atenette
24.05.07, 14:08
Co jakis czas na forum pojawiaja sie posty o roznicach miedzy polska a
brytyjska sluzba zdrowia przy czym zawsze ta druga jest krytykowana.
Wiem, ze jest tu tez wiele dziewczyn, ktore mieszkaja w UK. Ja rowniez mialam
takie krytyczne podejscie do opieki nad kobietami ciezarnymi w UK, ale bedac
teraz w 8 miesiacu ciazy (i mieszkajac u UK) zaczynam sie powoli do tej
opieki przekonywac.
Doszlam mianowicie do takich wnioskow:
- statystyki poronien w Polsce i w UK sa takie same, co oznacza, ze te
wszytkie leki podtrzymujace ciaze sa tak naprawde niewiele warte. Pisze
niewiele, gdyz pomagaja one oczywiscie podtrzymac ciaze w jednym tylko
przypadku - kiedy cialo kobiety produkuje za mala ilosc progesteronu, co
zdarza sie BARDZO rzadko. Moj (polski) ginekolog twierdzi, ze jest takich
przypadkow naprawde niewiele, gdyz po pierwsze w momencie kiedy gospodarka
hormonalna jest zachwiana to marne sa wogole szanse na zajscie w ciaze, a po
drugie jezeli juz do ciazy dojdzie to przewaznie organizm sam zaczyna
produkowac odpowiednia ilosc hormonow.
- W UK wcale nie rodzi sie wiecej wszesniakow, a wrecz przeciwnie. Nigdzie na
swiecie nie przepisuje sie tabletek na skurcze, gdyz jest to naturalny
trening macicy do porodu. Nie bez przyczyny skurcze te zostaly nazwane
(Braxton- Hicks) i nie bez przyczyny w literaturze w kazdym jezyku pisze, ze
sa one czyms naturalnym i ze pojawiaja sie po 20tc. Nie rozumiem wiec
dlaczego tylu kobietom w Polsce przepisuje sie Nospe (wycofana ze sprzedazy w
wiekszosci krajow) i inne jeszcze mocniejsze leki na sama wzmianke o
skurczach. Niepokojace sa one tylko wtedy gdy sa bolesne lub wystepuja zbyt
czesto, co nie jest lekcewazone w UK.
Po tym wszytkim powiem szczerze, ze ja takze poddalam sie tej panice jaka to
brytyjska sluzba zdrowia jest okropna i chodzilam prywatnie do polskiego
ginekologa. Oczywiscie przepisal mi Duphaston (i bralam) chociaz nie mialam
robionych zadnych badan hormonalnych i nic nie wiedzial o poziomie moich
hormonow (a dodam, ze nie zostalo udowodnione, czy duphaston nie ma
negatywnego dzialania na plod). Przepisal mi go tak na wszelki wypadek, co
teraz uwazam za calkowita glupote.
Przepisal mi rowniez Nospe na skurcze, ktore mam juz od 20tc (i to bardzo
czeste i mocne) i ktore wg. angielskiego ginekologa sa czyms normalnym. Po
ok. miesiacu brania tabletki odstawilam i skurcze ani nie sa czestrze ani
mocniejsze. Spotykam sie z angielkami w ciazy i tymi ktore juz urodzily i
WSZYTSKIE one mialy skurcze i wszyskie uwazaly to za cos normalnego. Zaczelam
troche bardziej wierzyc w brytyjska sluzbe zdrowia i jak na razie wychodzi mi
to tylko na dobre.
Powiem tez szczerze, ze coraz bardziej przeraza mnie wlasnie opieka nad
ciazarnymi w Polsce. Ilosc roznego rodzaju lekow, ktorymi faszerowane sa
ciezarne w Polsce jest zatrwazajaca. Do tego chyba polowa kobiet w ciazy w
Polsce ma skracajaca i rozwierajaca sie szyjke, nakaz lezenia i zwolnienie,
co w UK prawie wogole sie nie zdarza. I najsmieszniejsze jest, ze procent
przedwczesnych porodow w Polsce wynosi 7,2-8,4% podczas gdy w UK - 7%.
Do tego to angielska sluzba zdrowia jest zgodna z zaleceniami WHO, a nie
Polska.
A co Wy o tym myslicie?