joanekjoanek
17.12.05, 02:27
Hej,
W 34 tygodniu usg wykazało obecność pod moimi prawymi żebrami głowy. Znaczy się, ułożył się mały cham pośladkowo, a do tego postanowił popełnić samobójstwo i owinął sobie dwukrotnie pępowinę wokół szyi.
Pan Doktor od usg potwierdził, iż w tej sytuacji cesarka jest oczywista. No więc się zmartwiłam, przestraszyłam, postresowałam trochę, wreszcie oswoiłam się jakoś z tą myślą - i w 36/37 tygodniu udałam się ponownie do swojego ginekologa z wydrukiem tego wyroku.
Doktor spojrzał i rzecze "eee, no może się jeszcze obróci!" Westchnęłam i przystąpiliśmy do ciągu dalszego wizyty. Podczas badania ogłosił, że czuje coś twardego, co pewnie jest głową. Ale...
- ... jeśli to nie jest głowa, to będziemy obracać!
Wybałuszyłam oczy bardzo szeroko. Doktor jest postacią dość młodą (ze 40 wiosen może mieć), pracuje w Tym Właśnie Najlepszym Szpitalu, bardzo wiarygodny, rozsądny i ogólnie przytomny. A tu takie coś?...
- Aaale panie doktorze... - wybełkotałam niepewnie - takiego powieszonego pan chce obracać?
- Powieszonego, powieszonego! Nie ma się czego obawiać, nic nie robimy na siłę.
- Aaale panie doktorze... ja się naczytałam, że to takie... hmmm... znachorskie metody są...
- A skąd! - odparł doktorek asertywnie. - Stosowane, stosowane, całkiem powszechnie! Ja sam tak obróciłem nawet nie wiem, ile dzieci!
Zdezorientowana zlazłam z fotela i pomaszerowałam włożyć gacie, drapiąc się przy tym intensywnie w głowę. Odwracał dzieci w brzuchu? Owinięte pępowiną? TEN facet???
Nie zdążyłam się nad tym głębiej zastanowić, bo już byłam na usg, na którym okazało się, że moje potomstwo dokonało cudu, samo się odwróciło, rozplątało i wszystko jest na najlepszej drodze. Ale do tej pory nie mogę sobie jakoś tego odwracania przetłumaczyć.
Czy ktoś zna (ale nie że babcia bratowej opowiadała sąsiadce siostry, tylko sam przeżył albo na własne oczy poznał) przypadki skutecznego obracania dzieci przez przytomny, wykwalifikowany personel medyczny? To naprawdę robią odpowiedzialni ludzie?
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
Pozdrawiam,
Joanna