28.12.06, 13:21
Przygnębiające to jest. Opisane są zupełne normalności typu pozwolono mi być
z moim dzieckiem i NAWET nie trzeba było za ten luksus płacić! Sama rodziłam
dwa razy w dwóch różnych szpitalach w Warszawie i wiem, jak to jest, ale i
tak jestem tym oburzona. Niedawno rodziła koleżanka, położna - zresztą
przemiła osoba, przyjmowała też mój drugi poród - była opłacona a i tak
dziecko po cesarce zabrano i karmiono butelką bo za duża robota przynieść
mamie, podać, potem ponosić, żeby się odbiło, w efekcie Basia ma teraz
miesiąc a przyjaciółce kończy się pokarm bo mała w ogóle się nie nauczyła
ssać piersi i woli butelkę, kogo zabić za to? Mnóstwo jest takich historii
tym czasem to jest przecież zwykła praca i trzeba ją dobrze wykonywać, mnie
za wykonywanie dobrze mojej nie będzie chwalił, nagród przyznawał, po prostu
robię albo do widzenia. I proszę mi nie tłumaczyć, że pieniądze, że to, że
śmo, płacimy przymusowy haracz od pensji i mamy prawo wymagać, żeby za NASZE
a nie za PAŃSTWOWE pieniądze dobrze się nami zajmowano w szpitalach. To, że
kolejny rząd jak dziecko bezradny w kwestii prawidłowego rozdziału funduszy
to tylko kolejny rząd za jaja powiesić.
Obserwuj wątek
    • innuit Re: I nagroda 30.12.06, 19:00
      ja rodziłam w Pucku(4 miesiące temu) i mimo,że mam przemiłe wspomnienia
      uprzejmie donoszę,że za poród w wodzie zpłaciliśmy 150 zł.z pewnością było
      warto.gratulacje dl wszystkich pracowników oddziału i dla organizatorów
      akcji.pierwszego synk rodziłam 10 lat temu- różnica w podejściu do pacjentek
      olbrzymia.
    • mlynus777 I nagroda 30.12.06, 20:26
      Być może w Szpitalu Żeromskiego w Krakowie coś się zmieniło od czasu, kiedy tam
      rodziłam (1,5 roku temu). Od tego czasu, niestety, wszystkim odradzam to
      miejsce. Owszem, sale porodowe są bardzo przyjemne, ale przysznic, z którego
      można skorzystać jest jeden na wszystkie sale. W dodatku był takim stanie jak w
      zniszczonym schronisku lub akademikusad Miałam poród rodzinny - na szczęście.
      Maż był jedyną osobą, która się mną tak naprawdę interesowała. Od czasu do
      czasu przychodziła położna badać puls Maluszka i nie zwróciła uwagi na to, że
      bardzo silnie krwawię, co w konsekwencji doprowadziło mnie do znacznej utraty
      krwi. Znieczulenie może jest bezpłatne, ale nam nie udało się doprosić personel
      o pomoc. Mimo, że anastezjolog nie miał innego zabiegu, nie przyszedł do nas,
      chociaż bardzo prosiłam i kilka razy interweniował mój mąż. Mogę się tylko
      domyślać, jakiego argumentu zabrakłosad Maluszek rzeczywiście znalazł się na
      moim brzuchu tuż po narodzinach. Studentka, która asystowała przy porodzie
      przystawiła mi Córeczkę do piersi i zostaliśmy w trójkę. Po godzinie zawieziono
      mnie na salę na wózku, ponieważ nie byłam w stanie zrobić kroku i o własnych
      siłach utrzymać się na nogach z powodu utraty krwi i w konsekwencji silnej
      anemii. Ale już pod prysznic musiałam iść sama, bo "trzeba chodzić" i nie
      pamiętam jakim cudem udało mi się wrócić do łóżka. Kolejny horror zaczał się
      przy naturalnym karmieniu. Nie miałam pokarmu, a Córeczka była głodna i
      płakała. Kiedy poprosiłam położne o to, aby ją dokarmiły, jedna mocno ścisnęła
      mnie za brodwakę, na której pojawiła się kropelka i stwierdziła, że mam pokarm
      i muszę przystawiać mała do czasu, aż się naje, nawet kilka godzin. Nie spałam
      kolejną noc, ponieważ Maluszek płakał, ja ciągle zmieniałam piersi i płakałam
      razem z nią. Następnego dnia pediatra udzieliła mi reprymendy, że "zagłodzę
      dziecko". I jeszcze wielkie pielgrzymki rodzinne do dziewczyn, które leżały ze
      mną na sali. Miałam co dwie godziny oddciągać laktatorem pokam oraz "wentylować
      krocze". Oczywiście nie było to możliwe, ponieważ przez cały dzień przez nasz
      pokój przewojały się tabuny ludzi razem z małymi dziećmi, rodzicami, teściami,
      koleżankami... które patrzyły na wymęczone kobiety jak na zjawisko. Brudnej
      pościeli też nie zmieniono mi przez 5 dni - dostawałam duże, papierowe
      podkłady. Itd, itd....
      Nie chcę z mojego przypadku robić reguły, ale przy wyborze szpitala również
      sugerowałam się opiniami znajomych i z internetu i bardzo załuję swojej
      decyzji, ponieważ teraz jestem gotowa zapłacić każde pieniądze za cc, ponieważ
      nie chce mi się wierzyć w to, że isteje coś takiego jak rodzić po ludzku
      naturalnie.
      • magda8867 Re: I nagroda 30.12.06, 21:45
        "jedna mocno ścisnęła
        mnie za brodwakę, na której pojawiła się kropelka i stwierdziła, że mam pokarm
        i muszę przystawiać mała do czasu, aż się naje, nawet kilka godzin. Nie spałam
        kolejną noc, ponieważ Maluszek płakał, ja ciągle zmieniałam piersi i płakałam
        razem z nią. Następnego dnia pediatra udzieliła mi reprymendy, że "zagłodzę
        dziecko". I jeszcze wielkie pielgrzymki rodzinne do dziewczyn, które leżały ze
        mną na sali. Miałam co dwie godziny oddciągać laktatorem pokam oraz "wentylować
        krocze". Oczywiście nie było to możliwe, ponieważ przez cały dzień przez nasz
        pokój przewojały się tabuny ludzi razem z małymi dziećmi, rodzicami, teściami,
        koleżankami... które patrzyły na wymęczone kobiety jak na zjawisko. Brudnej
        pościeli też nie zmieniono mi przez 5 dni - dostawałam duże, papierowe
        podkłady. Itd, itd....

        To wszystko co napisała mlynus777 ja również przeszłam. Tez nie jestem
        zdowolona z porodu w szpitalu Żeromskiego. Tez rodziłam ponad 1,5roku temu. Po
        porodzie czułam sie fatalnie, nie miałam nawet siły wyjść z łóżka do toalety,
        na moje 3 dzwonki nie przyszła żadna siostra choć wcześniej jej komunikowałam,
        że chce wyjśc i potrzebuje pomocy. W końcu sama poszłam i ledwo się dowokłam, a
        dopiero jak w ubikacji pomyliłam sie i pociągłam sznurek alarmu (bo myślałam że
        to spuszczanie wody) to jakaś przyleciała spanikowana.
        Córeczka owszem leżała ze mną ale momentami było to dla mnie uciążliwe, jej
        obecnośc obok sprawiała że nie mogłam zasnąć, ale nie mogłam jej odłożyć do
        wózeczka, bo za chwilke zjawiała sie siostra i pakowała mi ją do łóżka, tak sie
        działo, było to aż uciążliwe, nie mogła zrozumieć, że chcę wypocząć sama, że
        jestem wykończona porodem, że to wszystko jest dla mnie nowe, zaskakujące, że
        chce po prostu wypocząć. Dwie noce nieprzespane, dla mnie było to po prostu
        strasznie ciężkie... karmienie: mała przysypiała przy karmieniu, nie chciałą
        ciągnąc, bo miała żółtaczkę, a siostry co chwilke przybiegały, czy już
        karmiłam. Boże co ja przeszłam tam z tym karmieniem! Właściwie cały czas tam to
        były próby karmienia, piersi twarde a mała nie chciała ssać, jakaś siostra
        kazała mi siadać chos jej powiedziałam, że jestem poszyta, boli mnie i popękam!
        (okazało sie że pęknął mi jakiś szew)Poza tym lekarka źle mnie poszyła bo chyba
        żal jej było nowa nić rozpoczynać i naciągła na maksa, tak że ledwo sie
        ruszałam. Nie siadałam 3tyg po porodzie. Z tym nacinaniem to tez chyba
        przesada, u nich to już chyba standard - wszystkich chyba nacinaja, a czy
        zawsze to jest rzeczywiście potrzebne!? Te tabuny ludzi przewijające się to też
        prawda: ja tu piers na wierzchu, ucze się karmić, jestem zestresowana,
        wykończona, płakać mi sie chce a tu obok przy łóżku mąż, brat, ojciec koleżanki.
        Tak, ja poród w Żeromskim wspominam niezaprzyjemnie. Owszem salki pojedyncze i
        to na duży plus, ale potem...Może gdybym ja miała mniejsze problemy z
        karmieniem to byłoby lepiej, nie przezyłabym tego w ten sposób?
        Acha jeszcze jeden duży minus: nie robili mojej córeczce baadnia na iość
        bilirubiny, a w innych szpitalach podobno to robią zawsze! Stwierdzaja na oko,
        czy dziecko wymaga naświetlań czy nie. Moja córka miała długo żółtaczkę i też
        były stresy z tego powodu.
    • mama_marcela1 Re: I nagroda 30.12.06, 22:02
      witam was!
      ja rodzilam w kwietni teg roku. W Chodzieży (woj.wielkopolskie).musze wam
      powiedziec że jestem zadowolona , to straszne co opopwiadacie o porodach.
      mialam pomoc z każdej ręki, może jedyny minus to że nie mialm odpoczynku.
      siostry stawily na karmienie ( jedna tylko taka franca ale da sie przezyć).
      mały tylko raz chyba dostal butle ale to zaraz poporodzie bo ja zemdlalm
      powaznie nie mgli mnie dobudzić.nie miałm mleka duzo i długo ale chodziłam do
      szkoly rodzenia i nie poddalam sie. karmiałm 8 mieiescy.za nic tam sie nie
      płaci. nie ma porodu we wodzie ale jest wanna z hydromasażem (rewelka). Obsługa
      miłą w wogóle taka rodzinna atmosfera. może wygląd szpitala nie jest super.
      odwieziny po południu także można sie wyspać i mieć troche prywatności. sa tez
      salki pojedyncze. Jakby co to polecam !!!!
    • mama_marcela1 Re: I nagroda 30.12.06, 22:05
      acha miałam nacite krocze ale luzik super zszyte. mogłam normalnie siedzieć ale
      uwierzcie bez tego bym nie wypchnęła dzidzi a była duża (4100 i 61 cm).
    • jagoda.st I nagroda 02.01.07, 17:17
      Zazdroszczę kazdej mamie, która urodziła dziecko w terminie i mogła go chocby
      przez chwilkę zobaczyc dziecko po porodzie, mnie się nie udało. W grudniu tego
      roku urodziłam synka w 34 tygodniu ciązy o wadze 2080 g. Synka pierwszy raz
      zobaczyłam po dobie kiedy mogłam pierwszy raz wstać po cesarce i udać się na
      oddział intensywnej terapi noworoków. Po 4 dniach zostałam wypisana do domu a
      synek musiał zostać 9 dni w szpitalu. Przez cały ten czas trwała walka o
      karmienie naturalne, dzięki pomocy położnych i dietetyczek od 3 doby synek
      dostawał pokarm naturalny, który odciągałam laktatorem, a w trakcie odwiedzin
      (2 razy dziennie) trenowaliśmy z synkiem ssanie piersi. Sam ppród równiez był
      traumatycznym przeżyciem. Ale nie straszne było dla mnie, ze na sali była inna
      kobieta, że pan doktor robił akurat wykład dla studentów na temat mojego
      przypadku, że decyzja o wykonaniu ciecia cesarskiego zapadła w kilka sekund, że
      zastrzyk wykonywano mi w wnidzie , że pielegniarka nie mogła sie wkuć z
      kroplówką (bo miałam okropne drgawki)itp. liczyło sie tylko to czy lekaża zdążą
      wydobyc synka zanim nasąpią nieodwarcalne uszkodzenia. Ale wszystkie te
      niedogodności w trakcie porodu i po nim dzis nie mają znaczenia bo obok mnie
      lezy sliczny zdrowy synek, który potrafi ssać pierś pomimo karmienia butelką i
      pieknie przybiera na wadze. I za to chciałam bardzo podziekować całemu
      personelowi Szpitala Uniersyteckiego w Krakowie. Pomimo słabej reputacji tego
      szpitala co do jakości porodów, swiadomie go wybrałam, zeby ratować dziecko. Na
      zakończenie chcialam powiedzieć że nie wszystko złoto co sie świeci - warto
      poswięcić mozliwość rodzenia w konfortowych warunkach na rzecz bezpieczeństwa
      dziecka.
      • magda8867 Re: I nagroda 02.01.07, 21:52
        Wzruszyłam sie szczerze czytając post Jagody. Cieszę sie,że wszystko tak dobrze
        sie skończyło i trzymam kciuki za Ciebie i Twojego synka, żebyscie byli zdrowi
        i dobrze wam sie wiodło w Nowym Roku i w nastepnych latachsmile
    • basia_mar Re: I nagroda 04.01.07, 11:53
      Trochę wkurza mnie to, że nagradzane są zachowania ludzi, które moim zdaniem
      powinny być normą. To że lekarze i położne traktują nas po ludzku, interesują
      się nami i naszymi dziećmi, to do diabła jest ich zawód. Wybrali sobie taką a
      nie inną pracę, więc powinni przykładać się do jej wykonywania.

      Ostatnio rozmawiałam z kuzynką męża, pracującą w jednym z warszawskich
      szpitali, położną na oddziale położniczym, która krótko stwierdziła, że ona w
      nocy do pacejntek nie chodzi, jak coś chcą, to niech przyjdą i poproszą.
      Kurcze, jakby to nie była jej praca, tylko wykonywane charytatywnie zadanie.
      Zresztą wolontariusze często są bardziej pomocni i chcętni do działania niż
      pracownicy. Poradziła mi także, że jakbym chciała rodzić u nich w szpitalu i
      miała jakieś swoje widzimisię co do dziecka itp, to zeby owszem informować
      personel, ale generalnie nie przejmować się ich minami i komentarzami.

      To jest po prostu skandal, że niektórzy robią łaskę, ba nawet cała kadra, robi
      łaskę, że musi wykonywać zawód, który sobie sami wybrali.

      Może jednak te nagrody mają sens? Obawiam się jednak, że pewne placówki pewne
      swej pozycji po prostu się nie zmienią na lepsze. Im chyba nawet na tym nie
      zależy.
    • ela19731 I nagroda 06.01.07, 23:47
      CZytam i własnym oczom nie wierze!Jakim cudem pierwszą nagrodę dostał szpital w
      Pucku?Opisywane miejsca i zachowania personelu są dla mnie zupełnie obce, choć
      rodziłam w nagrodzonym szpitalu dwa lata temu. Pragnę dodać, że na poród w
      powyższym szpitalu zdecydowałam się na podstawie opinii z ogólnopolskiego
      miesięcznika przeznaczonego dla matek i ciężarnych.Wspomnienia z porodu do dziś
      wywołują we mnie strach!Przez całą ciąże byłam pod opieką pani doktor, która
      miała dyżury także w tym szpitalu.Ona jednak najbardziej mnie zawiodła, bowiem
      nie przyjechała na poród pomimo obietnicy. W czasie kontrolnego usg
      stwierdziła, że dziecko ma pępowinę okręconą wokół szyjki i w ostatnich 3
      tygodniach ciąży kazała utrzymywać mi ze sobą kontakt telefoniczny. Bardzo
      bałam się porodu, a właściwie tego by mojemu maleństwu nic się nie stało.Przez
      dwie fazy porodu leżałam na oddziale ginekologicznym, gdzie należało mieć ze
      sobą własne sztućce i garnuszek, bowiem szpital miał tylko kilka sztuk.Gdy
      poprosiłam o poród w wodzie,bowiem nie miałam rozwarcia,a skurcze co 5min. to
      okazało się, że "pokazowa"wanna jest już zarezerwowana. Wsadzono mnie na czas
      oczekiwania do zwykłej wanny. Zainteresowanie moim stanem było praktycznie
      zerowe, gdyż pielęgniarka przyszła po 30 min.Po powrocie na salę kazano mi
      chodzić i uprawiać ćwiczenia, chociaż ja ledwo trzymałam się na nogach.Doszło
      do tego, że straciłam przytomność. Prosiłam o środki znieczulające, za które
      chciałam zapłacić, ale niestety nie dostałam nic.Po 13h urodziłam synka, na
      jednej z owych sal jednoosobowych,ale nigdy nie zapomnę uszczypliwych
      komentarzy położnych dotyczących mojej otyłości i braku wytrzymałości na
      ból.Był moment, że z wysiłku przestałam słyszeć pielęgniarki i już nic nie
      widziałam, odpływałam!Nacięto mi błędnie krocze, czego skutkiem było jego
      porozrywanie, a póznie problemy z oddawaniem moczu przez kilka tygodni.
      Co do opieki nad synkiem , to nie mam zarzutów, gdyż od razu położono mi
      maleństwo przy piersi. Póżniej także opiekowano się nim naprawdę dobrze.
      Niestety po porodzie leżałam na zakrwawionych podkładach, które rzadko były
      zmieniane.Pomimo silnych krwawień nie zaaplikowano mi żadnego środka. Wychodząc
      ze szpitala miałam silną anemię, o czym świadczyły białe dłonie i
      stopy.Dostałam tylko receptę. Stan ten utrzymywał się przez ponad 3 tygodnie.
      Cały czas wydaje mi się, że szpitalem tym kieruje jedno motto "dziecko ma sie
      urodzić zdrowe, a z matką wszystko jedno co będzie".
    • sophiek I nagroda 21.01.07, 18:24
      Tylko pozazdrościć takich szpitali. Dla mnie poród był strasznym przeżyciem -
      nie jadłam od 24 godz, nie pozwalano mi pić i krzyczano na mnie jeszcze, że
      niby nie chce mi się rodzić, a ja poprostu nie miałam siły. Anestezjolog
      wychodził sobie na długo i nie obchodziło go, że znieczulenie zewnątrzoponowe
      przestaje działać - istny koszmar. Nigdy więcej moja noga nie powstanie w tym
      szpitalu.
    • a_gurk I nagroda 24.01.07, 15:41
      Drugie dziecko urodzilam w listopadzie w Wielkiej Brytanii 2 miesiace przed
      terminem. I wszystko, co zostalo wyzej opisane, jest codziennoscia w szpitalu,
      w ktorym lezalam. Natomiast nie bylo codziennoscia w szpitalu w Polsce w ktorym
      rodzilam pierwsze dziecko rok temu. Dwa kraje, dwa odmienne swiaty.
    • tusia06 I nagroda 08.03.07, 11:50
      Podczas ostatnich wakacji miałam watpliwą przyjemnośc przebywania na krótkiej
      obserwacji w owym szpitalu. Byłam w 7 miesiącu ciąży. Tak bolesnego badania jak
      w tym szpitalu jeszcze nigdy nie przeżyłam i nie spotkałam się z tak
      nieprzyjemna obsługą, tylko jedna pielęgniarka była miła i uczynna, reszta
      bardzo nieprzyjemna i opryskliwa. Lekarz, który mnie badał zamiast odpowiedzieć
      na moje pytania rzucił lek, który zażywałam (przepisany przez mojego lekarza
      prowadzącego) na swoje biurko i stwierdził, ze skoro to biore to on nie ma do
      mnie więcej pytań. Dopiero pani doktor, równiez obecna przy badaniu wyjaśniła mi
      ( na osobności), że po prostu w Pucku stosuje sie inny lek a tego oni nie
      znają.... Po powrocie do Warszawy poszłam do 2 innych lekarzy ginekologów,
      którzy potwierdzili słuszność decyzji mojego lekarza prowadzącego a propos
      przepisanego leku. Szczerze mówiąc nie wiem jak wygląda sama porodówka i to jak
      personel zachowuje się podczas porodu, byc może rzeczywiście jest fantastycznie
      ale po czymś takim co ja przezyłam w tym szpitalu nie polecam. Oczywiście
      wszędzie w szpitalach pracuja tylko ludzie i na pewno sa oni lepsi i gorsi
      dlatego nie chciałabym wyrażać opinii na temat całego personelu tego szpitala
      bo go nie znam jednak ci z którymi miałam kontakt nie swiadczą o nim dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka