z bycia w ciąży. Bardzo czekam na mojego synka(?), ale z wielką chęcią
odczepiłabym brzuch i scedowała na kogoś innego.Bo:
1. czuję się sexowna i kobieca jak worek ziemniaków.
2. w 5 m-cu dopadła mnie lustrzyca ( własne łono mogę zobaczyć już tylko w
lustrze).
3. grzybki przyszły do mnie w odwiedziny. I bynajmniej nie te marynowane

(
Musze je leczyć, czyli: używać wstrętnych czopków, smarować się i co najgorze
20 dni (co najmniej!!) abstynencji sexualnej.
4. ciągłe zaparcia. Pani w aptece poradziła czopki glicerynowe na wieść, że
jestem w ciąży. Niech sobie je sama w d**ę włoży. Jogurty, tarte jabłka nie
pomogły. Zdesperowana wypiłam herbatkę przeczyszczającą. Uff co za ulga.
Inaczej chyba bym nerwicy dostała.
I kto mi powie, że bycie w ciąży to stan błogosławiony. Ciąża ( nie dziecko)
tmi ciąży... To się wyżaliłam.