Dodaj do ulubionych

Dobre, szpitalne obyczaje!

IP: *.* 21.01.02, 10:53
Kochane Przyszłe Mamy,Ja, co prawda mam już poród za sobą, ale chcę się z Wami podzielić moim wspomnieniem z czasu rodzenia - ku przestrodze. W 42 tyg. trafiłam do szpitala na patologię ciąży - mimo, że to brzmi nieprzyjemnie - taki jest standard, bo wszelkie przypadki wstrzymania akcji porodowej czy przenoszonej ciąży lądują właśnie tam. Dostałam więc oksytocynę, a, że nie podziałała, wróciłam na poczekalnię zwaną Oddziałem Patologii Ciąży. Była niedziela. Po porannej mszy poczułam skurcze, robiły się całkiem regularne, ale rozwarcia nie było - nie kwalifikowałam się więc na porodówkę. Skurcze były bolesne, nie mogłam siedzieć - chodziłam, kucałam, sapałam, stękałam. W międzyczasie tłumy gości zaczęły napływać do naszej siedmioosobowej sali. Przy łóżku obok mąż czule uwieszony na ciężarnej żonie, szeptał jej do ucha dusery, pod drzwiami, prosto z imprezki, towarzystwo innej pacjentki, jeszcze pachnące piwkiem, wprowadzało ją w swój wesoły nastrój. Za chwilę do "uwieszonego" męża sąsiadki dołączyła mamusia, mąż natomiast był zmuszony siedzieć tak blisko mego łóżka, że gdyby odeszły mi wody, to chyba bym mu zamoczyła buty. Położna powiedziała, że póki nie ma rozwarcia, powinnam wykorzystać ten czas i się zdrzemnąć, bo przede mną duży wysiłek. Dostałam środek przeciwbólowy w tym celu. Ale jak tu się zdrzemnąć wśród hałaśliwej gawiedzi jaka wypełniła naszą salę? Bóle były jednak coraz silniejsze, nie mogłam usiedzieć. Zaczęłam stękając spacerować slalomem po sali między krzesłami sznownych mężów, teściowych i szwagrów. I wiecie co? Nikt nie podniósł szanownych 4 liter, żeby wyjść z sali !!! Zgroza. Gdybym nagle zaczęła rodzić, to chyba by mi zaglądali w, za przeproszeniem, krocze i krzyczeli: "dobra!, dawaj jeszcze trochę, już go widać!"Piszę to życząc Wam szybkich porodów, a Waszym rodzącym koleżankom i ich rodzinom minimum taktu i wyczucia. Gorąco pozdrawiam. Matylda.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kasia_M Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 11:13
      hehe ... ja nie zapomnę jak po porodzie zaczęły się odwiedziny... było nas 4 w sali a w szpitali teoretyczny obowiązek odwiedzania tylko przez 2 osoby na raz... teoretyczny... do dziewczyny koło mnie leżącej zwaliła się 8 osobowa rodzinka, mamusia teście siostry bracia... pomijam zapach jaki wydzielali - coś pomiędzy czosnkiem cabulą a satrym potem - to najzwyczajniej mamusia delikwentki rozsiadła się na moich nogach - a u wezgłowia córeczki - fukając żebym przesunęła wózeczek z Martą to jeszcze ktoś usiądzie!! następnie chciano mi zabrać taboret przynależący do mojego łóżka - na którym trzymałam wszystko bo nie miałam stoliczka szpitalnego - mamusie były oburzone że nie chcę dać!!! kiedy rozłożysta szczęśliwa babcia usiadła mi na nodze ryknęłam tak że aż przyleciała pielęgniarka i na moją głośną prośbę wyprosiła towarzystwo za drzwi (nota bene właśnie obdarowywali położnicę kiełbasą) - zostałam wyzwana od wariantek i chamek przez babcie sąsiadki - a że byłam tak zmęczona porodem i przeżyciami porodowymi - rozbeczałam się... na to wpadł mój tradycyjnie spóźniony mąż i jak się dowiedział co sie stało zrobił aferę o takim zasięgu ze dziewczynę wraz z jej ewentualnymi gośćmi przeniesiono do innej sali....drugim wspaniałym incydentem był inna mamusia która do śpiącego noworodka non stop bardzo głośno robiła coś w rodzaju "ciiiiiii........ siiiiiiii......." w nocy nie mogłą spać - więc też uciszała śpiącą córeczkę - co niestety nas budziło i doprowadzało do szewskiej pasji...
      • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 12:31
        Oj, dziewczyny przesadzacie troszeczkę. Jasne, ja tez bym chciała, żeby sale w naszych szpitalach były góra dwu osobowe, a całe społeczeństwo miało wyższe wykształcenie i wysoką kulturę osobistą. Żyjemy jednak w takim kraju w jakim żyjemy i załamywanie rąk oraz narzekanie nic tu nie pomoże.Ja leżałam na patologii ciąży trzy miesiące. Później jeszcze dwa na poporodówce. Tylko uśmiech i poczucie humoru pozwoliły mi przejść przez to wszystko w dobrym stanie ducha.A i ludzie od razu stają się milsi, kiedy widzą kogoś uśmiechniętego.Madzia
        • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 15:35
          A mnie, jakoś tak się dziwnie złożyło, w bólach porodowych nie było do śmiechu i podtrzymywania miłej wzajemnej atmosfery. Jeśli chodzi o towarzystwo przy porodzie, to planowałam tylko obecność męża, a nie rodzin współpacjentek.Jakoś czułam się, w pewnym sensie, upokorzona, że siedzą sobie zadowoleni i patrzą na moje cierpienie, a ja nie wiem, gdzie mam się schować z tym swoim rodzeniem - może do obleśnego WC? Bo na korytarzu też tłumy. Magdalena Malinowska-Orfinger napisała/ł:Żyjemy jednak w takim kraju w jakim żyjemy i załamywanie rąk oraz narzekanie nic tu nie pomoże.Magdo, jeśli pozwolisz, narzekanie nie pomoże, ale mówienie o tym pomoże bez wątpienia. Gdybyśmy tak nie myślały, nigdy nie zaistniałaby akcja "Rodzić po ludzku", w wyniku której na porodówce czujesz się trochę bardziej człowiekiem. Moja "patologiczna" mordęga zakończyła się z chwilą, gdy lekarz dyżurny oddziału-poczekalni skierował mnie wreszczcie (litościwie i dzięki mu za to), mimo braku rozwarcia, na salę porodów rodzinnych (500 zł), gdzie ujrzałam inną rzeczywistość - schludny, kameralny pokoik, kolorowa pościel, worek sako, piłka, wanna, KTG tylko dla mnie i praktycznie non-stop, zainteresowany mną personel, znieczulenie zewnątrzoponowe (400 zł), pełna intymności atmosfera ... Tam też przywieziona przez męża "nasza" położna (600 zł) wykonała szereg zabiegów (mimo, że wg procedury nie byłam rodzącą, bo nie miałam rozwarcia) - nawodnienie, druga dawka oksytocyny, masaże szyjki macicy, pomoc w oddychaniu. Nie piszę przecież tego, żeby kobiety się bały porodu!Zresztą - szpital szpitalowi nierówny, a te warszawskie w akcji "Rodzić po ludzku" wypadły bardzo blado w porównaniu z resztą Polski (ja rodziłam w W-wie). Nie mówię też, że na oddziale patologii nie było dobrych położnych - pomagały jak mogły, w miarę swoich ograniczonych możliwości.Jednak kontrast pomiędzy oddziałem "darmowym", a "odpłatnym", zwalił mnie z nóg. Dlatego następnym razem, jeśli tylko kasa domowa to wytrzyma, zafunduję sobie prywatny poród raz jeszcze. Bez wątpliwości. Ale słyszałam, że są w Polsce świetne szpitale, gdzie rodzenie rodzinne jest za darmo (w praktyce też, a nie tylko w teorii), personel życzliwy i fachowy. No, żeby jeszcze gościom przychodzącym do pacjentek nie zabrakło fantazji!P.S. Wszystkie te trudy wynagradza mały ludek, którego rodzisz. Dla niego warto doświadczyć nawet oddziału patologii ciąży. Głowy do góry. Matylda
          • Gość: Marta_I Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 15:50
            Matyldo, amnie się wydaje, że swoje żale kierujesz nie w tę stronę co trzeba. Pretensje powinna? mieć do personelu oddziału, który powinien Cię skierować na oddział położniczy, a nie do odwiedzajšcych pozostałe pacjentki. Im pewnie też nie było przyjemnie uczestniczyć w Twoim porodzie. Rozumiem Twoje rozgoryczenie, mnie w szpitalu też spotykały nie tylko same przyjemne chwile. Rodzę za dwa miesišce i wiem, że o niektóre rzeczy i prawa trzeba się po prostu dopominać. Innš sprawš jest odpłatno?ć za poród. Żenujšce jest dla mne żšdanie przez większo?ć warszawskich szpitali dodatkowych opłat za poród rodzinny. Dwoje swoich dzieci rodziłšm na ?lšsku. Tam opłaty za poród rodzinny o ile były to symboliczne do 200 złotych. Lekarze i położne też się tak wysoko nie cenili. Dlatego teraz wybrałam IMiD - jedyny szpital, w którym poród rodzinny jest traktowany jako standardowy.PozdrawiamMarta
            • Gość: Adzia Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 16:01
              Cóż, żyjemy w warunkach, w jakich żyjemy i tego się nie da zmienić. Zgadzam się z Martą - nie można mieć pretensji do odwiedzających, tylko do przepisów szpitalnych. które, uważam, powinno się w tej kwestii zaostrzyć.Ja może przesadzam, ale wydaje mi się, że do pokoju, w którym leży więcej niż jedna kobieta w ogóle nie powinien wchodzić nikt z zewnątrz! Przepisy szpitalne powinny respektować intymność kobiet w połogu. Po drugie, po porodzie jest się tak zmęczonym, że przy systemie rooming-in i wymagającym dziecku musimy mieć zagwarantowane prawo do odpoczynku - a obcy ludzie kręcący się po sali na pewno tego nie ułatwiają.Ja leżałam w pokoju z trójką innych kobiet z noworodkami - doprawdy nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek obcy tam się kręcił!A tak fajnie się ogląda amerykańskie filmy, gdzie kobieta z dzieckiem leżą sobie w łóżku, naokoło misie i baloniki, a czuły mąż podaje jej herbatę....:-)Pozdrawiam Agnieszka
            • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 09:26
              Marto,Chyba się załamię. Etap mojego porodu odbywający się na oddziale patologii ciąży jest dla mnie doświadczeniem tak traumatycznym, że kiedy to wspominam, ściska mi się żołądek i serce wali jak Dzwon Zygmunta (11 miesięcy minęło od narodzin dziecka). Kiedy wspomnienia okołoporodowe ogarną mnie nocą, nie mogę zasnąć do rana (mimo, że snu mam ostatnio jak na lekarstwo). Wszechogarniający strach o dziecko, które pcha się na świat, a ja nie potrafię mu "otworzyć drzwi".Wszechogarniający ból - i nikt nie może mi pomóc, bo nie ma rozwarcia. Wszechogarniający wstyd przed tłumem świadków mojego bólu!Ciężarna, choćby miała bóle parte, a nie ma rozwarcia, w publicznym szpitalu NIE KWALIFIKUJE się na porodówkę!!!Wg ginekologów poród zaczyna się gdy szyjka macicy rozwiera się powyżej 2-3 cm! Personel nic tu nie może pomóc, bo takie są przepisy i basta!!!!Rodziłaś dziecko? Wyobraź sobie, że jesteś w 4 godzinie ostrych skurczów (co 3 minuty) a w okół Ciebie kupa obcych ludzi!!!??? Powiedz szczerze, czy w tej sytuacji potrafiłabyś zachować swoje zrozumieniedla nieznośnie obecnych obcych ludzi - świadków Twojego rodzenia?Marta napisała/ł:Pretensje powinna? mieć do personelu oddziału, który powinien Cię skierować na oddział położniczy, a nie do odwiedzajšcych pozostałe pacjentki. Im pewnie też nie było przyjemnie uczestniczyć w Twoim porodzie. NO PRZEPRASZAM, ALE WYPROWADZIŁAŚ MNIE Z RÓWNOWAGI!Im nie było przyjemnie uczestniczyć w moim porodzie?????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!???????????To po diabła siedzieli tuż przy moim łóżku???Gdyby nie chcieli brać w tym udziału, to by po prostu wyszli na korytarz! Tam stały krzesła, fotele, leżanki, otwarta była kawiarnia i bufet.JA NIE PRZYSZŁAM RODZIĆ DO NICH DO DOMU !!!!!!!!!!! x 10000!TO ONI WLEŹLI Z BUCIORAMI W MOJE RODZENIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!GDZIE JA MIAŁAM SIĘ PODZIAĆ, pytam Ciebie? Na porodówce mnie nie chcieli i mogłam sobie siedzieć i płakać pod zamkniętymi drzwiami ordynatora, który jako jedyny może poczynić jakieś odstępstwa od procedury szpitalnej (w niedzielę ordynator nie pracuje!) W mojej sali pełno obcych ludzi, na korytarzu też! To w końcu dla kogo jest boisko?Dla piłkarzy czy dla kibiców? Bo w sporcie jak rozbawiony kibic włazi na boisko, to popełnia coś w rodzaju sportowego faux pas (i każdy byle "szalikowiec" o tym wie) A miejsce jakim jest szpital ginekologiczno-położniczy i rzeczy tam się dziejące wymagają o wiele więcej DELIKATNIOŚCI ze strony "kibicujących"!Na tym kończę. Nie będę ciągnąć tego wątku, bo zbyt wiele przykrych i upokarzających doświadczeń się z tym wiąże i wspomnienie każdej bolesnej godziny, jaką ZMUSZONA byłam spędzić wśród gapiącej się gawiedzi rani mnie jeszcze zbyt mocno, żeby pozwolić sobie na chłodną dyskusję o naszej służbie zdrowia, naszych dobrych obyczajach czy raczej ich braku i tym do kogo kierować lub nie swoje żale. Matylda i jej poporodowa Trauma .
              • Gość: Marta_I Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 15:58
                Matyldo, nie wiem co Ci odpisać. Z jednej strony rozumiem Twojš traumę ale z drugiej jakiekolwiek uwagi traktujesz jak atak. Mam za sobš trzy porody i trzy pobyty na patologii, w tym jeden bezpo?rednio przed porodem. A terza czeka mnie kolejny poród. Z tego co wiem w szpitalu nie ma typowych przepisów kiedy kobieta nadaje się a kiedy nie na porodówkę. Sš tylko zwyczaje praktykowanne przez lekarzy w poszczególnych szpitalach. I nie rozumiem dlaczego cały swój żal kierujesz do ludzi, którzy akurat przyszli odwiedzić swoje bliskie w szpitalu a nie do lekarzy i położnych, którzy nie zapewnili Ci wła?ciwych warunków choć jest to ich psi obowišzek. Na innych szpitalnych oddziałach też leżš cierpišcy ludzie i nie można mieć pretensji do reszty pacjentów i odwiedzajšcych. Zadaniem szpitala a nie rodzin pacjentów jest zapewnienie pacjentom prawidłowych warunków leczenia.Ja nie znoszę szpitali choć jednocze?nie nie mam odwagi rodzić w domu. Rozumiem Twoje obawy przed kolejnš hospitalizacjš. Ale wymagać trzeba przede wszystkim od lekarzy.PozdrawiamMarta
                • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 16:21
                  Hura, hura :hot: Chodzi mi o twoje zdanie, tak bliskie mojego.Madzia
                  • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Madziu IP: *.* 28.01.02, 10:19
                    Madziu,To Ty jesteś tą Madzią mailującą z obczyzny?Bo była gdzieś na edziecku Madzia z Francji czy z Kanady i już nie wiem czy to Ty, czy kto inny.A jeśli tak, to uprzedzę już swoje następne pytanie - rodziłaś w polskich szpitalach czy zagramanicznych?Matylda.
                    • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Madziu IP: *.* 28.01.02, 12:23
                      Jestem stuprocentową madzią z Polski i do tego Warszawy.Rodziłam na Bielanach rok temu.
                • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - tylko jedno pytanie IP: *.* 28.01.02, 10:15
                  Marto,Mam w takim razie tylko jedno pytanie.Jak idziesz do kościoła - wszystko jedno jakiego - i tam spotykasz hałaśliwą gromadę, która zakłóca spokój i możliwość skupienia się innym w tym WYJĄTKOWYM miejscju, czy pójdziesz wylewać swe oburzenie do proboszcza, że zaniedbuje swoje obowiązki i nie zapewnia ciszy Twojej modlitwie?Bo analogia pewna jest - ksiądz żyje z naszej jałmużny - podobnie jak pracownicy służby zdrowia z jałmużny państwa.Przeczytaj sobie posta pielęgniarki, która się w tej kwestii wypowiedziała.Personel szpitalny nie jest po to by się przepychać przy drzwiach z chamskim wujkiem czy pyskatą stryjenką. Rozważ powyższe zwłaszcza w kontekście obecnej beznadziejnej sytuacji polskiej służby zdrowia (ochrona? TAK! Ale za co?). Jak widzisz lekarzy i pielęgniarki w roli agentów ochrony?Bo ja w ogóle.Pozdrawiam. Matylda.
                  • Gość: Marta_I Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - tylko jedno pytanie IP: *.* 28.01.02, 10:44
                    Matyldo, szpital to jednak nie ko?ciół a poród to nie modlitwa. A od egzekwowania porzšdku i regulaminu w szpitalu jest jego personel a nie pacjenci. Oczywi?cie kwestiš kultury osobistej jest zachowanie się pacjentów i odwiedzajšcych w szpitalu. Jednak ja osobi?cie jako pacjentka nie widzę możliwo?ci wyedukowania reszty społeczeństwa. Oczywi?cie jak najbardziej popieram zwrócenie uwagi komu? by nie siadał na moim łóżku czy nie hałasował nad moim ?pišcym dzieckiem. Sš jednak ludzie, którym wszystko przeszkadza - mycie zębów czy spuszczanie wody w ubikacji. Jeżeli leżymy w szpitalu i mamy wspólnš salę to niestety trzeba się też pogodzić z tym, że jeste?my skazani na towarzystwo reszty pacjentów i ich odwiedzajšcych.PozdrawiamMarta
                    • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - tylko jedno pytanie IP: *.* 28.01.02, 12:12
                      Marto, a Ty w kółko to samo!Powiedz lepiej jak Ty widzisz to pilnowanie porządków przez personel szpitalny w praktyce?Jak ja leżałam na patologii, to lekarze mieli w ciągu jednego dnia trzy cesarki, jeden krwotok i 16 USG do wykonania. Pielęgniarki też się nie nudziły.Kto ma pilnować odwiedzin w szpitalach jeśli nie ma forsy na ochronę? Ba, tej forsy nie ma nawet na godną płacę dla pielęgniarki.Przestańmy teoretyzować, kto powinien co itd.Tak samo jak jedna z wypowiadających się tu Pań uważam, że skoro ludziska się nauczyły, że w kościele się siedzi cicho i na bani do świątyni nie przychodzi, tak też może się lud nauczyć, że szpital to nie kantyna. I tylko od nas zależy jak WYCHOWAMY SWOICH ODWIEDZAJĄCYCH.Pa. Matylda.
                    • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - tylko jedno pytanie IP: *.* 28.01.02, 12:26
                      Podpisuję się rękoma i nogami.
        • Gość: Kasia_M Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 15:44
          nie nie przesadzamskoro społeczeństwo się nauczyło że w kościele siedzi cicho jak makiem zasiał - to niech pojmie że w szpitalu jest ból i często cierpienie - i to miejsce wymaga także ciszy i spokojupoza tym banda brudnych ludzi nie sprzyja raczej pierwszym chwilom życia noworodka - więc nikt mnie nie przekona że wizyty kilku - kilkunastu osób to higieniczne i niczemu nie zagrażająceco do kultury - nie wymagam, broń mnie Panie Boże - lepiej niech ja będę chamką bo po bolesnym porodzie niekulturalnie poprosiłam żeby z sali wymiarów pudełka zapałek wyszła połowa z 15 tam osób... kto by tam kultury uczył takich kulturalnych ludzi....nasze szpitale odbiegają od standardów europejskich - ale to nie znaczy że mamy wszyscy się poddawać i powielać stereotypy - powinniśmy się umieć domagać dla siebie i swojego dziecka nie uważasz??
    • Gość: dorcia:)) Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 12:47
      jestem przerażona... tym co piszecie...Właśnie mam za kilka dni termin porodu i strasznie zaczynam sie bac ze nie zdąże normalnie urodzić i faktycznie wsadza mnie na jakąś patologie... a u mnie w szpitalu tez wcale nie wyglada ten oddział zadowalacjąco....Moze jednak niunia spróbuje sama wyjśc do piątku..pa padorciasmile
      • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 13:24
        Ależ spokojnie. Nawet jeżeli dziecko nie wyjdzie do piątku, to masz jeszcze dwa tygodnie ekstra.Poza tym szpital na prawdę nie jest takim strasznym miejscem. Wiadomo, to nie jest dom, ale leżą tam takie dziewczyny jak my. Pracują lekarze, pielęgniarki i salowe którzy też są normalnymi ludźmi.Uszy do góry i nie strasz malucha.Madzia
    • Gość: sawlb Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 17:26
      Mysle,ze dziewczyny nie przesadzaja i nie narzekaja bezpodstawnie a problem to niestety warunki lokalowe w polskich szpitalach.Rodzilam w Anglii i tam tez byly na sali 4 mamy po porodzie,odwiedziny od rana do wieczora,bez organiczen liczbowych, ale ...no wlasnie.Rzecz w tym,ze sala na tyle duza,ze nawet po przegrodzeniu lozek solidnymi parawanami(dokola lozka)miejsca bylo dosc by zatanczyc walca. Pelna intymnosc.W tej sytuacji ktos mogl miec nawet i zjazd rodzinny za swoim parawanem i wcale by to nie przeszkadzalo reszcie. Inna rzecz,ze kazdy zachowywal umiar z wlasnej woli i rozmowy byly prowadzone sciszonym glosem. A juz napewno nikt nikomu na lozku sie nie rozsiadl.:gun:To samo bylo na sali przedporodowej-gdy przyszlo mi jeden dzien spedzic na odpowiedniku tzw patologii-tyle ze po 2 osoby na sali a w praktyce bylam sama bo starano sie tak `rozsiac` pacjentki,zeby mialy jak najwieksza intymnosc i mozliwosc odpoczynku.Moim zdaniem dopuki to sie nie zmieni i ktos nie pomysli o zwiekszeniu gabarytow sali (i stworzeniu prywatnosci chocby przez te parawany)mozna tylko liczyc na dobra wole i takt odwiedzajacych. Osobiscie nie wyobrazam sobie siedziec na lozku jak Matylda w zaludnionej salce i zagryzac zeby z bolu usmiechajac sie jeszcze ladnie. Przepraszam,ale nie ma potrzeby by kobieta rodzaca miala byc jeszcze bohatersko grzeczniutka.Z drugiej strony odwiedzin tez nie da sie wyelimiowac-przeciez nikt nie jest zadowolony gdy po porodzie ma czmychac na korytarz by sie spotkac z bliskimi.Przed porodem to tez zadna frajda.No ale jesli ktos przychodzi w odwiedziny to tez obowiazuja go jakies zasady grzecznosci. Nie dziwie sie w takiej sytuacji,ze odwiedzajacy przestaja byc w pewnym momencie mile widziani skoro nie potrafia sie zachowac poszanowujac chocby spokoj innych pacjentow. Przeciez szpital to nie party.
      • Gość: Gosia26 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 12:16
        Wiesz co Bogusia? Jak sobie ogladam na filmach te wszechobecne parawany to zielenieje z zazdrosci.....A rozwiazanie? W warszawie do "odstrzalu" jest chyba z 5 szpitali.... wiec miejsce by sie znalazlo...
    • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 21:06
      No i mamy dyskusję. To dobrze.Niektóre z was piszą, że to wina warunków lokalowych. OK. Ale skąd szpitale mają brać pieniądze na remonty, na nowe sale etc., kiedy nie starcza im na jedzenie dla pacjentów?A propos akcji "Rodzić po ludzku" - ja zaznałam sporo złego w związku z nią. Dla mnie rodzić po ludzku oznacza tak jak ja tego chcę, a nie tak jak chce położna czy lekarz.Akcja propaguje porody naturalne, a co jeżeli ja nie chcę rodzić naturalnie, tylko chcę mieć cesarkę. Dlaczego nie wolno mi się bać?A lekarze, którzy boją się podjąć jakiejkowlwiek wymagającej większej odpowiedzialności decyzji. Ile kobiet z pośladkowo ułożonymi dziećmi musiało je rodzić naturalnie?!Akcja propaguje karmienie piersią, a co jeżeli ja nie mam pokarmu? Do tej pory mam sińce na piersiach i wspomnienia nieprzespanych nocy, kiedy próbowałam coś z piersi wycisnąć dla moich dwóch, leżących w inkubatorach, chłopaków.etc., etc.Nie chcę się denerwować, więc dalej nie piszę.Madzia
      • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 21.01.02, 21:38
        I jeszcze jedno. Naprawdę dość długo leżałam w szpitalu. Pisałam już o tym. A leżałam na najgorszym warszawskim odziale położniczo-ginekologicznym (wg akcji "Rodzić po ludzku") - na Bielanach. Napatrzyłam się wystarczająco dużo, jak ciężko pracują lekarze, pielęgniarki i salowe i to za bardzo, bardzo marne pieniądze. Jak starają się uśmiechem a nieraz i własnymi pieniędzmi czy dojściami do zamożnych sponsorów łatać dziury oddziałowe.Przed pójściem do szpitala myślałam tak jak wy - będę rodzić w warszawskim Damianie. Tam będę miała dobre warunki, miłą opiekę etc.Teraz myślę, że będę rodzić - jeśli znów zapragnę mieć dziecko - tam, gdzie będzie pracował mój lekarz. Bo ludzie są najważniejsi.Madzia
        • Gość: asik_27 Re: Dobre, szpitalne obyczaje!- do Madzi22 IP: *.* 22.01.02, 11:47
          Madziu! Mam wielką prośbę - czy mogłabyś napisać mi coś więcej o szpitalu bielańskim? Znam oddział ginekologiczny i rzeczywiście wygląda jak lazaretsad A co z porodówką i oddziałem poporodowym no i patologią (bo niestety jestem w ciąży zagrożonej i niczego nie mogę wykluczyć). I jeszcze coś o lekarzach
    • Gość: joannaz Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 10:57
      dotychczas miałam złe zdanie o jedynym szpitalu, w którym można urodzić dziecko w Toruniu (płatny porod rodzinny, tylko jedna sala pojedyncza, personel), ale gdy czytam wasze wypowiedzi to włos mi się jeży na głowie. W tym szpitalu na sali leżały tylko 3 dziewczyny ( sala całkiem duża). Obowiązywał zakaz odwiedzin w pokojach. Do tego celu przeznaczony był specjalny pokój z krzesełkami, tv itp. Na sali poporodwej tylko mamy i dzieci. Wydawało mi się, że to niepotrzebne ograniczenie, uniemożliwające rodzinie kontakt z dzidziusiem, ale teraz widzę w tym dużo sensu. Było czysto, spokojnie, intymnie.
      • Gość: wiesia Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 11:06
        Ja po cesrace naprawdę miałam problemy z poruszaniem się. I do tego nie mogłam się przez kilka dni z nikim zobaczyć, bo odwiedzanie było możliwe tylko przezd drzwiami na oddział, na zimnym korytarzu, do którego z mojej sali było ponad 50m, a to za dużo by przejść ze świeżą raną :-(Argument intymności odpada, bo akurat byłam na sali jednoosobowej.
    • Gość: Agaa Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 14:04
      To może ja się tutaj odezwę jako chyba nieliczna z osób zadowolonych z pobytu w szpitalu(chociaż może nie w 100%..)Miałam poród rodzinny ZA DARMO, z pełną , ciepłą i życzliwą obsługą położnych i pielęgniarek oraz (nie swojej) pani doktor. Po porodzie leżałam na sali z dwoma sąsiadkami. A odwiedziny były NA KORYTARZU gdzi specjanie był stół i krzesełka. Nikomu nie wolno było wchodzić do sali gdzie leżałyśmy z dzieciątkami. Naprawdę chwaliłam sobie to bardzo. Kompletna intymność, cisza, spokój. Jestem gorącą zwolenniczką zakazu wstępu odwiedzających do sal po porodzie. Na porodówce nie leży się długo więc nie ma potrzeby długich i całorodzinnych wizyt przy łóżku. (Przy cesarce sprawy oczywiście wyglądały inaczej ponieważ były jednoosobowe sale)Aha dodam jeszcze, że mój prywatny lekarz mnie olał niestety więc z tymi lekarzami to też różnie bywa...PozdrawiamAga
      • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 14:47
        A co jeżeli, ktoś (tak, jak ja) leży na poporodówce przez dwa tygodnie?Madzia
        • Gość: Agaa Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 13:55
          Właśnie w tym jest problem. U nas porodóweczka jest malutka i jeśli ktoś musi leżeć dłużej przenoszą go na oddział patologii ciąży bądź (jak na przykład było w przypadku mojej koleżanki ) dostała wtedy jedynkę i było po kłopocie. Myślę, że na wszystko znajdzie się dobre rozwiązanie. Tylko szkoda, że nie wszyscy potrafią i chcą je stosować. Tak jak to było w Twoim przypadku Madziu. Naprawdę musiałaś przeżyć koszmar. PozdrawiamAga
          • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 14:18
            Nie wspominam tego jako koszmaru. Z natury jestem wesoła i zawsze staram sie skupiać na dobrych stronach sytuacji. Tak było i wtedy - cieszyłam się, ze moje dzieci są tak bezpieczne, jak tylko mogą być.Brakowało mi tylko spacerów no i przyjaciół. Wszyscy są tacy zabiegani i nie zawsze mogli do mnie wpadać, a rozmowy przez telefon to nie to samo co w cztery oczy.Madzia
    • Gość: Lilly Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 14:21
      Ja rodziałam rok temu w poznańskim szpitalu na Jeżycach (Raszeja). Według "Rodzić po ludzku" szpitał należy omijać z daleka - dostał maksymalną liczbę czarnych serduszek. Poszłam tam rodzić, bo tam pracował mój lekarz, który prowadził całą moją ciążę. Miałam duszę na ramieniu, nie ukrywam - i co? Szalenie miłe zaskoczenie. Oddział wymaga remontu to fakt ( z wyjątkiem odremontowanych sanitariatów), ale położne - do serca przyłóż - cierpliwe, grzeczne, sympatyczne (jedne bardziej drugie mniej, ale wszystkie dały się lubić). Lekarze - życzliwi. Pediatrzy - odpowiedzieli na każde pytanie.Kiedy do mojej sali położyli dziewczynę i całymi gozinami przesiadywał u niej mąż, mama i po kolei wszyscy członkowie rodziny, poszłam po kilku godzinach do siostry oddziałowej i powiedziałam, że to nie jest zgodnie z regulaminem odwiedzin - wisiał w widocznym miejscu przy wejciu na oddział. Oddziałowoa, natychmiast zareagowała. Do końca pobytu (a byłam 6 dni po cc) miałam spokój.Moje osobiste wnioski? Wyniki "rodzić po ludzku" należy traktować z dystansem.Któras z Was to już napisała - najważniejsi są ludzie, a przede wszystkim lekarz, któremu się ufa - wtedy mogę rodzić nawet w namiocie.Należy walczyć o swoje prawa - bo po porodzie należy się nam intymnosc i odpoczynek - i nie przesadzajmy - leży się z reguły kilka dni i z wyjątkiem męża, reszta rodziny może spokojnie odczekać tych kilka dni i odwiedzić nas już w domu.
      • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 14:49
        Cieszę się, że nareszcie ktoś ma podobne zdanie do mojego. Dzięki, że napisałaś.Madzia
        • Gość: Wioletta Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 16:56
          Dziewczyny przeczytałam wszystkie Wasze posty i dochodzę do wniosku, że jeśli nawet są w pokojach odwiedziny, to może należałoby ustalić z "współlokatorkami", że odwiedzać nas będą max dwie osoby i najlepiej o różnych porach. Ja osobiście nie chciałabym nawet, aby mój mąż informował rodziców i teściów, że zaczynam rodzić. Nie dlatego, że ich nie lubię, wręcz przeciwnie. Nie znoszę jednak szopki wokół siebie. Po wypadku pozwoliłam zadzwonić mężowi do rodziców dopiero, jak już miałam być na obiedzie (po 5 godzinach). Niech przyjdą zobaczą Dzidziusia, posiedzą 15 min i do widzenia. Całym sercem popieram zakaz odwiedzin w pokojach, wchodzenie w okryciach wierzchnich z masą bakerii. Brrrr...Poza tym po porodzie raczej nie wyglądamy jak księżniczki. Należałoby może nawet wytłumaczyć, że wcale się nie obrazimy jak nas nie odwiedzą w szpitalu. Niektórym się wydaje, że wypada odwiedzić nową mamę, bo się obrazi.
          • Gość: Dżoanka Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 17:04
            Wczoraj na szkole rodzenia pielęgniarka noworodkowa zapytana o ograniczenia w odwiedzinach, no bo przecież mamy mają prawo do odpoczynku, rozłożyła bezradnie ręce i powiedziała: wierzcie mi państwo, że próbowaliśmy, wielokrotnie. Wprowadzaliśmy ograniczenia w godzinach odwiedzin, w liczbie osób, które mogą jednocześnie wejść itd. Ale to jest walka z wiatrakami, musieliśmy po prostu przestać to kontrolować, bo nie da się nic takiego wyegzekwować.No i dlatego ja się zdecydowałam na jednoosobową salkę poporodową, teraz tylko liczę na to, że salonik do porodów rodzinnych nie będzie akurat zajęty... no i że nie przyjdzie mi spędzić dni przed porodem w szpitalu
            • Gość: AgnieszkaP. Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 22.01.02, 17:49
              O matko, problem odwiedzin w szpitalu !!! Dla mnie to temat-rzeka, problem znam z obu stron, jako pacjentka i jako pielęgniarka. Można powiedzieć że to problem ogólnoświatowy, ja pracuję na reanimacji w Toronto, gdzie z tym problemem walczymy bezskutecznie już od paru lat. Oddział malutki, przy każdym łóżku kupa aparatury, praktycznie kiedy są tam dwie osoby to nie można się ruszyć. A nasza menadżer-oddziałowa z całego serca popiera otwarte odwiedziny bez ograniczeń. Owszem, istnieje zasada maksimum 2 odwiedzających na raz, ale jest systematycznie ignorowana. Poza tym co z tego jak zjawia się rodzina złożona z 20 osób, te przepisowe 2 osoby co 5 minut się zmieniają, na dodatek drzwi do oddziału są zamknięte więc kto co chwilę musi je dla odwiedzających otwierać-oczywiście pielęgniarki, strasznie to dezorganizuje i utrudnia pracę. Wiem że akurat reanimacja to oddział dla najciężej chorych, rodziny się bardzo martwią, dużo pacjentów umiera, ale sporo tych problemów dotyczy pacjentów po zawałach, którzy są tutaj przez pierwsze 24-48 godzin, mają wypoczywać, a tu zjawiają się ciocie, wujki, kuzyni, sąsiedzi,itd. Ze swoich doświadczeń z różnymi grupami narodowościowo-etnicznymi uważam że Polacy są pod względem odwiedzin i tak bardzo taktowni, nie walą kupą do szpitala tak aby się tylko pokazać. Co do położnictwa to sytuacja identyczna, we wrześniu ubiegłego roku urodziłam syna i tak samo, oddział zawalony od rana do nocy. Po pracowicie spędzonym dniu poród zaczął się o godz.23, przechodziłam go,dosłownie, w domu, do szpitala zajechałam o 5 rano, 20 minut przed urodzeniem Kubusia. Rano, już na oddziale, moja dzidzia smacznie spała a ja nie mogłam się nawet zdrzemnąć. Wizytujący u mojej sąsiadki, co chwila do niej telefon, byłam wykończona. Jakoś mój mąż z córką mogli przyjść na dwie godziny po południu, raz mąż wpadł na godzinę rano, jakoś bez nich wytrzymałam i krzywda mi się nie stała. Poza tym w Kanadzie wypisują po porodzie po 48 godzinach, to chyba nie jest aż tak długo żeby się cała rodzina strasznie za tą pacjentką stęskniła, ale do większości ludzi to w ogóle nie dociera. Jedyne co mi się podobało to to że była cisza poobiednia, od 14 do 16, z całą stanowczością egzekwowany przez pielęgniarki które wypraszały rodziny tłumacząc to tym że matki muszą odpocząć. Niestety, większość naszych niemowlaczków nic sobie z nakazu ciszy nie robiła.No, ulżyło mi trochę jak tak sobie popisałam,pozdrowienia dla wszystkich przyszłych mamusiek,Agnieszka
    • Gość: Mela Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 09:28
      Rzadko narzekam czy sie zalę. Ale nie wytrzymałam. Lezalam w szpitalu po cc dwa tygodnie, w piecioosobowej sali. Mialam dodatkowe zabiegi, operacje, spalam po kolejnych narkozach. Kiedy sie budzilam pierwsze co widzialm to tlum ludzi - nawet do 20! osob "gosci", ktorzy przyszli zobaczyc dzieci. Znalazla sie i chora babcia z maseczka na twarzy, 10-letni kuzyn! mlodej mamy z przerazeniem patrzacy jak kobiecie lazacej obok mnie podstawiaja kolejne baseny bo dostala okropnego krowotoku i musieli ja zawiezc na reanimacje. To byl jedyny moment kiedy wyprosili odwiedziajacych z pokoju. W innych przypadkach przebywali od ramna do wieczora. Przy nich musialam sciagac mleko dla wczesniaka - męzusiowie nie kryli zaciekawienia i przygladali się bardzo ciekawie. Przychodzily nawet ciocie!, zeby zobaczyc dziecko. Nie mozna ich zaprosic do domu? Nie ma w nim herbaty czy co?I teraz zagadka - gdzie rodziłam????? W Bangladzeszu???? A może Etiopii???Nie - w Polsce, Warszawie, Szpitalu AM na Karowej.Było, mineło, dziecko wcześniak było najważniejsze. Ale skręca mnie :fou: jak czytam posty z innych wątków- "było tak cudownie, po porodzie odwiedziła mnie cała rodzinka - jak zobaczyłam te osiem osób to się popłakałam ze wzruszenia"Mela
      • Gość: Wioletta Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 09:43
        Ja nie jestem grzeczną dziewczynką i jak mnie ludzie wkurzą to popwiem na głos tak: "Przepraszam dziewczyny i drogie Panie, ale w tym pokoju jest zbyt tłoczno. Bardzo proszę, abyście swoich gości przyjmowali w innej części szpitala. Co innego jak dwie godziny dziennie odwiedza Was mąż lub wpadnie mama na kilka chwil, ale teraz to przesada." Nie mam zamiaru się obnażać przy obcych. Nie wiem nawet, jak rozwiązać problem odwiedzin swojej rodziny. Nie chciałabym aby mój tata lub teść zastali mnie z cyckiem na wierzchu. Chyba poproszę męża, aby najpierw zaglądał do pokoju i pytał wszystkie Panie, czy można wejść. Szanujmy swoją prywatność. I pamiętajmy o tych wszystkich postach, aby później ktoś nie narzekał tak na nas i naszych gości.
        • Gość: Maszczuha Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 10:09
          Czytam ten wątek i włos mi się na głowie jeży... Jakoś wcześniej mi nie przyszło nawet do głowy, ze to może tak wyglądać. Trudno mi przewidzieć jak się będę czyła po porodzie, wszystko jedno psychicznie, czy fizycznie, ale na pewno nie znosę takich szopek. Będę chciała spokoju!!!!!! Wczoraj w związku z tym porozmawaiłam z mamą, na temat odwiedzin, a ona popatrzyła na mnie dziwnie i zapytała ile ja mam zamiaru w tym szpitaly siedziec????, bo jak normalnie to po co komu odwiedziny dłuższe niż 10 minut na zobaczenie bobasa i sprawdzenie czy żyję :-))), a wogóle to powiedziała mi, że ma nadzieję, że głównie do mnie będzie chodził mój mąż i ewentualnie dokarmiał mnie domowym jedzeniem, które ona mi przygotuje, bo podobno żarcie w szpitalu jest tragiczne... Muszę stwierdzić, że mnie tym baaardzo podbudowała. Odwiedzać mnie mogą potem w domu jak się będę lepiej czuła i oswoję z nową sytuacją, albo jak będę potrzebować pomocy. No ale to moja mama, gorzej będzie z Teściową, która jest z tych co to jest w stanie całą rodzinę zwołać aby mnie oglądali :-((( i jeszcze się obrazi jak mi się to nie będzie podobało. Jeżeli chodzi o karmienie, to chyba mniej bym się wstydziła ojca czy teścia, jakoś dla mnie naturalniej rozbierać się przed facetami ;-)). No ale zobaczymy... mam nadzieję, że jakoś to będzie, bo jak nie to chyba kogoś pogryzę :gun:PozdrowieniaIwona
      • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 10:33
        Przeczytałam posty Meli, Violi, mamy-pielęgniarki z Toronto i tak mną rzuciło, że nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać (a obiecywałam sobie, że nie będę do tego wątku wracać, bo mnie za bardzo jeszcze rani).Tym bardziej, że jedna Pani tu mi napisała, że żale wylewam nie w tę stronę co trzeba (że tłumy odwiedzających to wina personelu szpitalnego).No więc ja się przekonuję po Waszych postach, że jak najbardziej w dobrą stronę wylewam te żale.Jak widać personel szpitala nie wiele może poradzić na zwyczajne chamstwo! Nas, kobiet problem odwiedzających dotyczy raz, czy dwa razy w życiu. Pielęgniarki mordują się z tym CODZIENNIE, a różni są ludzie - jeden zrozumie jej argumenty, inny powie kilka nieprzyjemnych słów (i nie tylko w Polsce). W ogóle zaczynam teraz sobie myśleć, że zakaz odwiedzin na porodówkach to wcale nie był taki zły pomysł. Teraz w ramach tzw. humanizacji, powinno się wpuszczać na porodówkę i ew. patologię ciąży tylko jedną osobę dziennie do jednej pacjentki. W takim przypadku wszystkie ciocie, stryjenki i prababcie "dałyby sobie na wstrzymanie" i poczekały aż mama z dzieckiem wrócą do domu. Powinien też być wprowadzony kategoryczny zakaz przebywania gości w salach szpitalnych na "intymnych" oddziałach. W każdym szpitalu są bufety, kawiarenki, krzesła na korytarzach. No bo powiedzcie, jak tu "wietrzyć sobie krocze czy ranę po cc", masować piersi czy po prostu zmienić sobie podkład przy sześciu facetach? Jak tu znosić bóle porodowe (jak ja na oddziale patologii), gdy wlepia się w Ciebie osiem par ciekawskich oczu? A Ty przy tym z pieluchą w majtkach, bo wody mogą odejść w każdej chwili?Nie wszystkich niestety stać na odzielną salkę - w W-wie, tam gdzie rodziłam, kosztuje to 250 zł/dobę.Też uważam, że nikt poza mężem, czy ew. matką rodzącej nie powinien się pchać na porodówkę, czy patologię. W trakcie ciąży spędziłam 2 tygodnie na patologii (potem jeszcze tam niestety wróciłam w trakcie porodu). Moi bliscy, też mieli zapędy, by urządzać spotkania rodzinne wokół mojego łóżka (mama raz przywiozła kosz żarcia, bez przerwy chciała prześcielać mi łóżko i poprawiać poduszki, teściowa podtykała słoik z pyzami domowego wyrobu). W końcu grzecznie zaproponowałam rodzinie, żebyśmy napili się herbaty w bufecie i od tej pory wszystkie wizyty przenosiły się na korytarz (mówiłam gościom, że mam duszności, a na zewnątrz jest więcej powietrza). Matylda.
        • Gość: AgnieszkaP. Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 15:42
          Matyldo, jako pielęgniarka bardzo dziękuję Ci za Twoje słowa dotyczące personelu medycznego, niestety masz absolutną rację, nawet co do tego że czasami usłyszymy coś bardzo nieprzyjemnego od rodzin pacjentów. Granice nie mają żadnego znaczenia. Pisząc mój poprzedni post o szpitalach w Toronto kompletnie wyleciało mi z głowy że przecież nigdy w polskich szpitalach nie było kurtyn dookoła łóżek, i jak widać to się jeszcze nie zmieniło. Bardzo mi przykro z tego powodu. Po pierwsze, jako pielęgniarka, uważam że prawo do intymności i poczucia własnej godności jest podstawowym prawem każdego pacjenta, natomiast jako kobieta nie mogę przeżyć że jesteśmy ciągle, w 21 wieku, traktowane, przepraszam, jak zwierzęta. Mam nadzieję że nie posypią się na moją głowę gromy że piszę to siedząc sobie za oceanem, ale naprawdę ciężko mi trzymać gębę na kłódkę. Podpisuję się obydwoma rękami pod tym co napisałaś Ty, jak i Adzia, o zakazie wstępu do sali na położnictwie dopóki szpitale nie znajdą innego rozwiązania aby zapewnić kobietom dyskrecję. Swoją drogą zastanawia mnie czy w jakimkolwiek szpitalu w Polsce nie pomyślano o rozwięzaniu tego problemu. Te szpitale w Toronto z którymi ja miałam do czynienia wcale nie różnią się tak bardzo od szpitali w Polsce, sale są małe, 2 lub 4 osobowe, a kurtyna wokół łóżka nie ma pół metra szerokości, jest po prostu zasłoną która z jednej strony praktycznie przylega do łóżka a z drugiej jest na tyle miejsca żeby można było z tego łóżka zejść. Wiem, wiem, brak pieniędzy, funduszy, itd, ale to w końcu jest tylko karnisz który montuje się na suficie dookoła łóżka i przyczepia kawałek ścierki. Wydatek jednorazowy. Jeszcze raz przepraszam że zabieram głos nie będąc w Polsce, ale po prostu bardzo boli mnie to że nie dosyć że kobieta po porodzie jest zmęczona, niewyspana, boli krocze, a tu jeszcze musi się męczyć żeby zejść dyskretnie i z wdziękiem z łóżka albo chować się z dzieckiem pod kołdrę żeby je nakarmić. Ponieważ nie mogę mieć wpływu na to co dzieje się w polskich szpitalach, będę kontynuować to co robiłam tutaj do tej pory - dbać o prawo do intymności i dyskrecji wszystkich pacjentów którzy znajdą się pod moją opieką. Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie ciężarówki,Agnieszka
          • Gość: AgaAda Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 16:41
            Witam. Miło wiedzieć, że takie problemy to nie tylko polska specjalność... niestety personel najczęściej nie ma wpływu na warunki lokalowe - jedyne co można zrobić to ustawić parawany - o ile są i o ile jest dla nich jeszcze jakieś miejsce. Znam to także jak i Ty - jako pielęgniarka na OIOM-ie i jako położnica... tylko, że potrafiłam wyperswadować rodzince zjazd na położnictwie. Odwiedzał mnie tylko mąż i teściowa (moja mama nie żyje) a leżałam w sali dwuosobowej bo innych nie było. Oczywiście potem żałowałam, że teściowa przyszła bo zdążyła mnie wkurzyć tekstami o moim chudym mleku i o tym, że modliła się, żeby dzidzia nie była ruda!!! Myślę, że zdrowy rozsądek podpowiada, żeby nie przyłazić całym stadem bo to naprawdę komuś może sprawiać kłopot.Co do OIOM-u - mamy dwie sale czteroosobowe, pacjenci oddzieleni są parawanikami ale odwiedzający naprawde nie znają umiaru... ten oddział to przedpiekle a często próbują wprowadzić malutkie dzieci - jakby wogóle nie mieli wyobraźni jak taki widok może zmienić psychikę dziecka.. no i oczywiście tabuny ludzi, którym trzeba zwracać uwagę by nie przeszkadzali np. w reanimacji bo zazwyczaj wtedy najbardziej niecierpliwie domagają się uwagi. Nie chorzy - ale ich rodziny. Wiem, że to straszne mieć kogoś na reanimacji ale trzeba też zwrócić uwagę na innych pacjentów, na ich prawa.Pozdrowienia. Aga z Częstochowy.(Oddział anestezjologii i intensywnej terapii)
        • Gość: KvM Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 17:27
          To ja Dorka majma Sikory (jeszcze korzystam z konta kvm)Matyldo, bardzo mi przykro, że spotkały Cię tak wielkie nieprzyjemności i dyskomfort.Również jestem zdania, że sale połogowe (a tym bardziej oddziały patologii czy przedporodowe) powinny być dla matek, a nie odwiedzających. Porównując mój poród i pobyt na sali dla matek z dziećmi z tym, co tu przeczytałam - dochodzę do wniosku, że miałam dużo szczęścia.A rodziłam (dwa lata temu) w szpitalu w niewielkim mieście (POlice koło Szczecina). Nie powiem, że wszystko było o.k.Ale mogłam rodzić tak jak chciałam (stołek), poród wspaniale odbierał NIEOPŁACONY położny, nie musiałam płacić tak dużych pieniędzy za obecność męża i osobną salę z wanną.Po porodzie trafiłam do sali dwuosobowej. Mnie odwiedzał tylko mąż (i nie przesiadywał godzinami), sąsiadkę dwie - trzy osoby na raz (rodzice lub znajomi), co nie było aż tak uciążliwe, choć faktycznie czasem krępujące. Wkurzało mnie to, że matki są traktowane przez położne i pielęgniarki przedmiotowo. Nie zapomnę, jak na moje nieśmiałe pytanie "czy będę miała pokarm?" położna bez uprzedzenia chwyciła moją pierś i mocno zaciskając stwierdziła "tak, będzie pani miała dużo pokarmu". Ból i totalne zaskoczenie odebrały mi głos.Lada dzień znowu trafię na salę porodową i wiem, że teraz będę miała więcej odwagi, by domagać się swoich praw (od personelu medycznego) oraz zwrócić delikatnie uwagę odwiedzającym, jeśli zapomną o takcie i wyczuciu.Nie zgadzam się z tym , co napisała madzia22 - że żyjemy tu, gdzie żyjemy i musimy liczyć się z tym , że chamstwo i prostactwo jest wszędzie. Właśnie przez takie podejście to chamstwo włazi z buciorami wszędzie, nawet do sal połogowych.Dorka
    • Gość: Beata32 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 09:58
      Powiem szczerze po porodzie, nie specjalnie miałam ochotę na wizytę kogokolwiek innego oprócz mojego męża. Oczywiście moi rodzice już byli gotowi przyjechać następnego dnia obejrzeć wnuka, ale zdecydowanie im to odradziłam. Jakoś nie widzałam przyjemności w odbieraniu wizyt kiedy jeszcze byłam obolała po porodzie i notorycznie musiałam wietrzyć piersi. Wszyscy szczęśliwie wytrzymali do czasu naszego powrotu do domu.Powiem szczerze, że naprawdę nie rozumiem tych rodzinnych pielgrzymek do szpitala. Przecież z dzieckiem spędzamy tam zaledwie kilka dni i chyba lepiej umówić się w swoim własnym domu, gdzie wszyscy mogą czuć się swobodniej.PozdrawiamBeata
      • Gość: Adzia Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 10:39
        Beacia napisała/ł:> Powiem szczerze po porodzie, nie specjalnie miałam ochotę na wizytę kogokolwiek innego oprócz mojego męża. Oczywiście moi rodzice już byli gotowi przyjechać następnego dnia obejrzeć wnuka, ale zdecydowanie im to odradziłam. Jakoś nie widzałam przyjemności w odbieraniu wizyt kiedy jeszcze byłam obolała po porodzie i notorycznie musiałam wietrzyć piersi. No właśnie! Zgadzam się z Tobą i z Melą. Połóg to sytuacja na tyle specyficzna, że kobieta nie powinna być wystawiona na spojrzenia obcych. Odciąganie pokarmu, wietrzenie piersi, manipulacje z suszarką do włosów (czy u Was w szpitalach też takie coś zalecano?), krwawienie, a wreszcie - prawo do SNU!!!!! bo poród to maraton (mój taki był - dwadzieścia godzin) po którym trzeba odpoczywać ile się da!I dopóki nie można w naszych szpitalach stworzyć warunków do poszanowania intymności położnic, ja stoję twardo za zupełnym zakazem wchodzenia na oddział. Ma to oczywiście swoje minusy (trudno zostawić dziecko, a po cesarce w ogóle się poruszać) ale pobyt w szpitalu nie trwa wiecznie.
        • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 12:54
          A jeżeli kobieta leży całą ciążę w szpitalu i to rzeczywiście leży, nawet bez możliwości wyjścia do łazienki?Potrzebni są jej zarówno goście, jak i intymność.Madzia
          • Gość: Gusiak Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 14:13
            Mam rodzić, po raz pierwszy, w kwietniu. I jestem przerażona. W dodatku nie wizją porodu, ale wizją szpitala, w którym mam rodzić. Na szczęście problem odwiedzającej rodziny mnie nie dotyczy, bo mieszkam 130 km od rodziców i 400 km od teściów (na szczęście) i do mnie najwyżej wpadnie mąż czy siostra - na pewno tylko na chwilę. Ale boję się obcych, których się krępuję, boję się tego, że personel będzie zmęczony i będzie miał mnie gdzieś. Boję się tego, że nagle zostanę sama z dzieckiem, ze swoim bólem, problemami i całkowitą bezradnością.Może wiecie, gdzie rodzić w Poznaniu. Po tym, co pisałyście, przerażenie mnie ogarnia na myśl o salach pełnych ludzi i o mnie samej. Mam jeszcze trochę czasu, więc może uda mi się odłożyć na salę do porodów rodzinnych (czyż to nie śmiech, że trzeba odkładać po to, by mieć godziwe warunki???), ale nie wiem naprawdę komu zaufać,a mój lekarz nie pracuje w szpitalu - ma prywatną praktykę i tyle... Mam nadzieję, że choć forum sprawia wrażenie zdominowanego przez warszawianki, to znajdą się może jakieś poznanianki - czy rodzić w Świętej Rodzinie, na Polnej, w Raszei czy gdzieś indziej???Pomocy!
            • Gość: ania_b Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 14:30
              Ja uwazam, że jeśli w polskich szpitalach nie można stworzyć kobiecie godnych warunków (wiadomo brak środków)takich jak zapewnienie intymności i spokoju (czy to przed porodem, czy po), należy wprowadzić ograniczenia odwiedzin i oczywiście zacząć od siebie!! Ja uprzedziłam juz wszystkich "ciekawskich", że odwiedziny będa odbywały się w domu i to wtedy kiedy będe czuła się na tyle komfortowo żeby przyjmować gości.Skręca mnie jak czytam o tych tłumach (zupełny brak taktu innych rodzących).Na szczęście mam cięty język...Ania B.
          • Gość: Adzia Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 14:28
            No to zaraz, mówimy o patologii ciąży, czy salach poporodowych? W szpitalu, gdzie rodziłam, było to oddzielone.No bo ja od początku piszę o oddziale noworodków. Tam gdzie są kobiety po porodzie.
            • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 15:18
              Ale zaczęłyśmy od patologii.Madzia
          • Gość: KvM Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 17:38
            Powiedzmy to tak - najważniejszy jest umiar.Można się umówić z rodziną, że codziennie wpada do niej na godzinę, dwie - jedna, dwie osoby. Resztę czasu niech przeznaczy na odpoczynek, czytanie książek (lub czasopism), rozmowę z sąsiadką.Szpital to nie hotel. Tu trafiają chorzy ludzie, którzy mają prawo do spokoju, ciszy i intymności.Rozumiem, że kobieta, która musi parę miesięcy spędzić w szpitalu czuje się samotna i niespokojna. Nie zmienia to jednak faktu, że oprócz niej leżą na sali inne kobiety, którym może przeszkadzać hałas, odgłos rozmów i ciągła obecność obcych osób.Dorka
            • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 20:58
              Powiedz mi, w jaki sposób chcesz walczyć z chamstwem? Mnie się to jeszcze nigdy nie udało, może znasz dobrą metodę, którą i ja będę mogła stosować.Jak na razie udało mi się przeżyć uśmiechając się do ludzi i omijając z daleka tych, którzy nie wiedzą co oznacza dobre wychowanie. Do tej pory miałam szczęście, ale nigdy nie wiadomo...Madzia
              • Gość: KvM Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Magdo IP: *.* 23.01.02, 23:12
                Zgadzam się,że trudno jest wpłynąć na zmianę zachowania chama i prostaka. Nie można jednak przechodzić nad tym zjawiskiem do porządku dziennego. Gdy widzę plującego na ulicy faceta, nie odzywam się (parę lat temu omal nie zostałam skatowana przez kryminalistę), ale kiedy widzę brak wyczucia, taktu czy kultury w sytuacjach codziennego życia (urzędy, przychodnie, sklepy itd.), staram się interweniować (nawet gdy sprawa nie dotyczy mnie samej).Wiem, że to walka z wiatrakami. Ale nie zgadzam się na postawę "żyjemy w kraju, w jakim żyjemy".Na wiele spraw mamy jednak wpływ.Kobieta ciężarna, rodząca bądź położnica ma pełne prawo do intymności i odpoczynku. Nie wolno jej tego prawa odbierać!Stwierdzeniem "dziewczyny przesadzacie" przyzwalasz na takie "nowe obyczaje". Może jesteś bardziej odporna na przejawy chamstwa. Mnie ono zawsze razi i sprawia niewymowną przykrość. Dlaczego łączysz poziom kultury z wykształceniem?Moja teściowa skończyła zawodówkę i jest osobą niezwykle taktowną i delikatną w kwestii stosunków międzyludzkich.Żona pana doktora, mieszkającego na naszej ulicy, wyprowadza swojego jamnika na trawniki przylegające do posesji sąsiadów. Gdy zwróciłam jej grzecznie uwagę, fuknęła, że inni też tak robią.Poziom kultury ma niewiele wspólnego z wykształceniem. Dorka
                • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Magdo IP: *.* 23.01.02, 23:25
                  A propos tego ostatniego stwierdzenia - absolutnie sie z tobą nie zgadzam. Owszem są wyjatki, ale to jak zawsze w życiu.A co do chamstwa. Ludzi (wszystkich) zbija z tropu, kiedy się do nich uśmiechasz i spokojnie o coś prosisz. Przynajmniej ja spotykam się właśnie z takimi reakcjami.Madzia
                • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Magdo IP: *.* 23.01.02, 23:27
                  I te obyczaje nie są nowe, tylko stare jak świat.
                  • Gość: KvM Re: Dobre, szpitalne obyczaje! - Magdo IP: *.* 24.01.02, 17:49
                    Pisząc "nowe obyczaje" miałam na myśli naloty rodzinno-koleżeńskie w oddziałach położniczych. Nie powiesz chyba, że tak jest od dawna. Gdy rodziły nasze mamy, w ogóle nie było dostępu do noworodków - nawet dla ojców. Każda skrajność jest bez sensu.Teraz nowo narodzony człowiek narażony jest na wdychanie cholera wie jakich bakcyli, bo przychodzą tabuny ludzi - nosicieli zarazków.Poza tym każda kobieta ma prawo do intymności i odpoczynku. Co do "zabijania" uśmiechem - też tak robię, ale czasem trzeba wytoczyć większe działo. Dobrą metodą jest wykazanie publicznie głupoty i braku kultury - oczywiście grzecznie.Piszesz, że sama spędziłaś w szpitalu kilka miesięcy. Każdy człowiek jest bardziej lub mniej odporny na brak zrozumienia, chamstwo i nietakt. Nie mam pojęcia, jakbym zniosła to , co przeżyła Matylda. Pewnie też śniłoby mi się po nocach.Dorka mama Sikory i ?
    • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 20:55
      Proszę, niech się odezwie jakaś dziewczyna, która spędziła na patologii kilka miesięcy...Madzia
    • Gość: olaart Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 22:21
      Właśnie przczytałam sobie wszystkie wasze posty, i postanowiłam być asertywna, mam prawo do intymności i ewentualnie wyproszę tłum gości za drzwi jezeli bedą mi mocno przeszkadzali. A własnie, że tak zrobię! tylko... kurcze czy po porodzie starczy mi sił...
      • Gość: KvM Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 23.01.02, 23:20
        Właśnie.Ja byłam tak osłabiona - fizycznie i psychicznie, że potrafiłam tylko patrzeć oczami rannego zwierzęcia. Dopiero na drugi dzień wróciła mi charyzma.Dorka
        • Gość: Silije Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 12:12
          Madziu22, ja spędziłam na patologii parę miesięcy. O ile zgadzam sie że po porodzie, gdy leży się krótko i intymność jest gwałtownie potrzebna - problemy z piersiami, mocne krwawienie, maleńkie dzieci, sporo bólu, to przecież nie można zostawić bez odwiedzin kobiety na kilka miesięcy w szpitalu, unieruchomionej, poddanej nieraz codziennym bolesnym zabiegom, odciętej od rodziny, z wielkim strachem o nienarodzone dziecko, uprzedmiotowionej przez obojęty personel medyczny, nieraz w okropnej depresji. Jak kobieta będzie nieodporna psychicznie to zachce się jej nawet z okna rzucić. Kontakt z najbliższymi jest wtedy jedynym kontaktem z normalnością. Ja przyznam się, a nie jestem osobą niezrównoważoną psychicznie, że pierwszy trymestr ciąży niemal w całości przepłakałam na szpitalnym łóżku pod kroplówką. Leżałam większość czasu sama w pokoju (przez moje całodzienne wymioty rzadko kładziono kogoś obok mnie) nie miałam siły czytać i tylko kiedy przychodził mąż lub mama mogłam porozmawiać i nawet się uśmiechnąć. Nie wyobrażam sobie gdyby mi zabroniono widywać się z nimi choćby po kilka godzin dziennie. Brak rodziny dla dziewczyny w ciąży jest szczególnym nieszczęściem.
          • Gość: Ania_D Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 12:51
            Zgadzam się z tym,ze kobiecie w ciązy , w takiej syt. jak nieustanna obawa o własne zdrowie i życie dziecka (patrz: na patologii)obecnośc kogos z rodziny jest niezbędna.. I rację ma tez ania_b - trzeba zacząć od siebie! Ja jeszcze przed porodem ustaliłam z mężem,że jesli mają byc odwiedziny to tylko najbliższych członków rodziny (moja mama i siostra no i mąż oczywiście) Byłam im bardzo wdzięczna za to,ze przychodziły bo w obecnym systemie "matka - dziecko" trudno naprawdę czasem dać sobie samej radę.. Dzięki mamie mogłam iśc pod prysznic czy po prostu się wygadać, co było mi baardzo potrzebne bo poród był dla mnie wykańczajacym przeżyciem (głównie psychicznie a nie fizycznie) Poza tym po kleszczach ledwo się ruszałam a zejście z okropnie wysokiego łóżka było nie lada wysiłkiem.. Ale zawsze starałam się,zeby była u mnie tylko 1 osoba i żeby nie było to w porach kiedy dziewczyny kłada się już spać - no raczej usiłują spać :)))A całej reszcie rodzinki i znajomym nazmyślaliśmy, ze odwiedziny są niemile widziane przez personel bo panuje grypa i tyle.. Jesli chodzi o odwiedziny u innych kobiet na sali - u nas była jedna dziewczyna która bardzo wyraźnie dawała do zrozumienia,ze czuje sie zmęczona i,że dobrze by było gdyby państwo "x" już sobie poszli.. I skutkowało... Trzeba byc stanowczym i tyle... W końcu swięty spokój po porodzie jest wazniejszy od urażonych min gosci..
          • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 13:53
            Dzięki wielkie, że napisałaś. Szukam dalej dziewczyn, które mnie wesprą w dyskusji po stronie odwiedzin na patologii ciąży.MadziaP.S Dodam, ze nigdy nie twierdziłam, że fajnie jest kiedy ludzie walą do ciebie tabunami. Mnie samą bardzo to męczyło i zawsze prosiłam, aby, jeśli ktoś chce do mnie przyjść, najpierw dzwonił i się umawiał.
            • Gość: Adzia Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 14:04
              Chwileczkę, ale tutaj nikt chyba nie jest przeciwny odwiedzinom na patologii, nie? tylko za oddzieleniem tejże od porodówki, i od oddziału poporodowego.Mozesz podać jakiś cytat, w którym ktoś zabraniałby wizyt na patologii?
              • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 14:20
                To nie jest bezpośrednio do ciebie. MAtylda od tego zaczęła.
                • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 14:57
                  Ja od tego zaczęłam ale chyba rozumiesz dlaczego?Przeczytaj jeszcze raz mój pierwszy post i postaw się w mojej sytuacji.Ja może jestem mało wytrzymała i źle wychowana, ale nie potrafię się uśmiechać gdy mam skurcze porodowe...Matylda
                  • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 15:19
                    A ja nawet sobie zartowałam z lekarzami i pielęgniarkami. Tylko ze mój poród trwał 20 minut.Madzia
              • Gość: horac Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 14:52
                Ja, Matylda, pisałam o odwiedzinach na oddziale patologii ciąży, a raczej o uciążliwościach z tym związanych i moich osobistych upokorzeniach.Wcale nie proponuję zlikwidowania odwiedzin na patologii, a raczej ograniczenie liczby osób odwiedzających (jedna dziennie lub w danej chwili) i to, by potrafili zakończyć wizytę, gdy sytuacja tego WYMAGA!Ja przez parę godzin rodziłam dziecko na oddziale patologii ciąży. W pokoju siedziało z osiem obcych osób.Nawet gdyby tam leżała ciężarna, która nie może się podnosić z łóżka, to czyż jej rodzina nie mogłaby skrócić tej niedzielnej wizyty do koniecznego minimum i ograniczyć ilość obecnych na sali WIDZĄC, ŻE INNA PACJENKTA WIJE SIĘ W BÓLACH PORODOWYCH?Myślę, że była to sytuacja nie tak znowu powszechna i częsta na patologii. Nikt tu nie każe kobietom w zagrożonej ciąży odcinać się od rodziny na trzy miesiące! Jednakże wypadałoby nawet tym przykutym do łóżka paniom na jeden dzień zawiesić spotkania rodzinne, gdy ta co leży obok właśnie ma bóle parte?Przecież ona nie będzie rodzić przez tydzień! Wezmą ją na porodówkę, to znowu można przywołać rodzinę! No nie?Matylda
                • Gość: madzia22 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 00:03
                  Współczuję ci bardzo, ze miałaś tak przykre przezycia. Ale dlaczego nie powiedziałaś im wszystkim, zeby wyszli, albo dlaczego nie zrobił tego twój mąż.
    • Gość: Mika_P Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 12:54
      W szpitalu, gdzie rodziłam, wizyty na położnictwie mogły się odbywać tylko przez 2 godziny dziennie - jaka to ulga wiedzieć, że przez pozostałe 22 można trobić, co się chce, i najwyżej personel medyczny człowieka obejrzy z gołym biustem, a nie ukochana teściowa. Mojej się to zdarzyło, miala jakieś znajomości wśród połoznych i nawiedziła mnie kiedyś w południe. Fakt, że na kilka minut, ale zawsze. Dwie godziny zamętu można znieść, myślę, że nawet, gdybym leżała z kimś na sali, a nie sama, to nie byłby wielki problem, dwie godziny nie wieczność. Ale potem bezwzględne prawo do spokoju i intymności. Mam nadzieję, że jak się kidyś zdecyduję na drugie dziecko, to przepisy na Winiarach będą takie same i będę mieć świety spokoj.
    • Gość: Aluc Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 13:02
      Do niedawna u mnie w firmie panował okropny zwyczaj nawiedzania dzikimi tabunami pracowników leżących w szpitalu - a bardzo dużo nam się dzieci ostatnio urodziło, więc i okazji było co niemiara. Młody urodzi się za jakieś trzy tygodnie (przynajmniej teoretycznie) i nic mnie tak nie przeraża, jak właśnie perspektywa "przemiłych gości" - mimo, że od początku uprzedzam, że wolę nie. Nawet rozmawialiśmy z lubym, czy nie utajnić faktu porodu i poinformować dopiero, jak wrócę do domu :)Leżałam w szpitalu kilka razy w okolicznościach "nieporodowych" i wiem, że nic tak nie wkurza człowieka, jak przewalające się tłumy w porach odwiedzin. Ja z trudem tolerowałam nawet rodziców, jeśli siedzieli za długo (ale może jestem wyjątkowo aspołecznym typem), a że byłam ledwie przytomna (raz po narkozie, a dwa razy po wstrząsie anafilaktycznym), to nie miałam nawet siły, żeby zareagować. Mam tylko nadzieję, że po porodzie będę w na tyle dobrym stanie, żeby warknąć w odpowiednim momencie ;)
    • Gość: ingroz Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 24.01.02, 13:05
      Jak leżałam 12 dni na porodówce, to towarzystwo na czteroosobowej sali było ogólnie miłe - z 3 dziewczynami do tej pory jestem w kontakcie. Ale chyba drugiej czy trzeciej nocy po porodzie - ja zdechnięta, bo od nocy przed porodem niemal nie spałam - urodziły dwie dziewczyny, Przywieźli je na naszą salę w odstępie godziny. Oddały dzieci pielęgniarkom, żeby mieć spokojną noc i leżały sobie na łóżkach obok siebie i na cały głos rozpamiętywały przeżycia z porodu. Od czasu do czasu tylko, widząc że ja nie śpię, próbowały i mnie wciągnąć w rozmowę... Jedna z nich też była niezła kilka dni później, ponieważ w środku nocy nacisnęła alarm. Kiedy przybiegła na naszą salę położna przerażona, że coś się złego dzieje, ta oznajmiła, że wzywa pomocy, bo dziecko dostało ... czkawki... No comments.:hello:Kasia R mama Luizy, która całe szczęście nie będzie miała takich rozkosznych wspomnień z leżenia w szpitalu.
    • Gość: Aga_1972 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 09:48
      Gdy leżałam w szpitalu po urodzeniu Madzi (w październiku 2001) byłam na sali dwuosobowej. Niby fajnie ale wszystko zależy od tej drugiej osoby. No właśnie-do tej dziewczyny codziennie przychodziły pielgrzymi ale w poźnych godzinach (około 18,30-19, wtedy kiedy "moi" szli już do domu). I siedzieli do 21,00 albo i dłużej (aż ich pielęgniarka nie wyrzuciła). Bardzo to mi przeszkadzało, bo przezywałam wtedy małą depresję i ich wizyty przygnębiały mnie okropnie. Gdy leżałam z Kubusiem (w grudniu 1995) to byłam na sali z 5 (!) kobietami więc tylko sobie wyobraźcie. Ale mimo,że to było moje pierwsze dziecko to miałam mniej dołów niż teraz.PozdroAga :hello:
    • Gość: jola2 Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 10:13
      Ja mialam to "szczescie" ze rodzina sasiadki z naprzeciwka urzadzila sobie pepkowke na sali , nie zadne wielkie pijanstwo zwykla piersioweczka na jakies 8 osob ale no po prostu brak slow, rozumiem pierwszy wnuk w obydwoch rodzinach ale... chyba jednak sa ludzie i ... :gun:Poza tym owa sasiadka szczesliwa posiadaczka tel.komorkowego wydzwaniala od okolo 16 do 18 do dalszej rodziny i znajomych szczegolowo opisujac okres okoloporodowy, sam porod, okres pologu , sprobujcie sobie posluchac tej samej opowiesci z 5 razy pod rzad :OW ogole po 3 dniowym pobycie w sali 5osobowej w systemie rooming in jest zagorzalą zwolenniczka porodow domowych no chociazby ambulatoryjnych :(
      • Gość: Mela Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 10:36
        Wczesniej juz opisywalam moje odczucia z poloznictwa, teraz tylko uwaga o asertywnosci.Piszecie dziewczyny, zeby grzecznie wyprosic przeszkadzajacych gosci. W szpitalu poszlam pod prysznic - (dwa natryski z porwanymi zaslonkami na caly oddzial) i zastalam tam...... swiezo upieczonego tatusia siedzacego na stoleczku i patrzacego na kapiaca sie zone.Poprosilam czy moglby wyjsc, a on na to ze.... MU SIE NALEZY, bo zaplacil 600 zl za porod i moze byc tak dlugo jak chce gdzie chce :lol: :lol: Po tych doswiadczeniach najlepszy dla mnie oddzial polozniczy (nie mylic z patoligia ciazy) - to bez odwiedzin, zadnych, tak jak mialam przy pierwszym porodzie.Dobrze ze taraz mnie to juz tylko smieszy :lol:
        • Gość: Ania_G Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 25.01.02, 15:24
          :-)To mogłaś pobrać od niego dodatkową opłatę za Twój stripiz, bo Tobie tych 600 złotych nikt chyba nie dał? A striptisować się musiałaś?Pozdrawiam, Ania(przed porodem, dddddddddd)
    • Gość: Marta_I Re: Dobre, szpitalne obyczaje!- do Matyldy IP: *.* 29.01.02, 15:24
      Niestety z jaki? powodów nie moge tego postu umie?cić pod listem Matyldy z 28.01.02 z 12.44 Może teraz sie uda:Matyldo, pewnie masz rację, że ja w kółko to samo.Nie wiem jak rozwišzać sprawę odwiedzin. Zwłaszcza, że czym innym sš odwiedziny na patologii a czym innym na położnictwie. Na patologii dziewczyny czasami leżš tygodniami, często majš zabronione wstawanie z lóżka. Wtedy odwiedziny sš niezastšpione - wiem sama bo z utęsknieniem czekałam aż mój mšż przyjdzie i na rękach zaniesie mnie do ubikacji czy łazienki.Gorsza sprawa jest z odwiedzinami na położnictwie. Tam rzeczywi?cie konieczne jest zachowanie intymno?ci na sali. I szczerze mówišc jestem zwolenniczkš wydzielenia sali odwiedzin i zakazu wstępu rodziny do sal. A tak w ogóle to jeden z postów u?wiadomił mi, że do odwiedzin powinni być uprawnieni jedynie tatusiowie i ewentualnie rodzice i te?ciowie. I to najwyżej 2 osoby naraz.A co do pilnowania porzšdku - pielegniarka czy lekarz na prawdę nie musi stać z kijem. Wystarczy raz, drugi czy trzeci konsekwentnie egzekwować zakaz wchodzenia do sal i ludziska się przyzwyczajš.PozdrawiamMarta
    • Gość: olaart Re: Dobre, szpitalne obyczaje! IP: *.* 29.01.02, 15:59
      A może w naszych szpitalach, szczególnie na położnictwie, brakuje po prostu "sal odwiedzin" wydzielonego pokoju z kszesełkami, kanapą, fotelami i stolikami, do którego kierowałaby się rodzina lub znajomi odwiedzanej kobiety. Przecież po porodzie większość kobiet wstaje, chodzenie jest nawet wskazane. Na korytarzu, faktycznie, odwiedziny są mało komfortowe. Można by też wprowadzić np. ograniczenie tego typu, że do sal na położnictwie mają wstęp wyłącznie ojcowie dzieci ( to dla kobiet które muszą leżec np. po cesarce), reszta rodziny wyłącznie w wydzielonym pokoju - obecność takiego ojca na pewno łatwiej znieść niż pięcioosobowej rodziny. Co do patatologii to zgadzam się, że tam odwiedziny bliskich są potrzebne i pomagają. Sama leżałam ,chwilkę co prawda, na patologii ale widziałam tam wiele kobiet przykutych do łóżka, podłączonych do kroplówek, dla których pora odwiedzin była najważniejszą chwilą w ciągu dnia. Leżąc w szpitalu trzeba się zmagać z samotnością, a odwiedziny ukochanej osoby zawsze za krótko trwają. Cóz i tu wszystko zależy od kultury przychodzących osób, np. moja współlokatorka przyjmowala wiecznie podchmielonego wujka, po wizycie którego trzeba było dłuugo wietrzyc pokój. Ja nie robiłam z tego tragedi tylko po prostu wychodziłam na czas jego wizyty ale to tylko dlatego, że mogłam chodzić, nie cierpiałam itp. W innym przypadku podejrzewam, że byłabym po prostu zła i próbowała interweniować. Poza tym tej dziewczynie było bardzo wstyd za niego, tłumaczyła sie i prosiła o wyrozumiałość, ale ów wujek byl jedyną osobą "ze świata zewnetrznego", z która miała kontakt, reszta rodziny mieszkała daleko a mąż pracował w Niemczech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka