Dodaj do ulubionych

Mój poród

12.11.06, 14:26
Witam! 29.10.2006 urodziłam synka (który jest piękny, wspaniały itd smile) Po
pierwsze nigdy nie myślałam, że poród to tak ciężkie, poważne przeżycie, a
parcie to tak nadludzki wysiłek (pierwszą moją myślą, gdy odzyskałam
przytomność umysłu, było: "Nigdy więcej nie chcę już przez to przechodzić",
ale po paru dniach już o tym zapomniałam). Nie piszę tego by straszyć - z
drugiej strony w trakcie mojego porodu dwie dziewczyny urodziły dosłownie w 5
minut - 3 parcia, zero bólu i już, pełna radość. Zrobiłam taki poważny wstęp,
ale dziś po dwóch tygodniach wspominam ten poród z uśmiechem (zapomniałam o
bólu,a pamiętam radość). Na izbę przyjęć wybierałam się w zabawnych
okolicznościach. To były moje urodziny i poszliśmy je uczcić do knajpy z
przyjaciółmi (o mały włos wylądowalibyśmy na koncercie Kultu, ale nie było juz
biletów). W tej miłej atmosferze odeszły mi wody, a było to tuż przed północą.
Kolega, który się spóźnił i nie zdążył wypić, pojechał rowerem po samochód, a
reszta taksówką do nas do domu po moją torbę. Wzięłam prysznic, zadzwoniłam na
izbę przyjęć, gdzie kazali mi jak najszybciej przyjeżdżać. W 5 osób wsiedliśmy
w samochód, całą drogę żartowaliśmy.Rozstaliśmy się przed wejściem na izbę,
skąd zabierali nas na porodówkę. Rodziłam w sumie 25 godzin - dlatego też ta
końcówka była tak trudna - byłam już po prostu umęczona. Początki były łatwe,
ja byłam podekscytowana, ale mój narzeczony zasnął. Potem niestety zaczęło
boleć, więc ćwiczyliśmy jak nas uczyli na szkole rodzenia. Na odpowiednie do
zzo rozwarcie czekalismy 10 godzin - przy uśmierzaniu bólu bardzo pomagał
prysznic, po zzo odczułam ogromną ulgę i ten okres aż do zaczęcia drugiej fazy
wspominam bardzo miło - rozmawialiśmy, żartowaliśmy, ćwiczyliśmy. W drugiej
fazie nie poradziłabym sobie, gdyby nie lekarz, położna i mój narzeczony, tak
bardzo nie miałam już siły, że gdyby nie oni to pewnie by się to skończyło
jakimś próżnociągiem, ale narzeczony skutecznie mnie dopingował, a lekarz i
położna wykonali kawał dobrej roboty, niemalże wyciskając ze mnie dziecko. Po
porodzie bylam bardzo dobrze traktowana. Teraz jesteśmy już razem w domu i
jest super. Pozdrawiam wszystkie i życzę powodzenia.
Obserwuj wątek
    • budynka Re: Mój poród 12.11.06, 15:02
      Och...!!! ale mnie podekscytowałaś albo też podniosłaś ciśnienie. Gratuluję
      przede wszystkim serdecznie i życzę powodzonka dla Waszej trójki. Mnie też to
      czeka w marcu, i mówisz że po zzo jest tak błogosmile) pewnie się na niego
      zdecyduje. budynka
      • charlee80 Re: Mój poród 12.11.06, 20:51
        Ja sobie załóżyłam że będę " dzielną dziewczynka" i urodzę mojego Dominisia bez
        znieczulenia i rzeczywiście mój poród choć postępował bardzo powoli nie był taki
        zły doputy dopuki.....najpierw dostałam oksytocynę a 10 min później przebili mi
        pęcherz płodowy a po 3 min wrzeszczałam i zwijałam sie z bólu. Na szczęście był
        tam ze mną mój mąż, który cały czas trzymał mnie za rękę a na nie szczęście był
        też lekarz, który siedział sobie z boki, przeglądał gazetę i tylko powtarzał :
        po co tak wrzeszczec to tylko poród " albo " ucisz się kobieto "!!! (Po
        wszystkim zrobiłam mężowi awanturę o to że pozwolił żeby ten konował tak się do
        mnie zwracał). W końcu dostalam znieczulene, które zadziałało tylko na prawą
        stronę ciała, dopiero po 3 dawce ( czyli po pół godz błagania o większą dawkę bo
        cała lewa strona mnie rozsadzała) znieczulenie zaczęło działac i na drugą
        stronę. Godzinę po tym urodziłam synka potem łóżysko. Połóżyli mi synka na
        brzuchu i nawet nie zauważyłam jak do sali zbiegło sie chyba z 10 lekarzy.
        Okazało sie że łóżysko się całe nie odkleiło i mialam łyżeczkowanie. Po porodzie
        męża wypędzili do domu a mnie przewieźli na salę poporodową i uznano że jestem w
        pełni sił aby zjąć się własnym dzięckiem. Nikogo nie obchodziło że właśnie
        urodziłam dziecko, jestem cała obolała, nie mogę się podnieść a co dopiero
        chodzic. Nikogo też nie obchodziło że dziecko drze się bo jest głodne a ja nie
        mogę go nawet podnieść i przystawic do poersi, albo to, ze zrobił kupę i rzeba
        go przebrac. I wcale nie oczekiwałam że pielęgniarki wszystko to zrobią za mnie,
        oczekiwałam jedynie choć minimalnej pomocy i kiedy w końcu zwróciłam jednej z
        pielęgniarek uwagę wiecie co usłyszałam???? " Pani dziecko pani kłopot". Potem
        jeszcze usłyszałam ze one mają inne "poważniejsze" obowiązki. Najsmieszniejsze
        jest to, że za cały poród zapłaciłam prawie 2 tyś zł a potraktowano mnie i moje
        dziecko jak intruzów. Pobyt w szpitalu był koszmarem, który zapamiętam do końca
        życia. Drugi raz nie będę tego przechodzic i dlatego swoje drugie dziecko urodzę
        w domu.
        • aneczka805 Re: Mój poród 12.11.06, 23:39
          bardzo to przykre co piszesz, ale - przepraszam za to pytanie- za co zapłaciłas
          az 2 tys złotych??!! Bo z opisu wygląda to na całkowicie państwowy szpital...
        • sara2103 Re: Mój poród 13.11.06, 08:37
          mam tylko pytanie gdzie rodziłaś?
    • mamusia79 Re: Mój poród 12.11.06, 21:41
      Gratuluję!!!!
    • anulka59 Re: Mój poród 13.11.06, 09:35
      Popłakałam się czytając oba opisy porodu.W jednym tylko radość a w drugim
      radość i smutek a raczej przykrość.To niestety nasza rzeczywistość.Miałam cc i
      to 2godz po przyjęciu mnie do szpitala.Personel był miły (poza niektórymi
      wyjątkami)więc rozumię imon8 i współczuję charle80 ale obu gratuluję.
      • karolinka1116 Re: Mój poród 13.11.06, 12:03
        moj porod-mimo, ze na poczatku tak tego nie odczulam, z perspektywy czasu nie
        byl zupelnie 'w porzadku'
        opisujac swoj porod tutaj-kilka dni po nim, bylam w euforii i moze nie
        specjalnie 'nachwalilam' jego przepieg,ale na pewno niezbyt obiektywnie
        ocenilam to, co sie wtedy dzialo. Nie mialam wowczas pojecia jak to powionno
        byc i na co powinnam zwracac uwage.
        Orlowski to szpital-jak mi sie teraz wydaje, spelniajacy takie minimum
        szpitalne dla kobiet rodzacych i ich dzieci.
        Nie poobala mi sie lekarka, ktora chamsko twierdzila, ze mnie nie boli, bo nie
        widac tego po mnie(nie krzyczalam), nie rozumialam niemilosioernie bolesnego
        bolu przy badaniu mojego stanu rozwarcia (wpychali we mnie paluchy jakbym miala
        krocze krowy, a rozwaracie mialo wtedy centymetr!), nie rozumialam sugestii na
        temat mojego wieku: 20 lat, nie wiedzialam po co mi golic krocze, a wlascieie -
        gorna czesc podbrzusza(meczylam sie ze 3 tygodnie zanim wszystko poodrastalo i
        moglam przestac sie drapac), i ten nacisk na karmienie piersia(po wyjscieu ze
        szpitala ani razu nie dalam corce piersi-od poczatku, swiadomie wiedzialam,ze
        nie chce), oprocz tego cala ta awantura o nacinanie krocza, na ktore nie
        chcialam sie zgodzic(zenujace w trakcie akacji porodowej, w czasie parcia,
        spowiadalam sie dlaczego jestem przeciw i sie nie zgadzam,no ale dopielam
        tego,dzieki czemu pobyt w toalecie nie byl dla mnie koszmarem, nawet po 4
        godzinach od porodu, mimo ze rodzilam pierwszy raz) i dopiero teraz sobie
        uswiadomilam: byc moze w trakcie mojego porodu osobami przy nim asystujacymi
        nie byly tylko polozne i lakrkarka, ale rowniez studenci, na co nie wyrazalam
        zgody...
      • charlee80 Re: Mój poród 13.11.06, 16:08
        tak, szpital w którym rodziłam jest państwowy to szpital na madalińskiego.
        zapłaciłam za tak zwane miejsce, synka urodziłam w sierpniu, kiedy akurat
        większośc szpiatli miała pozamykane oddziały położnicze z powodu remontów. To
        był mój pierwszy poród i nie chciałam jeździć od szpitala do szpitala z nadzieją
        że któryś mnie przyjmie, poza tym ten był najbliżej mojego miejsca zamieszkania.
        Zapłaciłam za znieczulenie i położną i jedynie na nią nie mogę narzekać bo
        naprawdę była super.Mam uraz i wielki żal do pracowników oddziału położniczego i
        tego jełopa lekarza z porodówki( swoja drogą założe sie ze nie zniósł by
        nawet1/3 calego bólu rodzenia). Poza tym jest jeszcze jedno ale. Przed porodem
        oglądałam z mężem sale porodowe i nie mozna powiedzieć - wszystko nowe, sale
        ładne , duże , przestronne ale na sale poprodową nie pozwolono nawet nam zerknąc
        - teraz wiem dlaczego. wszystkie rodem z czasów PRL
    • furetti Re: Mój poród 13.11.06, 16:19
      imoan8 - mogłabyć podac w którym szpitalu ty rodziłaś? Plis, bo brzmi bardzo
      obiecująco a ja sie łudze że to w miom mieście...
      pozdrawiam
      • imoan8 Re: Mój poród 13.11.06, 23:14
        Na Starynkiewicza, w Warszawie. Polecam i pozdrawiam
    • agadd02 Re: Mój poród 14.11.06, 08:48
      wiecie co dziewczyny czytając te posty zastanawiam się jaki służba zdrowia ma
      tupet, żeby strajkować i domagać się podwyżek, niestety mój poród i to drugi
      (bo po pierwszym - miesiąc po znowu chciałam być w ciąży) był równie
      beznadziejny głównie z powodu znieczulicy i totalnego chamstwa personelu, moim
      zdaniem do podwyżek powinno się podejść indywidualnie , bo są osoby "złote"
      które są naprawdę niedoceniane i zazwyczaj się słowem nie odezwią, po prostu
      pracują z powołania i dla nich naprawdę 100 albo i 200% podwyżki, a są chamy ,
      które nie powinny w ogóle pracować

      a co do wypychania dziecka z brzucha to cieszę się, że dziecko zdrowe i
      wszystko ok, bo piszesz o tym tak jakby z radością i z ulgą, że tak ci pomogli
      ale chyba nie zdajesz sobie sprawy jak sie ten poród mógł skończyć, a
      wypychanie dziecka jest zakazane
      • imoan8 Re: Mój poród 14.11.06, 14:41
        Zdaję sobie sprawę. Cieszę się, że nie skończyło się próżnociągiem, bo to by
        dopiero mogło być niebezpieczne. Chwalę personel za szybkie podjęcie decyzji i
        skuteczną pomoc. Pierwsze słyszę, by to było zakazane, takie przypadki się
        zdarzają, wcale nie tak rzadko, jak myslałam. Nie ukrywałam, że był to cięzki
        poród, a piszę o nim z radością, bo wszystko skończyło się dobrze. Maluch dostał
        10 punktów, jest zdrowy i sliczny. Przy drugiej ciąży pewnie będę musiała mieć
        cesarkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka