Dodaj do ulubionych

Nacinania c.d. :(((

07.10.05, 13:04
Wczoraj rozmawiałam przypadkiem z byłą położną, która pracowała w zawodzie 15
lat. Powiedziałam je, że nie chce być nacinana i że będę masować krocze aby
było dostatecznie elastyczne itd. Ona na to, że nacięcie jest potrzebne,a
blizna po nim nie boli ani nie ciągnie bo jej prawie nie ma, że dla dziecka
jest lepiej bo podczas porodu nie ma dużego nacisku na rodzącą się główke, że
mogę pęknąć, że po porodzie będę miała bardzo porozciągane mięśnie itd, a na
koniec powiedziała, że jest to bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony, że
nie chce nacięcia!!! Czytałam wątki o nie nacinanych dziewczynach i jakoś nic
się strasznego im się nie stało. Nie wiem już co myślećsad((
Obserwuj wątek
    • amwaw Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 13:19
      Proponuje się zapoznać:
      www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html#nacinanie%20krocza
      www.rodzicpoludzku.pl/wiesz/naciecie.html
      www.resmedica.pl/zdart5001.html
      kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,54921,1326699.html
      poradnia-dla-matek.republika.pl/art-po-who.html
      www.mp.pl/artykuly/?aid=1001
      Pozdrawiam
    • justa781 Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 13:50
      Byłam nacinana podczas porodu (duża główka synka). I chociaż blizna mi nie
      dokucza (nie czuję jej) nie uważam wcale, żeby nacinaie krocza było czymś
      normalnym. Nie powinno wykonywać się go rutynowo.
      I nie zgadzam się też z opinią położnej, "że jesteś nieodpowiedzialna, ponieważ
      nie chcesz nacięcia). To bzdura. Nacięcie czasami ratuje dzidzię i tylko wtedy
      należy je wykonywać. Prawda jest taka, że w naszych szpitalach ciacha się krocza
      rutynowo. Dla zasady. Spróbuj masażu (a też zamierzam), może sie uda.
    • gonia28b Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 14:01
      Ta Twoja znajoma jest położną starej daty. W latach 60 i 70 nacinano krocza
      rutynowo WSZYSTKIM kobietom. Moja Mama nie była nacinana nigdy. Urodziła mojego
      Brata (3,65 kg) i mnie (3,75 kg) bez nacinania krocza. Uchroniła swoje krocze
      tylko dlatego, że rozmawiała ze swoją Mamą (czyli moją Babcią) i pamiętała, że
      Ona urodziła 4 córki bez nacinania krocza. Tylko, że w tamtych czasach rodziło
      się w domu na swoim łóżku, a nie w szpitalu, i nikomu do głowy nie przychodziło
      nacinać kobiecie krocze. Ja jestem przekonana, że urodzę bez nacinania krocza.
      Uprzedzam tylko, że jest to tylko moje zdanie i moja decyzja. Dziś mamy wybór,
      więc niech każda kobieta sama decyduje o sobie.
      Pozdrawiam.
      • kriepka Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 14:35
        absolutnie sie pod tym postem podpisuje! mam zamiar zrobic wczystko zeby udalo
        sie bez nacinania. i nie tylko dlatego, ze panicznie sie tego boje, czy jestem
        malo odporna na bol. jestem bardzo dobrze nastawiona do porodu i wiem ze
        niezaleznie od okolicznosci dam rade i wszystko bedzie dobrze.
        ale naprawde przemawia do mnie to, ze jakos w innych krajach NIE JEST TO RUTYNA!

        do porodu bez nacinania mam zamiar przygotowac sie w nastepujacy sposob:
        1. przygotowanie mentalne (projektowanie w myslach wymarzonego, pomyslnego
        porodu). nie wiem jak wasze nastawienie do tych metod, ale ja przetestowalam to
        juz tyle razy i w tak roznych okolicznosciach, ze wiem ze dziala) smile
        2. masaz krocza tuz przed porodem (wiele watkow na ten temat znalazlam tu na
        forum)
        3. zakup urzadzonka epi-no, trenujacego pochwe i krocze przed porodem.

        wierze ze wszystko bedzie dobrze i ze uda sie tak jak chce.
        pozdrawiam serdecznie wszystkie 'buntowniczki' smile
        • madziatd Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 14:49
          Dzięki dziewczyny!!!
          Nie dam już sobie w kasze dmuchać!!! Zrobie wszystko aby nie być nacięta!!!
          Mam nadzieje że położna z którą bede rodzić pozwoli mi na to. ozdrawiam
          wszystkie p[rzyszłe mamysmile
    • ezrapound Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 14:50
      Jestem szczerze przekonana, ze ta polozna jest nic niewarta, chociaz pewnie
      dziala w dobrej wierze. Na podstawie doswiadczenia, licznych lektur, oraz
      szczegolowych badan przeprowadzonych w tej kwestii przez mojego meza, ktory
      jest lekarzem (choc nie ginekologiem-poloznikiem) jestem gleboko przekonana, ze
      naciecie krocza jest najczesciej niepotrzebnym okaleczeniem kobiety. Oto moje
      argumenty:

      1. Urodzilam pierwsze dziecko bez naciecia. Mialam drobne pekniecie sluzowki,
      ktore natychmiast sie zagoilo. Dziecko urodzilo sie radosne, spokojne, bez
      placzu i bez stresu. Jestem osoba drobnej postury, corka nie byla ogromna, ale
      tez nie jakas strasznie mala. Dodam tylko, ze uniknelam naciecia na swoje
      wyrazne zyczenie.

      2. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych metodą experience based
      medicine wykazuja, ze do niebezpiecznych pekniec dochodzi czesciej u tych
      kobiet, u ktorych wykonano naciecie (wyobraz sobie przescieradlo: ktore latwiej
      sie rozedrze, naciete, czy nie naciete?)

      3. Fizjologiczne pekniecie krocza goi sie latwiej i nie pozostawia takich
      konsekwencji jak naciecie. Jesli krocze peka, to w taki sposob, aby ominac
      nerwy i inne wazne organy. Jesli tną - tną jak popadnie, mięśnie, nerwy,
      wszystko. Długofalowe konsekwencje nacięcia też są niebezpieczniejsze od
      następstw fizjologicznego pęknięcia. Pęknięcie może być trudniejsze do
      zeszycia - ale to nie jest problem kobiety, tylko lekarza - jego wygody i
      lenistwa!

      4. W żadnym innym cywilizowanym kraju nie wykonuje się rutynowo nacięcia
      krocza - np. w Holandii tylko 3% pierworódek ma nacinane krocza. Czy Polki są
      pod tym względem jakieś gorsze?

      5. Przez całe wieki kobiety rodziły bez nacinania - czy coś się w ostatnich
      latach zmieniło jeśli chodzi o naszą anatomię?

      Podsumowując: niewątpliwie istnieją sytuacje, kiedy nacięcie jest potrzebne
      (może wtedy, kiedy druga faza porodu trwa bardzo długo i dziecku zaczyna spadać
      tętno). Jednak w 90% przypadków jest to, moim zdaniem, niepotrzebne
      okaleczenie. Wiele kobiet ma fatalne wspomnienia po nacięciu, wiele cierpi
      miesiącami, albo nawet latami, konsekwencje tego niepotrzebnego zabiegu
      chirurgicznego. Owszem, są szczęściary, którym ładnie się to goi (bo na
      przykład miały farta i nacięcie ominęło nerwy), ale są chyba w mniejszości.

      Oczywiście to Twoje ciało i Twój wybór. Ale ja jestem zniesmaczona wypowiedzią
      tej Twojej położnej. Owszem, mogła Ci tłumaczyć, że czasem nie da się uniknąć
      nacięcia, ale że zawsze jest potrzebne - to po prostu nieprawda, sprzeczna z
      medycznymi faktami.

      • quami Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 19:20
        a ja chyba wolałabym być nacięta - jeżeli ma to ułatwić poród a po drugie chyba
        lepsze nacięcie niż samo pękniecie - któte trudno z tego co słyszałam
        kontrolować. Moja znajoma to przeżyła i teraz mówi, że bez niczego zgodziła by
        sie na nacięcie. Tak jej pękło krocze że przez ponad miesiąc kupy nie mogła
        zrobic, pekniecie poszło aż do samego odbytu... biedna... ale to tylko takie
        moje gdybania. Z tego co wiem, od położnej z Wołoskiej w Warszawie to oni o
        zdanie nie pytają, tylko kiedy ma to ułatwić wyjście głowiki dziecka od razu
        tną dla dobra samego dziecka. Szczerze mówiąc chyba dobro dziecka najważniejsze
        no nie?
        • gonia28b Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 20:13
          Poczytaj, proszę dokładnie wszystkie wypowiedzi w tym wątku. To wynika z
          lenistwa położnych i lekarzy. Krocze powinno być kontrolowane podczas porodu
          czy nie jest rozciągnięte tak, że jest to na granicy
          wytrzymałości/elastyczności. Jestem zdania, że krocze powinno być nacięte tylko
          i wyłącznie jeżeli jest to KONIECZNE. A w większości przypadków jest to
          niestety okaleczanie kobiet.
          • iga75 epi no? co to takiego? 07.10.05, 21:37
            Witajcie
            chciałabym za wszelką cenę uniknąc nacięcia, bo raz je przezyłam. Połozna
            zrobiła je między skurczami (skurcze parte u mnie były coraz słabsze,
            generalnie akcja zanikała) - nie wyczułą chwili... Z zazdrością czytam
            wypowiedzi niektórych dziewczyn, które porównują nacinanie do rozsuwania
            suwaczka smile w moim wypadku ból był taki, że nikomu nie zycze... wydarłam się
            jak zarzynane zwierzę...Potem przez wiele miesięcy czułam to miejsce, a o
            seksie przez niemal rok mogłam zapomnieć....Nie chcę!
            Skóra mi cierpnie na myśl, że może się to znowu powtórzyć. Co to za urządzneie
            epi no? Będę próbowac wszystkiego, byle się udało!
            • gonia28b Re: epi no? co to takiego? 07.10.05, 22:08
              Wklejam tutaj list Mizi30. Dokładny opis działania tego balonika.

              "(...) masaz krocza olejkami -tez to robilam-
              to jedno ,w ten sposob uelastyczniamy sama skore,natomiast balonik epi-no
              FIZYCZNIE rozciaga nam krocze .na koniec wkleje linka do strony epino jest po
              niem i angielsku,ja sprobuje w skrocie powiedizec na czym to polega.otoz balonik
              to taka gumowa gruszka polaczona cienkim wezykiem z pompka i manometrem.gruszke
              wprowadzamy do pochwy ,tak aby wystawala w 1/4 dlg i pompujemy do momentu
              odczuwania bolu przy rozciaganiu.zaczynalam od 6-7cm srednicy-wtedy bolalo a
              skonczylam na ponad 10cm srednicy co odpowiada 31cm obwodu glowki dziecka.a jak
              wiecie kiedy glowka przechodzi przez kanal rodny to nie est tak duza jak po
              wyjsciu ,poniewaz jest ona jakby"zlozona "w okolicach ciemiaczka.taj jak paczek
              kwiatu winka jak przejdzie glowka to reszta wyskakuje bez problemu winkoczywiscie
              mowie o porodzie bez powiklan ,choc moja mala miala pepowine okrecona kilka
              razy wokol szyi i polozna ciela pepowine ,kiedy jesczce mala byla we mnie !i
              wracam do epi-no,rozciagniecie zajelo mi okolo 2tyg.po porodzie nadal sie
              cwiczy z tym urzadzonkiem ,ale z kolei chodzi o wycwiczenie miesni kegla ale to
              jzu inna bajka wink
              tu link do stronki z balonikiem
              www.epi-no.com/
              wybieramy lewa strone:gebursta....cos tam wink
              jakby co to pytajcie ,odpowiem jak mala pozwoli wink
              pozdrawiam kiss"

              Pozdrawiam również.
    • iw1978 Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 22:31
      Zrób wszystko, żeby cię nie cięli. Zacznij od wyboru szpitala i położnej, to zdecydowanie ważniejsze niż masaże i cała reszta. Ja urodziłam trzy tygodnie temu i jedyne, czego żałuję to nacięcie. Niby dobrze wykonane i dobrze zszyte, ale coś tam jeszcze czasem poczuję. Ja byłam cięta, bo rodziłam na Inflanckiej, a oni mają niemal 100% nacięć u pierworódek.
      • a_pynia Re: Nacinania c.d. :((( 07.10.05, 22:47
        tyle się naczytałam na temat tradycji nacinania krocza (streszczenie z głowysmile:
        Niestety, do nacinania krocza lekarzy zmusiła proza życia - rodzenie na leżąco
        przaktycznie z pupą do góry, zeby lekarz miał dobry widok. Przy tym ułożeniu
        dziecko jest parte do góry, wbrew prawom grawitacji i bardzo naciska na mięśnie
        krocza od strony odbytu. Zaczęto nacinać, żeby krocze nie pękło do odbytu, bo
        wtedy to naprawdę jest "przesrane", ze się tak dosadnie wyrażę.
        Pamiętajcie, że oprócz przygotowania i rozciągania krocza bardzo ważna jest
        pozycja rodzenia - na klęcząco, siedząco itp. w taki sposób, zeby brzuch był
        wyżej niż krocze - wtedy zachowana jest zasada grawitacji a i mamie i dziecku
        jest lepiej (a lekarzowi czy położnej gorzej smile. Więcej informacji na
        stronie "rodzić po ludzku" www.rodzicpoludzku.pl/porod/zalety.html
        Z tym wiąże się wybór szpitala, czy ma warunki, a personel chęci.
        • podyanty Re: Nacinania c.d. :((( 08.10.05, 07:14
          W zupelnosci zgadzam sie z a_pynia.
          Rodzilam swoje pierwsze (i ostatnie - 43 lata!) dziecko w birthing center przy lokalnym szpitalu. Jest to
          kameralny osrodek na parterze oddzialu poloznictwa i ginekologii wiec w razie komplikacj transfer na
          oddzial nie stanowi problemu. Mielismy tam do dyspozycji jeden z trzech duzych pokojow z lazienka
          (ze spa bath). Pokoje umeblowane sa cieplo i "po domowemu".
          Do dyspozycji rodzacych par jest tam takze jadalnia z aneksem kuchennym oraz salonik, w ktorym
          odbywaja sie takze przedporodowe szkolenia dla chetnych do rodzenia w osrodku. Oczywiscie rodzic
          tam moga tylko kobiety z ciaza bez komplikacji.
          Zalozenie jest takie, ze ojciec dziecka bedzie obecny przy porodzie. Sytuacja odwrotna jest absolutnie
          wyjatkowa !
          Oczywiscie zadnego nacinania (w ogole sie tego tu nie robi), zadnych srodkow przeciwbolowych (moj
          swiadomy wybor). Najpierw 2 godziny w spa, potem polozna zaordynowala mi nieco cwiczen
          (wchodzenie na stoleczek, kucanie), zeby Marianne przekrecic do korzystniejszej pozycji, rodzilam
          kleczac na lozku, trzymal mnie maz i on osobiscie lapal wyskakujaca z pluskiem coreczke. On takze
          osobiscie przecial pepowine. Lozysko urodzilam bez problemow - do sedesu wstawiono odpowiednie
          naczynie i znowu sila grawitacji przyspieszyla sprawe. Zadnych problemow z rodatym kroczem. Przy
          porodzie obecne byly dwie znakomite polozne, Marianna byla przy cycku natychmiast po urodzeniu,
          jeszcze uwiazana do mamy pepowina . Nikt tu bezsensownie nie pucuje noworodka- wykapalysmy sie
          razem w 2 godziny po porodzie. W 15 minut po urodzeniu coreczki romawialam z moim Tata w
          Warszawie. Moj poloznik pojawil sie w godzine po porodzie. Potem wpadla przyjaciolka jedna. Potem
          druga z wlasnym trzymiesiecznym przychowkiem. Potem maz zademonstrowal swiezego dzidziusia
          nastepnej klasie. A 24 godziny pozniej bylismy wszyscy w domu (polozna wpadala do mnie z wizyta
          przez nastepny tydzien).
          Uwazam, ze wiele zalezy od osobistego (pozytywnego) nastawienia. Porod naturalny (jezeli jest
          oczywiscie mozliwy) daje mozliwosc kontroli. Lezenie z nogami zadartymi do gory na lozku porodowym
          zostalo wymyslone dla ulatwienia zycia poloznikom ! A wszelkie srodki usmierzajace bol przechodza
          przez lozysko do organizmu dziecka.
          Pozdrowienia dla przyszlych matek.
          PS Nie wiem czy bym sie zdecydowala na rodzenie w kraju nadwislanskim!
    • lexmonica Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 09:57
      A ja wam dziwczyny cos powiem. urodzilam pierwsze dziecko bez znieczulenia (bo
      akurat była sytuacja dziwna w szpitalu, podczas parcia połozna nacieła mi
      krocze i... po porodzie zaczelam sie cieszyć jak głupia że nawet mni enie
      nacinali (nie czułam) nastepnego ranka zrobiłam siusiu i nie boląło ni. Kupkę
      to tak po 2 dniach tez ni ebolało. Szwy przy usuwaniu (bo były rozpuszczalne)
      też bez bólu. Miałam na sali dziewczyne która wręcz awanturowało się z lekarzem
      o nacinanie że to jej ciało że sobie nie życzy że nigdy i nie wyraż zgody. I
      cuż nie nacieli. Pani pękla tak że szwy miała jezcze za odbytem a to było
      pierwsze dziecko potem narzekała cały dzień jacy ci lekarze sa do niczego
      że "złośliwe jej zrobili żeby pękło bo nie chciała nacinać". Jak sobie to
      przypomne to dochodze do wniosku ze była BEZNADZIEJNIE GŁUPIA.
      Moja opinja to miec położną i lekarza którym ufasz. Jesli wiesz ze będą walczyć
      o twoje krocze i natną tylko wtedy kiedy trzeba to stres znika. Ale musisz
      zaufac że oni podejmą taką decyzję kiedy ty będzie trzeba, a sa szpitale gdzie
      położne starają sie w miarę możliwośc nacinac kiedy już to koniecze. Ja rodze w
      styczniu 2 raz. Moja położna powiedziała że zrobi wszystko żeby nie nacinać ale
      jeśli to dla mojego dobra bedzie konieczne nie powiem słowa i zaufam ty którzuy
      wiedzą lepiej czzy trzegba
      pozdrawiam gorąi
    • ewunia_uk Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 11:43
      Heh, ciekawe, ze te legendy o "peknieciu az po odbyt" u kobiet nie-nacinanych,
      to zawsze jakas "znajoma", "sasiadka", "dziewczyna na sali". Co za bzdury.
      Jest na tym forum watek "Kobiety bez naciec" - ciekawe, ze ani jedna (a jest
      tam ponad 200 wpisow) nie "pekla po odbyt".

      Ja urodzilam dwojke dzieci bez nacinania (w Wielkiej Brytanii), nie bylo nawet
      potrzeby szycia czegokolwiek, bo nie bylo pekniecia, nie mam problemow z
      nietrzymaniem moczu (a od pierwszego porodu minelo 12 lat), ani
      ze "zwiotczeniem miesni". Zadziwia mnie, ze w XXI wieku nadal sie wciska
      kobietom w Polsce te mity o "peknieciu po odbyt", "kroczu jak kanion", itd,
      kiedy caly cywilizowany swiat twierdzi zupelnie odwrotnie (co jest poparte
      badaniami empirycznymi).
    • azymut17 Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 12:24
      To i ja dorzucę swoje 3 grosze smile U mnie akurat było pęknięcie po odbyt... ale
      nacięcia (sic!). Nie chciałam być nacinana, miałam na tym punkcie przedporodową
      obsesję, niestety nie udało się tego uniknąć, bo drugi okres się przedłużał i
      tętno dzidzi spadło do 60! Wyjęto już kleszcze, ale w ostatniej chwili
      wypchnęłam Małą - rodziła się z rączką przy głowie, dlatego tyle to trwało.
      Oczywiście popękałam jeszcze w 2 miejscach, stąd znam obydwa doświadczenia -
      nacięcia i samoistnego pęknięcia. Szew po nacięciu boli duużo bardziej (u mnie
      sięgał odbytu, może dlatego?). Szwy po pęknięciach rozpuściły się same, te z
      nacięcia trzeba było zdejmować.

      Ale chwała lekarce, która mnie zszywała - miała ze mną kupę roboty, tyle było
      do zeszycia (we wszystkich kierunkach), że znieczulenie objęło tylko część,
      reszta była na żywca, a nic się potem nie babrało i w nieco ponad 6 tygodni po
      porodzie mogłam się kochać z mężem (oczywiście ostrożnie) smile

      Wniosek: wolałabym być nienacięta, ale są sytuacje, kiedy jest to nieuniknione.
      Jak się trafi na dobrych lekarzy, to nie jest to tak traumatyczne przeżycie.
      P.S. rodziłam w Warszawie na Solcu
    • kama2810 Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 19:39
      Witaj. Ja byłam nacinana, zresztą nikt mnie o to nie pytał zrobili swoje ( bo
      tak robią, bo trzeba) i tyle mojego co se potem pogadałam. Faktycznie problemu
      z nacięciem nie miałam, ani z blizną, chociaż samo nacinanie bardzo bolało.
      Tłumaczą nasze nacięcia tym, że tak łatwiej i lepiej dla dziecka, ja osobiście
      też myślałam że obejdzie się bez tego- ale cóż. Wiedzą co robić i pewnie jeżeli
      postanowią Ciebie ciąć to nie będziesz miała wiele do gadania. Pozdrawiam i nie
      myśl o tym najważniejsze, że będziesz miała dziecko!
    • marybg Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 20:05
      ja tez bardzo boję sie porodu i nie chce byc nacinana, ale niektórych sytuacji
      nie da się przewidzieć. Nacinać się powinno kiedy istnieje realne zagrożenie
      tzw pęknięcia albo kiedy trzeba dodatkowo ochronić główkę dziecka. Jestem
      przeciw rutynie i mam lekarza, któremu w 100% ufam(sama tez jestem lekarzem,ale
      nie wymądrzam się),po prostu zdaję się na jego ocenę sytuacji. Niestety mam
      koleżankę która miała pęknięcie w przebiegu porodu (upierała się aby nie byc
      nacięta,mąz jak cerber stał i chronił krocza żony ale...nie uchronił bo pękło
      a jak oceniła położna i lekarz miała bardzo niepodatne krocze).Dziewczyna
      przeszła juz 2 operacje plastyczne-rekonstrukcje mięśni odbytu,ale niestety ma
      problemy z nietrzymaniem stolca-dla niej to koszmar. Nie piszę tego aby kogos
      straszyc tylko po to abysmy nie były zaślepione wizją porodu bez nacięcia.
      Myslę,że o wiele bardziej warto sie skupic na technice dobrego oddychania i
      doborze odpowiedniej pozycji-w leżącej najbardziej ryzykujemy nacięcie czy
      pekniecie!Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim (i sobie też!)
      łatwego,szybkiego porodu bez nacinania krocza.
      • rea7 Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 20:23
        Zgadzam się, jeśli jest zagrozenie, ale te idiotyczne zabiegi robi się rutynowo!
        I to właśnie jest problem...
    • rea7 Re: Nacinania c.d. :((( 11.10.05, 20:17
      Bzdury!
      Polecam www.rodzicpoludzku.pl/historia/index.html#akcja
      Czasy się na szczęście zmieniają i juz nie musimy rodzić jak w średniowieczu!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka