Dodaj do ulubionych

gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na sali..

18.03.06, 00:01
...po porodzie musze godzić sie zeby mi zaglądali i badali?ja mam cały poród
ustawiony z innymi ludzmi niż ci co są w szpitalu w którym rodze i oprócz
swego gina to nikomu nie pozwole sie tknąć,zatem chce sie zapytać czy są
jakieś na to papiery gdzieś?krocza mam nadzieje nie będe musiała nacinać(w
ogóle to jest beznadziejna nazwa"krocze"...)poza tym mój facet jest lekarzem
wiec tez sie zna...a ja wiem jakie drobnoustroje co i kiedy wywołuja(bo w tych
badaniach chodzi o uniknięcie poprodowych zakazen wywołanych przez bakterie)i
jak to wyglada(jestem mikrobiologiem),moze to głupawe pytania ale mnie to
ciekawi.Pozdrosmile
Obserwuj wątek
    • aga55jaga Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 00:19
      troszkę nie rozumiem gdzie tkwi twój dylemat. Poród masz ustawiony ok ale
      opieka poporodowa opiera się na tym m in iż jest badana np macica czy się
      dobrze obkurcza (palpitacyjnie), oraz właśnie krocze - ale pod kątem gojenia
      się np nacięcia i właśnie niechcianych zakażeń. To są normalne rutynowe
      badania - wzrokowe w drugim przypadku (no chyba ze sytuacja wymaga innch). Więc
      nie rozumiem. Gdyby było coś, odpukać, nie tak nie będziesz przecież wołała za
      każdym razem "ustawionych ludzi"??
      Moim zdaniem troszkę panikujesz smile
      • blaszany_dzwoneczek Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 00:26
        Palpitacji prawie dostałam jak przeczytałam o "badaniu palpitacyjnym" smile
        Nie obraź się aga55jaga, nie mogłam się powstrzymać...
        • aga55jaga Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 00:34
          a dlaczegóż aż tak nagła reakcja - czyżbym przekręciła słowo?
          • mama_kotula Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 01:39
            aga55jaga napisała:

            > a dlaczegóż aż tak nagła reakcja - czyżbym przekręciła słowo?

            O tak. Ale za to jak śmiesznie big_grinDDD
            • mariolka55 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 01:48
              no własnie po co idziesz do szpitala??? mozesz przeciez rodzic w
              domu...........albo jesli sobie nie zyczysz takich badan i wogule ,wyjsc na
              własne zadanie i ryzyko do domu,ja bym jednak nie ryzykowała ze wzgledów na
              dzidziusia....
            • aga55jaga mama-kotula 18.03.06, 08:48
              > O tak. Ale za to jak śmiesznie big_grinDDD


              hihihii fajniesmile))))) a jak powinno być ??
              • natalka691 Re: mama-kotula 18.03.06, 09:04
                Chyba badanie palpacyjne (chyba że i ja coś przekręciłam he, he wink
                • aga55jaga Re: mama-kotula 18.03.06, 09:39
                  nie nie przekręciłaś już sprawdziłam smile)) faktycznie nieźle napisałam smile))))
                  hihiihihhhismile)))))))))
          • zuzaeb Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 15:42
            chyba chodziło o palpacyjne badanie.....
    • aneta79_1979 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 00:58
      Jesteś przewrażliwiona i tyle. Po co idziesz wogóle rodzić do szpitala????
    • mama_kotula Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 01:46
      felicja666 napisała:

      > ...po porodzie musze godzić sie zeby mi zaglądali i badali?ja mam cały poród
      > ustawiony z innymi ludzmi niż ci co są w szpitalu w którym rodze i oprócz
      > swego gina to nikomu nie pozwole sie tknąć,zatem chce sie zapytać czy są
      > jakieś na to papiery gdzieś?

      Proponuję, aby twój "gin" odebrał ci poród na łonie natury, a w razie potrzeby
      wykonał cesarskie kamieniem i wieczkiem od puszki.
      O, albo wypisz się z dzieckiem na własne żądanie w godzinę po porodzie, wtedy
      nikt cię nie tknie.
      A papiery owszem, są. Możesz je dostać u psychiatry.

      > krocza mam nadzieje nie będe musiała nacinać (w
      > ogóle to jest beznadziejna nazwa "krocze"...)
      Komu chcesz nacinać krocze? A nazwa faktycznie, do bani.

      > poza tym mój facet jest lekarzem
      > wiec tez sie zna...a ja wiem jakie drobnoustroje co i kiedy wywołuja(bo w tych
      > badaniach chodzi o uniknięcie poprodowych zakazen wywołanych przez bakterie)i
      > jak to wyglada(jestem mikrobiologiem)

      No to wybacz, ale chyba bym nie chciała iść na wizytę do twojego faceta, ani
      tym bardziej mieć jakichś badań przez ciebie wykonywanych (boshh, ten post
      pisze kobieta po studiach, nie uwierzę).
      Jak zamierzasz, skarbie, wykryć u siebie te bakterie o których piszesz?
      Wydzielinę z wkładki na szkiełko i pod mikroskop?
      Poza tym poczytaj coś może na temat tych badań, o obkurczaniu się macicy (może
      to te bakterie ją ściskają, co?), o gojeniu się krocza (fujj, co za brzydkie
      słowo wink), cokolwiek.
      Skąd się tacy ludzie biorą?

      ,moze to głupawe pytania ale mnie to
      > ciekawi.Pozdrosmile
      • felicja666 [...] 18.03.06, 12:55
        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
        • natalka691 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 13:00
          Felicja przesadzasz chyba troszkę. Rozumiem cię z tym wystawianiem krocza przed
          obcymi ludżmi i jeżeli nie dasz sie dotknąc i nie ściągniesz majtek to nikt cie
          siłą do tego nie zmusi, bo niby jak. No ale nie musisz być wulgarna. Z
          puszczaniem się badanie w szpitalu nie ma nic wspólnego, nie obrażaj
          forumowiczek, wszak podobno jesteś osoba na poziomie, panią magister
          mikrobiologii.
        • mama_kotula Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 13:17
          felicja666 napisała:
          > no ciekawe skąd ty sie wziełas.

          Eeee... mamusia mnie urodziła? Wiesz, zaczęło się od seksu
          (jezusmariajózefieświęty, dotykanie, olaboga!)...

          > ku...czy tu o nic nie mozna juz zapytac to po
          > cholere jest w ogóle takie forum,wcale nie prosiłam akurat ciebie o udzielenie
          > informacji,szkoda twojego czasu,

          Jak to nie prosiłaś, moja droga? Zadałaś pytanie na forum publicznym, zatem
          k.a.ż.d.y może na nie odpowiedzieć, bowiem zadane ono zostało ogółowi.
          I faktycznie szkoda mojego czasu uncertain

          > nic nie poradze na to ze nie lubie jak ktos mnie dotyka czy cokolwiek ze mną
          > robi jak go nie znam jak ty lubisz to0 sie puszczaj
          > nara

          To "nara" każe mi wątpić, czy faktycznie skończyłaś te studia... może
          ewentualnie studium, skarbie?
          A jeśli dla ciebie badanie lekarskie = puszczanie, to potwierdza się moja
          teoria o konieczności wizyty u psychiatry, radzę z serca.
        • mamarcina czy felicja666 jest naprawdę po studiach???!!! 21.03.06, 13:17
          felicja666 napisała:

          >
          > no ciekawe skąd ty sie wziełas.ku...czy tu o nic nie mozna juz zapytac to po
          > cholere jest w ogóle takie forum,wcale nie prosiłam akurat ciebie o udzielenie
          > informacji,szkoda twojego czasu,nic nie poradze na to ze nie lubie jak ktos
          mni
          > e
          > dotyka czy cokolwiek ze mną robi jak go nie znam jak ty lubisz to0 sie
          puszczaj
          > nara


          Przecież to co ona pisze to jakis BEŁKOT!
          tak pisze osoba związana , choć marginalnie , z medycyną (mikrobiolog)?

          to chyba jakiś żart; mam nadziejęsmile
          że też nikt nie wywalił tych wypowiedzi...
    • olijka1 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 02:22
      wierz mi, jak bedzie potrzeba, to sama bedziesz prosila o naciecie krocza!!
    • luciii to powinnaś rodzić w ustronnym miejscu i tyle 18.03.06, 07:40
      skoro ustawiasz sobie poród, męża masz lekarza i masz swoje widzenie na całą
      sprawę, to nie rozumiem po jaką cholerę wybrałaś szpital publiczny??????

      skoro jesteś wszystkim przeciw [ci inni zaglądający lekarze wykonują SWOJĄ
      PRACĘ], to dziwi mnie Twoja decyzja - znajdź sobie inne miejsce, albo każ się
      zawieżć do domu


      tak wogóle to dla mnie takie zachowania jak Twoje są śmieszne, a nawet żałosne
      wybacz, ale nie zmienię zdania
    • malinka255 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 09:16
      Sorki, ale nie rozumiem, Twoich obaw; co to takiego, skoro leży się w szpitalu
      i na początku podpisuje zgode na leczenie, potem masz pokazac to czy tamto;
      lekarz po porodzie na wizytach będzie dotykał przez koszule Twoich piersi, aby
      sprawdzic, czy nie masz kamieni itd oraz spojrzy
      "w majtki" na wydzielinę; ja bym nie śmiała mówic, że chce tak czy tak, prosze
      mnie nie tykac, bo bym się tam czuła jak kosmitka; to nic strasznego, to tylko
      kilka dni;
      malinka
    • llilly Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 09:23
      "Zaglądanie i badanie" to istotny element opieki poporodowj.Lekarz, który Cię
      nie obejrzy i dokładnie nie zbada może iść DO WIĘZIENIA za zaniedbanie
      obowiązków.Dziwie się, że mąż Ci tego nie uświadomił.Jednym słowem-wymyślasz
      głupoty wołające o pomstę do nieba...Może faktycznie zdecyduj się na poród
      domowy i wtedy wyczyniaj sobie co dusza zapragnie nie utrudniając nikomu pracy.
      • katrint Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 10:53
        No właśnie po co korzystasz z publicznej opieki zdrowotnej skoro jesteście z
        mężem samowystarczalni????Współczuję personelowi,który musiałby sie tobą
        opiekować...histeria ot i wszystko na ten temat.
        Troszkę skromności i lepiej na tym wyjdziesz.Znam przypadek pewnej
        pielegniarki,któej wydawało się,że wszystko wie i wypisała się po cesarce na
        własne życzenie,żeby nikt jej nie ogladał,przecież ona wszystko wie
        lepiej.Historia zakończyła się tragicznie dla niej
    • feema-to-ja Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 10:59
      wszyscy tylko czekaja zeby Cie "tykac", zagladac Ci w gacie i macac po
      cyckach...ehhh, kobieto, ile Ty masz latek co?
      • luciii wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 11:01
        "pozdro" piszą małolaty, taka podobno moda, ble
        • felicja666 Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 13:01

          pozdro-to sobie moze pisać kto chce ja nie mam 40 lat,i nie uważam jakobym
          musiała szasatać tu czystą polszczyżną ale z tego co widze to tu same
          staruszkicrying,mój facet wiele mi uświadamia ale to nie jest wasza sprawa,skoro tak
          trudno odpowiedzieć wam na pytania to tylko jedna jest odpowiedz-mało was to
          obchodzi wiec wyszło w sumie na jedno-same jestescie ignorantkami,bo z tego co
          widze to zadna z was nie wie ze taki dokument powinien być,a rodze jak chce i
          gdzie chce-bo taki mam kaprys.pozdro
          • felicja666 Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 13:10
            troche mnie poniosło,za wulgaryzm przepraszam,nikog obrażać tez nie bede,jezeli
            ktoś sie tak poczuł to przepraszam,ale sie w jednym chyba nie pomyliłam ze tu to
            raczej szkoda sie pytaćo cokolwiek bo tylko szum sie robi,wiec dam sobie
            spokój.mam 28 lat i dwa lat temu próbowano mnie zgwałcić-przelezałam 2 tygodnie
            w szpitalu i to nie było nic przyjemnego.A rodzić chce w szpitalu czy to takie
            dziwne?to tyle a moje pytanie brzmiało raczej "gdzie w papierach..."no ale chyba
            nikt nie jest w satnie mi udzielić info.pozdro
            • natalka691 Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 13:19
              Felicja podpisujesz w większości szpitali zgodę ogólna na leczenie. Przy
              przyjęciu na porodówke też. Zgody jako takiej na oględziny krocza nie
              podpisujesz, po prostu jak nie będziesz chciała to cie nie zbadają, bo jak???
              Jak przychodzisz do internisty i nie dasz się zbadać to cię nie zbada, jak
              jestes u ginekologa i nie wejdziesz na fotel to tez cię nie zmusi, więc wydaje
              mi się że tutaj jest na tej samej zasadzie, poburczą pod nosem, powiedzą
              najwyżej żeś dura i tyle i wpisza to najwyzej do dokumentacji medycznej, żeby
              nie byo na nich w razie jakiegos zakażenia. A ciebie zbada twój gin i jak nic
              nie będzie się działo to będzie ok (czego życzę).Jedynie presja personeli i
              jego zdziwienie może byc większe. Bo będa doktory zdumione na pewno,
              przynajmniej na pierwszym obchodzie. W papierach nigdzie nie jest napisane na
              temat o który pytasz, to wynika z przyjęcia do szpitala.
            • luciii sama dałaś świadectwo o sobie - nie warto z tobą 18.03.06, 13:20
              się spierać, współczuję jedynie temu dziecku, bo to nie jego wina, że urodzi je
              taka kobieta


              ja zamykam rozmowę, uważam cię za osobę z całkowitym bakiem szacunku zarówno do
              innych jak i do siebie samej, co pokazujesz z każdym swoim postem
              nie warto się męczyć i wdrażać w rozmowy z nadętą [...] - tu sobie wstaw swoje
              ulubione przekleństwo
            • mama_kotula Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 13:36
              felicja666 napisała:

              > troche mnie poniosło,za wulgaryzm przepraszam,nikog obrażać tez nie
              bede,jezeli ktoś sie tak poczuł to przepraszam,ale sie w jednym chyba nie
              pomyliłam ze tu to raczej szkoda sie pytaćo cokolwiek bo tylko szum sie
              robi,wiec dam sobie spokój.mam 28 lat i dwa lat temu próbowano mnie zgwałcić-
              przelezałam 2 tygodnie w szpitalu i to nie było nic przyjemnego.A rodzić chce w
              szpitalu czy to takie dziwne?to tyle a moje pytanie brzmiało raczej "gdzie w
              papierach..."no ale chyba nikt nie jest w satnie mi udzielić info.pozdro

              Jakbyś sformułowała swój tytułowy post ze wskazaniem na lęk przed dotykaniem ze
              względu na traumatyczne przeżycie z przeszłości (nawet byś nie musiała pisać,
              jakie), i że masz wątpliwości czy obawy, to pewnie dziewczyny, łącznie ze mną,
              inaczej by cię potraktowały.
              Niestety, w tytułowym poście (i następnych, poza cytowanym przeze mnie wyżej)
              widać jedynie fochy i roszczeniową postawę rozkapryszonej paniusi, która tylko
              z mężem po bożemu, a ginekologa się wstydzi, bo ojojojoj.
            • aga_sama Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 18.03.06, 16:54
              Pogadaj o tym wszystkim ze swoim ginekologiem, koniecznie w szpitalu,
              koniecznieprzed porodem. Może będzie na tyle elastyczny, żeby załatwić Ci opiekę
              np. 2 innych lekarzy, kiedy on sam nie będzie miał dyżuru. Podjedziesz, pogadasz
              z nimi, poczujesz się pewniej. A jak się wstydzisz innych pacjentek, to niech
              cię badają w gabinecie.
              Myślę, że nie ma co ryzykować, lepiej spróbować załatwić sobie intymne, godne
              warunki.
            • petunia28 Re: wygląda na to, że to smarkula, bo słowo... 21.03.06, 02:53
              a ja cie doskonale rozumiem - twoje cialo, twoja decyzja. przykre jest tylko
              to, ze trafilas tu na bande nietolerancyjnych idiotek. niesamowite ile te
              przyszle mamusie maja w sobie jadu smile
    • misspigy Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 13:39
      a mój mąż jest włąśnie lekarzem - i obecnie robi drugą specjalizację - właśnie
      psychiatrię ... i zroooobił wielie oczy - żadnych takich papierów się nie
      podpisuje... a jak pacjent się nie da zbadać, to wtedy pisze się papier, że się
      nie dał zbadać... wink) chyba, że zagraża to życiu pacjenta - wtedy zatrzymuje
      się go wbrew woli i pisze do sądu o zgodę! ale tak się dzieje najczęściej w
      psychiatryku... natomiast na "ginesach" raczej do takich syt. nie dochodzi...
      nie chcesz być badana - ok - podpisujesz papier i do domku ... na własną
      odpow. - ale kiedy coś się stanie - to też nie można mieć żadnych pretensji...
      a w takiej chwili Twój ustawiony gin. przecież może zajmować się akurat inną
      ustawioną pacjentką! nie radzę ryzykować. Ja też byłam dzielna po pierwszym
      porodzie ... wstałam z łóżka rano (urodziłam o 21.00) i ... straciłam
      przytomność!! i wtedy nikt mnie nie pytał, czy życzę sobie, aby mnie dotykali i
      wynosili nieprzytomną spod prysznica!!
      • aga55jaga Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 17:40
        ale zgodę na leczenie podppisujesz.
    • elza78 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 18:22
      to po co ci szpital, zawsze mozesz sobie rodzic w domu, w polsce to tez jest
      mozliwe...
    • amadea26 PILNE - do felicja666 18.03.06, 18:23
      Karta Praw Pacjenta - tam masz zapisane swoje prawa, w tym prawo do wyrażania
      zgody na interwencję medyczną, które obejmuje także wszelakie badania itp. A
      najprościej - możesz po prostu sie nie zgodzić i nikt nie może Ci nic
      powiedzieć. Nawet, jeżeli podpiszesz zgodę na określone zabiegi itp., możesz tę
      zgodę cofnąc, o ile jesteś swiadoma.
      Szczegółowe info znajdziesz wpisując 'prawa pacjenta' lub 'katra praw pacjenta'
      w google - wyskoczy Ci mnóstwo stron.
      Dla przykładu podaję jedną:
      www.infoobywatel.gov.pl/zis/Prawa_pacjenta/prawa_pacjenta/zgoda_interw_medy/index.html
      Poza tym w każdym szpitalu i przychodni wisi info na ten temat na tablicach
      informacyjnych - nie sprawdzałam osobiście, ale mój Mąż - lekarz mi
      powiedział smile))
      Pogadaj ze swoim - na pewno wie dokładnie, jak to jest z tym prawem medycznym -
      szkolą ich z tego zarówno na studiach, jak i stażu. I nie denerwuij się. Nikt
      na siłę Cie nie będzie badał. Trzymaj się. Pozdrawiam.

      P>S>Ja ide rodzić w przyszłym tygodniu (wywoływanie). Też liczyłam na
      nienacinanie (to był mój bezwzględny priorytet)i wiele innych rzeczy, ale
      dziecko mam wielkie i teraz jedyne na co liczę, mimo ustawionej położnej i
      lekarza, to na to że nie będzie cc. I mąż - lakarz raczej mi tu wiele nie
      pomoże... Może Ty będziesz miała więcej szczęścia smile)
      Pozdrawiam.
    • kromzo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 22:51
      moim zdaniem martwisz się trochę na zapas.Badanie po porodzie polega na lekkim
      naciśnięciu brzucha w celu sprawdzenia czy macica się prawidłowo obkurcza( ja
      nigdy po porodzie w szpitalu nie byłam badana ginekologicznie).Jeżeli byłabyś
      nacietę , to mogą ogladać ranę czy się dobrze goi.Takie są moje doświadczenia.
      • felicja666 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 23:58
        dziekuje za informacje,pisząc o tym ze skończyłam takie studia i mam takiego
        męża nie miało na celu przechwalania się,lecz to ze potrafie pewne rzeczy
        zauważyć(i nie wątpie ze większość z Was również),o tym ze zgodę na leczenie-to
        wiem ,szukałam tylko informacji w przypadku gdy na coś nie będę się chciała
        zgodzić,jezeli nie będzie to koniecznie i czy jest to gdzieś zapisanie,nie mogę
        urodzić w domu-mimo ze bardzo bym chciała,akurat jest to podytkowane dobrem
        mojego dziecka.A swoją drogą(tylko dla wybranychtongue_out)to miłe ze Ktoś uważa ze
        jestem młodsza niz jestem he,i jak chce jeżdzić mi po życiorysie to lepiej niech
        tez waży słowa,bo mnie poniosło ale za to przeprosiłam,bo nikogo urazić nie
        chciałam,a talentu literackiego nie posiadam,zatem rozumiem ze ktoś nie
        zrozumiał zagadnienia.Mimo wszystko dzięki.
        • mamkube Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 19.03.06, 10:37
          A ja myślę ze skoro masz swojego lekarza a on zgadza sie z tobą i twoimi
          przekonaniami to powinnaś być spokojna. Przecież pewnie on est wtajemniczony we
          wszytko i to do niego należy teraz ustawienie wszystkiego tak żeby tobie było
          dobrze. Niestety część z zabiegów wykonywanych przez lekarki i położne nie da
          sie ominąć. Wszystko zalęzy od twojej sprawności, ja miałam naturalny poród
          zakończony cesarką, niestey człowiek musiał liczyć tylko na innych przez te
          dwie, trzy doby. Tobie tego nie życzę oczywiście. Jednak mogę ci powiedzieć że
          ja byłam przerażona tym że będę musiała być badana i wogóle oglądana przez
          szereg dziwnych osób, ale potem uwierz mi już wszystko jedno, jakoś człowiek
          dostosowywuje sie do sytuacji. Zresztą ja miałam tylko badane obkurczanie
          macicy przez dotykanie brzucha, oraz przez pierwszą dobę a jak wstałam to już
          nie ordynator ogladał odchody na podpasce, potem tylko pytał. Na prawdę nie
          jest tak źle. A badanie ginekologczne miałam zrobione przy wypisie, i tu myślę
          że na pewno twój lekarz będzie to mógł zrobić.
          Pozdrawiam
          Edyta
    • haganna Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 18.03.06, 23:50
      To "proszę pokazać krocze" podczas obchodu lekarskiego na położniczym jest
      rzeczywiście beznadziejne!
      Owszem, sprawdzanie szybkości obkurczania się macicy jest oki. Ale to krocze to
      dla mnie kosmos.
      Po pierwsze, żeby coś zobaczyć, trzeba by pacjentkę na fotel posadzić.
      Po drugie, ocena wydzieliny powinna brzmieć "proszę pokazać podpaskę".
      Po trzecie, jak nacięcia nie było, to takie pokazywanie uważam za szczyt
      bezsensu.
      Po czwarte, ja zwykle jakoś dziwnie podczas obchodu byłam pod prysznicem wink.
      Po piąte, możesz się wypisać ze szpitala na życzenie i nikt "obcy" głowy Ci nie
      będzie zawracał.
      Po szóste, nie przejmuj się komentarzami "gniewnych-nawiedzonych" powyżej (nie
      przesadzacie, drogie panie?).
      • llilly Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 19.03.06, 00:06
        Chyba sobie żarty stroisz Haganna?Ogląda się i krocze, i wkładkę i to nie tylko
        żeby ocenić gojenie rany po nacięciu, ale obeność ewentualnej infekcji,
        patologicznego krwawienia i nieprawidłowej treści w tzw. odchodach (z góry
        uprzedzam że to termin medyczny a nie potoczny).Proponuję skończyć medycynę a
        później dyskutwać o zasadności lub jej braku w przypadku konkretnych medycznych
        procedur.Dla przyjemnosci nikt nikomu w krocze nie zagląda.Pozdrawiam.
        • natalka691 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 19.03.06, 13:23
          Proponuję zakończyc już dyskusję. Zainteresowane wiedza,że majtek nikt z tyłka
          nie zdziera, nikt po korytarzach szpitalnych z lagą za ubrane majtki nie gania.
          Nikt na siłę pod prysznicem nie będzie w krocze zaglądałi czekał na delikwentke
          na sali aż wróci. Mozna w tym czasie otworzyc gazetę, albo książke i czytac,
          albo wączyc laptopa, grac w pasjansa albo bombki, albo wyjśc na korytarz i
          przeprowadzic rozmowę przez telefon komórkowy, albo słuchac radia przez
          słuchawki(wtedy nie usłyszy się niepochlebnych komentarzy doktorów) i olać
          doktorów, najwyzej wyrzuca ze szpitala. Jak ktoś chce będzie pokazywał gołe
          krocze do wglądu na sali poporodowej, jak ktoś uzna, że to narusza jego godność
          i intymnośc poprosi o badanie w gabinecie lekarskim i prawdopodobnie tam
          zostana przeprowadzone oględziny, wszak o pomoc w szpitalu mozna poprosić
          zawsze, gdy człowieka cos niepokoi. Jak ktos jest zaniepokojony może wołac
          połozną i bęzie zaglądać kilka rzy dziennie dla spokoju kobiety w połogu. Mozna
          sie także wypisac na żądanie i wynieśc się od obcych facetów i bab z
          dzieciątkiem w domowe pielesze i własny gin albo mąż będzie zaglądał.
          Połozniczy drogie kolezaniki to nie psychiatryka jak ktoś powiedział i Pan Bóg
          i polskie prawo daje człowiekowi wolnośc osobistą.Więc proponuje spokojnie
          podejśc do tematu i bez nerwów. Każda z nas zrobi tak jak jej sumienie mówi i
          będzie odpowiadała za ewentualne konsekwencje, wszak odpowiedzialnośc wiąże się
          przeciez nieodłącznie z wolnością.
          Zgadzam się z haganna, czym byc może naraże się na ostracyzm niektórych
          koleżanek, że zaglądanie w niepokrojone krocze jest bez sensu, przy takim
          powierzchownym badaniu niewiele się stwierdzi. I w ogóle obnażanie sie przy
          obcych ludziach , nie w miejscu intymnym czyli gabinecie uwazam za brak
          wyczucia i kultury osobistej oraz wrazliwości na poszanowanie godności drugiego
          człowieka przez lekarzy (a z kulturą wu nich zwłaszcza w szpitalu bardzo
          krucho). Natomiast oglądanie odchodów poporodowych i obkurczanie się macicy
          jest jak najbardziej w porządku, ale już wyciąganie podpasek brudnych i
          zaplamionych z majtek przy obcych jest, gdy patrzą na to inne dziewczyny z sali
          jest obrzydliwe. Nie chodzi mi w tym momencie o moje samopoczucie, ale o
          odczucia współlokatorek w sali szpitalnej. Może i przesadzam, ale oceniłabym to
          tak, ja zostawienie brudnej, pokrwawionej podpaski w ubikacji, kiedy inni
          domownicy tez z niej korzystają. No chyba, że jest tak że jak człowiek znajdzie
          się na porodówce to mu wszystko jedno, ale nie sądze. Ja osobiście nie życze
          sobie patrzeć, na zafajdane wkładki innych mamus w sali szpitalnej.
          • knabino Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 19.03.06, 19:03
            Natalko - nic dodać, nic ująć. W Polsce jeszcze niestety nie funkcjonuje coś
            tak prostego, jak parawany wokół łóżek pacjentów w salach zbiorowych. A
            przydałyby się, żeby pacjent chociażby w czasie obchodu i jakichś zabiegów mógł
            zachować swoje prawo do intymności. Przez całe życie wpaja się nam zasady owej
            intymności - siusiamy za zamkniętymi drzwiami łazienki, nie zostawiamy brudnych
            podpasek w toaletach na wierzchu, zasłania się intymne miejsca wszędzie oprócz
            plaży nudystów. Aż tu nagle mamy pokazywać krocze i podpaski lekarzom - ok, to
            da się przeżyć, jest konieczne, ale dlaczego na wspólnych salach, przy innych
            pacjentach??? Sama nie leżałam w szpitalu, ale gdy odwiedzałam chorą mamę
            napatrzyłam się na brak intymności np. wszyscy odwiedzający mogli podziwiać
            goły tyłek jakiejś babci, która się odkryła i nie umiała sama przykryć lub
            spała. I nie zapomnę, jak na 8 osobowej sali musiałyśmy z siostrą rozebrać do
            naga naszą mamę i umyć ją, ponieważ nie mogła ani iść ani jechać pod prysznic
            na wózku i rzekomo nie było w szpitalu innej możliwości. Daję głowę, że żadna
            pielęgniarka, żaden lekarz nie zgodziłby się na coś takiego, gdyby sam był
            pacjentem. A tymczasem, gdy ktoś z nas, "cywili" się zbuntuje, jak Felicja,
            dostaje po łapach, że pokazuje fochy itd. Słychać też głosy rozsądku, że tego
            się nie zmieni, że tak trzeba i trzeba przeżyć. Smutne, że tak łatwo godzimy
            się z takim stanem rzeczy, bo w naszej jednostkowej sprawie nie damy rady
            walczyć przecież z latami "tradycji". Niby nie, ale czasem warto powalczyć o
            siebie. Dlatego postawa Felicji mi się podoba i wszystkich, które jej tu
            pomogły. NIE TYLKO JEJ.
        • haganna Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 18:21
          Obawiam się, że ukończenie medycyny nie daje kwalifikacji do oceny obecności
          ewentualnej infekcji podczas oglądania nie naciętego krocza (chyba, że masz
          mikroskop w oczach).
          Oglądanie czystej wkładki (często zmienianej) nie daje lekarzowi NIC.
          Myślę, że chodzi o traktowanie pacjentek jak bezmózgie, bezwolne istoty, które
          nawet nie potrafią ocenić odchodów połogowych i zgłosić lekarzowi wątpliwości.
          To zwyczaj rodem z głębokiej komuny i tyle!
    • earl.grey nigdzie 19.03.06, 13:49
      Nigdzie nie jest to napisane. Będąc w szpitalu możesz nie zgodzić się na
      jakikolwiek zabieg/badanie. Co więcej, nie jest to powodem „wyrzucenia” cię ze
      szpitala. Ale na pewno narazisz się na fochy lekarzy. Zresztą skoro nie są ci
      potrzebni, to możesz wypisać się do domu, na Zachodzie jest to normalne, że
      godzinę po porodzie idziesz do domu. Umówisz się ze swoją położną i już.

      Żelichowski, M., "Doktorze, mozesz mnie leczyć", artykuł w Rzeczypospolitej z
      1999 r., nr 7:
      „Prawo pacjenta do wyrażenia lub odmowy zgody ma charakter niezbywalny. Nawet
      jeśli pacjent zrzeknie się go, co zostanie odnotowane np. w dokumentacji
      medycznej, lekarz nie zostanie zwolniony z obowiązku uzyskania zgody. Prawa
      pacjenta są bowiem integralną częścią praw człowieka.
      W świetle art. 19 ust. 1 pkt 3 u. o z.o.z. pacjent ma prawo do odmowy
      zastosowania określonego świadczenia zdrowotnego. Nie można więc uznać, że
      korzystając z tego prawa, dopuszcza się działania nagannego. Ponadto, w świetle
      art. 22 u. o z.o.z. okoliczności, w których można wypisać ze szpitala, zostały
      wyczerpująco wyliczone. Nie ma wśród nich braku zgody na zaproponowane leczenie.
      Zgoda pacjenta [na dokonanie zabiegu medycznego] ma charakter odwołalny. Może ją
      skutecznie cofnąć zarówno przed przystąpieniem do udzielenia świadczenia
      zdrowotnego, jak i w trakcie jego udzielania. Lekarz ma wówczas obowiązek
      zaprzestać go.”
      M. Żelichowski jest znanym specjalistą w zakresie prawa medycznego.

      • natalka691 Re: nigdzie 19.03.06, 15:08
        No więc Felicja wyluzuj się, prawo po Twej stronie. Możesz nic nie pokazac i
        wyrzucic nie mają prawa, a jak nic się nie będzie działo to po porodzie mozesz
        przenieśc się do chatki i chodzic na konsultacje do swojego lekarza. Nic się
        nie denerwuj, a niewybredne komentarze jednym uchem wpuścisz drugim wypuścisz i
        juz. Dobrze earl.grey, że przywołałaś te przepisy.
        • earl.grey Re: nigdzie 19.03.06, 20:24
          to ja tylko uzupełniam, gdyby ktoś nie wiedział, że ta " u. o z.o.z." powołana w
          moim poście to ustawa o zakładach opieki zdrowotnej. Pozdrowienia dla Natalki I
          Knabino oraz dla założycielki wątku - tez uważam, że należy walczyć o swoje
          prawo do intymności, oczywiście bez obrażania nikogo. No właśnie, cholerka - a
          coś tak prostego jak parawany czy zasłonki pomiędzy łózkami? To rozwiązałoby też
          problem mężów czy innych gości odwiedzających swoje żony i dzieci, przy których
          np niekoniecznie chce się karmić... Nie wierzę, że to kwestia pieniędzy.
          • felicja666 Re: nigdzie 19.03.06, 23:06
            dziękismileja myślę ze to raczej kwestia wygody,ICH wygody,szukałam argumentu
            którym mogę powalczyć,dlatego pytałam o jakiś papierek,ich argumenty są
            oczywiste"przecież myśmy juz to czy tamto widzieli,w końcu jesteśmy lekarzami i
            mamy to na codzień","czego sie pani krępuje/wstydzi"itd.ale mnie to nie
            obchodzi,chcę urodzic w spokoju i mieć potem spokój,bez dodatkowych wrażeń i
            nieprzyjemnych sytuacji,czy to tak wiele?rozumiem ze dla kogoś to mało
            istotne,ale są tacy dla których jest.Nie mówie o skrajnych
            przypadkach:omdleniach,zasłabnięciach itd-wtedy to chyba jasne ze sie dzieciaka
            nie chce osierocić,ale kiedy wszystko przebiega prawidłowo to mozna wymagać
            pewnych spraw.ja tez sie napatrzyłam w szpitalach,co tam sie wyprawia,jak
            zapytałam mojego męża(wtedy chłopaka)jak był jeszcze na studiach czy oni sie
            pytaja pacjentów o zgode przy badaniach to stwierdził ze nie,bo i po
            co?nawkładałam mu do głowy,bo rozumiem-zdobywać praktyke,ale mozna to robić w
            sposób bardziej kulturalny.teraz sie pyta czy moze swoich studentów
            przyprowadzać he.Ja będąc tam nie chce się z nimi użerać,chce wspominać to
            miło,chyba za wiele nie wymagam?
            • natalka691 Re: nigdzie 20.03.06, 09:29
              Też żałuję że nas tak mało i wkurza mnie, że niektórym kobitom nawet jak cos
              sie nie podoba to się na to godzą, bo nie wierzą, że coś sie zmnieni, ale wiem
              że nawet jednostkowe oddziaływanie na otoczenie niesie za sobą pozytywne zmiany
              w otoczeniu, choc nie następuje to szybko. I chyba świat idzie do przodu nie
              dzięki takim co są całkowicie ulegli. wWiem, że nie zawsze jest tak jak byśmy
              chciały, ale warto zawsze chociaz starac się, by inni nas szanowali, i starać
              się sznowac innych.
              • aska_ou Re: nigdzie 20.03.06, 09:36
                FELICJA,

                Rzuć okiem na stronkę Fundacji Rodzić po Ludzku. Tam piszą o prawach rodzącej.
                KOlezanka przezyla takie upokorzenie że 7 osób ogładało jej krocze zanim poród
                się zaczął.
                Ja napewno zareaguję i powiem że sobie tego nie życze bo MAM TAKIE PRAWO. Gdzie
                mus to mus ale obecność studentów i praktykantów ? Wypraszam sobie, trzeba miec
                jakis szacunek dla intymności.

                Popieram Cię w pełni !
                • natalka691 Re: nigdzie 20.03.06, 10:38
                  Powoli przestaje miec ochotę ruszac się na poród do jakiegokolwiek szpitala,
                  serio, przemyslę to.
              • pasta_i_basta Re: nigdzie 20.03.06, 20:17
                Dziewczyny myśle dokładnie tak samo jak Wy.
                Nie oczekuje nie wiadomo czego.
                Moge byc badana, ale w gabinecie na miłośc boską, czy to takie nienormalne?
                Poza tym to zerkniecie na krocze to czysta kpina, super dokladne badanie.
                Ja tez sie nie zagodze na publiczne odnazanie. Mi to przeszkadza i tyle .
                Dodam, ze nie mam zadnych traumatycznych doswiadczen, nie jestem pruderyjna,od
                wielu lat chodze regularnie jak wiekszosc kobiet do ginekologa.
                Ale nie dam sobie wmowic, ze zasady panujace w szpitalu sa normalne inie zgodze
                sie z nimi do poki cos sie nie zmieni.
                Pozdrawiam Was dziewczyny
    • saskiaplus1 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 11:27
      Heh, ale śmieszny wątek! big_grin Urodzisz, dziewczyno, to przestaniesz się tak nad
      swoim tyłkiem trząść.
      • malgorzata19762 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 12:24
        Dlatego, że niektóre z Nas piszą, że to śmieszny watek i trzesiemy sie nad
        swoimi tyłkami jestesmy traktowane tak, a nie inaczej. Bardzo przykre, że te
        które sie na to nie godzą są wyśmiewane na forum i wciąż w mniejszości sad
        • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 14:32
          ale zauważ, że na 50 postów Saskiaplus jest pierwszą osobą, która uważa walkę o
          intymność po porodzie za dziwną. Cała reszta podeszła do tematu całkiem
          normalnie i poważnie. Ja też chociaz nie jestem aż tak wrażliwa i w sumie licze
          się z tym, że szpital to szpital i może tam być ktoś oprócz mojego lekarza, nie
          uważam, żeby Felicja przesadzała. Myślę, że wszelkie oglądanie można
          przeprowadzić dyskretnie, a nawet w gabinecie, a nie w ogólnej sali i powinno to
          byc normą.
      • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 14:16
        no ja urodziłam, a nad swoim tyłkiem nie przestałam sie trząść. Miałam
        szczęscie, bo rzeczywiście położne i lekarze byli bardzo dyskretni (rodziłam w
        małym szpitalu, za nic nie poszłabym do kliniki). Gdyby jednak było inaczej,
        walczyłabym o swoje prawo do intymności. Wiadomo, że w trakcie porodu to strach
        zadzierać z lekarzem czy położną, ale po fakcie to już naprawdę można.
        Dla mnie zupełnie niezrozumiałe jest to, że komuś to, kto zagląda w jego własny
        tyłek i co z nim robi jest obojętne...
        Ale myślę, że to wynika z długotrwałego powtarzania, że tak musi być, a rodząca
        kobieta to nic więcej jak krowa w oborze czy kura nioska i z braku wiary, że
        rodzącej kobiecie należy się szacunek - a to jest konsekwencją traktowania
        kobiet w ogóle w naszym kraju.
        • saskiaplus1 Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 14:46
          Gadanie. Właśnie przez takie osoby walka o godne traktowanie rodzących idzie jak
          po grudzie. Na miejscu lekarzy i położnych też by mnie szlag trafiał, jak by mi
          ktoś taką księżniczkę odpracowywał.
          • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 20.03.06, 17:01
            hmmm..... to co to jest "godne traktowanie rodzących"? Czy szanowanie czyjejś
            intymności i przestrzeganie podstawowych praw pacjenta (do odmowy poddania się
            badaniu - podstawę prawną podałam niżej) nie jest elementem godnego traktowania?
            Zauważ, że ze strony lekarza jest to tylko przestrzeganie obowiązującego prawa,
            więc chyba nie powinien go od tego zaraz szlag trafiać. W końcu wiadomo, że jak
            pacjentka odmawia poddania się badaniu, to wystarczy to wpisać w papiery i
            lekarz nie poniesie odpowiedzialności zawodowej, jak coś się spaprze. Więc czym
            się tu denerwować? Jedna nie chce, żeby ją badać, to i dobrze, mniej roboty.
            Chyba, że ktoś musi swoje władztwo demonstrować.
    • ida771 wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź po 20.03.06, 12:50
      3 dniach. na swoje zyczenie masz prawo. jak nie potrzebujesz opieki to Twoja
      sprawa i Twoje ryzyko. nie narazaj tylko dziecka i zostaw je. jak lezysz w
      szpitalu to personel odpowiada za Ciebie wiec bedzie chciał cie oglądać.
      • knabino lekarz ludzki czy weterynarz? 20.03.06, 18:04
        A ja pozdrawiam Earl.grey!
        Porównanie do cielących się krów nasunęło mi się także, gdy po przeczytaniu
        setek postów i raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wyobraziłam sobie jak to
        wszystko wygląda. W czasie porodu do kobiety ma prawo podejść każdy lekarz i
        położna i zbadać jej najbardziej intymną część ciała, w trakcie
        najintymniejszego momentu jej życia - porodu, kiedy ona leży "na samolocie" z
        rozłożonymi nogami i nie widzi, co jej tam robią. Jeżeli wygląda to tak, że
        wchodzi lekarz, którego kobiecina nie widziała przedtem na oczy, przedtawia
        się, mówi kim jest i uprzedza, że zamierza ją zbadać w taki a taki sposób i w
        takim a takim celu, ok - to rozumiem. Ale jeżeli jest tak, że gość wchodzi bez
        słowa (no może jakieś 'dzień dobry' pod nosem) i bez uprzedzenia wkłada jej
        palce po pochwy - to jest to po prostu chamskie. To pogwałcenie jej prawa do
        intymności, godności i informacji. Z zaskoczenia pewnie bym się tylko
        zestresowała i nic nie powiedziała, ale teraz, po stwierdzeniu, że mi się taki
        scenariusz nie podoba i po przygotowaniu, poprosiłabym go, żeby mi się
        przedstawił i wyjaśnił co i po co robi, właśnie dlatego, że nie jestem cielącą
        się krową, to nie jest obora, a on za weterynarza też chyba się nie uważa.
        Jeżeli są kobiety, dla których taki scenariusz jest do przełknięcia, to może
        dlatego, że w naszym społeczeństwie jest wszędzie sporo chamstwa, braku
        szacunku i niestety ludzie to akceptują, taka norma. Czytałyście może Tracy
        Hogg "Język niemowląt"? (bardzo polecam) Niesamowita położna, która radzi, by
        od pierwszych chwil kontaktów z noworodkiem mówić do niego i uprzedzać, co ma
        się zamiar zrobić. Sama pisze, że gdy przychodzi na badanie ginekologiczne
        czuje się niekomfortowo (ona, położna!!) i prosi lekarza, żeby mówił jej, co
        zamierza. Jeżeli ktoś czuje się ok i nie ma żadnych oporów w takich sytuacjach,
        to dobrze, nie ma sprawy.
        Wracając do weterynarzy: w sumie jest jednak coś, czego ludzcy lekarze mogliby
        się nauczyć od nich. Kiedy weterynarz chce zbadać psa (czy innego zwierzaka),
        nie robi tego z zaskoczenia, nie podchodzi do niego jak burza i nie wykonuje
        gwałtownych gestów. Pies się wtedy boi, spina, może się nawet odwinąć i ugryźć,
        lub wyrwać i uciec. Dobry weterynarz nawiązuje najpierw kontakt ze swoim
        pacjentem, mówi łagodnie, głaszcze go i uspakaja. Nigdy nie widziałam, żeby
        weterynarz cokolwiek robił przy zwierzaku, np. szył go, jednoczesnie robiąc coś
        innego, tak jak na przykład w jednym poście lekarz szyjąc krocze kobiety po
        porodzie rozmawiał przez telefon po angielsku, a stażysta trzymał mu słuchawkę
        przy uchu. Czasem mam wrażenie, że moje psy są lepiej traktowane, niż ludzcy
        pacjenci i nie jest to kwestia pieniędzy. To kwestia kultury i szacunku do
        drugiego człowieka. I nie przekonuje mnie tłumaczenie, żeby "poświęcić" się dla
        dobra dziecka, jakoś to przeżyć, bo tak to jest. Ida771 napisała, że "personel
        odpowiada za ciebie więc będzie cię chiał oglądać". OK, dam się pooglądać, dam
        się zbadać, ale z zachowaniem i poszanowaniem moich praw do intymności,
        godności i informacji.
      • llilly Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 18:05
        Masz rację Ida.Przykro mi, że myślicie o lekarzach tak źle.Są też tacy, którym
        zwyczajnie zależy na tym, żeby pacjentka była zdrowa i wpis w historię choroby
        owszem w razie powikłań uchroni od więzienia, ale nie od sumienia.A zasłanianie
        się prawami do godności itp. w tym przypadku to kpina, jeśli kiedyś Wasze
        dziecko uprze się aby w czasie lekcji zjeść pizzę bo głód powoduje
        dekoncentrację i jest niekorzystny dla zdrowia to też rozpętacie kampanię na
        rzecz prawa do poszanowania praw człowieka???Nie podobają Wam się szpitalne
        procedury to nie korzystajcie ze szpitalnej opieki.Apeluję o zdrowy rozsądek
        zamiast tej histerii i walki o narzucanie lekarzom własnego widzimisię.Dajcie
        nam pracować po prostu.
        • felicja666 Re: yyyyyy 20.03.06, 18:44
          no i się zaczeło he,powiem tak:lekarz-zawód jak każdy inny-jedni są ok inni nie
          zabardzo,ale wymaga troche więcej...ludzkiego podejścia,podobnie jak
          nauczyciel,położna-a niestety są ludzie którzy biorą się za to,męczą na studiach
          a potem mają wszystko w nosie-i z jednej strony im sie nie dziwie,bo za taką
          kase to tez by mi się harować nie chciało.Ja jestem w stanie zrozumieć każdą
          postawe,w końcu nie dla każdej kobiety jest istotnie jak będzie traktowana,w
          końcu najwazniejsze juz sie stało,ale są tez takie dla których jest to ważne i
          tyle.U nas jest niestety tak ze przed porodem to możesz czegoś wymagać i to
          zostanie spelnione,zeby Cie nie denerwować ,natomiast potem to mało ważne
          -sick.wniosek:szukać,czytać,pytać,mieć świadomość(z nieuświadomioną kobietą
          łatwiej sobie poradzić),wymagać.I nie wymagam dlatego ze jakaś damulka ze
          mnie,która wie lepiej,ale coś tam wie i chce być traktowana z godnoscią.Nie
          zyczę nikomu przeżywania upokarzających,nieprzyjemnych sytuacji,a takie się
          często zdarzają.Ja juz pisałam ze mam lekarza i połozną,ale oni nie są z tego
          szpitala w którym będę musiała urodzić,ze względu na dziecko,a dzieciaka tez
          samego tam nie zostawie,chciałabym tylko uniknąć podobnych komentarzy jak na
          początku w tym poście.
        • knabino pracować po prostu 20.03.06, 18:45
          Polecam, bardzo na temat:
          kobieta.gazeta.pl/rodzicpoludzku/1,71296,3218196.html
          JAsne, że są wspaniali lekarze, dobrzy, mądrzy i delikatni. Serdecznie ich
          pozdrawiam i ściskam. Ale: szpitalne procedury to nie są twory narzucone przez
          tajemną siłę, tylko zostały stworzone przez ludzi. MOżna je zmienić, nie trzeba
          ich albo ślepo akceptować, albo odrzucić i nie korzystać z nich. Dla
          mnie "pracować po prostu" oznacza rutynę - bez refleksji, według schematu. W
          tym momencie, Llilly, jako lekarz stawiasz się ponad nami, potencjalnymi
          pacjentami. Lekarze są ważniejsi, wiedzą lepiej, pacjent nie ma prawa mieć
          indywidualnych odczuć, uczuć. jeżeli ma, nazywa się to "histerią"
          i "widzimisiami". Jeżeli patrzy się na pacjenta jak tylko na ciało do
          naprawienia, zszycia i pooglądania, rozumiem takie stanowisko. ALe jeżeli
          postrzega się pacjenta jako istotę wyposażoną również w psychikę, to wtedy
          robota lekarza jest cięższa i nie da się jej odwalać "tak po prostu". Myślałam,
          że lekarzy uczy się o wpływie psychiki na ciało, ale chyba jednak nie.
          • llilly Re: pracować po prostu 20.03.06, 19:03
            Wszystko można zrobić taktownie i delikatnie.Nic się nie poradzi na
            wieloosobowe sale, ale można przynieść ruchomy parawan i odgrodzić badaną
            pacjentkę.Knabino, o wpływie psychiki na ciało to chyba wie każda osoba
            interesująca się medycyną, nie trzeba się tego uczyć, a empatię albo się ma,
            albo nie.Ale nie można przychodzić do szpitala z listą życzeń i reagować
            histerią na to, że czasami trzeba nagiąć oczekiwania do warunków, jakie oferuje
            polska Służba Zdrowia.Serdecznie współczuję lekarzowi, który będzie miał dyżur
            po porodzie takiej pacjentki, która nie da się zbadać, ale rozumiem, że nie
            potraficie sobie tego wyobrazić, gorzej że nie chcecie zrozumieć.A co do
            stawiania kogokolwiek nad kimkolwiek lub odwrotnie-sama się tak
            ustawiasz.Pozdrawiam-L.
            • knabino Re: pracować po prostu 20.03.06, 22:12
              LLilly, nie chcę się kłócić, bo być może nieporozumienia wywodzą się z niezbyt
              jasnych sformuowań, ot, niedoskonałość języka, ale Twoje słowa zabrzmiały dość
              wyraźnie, cyt:
              "Nie podobają Wam się szpitalne
              procedury to nie korzystajcie ze szpitalnej opieki.Apeluję o zdrowy rozsądek
              zamiast tej histerii i walki o narzucanie lekarzom własnego widzimisię."

              Odebrałam jako powiedzenie nam, pacjentkom, że jak nam się coś w szpitalu nie
              podoba, do mamy spadać, że nasze (pewnie niektóre) reakcje są histerią i
              narzucamy lekarzom nasz widzimisie. 'Widzimisie' to określenie dość pejoratywne
              i znaczy znacznie mniej niż "własna opinia". Czyli że nie mamy prawa się
              wtrącać w Wasze królestwo. No cóż, ja to odebrałam w ten sposób, że szpital
              jest dla lekarzy i żeby dać Wam w spokoju pracować.
              • felicja666 Re: :) 21.03.06, 00:06
                no juz nie róbcie ze mnie takiej wrażliwej:/było mineło szkoda gadać,lekarze są
                jak ludzie-i dobrzy i żli, a propos jeden taki(wręcz wspaniały)lekarz uratował
                zycie chłopakowi mojej siostry(miał guza mózgu),ale o swoim pobycie w szpitalu
                nie lubi mówić,dla niego(24-letniego faceta)było to krępujące jak młoda
                pielęgniarka zakładała mu cewnik albo myła...nie chce być żle zrozumiana-nie
                chodzi o to ze będę wrzeszczeć ze sienie dam zbadać,jak będzie coś nie wporządku
                to sama o taką pomoc poprosze.Nie widze jednak potrzeby aby przy kazdej zmianie
                dyżuru czy rutynowych sytuacjach obcy ludzie,ciągle mnie badali(moja mama jak
                ostatnio lezała na ginekologii to jednego dnia badana była 8 razy!).Ogólnie
                jestem za parawanami-sali jednoosobowej po porodzie nie potrzebuje,ponieważ
                fajnie jest z kimś wymienić sie doświadczeniami.Lecz jakoś nie uśmiecha mi sie
                nawet karmić dzidzie kiedy do innych kobiet cała rodzinka przyjedzie-chciałabym
                zeby to było tylko mojei mojej małejsmilea przykre jest to ze trzeba prosic(nie
                histeryzować) o sprawy które powinny być na porządku dziennym w każdym
                szpitalu.Kiedyś było gorzej,ale cos się zmieniło ,bo ktoś zwróciła uwage ze
                mozna inaczej, lepiej-teraz tez moznasmiledrodzy Lekarze nie czujcie sie urażeni
                hehe(mężu Ty tez nie)-Wasz zawód jest trudny,ale pamiętajcie:pomagajcie a nie
                pogarszajcie,bo dla rodzącej lekarz to skarb(bezpieczniej),więcdlaczego czasami
                takie smutne wspomnienia...pozdrawiamsmile
                • earl.grey Re: :) 21.03.06, 09:38
                  nie mam nic złego na myśli mówiąc, że jesteś wrażliwa. Sama o sobie myślę, że
                  jestem chyba bardziej niż przeciętnie wraż;liwa na takie szpitalne sprawy. Ale
                  wrażliwa czy nie, masz świętą rację, że pacjentka ma prawo do intymności i może
                  się domagać respektowania go.
        • felicja666 Re: yyy 20.03.06, 18:46

          do przedmówczyni,no ja raczej nie chciałabym zeby moje dziecko było głodne....
          • felicja666 Re: yyy 20.03.06, 18:53
            eh tamat wątku uważam za wyczerpany.Post napisany w mysl zasady:"co szpital to
            obyczaj",a "Polska to kraj absurdu".A histeria tez moze było wywalczenie w ogóle
            praw kobiet?i równości klasowej?i zwalczanie rasizmu?ile osób-tyle zdań i
            mysli,każy postępuje według (jakby nie było)swojego widzimisie.za wszystkie
            posty dziękuje-za te miłe i niemiłe również(ktos mi wlazł juz nawet do łózka co
            mnie bardzo rozbawiło hehe),ważne ze nie pozostało to bez echasmilepozdrosmile(to juz
            nałóg)
        • earl.grey Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 19:02
          to nie jest "zasłanianie się prawami do godności" tylko po prostu obowiązujące
          prawo. Ustawa o ZOZach jest podstawowym aktem prawnym, który powinien znać i
          stosować w swojej pracy każdy lekarz, tym bardziej ten, który tak boi się
          więzienia. Nie ma natomiast przepisu gwarantującego dzieciom jedzenie pizzy w
          czasie lekcji, porównanie jest więc raczej nieuprawnione. Z postu wynika, że
          jesteś lekarzem. Weź pod uwagę, że właśnie wyraziłaś swój stosunek do prawa i
          pacjentów:
          1. stwierdzenie, że dla ciebie ustawa o ZOZach jest kpiną,
          2. stwierdzenie, że obowiązująće prawo przeszkadza ci w pracy
          3. obrażanie ("histeria") kobiet, które po prostu chcą z istniejącego prawa
          skorzystać, nawet jeśli uważasz, że są przesadnie wrażliwe.
          • llilly Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 19:13
            Nie wnikam w w/w akty prawne i nie polemizuję z ich treścią bo nie jest to moim
            celem.Rozmawiam z Wami aby uświadomić niektórym osobom, dlaczego określony typ
            postępowania nie jest zbyt rozsądny.Niestety widzę, że lepiej jednak być
            lekarzem, który po uzyskaniu podpisu pacjenta w historii choroby spokojnie
            idzie spać...cóż trudno.Dobrze wiedzieć.Powiem jedno-takich macie lekarzy, na
            jakich sobie same zapracujecie, nie można wymagać wszystkiego dając w zamian
            figę z makiem.Pozdrawiam.
            • earl.grey Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 19:49
              Zauważ, że Felicja chce nie dać się zbadać po porodzie, a nie w trakcie. To nie
              powinno robić problemu (skoro nie robi samej Felicji) i nie bardzo rozumiem, co
              niby ona, czy też inne pacjentki, miałyby "dawać w zamian"?
              Zgadzam się natomiast z tym, że mamy takich lekarzy, na jakich same zapracujemy
              i dlatego właśnie jestem zwolenniczką domagania się intymności przy badaniach i
              zabiegach - lekarze sami na to nie wpadną, niestety.
              a z tymi parawanami, to mnie też frapuje, czemu nie są w użyciu. Albo jak na
              filmach, których akcja toczy się na początku poprzedniego wieku - takie zasłonki
              na sznurkach pomiędzy łóżkami. Przecież to nie jest kwestia pieniędzy, tylko chęci.
              • llilly Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 20:14
                W zamian oczekuję po prostu współpracy, a badanie po porodzie jest bardzo
                ważne.Współpraca= np.pacjent informuje na wstępie, że się na dane badanie nie
                zgadza, wtedy siadamy i wspólnie szukamy rozwiązania takiego, jakie bedzie do
                przyjęcia dla obu stron.
                • earl.grey Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 20:30
                  Llilly - jak tak to super. Przynajmniej ja chciałabym na ciebie trafić, jeśli
                  jestes w tej mniejszości lekarzy, którym chce się dyskutować z pacjentka,
                  dlaczego na badanie się nie zgadza, zamiast od razu ją opierdzielić i wyzwać od
                  histeryczek. Rozwiązanie w takim przypadku jest chyba dośc łatwo znaleźć - jeśli
                  nie chce się naprędce remontować szpitala (zasłonki czy parawany) to
                  wystarczy... pójśc do gabinetu na badanie, zamiast robić je przy innych.
                  Powiedzieć parę słów, tak jak mówisz, w końcu tez jesteś kobietą, może też to
                  przeżyłaś, łatwo byłoby w takiej sytuacji nawiązać kontakt nawet z bardzo
                  wrażliwą pacjentką.
                  • llilly Re: wypisz sie w 1 szej dobie, po dziecko przyjdź 20.03.06, 21:04
                    Dziękuję Earl.Grey, cieszę się, że udało nam się jakoś znaleźć w końcu ten
                    kompromis, którego tak się uczepiłam wink)).Cenię sobie Twoje zdanie, całkiem
                    miło się dyskutowało.Ja mam "obsesję" na punkcie rozmów z pacjentami, bo to po
                    pierwsze skraca dystans i pozwala pacjentowi przestac się bać lekarza i
                    szpitala, a z kolei mnie ułatwia ogólnie rzecz ujmując proces diagnozowania, a
                    w rezultacie bardzo przyspiesza leczenie ku obopólnej korzyści.Staram się
                    zrozumieć pacjenta, wtedy łatwiej zrozumieć i wyleczyć Jego chorobę.Pozdrawiam
                    serdecznie-L.
                    • misspigy a propos histerii na sali porodowej...i postaw lek 21.03.06, 10:01
                      moj mąż tez był obecny przy kilkudziesięciu porodach (tylko tyle bo robi inną
                      specjalizację) i opowiadał mi o zachowaniach kobiet jakie miał okazję
                      obserwować: wiele kobiet (tu zupełnie nie nawiązuję do postu felicji ani innych
                      dziewczyn) po prostu popada w histerię, krzyczy, uderza nadgarstkami w co może
                      (efekt połamane paznokcie i poranione do krwi ręce) no i co najgorsze zupełnie
                      nie słucha ani lekarza ani położnej.... nie wspomę już o jakimkolwiek aktywnym
                      porodzie! i to nie są sceny rodem ze średniowiecza... i wtedy po takim
                      porodzie, który z reguły kończy się jakimiś problemami (porozrywane krocze
                      itp.) pacjentka idzie do domu i opowiada, jaki to okropny szpital itp.

                      Mja przyjaciółka (po szkole rodzenia nota bene) też uraczyła mnie opowieściami
                      o lekarzu sadyście itp., który doprowadził do tego, że jest cała porozrywana...
                      dopiero mąż koleżanki wyjaśnił, że to niestety była tylko i wyłącznie jej wina -
                      zupełnie nie słuchała ani lekarza ani położnej tylko krzyczała i ....
                      wierzgała nogami!!! aż się wierzyć nie chce... A ja na tym formu ani razu nie
                      przeczytałam postu, w którym któraś z rodzących podeszłaby krytycznie do siebie
                      samej... zawsze jest to CZYJAŚ wina... nigdy moja... ale z reguły prawda leży
                      po środku...
                      • knabino Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 10:25
                        Hm. Myślę, że na temat takiego zachowania kobiety rodzącej (kiedy wierzga
                        nogami, nie słucha, nie współpracuje i przy okazji robi sobie krzywdę) powinien
                        wypowiedzieć się ktoś kompetentny, na przykład psycholog lub psychiatra. Ja
                        kompetentna nie jestem, ale intuicja mówi mi, że tak zachowuje się kobieta
                        przerażona, której nie zapewniono poczucia bezpieczeństwa, która nie rozumiała,
                        co się z nią dzieje, ani co "jej robią". Być może zachowywała się tak z powodu
                        bólu, który sam w sobie mógł "odbierać jej zmysły", albo został
                        zintensyfikowany właśnie przez przerażenie. I taka kobieta ma rację opisując
                        swoje doświadczenia jako piekło, bo właśnie tego doświadczyła. Z boku -
                        wyglądało to tak, jak opisał mąż. Czy można mówić tu tylko o winie kobiety?
                        Pewnie, że personel medyczny chciał jej pomóc, ale nie dotarł do prawdziwego
                        źródła problemu. Już raz powoływałam się na podejście lekarzy weterynarii do
                        zwierząt i znowu nasuwa mi się takie skojarzenie - pies, który nie pojmuje, co
                        się z nim dzieje i co mu robi lekarz, a przy tym bardzo go boli (na przykład
                        lekarz musi zbadać bolący odbyt itp.) również reaguje histerią - rzuca się,
                        skomli, próbuje walczyć. czasami trzeba zastosować więc narkozę. Inny pies z
                        kolei potulnie wytrzyma wszelkie zabiegi pomimo bólu i strachu. Przecież ludzie
                        też są różni, różnie reagują - nie można powiedzieć, że histeryczna reakcja
                        kobiety jest nienormalna - zdarza się, i fachowcy powinni wiedzieć, jak sobie z
                        tym poradzić i jak pomóc takiej kobiecie.
                      • earl.grey Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 10:40
                        i dlatego taka ważna jest rola lekarza, a zwłaszcza położnej, którzy zamiast
                        wrzeszczeć na przerażoną kobietę powinni jej pomóc zrozumiec, co się dzieje.
                        Jesli nic nie dociera, to wrzask też nie. Rozwiązaniem w sytuacji, kiedy rodząca
                        już całkiem "dostaje kota" z bólu jest po prostu znieczulenie, a nie
                        paternalizowanie na zasadzie "co za histeryczka" albo "wszystkie przez to
                        przeszły, to i ty wytrzymasz". Poczytaj posty dziewczyn, które rodziły na
                        Zachodzie, albo w domu, jakoś dobrze wspominają. Tam mniej boli? Nie, otoczenie
                        jest przyjaźniejsze. To ma ogromne znaczenie. Jeśli we wrogim otoczeniu, z
                        osobami, które traktują ją jak histeryczkę masz przezywać takie trudne chwile,
                        to naprawdę nie ma się co później dziwić, że opowiadają, że szpital taki
                        straszny. Zauważ też, że najczęściej jest tak, że opinie o danym szpitalu
                        powtarzają się (poczytaj w akcji Rodzić po Ludzku). Statystycznie trafia tam
                        więcej histeryczek, a do tcyh, które są częściej chwalone - mniej? Czy po prostu
                        w tych drugich opieka jest lepsza? Przy okazji - dlaczego nikt nie opowiada o
                        "sadystach" w szpitalach prywatnych? Bo za pieniądze masz lepsze warunki, po
                        prostu.
                        Jeśli chodzi o porozrywane krocze, to sa w Internecie amerykańskie badania, z
                        których wynika, że parcie spontaniczne było korzystniejsze niż parcie
                        "dyrygowane", jak chcesz, to poszukam.
                        • knabino Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 11:17
                          W atak "histerii", a właściwie niech będzie bez cudzysłowiu, bo faktycznie
                          można wpaść w prawdziwą histrię, sama bym pewnie wpadła, gdybym odczuwając
                          strasznie bolesne skurcze chciała za głosem natury zejść do parteru, walczyć z
                          bólem po mojemu, jak mi wygodnie, przeć jak mi podpowiada ciało, a zamiast tego
                          zostałabym zmuszona do leżenia i przywiązanoby mi nogi. Wściekłabym się jak
                          cholera. Słowo 'współpraca' używane nader często w kontekście porodu zawsze,
                          ilekroć pada, oznacza 'słuchanie i robienie tego, co mówi położna'. A mi się
                          wydaje, że współpraca to coś bardziej jak kompromis - rodząca mówi, że czuje,
                          że w danym momencie taka a taka pozycja będzie dla niej mniej bolesna i
                          bardziej efektywna i położna mówi 'ok, ale dobrze by było, żebym widziała co
                          się dzieje'.
                          • misspigy Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 11:54
                            ja rodziłam sn, nikt mi nóg nie przywiązywał, ani nie wrzeszczał i nie zmuszał
                            do leżenia... a na kursie szkoły rodzenia uczono mnie, jak ważna jest
                            współpraca rodzącej i personelu... a dlaczego?? Przede wszystkim dla dobra
                            dziecka! Przyjaciółka mojej babci była wiele lat położną, zaczęła pracować
                            grubo rzed wojną i wiecie co ona opowiadała? dokładnie takie same sceny:
                            wierzgające i wrzeszczące kobiety - i co trzeba było zrobić w takiej syt?
                            Sprowadzić psychiatrę? he he - cytuję: "Jak się darła, to trzeba był nieraz w
                            twarz dać"! straszne prawda? Ale w większości przypadków skuteczne!!

                            Z drugiej strony nie bardzo rozumiem porównanie z lek. weterynarii. Poród to
                            rzecz naturalna - a jednocześnie bardzo indywidualna i silnie przeżywana przez
                            kobietę - ja rodząc cały czas myślałam o dziecku... żeby oddychać, słuchałam
                            położnej i lekarza, ale ani na chwilę nie pomyślałam - ale boli!! tylko czy
                            dziecko jest ok!!! A ja?? Niech boli byle syn był zdrów!! Z tego co wiem, to
                            byłam informowana, co i jak sie ze mną działo - ile cm rozwarcia, jakie
                            skurcze, jakie tętno i czy nacinać... ale nic - absolutnie nic z tego nie
                            pamietam - pamiętam tylko, że wszystkimi siłami skupiałam się nad tym, żeby
                            pomóc dziecku przyjść na świat! A bolało jak cholera!! Potem leżąc z małym w
                            szpitalu też całą uwagę skupiałam na nim ... nie potrafię sobie nawet
                            specjalnie przypomnieć, czy ktoś kazał mi pokazywać krocze i czy ktoś chciał
                            oglądać wkładki... Cieszyłam się z narodzin dziecka i to było najważniejsze!!!
                            • earl.grey Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 12:09
                              to ja znowu zacytuję mój ulubiony post z innego wątku. babcia autorki całe życie
                              była położną, wydaje się, że mniej więcej w tych samych czasach, co przyjaciółka
                              babci Misspigy:

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=34468799&a=37614207&wv.x=2
                              miyoki napisała:

                              > ja tylko mam uwagę do fragmentu o nacinaniu krocza, przeczytałam go mojej
                              > babci, która przez całe swoje życie odbierała porody. Na tysiące dzieci, które
                              > odbirała kobieta pęłkła tylko kilka razy i to tak delikatnie, że rany zagoiły
                              > się szybko. To był wstyd dla położnej jeśli kobieta pękła przy normalniej
                              > wielkości dziecku. Więc babcia prosiła o taką odpowiedz: że jasne, że kobiety
                              pękają skoro > rodzą na leżąco bo umiejętnie wyciąganie dziecka przekrecanie
                              gówki i zmniejszanie napięca na krocze zapobiega pęknięciu) no i wątpi aby
                              nacięcie chroniło przed dalszym pęknięciem bo historie o popękaniach u jej
                              wnuczek napawają ją grozą. A i żadna kobieta nie chodziła w jej czasach do
                              szkoły rodzenia i jakoś nie pękały nie miały problemu ze współpracą i nie
                              musiały być przywiązywane do łóżek.

                              jak widzisz, położna położnej nierówna i to właśnie tłumaczy dlaczego pacjentki
                              mają bardzo różne wspomnienia. Dodam jeszcze, że też znam dwie położne, jedna -
                              mama mojej koleżanki, kiedy opowiadała o swojej pracy, zawsze słyszałam o
                              kretynkach i histeryczkach (dosłownie!), które drą mordy i przez swoje
                              zachowanie krzywdzą dziecko, druga też położna, opowiada o tym, że jest
                              szczęśliwa wykonując taki piękny zawód, podkreśla, że instynkt pozwala kobiecie
                              rodzić w taki sposób, w że mniej czuje ból i że nie powinno się jej w tym
                              przeszkadzać, a podstawową rola położnej jest wspieranie kobiety. Ta druga
                              pracuje w Szkocji.
                              Jak rodziłaś, byłaś posłuszna (jak zauważyły koleżanki poniżej, tak właśnie
                              często personel rozumie "współpracę"), nie forsowałaś swoich życzeń (przez
                              personel zwanych fanaberiami). gdybyś rodziła w Szkocji, przyszłabyś do szpitala
                              z - uwaga - planem porodu, gdzie byłoby napisane, czego sobie życzysz, a czego
                              nie. Twoje życzenia byłyby respektowane i byłoby to oczywiste. Wszelkie rzeczy
                              nie ujęte w planie, albo nieprzewidywalne, byłyby z tobą konsultowane. Za
                              podniesienie głosu na pacjentkę położna straciłaby pracę. Przywiązania nóg albo
                              uderzenia nikt sobie nawet nie wyobraża. To jest zabronione prawem nawet wobec
                              więźniów, także w Polsce.


                              • misspigy Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 12:38
                                czy byłam posłuszna... byłam dobrze przygotowana i i psychicznie i fizycznie!
                                Starałam sie zrobić wszystko właśnie tak, aby nie zaszkodzić dziecku!!
                                Nie rodziłam w Szkocji - i nie mam takiego zamiaru - ale nie mogę powiedzieć,
                                żebym była traktowana pretensjonalnie - poród odbierał kolega męża, połozne
                                starały się jak mogły (w końcu rodzi pani doktorowa) i nikt mi niczego nie
                                narzucał ... hehe kiedy wylądowałam na porodówce, wszyscy orzekli (po cichu,
                                tak abym nie słyszała, że pewnie urodzę nad ranem - a była 21.00) - mąż mój
                                miał na tyle rozsądku, że widząc jak wiję się z bólu powiedział - bedzie dobrze
                                i urodzimy szybciutko .... i urodziłam w ciągu 40 min!! Dopiero potem
                                dowiedziałam się, że miało to trwać jeszcze ze 12 h!!

                                Plan porodu hmmm.. niezłe! Tylko jak można zaplanować poród?? Szkoła rodzenia
                                przygotowała mnie, jak mniej więcej to wygląda: od momenty przyjęcia do
                                szpitala - ze strony formalnej itp. ale przecież nikt nie może przewidzieć, o
                                której lewatywka a o której szycie?????
                                • lilla_veneda Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 13:26
                                  A mnie dziwi cos innego...
                                  Dziwi mnie, że lekarz rozmawia o swoich pacjentkach z żoną, komentuje ich
                                  zachowanie i skarzy się na swój ciężki los. No cóz, taka pracę sobie wybrał.
                                  Piszę jako córka lekarza i żona policjanta. Nie przypominam sobie, aby
                                  kiedykolwiek mój tata komentował zachowania swoich pacjentów, a miał do
                                  czynienia z róznymi przypadkami. Czasami skarzył się na ciężki dyżur, ale nigdy
                                  nie opowiadał, że ten czy tamtem wył z bólu, albo nie pozwolił się zszyć.
                                  Podobnie mój mąż nie opowiada o sprawach służbowych, jesli to miałoby naruszyc
                                  czyjąś prywatność. Czasem musi zatrzymac sąsiada, ale nie widzi potrzeby
                                  informowania o tym całej rodziny. To co dzieje sie na sali porodowej, nie
                                  powinno wyjść poza jej cztery ściany. A po lekarzu spodziewałabym się więcej
                                  zrozumienia i taktu. Pacjent to tylko człowiek. Kazdy ma inny próg bólu, inną
                                  odpornośc psychiczną. Sama rodziłam klasycznie - z lewatywą, nacinaniem,
                                  wyciskaniem dziecka, na leżąco i szyta " na żywca", ale jestem twarada babka i
                                  wszystko to zniosłem bez protestu, wierzgania i krzyków. Nikt z personelu nie
                                  maiał podstaw, żeby powiedzieć jedno złe słowo o moim zachowaniu. Mimo to
                                  rozumiem, że inna kobietka na moim miejscu wyłaby z bólu. I co ? Uspić ją?
                                  Odmówić jej prawa do macierzyństwa, bo nie jest dość dzielna przy porodzie? Nie
                                  potrafimy przewidzieć własnych reakcji, a co dopiero cudzych. Może mój kolejny
                                  poród będzie dużo trudniejszy, może dziecko będzie większe albo inaczej
                                  ułozone, a ja jestem b. drobna i mogą pojawic się problemy. Świadomośc tego, że
                                  lekarze zamiast mi pomóc (jeśli puszczą mi nerwy), obserwują i komentują na
                                  gruncie prywatnym moje zachowania, na pewno mi nie pomoże i wywołuje we mnie
                                  prawdziwą przykrość. Mam koleżankę, która ma tak niską odpornośc na ból, że
                                  idąc do dentysty bierze garść tabletek przeciwbólowych. Zwlekała z decyzją o
                                  drugim dziecku 8 lat, bo tak bardzo bała sie porodu. W końcu zafundowała sobie
                                  cesarkę, ale nie zmienia to faktu, że jest wspaniała matką dla obojga dzieci
                                  (chciaż nie chciała czy tez nie potrafiła zmierzyc sie po raz drugi z porodem).
                                  Zastanawiam się jeszcze, co znaczy: "Byłam dobrze przygotowana". Nie każda
                                  kobieta ma możliwośc chodzenia do szkoły rodzenia, nie każda, mimo znajomości
                                  teorii, zdaje sobie sprawę z tego, co ją czeka. Do operacji też teoretycznie
                                  mozna sie przygotować: duzo czytać, dowiadywac się co i jak będzie robione, co
                                  nie znaczy, że operacja sie uda, a pacjent po wybudzeniu bedzie czuł się
                                  znakomicie.
                                  Rozumiem, że lekarzowi czy położnej trudniej pracuje sie z pacjentką, z którą
                                  prawie nie ma kontaktu, bo tak skupiona jest na sobie i na bólu, że nie reaguje
                                  na polecenia. Ale to jest wpisane w ich zawód. Lekarz powinien to potraktowac
                                  jak jakiś trudny przypadek, jak wyzwanie. Czyli mimo przeszkód starać się
                                  opanować sytuację, doprowadzic taka kobiete do szczęśliwego końca i miec
                                  satysfakcję, że zrobiło się kawał dobrej roboty. Tak rozumiem realizację
                                  przysięgi Hipokratesa.
                                  • knabino Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 13:40
                                    Post lilli to chyba pierwszy taki post od kobiety, która potrafi zrozumieć
                                    reakcje innych kobiet - wielkie dzięki. Nie ma sensu, o czym już pisałam,
                                    powoływac się na SWOJE DOŚWIADCZENIE, swoje tylko odczucie i mówić "skoro dla
                                    mnie ból/nacięcie/szycie było ok, to inne też powinny to znieść i być
                                    zadowolone". Każdy ma prawo do swoich odczuć. Nie dziwię się, że misspiggy była
                                    dobrze traktowana - lekarzy i ich rodziny traktuje się inaczej.
                                    Plan porodu to nie to, co myślisz. Jest to praktyka porodówek na zachodzie. To
                                    spisane w punktach oczekiwania i preferencje kobiety dotyczące porodu. Są one
                                    respektowane, oczywiście z możliwymi modyfikacjami w razie nieoczekiwanych
                                    komplikacji itd. W Polsce jeszcze nie praktykowane, ale ja i tak taki plan
                                    sobie uczynię smile))

                                  • misspigy Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 22.03.06, 07:42
                                    gwoli wyjaśnienia - mąż mój nie rozmawia ze mną o swoich pacjentach - tym
                                    bardziej nie rozmawiamy o porodach - ponieważ mąż mój nie jest
                                    ginekologiem...nie mam pojęcia kto jest jego pacjentem ani na co ewentualnie
                                    się uskarźają ... Co więcej - mąż mój zabronił mi czytać swoje książki a tym
                                    bardziej niechętnie dyskutuje ze mną nt. np. konieczności nacinania krocza itp.
                                    Kwestia kobiet i ich zachowania wyniknęła w momencie, kiedy ja tuż przed
                                    porodem wpadłam w panikę i mąż poradził mi wtedy, żebym się uspokoiła, bo
                                    krzyki, panika i nerwy nic tu nie pomogą - jak sam miał okazję się
                                    przekonać...uczestnicząc podczas praktyk w wielu porodach i to wszystko!

                                    A skoro jesteś córką lekarza nie dziwi cię fakt, że permanentnie podważa się
                                    (także na tym formum) autorytet lekarza???? Z policjantami chyba jest
                                    podobnie??? Bo ja mam zaufanie do lekarzy i położnych - nie jestem przecież
                                    mądrzejsza od nich! A potem na forum pojawiają się posty przerażonych
                                    dziewcząt, które (ze słyszenia) wiedzą jaki to poród jest okropny i straszny a
                                    lekarze do bani!!! Strach się bać! Jasne, że zdarzają się różne sytuacje: ale
                                    (jak mówi jedno z praw Murphy'ego) - jeżeli coś ma pójść źle - to napewno
                                    pójdzie!! Więc po co straszyć lekarzami i szpitalami????? Czy nie lepsza jest
                                    tu właśnie wiedza 9a jeśli jej) brak to zdrowy rozsądek???
                                    Dziwi mnie jeszcze jedno - dziewczyny piszą często, że bez zzo albo cc nie
                                    urodzą, bo boli , bo strach itp. ... że lekarze i położne powinni być
                                    nastawieni tylko na ślepe posłuszeństwo względem rodzącej i spełniać wszystkie
                                    jej prośby i żądania .... a gdzie w tym wszystkim miejsce dla dziecka????
                                    Przecież ono jest tu najważniejsze!!!
                                    Chyba za bardzo się zaangażowałam w tą dyskusję - tak bardzo, że pól nocy nie
                                    przespałam!! ale to chyba jakaś fobia ciążowa!
                                    • earl.grey Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 22.03.06, 09:45
                                      można by stworzyć słownik synonimów porodówkowych:
                                      "współpracująca" - posłuszna
                                      "rozsądna" - potulna
                                      "histeryczna" - wspominająca cos o prawach pacjenta
                                      "podważać kompetencje lekarzy" - mieć pogląd na własny poród
                                      "roszczeniowa" - domagająca się szacunku
                                      "narażać życie i zdrowie dziecka" - nie życzyć sobie rutynowych interwencji
                                      "wydaje jej się że wszystkie rozumy pojadła" - chciałaby decydować o własnym ciele
                                      • imbirka Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 22.03.06, 11:37

                                        > można by stworzyć słownik synonimów porodówkowych:
                                        > "współpracująca" - posłuszna
                                        > "rozsądna" - potulna
                                        > "histeryczna" - wspominająca cos o prawach pacjenta
                                        > "podważać kompetencje lekarzy" - mieć pogląd na własny poród
                                        > "roszczeniowa" - domagająca się szacunku
                                        > "narażać życie i zdrowie dziecka" - nie życzyć sobie rutynowych interwencji
                                        > "wydaje jej się że wszystkie rozumy pojadła" - chciałaby decydować o własnym
                                        ciele

                                        Earl.grey, genialne!!!!
                                    • lilla_veneda Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 22.03.06, 11:14
                                      Przykro mi, że tak się przejełaś naszą wymianą opinii. Jak się zorientowałam
                                      obie jestesmy w ciązy, obie rodzimy w lipcu i nie powinnysmy sie niepotrzebnie
                                      denerwować. Nie o to tutaj chodzi, żeby wzajemnie podnosic sobie cisnienie.Jest
                                      między nami róznca zdań i chyba na tym polega uroda świata, że ludzie czują i
                                      myślą inaczej.
                                      Co do autorytetu lekarzy. Staram się po prostu zachować obiektywizm. Spojrzeć
                                      na problem nie tylko od strony medyków ale także od strony spanikowanej
                                      pacjentki. Dziewczyny nie straszyłyby porodówkami, gdyby nie miały złych
                                      doświadczeń. Czy straszą? Nie wiem, chcą raczej podzielić się swoimi
                                      przezyciami, przestrzec inne kobiety przed tym, co je spotkało.
                                      Opisałam juz swój pierwszy poród, teraz przygotowuje się do drugiego i wiem, że
                                      tym razem nie pozwolę sobie na dzień dobry podłączyc oksytocyny. Własnie ze
                                      względu na dobro dziecka. Dostałam jej taką końska dawkę, że macica przestała
                                      reagowac na bodźce i nie chciała się kurczyć. Dziecko trzeba było wycisnąć.
                                      Dopiero niedawno dowiedziałm się, że taka praktyka jest zabroniona, bo wiąze
                                      się z ryzykim uszkodzenia struktur mózgowych dziecka i uszkodzeń narządu
                                      rodnego kobiety. Wtedy o tym nie wiedziałam. Ja tez miałam zaufanie do lekarzy
                                      i połoznej, ale patrząc obiektywnie nie wszystko zrobili tak, jak trzeba. Może
                                      moja bardziej roszczeniowa postawa uchroniałby nmie przed komplikacjami. Na
                                      szczęście wszystko skończyło sie dobrze, ale uczucie rozczarowania pozostało.
                                      Nie mam żadnej traumy, mimo bólu i strachu nie wspominam tego porodu jako
                                      horroru.Zastanawiam sie tylko, jak będzie tym razem. Do tamtego szpitala nie
                                      wrócę własnie ze względu na utratę zaufania i autorytetu. Obie miałysmy to
                                      szczęscie, że urodziłysmy dość szybko, więc nie wiemy, co to znaczy 15 czy 20
                                      godzin bólów porodowych. Tyle męczyła się dziewczyna, którą przyjmowano ze mną
                                      do szpitala. Pod koniec była juz tak zmęczona, że nie miała siły przeć. Błagała
                                      o cesarkę. Po prostu była wyczerpana i czuła, że nie da rady. Jej reakcję też
                                      nazwano histerią, a przeciez przez pierwsze godziny była spokojna, opanowana i
                                      robiła, co jej kazali. Lekarz za wszelką cenę chciał, żeby urodziła naturalnie.
                                      Tylko czy rzeczywiście taki długi poród słuzy dobru dziecka? Po to mamy
                                      zdobycze medycyny (między innymi cc), aby z nich korzystać ( co nie znaczy
                                      naduzywać). Po co narażać dziecko na niedotlenienie? Jesli kobieta czuje, że
                                      coś jest nie tak, że sytuacja ją przerasta, dlaczego lekarze jej nie słuchają?
                                      Ilu dramatom można by zapobiec?
                                      Naprawdę nie chodzi mi o podważenie autorytetu lekarzy, tylko o to, by mniej
                                      rutynowo podchodzili do swoich obowiązków. Jako zona lekarza odbierasz to
                                      trochę jako atak na bliską Ci osobę, ale spróbuj nabrac do tego dystansu.
                                      Postaw się w sutuacji przeciętnej pacjentki. Nigdy nie zetknęłaś się ze złym
                                      traktowaniem ze strony lekarza? Z lekceważeniem czy złośliwością? Nota bene
                                      kiedy w 4 tygodniu ciązy z dziwnymi objawami poszłam do lekarza, który przez
                                      wiele lat był przyjacielem mojego taty, odesłał mnie z gabinetu z
                                      komentarzem: "Taka ciąża to nie ciąża. Przyjdź za 3 tygodnie." A nastepnego
                                      dnia zaczęłam krwawic i wylądowałam w szpitalu z groźbą poronienia. Dla niego
                                      byłam kolejnym przypadkiem, a ja starałam się zapobiec nieszczęsciu, bo znam
                                      swoje ciało i zauważam, gdy dzieje się coś nienormalnego. A wystarczyło sie
                                      zainteresować, przepisać Duphaston, tym bardziej, że wczesniej raz juz
                                      poroniłam. I jak tu miec zaufanie? Właśnie jako córka lekarza, który SŁUCHAŁ,
                                      co mówią do niego ludzie i miał dla nich wiele wyrozumiałości, ośmielam się
                                      krytykować innych. I sądzę, że mam ku temu podstawy. Piszesz, że sama wpadłaś w
                                      panike przed porodem, ale był przy Tobie mąż, który Cię uspokoił; poród
                                      odbierał kolega męża, więc miałaś poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że
                                      będzie się starał jak najlepiej. Wierz mi, nie każda ma taki luksus. I nie
                                      chodzi tu o jak piszesz ślepe posłuszeństwo personelu względem rodzącej i
                                      spełnianie wszystkich jej próśb i żądań. Chodzi o zapewnienie jej dobrej,
                                      fachowej opieki w zyczliwej atmosferze. Gdyby w tej kwestii polskiej słuzbie
                                      zdrowia nie mozna było nic zarzucić, akcja "Rodzic po ludzku" nie rozwinęłaby
                                      sie na taką skalę, a wszystkie młode mamy wychodziłyby ze szpitali zadowolone.
                                      To nie atak. To po prostu opinia kobiety, której lekarze juz po porodzie
                                      zrobili dużą krzywdę, a potem kamuflowali to w imię źle pojętej solidarności
                                      zawodowej. To że teraz jestem w ciązy, to prawdziwy dar od losu i zasługa tych
                                      lekarzy, którzy naprawili to, co "schrzanili" inni. Każdy kij ma dwa końce -
                                      policjanci, nauczyciele i lekarze dzielą sie na fachowców i partaczy. Jesli
                                      wywołuje sie dyskusje na temat tych drugich, to chyba dobrze, bo dzięki temu
                                      bedziemy bezpieczniejsi, mądrzejsi i zdrowsi. Autorytet tych pierwszych raczej
                                      na tym nie ucierpi.
                                      Pozdrawiam serdecznie Ciebie i dzidziusia zycząc nam obu łatwego i szybkiego
                                      porodu.
                                      Lilla
                                      • misspigy Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 22.03.06, 12:06
                                        no właśnie - chyba za bardzo się angażuję w dyskusję nt. ciążowe - ale wynika
                                        chyba to z faktu, że że odkąd jestem właśnie w ciązy popadam ciągle w jakieś
                                        fobie - np. wydaje mi się, że ochroniarka na bramie się na mnie uwzięła, albo
                                        że jakieś urządzenie w domu szczególnie głośno pracuje... nie wspomnę już o
                                        chorobliwym sprawdzaniu gazu, zamków i torebki (czy ktos np. nie porwał mi
                                        dokumentów) ehhh to chyba hormony.

                                        Z drugiej strony staram się jednak myśleć pozytywnie. A trochę mnie to
                                        kosztuje - w pierwszą ciążę zaszłam 6 lat temu - poroniłam - lekarz co prawda
                                        potraktował mnie wtedy można powiedzieć ok - wyjaśnił mi dokładnie, co i jak no
                                        i jeszcze pocieszył, że na pewno jeszcze urodzę nie jedno zdrowe dziecko ...
                                        myślałam, że jakoś to przeżyje. Położyli mnie do łóżka i poinformowali, że rano
                                        zrobią jeszcze zabieg oczyszczania macicy ... w nocy miałam wściekłe bóle -
                                        całe skrzepy ze mnie wychodziły. Kilka razywychodziłam do łazienki - potem
                                        przez 2 dni mogłam oglądać to, co pozostało po mojej ciąży - w formie
                                        zaschniętej krwi na podłodze! Po prostu nie posprzątano tego z korytarza!!!!
                                        Ale pal licho. Kiedy wybudziłam się z narkozy po zabiegu zobaczyłam obok siebie
                                        na łóżku młodą kobietę, która miała lada moment zacząć rodzić (już 2 dziecko) -
                                        a położyli ją na patologii ... z braku miejsc!! I tak mogłam sobie leżeć i wyć
                                        w poduszkę. Mój związek po tym wszystkim rozpadł się i myślałam, że już nigdy,
                                        przenigdy nie zajdę w ciążę!! A jednak po kilku latach wyszłam za mąż za kogoś
                                        innego i urodziłam mu dziecko. w lipcu urodzę drugie wink Nie chcę koncentrować
                                        się na tamtych przeżyciach... choc wiem (niestety), że może być różnie.

                                        Również pozdrawiam i życzę wszystkiego naj naj dla Ciebie i maleństwa!
                                • earl.grey plan porodu 21.03.06, 17:13
                                  tam nie robią lewatywki, chyba, że ktoś wyraźnie sobie życzy, a jeśli tak, to
                                  właśnie po to jest plan porodu, żeby to wpisać. Nacina się też tylko kilka
                                  procent kobiet, w razie rzeczywistej potrzeby, kobieta mimo to może w planie
                                  porodu wpisać, że np nacięcia sobie nie życzy i prosi, żeby zrobiono wszystko,
                                  co możliwe, aby go uniknąć. Jeśli okaże się konieczne, nikt nie wykona go wtedy
                                  bez konsultacji. Poza tym plan podrodu obejmuje np.: planowane sposoby
                                  łagodzenia bólu, ewentualny zamiar korzystania z wanny (jeśli jest), a czasami
                                  nawet... wyznanie rodzącej (jeśli jest muzułmanką, to nie ma prawa w porodzie
                                  uczestniczyć męski personel). Plan porodu służy zreszta między innymi do tego,
                                  że gdyby kobieta "straciła głowę", to personel będzie wiedział, jak postępować
                                  zgodnie z jej oczekiwaniami. To nie tylko "fanaberie", jak by u nas powiedzieli,
                                  ale też usprawnienie pracy na porodówce. No ale u nas za takie usprawnienie
                                  uważa się przywiązanie nóg dla dobra rodzącej i jej dziecka...
                                  Polecam książkę Miriam Stoppard "Childbirth", właśnie na ten temat przede wszytskim.
                                  • monistach miriam stoppard 24.03.06, 13:18
                                    earl.grey - gdzie można dostać tę książkę? próbowałam w necie, ale w Polsce
                                    jest chyba nieosiągalna. Czy masz może oryginał? bardzo chciałabym ją
                                    przeczytać.
                                    • earl.grey Re: miriam stoppard 24.03.06, 15:10
                                      kupiłam w Polsce w Empiku w Poznaniu, ale dwa lata temu. musiałabyś zapytać w
                                      jakimś Empiku, czy mają w magazynach.
                                      • monistach Re: miriam stoppard 24.03.06, 18:59
                                        dzięki, poszukam.
                            • knabino Re: a propos histerii na sali porodowej...i posta 21.03.06, 13:42
                              Nie ma jednego, właściwego, uniwersalnego przepisu na poród dla każdej kobiety,
                              bo każda kobieta jest inna. Są oczywiście pewne typy i jak kiedyś pisała pewna
                              położna, położne oceniają pacjentki, szufladkując je pewnie
                              jako "normalne", "histeryczki" i co tam bądź - czynią to zgodnie ze swoimi
                              doświadczeniami, podejściem do pracy i do życia w ogóle. Znam kobietę, która
                              była bardzo zadowolona z opieki przy porodzie, w czasie którego:
                              1.leżała cały czas
                              2.podano jej oksytocynę
                              3.przywiązano nogi
                              4.nacięto
                              Ja jej krytykować nie będę, skoro ona była zadowolona. Uważała, że tak ma być,
                              chciała tylko, żeby dziecko już wyszło całe i zdrowe. Ta kobieta bardzo, bardzo
                              kocha swoje dziecko i jest szczęśliwa.

                              Inna babka na jej miejscu mogłaby powiedzieć: dajcie mi pochodzić, poskakać i
                              coś zjeść zamiast oksytocyny, dajcie mi przeć w kucki i nie tnijcie, bo przez
                              kilka miesięcy ćwiczyłam jak dzika i stosowałam masaże. I taka kobieta też
                              bardzo swoje dziecko kocha i chce dla niego jak najlepiej, bo chce je urodzić
                              sn - siłami natury.

                              Są różne położne, różni lekarze, różne podejścia. Niektórzy chcą pracować w
                              spokoju i nie mieć kłopotów. TAcy na pewno nie lubią kobiet przezywających
                              poród szczególnie silnie. Wielkie rozczarowanie przezyłam kiedyś słuchając
                              opowieści mojej koleżanki, młodej lekarki specjalizującej się w neonatologii.
                              Do porodu przywieziono kobietę, która rodziła dziecko z wodogłowiem. Była
                              spanikowana, przerażona i krzyczała: "Pomóżcie mi, pomóżcie". Moja koleżanka
                              skomentowała to: "Tak sie darła, jakby jej ktoś krzywdę chciał zrobić". Nie
                              potrafię oddać tu tonu w jakim to powiedziała, ale było to takie bezduszne
                              oburzenie. Boże chroń nas przed takimi lekarzami, którym trudno zrozumieć ból i
                              strach cierpiącej istoty. Nie muszą dosłownie "współodczuwać", bo wypaliliby
                              się szybko, ale rozumieć i pomóc stosownie do sytuacji. Histeria to jedną z
                              możliwych reakcji, reakcji naturalnych. kobieta nie wpada w histerię, żeby
                              zrobić na złość personelowi medycznemu.
                              Jeżeli komuś wydają się niestosowne czy niezrozumiałe porównania do weterynarii
                              (to też rozumiem, bo nie każdy miał okazję do takich obserwacji i ok), można
                              pomysleć o podejściu do dziecka. Polecam Tracy Hogg. Dziecku też można dać w
                              twarz, jak płacze lub jest nieposłuszne, można na nie nakrzyczeć, można
                              egzekwować "współpracę" siłą. ALe, jak zauważa earl.grey, prawo reguluje pewne
                              zachowania. mamy swoje polskie tradycje związane z przemocą - na szczęście dużo
                              się o tym mówi i mam nadzieję, że będzie lepiej!
    • margonik Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 21.03.06, 14:19
      Felicja, rozumiem Cię. Jesli masz swojego lekarza, który będzie Cię doglądał,
      to po co 10 innych. Ale oczywiście ktoś musi Cię doglądać. Tylko nie wiem, jak
      Ty chcesz to zorganizować, skoro "Twoi ludzie" są spoza tego szpitala?

      Moja matka straciła kiedyś ciąże i jeszcze miała powikładnia (bezpłodność do
      końca życia) właśnie przez nadgorliwość lekarzy. Trafiła z krwawieniem do
      szpitala. Jej lekarz prowadzący wydał zakaz prowadzenia badań wewnętrznych.
      Tymczasem zjawił się jakiś nadgorliwiec z bandą studentów i wszyscy sobie na
      niej poużywali - w celach edukacyjnych. Straciła dziecko i płodność.

      Szczególnie, jak się jest w ciązy, trzeba wiedzieć komu dawać się badać i nie
      wystawiać tylka każdemu lekarzowi, który sobie zażyczy. Ale zdarzają się
      przypadki, że trafia się do szpitala i trzeba się zdać na przypadek. Możesz
      mieć nawet umówionego lekarza, ale jak się zdarzy, że coś nie gra, to nie
      zawsze można na niego czekać. Także też nie usztywniaj się w swojej decyzji!
      Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli.
    • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 15:26
      Histeria i tyle. Prywatna klinike polecam skoro cała ekipe chcesz sprowadzic.
      Nie tylko w głowach sie niektórym przewraca.
      • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 16:02
        no właśnie. A czemu to w prywatnej klinice można mieć szacunek do pacjentki, a w
        publicznej nie? Czy szacunek aż tyle kosztuje? Czy może należy się tylko tym,
        które stać na prywatną klinikę?
        przy okazji, bo właśnie wyczytałam w wątku o rodzeniu (w publicznym szpitalu!) w
        Niemczech: "nie ma zadnego ogladania krocza i rozbierania przy personelu czy
        wspollezacej bez potrzeby - wszytsko bazuje na takcie i szacunku"
        • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 16:36
          o matko- chodziło mi o to zeby rodziła tam gdzie pracuje ta jej ekipa jak sie
          wstydzi innych lekarzy i połoznych. mozna rodzic w domu i wtedy nikt jej spoza
          ekipy nie dotknie.
          • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 16:40
            a generalnie wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.
          • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 16:41
            a mi chodzi o to, że elementarnym prawem pacjenta (na początku wątku podałam
            podstawę prawną) jest odmowa badania i w wziązku z tym nie powinna słyszeć
            (zwłaszcza w szpitalu) że jest histeryczką.
            • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 17:04
              mozna sie nie zgodzic na badanie. ale poród i pierwsze trzy doby po porodzie
              mozna zakwalifikowac jako stan zagrozenia zycia. jesli pacjentka sie upiera i
              nadal nie chce sie dac zbadac i zdaje sobie sprawe z konsekwencji- jej prawo.
              ale dla mnie to histeria. najlepie lecyc jak Kaszpirowski- bez dotyku i na
              odległosc.
              • haganna Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 18:23
                Pacjentka chce się dać zbadać, ale z poszanowaniem jej godności i intymności.
                Tylko do niektórych to nie dociera!
                • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 25.03.06, 08:02
                  nie wiem jak może nieintymnie badać ginekolog. Mnie zapytano czy wyrażam zgode
                  na obecnośc stazystów. Nie wyraziłam więc wyszli. Nikt nie robił problemu. Nie
                  sądzę aby w innych szpitalach kolejka ustawiała sie do pacjentki. Mimo całej
                  oddziałowej obsady tylko jeden lekarz że tak powiem zaglada a reszta sie nie
                  wgapia.
              • monistach Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 24.03.06, 19:08
                przeciwcialo napisała:

                > mozna sie nie zgodzic na badanie. ale poród i pierwsze trzy doby po porodzie
                > mozna zakwalifikowac jako stan zagrozenia zycia. jesli pacjentka sie upiera i
                > nadal nie chce sie dac zbadac i zdaje sobie sprawe z konsekwencji- jej prawo.
                > ale dla mnie to histeria.

                Nie chodzi o niezgodę na badanie, ale o warunki, w jakich się ono dokonuje.
                Ciekawe dlaczego (według znajomej lekarki) pokoje jednoosobowe po porodzie
                wynajmują najczęściej przedstawicielki służby zdrowia? Chcą się odizolować
                od "cywilów"? A może chcą mieć zapewnioną intymność, bo doskonale wiedzą, jak
                to w naszych szpitalach wygląda. I kiedy same biorą udział w obchodach myślą
                sobie "ja bym nigdy nie pokazała tyłka całej tej świcie na obchodzie".
                • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 25.03.06, 08:04
                  ja jestem słuzba zdrowia i raz lezałam z sześcioma kobietami, raz z dwoma a raz
                  z trzema. Nie rozumiem problemu. Rodziłam po prostu w nieswoim szpitalu i juz.
                  Ale z zasady lecze sie poza miejscem pracy.
                  • earl.grey Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 25.03.06, 10:32
                    no to jak leżałaś z tymi sześcioma kobietami, to gapiło się:
                    - sześć kobiet,
                    - cała świta chodząca na obchód, jak dobrze pójdzie to kilkanaście osób,
                    - stażyści lub studenci, jeśli są (w klinice nie możesz nie wyrazić zgody)
                    Załóżmy, że się nawet nie gapią, bo ich setne krocze nie interesuje. Ale są.
                    Pacjentka może być skrępowana. Jak jest wrażliwa może jej nawet przeszkadzać, że
                    rano i wieczorem za każdym razem gapi się inny lekarz (jeden). Może się nie
                    zgodzić - wolno jej. Musi rozumieć, że w razie czego nikt nie zauważy, że coś
                    się paprze. Akurat w przypadku Felicji ten problem jest rozwiązany, bo jej facet
                    jest lekarzem. W innych przypadkach można go też rozwiązać:
                    - może się pogapić położna, może będzie to mniej nieprzyjemne,
                    - może z nią pogadać lekarz, spokojnie, nie na zasadzie "histeryczka", tylko dla
                    uspokojenia tak jak mówiła Llilla, która zresztą jest lekarzem,
                    - wszelkie oglądanie można przeprowadzać w gabinecie, czyli bez osób postronnych
                    i to powinno być normą, tylko wtedy dla lekarzy i położnych za długo by trwało,
                    więc im się nie chce.
                    • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 25.03.06, 11:35
                      Dla mnie postawa autorki postu to histeria i juz w to że jest mikrobiologiem to
                      nie uwierze. Bada sie w rekawiczkach, dla każdej pacjentki sa zmieniane na
                      nowe.
                      A zreszta szkoda pisac ....
                      • haganna Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 26.03.06, 22:52
                        No cóż, jesteś więc typowym przedstawicielem polskiej służby zdrowia, dla
                        którego przeprowadzanie badania w tłumie nie jest naruszeniem intymności i
                        godności, bo przecież "tylko jeden patrzy".
                        Absurd do kwadratu!
                        • przeciwcialo Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 27.03.06, 07:22
                          na porodówce byłam pacjentka a nie pracownikiem
                          • haganna Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 27.03.06, 11:05
                            Niemniej jednak mentalność "białego fartucha" z głowy na ten czas
                            nie "wyparowała".
    • knabino rodzic po ludzku 24.03.06, 19:21
      A propos z artykułu na stronie Rodzic po ludzku o prawach pacjentek na
      porodówkach - zwłaszcza ostatnie zdanie:

      "Prawa pacjenta w praktyce

      Z badań wynika, że starania personelu, by przestrzegać praw pacjenta, są
      niewystarczające. Rezygnuje się wprawdzie z obowiązkowych kiedyś zabiegów,
      takich jak golenie krocza i lewatywa, umożliwia porody rodzinne, matki mają
      dzieci cały czas przy sobie, ale często naruszane jest prawo do poszanowania
      intymności i godności. Czasem po prostu z zaniedbania (np. pozostawia się
      szeroko otwarte drzwi do sali porodowej) lub z braku empatii (dopuszcza się
      obecność wielu osób w trakcie obchodu)".
    • agastrusia Re: gdzie w papierach jest napisane ze leżąc na s 25.03.06, 12:12
      Mówiąc szczerz na początku też wziełam Felicje za histeryczke i może nią jest w
      rzeczywistości. Mnie nie przeszkadzało, że codziennie lekarz sprawdza stan
      mojego krocza ale wydaje mi się, że można coś z tym zrobić. W Anglii kobieta
      idzie do domu w dwie godziny po porodzie - więc można. Nie wiem co dzieje się
      dalej ale chyba jakoś jest to rozwiązane i można.
      Pozdrawiam wink
      • knabino różnica 25.03.06, 13:13
        Jest różnica między dyskretnym badaniem pacjentki przez jednego lekarza lub
        położną w gabinecie lub co najmniej za parawanem, a między rozkładaniem nóg na
        sali zbiorowej przed gremium złożonym z kilku osób. Na pewno są kobiety, którym
        to nie przeszkadza i nie budzi sprzeciwu, OK. Ale jeżeli kobieta czuje
        zażenowanie i dyskomfort w takiej sytuacji - należy to uszanować. Widocznie
        takie oględziny naruszają jej uczucia, na pewno można inaczej. Nie wszyscy są
        tacy sami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka