Dodaj do ulubionych

czy jestesmy bezsilne w czasie porodu?

30.12.05, 07:57
zastanawia mnie czy sa jakies organizacje (komisja lekarska, prokurator,
policja??? cholera wie co?) kogo mozna wezwac - zawiadomic kiedy kobiecie
rodzacej i dziecku dzieje sie krzywda?
przywiazywanie do lozka
podawanie lekow bez informacji i zgody
naciskanie na brzuch - zeby dziecko wypchnac...
i cala masa innych - nagminnych....

chyba nie jestesmy az tak bezsilne?
wiecie cos?

no i chwala ze rusza kolejna akcja Rodzic po ludzku
Obserwuj wątek
    • mala.ela Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 09:19
      obecnosc partnera w dużym stopniu hamuje zapędy personelu - wiem na swoim
      przykładzie. Ja rodziłam z meżem i wszytsko było ok, zawsze mówili co podają,
      konsultowali czy chcę dolargan czy nie, o żadnym przywiązaniu do łóżka ne było
      mowy, doradzali itp. Natomiast kobiety które rodzą same... cóż, połozne nie
      zawsze sie z nimi tak "cackają". Sama kobieta rodząca niewiele moze (ze względu
      na ból, wyczerpanie), natomiast partner tak.
      Aha, poza tym, na samym poczatku porodu powiedziałam ze kategorycznie nie zyczę
      sobie żeby meża wyproszono z porodówki w razie jakichś komplikacji - wtedy
      właśnie będzie mi najbardziej potrzebny. Na szczęście obyło sie bez komplikacji.
      • kaja72 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 10:39
        Hej! Dołączam do wypowiedzi poprzedniczki. Obecnosc partnera bardzo wiele
        zmienia i stosunek personelu niewątpliwie jest inny, dlatego warto mieć przy
        sobie kogoś bliskiego przez caly czas. My z mężem rodzilismy razem naszą już 5
        letnią teraz córeczkę i następnego maluszka, który ma się urodzić 9 czerwca
        2006 tez planujemy razem powitac na swiecie. Pozdrawiam.
        • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 10:55
          Nie popadajcie w panikę. Osobiście mam wrażenie, że osoba pisząca ten post o
          szpitalu Raszei i przywiązywaniu do łóżka ma spore problemy ze sobą i nalezy do
          baardzo histerycznych i roszczeniowych pacjentek, które są przekleństwem
          lekarzy i często uniemożliwiają udzielenie im samym pomocy. Naprawdę większość
          lekarzy to nie są psychopatyczni sadyści. Oczywiście mam bardzo wiele do
          zarzucenia personelowi medycznemu w szpitalach, ale wiem, jak problem wygląda
          od dówch stron- i lekarza, i pacjentki. Lekarze bywają oschli, niemili,
          niestety zdarzają się również niekompetentni, położne, zamiast pomóc- olewają,
          ale prawdą jest też to, że bywają koszmarne, roszczeniowe i histeryczne
          pacjentki, mające swoją jedynie słuszną wizję porodu, podważają na każdym kroku
          kompetencje lekarzy, domagają się takiego, a nie innego lekarstwa, "bo
          koleżance pomogło", choć nie mają pojęcia o fizjologii i patologii porodu i o
          tym, że każdy przypadek jest inny, a kiedy przychodzi do parcia, kiedy trzeba
          dać coś z siebie, to nie prą, bo "boli" (tzw. chore niewspółpracujące).
          Rozsądne spokojne podejście i minimum zaufania- tylko o to was proszę...
          • kwiatek1980 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:06

            ciezarne ktore sa jak to nazwalas "chore niewspoplpracujace" kwalifikuja sie do
            cesarki! ale szpitale nie chca tego robic bo cesarka wiecej kosztuje a oni
            wszedzie szukaja oszczednosci. Taniej jest przywiazac do fotela i nasile
            wypchnac dziecko!
            • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:08
              Takie prawdziwe niewspółpracujące nie zgodzą ci się na cesarkęsmile) Na nic się
              nie zgadzają....
              • kwiatek1980 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:15
                A na przywiazanie do fotela to nie trzeba wyrazic zgody ??? lekarz moze Cie
                przywiazac bez Twojej zgody? Albo moze Ci podac jakis lek bez Twojej zgody ???
                • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:20
                  Mnie się pytasz?smile
                  A co wiesz np. o Dolarganie?
                  Albo o oksytocynie? albo o augmentinie? Kidy podajemy? Wskazania,
                  przeciwwskazania, działania niepożądane, drogi podawania, farmakokinetyka,
                  działanie na płód, drogi eliminajcji z orgaznizmu- aby podjąć świadomą decyzję,
                  czy i w którym momencie porodu podać, powinnaś to wiedzieć, nieprawdaż? Inaczej
                  to zabawa: zgodzę się- nie zgodzę się, albo opieranie się na zdaniu kolezanki,
                  która lek dostała i było jej po nim tak fajnie, albo dostała i rozbolała ją
                  głowa.
                  • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:26
                    do świadomej decyxji o takim a nie innym postępowaniu potrzebna Ci równiez
                    będzie wiedza o :
                    Twoim rozwarciu, a więc części pochwowej szyjki macicy (utrzymana czy
                    zgładzona), czy ujście zewnętrzne jest zamknięte, czy rozwarte- jeśli tak, to
                    na ile, czynności skurczowej macicy (kłania się interpretacja KTG), czynności
                    serca płodu (szybkość + czy jest regularna), kiedy odeszły wody, jaki był ich
                    kolor, położenie płodu, ułożenie płodu,zaawansowanie główki, jaka jest część
                    przodująca płodu oraz mnóstwo innych rzeczy...
                    • guderianka Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:32
                      też miałam wrażenie czytając komentowany artykuł że wiele do zyczenia można
                      miec jezeli chodzi o zachowanie pacjentki. osobiście uważam że kazda z nas w
                      tak skrajnej sytuacji zachowuje sie inaczej. ja mimo bardzo ciezkiego porodu
                      byłam pacjentka współpracującą-słuchałam położnych, odpowiednio oddychałam w
                      czasie skurczu itp. miałam pozwolenie na chodzenie, zmiane pozycji...zeby ulzyc
                      cierpieniu(po oksytocynie i przebijaniu pecherza płodowego i podaniu tlenu i
                      żyganiu)położna sama zaproponowała zebym przyjeła pozycje na pieska. i w sumie
                      w takie pozycji zaczełam rodzic. a przede mna na porodówce leżało babsko
                      którego darcie sie słyszac było na drugim koncu szpitala a mnie w wiekszy szok
                      wpędzały jej wyzywiska na meza i wszystkich facetów(wulgaryzmy) niż skurcze.
                      nie bronie i nie usprawiedliwam lekarzy rzeźników mimo wszytskim uwazam jednak
                      że lekarz wie więcej niż ja, że to jego tysieczny albo setny poród i przede
                      wszystkim-on jest obiektywny a ja nie. rodzic po ludzku to pozwolic by dziecko
                      narodziło sie po ludzku a nie wsród zaciskania uda, krzyków matki i histerii-
                      nie musze mówic jaki to ma wpływ na małego człowieka
                    • cota Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:33
                      Przykro mi, ale nie jest tak do końca. Na podst. ustawy o zakąłdach opieki
                      zdrowotnej z 1991 ( z późniejszymi zmianami) pacjent ma m.in. prawo do:
                      informacji o swoim stanie zdrowia (art. 19 pkt) 1, a także w myśl nastęnych
                      punktów tegoż paragrafu do wyrażenia zgody albo odmowy na udzielenie mu
                      określonych świadczeń zdrowotnych, po uzyskaniu odpowiedniej informacji. Ponadto
                      na podstawie ustawy o zawodzie lekarza z 1996 \r ( z póxniejszymi zm) pacjent ma
                      na podst. art. 31 uzyskania od lekarza przystępnej informacji o swoim stanie
                      zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych,
                      leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo
                      zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu. Wyprowadzając normę prawną z
                      powyższych obowiązujących przepisów, mogę zdecydowanie potwierdzić, iż w każdym
                      przypadku podając lek/przeprowadzając zabieg/itp lekarz ma obowiązek przedstawić
                      - ogólnei - pacjentowi cel podawania medykamentów/zabiegu i ewentualne ryzyko.
                      Dodam, iż czytałam jeszcze wykłądnię językową (bądź prawną) tych artykułów -
                      sens był identyczny.
                      • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:37
                        W przypadku pacjentek mających minimum zaufania do lekarza takie tłumaczenie
                        procedur bardzo dobrze zdaje egzamin. gorzej, jak ktoś ma z góry
                        nastawienie: "sadyści i zboczeńcy".
                        • cota Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 11:40
                          Przykro mi ledzeppelin, takie jest prawo. Niemniej, obowiązujące. Wydaje się, iż
                          najlepje jest w miarę na początkuku porodu poinformować o możliwych
                          zabiegach/skutkach itp. Tym bardziej jeśli jest ktoś nieufny itd.
                      • cota Re: PS 30.12.05, 11:38
                        Powyższy mial dotyczy oczywiście osób, które w myśl Kodekcu Cywlinego mają pełną
                        zdolność do czynności prawnych.
                        • ledzeppelin3 Re: PS 30.12.05, 11:48
                          Zawsze staram się informować o wszystkim.... Jak móiwę, jak chorzy mają choć
                          minimum zaufania, to to się dobrze sprawdza.
                          • falcoperegrinus Re: PS 30.12.05, 11:54
                            ledzeppelin3 napisała:

                            > Zawsze staram się informować o wszystkim.... Jak móiwę, jak chorzy mają choć
                            > minimum zaufania, to to się dobrze sprawdza.

                            Mogę Ci zadać jedno podchwytliwe pytanie? smile
                            Co, Twoim zdaniem, sprawia, że chorzy (lub nie chorzy - wszak wątek dotyczy
                            porodów) mają bądź nabierają owej odrobiny zaufania?
                            • ledzeppelin3 Re: PS 30.12.05, 11:56
                              Internet i opowieści z krypty typu "Mnie to rzźnicy pocięli krocze na krzyż,
                              wyciągnęli łożysko i wyskrobali na żywca, a wszystkiemu przyglądał się tłum
                              studentów, z których każdy następnie odbył ze mną stosunek" to zaufanie
                              skutecznie podważają....
                              • falcoperegrinus Re: PS 30.12.05, 11:59
                                ledzeppelin3 napisała:

                                > Internet i opowieści z krypty typu "Mnie to rzźnicy pocięli krocze na krzyż,
                                > wyciągnęli łożysko i wyskrobali na żywca, a wszystkiemu przyglądał się tłum
                                > studentów, z których każdy następnie odbył ze mną stosunek" to zaufanie
                                > skutecznie podważają....

                                Podtrzymuję pytanie smile Z góry uprzedzam, że nie chcę wzniecać kłótni, po prostu
                                interesuje mnie Twoje zdanie.
                                • ledzeppelin3 Re: PS 30.12.05, 12:03
                                  Podejście do chorego "od pierwszego wejrzenia", okazanie mu zrozumienia, uwagi,
                                  chęć pomocy. Pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia smile (żeby jeszcze
                                  za to wszystko chcieli płacić...)
                                  • kwiatek1980 Re: PS 30.12.05, 12:12
                                    nikt nie kaze byc lekarzem! ten zawod to powolanie. Jak sie chce wiecej
                                    zarabiac to sie wybiera inne zawody!!! A zreszto mlody lekarz nie moze zarabiac
                                    duzo bo sam nie wiele umie i ma za malo doswiadczenia, wiec niech nie oczekuje
                                    kokosow!
                                    Twoje posty prezentuja postawe na NIE do pacjenta, zero zrozumienia. Ja po
                                    przeczytaniu artyklulu na gazecie mam jeszcze mniejszy szacunek dla lekarzy a
                                    ty obarczasz wina ze przebieg porodu ciezarna. Ale lekarze wyzywaja sie na tych
                                    biednych pacjentach za co ??? za to ze za malo zarabia? , a pacjenci i tak sa
                                    juz pokrzywdzeni bo sa chorzy!
                                    • ledzeppelin3 Re: PS 30.12.05, 15:51
                                      .> nikt nie kaze byc lekarzem! ten zawod to powolanie
                                      Więc najlepiej zapier..ać za darmo? Lekarz to ZAWÓD. Z niego mam się utrzymać
                                      ja i moja rodzina. To zawód wymagający specjalnych umiejętności, zdobycia w
                                      pocie czoła ogromnej wiedzy, umiejętności podejmowania szybkich decyzji,
                                      odporności na stres, brania na siebie odpowiedzialności za ludzkie życie. I
                                      powinien być ADEKWATNIE wynagradzany. A jaki jest Twój zawód? Zgodziłabyś się
                                      go wykonywać za darmochę?
                                      Co ty wiesz o trudach 6-letnich studiów, stanie wiedzy młodego lekarza,
                                      poświęceniu, wpisanym w nasz zawód, narażaniu przez nas życia dla chorego?
                                      Jakim prawem mówisz o oczekiwaniu kokosów, gdy pensja młodego lekarza wynosi
                                      1/3 średniej krajowej? To jałmużna, ochłap, z którego mam opłacić mieszkanie,
                                      wyżywić się, opłacic bilet do pracy (nie mam co marzyć o własnym samochodzie) i
                                      jeszcze cały czas dokształcać (prenumerata jednego czasopisma kosztuje 80-100
                                      zł rocznie, żeby być "na bieżąco potrzeba prenumerować co najmniej dwa), kupić
                                      biały fartuch, drewniaki i stetoskop (już nie te czasy, że należał się
                                      szpitalny), opłącić kursy na specjalizację (jeden kurs to koszt ok. 500 zł),
                                      jeśli chce się brać udział w zjazdach naukowych, a więc dokształcać, aby nie
                                      być konowałem- opłata zjazdowa średnio wynosi 200zł. To wszystko z naszej
                                      kieszeni.
                                      Ja po
                                      > przeczytaniu artyklulu na gazecie mam jeszcze mniejszy szacunek dla lekarzy a
                                      > ty obarczasz wina ze przebieg porodu ciezarnaKobieto, czy ty wiesz, co
                                      piszesz? W którym miejscu obarczam kogokolwiek winą?
                                      Ja po
                                      > przeczytaniu artyklulu na gazecie mam jeszcze mniejszy szacunek dla lekarzy a
                                      > ty obarczasz wina ze przebieg porodu ciezarna.
                                      Jesteś typowym przykładem człowiela wybitnie podatnego na manipulacjęsmile Twój
                                      szacunek dla lekarzy mnie nie interesuje. Obym nigdy nie trafiła na tak
                                      nastawioną do lekarzy pacjentkę.
                                  • falcoperegrinus Re: PS 30.12.05, 13:18
                                    ledzeppelin3 napisała:

                                    > Podejście do chorego "od pierwszego wejrzenia", okazanie mu zrozumienia, uwagi,
                                    >
                                    > chęć pomocy. Pod tym względem nie mam sobie nic do zarzucenia smile (żeby jeszcze
                                    > za to wszystko chcieli płacić...)

                                    Dzięki, o taką odpowiedź moi chodziło.
                                    Trudno Ci nie przyznać racji. Dobrze pamiętam, z jakimi obawami jechaliśmy z
                                    Żoną na porodówkę. Wiem też jak dużo zdzialał uśmiech położnej i jej dobre słowo
                                    już na "dzień dobry". To nie zmniejszyło późniejszego bólu mojej Żony, nie
                                    spowodowało że nagle wszystko zaczęło iść jak po maśle - natomiast sprawiło, że
                                    tym chętniej udzieliliśmy "naszej" położnej a przy okazji także i lekarzowi
                                    swoistego "kredytu zaufania". Że ci ludzie nie tylko czynią swoją wyuczoną
                                    powinność, ale naprawdę chcą nam pomóc. Nie zawiedliśmy się i za to dodziś
                                    jesteśmy wdzięczni.

                                    Nie czuję się uprawniony aby opisywać poród mojej Małżonki. Jak naprawdę było -
                                    wie tylko Ona... Mogę napisać tyle, że nie wszystko przebiegało tak, jak w
                                    sławetnym "Dekalogu akcji..." Był Dolargan, oksytocyna, nacięcie, wypchnięcie
                                    dziecka łokciem... Ale był też wspomniany uprzednio "kredyt zaufania", po prostu
                                    wierzyliśmy, że personel wie, co robi. I tu dochodzę do pewnej, dla nas barzdo
                                    ważnej kwestii: nie byłoby mowy o żadnym zaufaniu, gdyby na wstępie żona została
                                    potraktowana w stylu "wskakiwać na łóżko i nie histeryzować" lub coś podobnego.
                                    Lub gdyby lekarz czy położna zbywali moje pytania (muszę przyznać, że trochę ich
                                    zadawałem) tekstem "a po co to panu wiedzieć"...

                                    Zaufanie pacjenta nie bierze się z powietrza...
                                    Brak zaufania pacjenta też nie bierze się z powietrza...
                                    Myślę, że warto o tym pamiętać...

                                    Myśle również że we wzbudzającym takie emocje artykule "o przywiązywaniu" brak
                                    jest kilku kluczowych informacji dla zrozumienia całej sytuacji. Tak naprawdę
                                    nie wiemy co spowodowało takie a nie inne zachowanie rodzącej. Sam strach przed
                                    porodem (skądinąd zrozumiały), czy może została ona skutecznie zrażona już na
                                    samym początku przez nieodpowiednie zachowanie lekarza czy położnej.
                                    Komentujących (mnie również) ponmiosły emocje - tekst jest bardzo sugestywny - a
                                    prawda znajduje się pewnie gdzieś pośrodku...
                                    • ledzeppelin3 Re: PS 30.12.05, 14:38
                                      Masz rację. Poród- w ogóle zmiany w stanie zdrowia- jest czymś dramatycznym dla
                                      przeżywających go ludzi i powiem Ci, że mi w praktyce lekarskiej najwięcej dało
                                      znalezienie się kilka razy po drugiej stronie...- poród, choroba wymagająca
                                      hospitalizacji to dobre doświadczenie dla lekarzasmile
                                      Chęć pomocy innym i empatia to cechy dla lekarza niezbędne i Bogu niech będą
                                      dzięki za takich pacjentów, jak Wy z żoną, którzy są w stanie lekarzowi o
                                      normalnym (bo to powimnna być norma) podejściu do chorego zaufać. To podstawa
                                      dobrej współpracy lekarz-pacjent.
                                      A artykuł jest cholernie subiektywny i moim zdaniem jest pomyślany nie tyle na
                                      wskazanie problemu, co na kolejne szukanie taniej sensacji. Ale to niestety
                                      typowe dla GW.
                          • s79 PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 11:54
                            Wiecie co, jak czytam takie wątki jak ten, to az dziwię sie, że ktoś jeszcze
                            chce w tym kraju zostać lekarzem...
                            Być wyzywanym od "zboczeńców i sadystów", poniżanym i szykanowanym, tylko
                            dlatego, że za 860 w porywach do 1200 zł na miesiąc ratuje sie ludzkie życie,
                            to jest jakiś absurd..
                            jasne, ze zdarzają się konowały. Jak w każdym zawodzie. To normalne. Ale zeby
                            od razu robić nagonkę na wszystkich. Opamiętajcie się!!!
                            • ledzeppelin3 Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 11:59
                              Ratuje się ludzkie życie, jest się narażonym na zakażenie HCV i HIV oraz słyszy
                              oddech prokuratora na karku. Ale kochana, za te 1000 zł warto przecież,
                              nieprawdaż? Sprzątaczka w banku zarabia więcej, opeikunka do dzieci kasuje
                              więcej, nie mówiąc o hydrauliku, murarzu i skelpowej...Ale oni mają w końcu
                              odpowiedzialne zajęcia, nie?tongue_outP
                              • s79 Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 12:08
                                No nie dość, że bardziej odpowiedzialne, to do tego wymagające szczególnie
                                ciężkiej nauki, bo az ukończenia dwuletniej zawodówki (czy jak to się tak teraz
                                w nowym systemie zwie-??).
                                Nie to co zwykły doktorzyna, co 6 lat dziobał po nocach, wkuwając tomy żmudnej
                                i trudnej wiedzy, potem rok na stażu zasuwał za innych, żeby moć zdawać LEP,
                                żeby potem moc zawalczyć o jedno z nielicznych miejsc na dobrą specjalizację,
                                bo to, żeby na wolontariacie lub za grosze zakuwać kolejne 4-6 lat, dorabiając
                                po nocach dyzurami płatnymi kilka złotych na godzinę, po to zeby po 11-13
                                latach w końcu zostać specalistą za tysiaka (np. osławionym na forum
                                ginekologiem) i usłyszec, że jest konowałem i rzeźnikiem!!

                                Nie ma co - swietlana perspektywa..
                                jeszcze trochę i zacznę załowac, że sama nie zostałam lekarzem..
                                wink))))

                                • s79 Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 12:10
                                  reasumując .. żenada...
                              • ezrapound Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 15:59
                                Ja myślę, że jeśli piszemy o rzeźnikach i oprawcach (sama tak napisałam na tych
                                lekarzy opisanych w Wyborczej) to mamy na myśli złych lekarzy, takich, którzy
                                nie mają powołania do wykonywania tego wspaniałego zawodu. Ich karygodnie
                                niskie zarobki to już jest inna sprawa. Daleka jestem od uznania wszystkich
                                lekarzy za bydlaków - mój własny mąż jest lekarzem, jest wspaniałym
                                człowiekiem, wie, co to szacunek dla drugiej osoby. Ale trafiają się prawdziwe
                                bydlaki - i oni psują opinię całemu środowisku lekarskiemu. Nie wolno
                                uogólniac, ale też nie można mieć wyrozumiałości dla takich postaw jak te
                                opisane w tym szokującym artykule w Wyborczej.
                                • bossmaan Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 02.01.06, 11:01
                                  > Ale trafiają się prawdziwe
                                  > bydlaki - i oni psują opinię całemu środowisku lekarskiemu. Nie wolno
                                  > uogólniac, ale też nie można mieć wyrozumiałości dla takich postaw jak te
                                  > opisane w tym szokującym artykule w Wyborczej.

                                  Wydaje mi sie, ze bardzo duzym problemem jest zjawisko tzw "solidarnosci
                                  zawodowej" - objawia sie tym, ze zaden (upraszczajac nieco smile ) lekarz nie
                                  wystawi opinii, podwazajacej czynnosci drugiego lekarza a jesli juz ktos taki
                                  sie trafi to czesto jest niszczony przez srowdowisko - podobnie jest np wsrod
                                  adwokatow.
                                  To powoduje, ze trudniej jest takich "bydlakow" wyeliminowac z rynku.
                                  Pomijam tu kwestie sadownictwa i przewleklosci procesow.
                              • dorianne.gray Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 30.12.05, 23:04
                                ledzeppelin, czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że zostaniesz szybko
                                kanonizowana a Twoje doczesne szczątki znajdą miejsce w relikwiarzach wink
                                Bez przesady, jest wiele odpowiedzialnych zawodów, wiedziałaś, na co się
                                decydujesz, nie hamletyzuj wink
                              • council Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!!( 31.12.05, 12:26
                                Kasuje się 1000 zł ale za jeden poród doktorku(oczywiscie w szarej strefie)
                                • ledzeppelin3 Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!!( 01.01.06, 10:35
                                  Nie byłoby kaoswania cwaniaczku, jakby lekarz zarabiał adekwatnie do
                                  wykonywanej pracy.
                              • barszczyk75 Re: PRZECZYTAJCIE KONIECZNIE!!! 02.01.06, 08:37
                                hmmm
                                pomijajac finanse
                  • karolina_29 co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 18:34
                    Cześć ledzeppelin smile
                    bez przesady, informacja o farmakokinetyce nie jest pacjentce potrzebna.
                    "Chcemy Pani podać silnie działający lek przeciwbólowy. Po podaniu tego leku
                    może się Pani zakręcić w głowie, może też Pani odczuwać nudności. Jeśli podamy
                    go w tym momencie porodu, część leku przedostanie się do organizmu dziecka, ale
                    nie jest to dla niego niebezpieczne, dopóki jest pod obserwacją."
                    "Jaki to lek?"
                    "Nazwa handlowa to Dolargan, może pani słyszała. Nazwa fachowa to petydyna."
                    Można? Można. Jakoś w innych krajach nie mają z tym problemu.
                    • ledzeppelin3 Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 20:33
                      Ok, ok, podkpiwałam z pacjentek "decydujących" dosłownie o wszystkim i
                      próbujących narzucać swoją wolę lekarzomsmile-pisałam w kontekście artykuliku
                      pt. "Lekarz przywiązał mi nogi, położna mnie oszukała"
                      w "Wyborczej" i histerycznej pacjentki, która tam opisuje swój poród.
                      Zdarzają się chore nie zgadzające się dosłownie na nic, nie chcą żadnych
                      leków, wydają lekarzom polecenia, a kiedy przychodzi do skurczów partych,
                      zamiast zamknąć usta i przeć, krzyczą przeraźliwie, aż jedynym wyjściem stają
                      się klaszcze. Jestem jak najbardziej za dostępem pacjenta do informacji, co się
                      z nim dzieje, i ZAWSZE tłumaczę chorym, dlaczego stosuję taki a nie inny lek.
                      Jednak chorzy wkraczający w kompetencje learskie, nie mający oczywiście żadnego
                      ku temu przygotowania, i podważający każdą lekarską decyzję, zdarzają się
                      niestety dość często, uwierz.
                      • haganna Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 22:10
                        Rozumiem ledzeppelin Twoje rozczarowanie i frustracje spowodowane pracą w
                        zawodzie lekarza, ale z drugiej strony nasuwa mi się szereg pytań. Dlaczego
                        wybrałaś akurat ten kierunek studiów, skoro wiedziałaś (wiadomo to nie od
                        dziś), jakie są realia na starcie, ile trzeba pracować na renomę i możliwość
                        otwarcia swojego gabinetu i zarabiania nieprzyzwoicie "godziwych pieniędzy"?
                        Dlaczego brniesz w to wbrew swojemu powołaniu (bo do pracy w tym zawodzie go
                        nie masz)?
                        Moim zdaniem przeceniasz wagę zawodu. Dla mnie lekarz jest rzemieślnikiem, ma
                        określoną wiedzę, kompetencje. Przychodze do lekarza po to, żeby SKONSULTOWAĆ
                        mój problem. To ja ostatecznie decyduję, nie lekarz. Takie jest prawo! Nie
                        rozumiem podejścia sprzed 30 lat i tej mentalności wpojonej Ci zapewne podczas
                        studiów i praktyki przez starych profesorów jakoby lekarz był alfą i omegą,
                        Bogiem niemalże. A pacjentka, która śmie kwestionować poglądy lekarza to
                        oczywiście histeryczka. Litości!!!
                        Poza tym, nie podoba mi się Twój język. Sposób, w jaki piszesz o swoich
                        pacjentach bardzo źle świadczy o Tobie i Twojej kulturze osobistej (a raczej
                        jej braku).
                        Nie chciałabym się Ciebie spotkać - nigdy.
                        Piszesz, że nie masz sobie nic do zarzucenia. Myślę, że jesteś w błędzie.
                        Lekarz leczy tak, jak umie, ale jeśli jego wiedza zatrzymała się na latach 80-
                        tych, a pacjent nie życzy sobie takiego sposobu leczenia, to NIKT nie ma prawa
                        go wiązać i postępować wbrew woli pacjenta. Trochę pokory, moja droga.
                        • ledzeppelin3 Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 22:51
                          Wiesz, życie bywa przewrotne. Zapewne nieraz w życiu będziesz potrzebować
                          pomocy lekarskiej. Może się jednak spotkamybig_grinD
                          • haganna Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 22:54
                            M a r z e n i a ...
                            • ledzeppelin3 Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 31.12.05, 09:48
                              Nie znasz dnia ani godziny. Pamiętaj o tym.
                              • haganna Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 31.12.05, 13:17
                                Wow. Już się boję wink.
                      • karolina_29 Re: co Ty wiesz o Dolarganie... 30.12.05, 22:39
                        > Jestem jak najbardziej za dostępem pacjenta do informacji, co się z nim
                        dzieje, i ZAWSZE tłumaczę chorym, dlaczego stosuję taki a nie inny lek.
                        > Jednak chorzy wkraczający w kompetencje learskie, nie mający oczywiście
                        żadnego ku temu przygotowania, i podważający każdą lekarską decyzję, zdarzają
                        się niestety dość często, uwierz.

                        Wiesz Zeppelinku, że lekarz nie ma prawa (zgodnie z kodeksem) podać pacjentce
                        leku, na który ona się nie zgadza? Po prostu nie ma i pacjentka może go za to
                        pozwać do sądu.
                        Jeśli pacjent ma własne pomysły na leczenie, które są sprzeczne z moim sumieniem
                        i wiedzą, to mam prawo powiedzieć pacjentce, że OK, to jej zdrowie, ale ja się
                        do tego nie przykładam. I poprosić, żeby poszukała innego lekarza. Oczywiście w
                        sytuacji porodu nie można tego zrobić, ale prawie zawsze można negocjować.
                        Krzyczenie na rodzącą świadczy o bezsilności personelu i braku kontroli nad
                        sytuacją.
                        W relacji wzmiankowanej przez Ciebie pacjentki nie widzę oznak histerii. Widzę
                        natomiast jej bezsilność i poczucie upokorzenia. Mam nadzieję, że już się z tego
                        otrząsnęła. Pozdrawiam.
              • pimenta Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 03.01.06, 23:55
                ja rodzilam 2 msc temu. Kopalam co popadlo wierzgalam i darlam ryja. Na
                szczescie wspolpracowalam bo stwierdzilam ze jak nie popchne to Zosia tam
                zostanie do matury.Na miejscu lekarzy bym mnie przywiazalasmile...nie rodzilam w
                Polsce a w Brazylji. Szpitale duzo gorsze niz nasze, stosunek personelu tez
                (oczywiscsie w szpitalach panstwowych). Bez przesady dziewczyny...powinnyscie
                tu przyjechac zeby posluchac i popatrzec co to znaczy nie liczyc sie z
                pacjentem.A jesli chodzi o cesarke...ja tam sie ciesze ze rodzilam naturalnie.
                tu okolo 70% to cesarki(prywatnie ofkors)...lekarze nawet oszukuja pacjentki
                rzeby je ciachnac i miec z bani. Nie narzekajcie az tak na polskie porodowki
          • maretina Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 30.12.05, 12:12
            wiem, ze sa pacjentki histeryczki i pacjentki roszczeniowe.
            te pierwsze robia to z estrachu ( fobia) przed porodem,to jest jedno ze wskazan
            do cc.
            nie jestem zwolenniczka cc na zyczenie... ale sa sytuacje, kiedy psn jest
            niemozliwy. pacjentka nadaje sie do psn jesli jest w stanie wspolpracowac z
            polozna i lekarzem, jesli jest to ponad jakiekolwiek jej sily a nie ma
            przeciwskazan do cc, to porod powinien byc operacyjny.
            tak uwazam.
      • kajo145 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 06.01.06, 19:02
        bzdura i to bardzo obrażliwa dla położnych jest mi obojętne czy przy pacjentce
        jest mąż czy nie najważniejszy jest kontakt ja - pacjentka niestety często
        właśnie takie nastawienie uniemożliwia ten kontakt
    • o_tuska KOCHANI :) 30.12.05, 13:41
      przeczytałam wszystko (jestem przed pierwszym porodem) i wiecie co????
      bądź my Ludźmi a wszystkim będzie lepiej.
      Mam zamiar byyć miłą rodzącą (jeśli to można tak nazwać) i mam nadzieje, że
      zostanie mi to odwzajemnione.
      A wszystkim, którzy spotkali "rzeźników" i "histeryków- fobików" z okazji
      nadchodzącego Nowego Roku życzę, aby takowi nie wystawiali więcej ich
      cierpliwości na próbę.
      • lisiczka24 Re: KOCHANI :) 30.12.05, 14:48
        Myśle ze kobieta rodzaca jest w pewnym stopniu bezbronna.Ból porodowy jest
        dosyc ogłupiajacy i szczerze mówiac było mi juz w pewnym momencie wszystko
        jedno co ze mna zrobia tylko zeby było juz po.Nie urażajac nikogo zdarzaja sie
        wsród kobiet rodzacych kompletne histeryczki co widziałam i słyszałam na własne
        oczy i uszy.Rozumiem ze ból jest silny bo sama urodziłam całkiem niedawno ale
        zeby drzec sie tak ze wszyscy w szpitalu spac nie moga i niepozwalac sobie
        zbadac rozwarcia.
        • guderianka bezsilność 30.12.05, 19:17
          są ludzie i ludziska, są lekarze i konowały są rodzące i są histeryczki. z
          pewnością inaczej reaguje połozna jak widzi ze rodząca jest miła mimo bólu,
          posłuszna, nie kłóci sie i nie drze na cały szpital a inaczej reaguje na
          rozwydrzonego i rozkrzyczanego stwora z wielkim brzuchem który zaciska udawink
          położna to też człowiek.
          chyle czoła przed ledzzepelin-miałam przyjemnosc przez 8cy wkuwac
          anatomie,fizjologie z patologią....a co dopiero myslec ze tak trzeba przez 6
          lat i jeszcze to zapamietac i uzyc w praktyce. bycie lekarzem-położną-to trudny
          kawałek chleba a dziewczyny które przeczytawszy wiadomy artykuł od razu
          wyrabiaja sobie zdanie tylko na temat złych lekarzy odsyłam do psychiatryka.
          tam wszelkie teorie spisku, złych ludzi odnajdą racje bytu
          • lucerka Re: bezsilność 30.12.05, 22:18
            tylko dlaczego w innych krajach jest mozliwe aby lekarz i polozna byli mili w
            stosunku do WSZYSTKICH rodzacych a u nas jakos niektorzy zwalaja wine na
            pacjetki? dlaczego rodzace np. w USA nie sa traktowane jak pacjetki? moze
            dlatego, ze nie sa chore tylko chca urodzic? na zachodzie lekarz nie ma prawa
            niczego nakazac czy zmusic cie do czegokolwiek. jezeli rodzaca nie che dac
            sobie pomoc to nikt nie robi tego na sile.
          • ania800 Re: bezsilność 30.12.05, 22:24
            ja rodziłam 3godziny przed każdym zastrzykiem z oksytocyną mnie informowali
            rodziłam z mężem winkmałego mi wypychali dzięki Bogusmile bo inaczej moja pracy by
            poszła na marne czekała mnie cesarka bo dzidza była duża lepszej opieki nie
            mogłam mieć jestem bardzo zadowolona lekarz był przy porodzie ten który
            prowadził ciążę(akurat miał dyżur)
            połozne były super ponagały mówiły co mam robić żartowaliśmy między skurczami

            mam nadzieję że z drugim dzieckiem tez będzie tak miło

            dodam jeszcze że za nic nie płaciłam nie miałam opłaconej połoznej itp
            to chyba zależy na jakich ludzi się trafi i jak się rodzaca zachowuje bo jeśli
            wuzywa wszystkich na około to nie dziwię sie że połozne sa złosliwe bo co one w
            końcu takiego zrobiły
            trzeba panowac nad soba nawet w czasie porodu w końcu to poród a nie koniec światawink
            • ania800 lucerka teraz to dałaś hehehe 30.12.05, 22:31
              moja siostra rodziła w niemczech w klinice i co... za przeproszeniem g...no
              jeżdzili z porodówki na cesarkę i spowrotem bo lekarz się rozmyśłił że jednak da
              radę urodzić miala zzo w końcu przestało działac kazali jej przeć a ona siły nie
              miała rodzila 12h nie liczac bóli już w domu z wysiłku cale biała w oczach
              dołownie czarne jeszcze 2 miesiące po porodzie miała
              wyciagali małego kleszczami czego u nas już się nie stosuje
              atmosfera beznadziejna

              po miom porodzie w polsce byla w szoku bo myslała że w nieczech tak bedzie
              rodziłą jak ja a ja jak ona w niemczech

              jak już pisałam wczesniej zależy od człowieka
              poza tym nie powiem niektóre cięzane zachowują się jak święte krowy bo są w
              ciazy i bedas rodzić
              nie one pierwsze i nie ostatnie
              lekarz i połozna to też tylko człowiek i czasami im nerwy puszczają
              • karolina_29 lekarz też człowiek? 30.12.05, 22:45
                > lekarz i połozna to też tylko człowiek i czasami im nerwy puszczają

                A figę. Tu nie przedszkole.
                W pracy trzeba się zachowywać profesjonalnie i nerwy schować do kieszeni.
                To, że pacjent się na mnie wydrze, to nie znaczy, że ja też mogę.
                Mogę natomiast wezwać ochronę. Mogę wezwać psychiatrę albo unieruchomić, jeśli
                jest agresywny (pacjent nie psychiatra wink.
                Mogę też starać się zapobiec agresji zmniejszając jego poziom lęku. Lęk zaś
                bardzo często wynika z poczucia braku kontroli nad sytuacją. Nie wiem, co się ze
                mną dzieje, nowe otoczenie, wpływ leków.
                Dobranoc smile
                • lisiczka24 Re: lekarz też człowiek? 01.01.06, 11:55
                  karolina_29 napisała:

                  > > lekarz i połozna to też tylko człowiek i czasami im nerwy puszczają
                  >
                  > A figę. Tu nie przedszkole.
                  > W pracy trzeba się zachowywać profesjonalnie i nerwy schować do kieszeni.
                  > To, że pacjent się na mnie wydrze, to nie znaczy, że ja też mogę.
                  > Mogę natomiast wezwać ochronę. Mogę wezwać psychiatrę albo unieruchomić, jeśli
                  > jest agresywny (pacjent nie psychiatra wink.
                  > Mogę też starać się zapobiec agresji zmniejszając jego poziom lęku. Lęk zaś
                  > bardzo często wynika z poczucia braku kontroli nad sytuacją. Nie wiem, co się
                  z
                  > e
                  > mną dzieje, nowe otoczenie, wpływ leków.
                  > Dobranoc smile
                  No oczywiście że lekarz jest w pracy a nie w przedszkolu ale to nie znaczy ze
                  kobiety moga sie zachowywac jak rozkapryszone dzieci.Powiem Ci jedno,że
                  wszystko to co napisalas to tylko teoria lekarz niekiedy musi ostro zareagowac
                  bo to czy dziecko urodzi sie cale i zdrowe to nie tylko sprawa rodzacej.Nie
                  można tolerować wszystkich kaprysów rodzacej kobiety, bo sa takie co zamiast
                  przec zaciskaja nogi!i co wtedy ma jej zmniejszac poziom leku czy przywiazac
                  nogi zeby dziecka nie udusiła????Jak dziecko sie udusi to kogo rodzaca bedzie
                  obwiniac najpewniej nie siebie!!!!
                • kajo145 Re: lekarz też człowiek? 07.01.06, 17:21
                  karolina_29 napisała:

                  > > lekarz i połozna to też tylko człowiek i czasami im nerwy puszczają
                  >
                  > A figę. Tu nie przedszkole.
                  > W pracy trzeba się zachowywać profesjonalnie i nerwy schować do kieszeni.
                  > To, że pacjent się na mnie wydrze, to nie znaczy, że ja też mogę.
                  > Mogę natomiast wezwać ochronę. Mogę wezwać psychiatrę albo unieruchomić, jeśli
                  > jest agresywny (pacjent nie psychiatra wink.
                  > Mogę też starać się zapobiec agresji zmniejszając jego poziom lęku. Lęk zaś
                  > bardzo często wynika z poczucia braku kontroli nad sytuacją. Nie wiem, co się
                  z
                  > e
                  > mną dzieje, nowe otoczenie, wpływ leków.
                  > Dobranoc smile
                  porozmawiamy jak pacjentka ugryzie cie w ręke albo wyzwie od najgorszych bo
                  podeszłaś za blisko akurat w trakcie skurczu........albo głowa dziecka "na
                  wierzchu" a mama wstaje z fotela porodowego bo cytuje"rozmysliła
                  sie............"
                  • earl.grey Re: lekarz też człowiek? 08.01.06, 11:02
                    mama powinna miec możliwość wyboru pozycji do parcia. Rodzenie na leżąco jest
                    niefizjologiczne, a zmuszanie do tego może wyrządzić większą krzywdę niż
                    ugryzienie w rękę.
        • jamile Re: KOCHANI :) 30.12.05, 22:29
          lisiczka24 napisała:
          > Rozumiem ze ból jest silny bo sama urodziłam całkiem niedawno ale
          > zeby drzec se tak ze wszyscy w szpitalu spac nie moga i niepozwalac sobie
          > zbadac rozwarcia.

          ta inna wrzeszcząca kobieta mogła odczuwac ból 10 razy silniejszy niż Ty i
          ocenianie jej zachowania przez porownanie do na wlasnego porodu mija sie z
          celem.
          To jest ból, którgo nie da się opowiedzieć albo sklasyfikowac przez
          porownywanie sie z kolezankami.
          • padasnieg Re: KOCHANI :) 31.12.05, 09:29
            Ja nie mam zamiaru zagryzać zębów i udawać, że się nie boję po to, żeby
            położniej i lekarzowi przyjemniej minął czas w pracy. Jeśli wpadnę w panikę
            liczę na ich pomoc i zrozumienie (przynajmniej do tej pory myślałam, że mogę
            liczyć). Myślałm, że wybierając ten zawód spodziwali się też takich sytuacji i
            nauczyli się jak działać, żeby pomóc pacjętce, tak by ona była zadowolona z ich
            usługi. Bo to jest usługa, za którą płacę (składkę co miesiąc) i chciałbym być
            traktowana jak klientka, a nie jak ktoś kto niepotrzebnie zawraca im głowę.
            Chcę móc swobodnie krzyczeć kidy mnie boli, mówić czego się boję i prosić o
            wyjaśnienie, aby przestać się bać. Przecią oni będą tam dla mnie.
          • lisiczka24 Re: KOCHANI :) 01.01.06, 12:03
            To ja ci na to powiem ze rozumiem ze kazdy ma inny próg znoszenia bólu ale to
            nie znaczy ze moze robic co mu sie podoba.Ja miałam bardzo ciezki poród, przez
            caly okres mojego pobytu w szpitalu caly personel wspominał go jako cos
            strasznego.Bolało jak cholera ale słuchałam co do mnie mówią nie uciekałam i
            nie zaciskałam nóg chociaz miałam na to ochote przy któryms z kolei badaniu
            rozwarcia.Dzięki temu mój synek urodził sie cały i zdrowy co napewno nie miało
            by miejsca gdybym utrudniala prace lekarzom i nie pozwalal sie do siebie
            dotknac.
            pozdrawiam
    • s79 MAM POMYSŁ 31.12.05, 09:29
      Dziewczyny.. a może jeśli tak Wam źle, to po prostu urodźcie w domu?..
      Po co narażac sie na "rzeźników i konowałów"?
      Tak macie pewność, ze żaden "sadysta i zboczeniec" nie dotknie się do Was i
      Waszego dziecka !

      Niech do szpitali na poród idą tylko te, które chcą ryzykowac kontakt z
      sadystami!

      Przecież żyjemy w wolnym kraju. Nikt Was na szczęście nie zmusza..

      Albo drugie rozwiązanie - popytajcie o prywatne kliniki, jeżeli myślicie, ze
      tam pracują inni lekarze. Przecież też Wam wolno. Czy ktoś komuś broni rodzić
      pod prywatną opieką? Przeciez to też jest dozwolone..



      • padasnieg Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 09:36
        Jeśliby ubezpieczenie zdrowotne w moim kraju było dobrowolne, to rzeczywiście
        nie mogłabym mieć pretensji do nikogo. Mogłabym nie płacić składek i rodzić w
        domu z pomocą sąsiadki, albo płacić i rodzić w prywatnej klinice. A teraz płacę
        i mam prawo wymagać.
        • ledzeppelin3 Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 09:57
          Kochana, dam Ci przykład wydawania pieniędzy ze składek ubezpieczeniowych:
          wiesz ile kosztuje jednodnoiowy pobyt na OIOMie nieubezpieczonego człowieka,
          który z powdu alkoholizmu zachorował na ciężką postać otrsego zapalenia
          trzustki? około 1000 zł. Taki chory wymaga przeciętnie 2-3 operacji z powodu
          powikłań septycznych OZT, żywienia pozajelitowego, zmian opatrunków (do 3 razy
          dziennie, jeśli chory ma przetokę jelitową), podawania bardzo drogich
          antybiotyków typu Meronem, koszmarnie drogich albumin, częstych przetoczeń masy
          erytrocytarnej, leków przeciwgrzybiczych typu Ambisone, codziennych badań
          laboratoryjnych, w tym posiewów najróżniejszych płynów ustrojowych, drenazu
          treści brzusznej. A tacy chorzy leżą w szpitalu okolo 8 miesięcy. Policz sobie,
          na co idą składki ubezpieczeniowe....A NFZ daje na leczenie 1 chorego w
          warunkach ambulatoryjnych 5 zł ...
          • padasnieg Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 10:16
            To, że organizacja naszedo panstwa, a wnim służby zdrowia jest zła, o tym wiemy
            wszyscy. Ja nie mam nic przciwko temu, żeby dzielić się moją składką z
            alkoholikiem. Chciałabym tylko, żeby lekarze, którzy za swoją pracę biorą
            pieniądze, wykonywali ją dobrze. Bo jeśli z mojej pracy ludzie będą nie
            zadowoleni, to zostanę wywalona, jeśli przestanę sparwdzać się w zawodzie,
            którego też ileś lat musiałam się uczyć, to będę musiała zająć się czymś innym.
            I nikogo nie będzie to interesowało.
            • ania800 Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 11:26
              dziewczyy przepraszam ale praca w slepie czy biurze trochę sięróżniod pracy
              położnej czy lekarza no bez przesady jak sprzedasz nie tak ja k trzeba to
              dostaniesz op... i tyle a lekarz nie moze się pomylić a to też człowie k i każdy
              ma prawo no chyba że sądzicie że nie ma prawa to ja nie mam pytań....

              a z tą prywatną kilniką dla wymagających to dobry pomysłsmile

              ja jestem ciekawa jak długo każda z Was by wytrzymała jakby jakaś kobieta
              wyzywałą Was od najgorszych jestem ciekawa
              wy chcecie pomóc ja dostajecie za to odp... kur...i tak dalej

              czego tak naprawdę oczekujecie??? dobrej opieki czyli???ja ją wyzwe a ona ma się
              uśmiechać??
              to chyba zalezy też od naszego podejcia ja nie mówię o panice o nerwach tylko o
              wyzywaniu lekarzy itp


              ja służba zdrowia jest jaka jest i tego nie zmienicie
              • haganna Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 13:21
                Sorry, ale jak spieprzę nagecjacje i firma nie zarobi iluś tam tysiów, to nie
                tylko ja wylecę, ale iluś tam ludzi razem ze mną, bo pracy nie będą mieli.
                Każdy zawód i każda praca wiąże się z odpowiedzialnością.
                • purple_haze Re: MAM POMYSŁ 02.01.06, 01:04
                  no to wylecisz... a potem wlecisz gdzie indziej. to nie koniec świata
                  a jak lekarz spieprzy, to pacjent 'wyleci' na dobre...
            • nicol.lublin Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 11:40
              staram się zrozumieć obie strony barykady. jestem położną, ale teraz jestem w
              ciąży i będę na dniach rodzącą - dodam, że nie w swoim szpitalu, bo tego wymaga
              mój stan zdrowia. i zapewniam was, że też się boję - to jest normalne. tylko
              zastanówcie się jak wytłumaczyć pacjentce jaki lek chcecie jej podać i dlaczego
              kiedy ona wrzeszczy i kopie? pacjentce niewspółpracującej w fazie parcia
              personel ma prawo przypiąć nogi do strzemion fotela. to jest pomoc w nagłej
              sytuacji - chyba lepsze to niż pozostawienie jej samej sobie, prawda?
              a prawda jest taka, że wiele kobiet przychodzi do porodu nieprzygotowanych
              kompletnie za to nastraszonych przez ciotki i koleżanki jakie to straszne żeczy
              się będą działy. albo buntowane przez matki "drzyj się, to będzie cię mniej
              bolało" - sama słyszałam. tylko co powiedzieć tej kobiecie po kilku godzinach
              porodu, kiedy ona nie ma już na nic siły? na prawdę, nawet najlepsze czasem
              intencje personelu nie pomogą, jak ktoś jest źle nastawiony zanim przekroczy
              próg porodówki.
              • nicol.lublin Re: MAM POMYSŁ 31.12.05, 11:43
                a jeśli tak już powrócić do pytania z pierwszego postu czy jesteśmy bezradne,
                to odpowiem "NIE" każda z nas może powiedzieć, że się nie zgadza na to czy na
                tamto, przecież nikt się z ze strzykawką nie skrada, prawda? a o nacięcie
                krocza można spytać wczesniej. wystarczy chcieć.
                p.s. a miły uśmiech działa w obie strony moje panie smile
                • kobierek1 Re: MAM POMYSŁ 01.01.06, 11:19
                  dziewczyny mój porófd przebiegal supermoże dlstego że zawsze miałam silne bóle
                  przy miesiące ite porodowe były silnijsze ale dało radę zmeść dużp mi dało
                  chodzenie do szkoly rodzenie i teraz słuchajcie tego
                  na tych wykładach czy jak to się nazywało położna opowiadał jak kobieta rodzącą
                  uciekła z sali do lazienki i się tam zmknęla nie chiala nikogo wpuścić błagali
                  prosoli i nic psycholog też był w ostatnije chwili na siłę otworzyli i położna
                  dosłowie złapala za chwilkę dziecko tak to by upadło na podłogę z tego co mówila
                  to nie był jej pierszy poród

                  ból jest nie powiem ale mi nie przeszkadzał w myśleniu bo między surczami są
                  przerwysmile) dostalam oksytocynę na koniec i po niech tych przerw praktycznie nie
                  byłosad(
                  każdy poród jest inny i ból też
                  jeśli kobieta nie kontoluje tego co robi to nie ma innego sposobu jak przywiazać
                  jej nogi oni tego nie robią ze złości tylko raczej dlatergo żeby ratować dziecko
                  przecież takie zaciskanie nóg dla rodzącego sie dziecka może skończyć się
                  uduszeniem to chyba dlatego tak robią sama nie wiem tak sobie tłumaczę

                  mi położnacały czas mówila zebym z bólu nóg nie zaciskala jak chodzę może to tak
                  odruch jak ścinę to może przestaniesmile

                  może to zależy od szpitala jak są pacjentki traktowane
    • madame.chauchat Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 01.01.06, 22:17
      Przykro mnie zaskakuje ton tej dyskusji, tym bardziej, że (jak się wydaje)
      udział biorą też fachowcy od położnictwa.
      Jak w ogóle można pisać: "ale prawdą jest też to, że bywają koszmarne,
      roszczeniowe i histeryczne pacjentki, mające swoją jedynie słuszną wizję
      porodu"??? Albo "zamiast zamknąć usta i przeć krzyczą przeraźliwie"??
      Straszny jest brak szacunku, pogarda i poczucie wyższości w takich
      wypowiedziach. Ale podejrzewam, że przez te wypominane tu 6 lat studiów
      medycznych młodzi ludzie w Polsce, oprócz pożytecznych informacji, przyswajają
      sobie taki właśnie stosunek do pacjenta...
      Otóż uważam, że właśnie kobieta rodząca ma słuszną wizję własnego porodu, albo
      też miałaby ją, gdyby stworzyć jej po temu odpowiednie warunki. Gdyby położne
      przede wszystkim, zamiast pchać się z rękami do badań, pomagały tym przerażonym
      i zdezorientowanym uspokoić się i opanować sytuację. Zapewnić poczucie
      bezpieczeństwa i tak dalej. Zresztą na litość boską, jaki jest rzeczywisty
      odsetek rodzących naprawdę "szalejących"? Uważam, że każda sytuacja, w której
      siłą zniewala się kobiety w czasie porodu "dla ich dobra", jest przede wszystkim
      medyczną porażką personelu.
      I skąd ta niechęć do krzyku kobiety rodzącej? Krzyk pomaga naprawdę, pomaga
      przezwyciężyć ból i rozluźnić mięśnie. Dlaczego kobiety nie miałyby sobie
      krzyczeć (lub dla niektórych "drzeć się"), ile zechcą? Bo położnej przeszkadza?
      Niepojęte.
      Poza tym to nieprawda, że "nikt się nie skrada ze strzykawką" - może nie
      dosłownie, ale zdarza się podawanie leków nie tylko bez rzetelnej informacji,
      ale nawet bez wiedzy kobiet. Właśnie dlatego, że lekarze (w większości
      mężczyźni...) potrafią uważać, że oni/one wiedzą o porodzie lepiej.
      Przecież rodzimy w szpitalach dopiero od niedawna, to sekunda w historii
      gatunku. Do tej pory jakoś nie wyginęliśmy, więc może kobiety jednak wiedzą, jak
      rodzić, przynajmniej w przeważającym procencie? Skąd nagle taka pogarda dla
      ludzkiego instynktu i natury?
      Poza tym argumenty "jak ci się nie podoba to rodź w krzakach" są głupią i podłą
      demagogią. Wszyscy opłacamy służbę zdrowia i w interesie nas wszystkich jest,
      żeby kobietom rodzącym w szpitalach jak najbardziej pomagać, zamiast siłą
      wypychać i wyciągać im dzieci z brzuchów, wcześniej umieściwszy je w pozycjach
      skrajnie niefizjologicznch, najczęściej w imię wygody lekarza i położnej.
      I na koniec: rodząca nie jest "chorą". Przeżywa najdonioślejsze wydarzenie w
      ludzkim życiu i zasługuje przede wszytkim na najwyższą uwagę, szacunek i mądrą
      pomoc. Ma prawo być przerażona, krzycząca, ordynarna jeśli jej to pomaga, nie
      uśmiechać się do nikogo (to nie dzień nauczyciela!) i na pewno nie musieć
      zabiegać o względy ludzi, którzy powinni zrobić wszystko, żeby jej było jak
      najwygodniej. Kobiety, nie dajmy się zwariować.

      Czy jesteśmy bezsilne w czasie porodu? Obawiam się, że tak często może być, i to
      straszny wstyd dla naszych ciężko studiujących lekarzy i położnych. Zamiast
      zwalać na "roszczeniowe pacjentki" (o matko!!) wypadałoby zrobić rachunek sumienia.
      • purple_haze Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 02.01.06, 00:38
        > Poza tym to nieprawda, że "nikt się nie skrada ze strzykawką" - może nie
        > dosłownie, ale zdarza się podawanie leków nie tylko bez rzetelnej informacji,
        > ale nawet bez wiedzy kobiet. Właśnie dlatego, że lekarze (w większości
        > mężczyźni...) potrafią uważać, że oni/one wiedzą o porodzie lepiej

        nie, no jasne smile najlepiej na porodzie zna się kobieta, zwłaszcza pierwiastka.
        co tam taki lekarz moze wiedzieć, albo położna wink
        • haganna Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 02.01.06, 10:48
          Nie wiem, czy rodziłaś purple_haze,ale wiedz, że kobieta instynktownie
          przybiera najdogodniejszą dla siebie pozycję. Nie ma znaczenia, czy to pierwszy
          poród, czy kolejny.
          Głównym zadaniem lekarza, położnej podczas porodu siłami natury (bez powikłań)
          jest NIE PRZESZKADZAĆ. Służyć radą, wsparciem, informować o postępach,
          monitorować stan matki i dziecka, ale NIE PRZESZKADZAĆ.
          Śmiem twierdzić, że rodząca kobieta jest większą "ekspertką" od SWOJEGO porodu,
          niż niejeden lekarz - zwłaszcza mężczyzna. I gdyby lekarz zechciał tej rodzącej
          kobiety posłuchać, to wiedziałby więcej o jej stanie, niż to, co wie, bo się
          nauczył na studiach.
          • purple_haze Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 02.01.06, 10:58
            rodziłam i może właśnie *dlatego* tak się nie unoszę w kwestiach dupereli
            • haganna Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 03.01.06, 22:00
              Dla Ciebie duperele, dla innych kobiet (ze mną włącznie) - nie.
    • sakada Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 01.01.06, 23:42
      Ja także czułam się zbrukana podczas porodu - nie krzyczałam, nikogo nie
      obrażałam i nie wyzywałam. Jednak nikt mi nie mówił co się ze mną dzieje w
      trakcie porodu - nikt nie raczył mnie poinformować co jest mi podawane, jakie
      będą następne kroki podczas akcji porodowej - co personel zamierza. Była w moim
      odczuciu przedmiotem - należało mnie oporządzić jak prosiaka. Pojęcie jako
      takie o medycynie mam - aspiracji wybujałych nie mam, ale też nie jestem
      nieświadomym półmózgiem - proste komunikaty przyswajam nadzwyczaj dobrze. Co
      lekarzowi szkodzi mnie poinformować o przebiegu porodu? Protestować nie zacznę.
      Buntować się także nie mam zamiaru. Tak trudno traktować pacjenta po LUDZKU? Za
      bardzo boli? Uwłacza? Dobrze, że mnie stać na łapówy i prywatne kliniki,
      bo "normalnego" podejścia chyba bym nie zniosła. Ale za taki stan rzeczy
      powinno być wstyd Wam - lekarzom. Bo za ludzką twarz medycyny trzeba dziś słono
      zapłacić. Ja płacę jak narazie. Bo po tym co przeżyłam - nie widzę innego
      wyjścia.
      • pom Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 02.01.06, 00:04
        Miałam kiedyś wątpliwą przyjemność rozmowy z adeptem ginekologii i połoznictwa -
        czyli facetem robiącym specjalizację w tym kierunku. Nie twierdzę, że jego
        podejście jest powszechale ale raz na zawsze wyleczyło mnie z pełnego zaufania
        do lekarzy.
        Podczas róznych opowiadanych historyjek szpitalnoporodowych dowiedziałam się
        bowiem, że porody rodzinne sa przez lekarzy generalnie nie lubiane, bo nie dość,
        że trzeba zwracać uwagę na pacjenkę, to jeszcze trzeba mieć na uwadze tatusia. A
        to, wiadomo, dodatkowy kłopot a i czasem kłopotliwy świadek traktowania pacjentki.
        A juz zupełnie osiwiałam, kiedy ten sam konował, bo lekarzem go nie nazwę, na
        złość ojcu, który był opryskliwy/niegrzeczny/denerwujący w trakcie porodu - nie
        pamiętam juz dokładnie, NIE ZAŁOŻYŁ RODZĄCEJ JEDNEGO SZWU z komentarzem, że
        DZIAD NIE BĘDZIE MIAŁ TERAZ ORGAZMU I DOBRZE MU TAK.
        Nie mam skłopnności do sensacji, zaznaczam. Te opowieści słyszałam na własne
        uszy. Rzecz miała miejsce kilka lat temu w Gdyni. Faceta nazwiska nie znam,
        niestety, a bo chętnie bym je podała.

        Oczywiście to nie jest obraz całego świata lekarskiego. Ale i tacy sie zdarzają
        i warto o tym także wiedzieć.
        • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 02.01.06, 12:02
          >>Podczas róznych opowiadanych historyjek szpitalnoporodowych dowiedziałam się
          bowiem, że porody rodzinne sa przez lekarzy generalnie nie lubiane, bo nie dość,
          że trzeba zwracać uwagę na pacjenkę, to jeszcze trzeba mieć na uwadze tatusia. A
          to, wiadomo, dodatkowy kłopot a i czasem kłopotliwy świadek traktowania
          A juz zupełnie osiwiałam, kiedy ten sam konował, bo lekarzem go nie nazwę, na
          złość ojcu, który był opryskliwy/niegrzeczny/denerwujący w trakcie porodu - nie
          pamiętam juz dokładnie, NIE ZAŁOŻYŁ RODZĄCEJ JEDNEGO SZWU z komentarzem, że
          DZIAD NIE BĘDZIE MIAŁ TERAZ ORGAZMU I DOBRZE MU TAK.
          Nie mam skłopnności do sensacji, zaznaczam. Te opowieści słyszałam na własne
          uszy. Rzecz miała miejsce kilka lat temu w Gdyni. Faceta nazwiska nie znam,
          niestety, a bo chętnie bym je podała.
          I to jest dla mnie przykład braku szacunku dla człowieka. Usłyszałaś "na własne
          uszy" i puszczasz plotę dalej, ba, oplułabyś nieznanego człowieka na publicznym
          forum. Jeśli czegoś nie wiesz na pewno, bo nie brałaś w tym udziału, zastanów
          się chwilę, zanim zaczniesz zachowywać się jak pracownice magla, bo możesz
          wyrządzić komuś krzywdę. Zanim zaczniesz wołać o szacunek, najpierw sama okaż
          go innym.
    • purple_haze droga LED 02.01.06, 00:19
      nie znasz się, nie wiesz i nie orientujesz (a może nawet nie oriętujesz). no i
      co Ty wiesz o rodzeniu? ;P

      a lekarz, proszę pani doktor, to razem z położną powinni na klęczkach na
      wytyczne oczekiwać, mając przy tym wygląd lichy i durnowaty, żeby swoim
      pojmowaniem rzeczy nie peszyc rodzącej ;PPP
      • pom Re: droga LED 02.01.06, 00:23
        I własnie taka pogarda dla pacjentek, a i ludzi w ogóle powinna dyskwalifikować
        każdego, kto zajmuje się pomocą innym.
        • purple_haze a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 00:35
          1/ nie mam ze służbą zdrowia (ani jakąkolwiek inną 'służbą') nic wspólnego. ja
          prosta aponistka jestem
          2/ jak rodziłam, to założyłam, że nikt mi złośliwie krzywdy zrobić nie chce - i
          podali mi i oksytocynę, i dolargan, i coś tam jeszcze, i nacięli, i wypchnęli.
          i jakoś żyję. i, co pewnie wydaje się nieprawdopodobne, młoda też wink
          3/ zzo sama sobie zażyczyłam - a przed darłam się ile wlezie, ale w życiu bym
          nie pomyślała, że 'banda oprawców' czyha na mnie, młodą i mój jakże cenny
          tyłek...
          4/ informowano mnie o _wykonywanych_ zabiegach (leki, cięcie) a nie pytano o
          zgodę. i bardzo dobrze, bo jakoś mało sobie wyobrażam, żebym ja - z moją wiedzą
          medyczną (aspirynę odróżniam) i do tego jeszcze w sytuacji tak stresowej -
          mogła świadomie i kompetentnie podejmowac decyzje dotyczące zdrowia i życia
          dziecka (że o własnym nie wspomnę).
          to trochę jakbyś wymagała zgody i tłumaczeń przed operacją rozlanego wyrostka.
          ani poród, ani w/w operacja nie jest zabiegiem planowym - sytuacja zmienia się,
          często błyskawicznie i jednak większość z nas nie tylko nie jest w stanie
          podjąć inteligentnej decyzji, ale nawet nie powinna...
          • pom Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 00:49
            Akurat miałaś szczęście i bardzo dobrze. Zaznaczam - SZCZĘŚCIE.

            Zaś co do informowania pacjentek. Akurat wykonuje taki zawód, który wymaga ode
            mnie częśtokroć łopatologicznego tłumaczenia tego, co zamierzam zrobic w
            konkretnych sprawach mojego klienta, dotyczacych niejednokrotnie bardzo ważnych
            dla niego spraw. I nigdy nie powiem, że mój klient jest głupi, bo sie na tym nie
            zna, ma sie słuchac i nie pyszczyć. Różnica jest delikatna - mój zawód obejmuje
            prawo rynku, zaś szpitale kontraktują usługi i jest im to obojetne, jak te
            usługi wykonują, o ile maja szansę na kontrakt w następnym roku.

            Sa ludzie i taborety - w każdym zawodzie. Sa i rózna pacjentki - zdyscyplinowane
            i histeryczne. ale to akurat jest wpisane w zawód lekarza i położnej, tak jak w
            każdy inny zawód, polegający na kontaktach z ludźmi. Więc nie uogólniajmy w
            żadną stronę, bo zawsze bedzie to wywoływać sprzeciw.
            • purple_haze Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 01:00
              > Zaś co do informowania pacjentek. Akurat wykonuje taki zawód, który wymaga ode
              > mnie częśtokroć łopatologicznego tłumaczenia tego, co zamierzam zrobic w
              > konkretnych sprawach mojego klienta, dotyczacych niejednokrotnie bardzo
              ważnych
              > dla niego spraw. I nigdy nie powiem, że mój klient jest głupi, bo sie na tym
              ni
              > e
              > zna, ma sie słuchac i nie pyszczyć. Różnica jest delikatna - mój zawód
              obejmuje
              > prawo rynku, zaś szpitale kontraktują usługi i jest im to obojetne, jak te
              > usługi wykonują, o ile maja szansę na kontrakt w następnym roku.

              a ja myślę, że różnica polega na tym, że w przypadku Twoich usług czas nie ma
              _aż_ takiego znaczenia. chodzi mi o to, że 5 minut w tę czy w tamtą nie robi
              pewnie aż tak wielkiej sprawy. może się mylę, ale tak sobie kombinuję.
              a w przypadku porodu, który mimo całej swojej naturalności, jest zagrożeniem
              życia (a nawet dwóch żyć), często nie ma na to czasu. i być może lepiej, że
              ktoś pozwoli sobie potraktować 'pacjentkę' jak głupią niż pozwoli jej umrzeć.
              moim skromnym zdaniem położna, która 'urodziła' setki dzieci jest w stanie
              lepiej ocenić, czy odmowa współpracy ze strony rodzącej to chwilowe zaćmienie,
              czy histeria zagrażająca i jej i dziecku. ból może ogłupić i nie nam, zwłaszcza
              wirtualnie, decydować o konkretnych przypadkach, bo wychodzi z tego 'ple-ple' i
              dobroczynność rękoma innych
              • pom Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 01:11
                Oczywiście, że czas tu ma ogromne znaczenie i nie sposób z tym polemizować.
                Nie wiem, czy czytałaś mój post nieco wyżej - o zdaniu, jakie mają niektórzy
                lekarze podejście do porodów rodzinnych o ogólności: krótko rzecz ujmując -
                facet przy porodzie to tylko fanaberia i niepotrzebny dodatek, który zakłóca
                wykonywanie pracy.
                Nie twierdzę, że oni tą pracę źle wykonują co do zasady - jako rzemieślnicy. Nie
                znam się, nie mi oceniać. Natomiast dziwnym trafem kobieta jest lepiej
                traktowana JAKO CZŁOWIEK, kiedy jest ktoś obok i patrzy na ręce, może o coś
                zapytać położnej, dlaczego dzieje sie tak a nie inaczej. Czytałam sporo
                wypowiedzi na ten temat i ogólne wrażenie kobiet jest jedno: mąż/partner przy
                porodzie równa sie lepsze, bardziej ludzkie podejście do rodzącej. A nie sadzę,
                aby każda z tu piszących była histeryczką pławiącą się z historyjkami z
                patologii położnictwa i miała skłonności do konfabulacji.
                • purple_haze Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 01:41
                  może masz rację (co do lekarzy, którzy uważają itd.). natomiast położne, z
                  którymi spotkałam się w szpitalu (a do chwili urodzenia spędziłam tam ok. 30 h)
                  oraz moja koleżanka-położna, uważają, że poród rodzinny to najlepsze, co im sie
                  może trafić - ktoś bez przerwy jest przy kobiecie (normalnie nie jest to
                  możliwe, zwłaszcza jeśli rodzi więcej kobiet niż jest dyżurnych), podaje picie,
                  trzyma za rękę, pociesza, a kiedy trzeba - krzyknie i przywoła do porządku.
                  choć oczywiście, nie zawsze osoba towarzysząca staje na wysokości zadania. może
                  lekarzom chodziło o przypadki, w ktorych nie wiadomo kim najpierw się zająć:
                  rodzącą czy mdlejącym tatusiem? kiedy ja rodziłam, za ścianką była kobieta z
                  mężem. ona rodziła sobie spokojnie, nawet nie krzyczała (normę wyrabiałam
                  ja ;P), za to on robił zamieszanie nieprawdopodobne. groził zestawem
                  barszczyka, bo żona na porodowce jest już godzinę i jeszcze nie urodził (a że
                  rozwarcie miała nie takie - szczegół). a najbardziej go interesowało, czy
                  kobita urodzi do 18, bo o 20 miał być mecz w tv - nawet na tę okoliczność
                  cesarki się domagał big_grin. i w końcu, jak wpadł do naszego boksu (a ja z tyłkiem
                  na wierzchu oczywiście), to położna opieprzyła go serdecznie. i wdzięczna jej
                  jestem smile więc może o takich współrodzących chodziło?

                  z plotek korytarzowych wiem, że jak człowiek traktowana była każda kobieta - i
                  ta rodząca grupowo, i ta, która rodziła indywidualnie (również te
                  rodzące 'samotnie' z wyboru).
                  mam takie wrażenie, że najgłośniej płaczą nad uzwierzęceniem panie, których nie
                  stać na fajerwerki porodowe. i podstawa tych narzekań nie leży w stosunku
                  personelu do niekasiastych, tylko w ich indywidualnych kompleksach na tym tle.

                  żeby zakończyć wyjaśnienia: rodziłam na solcu - tam poród rodzinny jest za
                  darmo. płaci się za osobną salę. ja rodziłam na bezpłatnej, podzielonej na
                  boksy. zzo miałam (płatne), ale to raczej nie wpłynęło na 'lepsze' traktowanie
                  mnie, bo wszyscy odradzali mi serdecznie wyrzucanie pieniędzy w błoto, łącznie
                  z anestezjologiem wink
                • purple_haze konfabulacje 02.01.06, 01:43
                  > A nie sadzę,
                  > aby każda z tu piszących była histeryczką pławiącą się z historyjkami z
                  > patologii położnictwa i miała skłonności do konfabulacji.

                  a ja myślę, że coś jest na rzeczy wink ktoś w końcu rozpowszechnia opowieści o
                  trwających miesiąc krwawych porodach-jatkach zakończonych cesarką na żywca...
                  wink
                  • pom Re: konfabulacje 02.01.06, 11:37
                    Cóż, jestem dość upierdliwa i lubię konkrety. Masz linka do tej historii?
                    • purple_haze Re: konfabulacje 02.01.06, 15:21
                      ależ nie - to było celowe uogólnienie i uwypuklenie
                      a linków do historii straszliwych porodów na tym forum skolko ugodno. swoją
                      drogą, że nikt ich nie banuje - po co kobity mają się jeszcze bardziej
                      wystraszać?
              • neronsoul Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 05.01.06, 00:36
                chodzi mi o to, że 5 minut w tę czy w tamtą nie robi
                > pewnie aż tak wielkiej sprawy. może się mylę, ale tak sobie kombinuję.
                > a w przypadku porodu, który mimo całej swojej naturalności, jest zagrożeniem
                > życia (a nawet dwóch żyć), często nie ma na to czasu. i być może lepiej, że
                > ktoś pozwoli sobie potraktować 'pacjentkę' jak głupią niż pozwoli jej umrzeć.


                MOIM SKROMNYM ZDANIEM PORÓD NIE JEST W ZADNYM RAZIE ''ZAGROŻENIEM ŻYCIA'' MOJA
                DROGA...GDYBY TAK BYŁO-NASZ GATUNEK WIELE WIEKÓW TEMU PRZESTAŁBY ISTNIEC...A
                POZATYM-CÓŻ-NIE JEST TAJEMNICĄ ZE PANIE POŁOŻNE CZĘSTO PO PROSTU CHCA UŁATWIC
                SOBIE PRACE I JAK NAJSZYBCIEJ ''SKONCZYC'' PORÓD-ABY WRÓCIC DO PRZERWANEJ KAWY
                NP...TO NIE JEST ZADNA TAJEMNICA...KOBIETA RODZACA PRZEZ LEKARZY JEST CZESTO
                TRAKTOWANA GORZEJ NIŻ ZWIERZETA PRZEZ WETERYNARZY...
                • kajo145 Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 07.01.06, 17:25
                  neronsoul napisała:

                  > chodzi mi o to, że 5 minut w tę czy w tamtą nie robi
                  > > pewnie aż tak wielkiej sprawy. może się mylę, ale tak sobie kombinuję.
                  > > a w przypadku porodu, który mimo całej swojej naturalności, jest zagrożen
                  > iem
                  > > życia (a nawet dwóch żyć), często nie ma na to czasu. i być może lepiej,
                  > że
                  > > ktoś pozwoli sobie potraktować 'pacjentkę' jak głupią niż pozwoli jej umr
                  > zeć.
                  >
                  >
                  > MOIM SKROMNYM ZDANIEM PORÓD NIE JEST W ZADNYM RAZIE ''ZAGROŻENIEM ŻYCIA''
                  MOJA
                  > DROGA...GDYBY TAK BYŁO-NASZ GATUNEK WIELE WIEKÓW TEMU PRZESTAŁBY ISTNIEC...A
                  > POZATYM-CÓŻ-NIE JEST TAJEMNICĄ ZE PANIE POŁOŻNE CZĘSTO PO PROSTU CHCA UŁATWIC
                  > SOBIE PRACE I JAK NAJSZYBCIEJ ''SKONCZYC'' PORÓD-ABY WRÓCIC DO PRZERWANEJ
                  KAWY
                  > NP...TO NIE JEST ZADNA TAJEMNICA...KOBIETA RODZACA PRZEZ LEKARZY JEST CZESTO
                  > TRAKTOWANA GORZEJ NIŻ ZWIERZETA PRZEZ WETERYNARZY...
                  Boże kobieto!!!!
                  nic dziwnego ze w Polsce spada przyrost naturalny........tak ułatwiamy sobie
                  prace żeby wypić kawę wszak zawsze może sobie ta pacjentka rodzić jeszcze 6
                  godzin i co tam..........zdecydujcie sie kobiety czy wogóle jest wam potrzebna
                  połozna i lekarz...
          • barszczyk75 Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 08:34
            w ogole nie widze problemu w tym jak rodzilas
            • purple_haze Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 02.01.06, 10:52
              ja nie mówię o problemie, wyborze itp. tylko o tym, że rodząca, jak *każda*
              inna osoba w stresie nie jest w stanie myśleć szybko i jasno. a dodatkowo, w
              tym wypadku nie chodzi tylko o nią. i być może dlatego należy barziej zaufać
              personelowi i nie nastawiać się z góry, że będą krzywdę robić...
              • haganna Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 03.01.06, 22:03
                Nie każda rodzaca nie jest w stanie myśleć szybko i jasno - pisz za siebie.
                Zasada ograniczonego zaufania przydaje się zawsze - również podczas porodu.
                • purple_haze Re: a widzisz. i tu, kochana, nie trafiłaś, gdyż: 03.01.06, 22:57
                  > Nie każda rodzaca nie jest w stanie myśleć szybko i jasno - pisz za siebie.

                  niestety, większość ludzi w stresie zachowuje sie jak kompletne barany

                  > Zasada ograniczonego zaufania przydaje się zawsze - również podczas porodu.

                  jasne, ale żeby zakładać z góry, że idzie się walczyć z bandą rzeźników
                  czyhających tylko na odpowiedni momen, żeby krzywdę zrobić? to paanoja jakaś
                  chyba...
          • neronsoul DO PANI purple_haze 05.01.06, 00:30
            WSTYDŹ SIE KOBIETO ŻE TAKIE RZECZY WYPISUJESZ! SAMA JESTES KOBIETĄ I DZIAŁASZ
            PRZECIWKO NIM. JESTEM PRZERAŻONA TWOIMI ''MĄDRYMI'' KOMENTARZAMI. RODZĄCA TO
            NIE PRZEDMIOT I- WBREW POZOROM- MOŻE ŚWIADOMIE, POMIMO BÓLU, PODEJMOWAC DECYZJE
            DOTYCZĄCE NP NACIĘCIA KROCZA-CO JEST POWSZECHNA PRAKTYKĄ, A ZUPEŁNIE
            NIEPOTRZEBNĄ. MOŻE URODZIŁAŚ SIĘ ZA PÓŹNO? MOŻE POWINNAS PRZYJŚC NA ŚWIAT W
            POCZATKACH XX WIEKU GDY NORMALNE BYŁY PRAKTYKI CHOCIAŻBY ''WYRYWANIA'' DZIECKA
            SZCZYPCAMI Z BRZUCHA MATKI? NA PEWNO BY CI SIĘ SPODOBAŁO...
    • purple_haze barszczyk 02.01.06, 01:07
      a jesteś w 100% w stanie, rodząc, prąc i drąc się z bólu (ja się darłam)
      ocenić, czy zabieg jest celowy, czy też krzywdą?
      i jesteś w stanie przyjąć _wyłącznie_ na swoje sumienie ew. śmierć dziecka, bo
      albo nie mogłaś sie dość szybko zdecydowć, albo odmówiłaś zgody na coś tam?

      prokuratura, policja, komisja... ja pie.., dałaś czadu
      • barszczyk75 Re: barszczyk 02.01.06, 08:29
        smile
        raczej nie bede ich wzywac
        po prostu widze rozne modele rodzenia, rozne doswiadczenia kobiet
        • purple_haze Re: barszczyk 02.01.06, 10:57
          wiesz co. a ja tak sobie myślę, że w rodzeniu też obowiązują mody. kiedyś było,
          że bez nacinania, teraz, że bez 'wyciskania'. a za dwa lata, że rodzimy tylko
          głową w dół.
          nie nastawiałabym się na to, że *absolutnie* czegoś nie chcę. wierzę, że
          położna jest w stanie ocenić, czy trzeba naciąć, a lekarz - czy trzeba
          pocisnąć. i nie robią tego tylko dlatego, że lubią.
          a co do 'rodzić po ludzku', to ja nie wiem, czy oni aż tak wspaniałą robotę
          robią. mam mocno mieszane uczucia... ale to wypracowanie nie na ten wątek,
          chyba.
          pozdrawiam smile
          • kobierek1 purple_haze 02.01.06, 11:27
            Zgadzam się z Tobą w 100% napisałaś wszystko co chciałam napisaćsmile
            jakby każda kobieta podchodzila w ten sposób ja większość wypowiadającycj się w
            tym poście to albo by nie roziła albo nie byłoby położnych
            tylko jakby lekarz i połozna zostawili Was w spokoju" nie przeszkadzali" to tez
            by było źle bo później byscie twierdzily że się wami nie interesowali hehehehe
            po porostu sa osoby którym zawsze będzie źle
            a co "łapówek " to własnie tacy ludzie rozwalili naszą słuzbę zrowia bo dam to
            będzie lepiej teraz kazdy ćzeka zeby dostał i Ci co nie dają mają jak mają
            • ledzeppelin3 Re: purple_haze 02.01.06, 11:58
              madame.chauchat napisała:
              >Jak w ogóle można pisać: "ale prawdą jest też to, że bywają koszmarne,
              roszczeniowe i histeryczne pacjentki, mające swoją jedynie słuszną wizję
              porodu"??? Albo "zamiast zamknąć usta i przeć krzyczą przeraźliwie"??
              Straszny jest brak szacunku, pogarda i poczucie wyższości w takich
              wypowiedziach. Ale podejrzewam, że przez te wypominane tu 6 lat studiów
              medycznych młodzi ludzie w Polsce, oprócz pożytecznych informacji, przyswajają
              sobie taki właśnie stosunek do pacjenta...
              O mój Boszszsz, a gdzie Ty tu widzisz straszny brak szacunku, pogardę i
              poczucie wyższości? Skąd ten dramatyczny ton?
              Ciekawe, w ilu porodach uczestniczyłaś, i skąd bierze się Twoje obeznanie w
              temacie? Wiesz, ile dzieci rodzi się niedotlenionych, bo matki niewspółpracują
              w czasie parcia, a całą siłę w czasie skurczu, którą mogłyby włożyć w parcie,
              wkładają w krzyk? Nie mówię tu o krzyku w czasie okesu rozwierania, tylko o
              tzw. "marnowaniu skurczów", polegającym na braku współpracy pacjentki, a więc
              aktywnego parcia, na skurczu partym. Wtedy dziecko zostaje uwięzione w kanale
              rodnym, a zadaniemlekarza i położnej jest przeprowadzenie przez poród nie tylko
              rodzącej, ale i jej dziecka. Jaśli dziecko rodzi się niedotlenione, bo
              położnica nie współpracowała, oczywicie winni są lekarz z położną, na nich
              spada odpowiedzialność. Myślę, że aby wypowiadać się w jakimś temacie, trzeba
              mieć o nim choć minimalne pojcie.
              • madame.chauchat Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 03.01.06, 14:13
                Gdzie widzę pogardę itd? Dokładnie w cytatach, które przytoczyłam. Skąd
                "dramatyczny ton"? Ton jest zwyczajnie poważny, stosownie do sprawy, która
                zresztą jest właściwie dramatyczna.
                Stosujesz typową metodę mydlenia oczu, ulubioną przez lekarzy: "a co ty wiesz".
                Medycyna to nie wiedza tajemna, a lekarz to nie szaman. To wszystko jest w
                książkach, które może zrozumieć (na co sam/a jesteś dowodem) każdy przeciętnie
                inteligentny człowiek. Ostrożnie z tym licytowaniem się na doświadczenie, bo
                wystarczy, żebym uczestniczyła w jednym porodzie własnego dziecka, żebym miała
                już 100% więcej doświadczenia w tym temacie niż każdy położnik mężczyzna, prawda?
                Nie wierzę w nieomylność lekarzy, do tego zbyt dobrze znam to środowisko.
                Wystarczy zresztą podstawowa znajomość statystyki, żeby wiedzieć, że, jak w
                każdej dziedzinie, tych naprawdę utalentowanych (tak jak i tych naprawdę złych)
                jest mały procent. Najwięcej jest tych lepszych i gorszych średnich... A do tego
                realia promocji zawodowej na naszych akademiach medycznych wybitnie nie
                sprzyjają podnoszniu tej średniej średniej.
                Piszesz ciągle o niewspółpracujących położnicach, roszczeniowych pacjentkach. Mi
                patologią wydaje się pacjentka "nieroszczeniowa", która kładzie się grzecznie na
                plecach i czeka na polecenia - zapewne ideał każdego lekarza? Kobieta w czasie
                porodu powinna współpracować przede wszystkim ze swoim ciałem i swoim dzieckiem,
                a lekarz powinien współpracować z nimi, nie odwrotnie. Jeśli mu się to nie
                udaje, to rzeczywiście ma powody do zmartwienia.
                "Marnowaniem skurczów" jest przede wszystkim układanie rodzących na plecach,
                kiedy, czego zapewne masz świadomość, przepustowość kanału rodengo zmniejsza się
                o ok. 1/3. Jak często lekarze zachęcają rodzącą do zejścia z łóżka i rodzenia w
                pozycji bardziej fizjologicznej?
                Myślę, że polskim położnikom bardzo przydałoby się trochę więcej pokory i mniej
                wiary we własną nieomylność i niedostępną maluczkim niezgłębioną wiedzę.
                • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 03.01.06, 20:55
                  Napisze tu dwie rzeczy, które być może mocno Cię zdziwią.
                  Po pierwsze: Lekarze oraz położne nie są w szpitalu dla własnej przyjemności,
                  ani też dla tych kokosów, które zarabiają, biorąc z pewnością łapówki. Są po
                  to, aby pomagać chorym.
                  Po drugie: W ciągu 6 lat studiów i roku stażu lekarskiego czegoś jednak się
                  uczą. Może nawet mają nieco większą wiedzę od pacjentów, kto wie?
                  Tka postawa, jak Twoja, czyli: lekarz powinien klęknąć przed rodzącą,
                  przyglądając się z nabożnym milczeniem, jak ona rodzi -zapewne twój ideał
                  lekarza?, kierując się swym niezawodnym instynktem i współpracując ze swym
                  ciałem i dzieckiem, które rodzi, nasuwa mi pytanie: Rodziłaś w szpitalu? jesli
                  tak, to PO CO? Czy nie lepiej z taką postawą rodzić w domu, gdzie nikt nie
                  karze Ci nie daj Bóg przeć i nie jesteś narażona na podanie dożylne jakiejś
                  trucizny, którą "oni" z pewnością podają, chcąc poeksperymentować na biednych
                  chorych?
                  > "Marnowaniem skurczów" jest przede wszystkim układanie rodzących na plecach,
                  > kiedy, czego zapewne masz świadomość, przepustowość kanału rodengo zmniejsza
                  si
                  > ę
                  > o ok. 1/3. Jak często lekarze zachęcają rodzącą do zejścia z łóżka i rodzenia
                  w
                  > pozycji bardziej fizjologicznej?
                  O, ciekawe, skąd wniosek, że jestem zwolenniczką kładzenia rodzącej na plecach?
                  Widziałam dostatecznie dużo kobiet, które w żadnej pozycji nie parły
                  efektywnie, żeby o marnowaniu skurczów móc się wypowiedzieć. Tak tak, choć
                  zapewne trudno Ci w to uwierzyć, doświadczenie też przydaje się w tym zawodzie
                  dla przeciętnie inteligentnych ludzi. Swoją drogą- piszesz o pokorze, ale
                  takiej pychy, jak tej przebijającej z Twoich postów dawno nie widziałamsmile
                  > Medycyna to nie wiedza tajemna, a lekarz to nie szaman
                  > Stosujesz typową metodę mydlenia oczu, ulubioną przez lekarzy: "a co ty
                  wiesz".
                  Ciekawe, w którym miejscu.... Naprawdę uważasz, że przeciętna wiedza ginekologa-
                  położnika o porodzie ogranicza się do przeczytania jednej książki? Może
                  zainteresuj się, jaki trzeba mieć uprawnienia, żeby samodzielnie odbierać
                  porody, ile lat nauki i pracy trzeba mieć za sobą. Na szczęście, przecież nie
                  musisz rodzić w szpitalu, zaznaczam raz jeszcze.
                  • madame.chauchat Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 03.01.06, 22:35
                    Czy Ciebie właśnie nie przeraża, że wiadomość o tym, że lekarz i położna mają w
                    szpitalu pomagać chorym (jak upierasz się określać położnice) mogłaby, jak
                    piszesz, "mocno zdziwić"? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że była to z Twojej
                    strony próba sarkazmu, ale wyszła typowa pomyłka freudowska i smutny obrazek.
                    Rzeczywiście lektura takich relacji jak przywoływany tu tekst "Lekarz mnie
                    związał, etc.", z którego autorki pokpiwałaś sobie wyżej do woli, każe
                    zastanawiać się na rolą personelu medycznego asystującego przy porodach.
                    Poza tym zachowujesz się już klasycznie jak człwiek niepewny siebie, który czuje
                    się zaatakowany: sięgasz po argumenty ad personam, pytania retoryczne czy
                    przypisywanie drugiej osobie różnych wypowiedzi. Nie interesuje mnie dyskusja o
                    mnie czy o Tobie, szczególnie na takim poziomie. Postaraj się napisać coś
                    naprawdę o sprawie i na temat, może na przykład merytorycznie ustosunkuj się do
                    tematu wątku, zamiast wyrażać swoje pretensje do "pacjentek" i rozczarowanie
                    pensją polskiego lekarza? Nauczyciel też nie zarabia dużo, uczniowie rzadko
                    "współpracują", a nie wyobrażam sobie społecznego przyzwolenia dla
                    przywiązywania dzieci do ławek. To chyba zły nauczyciel byłby, co by tak robił,
                    prawda?
                    No i zapewne się orientujesz, że czasem kobiety muszą rodzić w szpitalu, choć
                    nawet bardzo chciałyby w domu. One też nie powinny być narażone na, jak piszesz,
                    dożylne podawanie trucin (dość adekwatne określenie na Dolargan, przyznaję),
                    przynajmniej bez rzetelnej informacji i wyrażenia na to zgody.
                    • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 04.01.06, 09:50
                      Widzę, że należysz do pacjentek, którym przeszkadza WSZTSTKO.
                      Określenie "chorzy" jest be, Dolargan to trucizna, a ja jetsem niepewnym
                      siebie, atakowanym człowiekiemsmile), choć przecież nie chcesz o mnie dyskutować,
                      zapewne jedynie mnie ocenić, co?
                      Merytoryczna dyskusja z Tobą nie jest możliwa z paru względów. Jesli dla Ciebie
                      niepojęte jest istnienie pacjentek roszczeniowych i niezadowolonych ze
                      wszystkiego, a najmniejsza wzmianka na ten temat jest wypowiedzią pełną pogardy
                      i wyższości, to cóż- rozumiem, że przyjmujesz tylko wypowiedzi lekarzy pełne
                      samokrytyki, samobiczowania się i przepraszające pacjentki w imieniu całego
                      środowiska? A co powiesz o kobiecie tak całkowicie odmawiającej WSPÓŁPRACY Z
                      LEKARZEM i POŁÓŻŃĄ ( na którą chyba decydje sie, chcąc rodzić w szpitalu), że
                      odmawia parcia i zaciska nogi, uniemożliwiając dziecku przejście przez kanał
                      rodny? Czy wtedy lekarz ma biernie przyglądać się, jak spada tętno dziecka
                      (jakbym napisała po lekarskiemu:"płodu", od razu miałabyś pretensje, więc
                      widzisz, jak się ładnie staramsmile), az w końcu staje? Zresztą, gdybyś
                      przeczytała moje wypowiedzi w całości, wiedziłabyś, że starałam się nieraz
                      zrozumieć rodzące, którą sama niedawno byłam i niedawno będę, i że mam pełne
                      prawo ocenić całokształt sytuacji, bo byłam po obu stronach barykady. Nie
                      twierdzę, że lekarz jest bogiem i że wie wszystko. Ale zwykle wie więcej od
                      pacjentówsmile.
                      Jesli chodzi o nauczycieli, to już jest temat na inną dyskusję. Są nauczyciele
                      traktujący uczniów w taki sposób, że ci popełniają samobójstwa, są uczniowie,
                      którzy inaczej, jak "spie..laj" nie odezwą się do nauczyciela. Tylko co z tego?
                      Poza tym, nie da się prowadzić prawdziwej dyskusji, nie znając pewnych faktów o
                      osobie, z którą się ją prowadzi: na przykład, jest ważne, czy rozmowa toczy się
                      na poziomie: bezdzietny facet po 50-tce, który ze służbą zdrowia miał ostatni
                      raz do czynienia w trakcie szczepienia na gruźlicę w wieku lat siedmiu i
                      lekarz, co odebrał kilkanaście porodów, czy dziewczynka lat 16-ście z
                      wykształceniem poidstawowym, która ma mamę lekarza, z bezdzietną trzydziestką,
                      która teoretyzuje o porodach i środowisku lekarskim, które bardzo dobrze zna,
                      bo kolezanka jej przyjaciółki studiowała medycynę. Na szczęście my tej dyskusji
                      nie musimy dalej prowadzićsmile
                      Poza tym, pamiętaj o jednym: W tym kraju nie ma obowiązku leczenia się, z
                      wyjątkiem choroby psychicznej zagrażającej otoczeniu lub dotkniętej nią osobie,
                      gruźlicy oraz kilku innych chorób zakaźnych, których wykaz możesz sobie
                      obejrzeć w Sanepidzie, ale spokojnie: nie obejmuje on porodów. Nie chcesz- nie
                      idziesz do rzeźnika, nie musisz rodzić w szpitalu. I po problemie.
                      • madame.chauchat Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 04.01.06, 21:59
                        Pax, dajmy już spokój przepychankom i licytacjom, kto się na czym lepiej zna, to
                        bez sensu.
                        Słuchaj, jeżeli naprawdę jesteś i matką i lekarzem, to naprawdę napisz, co
                        myślisz o temacie wątku. Tylko spróbuj to wyważyć obiektywnie, jeśli by się
                        dało. Ja jestem bardzo ciekawa takiej opinii. Może mogłaby dać dużo do myślenia?
                        • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 04.01.06, 22:15
                          Wiesz co, myślę, że potrzebne jest trochę dobrej woli OBU stron. Ja wiem, że
                          temat jest naładowany emocjami, bo dość często w czasie porodu zdrowie kobiety
                          i zdrowie i życie dziecka zalezy od decyzji lekarza (np. czy i kiedy zrobić
                          cięcie, gdy słabnie tętno płodu) i od postawy personelu medycznego w dużej
                          mierze zalezy samopoczucie rodzącej. Dlatego uważam, ze pacjentkom nalezy się
                          rzetelna informacja, jakie leki otrzymują i dlaczego. Czasem, dla omiany,
                          chorzy wolą nic nie wiedziećsmile, częściej jednak takie informowanie pacjentek
                          buduje jakichś pomost zaufania między nimi a personelem, na pewno świadczy też
                          o szacunku i podejściu do pacjentki jak do człowieka, a nie jak do przypadku. W
                          drugą stronę- pacjentki zwykle dają lekarzom i położnym kredyt zaufania. jednak
                          zdarzają się pacjentki naprawdę o złym nastawieniu do tego, co je czeka, to
                          czasem bardzo utrudnia pracę, czasem na porodówce bywa nerwowo- dziecko jest
                          już w kanale rodnym, a postępów produ brak, trzeba błyskawicznie podjąć decyzję
                          o porodzie zabiegowym (kleszcze bądź veccum), lub wypada pępowina etc. W takich
                          sytuacjach brak współpracy pacjentki prowadzić może do niedotlenienia dziecka.
                          Zresztą, dużo by o tym pisać- tak naprawdę dostrzegam w tym pierwszym poście
                          ton "czy dzwonić na policję, czy po ZOMO, żeby tylko ci rzeźnicy nie byli
                          bezkarni"- złe nastawienie kobiety przez tendencyjny artykuł w GW.
                          Co do bezkarności lekarzy- jest rzecznik praw pacjenta-telefon wisi na każdym
                          oddziale, w trakcie porodu można zawsze też zażyczyć sobie zmiany lekarza lub
                          połoznej, jeżeli nie ufamy z jakichś względów temu który się rodzącą zajmuje.
                          • madame.chauchat Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 04.01.06, 22:48
                            Dzięki.
                            A jak Twoje osobiste doświadczenia, jeśli chciałabyś się podzielić - czy w
                            trakcie porodu nie czułaś się choć przez chwilę zagubiona i jak sobie dałaś
                            radę? No i co poradziłabyś kobiecie, która ma prawdziwy problem z
                            "niewspółpracującym" lekarzem - np. autorce relacji, którą wspominasz (nie wiem
                            czemu wydaje Ci się tendencyjna; każda relacja z osobistych przeżyć jest siłą
                            rzeczy subiektywna, a z tego co pisze ta kobieta nie wynika, że była
                            histeryczką. Po prostu chciała rodzić tak, jak czuła, że powinna, i nie
                            pozwolono jej nawet spróbować, w imię nie wiadomo czego)?
                            W takiej sytuacji chyba trudno zażądać zmiany lekarza - od kogo, od tego właśnie
                            lekarza?
                            • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 05.01.06, 10:25
                              Owszem, od tego lekarza. Przede wszystkim można też nie wyrazić zgody na różne
                              procedury, oczywiście podpisując stosowne dokumenty (kiedy uważałam za
                              bezcelowe leczenie mnie gentamycyną w postaci dożylnej podczas komplikacji
                              poporodowych, wystarczył krótki wpis w historii choroby, że chora nie wyraża
                              zgody na dożylne podanie takiego a takiego leku i mój podpis). Oczywiście w
                              czasie porodu czasem (rzadko) nie ma czasu na pisemną odmowę, ale to już tylko
                              wtedy, gdy życie dziecka jest poważnie zagrożone i liczą się sekundy- tak się
                              na szczęście rzadko dzieje.
                              Jeśli chodzi o autorkę listu- pamiętam, jak kilka miesięcy temu zamieściła tu
                              swój post. I wtedy, i teraz kilka zdań napisanych przez nią, jak również
                              dramatyczny z założenia ton listu pozwala mi przypuszczać, że ma ona pewne
                              problemy z psychiką. Np.:"O 21.00 wracają. Pęka pęcherz płodowy. Rozwarcie - 3
                              cm. Zaczyna się poród. Położne są dwie - "dobra" i "zła". Podczas skurczu, gdy
                              brzuch boli mnie tak, że nie mogę zebrać myśli, przykładają mi do brzucha
                              sensor KTG, by mierzyć tętno dziecka. Położna "dobra" delikatnie, "zła" ciśnie
                              bez litości.

                              Mówią, że mogę zadzwonić po męża. Jestem w takim szoku, że nie dzwonię. Nie
                              wierzę, że wyjdę z tego cało.
                              "Kobieta jest w "szoku". Dlaczego? Bo rodzi i wyprowadzają ją z równowagi taki
                              rzeczy, jak szukanie za pomocą KTG tętna dziecka, bo położna za mocno
                              przyciska...Na pewno robi to specjalnie. Wiesz, jak trudno czasem znaleźć tętno
                              dziecka, zwłaszcza jesli nie jest miarowe? Może dobra położna nie była w
                              stanie go znaleźć delikatnym dotykiem. U mnie też szukano tętna w różny sposób,
                              ale do głowy by mi nie przyszło opisywać w gazecie, że położna jest zał, bo
                              cisnęła!!!smile)
                              Kobieta pisze, że nie wierzy, że wyjdzie z tego cało. No, wygląda na to, że
                              mając takie a nie inne nastawienie, postanowiła przeżyć horror i jej się to
                              udało. Usłyszała krzyki inych chorych i to ją wystraszyło- no cóż, nie mamy na
                              oddziałach niepsychiatrycznych dźwiękoszczelnych sal. Skoro inne pacjentki
                              krzyczą, to te, które je słyszą, mogą się wystraszyć. I nie dzwoni do męża-
                              dlaczego? Co spowodowało aż taką niemoć? Nijak nie wynika to z tekstu!! Badanie
                              na skurczu? W trakcie porodu następuje taka chwila, ze skurcz idzie jeden za
                              drugim. Badanie trwa chwilę- często nie ma fizycznej możliwości uniknąć
                              skurczu. Przerabiałam to na sobie-owszem, nic mnie bardziej nie bolało. Ale
                              wiedziałam, że nie ma na to rady, nie przeszłoby mi do głowy opisywać tego w
                              gazecie jako błąd położnej! I zapewniam Cię, że to nie był błąd, tylko
                              konieczność. I tak dalej...No i znamy tylko jej wersję wydarzeń, to miałam na
                              myśli pisząc o tendencyjności artykułu. Solidny materiał dziennikarski powinien
                              przedtsawić wersję z punktu widzenia lekarza i położnej. Wtedy możnaby wydawać
                              sądy i oceny.
                              Jesli chodzi o mój poród- mam pewne zastrzeżenia, własciwie tylko to, ze mnie
                              lekarka nacięła nie na skurczu, tylko w przerwie, więc czułam dokładnie
                              przecinanie skóry w kierunku odbytu (rodziałm bez żadnego znieczulenia). a
                              można naciąć na skurczu, wtedy ból jest minimalny- wiem, bo sama nacinałam. No
                              i miała tępe nożyczki- musiała "docinać"smile, czułam się jak patroszona rybasmile.
                              Ale mloda była, uczyła się, niech tam.
                              No i opieka poporodowa- tu mam już więcej zastrzeżeń, przede wszystkim lekarz-
                              kretym kazał mi karmić dziecko z żółtaczką 15,8mg% wyłącznie cyckiem, skutkiem
                              czego mała się odwodniła, a bilirubina wzrosła jej do 21mg%. No, ale tu mam
                              ppretensję też do siebie, powinnam była z lekarskiego punktu widzenia wiedzieć,
                              ze to bzdura, ale byłam w stuporze poporodowymsmile czyli baby bluesie.
                              Pozdrawiam.
                              • ledzeppelin3 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 05.01.06, 10:45
                                ...No i znamy tylko jej wersję wydarzeń, to miałam na
                                > myśli pisząc o tendencyjności artykułu. Solidny materiał dziennikarski
                                powinien
                                przedstawić wersję z punktu widzenia lekarza i położnej. Wtedy możnaby wydawać
                                > sądy i oceny.
                                Oczywiście miałam na myśli: "Solidny materiał dziennikarski powinien
                                przedstawić wersję TAKŻE z punktu widzenia lekarza i położnej."
                                Chodzi mi o pokazanie dwóch stron medalu. Wtedy można by pokusić się o
                                obiektywizm. Ale oczywiście dla uwielbiającej sensacyjki GW najfajniej jest
                                rzucić tematem: "Rzeźnia w szpitalu im. Raszei".
                                • earl.grey Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 05.01.06, 12:46
                                  to nie jest materiał dziennikarski. To jest list.
                                  Jeśli masz znajomych psychiatrów, popytaj, ja mam i wiem od nich, że zdarza się,
                                  że kobiety po ciężkim porodzie, szczególnie mocna zmedykalizowanym, takim, w
                                  którym uczestniczyło wiele osób i podczas którego były traktowane przedmiotowo,
                                  miewają takie same zaburzenia jako po zgwałceniu.
                          • laminja Ledzeppelin3 05.01.06, 00:54
                            Nikt tu chyba nie zaprzeczy, że wśród personelu medycznego są różni ludzie. Tak
                            samo jak różne są pacjentki. To jest jedna sprawa. Zupełnie oddzielną sprawą
                            jest to, że dziłania Fundacji Rodzić po Ludzku są dość tendencyjne. Mają na
                            celu wyłonienie szpitali, które ralizują wizję położnictwa lansowaną przez
                            Funadcję. Ankieta jest tak zbudowana, że odpowiadając twierdząco na pytanie o
                            podanie oxytocyny (kropóówki przyspieszającej poród) obniża się punktację
                            szpitala, ponieważ nie ma pytania dlaczego taka procedura została zastosowana.
                            To samo dotyczy przebicia pęcherza płodowego (tam w domyśle indukcji porodu).
                            Fundacja realizuje pewne ideały bliskie jej założycielkom. Nie od dziś wiadmomo
                            o co postuluje. Część tych postulatów jest słuszna, ale wiele może prowadzić do
                            sytuacji, w której efekty lobbowania Fundacji obrócą się przeciwko kobietom
                            (przykładem jest np. terror laktacyjny, ltóry zawdzięczamy w dużej mierze
                            działaniom Fundacji).

                            "Wyszukiwanie" złych lekarzy (źle traktujących pacjentki, wymuszających
                            łapówki) to jedno, a prowadzenie oceny decyzji merytorycznych lekarza czy
                            położnej przez pacjentkę i Fundację to drugie. I ta druga sprawa jest mocno
                            dyskusyjna.

                            Jedno jest pewne akcja Rodzić po Ludzku została bardzo źle przygotowana. Jest
                            tendencyjna i nastawiona na nagrodzenie tylko placówek o podobnej wizji
                            położnictwa. Wiele kobiet ma problemy z wypełnieniem ankiety. Widać wyraźnie,
                            że została stworzona pod postulaty fundacji, a nie faktyczne potrzeby kobiet.
                            • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 10:37
                              Laminja, zgadzam się z każdym twoim słowemsmile
                              Ja mam do "zawdzięczenia" Fundacji to, ze po porodzie nikt nie chciał choć
                              przez dwie godziny zająć się moim dzieckiem, żebym mogła zasnąć (brak snu przez
                              dwie noce po porodzie oraz wyłączna opieka nad dzieckiem nie sprzyja gojeniu
                              rany pooperacyjnej, rany w macicy, rany po nacięciu krocza i "rozbujaniu"
                              laktacji. Sprzyja za to potęgowaniu się zmęczenia po ogromnym wysiłku, jakim
                              jest proód, oraz powstawaniu depresji poporodowej). Skutki: wyczerpanie,
                              rozejście rany krocza i zapalenie błony śluzowej macicy z następową
                              dwutygodniową hospitalizacją i leczeniem trzema dożylnie
                              podawanymiantybiotykami. Zawdzięczam jej również to, ze dałam się omotać
                              terrorowi laktacyjnemu, który moje dziecko przypłaciło odwodnieniem i nasiloną
                              żółtaczką (wytyczne lekarza: "Karmić TYLKO piersią, nie dopajać NICZYM, nie
                              podawać smoczka!!!")a ja subkliniczną opoporodową depresją.
                              • laminja Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 11:32
                                to wejdź na forum Służba Zdrowia i odpowiedz tam na moje pytanie wink
                              • earl.grey Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 13:03
                                no to po prostu trafił swój na swego. Widocznie położne uznały, że zarabiaja tak
                                mało, że się dziećmi nie będą zajmować, a "roszczenia pacjentki" mają gdzieś.
                                Jakbym gdzieś w tym wątku już widziała taką argumentację.
                                Ja też miałam cesarkę. Położne same przychodziły zapytać, czy może zabrać
                                dziecko (choś zasadą było, że dzieci z mamami), żebym mogła pospać, dwie
                                pierwsze noce w ogóle było na noworodkach (przynosiły bez żadnej łaski do
                                każdego karmienia), ale gdybym się uparła, zostawiłyby ze mną. Za każdym razem,
                                dopóki się nie czułam na tyle dobrze, żeby wstawać co chwilę, dziecko pomagały
                                mi przystawiać położne (same przychodziły, jak słyszały, że płacze, naprawdę),
                                albo mąż (te wredne odwiedziny). Położna pomogła mi w pierwszym wstaniu (z
                                usmiechem i zapewnieniami, że wie, co przeżywam, bo też miała cesarkę)
                                proponowała, że pomoże mi także pójść pod prysznic, pomógł mąż (jak on śmiał tak
                                długo wysiadywać w szpitalu).
                                Myślę, że sporo z tego zawdzięczam Fundacji (choćby te odwiedziny). Niestety co
                                do terroru laktacyjnego muszę się z toba zgodzić. Pociesza mnie to, że ty jesteś
                                lekarzem, a tez się dałaś wrobić, czyli nie tylko ja taka byłam mało asertywna.
                                Jednak nawet terror laktacyjny miał swoją jedną dobrą stronę - pytały, czy mogą
                                podać glukozę. Ja się idiotka nie zgadzałam i moja odmowa była respektowana.
                                Głupio robiłam, ale szacuneczek za to, że respektowały. A wiem na pewno, bo
                                dziecko wyło z głodu.
                                Teraz uwaga, bomba: rodziłam w Poznaniu w Raszei.
                                • laminja Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 13:18
                                  problem Funadcji polega na lansowaniu tylko jednej słusznej wizji. Odstępstwa
                                  są piętnowane. A to co przede wszystkim powinna robić taka fundacja to zwracać
                                  uwagę personelu medycznego, że nie na wszyskie okoliczności są procedury, że
                                  najważniejsze jest indywidualne podejście. Zatem jeśli kobieta nie chce karmić
                                  piersią personel powinien jej pomóc, a nie stroić kwaśne miny. Podobnie z
                                  innymi sprawami. Oprócz stosunku pacjent-lekarz/połozna istenie stosunek
                                  człowieka do człowieka i ten wielokrotnie jest najistotniejszy. O tym się
                                  zapomina tworząc dekalogi ustawiające pacjenta z góry w pewnien określony
                                  sposób. Dekalog tak, ale nie tendencyjny. Dający szansę ogromnej ilości kobiet,
                                  które nie podzielają poglądów i wziji Fundacji...

                                  Nie zgadzam się z Ledzeppelin odnośnie zarobków. Lekarze nie są jedyną grupą
                                  zawodową, która zarabia mniej niż powinna. Jednak jeśli ktoś się decyduje na
                                  taki zawód powinien też wiedzieć, że kończy się on tylko na procedurach
                                  medycznych...
                                  • earl.grey Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 14:04
                                    ja się z tobą zgadzam. Co więcej wizja Fundacji jest daleka od mojej wizji.
                                    Uważam jednak, że nie mamy prawa ingerować w jej działalnośc, bo o tym decydują
                                    założycielki i szefowe Fundacji. Fundacja nie jest organem administracyjnym
                                    powołanym do udzielania nam pomocy, tylko prywatną, samodzielną organizacją,
                                    która ma swoje cele. Jeśli chcemy dążyć do innych celów, nie możemy jej do tego
                                    zmusić. Pozostaje założyć własną fundację i jeszcze działać równie skutecznie,
                                    jak ta. Albo bardziej.
                                    No i jak już mówiłam, uważam, że jednak "jedyna słuszna wizja Fundacji" mimo
                                    wszystko jest lepsza niż wcześniejsze (i w wielu miejscach nadal się
                                    utrzymujące) wizje "przedfundacyjne" całkowicie ignorujące podmiotowość kobiety
                                    (o, przepraszam, pacjentki), więc szkody raczej nie robi. A terror laktacyjny,
                                    no cóż. Powinno się propagować wiedzę alternatywną. A komu się chce? Chce się
                                    tylko Fundacji.
                                    • laminja Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 14:16
                                      i chyba nie ingerujemy, co jednak nie zabrania nam wyrażania swoich opinii.
                                      Zwłaszcza wobec faktu, że wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego jaką
                                      dokładnie wizję położnictwa lansuje Fundacja smile) Fundacja pod płaszczykiem
                                      działania na rzecz kobiet działa głównie na rzecz jednej grupy kobiet, a nie
                                      ogółu. Brak konsultacji z kobietami w sprawie ankiety jest tego dowodem.

                                      Żeby założyć własną Fundację, która cokolwiek mogłaby zdzialać trzebaby miec
                                      wsparcie medialne - a Agorę ciężko byłoby przebić wink
                                  • haganna Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 15:41
                                    Hmmm, trochę dziwne to, co piszesz. Rodziłam w szpitalu, który był w pierwszej
                                    trójce w rankingu Fundacji.
                                    Dziwne są te zarzuty co do jedynie słusznej wizji - tak myślę, mając w pamięci
                                    propozycje położnej, że jeśli jestem zmęczona, to zawsze mogę dziecko oddać na
                                    noc na oddział noworodkowy i się wyspać. Podobnie z naświetlaniem - mogę mieć
                                    inkubator u mnie w pokoju, albo mogę dziecko oddać do naświetlarki na
                                    noworodkach i przychodzić tylko na karmienie. Szczepienie? Mogłam w tym
                                    uczestniczyć, mogłam na to nie patrzeć.
                                    Byłam zachęcana do karmienia piersią, ale bez ostentacji.
                                    Terror laktacyjny rozpoczął się po moim wyjściu ze szpitala - w przychodni
                                    przyszpitalnej, w poradni dzieci zdrowych, wreszcie - u prywatnie wezwanego
                                    pediatry. W samym szpitalu natomiast - nie stwierdziłam.
                                    Jestem pozytywnie zaskoczona tym szpitalem, bo respektowano moje zdanie -
                                    zawsze. To lubię!
                                • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 13:45
                                  > no to po prostu trafił swój na swego. Widocznie położne uznały, że zarabiaja
                                  ta
                                  > k
                                  > mało, że się dziećmi nie będą zajmować, a "roszczenia pacjentki" mają gdzieś.
                                  > Jakbym gdzieś w tym wątku już widziała taką argumentację.
                                  Nie położne uznały, tylko Fundacja zdjęła z nich ten obowiązek (im oczywiście w
                                  to graj).
                                  Ee, co innego wypełniać swoje obowiązki (przed erą "Fundacji" do obowiązków
                                  położnej nalezało zajmowanie sie dziećmi w nocy) a co innego wysłuchiwanie
                                  obelg pacjentek, które nie pozwalają sobie podac żadnych lekarstw.
                                  • earl.grey Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 13:55
                                    Fundacja nie zdjęła z nikogo tego obowiązku. W innych szpitalach (choćby w tym,
                                    w którym byłam, a niby taki straszny) pomagają. Działalność Fundacji wpłynęła
                                    jednak na to, że matka może być z dzieckiem. kiedyś takiej możliwości nie było,
                                    a uwierz mi, niejedna matka chciała. Ideą rooming-in nie ma być po prostu
                                    zdjęcie obowiązku z położnych, tylko umożliwienie matce kontaktu z dzieckiem i
                                    odwrotnie. Szpitala w tym głowa (i szefowej położnych), żeby matki miały
                                    jednocześnie zapewnioną pomoc. Ale im się nie chce, bo gdyby robiły to jak
                                    należy, to zamiast mniej miałyby więcej roboty, bo zamiast zanosić do matek
                                    wszystke dzieci jednocześnie na karmienie co trzy godziny muszą latać co chwilę
                                    pomagać "roszczeniowym babom" w przystawianiu.
                                    A jak ktoś szuka pretekstu, żeby jak najmniej się narobić, to czy to będzie
                                    działalność Fundacji, czy niskie zarobki, to sobie wytłumaczenie znajdzie.
                                    • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 14:14
                                      W Polsce nigdy nie będzie lepiej. Bo wielu wspaniałych lekarzy odchodzi z
                                      zawodu lub wyjeżdża z kraju, bo za pracę, którą wykonują z narażeniem życia,
                                      dostają nędzne ochłapy, jałmużnę, upokarzające resztki, a nie "mają za niskie
                                      zarobki". Za granicą dostają zarobki adekwatne do ich wykształcenia i
                                      wykonywanej przez nich pracy, której z różnych powodów, choćbyś nie wiem jak
                                      się wysilała, nie da się porównać z pracą maklera giełdowego czy copywritera.
                                      Najlepszi wyjadą, zostaną najmniej sprytni.
                                      > A jak ktoś szuka pretekstu, żeby jak najmniej się narobić, to czy to będzie
                                      > działalność Fundacji, czy niskie zarobki, to sobie wytłumaczenie znajdzie.
                                      W Polsce i w służbie zdrowia nigdy nie będzie lepiej, póki ludzie myślą tak,
                                      jak ty. Zarzucasz mi między zdaniami (kompletnie mnie nie znając), że się nie
                                      chcę narobić. Twoje inwektywy mi latają, móiwąc oględnie. Jak jest-wiem ja i
                                      moi pacjenci. A że chcę żyć godnie? No, taka już dziwna jestem.
                                      • earl.grey Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 15:26
                                        a wiesz, że ja się nie boję, że powyjeżdżają. jeżeli nasi, będąc jacy są, na
                                        Zachodzie szybciutko przyuczają się traktować pacjentów zgodnie z tamtejszymi
                                        standardami, to i białoruscy, ukraińscy czy nawet bułgarscy też się nauczą.
                                        Zawsze przywołuję wywiad, który kiedyś był w Wyborczej, z położną obecnie
                                        pracującą w Anglii. Na pytanie, co jest dla niej najbardziej zaskakujące tam,
                                        powiedziała, że spełnianie życzeń kobiety związanych z przebiegiem porodu,
                                        pytanie jej o zdanie co do wszelkich procedur medycznych, a nawet uwzględnianie
                                        jej życzeń co do płci personelu (jak rodzi muzułmanka, to nie ma prawa być
                                        facetów, jak Żydówka, to też coś tam, nie pamiętam).
                                        Nic ci nie zarzucam, zarzucam tym, którzy kombinują, żeby się nie narobić (w tym
                                        przypadku położnym, które nie pomogły tobie przy dziecku). Jak się poczuwasz, to
                                        widocznie masz powód.
                                        Juz ci pisałam, jak chcesz żyć godniej nie ma problemu zmienić zawód. ja swój
                                        zmieniłam, również po bardzo długiej drodze do jego uzyskania, też już ci
                                        pisałam niżej. Jeśli miałaś fantazję studiować medycynę to nie miej teraz
                                        pretensji do wszystkich dookoła o wybór zawodu, którego dokonałaś osobiście,
                                        znając chyba sytuację. Dlaczego ja czy twoi pacjenci mamy odpowiadać za twoje
                                        zawiedzione nadzieje? Wybór zawodu nie jest wyrokiem. Ja bym na twoim miejscu
                                        pojechała na Zachód i nie jestem teraz złośliwa, naprawdę. Tylko mówię ci, że i
                                        tak masz spore możliwości zmiany swojej sytuacji. Kocham jak ktoś narzeka, ale
                                        sam nic nie zrobi, tylko oczekuje, że "się dla niego to powinno zrobić".
                                        • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 17:56
                                          > Nic ci nie zarzucam, zarzucam tym, którzy kombinują, żeby się nie narobić (w
                                          ty
                                          > m
                                          > przypadku położnym, które nie pomogły tobie przy dziecku). Jak się poczuwasz,
                                          t
                                          > o
                                          > widocznie masz powód.
                                          Hehe, nie zaprzeczysz, że czepiasz się mnie już od jakiegoś czasu. Zresztą,
                                          mniejsza z tym- jeśli zaś chodzi o przyczyny wybrania tego, a nie innego
                                          zawodu, to była jedna- xchęć pomocy ludziom. Nie wiedziałam wtedy, ze z pomocy
                                          innym nie można w tym kraju zapłacić rachunków.
                                          Dlaczego ja czy twoi pacjenci mamy odpowiadać za twoje
                                          > zawiedzione nadzieje?
                                          Nie kapuję. Nikt z moich pacjentów za moje zawiedzione nadzieje nie odpowiada,
                                          skąd ten pomysł? A ciebie też sobie wśród nich nie przypominam...
                                          Juz ci pisałam, jak chcesz żyć godniej nie ma problemu zmienić zawód. ja swój
                                          > zmieniłam, również po bardzo długiej drodze do jego uzyskania, też już ci
                                          > pisałam niżej
                                          Właśnie o tym piszę. Kocham swój zawód, chcę żyć w Polsce i boli mnie to, że
                                          będąc lekarzem w Polsce nie można żyć godnie. Co nie znaczy, że nie daję sobie
                                          radysmile jednak czasem trochę żal ideałów młodości.
                                          • earl.grey Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 18:09
                                            nie, proszę no. Jedyne czego się czepiam, to że masz pretensje, że nie możesz
                                            wykonywać zawodu w takich warunkach, jak byś chciała. Ktoś sfrustrowany może
                                            swoje żale odreagowywać na pacjentach. Na przykład położne, które za mało
                                            zarabiają, nie chciały zajmować się dziećmi. Z kolei ty używałaś na forum słów
                                            powszechnie uznanych za obelżywe mówiąc o niektórych pacjentkach. Jeszcze raz,
                                            nie czepiam się, chyba sama widzisz, że to wyzwiska. I nie wierzę, że nie
                                            wiedziałaś, jaka jest sytuacja w polskiej opiece zdrowotnej wybierając studia.
                                            To chyba byś je musiała zacząć przed wojną jeszcze.
                                            A może młoda jesteś po prostu (to chyba nie jest czepianie?). Czy jesteś
                                            ginekologiem? Moje koleżanki z tym fachem (a także, chociaż w mniejszym stopniu,
                                            o innych specjalizacjach) żyją całkiem nieźle z prywatnych gabinetów.
                                            • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 05.01.06, 18:19
                                              Prywatny gabinet dobra rzecz, ale;
                                              -specjalizacja z chirurgii (mój przypadek)trwa 6 lat, inne- pięć. Nie da się
                                              otworzyć gabinetu prywatnego, nie będąc specjalistą.
                                              -Gabinet prywatny to jednak drugi etet- a własciwie trzeci, bo etatowa praca w
                                              szpitalu + dyżury szpitalne to wymiarowo pełne dwa etaty. Z trzech etatów
                                              owszem, da się wyżyć. Ale kosztem całkowitego właściwie poświęcenia życia
                                              rodzinnego.
                                              Jestem na trzecim roku specjalizacji i choć to trudne do uwierzenia, liczyłam,
                                              zaczynając studia, że w Polsce "coś się zmieni" w służnie zdrowia, zanim minie
                                              te 6-7 lat. Poza tym, wybierając ten zawód nie kierowałam się niestety
                                              zarobkami...To już moja głupota, ale zaślepiony ideałami młody naiwniak tak ma.
                                              • earl.grey Re: Ledzeppelin3 06.01.06, 11:24
                                                to wszystko przed tobą. Znam tez panią chirurg (ale chirurg-onkolog), która ma
                                                straszne wzięcie, bo mało jest kobiet wykonujących ten zawód, a nieraz pacjentki
                                                wolą iść do kobiety. Jest zresztą bardzo miła, co i tobie polecam.
                                                Nie przesadzaj z tymi etatami - chyba byłaś kiedyś po 12 w południe w szpitalu,
                                                to zapewne wiesz, jak trudno tam o takiej godzinie uświadczyć lekarza. Pamiętam,
                                                jaka moja koleżanka była oburzona, jak wprowadzili u nich w szpitalu obowiązek
                                                podpisywania listy przy wyjściu nie wcześniej niż o 14.30 (pracują od 7.30).
                                                Później znowu zmieniło się kierownictwo i lista poszła w zapomnienie.
                                                A własny gabinet jest też o tyle wygodny, że przeciez nie musisz wysiadywać w
                                                nim codziennie po 8 godzin. Dla niektórych etat to 8 godzin, ale chyba nie to
                                                miałaś na myśli.
                                                Wiem, że lekarz z prywatnym gabinetem pracuje więcej niz przewiduje kodeks
                                                pracy, ale w dzisiejszych czasach jeśli chcesz cokolwiek mieć, to raczej muszisz
                                                tak pracować, praktycznie niezależnie od zawodu. No i stówka za półgodzinną
                                                (góra)wizytę, to sobie policz.
                                                Tak więc twoja odpowiedzialność za decyzje młodości (wybór studiów) z pewnością
                                                wkrótce się zamortyzuje. I tak masz dobrze. Ja chciałam studiowac etnografię,
                                                tearz bym chyba miała przymusowy strajk głodowy w proteście przeciwko wrednemu
                                                swiatu, który nie docenia etnografów.
                                                • ledzeppelin3 Re: Ledzeppelin3 06.01.06, 23:10
                                                  Nie przesadzaj z tymi etatami - chyba byłaś kiedyś po 12 w południe w szpitalu,
                                                  > to zapewne wiesz, jak trudno tam o takiej godzinie uświadczyć lekarza
                                                  Zdarzyło się byćsmile))
                                                  Wiesz, to zalezy od specjalizacji. Ja nigdy- nawet po dyżurze- nie wyszłam
                                                  przed 15-stą (codziennie trzy operacje w planie, potem doglądanie chorych
                                                  oddziałowych).
                                                  Ja wiem, że z czasem pewnie będzie lepiej, bo jużmam "swoich" pacjentów. Ale
                                                  smutne trochę jest to, że z jednej strony, po skończeniu specjalizacji
                                                  chciałoby się nadal pracować w szpitalu klinicznym (tylko tu mogę brać udział,
                                                  a z czasem wykonywać takie zabiegi, ajk brzuszno-kroczową resekcję odbytnicy
                                                  czy pankreatoduodenektomię), a z drugiej- wtedy w końcu będzie możliwość
                                                  zarobku, i być może skusi mnie wreszcie wtedy praca za pieniądze,a nie dla idei.
                                                  • earl.grey Re: Ledzeppelin3 08.01.06, 10:50
                                                    ale przecież klinika i gabinet się nie wykluczają. Dla idei (i powiedzmy
                                                    szczerze, poszerzania przydatnej wiedzy) popracujesz sobie w klinice, a dla
                                                    pieniędzy u siebie. Większośc znanych mi lekarzy tak pracuje (to znaczy
                                                    najczęściej szpital + gabinet, a kto sie dalej kształci, to klinika + gabinet).
                                                    Szczerze mówiąc pracują znacznie więcej niż rodzina Haganny, ale sami tym
                                                    zarządzają i to jest ich własny wybór. Oraz ich własne, niemałe, dochody. Ale w
                                                    szpitalu dłużej niz do południa to nie siedzą, nawet ta koleżanka, która jest
                                                    raczej młodym lekarzem. Co oczywiście nie znaczy, że to pochwalam, tylko
                                                    informuję, że tak jest. Jeśli siedzisz dłużej i jak mówisz, doglądasz chorych,
                                                    to pod tym względem na pewno jesteś chlubnym wyjątkiem. I na pewno pacjenci to
                                                    docenią, także przychodząc kiedyś do ciebie prywatnie.
                                              • haganna Re: Ledzeppelin3 06.01.06, 23:00
                                                Nawet będąc specjalistą trudno otworzyć prywatny gabinet mając "złą sławę"
                                                wśród pacjentów.
                                                Po drugie - w wielu zawodach na początku płacisz "frycowe". Pracujesz naprawdę
                                                dużo, często za darmo, żeby mieć uprawnienia, licencję, specjalizację i móc
                                                później odcinać kupony. Takie jest życie!
                                                Po trzecie - te trzy etaty, to duuuża przesada. Wiemy jak wygląda etat w
                                                szpitalu (po południu nie ma już żadnego specjalisty). W prywatnym gabinecie
                                                też nie spędzasz 8 godzin dziennie - codziennie.
                                                Nikt z lekarzy w mojej najbliższej rodzinie raczej się nie przepracowuje. Jak
                                                mama musi posiedzieć do 18-20 to jest to dla niej dramat, że tak długo pracuje.
                                                Zamiast dyżuru - jest pod telefonem i przyjeżdża jeśli trzeba.
                                                Szwagier to "rekordzista" - ostatnio pracuje po 5-6 godzin dziennie...
                                                W służbie zdrowia, w prawie, w nauce nic się nie zmieni dopóki toleruje się
                                                starych profesorów, starą kadrę, która "dusi" młodych. Dopóki
                                                rządzą "korporacje" zawodowe, które chronią swoich, dopóty będzie tak, jak
                                                jest.
                                                Jeżeli lekarze zdobędą się na odwagę, by dbać o pacjentów, a nie o własne zadki
                                                i wykluczać ze swego grona ludzi, którzy minęli się z powołaniem,
                                                jeżeli będą mieli właściwe podejście do klienta -pacjenta (takie właśnie jak na
                                                zachodzie), gdzie nazwanie pacjenta (publiczne) kretynem, prostakiem lub
                                                histeryczką powodowałoby natychmiastowe zawieszenie lekarza w pełnieniu swoich
                                                obowiązków,
                                                jeżeli... lista jest długa,
                                                to wtedy i zaufanie pacjentów do personelu medycznego będzie inne i warunki
                                                pracy (i płacy) też się zmienią.
                                                Jeszcze jedno - można mieć tytuł profesorski i być prostakiem. Można skończyć
                                                zawodówkę i być wartościowym człowiekiem. Nie oceniaj ludzi po wykształceniu,
                                                bo możesz się pomylić.
                          • barszczyk75 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 06.01.06, 10:25
                            napisales: "Zresztą, dużo by o tym pisać- tak naprawdę dostrzegam w tym
                            pierwszym poście
                            ton "czy dzwonić na policję, czy po ZOMO, żeby tylko ci rzeźnicy nie byli
                            bezkarni"- złe nastawienie kobiety przez tendencyjny artykuł w GW.
                            Co do bezkarności lekarzy- jest rzecznik praw pacjenta-telefon wisi na każdym
                            oddziale, w trakcie porodu można zawsze też zażyczyć sobie zmiany lekarza lub
                            połoznej, jeżeli nie ufamy z jakichś względów temu który się rodzącą zajmuje."

                            no wlasnie o taka informacje mi chodzilo, a nie o ZOMO...
                            a moj list nie mial nic wspolnego z rzeczonym artykulem
          • pom Re: barszczyk 02.01.06, 11:53
            "Rodzić po ludzku" jest społeczną odpowiedzią na to, co działo się, a w
            niektórych szpitalach wciąż jeszcze się dzieje. Sam fakt, że szpitale zaczęły
            wydzielać sale do porodów rodzinnych jest sukcesem właśnie tej akcji.
            Że na tablicy przy izbie przyjęć jest wywieszona lista praw pacjentki - to też
            nie zadziało się samo z siebie. Kultura i swiadomość społeczna rośnie i bardzo
            dobrze. W końcu szpital to miejsce dla ludzi intymne i obnażające ich
            bezlitośnie ich ciało przez innymi obcymi ludźmi. A każda z nas ma inną
            wrażliwość i należy to uszanować.

            Może to dośc osobliwe porównanie ale dość wyraziste: jak jesteśmy traktowani w
            prywatnym gabinecie dentystycznym: srutututu, czy pania boli, ojej, zrobimy to
            delikatnie, czy bolało, zaraz będzie po wszytkim, ciuciumuciu. A to jest tylko
            ząb. I czasem pacjent też sie drze, wykręca na fotelu albo jęczy i marudzi.
            Stomatolog ociera wówczas pot, kasuje forsę i grzecznie się żegna umawiając
            kolejna wizytę.
            Nie twierdzę, że rodząca to jajko. Ale wypchać z siebie arbuza to nie jest bułka
            z masłem - to ogromne przeżycie kobiety, pełne intymności, bólu, strachu, emocji
            i wysiłku. I taka akcja jak "rodzić po ludzku" o tym przypomina.
            • purple_haze fpr 02.01.06, 15:42
              ale mówimy o różnych sprawach. za pracę nad zmianą podejścia personelu do
              rodzącej, uświadomienie, że to też człowiek i nie można na nią drzeć dzioba ot
              tak - duży plus. również plus za zmiany na oddziałach położniczych itp.
              a minusy za:
              - 'szpital przyjazny dziecku' - nie chodzi tu o samą ideę, bo ta jest słuszna,
              ale o przegięcie polegające na tym, że taki szpital _napewno_ nie jest już
              przyjazny matce
              - nacisk na 'masz prawo się nie zgodzić', zamiast na to, żeby w szkołach
              rodzenia opowiadano więcej na temat tego, co kobietę i jej dziecko może czekac
              podczas porodu, czyli np.: leki, zabiegi, ich cel, skutek pożądany, ew. skutek
              uboczny, przewaga plusów nad minusami itp. i wytłumaczenie, że w sytuacji
              podbramkowej to lekarz i położna rządzą, bo się na tym znają...
              - jakąś taką niechęć do znieczulenia; 'masz prawo odmówić' ale już nie 'powinno
              być dostępne na życzenie, w ramach ubezpieczenia'. dlaczego?
              - zajmowanie się duperelami typu lewatywa i golenie. a tu chyba nie jest
              problemem sam zabieg, tylko delikatność i intymość wykonania. ale tym się nikt
              nie zajmuje. ważne, że 'masz prawo odmówić'
              - nieograniczone prawo do odwiedzin; jak sie czegoś nie ograniczy, to zawsze
              ktoś nadużyje. a 10 osób na raz do jednej położnicy, siedzących od rana do nocy
              to przegięcie chyba

              tyle, póki co
              • earl.grey Re: fpr 03.01.06, 13:19
                jeśli chodzi o "masz prawo odmówić" to oprócz wyżej powołanych przez koleżanki
                przepisów dodaję kodeks karny: "Art. 192: Kto wykonuje zabieg leczniczy bez
                zgody pacjenta podlega grzeywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia
                wolności do lat dwóch".
                Uprzedzając ataki dodaję, że wyłączenia obejmują tylko pacjenta nieprzytomnego.
                Nawet życia nie można ratować wbrew woli ratowanego. Aż tak daleko nie sięga
                "władza" lekarzy.
                Nie będziemy bezradne, jeżeli będziemy egzekwować swoje prawa, nie bać się, że
                lekarz czy położna spojrzy krzywym okiem, jeślli nie zgodzimy się na wykonanie
                zabiegu, badanie przez kolejną osobę, obecność studentów, czy poprosimy o jasną
                i zrozumiałą dla nas informację o tym, co z nami robią. Oczywiście nie mam na
                myśli obrażania nikogo. Jeśli lekarz powołuje się, jak koleżanki wyżej, na to,
                że "i tak głupia pacjentka nie zrozumie", to znaczy, że źle wywiązuje się ze
                swoich obowiązków, bo informacja ma być zrozumiała dla pacjenta.
                Nie będziemy bezradne, jeśli będziemy asertywne i konsekwentne i nie będziemy
                ulegać stereotypowi, że "z lekarzem się nie wygra". Mam tu na myśli dziewczyny,
                które na przykład rezygnują ze składania skarg, procesów odszkodowawczych, czy
                zawiadomienia kierownictwa szpitala, czy choćby skorzystania z "czarnych list"
                lekarzy. Wiem, że to bardzo trudne, ale poczucie bezkarności lekarzy wynika
                między innymi z tego, że pacjenci uważają, że "to i tak nic nie da". Nie chcę
                promować pieniactwa, tylko mówię, że są sytuacje, kiedy warto zawalczyć, jeśli
                nie dla siebie, to chociaż po to, żeby komuś innemu oszczędzić podobnych
                przejść. To czasami kwestia wzajemnej solidarności, porzucenia myślenia typu "ja
                już dwoje urodziłam, było potwornie, ale nie będę sie czepiać, bo więcej mnie to
                nie dotyczy".
                Generalnie zgadzam się z tym, co napisała Haganna, że lekarz swój zawód wybierał
                i chyba po to, żeby go dobrze wykonywać, nie wyobrażam sobie inaczej.
                Jeżeli Ledzeppelin bardziej byś się realizowała w zawodzie sprzątaczki w banku,
                to nic nie stoi na przeszkodzie, jeżeli tylko dobrze sprzątasz. Miałam podobnie
                długą drogę do zawodu jak ty (prawo, też trochę nauki było) plus trzy i pół roku
                aplikacji, podczas której nie dostawałam wynagrodzenia, żeby sie utrzymać
                robiłam po nocach tłumaczenia (w dzień praca w kancelarii ok. 9-10 godzin). Ze
                względu na to, że nie odpowiadały mi warunki wykonywania zawodu - po prostu go
                zmieniłam, teraz żyję z tłumaczeń prawniczych. Musiałam skończyć drugie studia.
                Na tych drugich (anglistyka) miałam koleżankę położną, która w czasie, gdy jej
                koleżanki strajkowały i blokowały drogi, przekwalifikowywała się. Teraz sporo
                zarabia w amerykańskiej firmie.
                Jeszcze dodam, że na sali sądowej nieraz miałam mniej niż minutę na
                natychmiastową reakcję, która mogła zdecydować o dalszym życiu (dożywocie, albo
                np 25 lat) klienta. Gdybym kiedykolwiek ośmieliła się powiedzieć o którymś z
                nich cokolwiek podobnego, co Ty mówisz o pacjentkach, patron (szef) wyrzyuciłby
                mnie z kancelarii na zbity dziób i ani by nie pytał o moje wcześniejsze lata
                nauki. A to nie były zrozpaczone, zależne od nas kobiety. To byli przestępcy,
                czasami mordercy, gwałciciele, sprawcy rozbojów. Nie zawsze nam płacili, często
                najtrudniejsze sprawy to byłu urzędówki.
                • ledzeppelin3 Re: fpr 03.01.06, 21:28
                  Jeżeli Ledzeppelin bardziej byś się realizowała w zawodzie sprzątaczki w banku,
                  > to nic nie stoi na przeszkodzie, jeżeli tylko dobrze sprzątasz.
                  O, jaka merytoryczna wypowiedź, ale do czego to piszesz??

                  Miałam podobnie
                  > długą drogę do zawodu jak ty (prawo, też trochę nauki było) plus trzy i pół
                  rok
                  > u
                  > aplikacji, podczas której nie dostawałam wynagrodzenia, żeby sie utrzymać
                  > robiłam po nocach tłumaczenia (w dzień praca w kancelarii ok. 9-10 godzin). Ze
                  > względu na to, że nie odpowiadały mi warunki wykonywania zawodu - po prostu go
                  > zmieniłam, teraz żyję z tłumaczeń prawniczych. Musiałam skończyć drugie
                  studia.
                  > Na tych drugich (anglistyka) miałam koleżankę położną, która w czasie, gdy jej
                  > koleżanki strajkowały i blokowały drogi, przekwalifikowywała się. Teraz sporo
                  > zarabia w amerykańskiej firmie.
                  Naprawdę się wzruszyłam, ale co to ma do rzeczy?
                  Gdybym kiedykolwiek ośmieliła się powiedzieć o którymś z
                  > nich cokolwiek podobnego, co Ty mówisz o pacjentkach, patron (szef)
                  wyrzyuciłby
                  > mnie z kancelarii na zbity dziób i ani by nie pytał o moje wcześniejsze lata
                  > nauki.
                  A która moja wypowiedź o pacjentkach tak Tobą wstrząsnęła?
              • madame.chauchat Re: fpr 03.01.06, 13:35
                Purple_haze, to że Ty masz takie a nie inne podejście do sprawy jeszcze nie
                upoważnia do wyciągania ogólnych wniosków. Porównałaś wcześniej poród do
                operacji wyrostka - Twoja sprawa, jeśli tak to widzisz. Ale dla bardzo wielu
                kobiet dziecko to nie "rozlany wyrostek", którego usuwaniem zajmuje się
                wyłącznie ktoś trzeci. Są kobiety, które wiedzą coś więcej o swoch ciałach i
                swoim porodzie niż "odróżnianie aspiryny". Poród to coś, co dzieje się przede
                wszystkim między matką a dzieckiem, a lekarz ma im pomagać bardziej niż "rządzić".
                Z tego, co piszesz, przeszłaś typowy polski szpitalny poród full wypas:
                oksytocyna, dolargan, znieczulenie, cięcie, wypychanie - i jesteś zadowolona, bo
                "przeżyłaś". I co z tego? Kobiety na całym świecie były i są poddawane
                najróżniejszym mniej i bardziej barbarzyńskim praktykom "dla ich dobra", typu
                obrzezanie lub krępowanie stóp, i też przeżywają - ale to nie powód, żeby to
                akceptować, a tym bardziej rozpowszechniać. Cieszę się, że "przeżyłaś", ale
                bardzo wielu kobietom to nie wystarcza i mamy podstawowe prawo do innego
                traktowania, którego powinno się bronić.
                I na różne rzeczy się nie zgadzać. Jeżeli kobieta nie życzy sobie golenia i
                lewatywy, to delikatność nie ma tu nic do rzeczy. Lewatywa to lewatywa, nie ma
                znaczenia, czy wykonuje się ją "intymnie" (wolę sobie zresztą nie wyobrażać
                wykonania "publicznego").
                No a naprawdę zdumiewa Twój komentarz na temat nieograniczonego prawa do
                odwiedzin "bo ktoś nadużyje". Że co, bezdomną koleżankę przenocuje? Jeśli
                położnica chce mieć wokół siebie rodzinę, to "nadużycie"? Litości...
                • purple_haze Re: fpr 03.01.06, 22:54
                  srutu tutu, niestety...
                  koleżanka, jak widzę naczytała się bzdetów o misterium big_grinDD

                  a co do tej nieszczęsnej lewatywy (ależ się nią grzejesz, kochana) - jak
                  kobieta nie chce to nie. i co za problem? ja nie miałam, mimo, że tak mi
                  współczujesz (?) porodu. tak czy inaczej to akurat temat zastępczy.

                  > No a naprawdę zdumiewa Twój komentarz na temat nieograniczonego prawa do
                  > odwiedzin "bo ktoś nadużyje". Że co, bezdomną koleżankę przenocuje? Jeśli
                  > położnica chce mieć wokół siebie rodzinę, to "nadużycie"? Litości...

                  jeśli ta rodzina to więcej niż dwie osoby na raz i do tego siedzące przez cały
                  dzień, od ósmej rano do 21, to jest to *nadużycie*, bo inne panie czują się
                  skrępowane. może nie chcą karmić przy obcych, może życzą sobie pospać, poleżeć
                  z tyłkiem na wierzchu (wietrzyć, wietrzyć...), wstać z łóżka tak, jak im jest
                  wygodnie, a nie tak, żeby dupą nie świecić. może wku..a je fakt, że nie mogą
                  odpocząć, bo albo przy łóżku obok zlot rodzinny, albo dzieciak się drze, bo
                  spać nie może/boi się/nie rozumie, że pani obok 'chce mieć rodzinę przy
                  sobie'... a może przeszkadza im fakt, że ciocia halinka przyszła zasmarkana po
                  pępek? itp., itp., itp.
                  szpital to nie hotel, a po normalnym porodzie leży się ze 3 dni. i jakoś nie
                  widzę powodu, dla którego nie można przez te 3 dni obyć się bez tabunu ciotek,
                  które ostatnio spotkało się 6 lat temu na pogrzebie stryja andrzeja...

                  ps: stóp nie krępuje się od blisko 100 lat - zakaz taki...
                  • madame.chauchat Re: fpr 03.01.06, 23:00
                    No i znowu nie chce mi się wyobrażać - tym razem czego się naczytała koleżanka
                    przedmówczyni. Niczego ciekawego chyba. Życzę miłych i ciepłych lewatyw.
                    • purple_haze Re: fpr 03.01.06, 23:16
                      > No i znowu nie chce mi się wyobrażać - tym razem czego się naczytała koleżanka
                      > przedmówczyni. Niczego ciekawego chyba. Życzę miłych i ciepłych lewatyw.

                      żenua? żenua...
                      ale tak to jest, jak nie ma się nic merytorycznego do powiedzenia i cierpi się
                      na zapas

                      ps: jak powołujesz się na jakiś przykład, to dobrze żebyś wiedziała, o czym
                      mówisz - np. o nogach chinek tongue_outPP
            • laminja POM 05.01.06, 01:01
              "> "Rodzić po ludzku" jest społeczną odpowiedzią na to, co działo się, a w
              > niektórych szpitalach wciąż jeszcze się dzieje. Sam fakt, że szpitale zaczęły
              > wydzielać sale do porodów rodzinnych jest sukcesem właśnie tej akcji."


              to nie jest do końca prawda. Pierwsza sala do porodów rodzinny powstała w
              jednym z warszawskich szpitali w pierwszej połowie 1992 roku. W maju 1992 odbył
              się tam poród rodzinny. Od tego się zaczęło. Fundacja powastała pózniej, kiedy
              już w tym szpitalu porody rodzinne odbywały się regularnie. Inne szpitale w
              Warszawie zaczęły tworzyć sale do porodów rodzinnych pod wpływem presji
              pacjentek, które (a był to okres rejonizacji) też chciały tak rodzić, ale w ich
              rejonie nie było to możliwe (dochodziło nawet to zmian meldunków!).

              Na fali sukcesu porodów rodzinnych w tym szpitalu pojawiła się nadzieja na to,
              że polskie położnictwo można zmienić. Ale nie wiem czy gdyby w 1992 roku jeden
              szpital nie wprowadził takiego rozwiązania (wprowadzono tam też odwiedziny na
              położnictwie) fundacja by powstała.
    • rodzacy_tata ojciec/mąż 04.01.06, 10:19
      Myślę, że istotną pomocą może być bliska osoba towarzysząca podczas porodu.

      przy okazji zapraszam na forum "Rodzący Tata" smile
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36083
    • kajo145 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 06.01.06, 18:59
      nie nie jesteśmy ale wybierajmy szpitale świadomie tzn oglądajmy je i zadajmy
      pytania jakie są zwyczaje jakie podaje się leki czytajmy to co podpisujemy(na
      izbie przyjęć zgodę na procedury medyczne) z reguły wszyscy pytają co trzeba
      przywieżć i ile kosztuje położna ale nikt nie pyta jakie są leki znieczulające
      itp
    • kaja5 Re: czy jestesmy bezsilne w czasie porodu? 06.01.06, 23:14
      barszczyk75 napisała:
      naciskanie na brzuch - zeby dziecko wypchnac...

      Ja prosiłam lekarza by mi nacisnal na brzuch i nie uważam ze zrobił mi krzywde.
      Przeciwne - dzięki temu dziecko sie szybko urodziło a ja nie musiałam dłużej
      cierpieć.
    • purple_haze asiulka, zostaw ten wątek w spokoju, dobrze? 06.01.06, 23:19
      daty przeskakują przez to Twoje ciachanie. poza tym jak wytniesz stą wszystkie
      niepawomyślne wypowiedzi, o Ci wątek (post ;P) na grzyby pójdzie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka