał Was, pomagał przy Maleństwie po powrocie
      do domu niż, żeby uczestniczył "na siłę" bo teraz taka moda.
      Pozdrawiam ciebie bardzo serdecznie, Elmika (Mateusz 6,5 lat, Aniołek
      VIII/2004, Niespodzianka 30tydz)
      • justin301 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 12:33
        J powiedziałam mojemu męzowi, że jeżlei chodzi o poród to sama sie nigdzie nie
        wybieramsmile)) Na szczęście załapal o co chodzi i stwierdził, że idzie ze mną,
        żebym nigdzie nie uciekła ani nikogo nie pobiła. Ma nadzieję, że możejakos da
        radę. Wszyscy jego koledzy z pracy byli, to on tez przecież da radę. a jeden z
        jego nienormalnych kolegów nawet przyniósł zdjęcia z porodu do pracy, więc mój
        mąż już chyba wszystko widział. Zobowiązał się nie robić nam żadnych zdjęć.
        Warto chyba z mężem pogadać o obawach i otym ,że jego obecność może się
        przydać. powodzenia w negocjacjach.
    • aagulek Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 09:48
      witam, moj sam chce, ale jeszcze 2 zajecia na szkole rodzenia, no i wiadomo ze
      w trakcie moze mu sie odmienic; ale jak lezalam na patologii, lezala dziewczyna
      ktorej maz mowil nie ja nie rodze z nia, wogole mowy nie bylo bo niby sie krwi
      boi, ona byla juz po terminie, 3 dnia wzieli ja na wywolanie, co sie okazalo?
      akurat maz dojechal jak zaczynala rodzic i zostal razem z nia, wiem ze byla
      przeszczesliwa, a on dumny bardzo smile i ma z czego, ale na pewno nic na
      sile..mysle ze warto mezowi podsunac fachowa literature ze to nie sama krew,
      tak naprawde to najbardziej Ci bedzie potrzebny na poczatku, by potrzymac za
      reke, zwilzyc usta bo pic nie wolno, przy parciu przytrzymac glowe do klatki,
      przeciez juz na sam porod moze wyjsc...poszukaj w necie jakies fajne relacje po
      porodach dziewczyn i daj mezowi poczytac, mysle ze pomoze, pozdrawiam,Agnieszka
      33tc
      • aagulek Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 09:54
        przypomnialo mi sie gdzie jest cos fajnego,
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=18626637&v=2&s=0
        wypowiedz kimota z 14 marca
    • isia_50 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 10:08
      Mój Mąż też na początku nie chciał (mdleje przy pobieraniu krwi), ale ja
      przekonywałam, że samej jest ciężko, jakby coś się działo to on jest
      tym "trzeźwo myślącym", widzi co się dzieje, jak mnie traktują itd. Gdzieś w
      połowie ciąży, po rozmowach z innymi tatusiami po porodach rodzinnych zaczął
      się przekonywać, że pierwsza faza porodu tak, najwyżej na samo parcie wyjdzie.
      Potem była wspólna szkoła rodzenia i film z porodu, który do końca go
      przekonał, 5 par razem miało łzy w oczach gdy dziewczyna z filmu urodziła, więc
      jak mój Mąż podsumował co to dopiero będzie jak się urodzi Jego dziecko.
      Był ze mną od początku do końca i nigdy mu tego nie zapomnę, podtrzymywał na
      duchu, dopingował, nosił statyw z kroplówką, pomagał zejść i wdrapać się na
      łóżko, a na koniec niemal na siłę przyciągnął położną, bo nie chciała uwierzyć,
      że już mam skurcze parte, a ja już naprawdę rodziłam (5 minut wcześniej było
      rozwarcie 6 cm, a tu nagle pełne).
      Pierwsze nasze wspólne zdjęcie zrobione przez lekarkę pediatrę to ja z córą
      jeszcze połączoną pępowiną na moich piersiach i Mąż nad nami ze łzami w oczach
      (jeden jedyny raz widziałam Go wtedy płaczącego).
      Z perspektywy czasu wiem, że bez niego byłoby mi bardzo źle. Teraz czekamy na
      drugą dzidzię, nie chodzimy już do szkoły rodzenia, ale nie ma w ogóle tematu
      oczywiste jest, że będziemy razem. Jeśli Ci bardzo zależy, może takie posty
      przekonają Twojego Męża.
      Pozdrawiam
      Iza
      24 tc
      acha, Mąż nadal mdleje jak mu pobierają krew...
      • mikaa25 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 10:53
        rewelacyjny opis isia 50, az mam łzy w oczach....

        moj maz też mdleje na widok krwi i tez ma duze opory, pierwszy trymestr mowil
        ze absolutnie nie wytrzyma i nie chce zeby pielegniarki sie nim zajmowaly a nie
        mną - fajny wykret, bylo mi bardzo przykro, nawet nie chcial na ten temat
        rozmawiac. Powiedzialm ze bedzie mi potrzebny, ze pielegniarki nie stoja nad
        kobieta i czasem sie przyda zeby je zawolac jak sie cos bedzie dzialo, ze
        chcialabym miec porod rodzinny itd ... i nie naciskałam. 2 trymestr sam
        powiedzial ze chce mi pomoc i bedzie przy mnie wiec umowilismy sie ze w
        koncowym etapie wyjdzie, ( faceci po prostu malo wiedza na temat porodow - maja
        tylko szczatkowe informacje jak wpadly przypadkiem kiedys do ucha, nie lubia
        patrzec jak sie komus cos dzieje) teraz zaczyna sie 3 trymestr a moj mąż
        powiedzial ze boi sie ale chcialby zobaczyc jak mala przychodzi na swiat i
        przeciac pepowine, no i jako pierwszy kazal mi sie dowiedziec o szkoly
        rodzenia, mowiac ze na pewno by mi sie przydala... - sam do tego dojrzeje,
        nie naciskaj go, powiedz tylko jak bardzo bedzie ci potrzebny, naswietl mu jak
        wyglada porod i ze przyda ci sie masaz pleckow, pomocna dlon przy wchodzeniu do
        np wanny, oraz ktos kto wezwie pielegniarke jak sie cos zlego bedzie dziac,
        jestem przekonana po jakims czasie po takiej rozmowie jak spytasz czy mozesz na
        niego liczyc to on odpowie ze tak smile)
        • aniarad1 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 11:37
          Mój mąż był ze mną. Chcieliśmy tego oboje. Cały czas trzymał mnie za rękę, nie
          dałam mu sią ruszyć, bo tylko w ten sposób czułam się bezpieczna i mniej
          obolała. Pod koniec pomagał położnym przytrzymywać moje nogi, które odmówiły
          posłuszeństwa i nie mogłam ich przycisnąć do siebie sama. Bardzo mi pomógł.
          Krwi nie widział ani innych"nieatrakcyjnych" elementóe, bo jak pisałam, stał
          przy głowie i trzymał moją rękę. Zbliżyło to nas do siebie, i drugi raz też
          chcę rodzić z mężem.
          Ania

          P.S. A teściowa się obawiała, że on zemdleje. Miewał takie przypadki przy
          pobieraniu krwi...Ale poród - to co innegosmile
        • ellap Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 12:05
          Ja nie wyobrażam sobie aby mąż opuścił mnie w chwili kiedy go potrzebuje. Tak,
          opuścił, bo w ten sposób bym to odebrała. Nie był może zachwycony, ale też
          szczególnie nie protestował. Zdaje sobie sprawe że sa osoby które nie chca
          rodzić z meżem, ale ja do takich nie należę. Też wolałabym nie być obecna przy
          porodzie mojego dziecka - bo to nie ładny widok, , ale nie bardzo sie dasmile
          Wiec "ucieczka" ojca dziecka bo obawia sie widoku żony w bólach, krwi, łożyska
          (skreślić niepotrzebne) jest dla mnie nie do przyjecia. W końcu to NASZE
          dziecko, wiec jeśli jego obecnosć pomaga mi je urodzić, to znaczy że powinien
          tam być. DLA MNIE to kwestia odpowiedzialnosci, empatii i partnerstwa.
          Pozdrawiam
          Ela
          PS To co napisałam jest wyłacznie moim odczuciem i zdaje sobie sprawę że nie
          wszyscy podzielają moje poglądy na poród rodzinny. Ja jeden mam już za soba i
          drugi też planujemy we dwoje. Nie potrafie sobie wyobrazić aby mogło być
          inaczej.
      • maciopek1 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 18:56
        Bardzo mnie ucieszyła twoja opowieść. Jesteśmy w 24 t.c. i oboje z męzem
        chcielibysmy przeżywac poród razem,tyle tylko, że podobnie jek twój mąz mój ma
        dośc powazny problem z widokiem krwi. Rzeczywiście mdleje. Ostatnio skaleczył
        się w palec i prawie padł i prawdę mówiąć mam troche stracha czy sobie poradzi -
        a on biedaczek to odpiero. Z jednej strony wiem , że będzie mi bardzo potrzebny
        i w ogóle nie wyobrażam sobei, że mogłoby go tam nie być bo to przeciez
        najważniejszy i najpiekniejszy moment w życiu, a z drugiej boje się, ze
        rzeczywiście zemdleje i zostanę tam całkiem sama z jakimiś obcymi lekarzami bo
        niestety nie bardzo mam kogo innego zabrać ze sobąsad On tez przezywa dylemat -
        zalezy mu tak samo jak mi, poza tym nie chce chyba nawalić, zostawić mnie samej
        w takiej sytuacji, ale wiem że się boi, że sobie nie da rady, że nie stanie na
        wysokości zadania. Nie namawiam go absolutnie i jesli w ostatnim momencie powie,
        ze nie czuje się na siłach to zrozumiem, ale w głębi duszy mam nadzieję, że
        podobnie jek u ciebie okaże się, ze emocje wezmą górę i krew okaże się zupełnie
        nieistotna. Pozdrawiam serdecznie wsyztskie mamusie i tatusiów.
        • isia_50 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 19:48
          Jeśli mogę coś jeszcze dodać, to:
          - tak naprawdę tej krwi wcale nie jest dużo, ja plamiłam, ale miałam nadżerkę;
          - kiedy jest krew, w czasie skurczy partych to mąż jest najczęściej przy Twojej
          głowie (mój pomagał mi przygiąć ją do klatki piersiowej), no chyba, że na
          koniec tak jak w moim przypadku gdy ukazała się główka i położna spytała czy
          chcę dotknąć, pierwszy był... Mążsmile
          - jak rozmawiałam z lekarzem przed pierwszym porodem to panowie najczęściej są
          przejęci sytuacją i mój gin nie miał jeszcze przypadku omdlenia tatusia odkąd
          prowadzi porody rodzinne (radził tylko zabrać kanapki dla tatusia i coś do
          picia, bo z tego powodu prędzej może zrobić mu się słabo)
          Pozdrawiamy wszystkie Mamusie i Tatusiów
          Iza
          24 tc
    • ewusia13 Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 12:24
      mój mąż był ze mną przez całą noc gdy miałam skurcze, nie wyobrażam sobie tej
      nocy bez niego!!! bardzo mi pomógł szczególnie psychicznie, jego obecność była
      dla mnie tak ważna.
      jednak tuż przed "finałem" mój mąż stwierdził,że musi wyjść.
      zresztą braliśmy to pod uwagę już przed porodem bo widok krwi nie działa na
      niego zbyt dobrze, chociaż to nie dlatego wyszedł.
      na moim porodzie prawie nie było krwi, wszystko czysto i bez komplikacji, jednak
      dla niego świadomość,że za chwilę zostanie ojcem była tak stresująca, ze musiał
      wyjść na korytarz a wrócił gdy moja córa leżała już na moim brzuchu.
      było super, polecam
      jak nie da rady to zawsze może wyjść!!!!
    • j04nn4 do ruda773 przeczytaj koniecznie!!!! 09.05.05, 12:39
      Moja kochana, po pierwsze w ktorym tyg ciąży jesteś???. Opowiem ci moja
      historie, mój mąż na początku ciązy jak spytałam sie go czy będzie ze mna przy
      porodzie, odpowiedział NIE spytałam dlaczego on stwierdził, że on boi sie krwi
      i widoku tego wszystkiego pozatym kobiety od lat rodziły same i było dobrze.
      Poczułam sie strasznie dotknieta tym płąkać mi sie chciało jak to, był przy
      robieniu dzidzi tak samo jest ona moja jak jego, a on nie chce byc bo co, bo to
      rola baby a facet to tylko ma spłodzić. Poszłam do kolezanki i jej sie
      poskarżyłam, powiedziała poczekaj nie naciskaj zaczniecie chodzić do szkoly
      rodzenia zmieni mu sie. Tak tez zrobilam nie zaczynałąm tego tematu wogóle, ale
      nie nastawiałam sie, że sie przełąmie pamiętam sytuacje gdy kuzyn obciął sobie
      palce moj maż mało nie zemdlał. Razem przeszliśmy przez 3 miesiące wymioty bądz
      co bądz moj maż slyszał moje jęki z ubikacji i moje wymioty. Jak ktos sie go
      pytal mówił, że nie bedzie, nie chce. Zaczęliśmy szkołe rodzenia, gdzie położne
      wręcz wmawiają panom JAK MOŻECIE SAMI SIEBIE POZBYWAĆ TAK PIĘKNEJ CHWILI JAK
      NARODZINY WASZEGO DZIECKA !!!!!! Po woli jego zdanie jakby zaczęło sie
      zmieniać, jak ktoś sie pytał mówił juz ze nie wie jeszcze. Widziałam postępy i
      cierpliwie czekałam, powiedziałam mu tak, że bardzo mi zależy zeby był chociaż
      przy 1 i 2 fazie porodu gdzie nie ma krwi, aby mi podał wode aby pomasował aby
      pożartował by pomógl skupić sie na oddechu. Ostatnio byli u nas męza wójowie i
      ciocia położna pyta i jak Wituś, będziesz przy porodzie spojrzał sie na mnie i
      mowi TAK bede ale nie wiem czy wytrzymam do końca, ciocia sie pyta czemu nie
      odpowiedział juz, że boi sie krwi tylko z nerwów, że mnie będzie bolało a on
      nie będzie mógł mi pomóc. Teraz jestem w 32 tyg i mąż chodzi za mna odkąd widać
      brzuch męzczyzni sa wzrokowcami dla niego ciąza jak jej nie widać to
      apstrakcja, jak widać wie, że ona jest mój mąż całuje mój brzuszek mówi do
      niego. Nie pozwala mi nic dzwigac szybko chodzic masuje mi stopy, łydki, uda,
      plecki i mówi ostatnio do mnie, wiesz kochanie musimy od rodziców wziaść ten
      przyżąd do masażu, bo jak mnie juz reka zaboli od masowania na porodówce to
      będe tym działał. Teraz juz mówi, że razem będziemy rodzic, jak widzisz
      facetowi pod wpływem czasu wspólnego przeżywania ciaży zmienia się. Dużo też
      dało opowiadanie jego kolegów ktorzy byli przy porodach swoich dzieci, jakie to
      cudne uczucie zobaczyć główke przeciąc pępowinę. Jestem bardzo szczesliwa, że
      on chce, ale gdyby nie chciał nie ciągnełabym go na siłe ale miałabym żal do
      niego pozdrawiam Asia i 32 tyg Majcia

      PS zabieraj go do gin na wizyty ja mojego zawsze biore, tym malym krokiem
      pokazujesz mu, że ciąża to wspólny stan
      • ruda773 Re: do ruda773 przeczytaj koniecznie!!!! 09.05.05, 13:03

        • mobiadek Re: 09.05.05, 16:08
          Z moim nie-mężem rozmowa była krótka:
          On: Kochanie, chciałbym być przy porodzie.
          Ja: Hm, to dobrze, że chociaż jedno z nas chce tam być wink
          Tak więc nie trzeba było przekonywać itd.

          Ale stwierdzenie, że facet, który nie chce być przy porodzie, to zły mąż,
          ojciec i w ogóle zakała, to mocno nie na miejscu. To sprawa bardzo delikatna i
          indywidualna. Podobnie jak stwierdzenia: ja cierpię, to patrz i cierp ze mną,
          bo to nasze dziecko. Heh, dziewczyny, litości ...
          • mobiadek Re: 09.05.05, 16:15
            Grunt, to nie dać się zwariować.
      • machacha Re: do ruda773 przeczytaj koniecznie!!!! 10.05.05, 18:18
        Ja powiedzialam, ze sama nie pojde. Moj maz zreszta chcial byc przy obydwu
        porodach. Bylo to dla nas naturalne. Nie wyobrazam sobie porodow bez niego.
        Strasznie mi pomogl w tych chwilach. To najcudowniejsze przezycie i ciesze sie
        ze moglam je dzielic z najblizszym mi czlowiekiem. Powodzenia
      • sonnja1 Re: do ruda773 przeczytaj koniecznie!!!! 12.05.05, 18:02
        Ha!
        Moj mezulek najpierw sie opieral, tez z gatunku mdlejacych an widok krwi, jak
        wiekszosc facetow zreszta. Pod koniec ciazy nabral ochoty. I co? I bylo tak: Ja
        jeczalam z bolu, upocona jak swinia, a on sobie smacznie wcina kanapki gapiac
        mi sie miedzy nogi. Twardziel, co? I wszystko widzial: i krew, i jak "sikalam"
        przez cewnik, i lozysko w calej okazalosci i nawet (lojej) troche kupki, ktora
        wyprodukowalam w trakcie parcia.
        Za to mnie jego obecnosc przeszkadzala, ale wcale nie dlatego cobym sie
        krepowala (a ktoraz to rodzaca mysli o konwenansach????) ale jego glaskanie po
        glowie mnie denerwowalo. No i gadal do mnie podczas gdy ja sie chcialam skupic
        na instrukcjach poloznej, wiec mi przeszkadzal. Na koniec kazalam mu sie
        zamknac.

        ps. dodam iz po tych wszystkich "przyjemnosciach" mezus bynajmniej nie unika
        seksu, czego czesto obawiaja sie kobiety.

        pozdr.
    • emma_euro_emma Re: Mąż przy porodzie 09.05.05, 19:47
      Wiesz, Ruda, mój mąż też absolutnie nie chciał. Fakt, że źle znosi widok krwi i krzywdę bliskich, ale to chyba nie było powodem. Bardziej to, że się obawiał, że nabierze (dosadnie mówiąc) obrzydzenia do mnie lub dziecka. Poruszyliśmy ten temat dotychczas ok. 3 razy, bo nie chciałam nalegać, ale delikatnie dawałam mu do zrozumienia i sugerowałam, jak bardzo mi zależy. Trzech jego kolegów mu mówiło, że ma koniecznie iść, bo oni byli i to jest super. Nadal go to nie przekonywało. W końcu uświadomiłam sobie, że mój mąż chyba nie za bardzo zdaje sobie sprawę, jak to wygląda (ja tak naprawdę też nie, ale bardziej niż on). I z jego wypowiedzi zrozumiałam, że on sądzi, że będzie stał nade mną kilkanaście godzin, patrzył, jak ja cierpię i jak krew leje się po ścianach i krzyczał cały czas: "Przyj, przyj!" (tak, jak to nieraz na filmach bywa). Więc uświadomiłam go, że przez większość czasu to nie będzie ani krwi, ani żadnych takich okropieństw, że jest potrzebny do tego, żeby być przy mnie, ponieważ zdarza się, że kobieta przez długi czas pozostawiona jest sama sobie, więc mąż może być potrzebny chociażby do tego, żeby w razie czego zawołał kogoś i ogólnie wszystkiego dopilnował.
      Kiedy wyjaśniłam to mojemu mężowi, to chyba trochę urósł, że tak mu ufam i że wierzę, że wszystkiego będzie w stanie dopilnować. Teraz już wie, że musi stanąć na wysokości zadania, a ewentualnie przy skurczach partych może wyjść (o tym oczywiście też go poinformowałam). Mając taką "możliwość wycofania się" chyba poczuł się bardziej bezpieczny. Jestem w 37 tc i mój mąż jest zdecydowany, żeby rodzić razem. Do szkoły rodzenia nie chodziliśmy.
      Pozdrawiam.
      • fizula Re: Mąż przy porodzie 10.05.05, 00:22
        Mój mąż nie miałby czasu zemdleć ponieważ:
        #masował mnie;
        #pomagał wchodzić do wanny;
        #pomagał z niej wychodzić;
        #podawał ręcznik i wycierał mnie;
        #podawał picie;
        #odpowiadał za mnie na pytania położnej;
        #mierzył długość skurczów;
        #zakładał mi skarpetki;
        #przypominał o oddychaniu;
        #pomagał we wchodzeniu na samolot (czyt. fotel gin.);
        #i wiele innych
        Pewnie dlatego nie miał czasu zajmować się sobą i zastanawiać się: zemdleć czy
        nie zemdleć ;o)
    • iks_75 Re: Mąż przy porodzie 10.05.05, 12:07
      Nie każdy mąż chce być przy porodzie. Uważam, że jest to sparwa bardzo
      delikatna i indywidualna. Dlatego nie nalegaj, nic na siłę. Być może zmieni
      zdanie. jeśli zaś boisz się być sama, to może zdecyduj się na tak zwane
      wykupienie położnej. Nie będzie ci bliską osobą, ale za to bedzie fachowcem i
      będzie wiedziała co ci doradzić i jak pomóc.
      Mój mąż nie chce być przy porodzie. Na początku byłam na niego wściekła, ale po
      kilku rozmowach zrozumiałam jego obawy i przestałam nalegać. W zamian zdecyduję
      się chyba na "swoją położną", abym nie została zostawiona sama sobie, o co
      bardzo się boję. Raczej nie polecam rodzenia z mamą, siostrą czy koleżanką
      (choć nie mam takich doświadczeń).
      Obowiązkowa obecnośc męża przy porodzie to raczej moda, z którą nie należy
      przesadzać. Nie każdy za tą modą musi podążać, a jeśli nie podąża to nie
      znaczy, że jest gorszy!!!
      • aniarad1 Re: Mąż przy porodzie 10.05.05, 13:26
        je sli chodzi o mnie to nie była moda. Bardzo się bałam pierwszego porodu, moją
        mamę bardzo źle potraktowano kiedy rodziła mnie i chciałam koniecznie mieć
        bliską osobę przy sobie. I obecność męża rzeczywiście bardzo mi pomogła.
        Mam koleżanki, które nie chcę aby mąż byl z nimi przy porodze. I rozumiem je.
        To sprawa bardzo indywidualna, ale nie sądzę, żeby to wynikało z podążania za
        modą.
        Mąż też ma prawo do zdecydowania czy chce czy nie chce uczestniczyć.
    • arorat4 Re: Mąż przy porodzie 10.05.05, 14:30
      Mój mąż był pzry porodzie i jest to najlepsza rewelacyjna mozliwość ostatnich
      czasów. Na początku też nie chciał, ale dla dobra Mamy i dziecka zgodził się.
      Dzisiaj nie darował by sobie, gdyby go nie było. Nieświeżo piszesz? Powiem
      bardzo nieświeżo, wręcz tragicznie, ale to wszystko nic w porównaniu z cudem
      narodzin.
    • wlekliczka krew na ścianie, flaki w zlewie... :D 10.05.05, 18:59
      dla mnie tekst, że mąż źle reaguje na krew, dlatego lepiej, żeby nie był przy
      porodzie to głupie roztkliwianie się. Kto tu jest facetem? A co on robi, jak
      zatnie sobie nożem paluszek? Mdleje, pada na ziemię i tak krwawi jak świnka pół
      godziny, aż żona wróci i opatrzy mu ranę?

      Co innego, kiedy mówi się prawdę: facet boi się, że nie da sobie rady i
      stchórzy, ucieknie z porodówki, zemdleje. Albo uważa, że rodzenie to odwieczna
      domena kobiet. Albo uważa, że uczestniczenie w porodzie jest niemęskie (to
      zwykle wpływ męskiego środowiska, w którym się obraca)

      Wyobraźnia działa i może twój mąż słysząc, że poród to okropny wysiłek, że tną
      ci krocze, dziecko jest w śluzie itp. ma wizję porodówki jako rzeźni, a porodu
      jako zarzynania zwierzaka... krew na ścianie, flaki w zlewie itp.

      Nie jest tak źle, na porodówce nie będzie jedynym facetem - lekarze od
      rodzących lub od dzieci często są płci męskiej.
      A poza tym można wybrać rozwiązanie połowiczne, jak to zrobił znajomy tzn.
      obiecał żonie być do momentu parcia. Nie chciał przecinać pępowiny i być przy
      szyciu krocza. W trakcie porodu stwierdził, że to nic strasznego, zdecydował
      się zostać, ale nie przecinał pępowiny. A jaki był dumny, kiedy jemu pierwszemu
      w ramiona lekarz podał dziecko big_grin
      Mówi, że jakby go nie było, wiele by stracił. Teraz czuje się dużo bardziej
      męski! A żona jest przeszczęśliwa, że ma w domu takiego MENA.
      • deser_t Re: krew na ścianie, flaki w zlewie... :D 12.05.05, 08:16
        "krew na ścianie, flaki w zlewie" ROTFL smile)))))

        wlekliczka - jeśli kiedykolwiek będe leżeć na porodówce, to na pewno będę się
        trząść ze śmiechu przypominając sobie Twój tekst big_grin big_grin big_grin
    • joanekjoanek Re: Mąż przy porodzie 12.05.05, 13:15
      A ja Wam opowiem, co mnie najbardziej zaskoczyło ze wszystkich spraw związanych ze wspólnym porodem. Obawy miałam różne - że będzie długo trwało, więc się zmęczy i wkurzy; że zacznie robić awanturę całemu personelowi za to, że ja cierpię; że w ogóle sobie pójdzie (bardzo źle reagował na moją ciążę, w kwestii "dziecko" zachowywał się... hmm, w bardzo trudny sposób), itede.

      A tymczasem nic z tych rzeczy. Mój mąż przez cały poród zajmował się wyłącznie aktywnym, skupionym i czułym wspieraniem mnie oraz pomaganiem. A potem opowiadał o swoich doznaniach - mnie, rodzicom i przyjaciołom. I przy tych opowieściach ja spadłam ze stołka. Wiecie, co zrobiło na nim największe wrażenie? To, że gdy dziecko wychodziło z kanału rodnego, miało wydłużoną głowę i wyglądało całkiem jak kosmita! Nad tym rozwodził się najdłużej, jaki to niesamowity widok, że on już wie, skąd się biorą pomysły twórców głupich filmów sci-fi - z porodów przecież! te wszystkie kosmiczne stwory wyglądają dokładnie jak rodzące się dziecko!
      Dzielił się jeszcze wrażeniami z wyglądu łożyska ("jakie to było wielkie!! trzy razy takie jak on! taka wielka wątroba!). I to właściwie były główne jego punkty zainteresowania. Faceci są przedziwni, przysięgam. Samo zdziwienie jego reakcjami było dla mnie wspaniałą przygodą.
      Pozdrawiam,
      Joanna z Glutusiem-Kosmitą
      • isia_50 Re: Mąż przy porodzie 12.05.05, 16:16
        joanekjoanek świetne, uśmiałam się czytając Twój postsmile
        Iza
    • beata9923 Re: Mąż przy porodzie 12.05.05, 16:05
      mój mąż był przy pierwszym porodzie,przy drugim podziękował bo stwierdził że te
      porody -a rodziłam 7 lat temu w Bielańskim-niczym nie przypominają porodów
      rodzinnych,że czuł się jak intruz,przez 145 godź porodu nawet wody mu nie
      zaproponowali a przecież w wielu rzeczach ich wyręczał i bardzo mi pomogła jego
      obecność
      przy drugim porodzie nie był i jutro szykuje się trzeci i już nawet nie pytała
      bo zgadzam się z nim,choć wiem że każdy szpital jest inny i trochę się
      pozmieniało ale szanuję też jego uczucia
    • aga5556 Re: Mąż przy porodzie 12.05.05, 21:51
      Mój mąż był.Nie namawiałam.Nie odradzałam. Zostawiłam decyzję jemu. Samo to w
      nim narosło od "nie będę" "do chcę być". Zanim jeszcze byłam w ciąży, opowiadał
      często, że gdzieś czytał o mężu, który po porodzie przestał sypić z żoną. Nie
      pomógł mi w sensie np. masażu-nie działało, ale psychicznie tak. Ale gdyby go
      nie było też byłoby ok.Sypiać ze mną nie przestał-jest nawet lepiej. Po
      porodzie stwierdził, że to co pokazuja na filmach jak wyglądają porody nijak ma
      się do rzeczywistości. Wiem, że on jest zadowolony, że sie jednak zdecydował.
      Ale myślę, że najlepiej nic nie sugerować.
    • iii30 Re: Mąż przy porodzie 12.05.05, 22:21
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=10679356&v=2&s=0
    • kaska.to Re: Mąż przy porodzie 13.05.05, 01:29
      witam,
      ja zostawilam decyzje mojemu mezowi,podjal ja sam,ze chce byc przy mnie,a
      dopiero wtedu mu powiedzialam,ze bedzie mi potrzebny i bardzo sie ciesze.
      a propos wczescniejszych postow...nie rozumiem w takiej sytuacji slowa 'wstyd"
      w kontekscie -przed mezem w czasie porodu-Ruda, jak rowniej, to chyba
      kotka.szarotka napisala,ze wstyd jak meza nie bedzie, bo wszyscy tak rodza.a
      przepraszam bardzo maz ma byc dla mnie przy porodzie czy dla znajmoych, rodziny
      itp. itd. bo tak wypada????
      Kacha
      border="0"
      src="tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;18;28/st/20050716/dt/6/k/45b4/preg
      .png"></a>
      • kaska.to kotka.szrotka sorki za blad w nazwie 13.05.05, 01:30

    • pimpek_sadelko Re: Mąż przy porodzie 13.05.05, 07:54
      nie naciskaj na meza. nie kazdy moze zniesc taki "widok".
      my rodzimy razem, moj maz porody juz widzial, kilka nawet odebral.
      ciesze sie, ze bedzie ze mna, bo sama bym sie bala.
      pomysl nad kims bliskim, kto bedzie z Tob: mama, siostra, przyjaciolka itd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka