Dodaj do ulubionych

Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu

05.01.06, 16:52
Panie ordynatorze, a fuj...te podle, zle kobiety osmielaja sie miec dzieci,a
Pan musi pomoc dziecku przyjsc na swiat pozwalajac nawet na "uwiązanie"matki -
czy to tez sie miesci w kanonie zasad medycznych.Moze kobiety chcac urodzic
dziecko nie powinny trafiac na porodowke ale na oddzial psychiatryczny, bo
zdaje sie,ze to tam przywiazuje sie ludzi do lozek.A moze Pan powinien zrobic
nowa specjalizacje i przeniesc sie na psychiatrie.Pozdrawiam Pana z calych
sil i zycze Panu duzo, duzo dobrej woli aby zrozumiec ludzi
Obserwuj wątek
    • maryna04 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 05.01.06, 18:17
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34054412&a=34131543. Nie wiem
      czy odpowiedni link, kesi nie to jeszcze raz sprobuje
      • maryna04 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 05.01.06, 18:19
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34054412&a=34131543
        • maryna04 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 05.01.06, 18:40
          Zapytuje ordynatora: a kto jest adwokatem matki w czasie akcji porodowej?
          Porownuje pana z amerykanskimi lekarzami, tak sie sklada, ze troszke orientuje
          sie jak wygladaja relacje pacjent lekarz, czy pacjent - pielegniarka w
          amrykanskim szpitalu. Jesli w Polsce wszyscy lekarze sa tacy pyszalkowaci i
          bezduszni, tak zimni i tak niewspolczujacy pacjentom, to bardzo nie chcialabym
          byc w polskim szpitalu. Ordynatorze, jak juz pan jezdzi na szkolenie, praktyki,
          itd, to nalezy tez podgladnac jakie sa relacje pacjent - personel szpitalny.
          Wlasnie ide na kontrole do lekarza, ktory 4 tygodnie temu zrobil mi
          najwspanielej na swiecie "wymiane" roztrzaskanego lokcia. Po operacji poswiecil
          czekajacej rodzinie kilkanascie minut, a byla juz 7-ma wieczor i on juz byl w
          plaszczu - nawet niewiele rozmawiajac o mnie, bo wszystko poszlo perfekt, tylko
          towarzysko. Kiedy za dwa dni, bo w szpitalu bylam tylko 20godz. poznal w czasie
          wizyty kontrolnej juz w gabinecie dodatkowo mojego syna, ktory przedstawil
          sie imieniem zachwycil sie - jego sym ma takie samo, rzadkie w Ameryce imie i
          zaprosil nas do ogladania zdjec rodzinnych, opowiedzial skad to imie, w koncu
          udalo mi sie przerwac, wiedzac jaki jest on zajety. A prosze sobie wyobrazic
          ordynatorze, ze nie dalam mu do kieszeni ani zlotowki, wsadzi tam pieniazki
          wylacznie moje ubezpieczenie i dopiero dzisiaj niose karteczke z wypisanym
          podziekowaniem. Jestesmy skromnymi emigrantami, a on ma slynnym nie tylko na
          cale miasto chirurgiem reki. Ile razy rozmawial pan tak prywatnie z rodzaca
          matka, ktora byla zwykla pacjentka szpitalna. Nie pomoga hasla, kiedy tak
          zimny i pogardliwy do "niedouczonej i niewspolpracujacej" pacjentki jest
          odpowiedzialny za prace oddzialu lekarz.
          • maryna04 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 05.01.06, 19:19
            I jedno pytanie laika, panie ordynatorze. Czym sie rozni budowa krocza Polek
            od ich kolezanek z zachodnich, cywilizowanych krajow. W Polsce trzeba omal
            rutynowo nacinac krocza, a tam jest to bardzo rzadki przypadek. (niedawno
            wlasnie przeczytalam statystyki, ktore zapewne pan zna doskonale) Czyzby
            chodzilo o to, ze nie chce sie ochraniac kobiety, pozniej zszyje sie ja pod
            byle jakim znieczuleniem, jakos sie wykaraska z tego dyskomfortu baba, przeciez
            i tak ma lepiej niz jej towarzyszki we plci w Afryce no nie? Uprzejmie prosze
            o odpowiedz na to dosyc istotne dla przyszlych polskich matek pytanie, co maja
            nie tak, ze trzeba je brutalnie nacinac.
            • niemyte_mohery Powinien powiedzie: Jesteśmy ambasadorami chamstwa 05.01.06, 20:57
              Odnosnie wypowiedzi martyny04, to przypominam sobie porod w szpitalu
              amerykanskim mojej przyjaciolki, w ktorym czesciowo uczestniczylam. Moja
              przyjaciolka zwolenniczka "natury" wymarzyla sobie porod z jak najmniejsza
              ingerencja wspolczesnej medycyny i pamietam te tlumy akupunkrurzystek,
              aromaterapeutow, yogi guru- specjalistki od oddychania na sali porodowej.
              Lekarka (Iranka zreszta) na codzien sprawiajaca wrazenie troche oschlej ale
              swietna specjalistka, w czasie porodu zmienila sie niemal w aniola.
              Na sugestie poloznej, ze moze jednak ograniczyc liczbe asystujacych osob,
              lekarka odpowiedziala ze to rodzaca jest tu prima-balerina i niech ona decyduje
              kto jest jej potrzebny do szczescia.
              Przyjaciolka po osmiu godzinach akcji porodowej zdecydowala sie na
              znieczulenie, ktore jej natychmiast zaaplikowano. Dziecko urodzilo sie cale i
              zdrowe w trzy godziny pozniej (tatus zdazyl na ten szczesliwy moment do
              szpitala).

              Nawet jak na standardy amerykanskie, moja przyjaciolka miala niezwykle zyczliwa
              opieke, ale zobaczenie w pacjentce czlowieka nie wymaga chyba zadnych nakladow
              finansowych.
            • lowelas333 Re: Ordynator 21.02.06, 21:39
              Droga pani,czytając te wszystkie wypowiedzi zastanawiam się nad tym ile osób
              wie o czym pisze, ile ma wyobrażenie o mechaniźmie porodu itp. Sugerujecie sie
              państwo statystykami, przekazami, obrazami z zachodnich filmów w których to
              pokazywany jest bzdurny obraz porodu. bo tak to właśnie można nazwać, kiedy
              pokazuje się jak ciężąrna wchodzi do auta, mąż ją wiezzie przez miasto po czym
              ona w "biegu" rodzi. Niestety prawda jest zupełnie inna. Mianowicie poród
              zazwyczaj trwa kilka lub kilkanaśćie godzin. jeśli chodzi o nacinanie krocza,
              to mniemam że nie widziała pani pęknięcia krocza 3stopnia,(łącznie ze
              zwieraczem odbytu) jest to rzadkie powikłanie ale ono występuje.Dlatego zawsze
              należy ocenić ryzyko tego powikłania.W sytuacji kiedy są jakiekolwiek
              wątpliwośći zasady prowadzenia porodu mówią jasno:lepiej naciąć niż gdyby miało
              pęknąć. decyzja należy do położnej prowadząćej poród.Krocze pęka w
              nieprzewidywalny sposób,nacięcie czesto zapobiega "kalectwu" w późniejszym
              wieku.Jeśli chodzi o przygotowanie ciekaw jestem czy były statystyki które
              obrazowały zaangażowanie w przygotowanie do porodu. na zachodzie jest wysokie,
              a u nas gro ciężarnych nie uczęśzcza do szkół rodzenia "bo po co" nie
              wspominająć o ćwiczeniach i gimnastyce krocza...To są fakty...
              Traktujecie państwo personel sal porodowych jako bezduszne maszyny do
              odbierania porodów.tak nie jest, mamy rozum,potrafimy oceniać sytuacje,
              zrozumieć rodząćą,starać się jej pomóc. Niestety czasem bywa tak iż wyobrażenia
              o porodzie są zupełnie ine niz zakładała rodząća czy jej partner. I wtedy
              zaczyna się frustracja, rozgoryczenie ,złość. Bo nie poszło tak jak chciałam ,
              bo boli, bo długo, bo niewygodnie, bo ...nikt nic nie robi. A prawda jest taka
              że porod może trwac długo , wystarczy poczytać. A dlamnie przykre jest to że
              przychodzą kobiety, które nie mają pojęcia o porodzie, nie znają podstaw
              anatomi i fizjologii własnego ciała. Jesteśmy po to by to wujaśniać, ale to
              daje pewien obraz. Sam odbieram porody i prowadze jej od początku do końća i
              wiem że jest piękne przeżycie dla większośći rodzących i personelu...ale są
              sytuacje kiedy współpraca między rodząćą sie nie układa, wystarczy troche
              zaangażowania zrozumienia mechanizmów które musza sie dokonać. I słusznie
              nazwał sie doktor z Poznania adwokatem płodu. bo częśto tak własnie jest. Matki
              nie myślą o tym że dziecku jest gorzej, że macica bombarduje je skurczami, że
              jest mu trudniej niż jej...bo same mogą oddychać, można im ulżyć dziecku- nie.
              prowadzący poród musi słyszeć akcje serca płodu, bo to rzutuje na dalszą jakość
              życia tego dziecka, na to jak ono się uczy itp.Czasem jest zmuszony zareagować
              zdecydowanie kiedy rodząca "gubi się".Pytanie brzmi co jest lepsze: posiadanie
              zdrowego dziecka które przyswaja wierszyki, czy wygoda wpostaci "samowolki".
              Wiem że można to podzić i tak jest . Kobiety rodzą pięknie, potrafia to. Czasem
              tylko niektóry m to nie wychodzi, może chcą się usprawiedliwić przed sama sobą?
              Może trafiły faktycznie na nieczuły personel. Prawda jest gdzieś tam...
              • xenot Re: Ordynator 21.02.06, 21:49
                Niby sensowna wypowiedz, ale:

                > nacięcie czesto zapobiega "kalectwu" w późniejszym wieku

                O jakim "kalectwie" mowa? Bo jesli o nietrzymaniu moczu, to naciecie nie zmniejsza ryzyka wystapienia
                tej przypadlosci.

                > bo długo, bo niewygodnie, bo ...nikt nic nie robi. A prawda jest taka
                > że porod może trwac długo

                No wlasnie! A w polskim szpitalu zaraz podadza oksytocyne.
              • felicja666 ooooooo 21.02.06, 22:30
                no proszę Pana ma Pan wiedzę medyczną i temu zaprzeczyć się nie da,ale proszę
                nie traktować kobiet jak idiotki ,bo czytać umieją.Mój facet też jest lekarzem,
                ja mikrobiologiem .Po pierwsze gdyby kobiety nie musiały rodzić tak jak wymaga
                tego od nich personel tylko tak jak czują założe się, że o wiele mniej byłoby
                nacięć!Po drugie żaden mężczyzna nie zrozumie jak może się czuć rodząca kobieta!
                Trzyma emocje w sobie i kiedy przychodzi co do czego to nie dziwne , że takie
                chore sytuacje się zdażają, a wystarczy przyjść dzień,kilka godzin przed
                porodem pocieszyć dobrym słowem,porozmawiać powiedzieć czego się oczekuje
                podczas porodu-tak żeby rodząca nie przeszkadzała a pomagała personelowi.Założe
                się ze zadna kobieta nie chce zrobić jakiejkolwiek krzywdy swemu dziecku ale
                każda sie najzwyczajniej w świecie boi!A czasami wystarczy tak niewiele zeby
                uspokoić...Co z kobietami ,które zostały zgwałcone,porzucone przez
                mężów,chłopaków ,zostawione przez rodzine??one są zależne od Państwa a czasami
                bardziej niż pomóc tylko szkodzicie...Wróce jeszcze do nacięć-rozumiem ze kiedy
                dziecko sie dusi i trzeba działać to trzeba,ale na litość Boską-TO JEST NASZ
                ATRYBUT KOBIECOŚĆI czy dałby Pan sobie naciąć penisa?proponuje szkolić
                podopiecznych jak chronić ,zapobiegać a nie ułatwiać Państwa prace!Jeszcze
                jedno-założe się ze jest duży procent porzuconych dzieci, których matki miały
                tragiczny poród.Najgorsze co moze być to uraz psychiczny i blizna,która zostaje
                nie na ciele ale w sercu....
                • lowelas333 do felicjii666 i innych kobiet... 27.02.06, 12:21
                  drodzy państwo,panie ja nie UPIeRAM SIE PRZY swoim!!! ,tylko przedstawiam racje
                  drugiej strony.NIE TRAKTUJE ŻADNEJ KOBIETY JAK IDIOTKE, pani ocena jest
                  nieuzasadniona i obraźliwa... Ja protestuje przeciwko postrzeganiu ludzi
                  pracujących w szpitalach jako potworów czerpiących przyjemność z okaleczania
                  kobiet.Zgodze sie że żaden mężczyzna nie zrozumie rodząćej.Ale nie tylko
                  mężczyźni są ginekologami, położnikami i co dziwne są statystycznie lepiej
                  postrzegani przez pacjentki niż kobiety ginekolodzy.Jako bardziej delikatni itp
                  itd.
                  Świetnie że są badania dotycząće nacięć krocza, ale czy ktoś przeprowadził
                  badania na grupie kobiet 60-70 letnich jaki jest odsetek obniżania i wypadania
                  narządów płciowych...te kobiety rodziły w czasach kiedy nie nacinało sie
                  krocza, rodziły same i efekt jest jaki jest. Ja nie wiem czy za 20-30 lat ktoś
                  nie przeprowadzi badań wskazująch iz nacinanie było korzystniejsze czy też
                  nie.tego nie wiemy, ja sam nie twierdze że jest lepsze , twierdze tylko że
                  uważąm iż jeśli krocze ma pęknąć w niekontrolowany sposób to wole je
                  naciąć,gdyż widziałem "skutki' niekontrolowanych pęknięć.
                  Rozumiem że dla każdej kobiety jest ważne aby obrażenia w obrębie narządów
                  płciowych były jak najmniejsze, ale nie zapominajmy o skutkach rozległych
                  pęknięć, prosze zapytać partnera pewnie wie czym to grozi...
                  Jeśli chodzi o rodzenie na plecach , to stwierdzam że każdy ma tą świadomość że
                  jest to najmniej fizjologiczna pozycja, a ja pytam sie czy faktycznie panie
                  które rodziły, leżały cały czas na plecach, czy nie mogły pochodzić, leżeć na
                  boku? czy tylko zapamiętały jak niedobry i bezduszny personel kazał leżeć im na
                  plecach.
                  Jest jeszcze aspekt odpowiedzalnośći. leżenie na plechach WYMUSZA konieczność
                  prowadzenia dokumentacji medycznej w postaci zapisów KTG, w pozycji na boku
                  zapis jest mniej czytelny. Ja nie twierdze że ciągle należy monitorować , ale
                  trzeba bo jęśli wydarzy sie "coś" i przyjdzie prokurator to perwsze pytanie
                  brzmi: zapis ktg i kolo sie zamyka. A w sytucji kiedy społeczeńśtwo staje sie
                  bardziej roszczeniowe, a sądy zasądzają coraz wyższe odszkodowania dyskusja
                  będzie się toczyć jak ten problem rozwiązać.

                  Odnośnie porzuconych dzieci, to zazwyczaj porzucają je kobiety które rodza w
                  domach, na ulicy, w ustronnym miejscu a nie na skutek szpitalnych przeżyć...
                  Zasatanwiam się tylko nad jednym, mianowicie dlaczego mimo tylu krytycznych
                  ocen szpitali położniczych ( nie wszytkich oczywiśćie) cały czas jest rzesza
                  ludzi którzy przychodzą do porodu, do niedobrych i bezdusznych lekarzy,
                  położnych itp, czy naprawde jest tak że nie ma wyboru..


                  • patylda Re: do felicjii666 i innych kobiet... 27.02.06, 12:39
                    Panie Doktorze!
                    Z ogromną przyjemnością przeczytałam Pana komentarz, który jest prawdopodobnie
                    najbardziej wyważoną opinią w tym całym steku wściekłych, złośliwych pomówień w
                    tym wątku. Pród, który jeszcze przede mną, jest zapewne doświadczeniem bardzo
                    trudnym i zapewne w niektórych kobietach wywołuje chęć odegrania się i wyżycia
                    na kimkolwiek - najlepiej na obecnym przy porodzie persnelu. Mam nadzieję, że
                    zachowam na tyle trzeźwości, żeby się tak nie wygłupiać ani w trakcie, ani po
                    porodzie, jakikolwiek on by nie był. I mam nadzieję, że będę miała przyjemność
                    rodzić pod opieką kogoś tak zrównoważonego i troskliwego jak Pan.
                  • earl.grey Re: do felicjii666 i innych kobiet... 27.02.06, 15:14
                    no nie bardzo jest wybór. W Poznaniu półtora roku temu nie udało mi się znaleźć
                    szpitala/lekarza, który zgodziłby się na wybór pozycji w II fazie porodu i
                    słyszał o aktywnej ochronie krocza. Teraz przymierzam się, żeby rodzić w
                    Niemczech, bo tam jakoś nie trzeba leżeć podczas porodu, a ktg robi się tylko co
                    pewien czas. Podobnie zresztą w prywatnych szpitalach, którym przecież
                    ewentualne pozwy o odszkodowania bardziej by zagroziły, bo im nikt pieniędzy z
                    budżetu nie da. Ale przyznasz, że nie każdy ma taką możliwość, więc niestety ale
                    kobiety często owszem, są skazane na bezdusznych, a przynajmniej niechętnych
                    zmianom lekarzy.
                    Zalecenia WHO dotyczące monitorowania porodu (czytałeś?): "Nie ma dowodów na to,
                    że rutynowe, elektroniczne monitorowanie płodu podczas porodu ma pozytywny wpływ
                    na jego wynik. Monitorowanie powinno się wykonywać tylko w starannie
                    wyselekcjonowanych przypadkach (związanych z wysokim prawdopodobieństwem
                    śmiertelności okołoporodowej ), oraz przy porodach indukowanych. Poszczególne
                    kraje powinny prowadzić badania mające na celu określenie grup ciężarnych, u
                    których zastosowanie monitorowania może przynieść korzyści. Do czasu zakończenia
                    tych badań służby zdrowia powinny powstrzymać się od kupowania sprzętu do
                    monitorowania."
                    Jak kobiety zaczną skarżyć szpitale o odszkodowania za uszkodzenia spowodowane
                    wymuszoną pozycją przy porodzie (np porażenie mózgowe spowodowane przez
                    przedłużający się drugi okres porodu), to dopiero wtedy do lekarzy dotrze że
                    warto czasem poświęcić swoją wygodę, skoro teraz "prokurator" jest argumentem za
                    monitorowaniem wbrew rozsądkowi, komfortowi kobiet (co za roszczeniowa postawa)
                    i zaleceniom WHO.
                    Jeśli chodzi o badania dotyczące nietrzymania moczu i obniżania się narządów po
                    nacięciach u 60-70-letnich kobiet, to rzeczywiście nie znam takich, ale te, do
                    których załączyłam link, obejmowały kobiety młodsze, które po nacięciach problem
                    j.u.ż miały, to ja wolę po sześćdziesiątce niż od razu czy 10 lat po porodzie.
                    Zresztą skoro badań nie ma, to nie ma i dowodu, że problem ten jest częstszy u
                    kobiet nie nacinanych.
                    Są też, jak widziałeś, badania wykazujące, że przy pozycji wertykalnej zmniejsza
                    się prawdopodobieństwo pęknięcia krocza. Jest to więc jedna z metod, aby uniknąć
                    pęknięć, których się tak obawiasz. Ale cóż, mniej wygodna dla lekarza. Są
                    badania, które wskazują (może jednak przeczytaj pod tym linkiem?), że pęknięcia
                    spontaniczne są mniej niebezpieczne i rzadziej wymagają szycia.
                    Chyba masz jednak stare dane, bo moja mama (60 lat w tym roku) rodziła w czasie,
                    kiedy było już rutynowe nacinanie (do książeczki wbijali pieczątkę, że wykonano
                    epizjotomię). Do teraz (po 36 latach) nie może nosić spodni, bo blizna boli.
                    Nacinanie w Polsce wprowadzono chyba w latach 50-tych czy 60-tych, zresztą wraz
                    z powszechnym rodzeniem w szpitalach, czyli wymuszaniem pozycji horyzontalnej.
                    Czyli panie, które rodziły przedtem, musiałyby mieć koło osiemdziesiątki. Czyli
                    prawdopodobnie problemy, które widujesz, właśnie objawiają się u kobiet nacinanych.
                    • madzikowa2 Re: min. do earl.grey 27.02.06, 16:08
                      wydaje mi się, że źle szukałaś. Ja rodziłam 3,5 roku w Raszei właśnie, i tam
                      można wybrać pozycję. Ja nie leżałam ani chwili na plecach, urodziłam w pozycji
                      mniej więcej kucznej siedząc na łóżku porodowym. A znam dziewczyny, które tam
                      rodziły na tym sprytnym krzesełku albo na stojąco. Mi się krzesełko marzyło,
                      ale jakoś w trakcie porodu nie wydawało ono mi się zbyt sympatyczne i
                      zrezygnowałam.Byłam pod prysznicem i na spacerze w korytarzu, stałam przy
                      łóżku, kiedy tak było mi lepiej, mogłam pić wodę.
                      Owszem, w tym szpitalu była wtedy jedna na prawde wredna położna, i min. jeden
                      dość wredny lekarz. Ja miałam ze sobą męża i swoją położną (z tegoż szpitala),
                      mój poród był bolesny ale wspominam go dobrze. O wszystkim mnie informowano,
                      moja położna wiedziała, jakie są moje oczekiwania, pytano mnie o zgodę na
                      wszystkie zabiegi, nie znieczulano mi krocza po nacięciu, a samo nacięcie
                      (chciałam, żeby je wykonano, choć teraz przy drugim porodzie wolałabym tego
                      uniknąć) nie bolało wcale, podobnie jak szycie nie było bolesne. Dziecko
                      urodziło się z 10 punktami APGAR, więc je od razu dostałam na ręce. Wogle
                      ostatnią częśc porodu wspominam najmilej, bo nic a nic mnie już nie bolało, ani
                      po porodzie też nie. Krocze nie goiło się wprawdzie najlepiej, i dlatego
                      wolałabym uniknąć nacięcia ponownie..
                      Z ordynatorem Raszei akurat miałam styczność, kiedy leżałam na patologii. To
                      bardzo grzeczny, sympatyczny, miły, kulturalny lekarz. Mojej kolerzance
                      przeprowadził cesarkę. To w sumie dzięki niemu w Raszei jest teraz tak
                      przyjaźnie (kiedyś ten szpital miał najgorszą opinię w Poznaniu), jest nawet
                      wanna do rodzenia (mam nadzieję teraz z niej korzystać).

                      Być może wspominam poród tak dobrze, ponieważ był ze mną mąż i "moja" położna i
                      dlatego traktowano mnie inaczej. Poród odbierał w każdym razie lekarz, którego
                      nie znałam.
                      Może też reagowałąm na wszystko tak dobrze, gdyż byłam "uświadomiona" (wiele
                      filmów, świetna szkoła rodzenia, rozmowa z położnymi, z koleżankami),
                      nastawiona na to, że poród to nie bajka, że będzie bolało...
                      • earl.grey Re: min. do earl.grey 27.02.06, 16:29
                        też rodziłam w Raszei i jestem bardzo zadowolona, ale miałam cc.
                        Stołeczek też mi się podobał, ale położna (bardzo miła) powiedziała, że nie
                        odbierają porodów wertykalnych, bo nikt ich tego nie uczy. Podobnie co do wanny,
                        powiedzino mi, że owszem, ale na sam "finał" trzeba na łóżko porodowe.
                        Powiedziano także, że nacięcia "nie daje się uniknąć". Tak więc widzisz,
                        szukałam równiez tam. Później też słyszałam od dziewczyn, że z krzesełka
                        korzystały. Natomiast wszystkie miały nacięcie. Jednocześnie ze mną w szpitalu
                        (byłam długo, bo 5 dni) żadna dziewczyna z tych, z którymi rozmawiałam, nie
                        rodziła inaczej jak na łóżku porodowym i żadna nie dostała zzo.
                        Ja akurat myślę, że to, że byłam "uświadomiona" szkodziło mi w oczach lekarzy i
                        położnych podczas tych poszukiwań. Od razu włączała im się jakas lampka w mózgu
                        - o, tej się wydaje, że wszystkie rozumy pojadła. A ja raczej jestem uprzejma,
                        tylko po prostu lekarze lubią tak spoglądać z wyżyn swojej wiedzy i ucinać
                        rozmowy na zasadzie: czy pani jest lekarzem, że się pani tak dopytuje? To taka
                        refleksja po poszukiwaniach.
                        Rzeczywiście uważam, że połóżnictwo na Raszei jest bardzo przyjazne, przez 5 dni
                        nie trafiłam na niesympatyczną położną (czego nie da się powiedzieć o
                        pielęgniarkach noworodkowych, niestety), ale to co powiedział Ordynator uważam
                        za s.k.a.n.d.a.l.i.c.z.n.e.
                  • wellanna do lowelas333 28.02.06, 08:30
                    Szanowny lowelas333,

                    Chyba jednak Twoje rewelacje nt. wzmocnienia mięśni dzię`

                  • wellanna do lowelas333 28.02.06, 08:48
                    Szanowny lowelas333,

                    Chyba jednak Twoje rewelacje nt. wzmacnienia mięśni dzięki ich nacinaniu są
                    naciągane.
                    Szkoda, ze tej swietnej metody wzmacniającej nie zna medycyna sportu!
                    W świetle tego wzmacniania każdy sportowiec powinien sobie ponacinać mięśnie i
                    jakież byłyby one wówczas silne!

                    Skoro nawet 70letnie staruszki odczuwają dobrodziejstwo nacięcia sprzed 50 lat
                    to dlaczego nieustannie od lat 60. zeszłego wieku pojawiaja się doniesienia,
                    wskazujące że nacięcie nie ma nic wspólnego z wypadem narządów oraz
                    nietrzymaniem moczu?

                    Dlaczego takie organizacje jak WHO zalecają ograniczanie epizjotomii?
                    Dlaczego zarówno w USA, jak i Wielkiej Brytanii odchodzi się od tego zabiegu
                    i poród z ochroną krocza jest normą, a kiedyś normą była epizjotomia?

                    Badania nad szkodliwością rutynowego nacięcia też są już wiekowe. Anglicy mieli
                    cały ich wysyp w latach 80. XX wieku.
                    Kobiety, których wówczas eksperymentalnie nie nacinano mają więc teraz ok.
                    50tki. I jakoś nie słychać o masowym wypadzie narządów.
                    A na Zachodzie pacjenci są 100 x bardziej roszczeniowi niż w Polsce. Wiec skoro
                    mimo tego, od zabiegu na Zachodzie odchodzą, to oznacza, że epizjotomia nie ma
                    nic wspolnego ani z ochroną krocza, ani tym bardziej z jego wzmacnianiem na
                    przyszłość (co sugerujesz). No chyba, że faktycznie Polki mają jakieś inne
                    mięśnie niż reszta kobiet.

                    Jak wyjaśnisz fakt, iż po cc macica jest osłabiona nacięciem? A mięśnie krocza
                    mają być nacięciem niby wzmocnione?
                    Poniżej zamieszczam fragment artykułu, gdzie wspomina się m.in. o napięciu
                    mięśni u kobiet okaleczonych nacięciem i u tych, którym oszczędzono tej
                    rewelacji (te miały napięcie mięśniowe na poziomie kobiet po cc).
                    Polecam cały tekst ze strony:
                    www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=1001&_tc=B1BA776B038D489387E34508F5A9242D
                    "...W 5 badaniach z randomizowaną grupą kontrolną wykazano, że ograniczenie
                    rutynowego nacięcia krocza zmniejsza ryzyko jego urazu wymagającego zaopatrzenia
                    chirurgicznego (szycie). Zsumowane wyniki tych badań wykazały, że różnica ryzyka
                    między ograniczonym a liberalnym nacięciem krocza wynosi -0,23 (95% CI: od -0,35
                    do -0,11), czyli absolutne zmniejszenie ryzyka wynosi 23%. Powstrzymanie się od
                    rutynowego nacięcia krocza u średnio 4,4 kobiet zapobiega jednemu przypadkowi
                    urazu krocza wymagającego założenia szwów.
                    Nie stwierdzono natomiast (w badaniach nad zasadnością nacięcia krocza)
                    zmniejszenia ryzyka pęknięcia zwieracza odbytu w grupie kobiet, u których
                    rutynowo stosowano nacięcie krocza (niezależnie od rodzaju nacięcia; RD: -0,004;
                    95% CI: -0,02-0,01). W badaniach porównujących środkowe i przyśrodkowe nacięcie
                    krocza wykazano, że z tą pierwszą techniką zabiegu łączą się częstsze urazy
                    odbytu (7,6% vs 1,1% oraz 24% vs 9%).
                    Rutynowe przyśrodkowe nacięcie krocza nie chroni zwieracza odbytu przed urazem,
                    środkowe nacięcie krocza jednoznacznie stwarza takie zagrożenie.
                    Rutynowe nacięcie krocza nie zmniejsza dolegliwości bólowych po porodzie lub
                    częstości dyspareunii. W jednym z badań obejmujących bardzo dużą populację
                    kobiet wykazano, że dolegliwości bólowe krocza występują częściej, gdy stosuje
                    się liberalne podejście do jego nacięcia w czasie porodu. Rutynowe nacięcie
                    krocza nie zapobiega nietrzymaniu moczu (okres obserwacji pacjentek do 3 lat)
                    ani nie wpływa na napięcie mięśni dna miednicy. Obawy lekarzy, że bez nacięcia
                    może dojść do niekontrolowanego rozdarcia tkanek krocza i trudności w jego
                    odtworzeniu, nie znajdują odzwierciedlenia w wynikach badań. Powikłania takie
                    zdarzają się rzadko, ponadto są one związane (III stopień pęknięcia krocza) ze
                    środkowym nacięciem krocza, a na ich częstość nie wpływa przyśrodkowe nacięcie
                    krocza. W jednym z badań wykazano, że czas zabiegu naprawczego i liczba szwów
                    były mniejsze w grupie kobiet, u których ograniczono wykonywanie nacięcia krocza".
              • earl.grey Re: Ordynator 21.02.06, 23:02
                Lowelas333, serdecznie polecam broszurkę rozprowadzaną właśnie przez Fundację
                Rodzić po Ludzku dot. nacinania krocza. Zawiera badania naukowe robione na
                sporej populacji, w różnych krajach. Jej zawartość może trochę wyjaśniać
                frapującą różnicę w budowie anatomicznej Polek i Greczynek (ponad 90% nacięć
                krocza u pierworódek) i kobiet z Europy Zachodniej (20% i mniej). Proszę wziąć
                dwa kawałki materiału, jeden naciąć nożyczkami i szarpnąć, drugi szarpnąć bez
                nacinania. Który podarł sie dalej? Właśnie dlatego nacinanie powoduje większe
                pęknięcia niż te, do których dochodzi spontaniczne. Co więcej, pęknięcia
                spontaniczne są "płytsze", powodują mniejsze dolegliwości i mniej poważnych
                uszkodzeń.
                Prosze spojrzeć chociaż tu:
                www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html#nacinanie%20krocza
                A jesli chodzi o szkoły rodzenia, w tych, z którymi miałam do czynienia, po
                prostu informowano, że nacięcie jest nieuniknione i nie uczono żadnych technik
                ochrony krocza. Co więcej, położne przyznają, że nie uczą się tego.
              • wellanna Re: Ordynator 22.02.06, 15:02
                Lowelas333,
                Aż żal ściska serce, że idiotka natura tak pokierowała ewolucją, że rodzą
                wyłącznie głupie kobiety, które nie wiedzą nic o niczym!
                O ileż lepiej i profesjonalniej byłoby na porodówkach, gdyby rodzili lekarze!
                A już gdyby rodzili ordynatorzy, to by było!
                Porządek i dyscyplina + wiedza o budowie anatomicznej!

                Teraz pytanie do Ciebie odnośnie nacięcia krocza (lekarze mają chyba jakąś
                schizę dotyczącą okazleczania kobiet - to chyba pozostałość po średniowiecznej
                wierze w vagina dentata - uzębioną waginę zagrażającą penisowi)
                Ale do rzeczy:
                JAk wyjaśnisz fakt, że np. WHO zaleca ograniczanie nacięć do koniecznych
                przypadków typu dystocja?
                Dalego Stowarzyszenie Amerykańskich Ginekologów i Położników zaleca
                restrykcyjne odejście od nacinania kobiet?
                Czy wiesz, co nt. tego zabiegu mówią wyniki badań? (np. że jest niepotzrebny bo
                fizjologiczna zmiana struktury mięśni z poprzecznych na podłużne wystarcza by
                główka dziecka się przecisnęła bez szkody dla zwierzacza matki?
                Czy wiesz, że w czasie porodu krocze się uelastycznia?
                Czy wiesz, że gdyby istniało ryzyko pęknięcia krocza do odbytu to wcześniej
                krocze bieleje i można je ewentualnie naciąć (ale tego też się nie robi, gdyż
                wystarczą profilaktyczne okłady z ciepłej wody, która to ciepłota uelastycznia
                tkanki).
                Czy miałeś kiedyś naciętego penisa żeby Ci przypadkowo nie pękł w czasie np.
                sikania?
                Polecam zestaw współczesnych podręczników, a nie kolejnych wydać książek z lat
                40. zeszlego wieku.
                Co do anatomii - kanał rodny jest o 30% szerszy, gdy kobieta utrzymuje pion
                podczas porodu.
                Sam wiec widzisz, z emozna miec zastrzezenia do "opieki" polozniczej w naszym
                kraju.
              • miyoki Re: Ordynator 28.02.06, 09:24
                ja tylko mam uwagę do fragmentu o nacinaniu krocza, przeczytałam go mojej
                babci, która przez całe swoje życie odbierała porody. Na tysiące dzieci, które
                odbirała kobieta pęłkła tylko kilka razy i to tak delikatnie, że rany zagoiły
                się szybko. To był wstyd dla położnej jeśli kobieta pękła przy normalniej
                wielkości dziecku. Więc babcia prosiła o taką odpowiedz: Że o anatomi kobiety
                to autor powyższego postu chyba niewiele wie (jasne, że kobiety pękają skoro
                rodzą na leżąco) pewnie niewiele autor wie o prowadzeniu porodu ( bo umiejętnie
                wyciąganie dziecka przekrecanie gówki i zmniejszanie napięca na krocze
                zapobiega pęknięciu) no i wątpi aby nacięcie chroniło przed dalszym pęknięciem
                bo historie o popękaniach u jej wnuczek napawają ją grozą. A i żadna kobieta
                nie chodziła w jej czasach do szkoły rodzenia i jakoś nie pękały nie miały
                problemu ze współpracą i nie musiały być przywiązywane do łóżek. Więc do szkoły
                powinnien pójść autor postu ...
                • wellanna Re: Ordynator 28.02.06, 09:36
                  Miyoki,
                  Bardzo dobrze, że pojawił się Twój wątek!
                  Osobiście uważam, że tzw. medykalizacja porodu jest sprzeczna z prawdziwą
                  SZTUKĄ położniczą, która była rozwijana przez tysiace lat i co najważniejsze
                  była zgodna i współdziałała z ciałem kobiety i ciałem dziecka.
                  A teraz położnictwo współgra z nożycami, skalpelem, KTG, poziomym łożem oraz
                  rutyną i wygodnictwem personelu.
                  Kobieta i dziecko są na ostatnim miejscu. NIestety.
                  • earl.grey Re: Ordynator 28.02.06, 10:13
                    a Lowelas333 nie dość że odbiera porody, to jeszcze jest uprzejmy sobie
                    podkpiwać, że "biedne kobiety są zmuszone do rodzenia z takimi lekarzami". A od
                    kiedy nie pracują takie położne jak babcia Miyoki, niestety są, jak widać.
                    Czekam, aż zaraz usłyszę, że mam wobec tego rodzić w krzakach, jak w szpitalu mi
                    się nie podoba.
                  • zadowolonypersonel Re: Ordynator 19.05.06, 19:07
                    Czyli według ciebie wellanno poród powinien współdziałać z ciałem kobiety.Aha,
                    czyli jak piszesz bez zbędnej medykalizacji.Więc rozumiem,że kobieta przez
                    cały poród "robi co chce", bez nadzoru nad nią samą i płodem (który można
                    monitorować za pomocą KTG)Czyli generalnie położna ani lekarz nie są potrzebni!
                    No bo po co, jeśli rodząca urodzi w pozycji dla niej najlepszej,czyli np w
                    kucki, na sedesie, na stojąco, a może uwieszona przy drabinkach lub jeszcze
                    inaczej-wedle uznania.Wybacz, ale nie wiem czy znajdzie się taka mistrzyni
                    która ochroni krocze, podczas gdy kobieta faktycznie zechce rodzić kucając nad
                    podłogą albo w pozycji kolankowo-łokciowej(bo tak będzie jej akurat
                    najfajniej).Buszuję w tym portalu i czytam z coraz większą ciekawością twoje
                    posty i nie mogę poprostu. Co to za poglądy?? Okłady z ciepłej wody na
                    krocze,które już bieleje pod naporem główki??? !!! Na sali porodowej???!!!
                    Udawadniałaś mi ,że mam przestarzałe poglądy i uczę się ze starych książek, a
                    ty??? Gdzie ty wyczytałaś o tych okładach? We współczesnym
                    położnictwie,tak???!!! Nie pisz więcej bo się wygłupiasz.
                    • earl.grey Re: Ordynator 19.06.06, 16:12
                      a tak, wyobraź sobie, że to możliwe. Zapewne nie widziałaś, ale to dlatego, że
                      widziałaś tylko tyle, na ile pozwala pacjentkom personel dbający przede
                      wszystkim o własną wygodę.
                      Jesli masz ochotę, napisz do mnie na priva, wyślę ci broszurkę n/t ochrony
                      krocza wydaną przez Fundację Rodzić po Ludzku, która zawiera między innymi
                      badania zakrojone na dość szeroką skalę dotyczące wpływu pozycji wertykalnych na
                      ochronę krocza (choć faktycznie nie ma tam wiele o wygodzie położnej). Możesz
                      też w tej samej sprawie napisać maila do Fundacji. Jest tam także o ciepłych
                      okładach, nie tylko z wody. Wiedzą dzielą się doświadczone położne, które
                      korzystają z tej metody, z sukcesami.
                      Jeśli czytasz po angielsku, służę linkami do stron Stowarzyszenia Amerykańskich
                      Ginekologów i Położników, WHO lub Cochrane Collaboration, owszem, sporo
                      wspominają o okładach, jak najbardziej na sali porodowej (a gdzie?). Śmiem
                      twierdzic, że ich położnictwo jest bardziej "współczesne" od naszego.
                    • ulkaz Re: Ordynator 19.06.06, 16:46
                      poza tym nie chce Cie martwic, ale w pozycji pionowej po prostu naprezenie na
                      krocze rozklada sie lepiej(to wynika z praw fizyki). wydaje mi sie ze jesli
                      dogodne dla kobiet pozycje byly tak masakrujace krocze/nie pozwalajace na
                      ochrone to nasz gatunek dawno by wyginal z powodu zakazen. Kobety zazwyczaj
                      intuicyjnie wybieraja pozycje pionowa(a wiem to z literatury i opisow
                      antropologiczno-etnograficznych opisujacej porody w formie mniej
                      zmedykalizowanej od naszej - gdzie niestety najwazniejsza jest wygoda lekarza i
                      poloznej a nie rodzacej)
                      pozdrawiam ula
                      ps. tez moge Ci wyslac ta ulotke - choc pewnie ja znasz i uwazasz za jakis
                      wybryk "glupiej fundacji" ktora nic nie rozumie. tylko zauwaz, ze przy tej
                      ulotce jest podana literatura i wyniki badan(nie jednych - tego nawiedzonego
                      amerykanskiego poloznika z 20 lat XX wieku, tylko wielu)
                    • wellanna Jesli jesteś faktycznie położną to :((( 21.06.06, 15:36
                      Zadowolonypersonelu,
                      Czyżby Twoim zdaniem poród nie powinien współpracować z ciałem kobiety? Więc z
                      czym? Czy ciało nie nosi dziecka przez 9 miesięcy? Czy ciało nie wydaje dziecka
                      na świat?
                      I jeśli nie z ciałem, to z czym ma poród, jak ?
                      Wyobraź sobie też, że przez tysiąclecia kobiety rodziły bez lekarza. Owszem,
                      zdarzały się tragiczne porody - ale teraz też się zdarzają pomimo sprzętu -
                      nawet tak rewelacyjnego jak KTG.
                      Przypuszczam zresztą, że Ciebie prawdopodobnie mama urodziła bez KTG.

                      Poza tym nigdy nie pisałam o okładach na bielejące krocze, ale o okładach
                      podczas całego porodu. Ciepłe okłady uelastyczniają tkanki. O tej rewelacji,
                      która tak bardzo Cię rozśmieszyła przeczytałam w ksiażce J. Balaskas: Poród
                      aktywny.
                      Bardzo mnie dziwi, ze nie znasz tej lektury, która należy do kanonu fachowych
                      lektur, może nie aż tak naukowych, jak pozycja Bręborowicza (sprawdziłam go i
                      nie ma śladu, by on albo jego asystenci lub doktoranci, których wypromował
                      robili badania o epizjotomii, więc nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem; jego
                      badania dotyczą patofizjologii). Jeśli nie czytałaś, to polecam, podobnie
                      jak "Czułe położnictwo".
                      Życzę miłej lektury i trochę mniej skostniałego spojrzenia na sztukę, którą
                      uprawiasz. Bo skalpel i aparatura to nie wszystko, co o porodzie położna
                      wiedzieć powinna.
                • earl.grey Re: Ordynator 28.02.06, 10:09
                  czy twoja babcia nie odebrałaby jeszcze jednego porodu?
                  Gdzie są teraz takie położne?!
                  • miyoki Re: Ordynator 28.02.06, 10:22
                    Oj sama bym ją chętnie zatrudniła smileniestety to już wiekowa osóbka choć ciągle
                    srpawna. Uczyła się od swojeje matki akuszerki, potem pracując w szpitalu już
                    po wojnie kiedy weszła nowa moda na porody leżące i z nacinaniem uparcie
                    stosowała sowje praktyki na początku była piętnowana potem lekarze przestali
                    się wtrącać do jej sposobu odbierania porodów bo po porstu nie mieli pracy
                    zdażało się, że nawet nie zaglądali i mimo że widizeli iż sposób w jaki odbiera
                    porody babcia jest mniej inwazyjny i jest mniej powikłań i nawet nie są
                    potrzebni nie promowali go w swoim szpitalu wiec wraz z odejściem babci na
                    emeryturę skończyła się jedyna szansa na poród z ochroną krocza i w pozycji
                    stojącej. Babcia przekazywała swoją wiedzę młodym położnym których w szkołach
                    takich tenchnik odibierania porodu nie uczono ale wraz z odejściem babci ze
                    szpitala praktyki zanikły. Natomiast astystowała przy naszych porodach aby jej
                    córkom nie zoribono krzywdy i nawet moja duża siostra owinięta pępowiną
                    urodziła się bez nacinania krocza zdrowa i dotleniona.
                    • earl.grey Re: Ordynator 28.02.06, 11:03
                      Szczęście miały jej córki!
                      Fundacja Rodzić po Ludzku teraz robi kursy dla położnych, jak chronić krocze.
                      Może Twoja Babcia by chciała prowadzić u nich wykłady?
                      Przepraszam, nie chcę organizować Jej czasu, tylko po prostu wiem, jak rzadka
                      jest obecnie taka wiedza, a są młode położne, które chcą się uczyć...
              • ma.pi Re: Ordynator 21.06.06, 17:34
                lowelas333 napisał:

                > Droga pani,czytając te wszystkie wypowiedzi zastanawiam się nad tym ile osób
                > wie o czym pisze, ile ma wyobrażenie o mechaniźmie porodu itp. Sugerujecie
                sie
                > państwo statystykami, przekazami, obrazami z zachodnich filmów w których to
                > pokazywany jest bzdurny obraz porodu.

                E bez przesady,,,, na tym forum jakby sie pan nie zorientowal jest duzo kobiet
                z roznych zakatkow swiata i piszemy o wlasnych doswiadczeniach. Sama urodzilam
                3 dzieci w Kanadzie. Takze wiemy o czym piszemy i nie musimy bzdurnych filmow
                ogladac.
                A jak czytam jak sie traktuje pacjentki w Polsce to dziekuje silom wyzszym, ze
                moglam rodzic gdzie indziej. I moje porody wcale nie byly latwe, byly z
                problemami, ale bylam traktowana jak czlowiek myslacy, a nie maszynka do
                rodzenia.

                Pozdr.


                bo tak to właśnie można nazwać, kiedy
                > pokazuje się jak ciężąrna wchodzi do auta, mąż ją wiezzie przez miasto po
                czym
                > ona w "biegu" rodzi. Niestety prawda jest zupełnie inna. Mianowicie poród
                > zazwyczaj trwa kilka lub kilkanaśćie godzin. jeśli chodzi o nacinanie
                krocza,
                > to mniemam że nie widziała pani pęknięcia krocza 3stopnia,(łącznie ze
                > zwieraczem odbytu) jest to rzadkie powikłanie ale ono występuje.Dlatego
                zawsze
                > należy ocenić ryzyko tego powikłania.W sytuacji kiedy są jakiekolwiek
                > wątpliwośći zasady prowadzenia porodu mówią jasno:lepiej naciąć niż gdyby
                miało
                >
                > pęknąć. decyzja należy do położnej prowadząćej poród.Krocze pęka w
                > nieprzewidywalny sposób,nacięcie czesto zapobiega "kalectwu" w późniejszym
                > wieku.Jeśli chodzi o przygotowanie ciekaw jestem czy były statystyki które
                > obrazowały zaangażowanie w przygotowanie do porodu. na zachodzie jest
                wysokie,
                > a u nas gro ciężarnych nie uczęśzcza do szkół rodzenia "bo po co" nie
                > wspominająć o ćwiczeniach i gimnastyce krocza...To są fakty...
                > Traktujecie państwo personel sal porodowych jako bezduszne maszyny do
                > odbierania porodów.tak nie jest, mamy rozum,potrafimy oceniać sytuacje,
                > zrozumieć rodząćą,starać się jej pomóc. Niestety czasem bywa tak iż
                wyobrażenia
                >
                > o porodzie są zupełnie ine niz zakładała rodząća czy jej partner. I wtedy
                > zaczyna się frustracja, rozgoryczenie ,złość. Bo nie poszło tak jak
                chciałam ,
                > bo boli, bo długo, bo niewygodnie, bo ...nikt nic nie robi. A prawda jest
                taka
                > że porod może trwac długo , wystarczy poczytać. A dlamnie przykre jest to że
                > przychodzą kobiety, które nie mają pojęcia o porodzie, nie znają podstaw
                > anatomi i fizjologii własnego ciała. Jesteśmy po to by to wujaśniać, ale to
                > daje pewien obraz. Sam odbieram porody i prowadze jej od początku do końća i
                > wiem że jest piękne przeżycie dla większośći rodzących i personelu...ale są
                > sytuacje kiedy współpraca między rodząćą sie nie układa, wystarczy troche
                > zaangażowania zrozumienia mechanizmów które musza sie dokonać. I słusznie
                > nazwał sie doktor z Poznania adwokatem płodu. bo częśto tak własnie jest.
                Matki
                >
                > nie myślą o tym że dziecku jest gorzej, że macica bombarduje je skurczami, że
                > jest mu trudniej niż jej...bo same mogą oddychać, można im ulżyć dziecku- nie.
                > prowadzący poród musi słyszeć akcje serca płodu, bo to rzutuje na dalszą
                jakość
                >
                > życia tego dziecka, na to jak ono się uczy itp.Czasem jest zmuszony
                zareagować
                > zdecydowanie kiedy rodząca "gubi się".Pytanie brzmi co jest lepsze:
                posiadanie
                > zdrowego dziecka które przyswaja wierszyki, czy wygoda wpostaci "samowolki".
                > Wiem że można to podzić i tak jest . Kobiety rodzą pięknie, potrafia to.
                Czasem
                >
                > tylko niektóry m to nie wychodzi, może chcą się usprawiedliwić przed sama
                sobą?
                > Może trafiły faktycznie na nieczuły personel. Prawda jest gdzieś tam...
    • smallwitch Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 05.01.06, 20:19
      Panie ordynatorze
      Zastanawiam się czy był pan adwokatem mojego płodu (smutne słowo dla mnie to dziecko, synek, osoba) każąc mi rodzić 50 (pięćdziesiąt) godzin? Dlaczego skazał go pan na takie wymęczenie (tak to okresliła jedna z neoantologów z pana szpitala badając mojego synka po, wykonanym w końcu, cesarskim cieciu)??? Dlaczego musiało dojść u niego do zakażenia wewnątrzmacicznego (z powodu zielonych wód) i tachykardii. Dlaczego mimo braku postepu porodu nie godził się pan na cesarskie cięcie, mimo iż byli lekarze, którzy przekonywali pana, że nie urodzę naturalnie (i mieli rację, bo doszło u mnie zaledwie do 1,5 cm rozwarcia)??? Czy tak postepuje ktoś kto mieni się adwokatem płodu??? Chyba odpowiedniejszym słowem byłoby sędzia lub prokurator??? Bo mój synek został przez pana skazany na długi i ciężki poród, a potem na długi pobyt w szpitalu i na podawanie antybiotyków. I tylko innemu lekarzowi zawdzięczam, że skończyło się tylko na zakażeniu wewnątrzmacicznym...

      • blina Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 06.01.06, 10:24
        mam nadzieje ze ordynator czyta te komentarze i moze choc troche pomysli,moze,
        moze,moze...
    • mim288 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 06.01.06, 11:02
      A może trochę pokory i realizmu drogi Panie Ordynatorze. Lekarz to usługodawca
      (jak wiele innych zawodów, w których również "usługobiorca" może sobie
      zaszkodzić)) w dodatku za pieniądze pacjentów ściągane w ramach składek na
      ubezpieczenie zdrowotne. Więc zamiast w kółko narzekać i skomleć o dodatkową
      kasę może by sie tak wziąć do pracy i zacząć dostrzegać potrzeby i życzenia
      pacjentek, tak jak lekarze na całym świecie. W żadnym innym kraju gdzie służba
      zdrowia działa na zasadach rynkowych lekarz nie pozwoliłby sobie na taką
      wypowiedź (bo szpital z hukiem by sie go pozbył i przeprosił potencjalnych
      pacjentów zapewniając, że inni lekarze tam pracujący mają absolutnie inne
      priorytety).
    • earl.grey Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 06.01.06, 11:45
      jeśli juz chodzi o "bycie adwokatem" to przypominam, że dziecko reprezentują
      rodzice. Nie ma żadnych przepisów, które nakładałyby na Pana obowiązek
      występowania w imieniu "płodu". Są za to przepisy, kitóre zakazują wykonywania
      zabiegów bez zgody pacjenta. Za pacjenta małoletniego zgodę wyrażają rodzice.
      Możliwośc pominięcia zgody dotyczy pacjenta nieprzytomnego. Nawet ratować życia
      nie można wbrew woli pacjenta. W razie potrzeby mogę przesłać mailem stosowne
      przepisy i komentarze i artykuły z prasy prawniczej, kiedyś zdarzyło mi się już
      przygotowywać do dyskusji na ten temat.
      Proszę się więc nie kłopotać. Wystarczy zapewnić matce takie warunki, żeby sama
      mogła, zgodnie z prawem, reprezentować swoje dziecko - na przykład wyrażać zgodę
      na zaaplikowanie mu leków.
      Rodziłam w Raszei. Ja akurat sobie chwalę, ale miałam cc. Wybór szpitala oparłam
      nie tyle na przesłankach pozytywnych, co negatywnych, to znaczy uważam, że w
      innych poznańskich szpitalach jest... gorzej.
      I też mnie frapuje, co to za problem z kroczami Polek, że tylko my i Greczynki
      potrzebujemy nacięć przy porodzie, a juz np Dunki czy Norweżki prawie wcale?
    • kaskasa1 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 09.01.06, 15:04
      to znaczy rutynowo tnicie krocze, rutynowo podajecie petydynę, rutynowo
      zabieracie dziecko po porodzie, rutynowo wiążecie - płakać się chce jak słucha
      się takich wyjaśnień; ale jak wyjaśnił mi to oględnie ordynator szpitala w
      którym ja rodziłam - fachowość lekarza tłumaczy jego chamstwo, a my (rodzące) i
      tak jesteśmy za głupie żeby zrozumieć czym jest poród, jak przebiega i jakie
      zagrożenia niesiesmile
      • mim288 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 09.01.06, 20:17
        No cóż, co do fachowości lekarza i to co ona tłumaczy, cóż moja obserwacja
        kadry akademickiej raczej skłania do stwierdzenia, że fachowośc i wiedza jest
        wprost proporcjonalna do uprzejmowaści (wobec KAZDEGO), a chamstwo jest na
        drugim biegunie wprost proporcjonalne do komletnej umysłowej przecietności
        połączonej z wybujałymi kompleksami - może takie właśnie ma pan ordynator, ale
        jak tak to niech się dowartościowuje poza godzinami pracy - jako płatnik
        składek na ubezpieczenie zdrowotne wcale nie mam ochoty finansować
        dowartościowywania sie lekarzy na pacjentach.
        • sunrexik3 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 10.01.06, 11:17
          Zgadzam się w 100 procentach. Dobre samopoczucie lekarza i jego bezkrytycyzm
          świadczą o jego pysze ignorancji i braku profesjonalizmu a czasami nawet o
          braku zwykłego człowieczeństwa. Za powtarzanie o rutynowych zabiegach każdy
          szanujący siebie szpital i pacjentów dyrektor powinien panu podziękować. Ale
          czego oczekiwać od polskich lekarz czy dyrektorów szpitali skoro nawet lekarze
          popełniający błędy czy pracujący po alkoholu z pracy nie są zwalniani.
          Współczuje kobiecie bo jej świadomość i wiedza obróciły się przeciwko niej i
          oczywiście to wszystko jej wina bo była pacjentką trudną. No właśnie śmiała
          zadawać pytania takiemy specjaliście - no nie wiem jak mogła wredna baba-
          bezczelna jedna. Wymysliła sobie ze może rodzic po ludzku to teraz ma, jakby
          siedziała cicho wpatrzona w takie bożyszcze tłumów jakim napewno jest pan
          ordynator powinna milczec i współpracować na zasadach określonych przez
          rutynę!!!!!!!!! A tak na koniec to nie dziwię się, ze na tym oddziale takie
          sytuacje mają miejsce jaki pan taki kram!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • marla6 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 10.01.06, 11:46
      A może ordynator ma córkę...Szczerze współczuję rodzącej że spotkało ją tyle
      cierpień.
    • bibi234 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 16.01.06, 18:14
      Wyważony list ordynatora, wyrażającego ubolewanie, podpisany imieniem i
      nazwiskiem - i chór nienawistnych głosów, przekonanych , ze wszystko wiedzą
      lepiej, bezkrytycznie wierzących rozżalonej , którą oszukała położna, nickÓw.
      Erupcja złości i pretensji.Fe ! W jakim innym kraju jest to mozliwe ?
      • nchyb Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 16.01.06, 18:24
        Ogólnie rzecz biorąc, na mnie ten list ordyntora zrobił wrażenie tzw.
        dupokrytki. Szczególnie, że nie był jedynym artykułem który w spawie
        przecytałam. W połaczeniu z widzeniem porodu z drugiej strony, nie jest już
        taki wyważony, ale własnie sprawiaący wrażenie chęci przerzucenia winy za całe
        zło na położnicę, która ośmieliła się myślec inaczej, niż podpisany imieniem i
        nazwiskiem ordynator. Jego ubolewanie po fakcie, nie poprawi wspomnień
        położnicy...

        > Erupcja złości i pretensji.Fe ! W jakim innym kraju jest to mozliwe ?
        W każdym, gdzie kazdy ma dostep do kompa, a cenzura nie działa od razu...
      • niemyte_mohery Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 17.01.06, 01:06
        Coz, wywazony list ordynatora, gdy wyszlo szydlo z worka co sie wyrabia w
        czterech scianach jego oddzialu polozniczego. Przypomne ze list pacjentki
        (raczej nalezaloby napisac 'poszkodowanej') byl rowniez podpisany imieniem i
        nazwiskiem.

        I nie wiem jak to jest mozliwe w Polsce.
      • kraxa a Ty bibi234 jedyna sprawiedliwa 21.06.06, 19:58
        Przedstaw nam sie zatem z imienia i nazwiska, czekamy....
    • jolamik Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 17.01.06, 11:57
      zgadzam się że należy wykonywać czynności przy porodzie zgodnie ze sztuką
      lekarską, ale można to przecież zrobić po ludzku, pacjentów nie powinno się
      traktowac przedmiotowo, czyż nie byłoby dla tej kobiety lepiej i czyż nie
      pamietała by tego inaczej gdyby na bieżąco i ze spokojem informowano ją
      dlaczego podawane jej są takie a nie inne leki...
      naprawdę dużo lepiej pamięta się nawet strasznie bolesne badanie, jeśli lekarz
      przedtem uprzedzi, że będzie bolało ale innej możliwości nie ma...
      • kadewu1 Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 22.02.06, 08:39
        Fascynuje mnie zawsze podejście weterynarzy do ich pacjentow... Gdyby tylko
        spróbowali takich zagrywek, jak niektórzy lekarze... ech... siła rynku po
        prostu - płacę i wymagam. jestem wlaścicielka kilku psów i kotów i różne rzeczy
        widziałam. Wniosek: chciałabym czasem, by leczył mnie weterynarz.
        Ka
    • wellanna Kanony sztuki medycznej z lat 70. zeszłego wieku 22.02.06, 14:05
      Szanowny Panie Ordynatorze,

      Myślałam zawsze, że obowiązkiem lekarza jest postępowanie zgodne z aktualnymi
      kanonami sztuki medycznej oraz ustwiczne dokształcanie się i weryfikowanie
      praktyki z uwzględnieniem badań medycznych.
      Tymczasem:
      pozycja na wznak - powoduje właśnie niedotlenienie płodu - czy ucisk na aorte
      jest obojętny dla płodu i matki? czy pozycja z nogami w górze jest
      fizjologiczna?
      Chyba jedynie dla pana!
      \Nie jest pan żadnym adwokatem płodu tylko własnym adwokatem oraz swoich
      kolegów po gachu, którzy od dawna nie weryfikowali swojej wiedzy na temat
      przebiegu porodów, które niestety "odbierają".
      Co do nacięcia krocza to wg specjalistów z grupu Cochrane, którzy prowadzą
      badania w tym zakresie i przeglądają wyniki badań światowych nt. naciecia -
      zabieg ten jest zabiegiem szkodliwym o udowodnionej nieskuteczności.
      To mit ropowszechniany od lat 20. zeszłego stulecia, od którego odchodzą
      lekarze prowadzący praktykę opartą na badaniach a nie mitach.
      Ale pewnie o EVIDENCE BASED MEDICINE pan nie słyszał?
      O Cochrane Collaboration utworzonej właśnie by obalać mity o porodzie z nogami
      w górze i pocietym kroczu też pewnie pan nie słyszał.
      A badań własnych pan nie robi, bo co?
      Fajniej zwalic winę na kobietę- matkę niż na własną niewiedzę i ignorancje
      zawodową.
    • mari.tamini Re: Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 21.06.06, 15:54
      ciekawe czy będzie utrzymywał to dziecko, jak matka wykrwawi się i umrze w
      bólach w czasie porodu "naturalnego" bez znieczulenia.
      Niestety kobiety są poniewierane przez typów tego pokroju. Taki człowiek nie
      powinien być ordynatorem ani lekarzem. Żadne argumenty do niego nie docierają,
      gdyby mu tyłek rozrywało, a dodatkowo ktoś podciął by mu jądra to by od razu
      zmienił zdanie. Żeby tak ktoś kazał mu leżeć nago z rozwalonymi nogami na
      korytarzu szpitalnym i żeby przypadkowy tłum gapów dopingował przyj i oddychaj
      i nie wrzeszcz, tego życzę temu wątpliwemu orydatorowi z całego serca.
    • kotik_25 Ordynator: Jesteśmy adwokatami płodu 17.08.06, 22:28
      panie ordynatorze,
      rodzilam 16 miesiecy temu i do tej pory blizna boli. zreszta jaka blizna, po
      prostu szrama. tak partacko zostalam zszyta, ze na 4 dobe szwy sie calkiem
      rozeszly...mialam pecha, rodzilam nad ranem. oczywiscie z na plecach i ciaglym
      ktg. wiem jedno, chce drugie dziecko, ale na naciecie nie zgodze sie na pewno.
      chociaz na dyrekcyjnej we wroclawiu nikt o to nawet nie pyta?
      i kto mi zaplaci za to ze nie moge normalnie siedziec, ze upaly to odparzenia i
      dodatkowy bol, a o udanym wspolzyciu moge zapomniec. dzieki "wspanialym"
      lekarzom to faktycznie obowiazek malzenski.
      i jeszcze jedno pytanie panie ordynatorze, skoro to ciecie krocza i ciagle ktg
      jest podyktowane troska o dziecko, to jak nazwac prowadzenie jego matki po
      schodach na porodowke w sytuacji gdy odeszly brazowe wody plodowe???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka