Gość: guest
IP: *.*
10.12.01, 10:37
Jeszcze mam pare dni do tzw terminu, wszystkie znaki pod sloncem mowia ze jest dobrze wyznaczony. Ale juz matrwie sieze przenosze, bo nic nie czuje zeby sie szykowalo. Jak wytrzymalyscie psychicznie po terminie i ile czekalyscie na ewentualne wywolanie?