Dodaj do ulubionych

Polska a brytyjska sluzba zdrowia

24.05.07, 14:08
Co jakis czas na forum pojawiaja sie posty o roznicach miedzy polska a
brytyjska sluzba zdrowia przy czym zawsze ta druga jest krytykowana.
Wiem, ze jest tu tez wiele dziewczyn, ktore mieszkaja w UK. Ja rowniez mialam
takie krytyczne podejscie do opieki nad kobietami ciezarnymi w UK, ale bedac
teraz w 8 miesiacu ciazy (i mieszkajac u UK) zaczynam sie powoli do tej
opieki przekonywac.
Doszlam mianowicie do takich wnioskow:
- statystyki poronien w Polsce i w UK sa takie same, co oznacza, ze te
wszytkie leki podtrzymujace ciaze sa tak naprawde niewiele warte. Pisze
niewiele, gdyz pomagaja one oczywiscie podtrzymac ciaze w jednym tylko
przypadku - kiedy cialo kobiety produkuje za mala ilosc progesteronu, co
zdarza sie BARDZO rzadko. Moj (polski) ginekolog twierdzi, ze jest takich
przypadkow naprawde niewiele, gdyz po pierwsze w momencie kiedy gospodarka
hormonalna jest zachwiana to marne sa wogole szanse na zajscie w ciaze, a po
drugie jezeli juz do ciazy dojdzie to przewaznie organizm sam zaczyna
produkowac odpowiednia ilosc hormonow.
- W UK wcale nie rodzi sie wiecej wszesniakow, a wrecz przeciwnie. Nigdzie na
swiecie nie przepisuje sie tabletek na skurcze, gdyz jest to naturalny
trening macicy do porodu. Nie bez przyczyny skurcze te zostaly nazwane
(Braxton- Hicks) i nie bez przyczyny w literaturze w kazdym jezyku pisze, ze
sa one czyms naturalnym i ze pojawiaja sie po 20tc. Nie rozumiem wiec
dlaczego tylu kobietom w Polsce przepisuje sie Nospe (wycofana ze sprzedazy w
wiekszosci krajow) i inne jeszcze mocniejsze leki na sama wzmianke o
skurczach. Niepokojace sa one tylko wtedy gdy sa bolesne lub wystepuja zbyt
czesto, co nie jest lekcewazone w UK.

Po tym wszytkim powiem szczerze, ze ja takze poddalam sie tej panice jaka to
brytyjska sluzba zdrowia jest okropna i chodzilam prywatnie do polskiego
ginekologa. Oczywiscie przepisal mi Duphaston (i bralam) chociaz nie mialam
robionych zadnych badan hormonalnych i nic nie wiedzial o poziomie moich
hormonow (a dodam, ze nie zostalo udowodnione, czy duphaston nie ma
negatywnego dzialania na plod). Przepisal mi go tak na wszelki wypadek, co
teraz uwazam za calkowita glupote.
Przepisal mi rowniez Nospe na skurcze, ktore mam juz od 20tc (i to bardzo
czeste i mocne) i ktore wg. angielskiego ginekologa sa czyms normalnym. Po
ok. miesiacu brania tabletki odstawilam i skurcze ani nie sa czestrze ani
mocniejsze. Spotykam sie z angielkami w ciazy i tymi ktore juz urodzily i
WSZYTSKIE one mialy skurcze i wszyskie uwazaly to za cos normalnego. Zaczelam
troche bardziej wierzyc w brytyjska sluzbe zdrowia i jak na razie wychodzi mi
to tylko na dobre.

Powiem tez szczerze, ze coraz bardziej przeraza mnie wlasnie opieka nad
ciazarnymi w Polsce. Ilosc roznego rodzaju lekow, ktorymi faszerowane sa
ciezarne w Polsce jest zatrwazajaca. Do tego chyba polowa kobiet w ciazy w
Polsce ma skracajaca i rozwierajaca sie szyjke, nakaz lezenia i zwolnienie,
co w UK prawie wogole sie nie zdarza. I najsmieszniejsze jest, ze procent
przedwczesnych porodow w Polsce wynosi 7,2-8,4% podczas gdy w UK - 7%.
Do tego to angielska sluzba zdrowia jest zgodna z zaleceniami WHO, a nie
Polska.
A co Wy o tym myslicie?
Obserwuj wątek
    • lolka11 Zgadzam sie z Toba 24.05.07, 14:19
      Oj, zgadzam sie z Toba calkowicie. Nie mieszkam w UK, ale w Norwegii i jest to
      moja druga ciaza tutaj. Tu rowniez nie stosuje sie zadnych lekow. Mysle, ze to
      tylko w Polsce jest taka medykamentyzacja ciazy. Od samego poczatku....Fakt, tu
      sie bieze kwas foliowy w I trymestrze i nic wiecej, bada sie rowniez poziom
      zelaza we krwi i jesli jest KONIECZNOSC to sie zazywa...nic poza tym....
      Ja tez niedawno sie zastanawialam nad ta nospa i skurczami - dokladnie jest to
      jak najbardziej naturalne zjawisko, ale w PL - oj, to juz trzeba brac leki
      rozkurczowe. Nie wiem czy zauwazylas, ze potem co drugie niemowle w Polsce ma
      problemy z napieciem miesniowym...tu o tym baaaaaardzo rzadko slychac...
      Niestety w Polsce ciaze traktuje sie jak chorobe....a szkoda....

      pozdrawiam
      Dorota
    • migotka_bober Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 14:20
      mieszkam w Londynie ,jestem w 20 tc jeslu juz urodze zdrowe dziecko to bede
      sie tak rozpisywac pozytywnie o brytyjskiej sluzbie jak ty teraz na koncowce
      ciazy,,,

      mialam pco wiec z pl musze brac progesteron, owulacja byla stymulowana,mialam
      plamienia,krwawienie,jednsa ciaze stracona w historii ginekologicznej,,,a moj
      Gp zapytal czemu nie moge pracowac?

      z polozna nie widzialam sie na ani jednym spotkaniu jeszcze,,,,

      tak jak napisalam pewnie juz po urodzeniu dzidziorka bede w superlsatywach
      pisac bo to juz za mna,poki co mieszane uczucia,jednak podjelam decyzje ze tu
      zostane z mezem wiec nie bede narzekac...
      pozdr
    • bebe52 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 14:43
      Ja mieszkam w UK 6 lat i urodziłam tutaj dwie cudowne córki i niewyobrazam sobie
      porodu w Polsce poniewaz tam wszystko jest bardzo skomlikowane niz tutaj w
      UK.Pozdrawiam
    • sevilay Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 14:50
      Bałabym się być w ciązy w UK, podobnie jak w Holandii.Byc moze jak ktos nie ma
      problemów to jest ok ale ja bez tych "paskudnych" medykamentów nie urodzilabym
      ani jednego dziecka.W krajach Trzeciego Świata tez się nie podaje leków,rodzi w
      domu i rzadko bywa u lekarza,prawda? I dawniej się rodziło na przysłowiowym polu
      kartofli.Tylko dlaczego bratowa mojego męża bała się ciązy i porodu w Holandii i
      na ten czas zamieszkała w Niemczech? Pewnie ciemna jest i wyrodna matka.
      Ciekawy ten ewenement nie skracających się szyjek w UK,czy to do klimatu zależy?
      smileBo nie wiem od czego innego.Jak bedę w następnej ciązy to pójdę do
      angielskiego lekarza-wtedy mi szyjka zaraz wróci do normy smile Bo niestety w
      pierwszej ciaży mimo,ze nospy nie brałam to urodziłam wczesniaka.
    • kingaolsz Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:17
      Atenette w 100% , a nawet w 1000% sie z Toba zgadzam wink)))

      A najciekawsze, ze najzajadlej o ciazy w NHS wypowiadaja sie osoby, ktore znaja
      to tylko ze slyszenia.

      Tutaj rodzi sie wiecej zdrowych dzieci niz w Polsce, nie ma plago poronien i
      przedwczesnych porodow, pozniej wszystkie dzieci nie maja skaz, alergii, zlego
      napiecia miesniowego ( ciekawe z reszta, ze te rzeczy moga byc powiklaniem po
      lekach takich jak no-spa wlasnie, ale nikt o tym nie mysli). I dzieci sa zdrowe
      i normalne i zyja calkiem niezle.

      W Polsce z jednej strony trzesie sie nad ciaza, ze paracetamolu nie wolno,
      trzeba lezec itp, a z drugiej strony laduje sie leki, ktore nie pomagaja a
      moga zaszkodzic i np. olewa sie zalecenia zywieniowe. Czyli dokladnie wszystko
      na odwrot z zaleceniami medycyny ( do ktorej stosuje sie reszta swiata i ma sie
      dobrze).

      Ehh... ale my swoje...

      Pozostaje nam sie jedynie cieszyc, ze mialysmy okazje zobaczyc jak fajne moze
      byc traktowanie ciazy jako naturalnej fazy zycia.

      Pozdrawiam
      Kinga
      • sevilay Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:31
        kingaolsz napisała:

        >
        > Tutaj rodzi sie wiecej zdrowych dzieci niz w Polsce, nie ma plago poronien i
        > przedwczesnych porodow, pozniej wszystkie dzieci nie maja skaz, alergii, zlego
        > napiecia miesniowego ( ciekawe z reszta, ze te rzeczy moga byc powiklaniem po
        > lekach takich jak no-spa wlasnie, ale nikt o tym nie mysli). I dzieci sa zdrowe
        >
        > i normalne i zyja calkiem niezle.
        >
        >
        no raj na ziemi po prostu tylko dalej mi nikt nie wytłumaczył od czego to
        zalezy.Co ma na to wpływ? To,ze rzadko lekarze ogladacie?
        Bo ja nie bardzo rozumiem-dzieci nie mają alergii bo sluzba zdrowia w UK taka
        dobra czy dlatego,ze nospy w ciazy nie bierzecie?
        A poronienia zdarzają się niestety wszedzie.
        • kingaolsz Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:47
          sevilay napisała:
          > no raj na ziemi po prostu tylko dalej mi nikt nie wytłumaczył od czego to
          > zalezy.Co ma na to wpływ? To,ze rzadko lekarze ogladacie?
          > Bo ja nie bardzo rozumiem-dzieci nie mają alergii bo sluzba zdrowia w UK taka
          > dobra czy dlatego,ze nospy w ciazy nie bierzecie?
          > A poronienia zdarzają się niestety wszedzie.

          Napisalam, ze nie ma plagi ( coprawda wkradla literowka w to slowo, ale
          liczylam, ze bedzie zrozumiale) wiec ciaze niepodtrzymywane sa tak samo dobre
          jak podtrzymywane, czyli ladowanie medykamentow w ciezarne jest zbedne ( bardzo
          urpszczony tok myslenia, ale chyba taki chcialas).
          Co do alergii WNM itp. to tak, wydaje mi sie, ze jest to efekt lekow podawanych
          w ciazy. Co do skutkow ubocznych no-spy to wiem napewno, ze takie wlasnie sa.
          Czesto o tym rozmawialam z polskimi terapeutami i straszne krytykowali
          podawanie tych lekow, z reszta miedzy nimi funcjonuje okreslenie "dzieci
          ponospowe".
          Inna sprawa, ze ta nadwrazliwosc polskiego pacjenta , a przez to i lekarza
          pozniej owocuje diagnozami skaz bialkowych i alergii kiedy dzieci ich nie maja
          tak naprawde. Ohh straszne dlugo by o tym pisac.

          Lekarze w PL mam wrazenie , ze odpuscili i dzialaja pod pacjenta. Nawet
          czytajac to forum widac , jak dziewczyna ma skorcze B-H to leci do lekarza -
          jak ten powie, ze normalne i nic nie ma brac to od razu zarzucane jest, ze
          konowal i , ze ma no-spe wziac na wlasna reke, albo zmienic lekarza. W ten
          sposob lekarze przyzwyczaili sie, ze zeby utrzymac pacjentke to trzeba cos
          zapisac. Do tego jeszcze firmy farmaceutyczne... i robi sie absurdalna sytuacja
          jaka jest obecnie w PL czyli nie wazne jakie sa zalecenia WHO, nie wazne jakie
          sa wyniki badan nad lekami - wazne jest, zeby pacjentka byla zadowolona.

          temat rzeka

          Kinga

    • anaana2 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:24
      Mam jedno pytanie. jak lekarze w UK podchodza do stanow zapalnych pochwy w
      ciazy. czy sa one od razu leczone. pytam z czystej ciekawosci, bo u nas sa rozne
      stanowiska co do tej kwestii.
      • kingaolsz Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:28
        Zalezy jakie stany zapalne. Nadzerka nie jest leczona zawsze. Grzybica tak.

        Kinga
    • dr_kaczusia Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:35
      to ja moze o Szwacarii wink

      tutaj kazda kobieta musi miec swojego lekarza, dostep jest nieograniczony bo
      wszystko odbywa sie prywatnie (placi sie z wlasnej kieszeni, a ubezp zwraca w
      przypadku ciazy 100%). Do szpitala przyjmuja chyba tylko nagle przypadki, na USG
      genet i prowadzenie ciazy po 34tc. Za to swojego dr mozna, a wrecz trzeba nekac
      (jak nie odbiera wysylac smsa), nic bez jego zgody nie mozna sobie zaaplikowac,
      a przy bolu gardla chca od razu pobierac wymaz (co jest dla mnie przegieciem
      akurat). Czy daja leki od poczatku to nie wiem bo ja juz bralam kw foliowy zanim
      sie zglosilam, dostalam dodatkowo witaminy bo z powodu nudnosci prawie nie
      jadlam. Poza tym dr bada na kazdej wizycie. Na pierwszej dodatkowo robi usg +
      pobiera badania (wg mnie wiecej niz w PL np. p/ciala na ospe). Jesli toxo jest
      ujemne pobieraja bad co miesiac (musze sie spytac czy w zwiazku z tym tez lecza
      jak cos wykryja?!). Jesli jakies wyniki sa nieprawidlowe - oczywiscie
      konsultacje u specjalistow, jesli ok - wizyta raz/m-c. Z tego co slyszalam (sama
      jeszcze sie nie przekonalam) rutynowo przy usg po 10tc pobieraja PAPPa. Mam
      wrazenie, ze chuchaja i dmuchaja tutaj na ciezarne, na pewno ostroznie z lekami,
      ale np. RTG u dentysty - ok, ale leczenie juz odlozyc o ile mozna...

      Nie wiem jakie maja tu statystyki, ale moge sie zainteresowac moze cos znajde na
      ten temat smile
    • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 15:41
      Atenette podpisze sie obydwoma lapami.
      Przeszlam w UK 6 ciaz i 6 porodow. Nie zawsze bylo bezproblemowo,
      ale kazde potencjalne zagrozenie (o ile uzasadnione) bylo traktowane z
      najwieksza ostroznoscia, dodatkowe badania, az do przesady jak dla mnie.

      Nie dostalam lekow przy plamieniu, przy skurczach BH czy innych
      przypadlosciach na ktore sa one przepisywane w Polsce (i szczescie bo leki w
      ciazy to ostatecznosc).
      A jednak nie urodzilam przed czasem i zadne inne problemy z tego niewynikly.
      Porod bez przyspieszania oxy, wypychania waleniem sie na brzuch i zbednych
      naciec. Pomimo kilku nielatwych porodow.
      W duzej mierze dzieki wielkiej fachowosci poloznych.

      Wszystkie te praktyki inne niz w PL staly sie dla mnie jak najbardziej
      logiczne gdy sie wglebilam w temat. Podobnie jak brak niektorych.
      Ja dla odmiany balam sie panicznie ew porodu w Polsce gdyby mi wypadlo tam
      rodzic.
      Szczegolnie po dlugoletniej lekurze tego forum wink ale i pod wplywem opowiesci
      roznych znajomych.
    • kaeira Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 18:19
      Atenette, zgadzam sie z toba w zupelnosci.
      Wielokrotnie nachodzily mnie identyczne refleksje, kiedy porownywalam , jak
      wyglada opieka nad ciezarna w Polsce, a jak w krajach anglosaskich.

      (Teraz przerabiam juz dalszy ciag, czyli opieke nad niemowleciem, wsrod ktorych
      w Polsce jak wiadomo panuja epidemie dysplazji, niesymetrii, anemii i innych
      cudow, ktore trzeba leczyc roznorakimi zabiegami i medykamentami)
      • yadrall Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 20:04
        Wiecie to jest tak,ze punkt wiedznie zalezy od punktu siedzenia. Jezeli
        wszystkie wypowiadajace sie tu angielskie dziewczyny mialy bezproblemowe ciaze
        to napewno sa zadowolone,ze ciaza byla tak a nie inaczej prowadzona. I ok,ale
        ja po trzech poronioeniach (kompletny brak zainteresowania ze strony lekarzy-
        rozumiem,ze sprawa lekow moze byc dyskusyjna,ale przy krwawieniach czy
        plamieniach nikt nie zasugerowal np. unikania wspolzycia czy ograniczenie
        wysilku fizycznego, o zaleceniu lezenia nie wspomne) jestem zalamana i upiornie
        boje sie kolejny raz sprobowac...
        • renate_s Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 21:36
          Dolaczam sie do dyskusji. Mieszkam w Austrii i jak zauwazylam opoieki nad
          wczesna ciazna tu w zasadzie nie ma.Bylam dwa razy w ciazy(obumarly w 6 i 7
          tygodniu), witamin mi nie zalecono , bo to takie nie naturalne(bralam jednak
          Prenatal) ,wizyta u gin ogranicza sie do usg, na pamiatke zdjecie i po
          wszystkim: do zobaczenia za miesiac.Liczba poronien jest tu ogromna, w szpitalu
          pocieszano mnie, zebym sie nie bala bo zabiegi usuniecia martwej ciazy bo
          rutyna dla lekarza, a zreszta za ktoryms tam razem mi sie uda i tu przyklady
          pacjentek , tej udalo sie za 3 razem, tej za 4 czy 5 itd.Badania??? a po co tu
          badania robi sie dopiero po 3 poronieniu-no coz wykonalam co potrzeba z badan w
          Polsce.Badania wykonywane u nas na samym poczatku ciazy tu sa przeprowadzane
          dopiero w 20(!!!) tygodniu.Mysle jednak , ze statystyki maja swietne.jak ktos
          dotarl do 20 tygodnia, to wyniki ma raczej dobre.Jednak widze plusy.Bardzo mily
          i grzeczny personel, brak lapowkarstwa.Przynajmniej z tym sie nie
          zetknelam.Bardzo dobre warunki w szpitalu
          • renate_s Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 21:38
            A co do 3 swiata to mysle, ze tam jest jednak lepsza opieka medyczna.Skoro ma
            byc tak naturalnie to wolabym sie spotkac z szamanem.Kiedy bede nastepnym razem
            w ciazy to przyjede do Polski, od razu.
            • magdapol75 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 22:32
              Temat jest Polska a Brytyjska sluzba zdrowia wiec chyba nie tylko o prowadzeniu
              ciazy i porodach mamy tu mowic.
              Wiec ja sie troche rozpisze.
              Urodzilam w UK dwoje dzieci,moja corka urodzila sie w 34 tyg. nie byla w
              inkubatorze (???),ma sie dobrze nie powiem,ale czy takie malenkie dziecko nie
              powinno byc przez jakis czas w inkubatorze??
              Moj syn urodzil sie w 39 tyg.
              Kiedy bylam z nim w ciazy,na 21 tyg USG zauwazono nieprawidlowosci,bylam
              skierowana na specjalistyczne USG gdzie lekarz powiedzial ze dziecko jest
              calkowicie zdrowe.
              Po porodzie bylismy w szpitalu przez tydzien (ja mialam problemy,nie syn),Kai
              wypisany do domu jako zdrowe dziecko.
              Pozniej kontrolne wizyty u Health Visitor,u GP,wszystko w porzadku,bylismy tez
              u pediatry jak Kai mial 4 miesiace,"dziecko zdrowe,dobrze sie rozwija" to jest
              napisane miedzy innymi w raportcie z tej wizyty.
              Kiedy Kai mial prawie 5 miesiecy zabralam go na pediatryczne A&E,byl bardzo
              przeziebiony,leki nie dzialaly a moj GP nie mogl nas przyjac.
              Tego dnia dowiedzialam sie ze moj syn prawdopodobnie ma zespol Downa,kariotyp
              potwierdzil podejrzenia.
              Nikt przez prawie 5 miesiecy nie zauwazyl ze dziecko ma zespol Downa ????!!!
              Wizyta ze specjalista od zD byla ustalona na za 2 miesiace (???),dziecko z zD
              nie zdiagnozowane przy porodzie ma zobaczyc czy wszystko z nim OK w 7 miesiacu
              zycia,a co z rehabilitacja??? co z badaniami (tarczyca,serce itd),w glowie mi
              sie to nie miesci.
              OK,specjalista go obejrzal,z sercem wszystko na szczescie OK,tarczyca tez.
              Ale dalej fizjoterapeuty nie widzial,az do czasu kiedy mial 10 miesiecy,od tego
              czasu zaczal "wczena interwencje" (???) dobre sobie !!!
              Wiec fizjoterapia polega na tym ze fizjoterapeutka przychodzi do nas raz na
              miesiac na godzine,"wczesna interwencja" na tym ze raz w tygodniu przychodzi do
              Kaia Portage Worker (pani z workiem zabawek)na godzine.
              Logopeda raz na 2 miesiace.
              Badan Kai nie ma robionych wcale.
              Specjaliste od zD widzial dwa razy w zyciu,drugi raz jak mial 11
              miesiecy,wizyta trwala chyba z 15 minut i pani powiedziala " nie musze robic
              testow,mam swietny opis od Dr.Studnika " - tak, opis sprzed 6 miesiecy.
              No i tak wlasnie wyglada ta opieka tutaj.
              Dzieki Bogu Kai jest pod kontrola (prywatnie ) polskiej specjalistki od zD (w
              Polsce),jezdzimy do niej co 3 miesiace,ma robione wszystkie mozliwe badania
              krwi,stad wiem ze brak mu jodu (jest na lekach) ,ktory wplywa na tarczyce,a ta
              z kolei na prace mozgu.
              Wiem z tych badan ze potrzeba mu witaminy E,witaminy C,kwasu foliowego.
              Wiem z USG przezciemiaczkowe (w Polsce) ze przy porodzie mial wylew 2 stopnia i
              powienien byc pod stala kontrola neurologa (Kai neurologa na oczy nie
              widzial,kazde dziecko z zD w Polsce jest ogladane przez neurologa).
              Dzieci z zD musz miec badana regularnire tarczyce i morfologie (wieksze ryzyko
              bialaczki) ,tu nikt tych badan nie robi (ja robie bo prosze GP o
              skierowanie,ale angielskie mamy dzieci z zD nie maja o tym wszystkim pojecia).
              Nie ma tu tez nikt pojecia o metodach rehabilitacji - Bobath,Vojta,czy Doman
              nawet Kaia fizjo o tym nie wie,ja jezdze do terapeutki Bobath do Polski i tam
              mam zadawane porcje cwiczen dla Kaia,wiem tez z Polski o masazu twarzy i buzi w
              srodku (dla stymulacji miesni,bo dzieci z zD maja wiotkie miesnie stad
              wystajacy jezyk na przyklad).
              Wyobrazcie sobie ze ja nauczylam tych masazy moje dwie angielskie znajome ktore
              maja dzieci z zD w Kaia wieku,podpowiadam im tez te cwiczenia metoda Bobath
              (takie neutralne,bo niektore sa tylko wzgledem Kaia potrzeb) i to ja przekazuje
              im info na temat badan jakie ich dzieci musza miec robione.
              I ich opinia na temat opieki tutaj (w tym wypadku opieki nad dzicmi
              uposledzonymi ) jest taka sama jak moja-TRAGEDIA !!! gdyby nie mozliwosc
              wyjazdow do Polski zalamalabym bym sie chyba.
              Poza tym mam moje forum i wiem jaka opieke maja dzieci z zD w Polsce,tu o
              niektorych metodach nie maja zielonego pojecia.

              Ja mam bardzo niedobra opinie na temat tutejszej sluzby zdrowia,przez
              kilkanascie lat pobytu w tym kraju czlowiek nie jedno slyszal i nie jedno
              doswiadczyl.
              Nie mowie ze w Polsce jest cudownie,tez nie podoba mi sie bezpodstawne
              przepisywanie lekow na podtrzymanie ciazy itd,ale chyba tego co oni tu odwalaja
              nie ma nigdzie na swiecie,niestety sad((
        • kingaolsz Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 24.05.07, 22:20
          yadrall napisała:

          > Wiecie to jest tak,ze punkt wiedznie zalezy od punktu siedzenia. Jezeli
          > wszystkie wypowiadajace sie tu angielskie dziewczyny mialy bezproblemowe
          ciaze
          > to napewno sa zadowolone,ze ciaza byla tak a nie inaczej prowadzona. I ok,ale
          > ja po trzech poronioeniach (kompletny brak zainteresowania ze strony lekarzy-
          > rozumiem,ze sprawa lekow moze byc dyskusyjna,ale przy krwawieniach czy
          > plamieniach nikt nie zasugerowal np. unikania wspolzycia czy ograniczenie
          > wysilku fizycznego, o zaleceniu lezenia nie wspomne) jestem zalamana i
          upiornie
          >
          > boje sie kolejny raz sprobowac...

          Yadrall wspolczuje poronien naprawde i wierze, ze masz przez to zal. Ja jak
          mialam krwawienia, plamienia itp na poczatku ciazy to zrobiono mi usg i
          pouczono o tym, ze mam sie wstrzymac od wspolzycia i oszczedzac dopoki te
          krwawienia nie mina. Podejrzewam, ze trafilas na jakas osobe, ktora poprostu
          zaniedbala ta informacje.

          I chcialam dodac, ze nie pisza tylko osoby po zdrowych ciazach, bo moje obie
          byly z grupy ryzyka ( szczegolnie drugi porod) i uwazam, ze mialam
          wystarczajaca opieke, a nawet kilka badan bylo na wyrost w sumie.

          Zycze Ci z calej sily pieknej ciazy i cudownego malucha

          Kinga
          • asia_michasia Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 10:51
            A ja coś dopiszę o polskiej służbie zdrowia... Na plus...
            Mam za sobą dwa porody. Pierwsza ciąża bez problemów. Łykałam tylko kwas
            foliowy i witaminy na początku; żadnej nospy, duphastonu czy innych takich
            Poród przyjemny (na ile to możliwe) - wszystko trwało ok.7 godzin bez udziału
            jakiejkolwiek chemii czy interwencji pt. nacinanie. Jestem za podejściem
            naturalnym i wybierałam taki szpital, gdzie też tak podchodzą do ciąży i porodu.
            Druga ciąża bezproblemowa do 34 tygodnia. Na USG okazało się, że jest
            wielowodzie. Chcę zaznaczyć, że ilość wód płodowych nie była jedynie
            podwyższona a było DUŻE wielowodzie. Dzidzia rozwijała się dobrze. Wielowodzie
            grozi porodem przedwczesnym. Położono mnie do szpitala na kilka dni, upuszczono
            trochę (ok.1 i1/2 litra) wód. Brzuch już nie był taki twardy, wielki. Ale wody
            znowu narastały. Urodziłam córeczkę trzy tygodnie przed terminem. Jest zdrowa;
            10 pkt. Ale mogę się zastanowić, co by było, gdyby nie chuchano na mnie i nie
            upuszczono mi tych wód? Może bym urodziła jeszcze wcześniej? A wiadomo, że
            płucka dziecka kształtują się w 9 miesiącu. Ja jestem zadowolona, że jednak w
            Polsce lekarze sie tak "przejmują", bo jak jest dobrze, to urodzi się wszędzie
            zdrowe dziecko. Ale sytuacja się zmienia jak są problemy. Mi powiedziano, że
            jak dotrwam do 37 tygodnia, to już nie muszę się martwić, bo dzidzia będzie już
            dobrze wykształcona. Ledwo co, ale dotrwałam. Może dlatego mam piękną, zdrową
            córeczkę. I może rzeczywiście upuszczenie wód pomogło?
            Drugi poród nie był już taki łatwy i przyjemny. Męczyłam się trzy dni, ale
            świadomie wybrałam ten sam szpital, gdzie nie podają z marszu kroplówki. I
            rzeczywiście obeszło się bez. Chociaż gdybym w czwartej dobie nie urodziła,
            podanoby kroplówkę. Myślę, że to dobre rozwiązanie, bo nie ma co na siłę męczyć
            siebie i dziecka w myśl naturalności w nieskończoność.
            Poza tym wg mnie plusem naszej służby zdrowia jest to, że mama z dzieckiem
            zostaje w szpitalu 2-3 doby po porodzie naturalnym. W UK chyba tylko 8 godzin,
            ale nie wiem czy na pewno; tak gdzieś słyszałam. Czemu dobrze zostać tak długo?
            Ze względu na dziecko. Ja po pierwszym porodzie dwie godziny później mogłabym
            wyjść do domu. Ale robią dziecku podstawowe badania, a niektóre można zrobić
            dopiero po drugiej dobie życia. Myślę, że to ułatwienie, że wszystko zrobią w
            szpitalu od ręki. Poza tym żółtaczka fizjologiczna ujawnia się w drugiej dobie.
            Nie trzeba chodzić, sprawdzać tylko w szpitalu ocenią stan dziecka. Nie
            wszystkie kobiety w Polsce mają szpital, lekarza "pod nosem" i nie zawsze
            mogłyby pozwolić sobie na wizytę u specjalisty dwa, trzy dni po porodzie. A tak
            wszystko zrobione jest w szpitalu.
            Jeszcze jedno, młoda mama może po prostu być zmęczona i te dwa dni w szpitalu
            może jej się przydac na regenerację sił.
            Nie twierdzę, że u nas jest różowo, ale też nie można stwierdzić, że jest tylko
            źle. Nasz system opieki nad ciężarną i porodem też ma plusy. Pewnie że są
            szpitale i lekarze gdzie jest nadużywanie chemii, czy wręcz ingerencji
            chirurgicznej w postaci cesarek. Ale nie wszędzie tak jest. Ja może miałam to
            szczęście, że mogłam wybrać sobie szpital. Jednak takie miejsca też u nas są.
            POza tym uważam, że po to medycyna tak się rozwinęła, żeby z tych dobrodziejstw
            korzystać. Gdyby nie USG w gabinecie mojego lekarza, to mogłabym wcale nie
            wiedzieć o wielowodziu, bo przecież wszystko wcześniej było ok. Ja sama mam
            podejście pro natura do porodu i ciąży ale czasami są sytuacje, że medycyna
            jest potzebna.
            Acha, przypomniało mi się, że w drugiej ciąży brałam nospę przez trzy dni.
            Byłam na początku trzeciego miesiąca i bardzo bolał mnie brzuch. Reakcja na
            silny stres. Miałam takie ataki, że nie mogłam chodzić, siedzieć. Trzydniowa
            kuracja nospą pomogła, więc ta nospa też ma swoje plusy. To był jednorazowy
            incydent.
            Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy w Polsce i UK. Nie dajcie się zwariować, że
            gdzieś jest tylko dobrze, a gdzieś tylko źle. Każda sytuacja, każda ciąża jest
            inna i czasami sama natura nie wystarczy. A wczesne wykrycie problemu daje
            szanse na pozytywne zakończenie. A o to łatwiej, kiedy ciężarna jest pod
            szczególną opieką.
            • brydka26 dwa slowa o statystykach 25.05.07, 11:27
              Nie wypowiadam sie na temat roznic miedzy polska a brytyjska sluzba zdrowia, bo
              wiem o niej od wlasnej rodziny, przyjaciolek tam mieszkajacych i z forum, a nie
              z osobistego doswiadczenia. Natomiast w tym, co piszecie, podejrzane wydaje mi
              sie powolywanie sie na statystyki, bo tu odzywa sie we mnie kryminolog, ktory
              nie ufa statystykom. Statyskyki poronien musza byc oparte przede wszystkim na
              ciazach zarejestrowanych. W Polsce rejestruje sie je wlasciwie od poczatku, od
              momentu, kiedy kobieta sie dowiaduje, ze w ciazy jest, a poronienie jest zawsze
              monitorowane, albo odbywa sie w szpitalu, albo post factum nastepuje kontrola w
              szpitalu, wiec slad w statystykach jest. W UK (z tego co wiem od kuzynek i
              kolezanek) nikt na dobre sie ciaza dluzszy czas nie przejmuje, wiec jej w
              statystykach nie ma, nie zawsze tez w nich laduja wczesne poronienia. Dlatego
              statystyki brytyjskie moga byc bardziej optymistyczne. Polskie statystyki
              poronien moga byc w jakiejs mierzepodbijane tez przez nielegalne aborcje: tzn
              zdrowa ciaza, ktora w papierach obumiera, zeby mozna bylo wykonac zabieg, a w
              UK nie ma tego problemu. Tak wiec: ostroznie z opieraniem wnioskow na danych
              statystycznych smile. Zycze duzo zdrowia i zdrowych dzeiciaczkow na Wyspie i
              Kontynencie, Bry.
              • mama5plus Re: dwa slowa o statystykach 25.05.07, 11:55
                W Polsce rejestruje sie je wlasciwie od poczatku, od
                > momentu, kiedy kobieta sie dowiaduje, ze w ciazy jest, a poronienie jest
                zawsze
                >
                > monitorowane, albo odbywa sie w szpitalu, albo post factum nastepuje kontrola
                w
                >
                > szpitalu, wiec slad w statystykach jest. W UK (z tego co wiem od kuzynek i
                > kolezanek) nikt na dobre sie ciaza dluzszy czas nie przejmuje, wiec jej w
                > statystykach nie ma, nie zawsze tez w nich laduja wczesne poronienia. Dlatego
                > statystyki brytyjskie moga byc bardziej optymistyczne.

                Hmm, karte ciazy zawsze mialam zakladana w pierwszym trimestrze. Gdzies ok 7-
                8go tyg (przy czym ja mam akurat dlugie cykle)
                No rzeczywiscie to nie to samo co w 5tym tc, 2 dni po spodziewanej dacie
                miesiaczki wink ale zwykle idzie sie do lekarza po tescie ciazowym i nie jest
                wymagane usg czy badania krwi by ciaze potwierdzic. Od tego momentu sa juz
                dane na temat takiej ciazy i ew poronienia jesli zgloszone (bo jesli kobieta
                roni odrobine pozniej niz w 5-6 tyg. (czyli nie bierze tego za spozniony okres)
                to zwykle zglasza sie z tym gdzies, prawda?
                • atenette Re: dwa slowa o statystykach 25.05.07, 14:31
                  Moja karta ciazy zostala zalozona w 5 tygodniu, czyli zaraz po tym jak sie
                  dowiedzialam. I wszystkie znane mi tu kobiety ciezarne (poznane na szkole
                  rodzenia) zglaszaly ciaze od razu jak sie dowiedzialy, wiec nie wiem skad
                  wniosek, ze wczesnych ciaz w statystykach nie ma. To prawda, ze pierwsze USG
                  robi sie w 12tc, ale juz w 5tc mialam robione badanie moczu, mierzone cisnienie
                  itp., a w 10tc odwiedzila mnie w domu polozna ze studentka, pobraly mi mase
                  krwi do badania, przyniosly ksiazke o ciazy i mnostwo materialow oraz przez ok.
                  godzine opowiadaly o przebiegu ciazy.
                  Jezeli chodzi o ciaze problemowe to sama mam w sumie taka - test poczworny (!)
                  robiony standardowo i za darmo wykazal mi wysokie ryzyko zepolu Downa. Wyniki
                  otrzymalam w piatek a juz w poniedzialek mialam amniopunkcje. Trzy dni po
                  amniopunkcji dosatalam (dobre dzieki Bogu) wyniki na trzy glowne zepoly
                  chorobowe (w tym ZD wlasnie) a dwa tygodnie po szczegolowe wyniki na wszytkie
                  inne choroby badane ta metoda. Takze wszytko odbylo sie sprawnie, szybko i za
                  darmo a mnie otoczono naprawde dobra opieka.
              • ma.pi Re: dwa slowa o statystykach 25.05.07, 20:12
                brydka26 napisała:
                W Polsce rejestruje sie je wlasciwie od poczatku, od
                > momentu, kiedy kobieta sie dowiaduje, ze w ciazy jest, a poronienie jest
                zawsze
                >
                > monitorowane, albo odbywa sie w szpitalu, albo post factum nastepuje kontrola
                w
                >
                > szpitalu, wiec slad w statystykach jest.

                Czy aby na pewno? Poczytaj sobie chociazby to forum ile to kobiet nazeka. ze
                lekarz na pierwszej czy drugiej wizycie nie chcial wypisac karty ciazy, bo "nie
                wiadomo co z tego bedzie".

                No przepraszam, a te kobiety z UK to gdzie ronia i sa lyzeczkowane, nad Tamiza
                pod mostem?

                Pozdr.
            • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 11:46
              Druga ciąża bezproblemowa do 34 tygodnia. Na USG okazało się, że jest
              > wielowodzie. Chcę zaznaczyć, że ilość wód płodowych nie była jedynie
              > podwyższona a było DUŻE wielowodzie. Dzidzia rozwijała się dobrze.
              Wielowodzie
              > grozi porodem przedwczesnym. Położono mnie do szpitala na kilka dni,
              upuszczono
              >
              > trochę (ok.1 i1/2 litra) wód. Brzuch już nie był taki twardy, wielki. Ale
              wody
              > znowu narastały. Urodziłam córeczkę trzy tygodnie przed terminem. Jest
              zdrowa;
              > 10 pkt. Ale mogę się zastanowić, co by było, gdyby nie chuchano na mnie i nie
              > upuszczono mi tych wód? Może bym urodziła jeszcze wcześniej?

              Nie rozumiem do czego zmierzasz.
              Tez w ostatniej ciazy (UK) mialam wielowodzie.
              Male, ale wychwycono(pomimo tak zrelaksowanego podejscia bo, przypominam,
              zrelaksowane jest wtedy gdy ciaza przebiega bezproblemowo i tylko do tego
              momentu) i bylam pod kontrola z tego wzgledu. Nie lezalam w szpitalu bo nie
              bylo potrzeby (zreszta wielowodzie pojawilo sie w samej koncowce czyli bez
              zagrozenia wczesniactwem) ale trzymano reke na pulsie.

              Jak juz ktos wyzej napisal, tu pozytywnie na temat opieki w ciazy i przy
              porodzie nie wypowiadaja sie wylacznie osoby, ktore mialy latwe ciaze czy
              bezproblemowe porody.
              Jesli sa jakiekolwiek watpliwosci, zastrzezenia-lekcewazenie ich to raczej
              skrajnosc niz norma. Ale tez nie stosuje sie procedur ktore w/g evidence based
              medicine(medycyny opartej na doswiadczeniu) nie maja zadnego uzasadnienia czyli
              nie przynosza wymiernych efektow.


              Poza tym wg mnie plusem naszej służby zdrowia jest to, że mama z dzieckiem
              > zostaje w szpitalu 2-3 doby po porodzie naturalnym. W UK chyba tylko 8
              godzin,
              > ale nie wiem czy na pewno; tak gdzieś słyszałam. Czemu dobrze zostać tak
              długo?
              >
              > Ze względu na dziecko. Ja po pierwszym porodzie dwie godziny później mogłabym
              > wyjść do domu. Ale robią dziecku podstawowe badania, a niektóre można zrobić
              > dopiero po drugiej dobie życia. Myślę, że to ułatwienie, że wszystko zrobią w
              > szpitalu od ręki. Poza tym żółtaczka fizjologiczna ujawnia się w drugiej
              dobie.
              >


              Tu chyba tez nie wiesz o czym mowisz. Po pierwsze nie ma odgornego ustalenia,
              ze kobieta zostaje 6 czy 8h. Wszystko zalezy od sytuacji, przebiegu porodu np,
              kondycji matki i dziecka plus od jej potrzeb. Po ostatnim porodzie slyszalam
              jak kobieta mowila, ze chce dluzej zostac ( a z wlasnej woli byla juz chyba 3
              doby). Ja wyszlam po 1. Sugerowano dluzszy pobyt z pewnych wzgledow ale mi
              pozostawiono wybor.
              Przy drugim porodzie ambulatoryjnym po 3h- ale dlatego, ze wszystko ze mna i z
              dzieckiem bylo w porzadku plus w planie porodu zaznaczylam, ze przy spelnionych
              powyzszych warunkach, takie jest moje zyczenie.
              Po innych zalecano dluzszy pobyt (1-3 doby) badz konkretny szpital mial
              procedure wypisywania po min 12h ( a przy pierwszym dziecku po 24 np) i sie
              dostosowywalam.
              W miedzyczasie dziecko oglada pediatra, w razie czego specjalista, ma zrobione
              rutynowo elektroniczne badanie sluchu i wszystko co rzeczywiscie niezbedne na
              tym etapie.
              Po drugie, nie wiem czy wiesz( a raczej nie, sadzac po wypowiedzi), ale w UK
              polozna codziennie przez max. 28 dni moze przychodzic do domu (podobnie jest
              chyba w Holandii np, z tym, ze nie tylko polozna zdaje sie ale jakas osoba do
              pomocy)
              Bada dziecko i w razie potrzeby matke, pomaga przy karmieniu, odpowiada na
              pytania i watpliwosci, ma oko na te `straszna` zoltaczke i nie tylko w drugiej
              dobie wink ( wszystkie moje dzieci mialy- obylo sie bez lamp, dopajania i
              dluzszego pobytu w szpitalu), pobiera krew do badania w odpowiednim momencie
              (nie w drugiej dobie bo pewne badania nalezy zrobic bodajze po 5-7 dniach),
              wazy po tygodniu kiedy to ma sens a nie 2 dni po porodzie wink.
              Jesli matka potrzebuje, polozna moze przyjsc codziennie przez ten okres.
              Jesli nie potrzebuje- kwestia do uzgodnienia.
              Przychodzi tez HV (odpowiednik pielegniarki srodowiskowej ale niezupelnie),
              lekarz rodzinny, na zyczenie doradca laktacyjny,
              jest staly kontakt (24h) z ww plus z odzialem polozniczym w razie potrzeby
              wiec bynajmniej nie pozostawiona samej sobie po wypisaniu ze szpitala i bez
              potrzeby jezdzenia gdziekolwiek.

              > Jeszcze jedno, młoda mama może po prostu być zmęczona i te dwa dni w szpitalu
              > może jej się przydac na regenerację sił.

              A to juz kwestia indywidualna. Jesli jest zmeczona i najlepiej sie regeneruje
              w srodowisku szpitalnym wink to moze sobie zostac- nikt jej nie wyrzuci (jak z
              powyzszego przykladu wynika). Jednak nie kazdy sie tak swietnie regenaruje na
              lozku szpitalnym (nie powiem-wygodnym ale to nie wszystko), majac za zaslona
              czy nawet w pokoju obok innych, obcych ludzi.
              Moje dzieci dla przykladu od poczatku przesypialy noce a cudze maluchy i
              krzatanina wokol mi jednak przeszkadzaly. Poza tym wole swoj dom, rodzine
              wokol i swoje lozko wiec procedura typu przymusowe 2 dni w szpitalu- nie,
              dzieki!

              Gdyby nie USG w gabinecie mojego lekarza, to mogłabym wcale nie
              > wiedzieć o wielowodziu, bo przecież wszystko wcześniej było ok.

              Osmiele sie zauwazyc, ze pierwsze oznaki wielowodzia (nawet malego)sa jednak
              dosc `namacalne` i niekoniecznie trzeba do tego zaraz usg by sie zorientowac,
              ze cos nie tak.
              U mnie usg bylo dla potwierdzenia zastosowane. Jak widac, nie umknelo uwadze
              choc nie mialam usg przy kazdej wizycie i badala mnie `tylko` polozna (nota
              bene, nie porownywalabym standardowej polskiej poloznej z brytyjska-po prostu
              inne doswiadczenie (bo maja szanse je nabyc) i o wiele szerszy zakres
              kompetencji)
              I polozna zawsze precyzyjniej od usg szacowala wage urodzeniowa dziecka (na
              podstawie badania palpacyjnego), plus byla w stanie bez usg ustalic jego
              ulozenie (znowu kwestia wiedzy i doswiadczenia).
    • ka2007 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 13:11
      W tym wątku kilka osób napisało, że w Polsce rodzi się masę dzieci (czytaj
      więcej niż gdzie indziej) z różnymi asymetriami, złym napięciem mięśniowym itp.
      Ja natomiast czytałam i lekarz mi mówił, że owszem w Polsce rehabilituje się
      bardzo dużo dzieci, ale bardzo często niepotrzebnie, na zapas.
      Można czekać aż się okaże czy coś naprawdę jest źle, ale im rehabilitacja jest
      później zaczęta, tym trudniej uzyskać dobre wyniki.

      Nie słyszałam natomiast że No-spa może powodować asymetrię u niemowląt.
      Czy ktoś mógłby dać namiar na artykuł na ten temat ?

      A poza tym czy naprawdę w Polsce jest tyle podtrzymywanych bez wyraźnego powodu
      ciąż ? Ciąża to nie choroba i jeśli wszystko idzie dobrze to wydawałoby się że
      pomiędzy opieką nad taką ciążą w Polsce i np. w UK nie powinno być różnicy.
      Wiem, wiem że w UK w ciąży spotyka się głównie z położną, a w Polsce z lekarzem,
      ale mnie chodzi o to że jeśli nie ma komplikacji to prowadzenie ciąży nie wymaga
      żadnych specjalnych działań.

      • kaeira Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 14:50
        ka2007 napisała:
        > W tym wątku kilka osób napisało, że w Polsce rodzi się masę dzieci (czytaj
        > więcej niż gdzie indziej) z różnymi asymetriami, złym napięciem mięśniowym itp.
        > Ja natomiast czytałam i lekarz mi mówił, że owszem w Polsce rehabilituje się
        > bardzo dużo dzieci, ale bardzo często niepotrzebnie, na zapas.

        Mi o to wlasnie chodzilo.
      • kingaolsz Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 15:03
        Ka2007, nie mam linku teraz i nie moge znalezc, ale wiem, ze nawet na tym forum
        artykuly o szkodliwosci no-spy sie przewijaly. Nie wiem jak z asymetria ( czy
        moze to jest problem z napieciem miesni?) ale ogolnie chodzilo o to, ze ten
        atywny skladnik no-spy przechodzi przez lozysko i wplywa rowniez na miesnie
        dziecka, co powoduje pozniejsze zaburzenia. Z reszta macica, ktora powinna
        cwiczyc przed porodem tez niepotrzebnie jest rozleniwiana przez ten lek i
        pozniej przy porodach jest "niewycwiczona" i mniej "wydolna".
        Mam duzy kontakt z swiatem logopedi, gdzie tez mowi sie niepochlebnie o no-
        spie, bo zaburzajac prace miesni moze wplynac tez na zdolnosc dziecka do
        efektywnego ssania , a pozniej nauki mowienia. Podsumowujac wiecej zlego niz
        dobrego moze zrobic. Z reszta kazdy lekarz Ci powie, ze jesli masz urodzic
        przedwczesnie to no-spa porodu nie zatrzyma.

        W temacie zdrowych ciaz i niby takiego samego podejscia do owych to wlasnie
        problem w tym, ze to co uwazane jest za zdrowy badz naturalny, acz nieszkodliwy
        objaw w ciazy na swiecie, w Polsce jest traktowany czesto jako komplikacja. Np.
        skorcze B-H , ktore sa zdrowym i pozadanym zachowaniem macicy w Polsce sa
        demonizowane i leczone no-spa i fenoterolem bodajze. Skracajaca sie szyjka tez
        w innych krajach jest zostawiana sama w sobie, bo udowodniono, ze nie ma
        zwiazkow z wczesniejszymi porodami. Takich przykladow napewno jest duzo wiecej,
        ja przytaczam tylko kilka.

        Aha, jeszcze w pelni sie zgadzam z tym, ze w Pl duzo rzeczy sie robi na zapas i
        niepotrzebnie i poniekad oto mi chodzi w mojej "krytyce" - niepotrzebne
        straszenie, podawanie lekow, rehabilitacje itp. Przez to ciaza staje sie
        niejako choroba.

        Pozdrawiam
        Kinga
      • malenkie7 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 15:12
        ciekawy watek.
        Czytalam czasem posty o opiece ciezarnej w UK, i zawsze zastanawialam sie, jak
        mozna widziec sie z lekarzem jeden-dwa razy podczas calej ciazy? troche mnie to
        przerażalo.Niedawno przeczytalam artykul w TS lub w Elle - nie pamietam - o
        tym, ze brytyjskie polozne sa wysoko wykwalifikowane i to one glownie zajmuja
        sie ciezarna. Ja mam tylko takie pytanie - jaka szkole koncza te polozne? Bo
        mimo wszystko ja wole aby opiekowal sie mna ktos po medycynie, ale to moje
        uprzedzenie.

        Dodam, ze mam fantastycznego lekarza prowadzacego i jestem zadowolona z jego
        opieki. Jestem tez z gatunku nadgorliwych, wiec ciesza mnie czeste badania usg,
        krwi, moczu etc.

        Mam nadzieje ze w koncu polscy lekarze zaczna lepiej zarabiac i nie beda masowo
        wyjezdzac.
        • atenette Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 16:07
          Zeby uzyskac tytul licencjacki w zakresie Midwifery czyli poloznictwa nalezy
          studiowac 3 lata. Potem mozna zrobic magistra studiujac jeszcze dwa lata.
          Co do badan tutaj to badania moczu robione mam podczas kazdej wizyty a badanie
          krwi robione jest kilka razy (ok. 10tc, 16tc, 22tc, 36tc). USG robione jest dwa
          razy - w 12tc i 20tc. Dodam, ze Polska Sluzba zdrowia, z tego co wiem, rowniez
          zaleca tylko te dwa badania.
          I zeby bylo jasne - ja nie jestem na 100% przekonana do brytyjskiej opieki
          zdrowotnej. Zaczelam sie jednakze nad tym zastanawiac i wglebiac w literature i
          zaczynam zauwazac bezsens wielu aspektow opieki zdrowotnej w Polsce. Zastanawia
          mnie tez bardzo to, dlatego ta opieka tak bardzo rozni sie od opieki w
          wiekszosci krajow europejskich. Czyzby wiekszosc lekarzy na swiecie sie mylila,
          a jedynie ci polscy dzialali slusznie??
        • imbirka Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 22:26
          Ja mam tylko takie pytanie - jaka szkole koncza te polozne? Bo
          > mimo wszystko ja wole aby opiekowal sie mna ktos po medycynie, ale to moje
          > uprzedzenie.
          Brytyjskie i holenderskie położne (w tych krajach kobiety w ciąży bez potrzeby
          nie widzą lekarza) sa bardzo dobrze wykwalifikowane i są specjalistkami od ciąży
          i porodów niepowikłanych. Położne kształcą się w swoich szkołach wyższych, gdzie
          wykładają położne-doktorki i położne-profesorki, doświadczone zarówno w pracy
          dydaktycznej, jak i badawczej.
          Ja tam bym wolała, aby w zdrowej ciąży doglądała mnie położna, która rozpozna,
          kiedy trzeba wysłać kobietę do lekarza, niż od początku lekarz, który jest
          kształcony w patrzeniu na wszystko w perspektywie patologii i odchyleń od normy,
          i z fizjologicznej ciąży robi chorobę, a z normalnego porodu wydarzenie
          zagrażające życiu. .
    • gdynianka_11 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 17:21
      Ja właśnie jestem jedną z tych ośob, które prawie przez pół ciąży przyjmowały
      Duphaston z powodu plamień oraz jeszcze dłużej nospę. Poza tym przynajmniej raz
      w miesiącu widzę się z lekarzem, mam wykonywane potrzebne badania, jestem
      badana, a na początku ciąży dodatkowo na każdej wizycie miałam usg. Uważam, że
      jestem pod dobrą opieką, mam zaufanie do lekarza i jest bardzo prawdopodobne,
      że moja ciąża utrzymała się właśnie dzięki takiej opiece, lekom oraz temu, że
      się naprawde oszczędzam. Oczywiście mogłam zdać się na los, ale niestety raczej
      teraz nie szykowałabym wyprawki dla dziecka. I jeżeli nawet się okaże, że moje
      dziecko będzie miało wadę wymowy (o ile rzeczywiście takie są skutki uboczne
      nospy- co do tego lekarze też nie są jednomyślni), ja będę się cieszyć, że moje
      dziecko będzie na świecie. Pozdrawiam wszystkie mamy.
      • magdapol75 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 17:45
        Z tym, ze niektore poronienia to poronienia wadliwego plodu !!
        • kaeira Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 19:58
          magdapol75 napisała:
          > Z tym, ze niektore poronienia to poronienia wadliwego plodu !!

          Z tego co wiem, większość.
          • gdynianka_11 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 20:45
            Ale niektóre mogą wynikać z innych przyczyn, takich jak wadliwa budowa macicy,
            skłonność macicy do nadmiernych skurczów czy np. zbyt niski poziom hormonów.
            Przyczyny mogą być naprawde różne i całe szczęście, że dzięki medycynie część z
            nich przynajmniej można pokonać.
            • yadrall Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 21:40
              Jeszcze jedno. Jako,ze jestem po trzech poronieniach (lyzeczkowanie) i po
              ostatnim mam bardzo nieregularne miesiaczki (37-42 dni), strasznie bolesne i
              skape to poszlam do mojego lekarza. Powiedzialam co i jak,a szanowny lekarz
              zasugerowal zrosty po lyzeczkowaniu. Mysle,ze ma racje (prawdopodobienstwo
              spore). I co mi zalecil? Kolejne lyzeczkowanie!!! Tym razem diagnostyczne,ale
              tylko w nazwie,bo po opisie zabiegu okazalo sie,ze znam to wszystko az za
              dobrze... Jak zapytalam o histeroskopie (cos jak laparoskopia,ale w srodku
              macicy) to rozlozyl rece. To,za lyzeczkowanie podziekowalam,a histeroskopie
              zrobie w czasie urlopu w PL.

              Ps. po trzecim poronieniu wydebilam wreszcie skierowanie do ginekologa-na
              termin wizyty czekam juz ponad dwa tygodnie. Ciekawe co dalej wymysla...
              • magdapol75 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 23:01
                Chodzi mi o to skad taki lekarz wie dlaczego ciezarna krwawi??? dlaczego daja
                wszystkim leki na podtrzymanie??
                • dalloway Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 25.05.07, 23:22
                  Nie znam brytyjskich statystyk poronień i nie moge ich porównać. Natomiast znam
                  wyniki badań psychologicznych, z których wynika, że poronienie jest w Europie
                  najgorzej znoszone przez Brytyjki i Holenderki (mierniki na tyle obiektywne, na
                  ile pozwala materia, przede wszystkim uwzględniano odsetek pacjentek cierpiących
                  po poronieniu na wymagającą leczenia depresję reaktywną, w drugiej kolejności
                  dopiero uwzględniano osobiste deklaracje na temat samopuczucia). Bez wątpienia
                  ma to związek z traktowaniem poronienia jak kataru. Z mojego punktu widzenia
                  jest to podstawowa wada systemu. W sensie medycznym faktycznie podtrzymywanie
                  ciąży progesteronem jest kontrowersyjne. Natomist takie zależenia jak np.
                  leżenie przy krwiakach mają ewidentna i udowdnioną skuteczność. Najpierw trzeba
                  jednak problem zdiagnozować, czego jak wnioskuję z tego wątku oraz opowieści
                  licznych mieszkających tam koleżanek w GB nawet nie próbuje się robić we
                  wczesnej ciąży. Dla mnie - okrucieństwo i brak etyki. Oczywiście zalezy to
                  przede wszystkim od poglądów na to, od kiedy zaczyna się zycie i różnic w
                  podejściu upatrywałabym tu nie tyle w medycynie ile w kulturze i przekonaniach
                  społecznych.
                  Druga rzecz, która odrzuca mnie od brytyjskiej służby zdrowia to najpóźniej w
                  Europie ustawiona granica poronienia - 26 tydzień. Nie wiem, jak to działa w
                  praktyce, ale zgodnie z prawem (a to już wiem na pewno, bo badam temat) dziecko
                  urodzone do 26 tygodnia nie podlega ratowaniu, a lekarzowi grozi za taką akcję
                  odpowiedzialność. Ja znam wcześniaki, które urodziły się w 23, 24 i 26 tc, zyja
                  i mają się dobrze. Nie są warzywami. Po raz kolejny - dla mnie podejście nieludzkie.

                  Jesli natomiast chodzi o nospę, to żadne badania nie wykazały jej negatywnego
                  wpływu na płód. Trochę jest to dla mnie stugębna plotka - tak samo obecnie
                  modna, jak unikanie szczepień obowiązkowych, bo ponoć grożą autyzmem. Co nie
                  znaczy, że nie jestem zdania, że polscy lekarze dają leki na wyrost i kompletnie
                  niepotrzebnie.

                  Z kolei co do skracającej się szyjki - jest absolutnie pewne, że jest to jeden z
                  podstawowych czynników ryzyka porodu przedwczesnego. Znam badania polskie,
                  niemieckie i amerykańskie. Nie pozostawiają cienia wątpliwości.
                  • atenette Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 08:56
                    Powolujesz sie na wiele badan, fajnie byloby gdybys podala linki, bo z tego co
                    wiem (od roznych ginekologow zarowno polskich jak i angielskich) nie
                    skracajaca, ale rozwierajaca sie szyjka moze przyczynic sie do przedwczesnego
                    porodu. Poza tym zaden lekarz w UK tego nie neguje i nie lekcewazy!!! W
                    momencie kiedy poskarzylam sie na czeste skurcze zostalam wyslana przez polozna
                    do szpitala wlasnie zeby mnie sprawdzili. Dokladnie wczoraj wieczorem znowu
                    wyladowalam w szpitalu przez czeste i bardzo mocne skurcze. Od razu podlaczono
                    mnie do KTG a potem ginekolog zbadal moja szyjke.
                    Bardzo pozytywnie zaskoczylo mnie samo badanie. Podchodza do niego conajmniej
                    jak do operacji. Wszystko musi byc super sterylne. Ginekolog i polozna w
                    rekawiczkach i ABSOLUTNIE na tym etapie ciazy (33tc) nie wsadzaja palcow do
                    srodka. Wklada sie taki metalowy przyrzad (wybaczcie nie wiem jak sie nazywa),
                    ktory pozwala z latwoscia zajerzec do srodka i swieci sie mocno swiatlem.
                    Porozmawialam troche z ginekologiem na temat opieki w Polsce i bardzo sie
                    zdziwil temu, ze kobiety badane sa wewnetrznie przez cala ciaze. Zgodnie z
                    evidence based medicine i zaleceniami WHO takie badanie niesie za soba w ciazy
                    wieksze ryzyko infekcji niz jakiekolwiek korzysci. Tutaj twierdza, ze wszytko
                    mozna odkryc w inny sposob a badanie to ostatecznosc.
                    I nie wiem skad te wnioski, ze tutaj kobiete ciezarna sie lekcewazy i olewa.
                    Rowniez Twoja informacja na temat usuwania ciazy jest bledna gdyz ciaze w UK
                    mozna usunac do 24tc, a wlasnie tocza sie debaty na ten temat, aby przesunac ta
                    granice do 20tc (wlasnie ze wzgledu na to, ze medycyna moze juz obecnie
                    uratowac nawet dzieci urodzone w 21tc).


                    • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 13:01
                      Zgodnie z
                      > evidence based medicine i zaleceniami WHO takie badanie niesie za soba w
                      ciazy
                      > wieksze ryzyko infekcji niz jakiekolwiek korzysci. Tutaj twierdza, ze wszytko
                      > mozna odkryc w inny sposob a badanie to ostatecznosc.

                      Ot to.
                      Juz kilka razy na tym forum podawalam linki do roznych badan i opinii na ten
                      temat.
                      Po pierwsze badanie wewnetrzne nie jest jedynym, najskuteczniejszym (i tym
                      samym niezbednym)i najbezpieczniejszym sposobem diagnozowania problemow z
                      szyjka (tzw cervical incompetence). W istocie dowiedziono, ze przy porownaniu 2
                      grup: kobiet badanych wewnetrznie i tych nie badanych badanie wewnetrzne nie
                      wychwycilo wiecej problemow niz sugerowanie sie objawami zewnetrznymi (a
                      doswiadczony lekarz czy polozna powinni byc w stanie je rozpoznac) w polaczeniu
                      z historia zdrowia kobiety (ew problemy we wczesniejszych ciazach, urazy,
                      aborcja, zabiegi, operacje czy inne potencjalne przyczyny)i z uzyciem usg w
                      razie potrzeby.
                      Wrecz sa powody by twierdzic, ze czeste, rutynowe badanie wewnetrzne moze byc
                      PRZYCZYNA problemow z szyjka czy to przez wprowadzenie infekcji czy tez przez
                      urazy mechaniczne w efekcie tegoz badania.
                      Byc moze wlasnie dlatego w Polsce jest taka plaga skracajacych sie czy
                      rozwierajacych szyjek. wink)

                      Przy czym nawet ta rozwierajaca sie szyjka nie musi byc koniecznie powodem do
                      niepokoju. Zwlaszcza gdy to ma miejsce w trzecim trimestrze ciazy.
                      Znam kobiety, ktore od 30go tc mialy 2-3 cm rozwarcia (stwierdzone
                      przypadkiem) i (bez zadnych dodatkowych zabiegow) rodziny w terminie a nawet po
                      terminie sie z trudem rozkrecaly wink
                      Sama mialam tygodniami 3cm rozwarcia i dotrwalam z nim do 41go tc. wink
                      Nikt nie panikowal bo na pewnym etapie, wbrew pozorom to norma.
                      Zwlaszcza jesli to nie pierwsza ciaza.

                      Dodac jeszcze nalezy, ze nawet takie zabezpieczenia jak szwy czy inne krazki,
                      choc badania wykazaly, ze skutkuja to jednak ta skutecznosc jest bardzo mala
                      (zdaje sie, ze 1 na 25 przypadkow). Oczywiscie przy zdiagnozowanym problemie
                      nadal sie je stosuje pomimo tej malej skutecznosci.

                      Dla zainteresowanych tematem znowu pare linkow i cytatow wink


                      www.changesurfer.com/Hlth/episiotomy.html
                      www.womens-health.co.uk/cxinc.asp
                      obgyn.unm.edu/MFM/protocols/41.pdf#search='Cervical%20incompetence%20examination%20pregnancy'
                      www.cochrane.org/cochrane/revabstr/AB003253.htmi
                      www.changesurfer.com/Hlth/episiotomy.html
                      CERVICAL ASSESSMENT

                      Weekly cervical assessment as a predictor of preterm labor in women with
                      uncomplicated pregnancies has had varying support. The lack of efficacy of
                      routine cervical examination in reducing preterm deliveries suggests that such
                      examinations do not identify women at risk of preterm delivery or that the
                      interventions prompted by the test are ineffective.


                      ***A multinational randomized trial[7] conducted in 1994 compared women in whom
                      a cervical examination was attempted at each prenatal visit with women whose
                      physician attempted to avoid cervical examination if possible.

                      **There were no significant differences between the two groups with respect to
                      preterm delivery or premature rupture of the membranes.**

                      **This finding suggests that there is no predictive advantage to routine
                      cervical examinations in pregnant women with no predisposing risk factors.[7]

                      ***Routine cervical assessment in women at high risk for preterm delivery is
                      also controversial, and use of this method must be considered investigational.
                      Cervical assessment does not appear to precipitate preterm labor, preterm
                      premature rupture of the membranes (PPROM) or ascending uterine infection.[7,8]
                      ***
                      • kaeira Badanie wewnętrzne 26.05.07, 15:55
                        atenette napisała:
                        > Porozmawialam troche z ginekologiem na temat opieki w Polsce i bardzo sie
                        > zdziwil temu, ze kobiety badane sa wewnetrznie przez cala ciaze. Zgodnie z
                        > evidence based medicine i zaleceniami WHO takie badanie niesie za soba w ciazy
                        > wieksze ryzyko infekcji niz jakiekolwiek korzysci. Tutaj twierdza, ze wszytko
                        > mozna odkryc w inny sposob a badanie to ostatecznosc.

                        mama5plus napisała:
                        > Po pierwsze badanie wewnetrzne nie jest jedynym, najskuteczniejszym (i tym
                        > samym niezbednym)i najbezpieczniejszym sposobem diagnozowania problemow z
                        > szyjka (tzw cervical incompetence). W istocie dowiedziono, ze przy porownaniu
                        > grup: kobiet badanych wewnetrznie i tych nie badanych badanie wewnetrzne nie
                        > wychwycilo wiecej problemow niz sugerowanie sie objawami zewnetrznymi


                        No właśnie. Święte słowa. W zeszłym roku (będąc w ciąży) właśnie o tym pisałam.
                        Wiem, ze sa w Polsce lekarze, którzy tego nie robią, ale ja miałam kontakt z
                        trzema różnymi lekarkami (Wawa), w tym naprawdę dobrą lekarką z Żelaznej (o
                        poglądach "naturalnych"), i u każdej z nich zaraz hop na fotel, macamy szyjkę sad
                        Zresztą oczywiście tak samo podczas porodu sad(
                    • vvrotka Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 29.05.07, 16:58
                      no tak a wsadzanie przyrządu to jest badanie zewnętrzne...uwierz mi o wiele
                      bardziej nieprzyjemne i tez musi być sterylne. Poza tym może w średniowieczu
                      badano bez rękawiczek, ale obecnie w PL to norma. wszystko sterylne znaczy co? A
                      potem pójdzie pacjentka do toalety miejskiej nie umyje rączek i bedzie na
                      lekarza...ludzie litości.
                  • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 13:09
                    Druga rzecz, która odrzuca mnie od brytyjskiej służby zdrowia to najpóźniej w
                    > Europie ustawiona granica poronienia - 26 tydzień.

                    Jak widac, masz bledne informacje

                    www.patient.co.uk/showdoc/23068791/
    • agless Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 10:26
      Hej,nie przeczytalam wszystkich powyzszych watkow, ale i tak sie wypowiem, bo
      mieszkam w UK, urodzilam tu corke i znow jestem w ciazy!!!
      Generalnie na samym pocztaku panikowalam troszke np dlatego ze nie zrobiono mi w
      ciazy ani jednego badania ginekologicznego! (Teraz nawet do glowy mi nie wpadnie
      zeby sie tym martwic!) Ale, po czasie mysle ze opieka w sumie jest dobra, porod
      i opieka w szpitalu: genialna, noi teraz, opieka nad dzieckiem: rewelacja!!! Po
      prostu uwielbiam wizyty healthvisitora (pielegniarka dziecieca, majaca dozor nad
      moja corka) w moim domu!!!
      Jesli chodzi o ciaze, jedyne co mi sie NIE podoba obecnie, to to ze wykonuja
      tylko jedno USG plodu w czasie calej ciazy, przynajmniej w Edynburgu, wiem ze
      nie wszedzie tak jest, bo NSZ zaleca 2.
      • dalloway Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 14:03
        Nie upieram się przy badaniu wewnętrznym , które zresztą obarczone jest dużym
        błedem, a szyjkę dużo lepiej jest mierzyć na usg. Chodzi tylko o skracanie jak
        predyktor porodu przedwczesnego. Nie znaczy to,że zawsze skrócona szyjka
        skutkuje porodem przedwczesnym. Ale znaczy, że w istotnie dużym procencie
        wypadków jest pierwszym symptomem ryzyka, któremu da się zapobiegać. Istotne
        jest, że długość szyjki ma znaczenie diganostyczne tylko mierzona przed 30 tc.
        Później nie udowdniono żadnego związku pomiędzy skracaniem a częstością
        występowania porodu przedwczesnego. Wiekszość linków jest płatna i na hasło, a
        tekst nie daje się skopiować. Ale oto kilka.
        www.libramed.com.pl/wpg/NumeryArchiwalne/06/OCR%2004.html
        www.liderzymedycyny.pl/magazine.php?magazine_id=5&article_id=1267&magazine_subpage=FULL_TEXT
        www.babycenter.com/refcap/pregnancy/pregcomplications/1055.html#3
        www.ingentaconnect.com/content/aap/twr/2000/00000003/00000004/art00005
        Nie napisałam ani słowa o aborcji - nie zajmowałam się tym i nie mam pojęcia.
        Chodzi o wytyczne co do ratowania dzieci urodzonych przedwcześnie. Dane na temat
        prawodawstwa brytyjskiego w tym względzie pochodzą z naszej Kancelarii Sejmu, z
        którą wspólnie prowadzimy projekt dotyczący poronień. Są dla mnie nieco bardziej
        wiarygodne od jakiegokolwiek linku, bo powołują się na odpowiednie akty prawne.
        Reanimacja a aborcja to naprawdę znacząco różne kwestie i mogą być odmiennie
        uregulowane. Nawet 24 tydzień to o 2 do 4 tygodni później niż w wiekszości
        krajów europejskich. Każdy może to sobie ocenić sam.

        Ja nie oceniam całości podejścia do ciąży w GB, natomiast są rzeczy, które już w
        punkcie wyjścia są dla mnie nie do przyjęcia. Być może poza tym jest 10 razy
        lepiej niż w Polsce, nie wiem.
        • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 14:35
          Nawet 24 tydzień to o 2 do 4 tygodni później niż w wiekszości
          > krajów europejskich. Każdy może to sobie ocenić sam.
          >


          Dalloway ale juz wyzej Ci odpowiedzialam( z linkiem wlacznie), ze sie mylisz
          co do tego 26tygodnia jesli chodzi o poronienia (nie aborcje)a Ty dalej
          twierdzisz, ze poronienie jest(w UK) do 26go tygodnia. Nie jest!
          Jest do 24go tygodnia.

          No to jeszcze raz(i do oporu wink ) definicja poronienia `po brytyjsku`

          "What is a miscarriage?
          A miscarriage is the loss of a pregnancy before ***24 weeks***"
          www.netdoctor.co.uk/diseases/facts/miscarriage.htm
          • dalloway Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 14:45
            różnica polega na tym, że często co innego żródło medyczne, a co innego prawne
            to samo w Polsce
            i multum problemów z tym związanych
            poza tym znowu nie o to chodzi - to Ty trochę nie rozumiesz
            ja ciągle piszę o granicy wieku, od której podejmuje się reanimacjelub inne
            działania medyczne wobec dziecka, które wydostało się na świat
            • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 15:14
              z tym, ze gdzie jak gdzie ale w UK (co bylo dla mnie mila odmiana po
              przyjezdzie) jednak w ogromnej wiekszosci jedno i drugie idzie w parze i trzyma
              sie tej samej wersji.
              Jak widac roznych sposobow sie tez imaja wink

              www.timesonline.co.uk/tol/news/uk/health/article1392675.ece

              Poza tym nie zmienia to faktu, ze Ty blednie podalas 26tydz jako granice
              poronienia.
        • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 15:08
          > www.babycenter.com/refcap/pregnancy/pregcomplications/1055.html#3

          Jak byk tam stoi, ze testy ( w tym rutynowe badanie wewnetrzne) nie maja
          uzasadnienia u kobiet spoza grupy ryzyka

          `Are there tests that can predict my chances of a preterm delivery?
          Two screening tests are available ¬for women who are having symptoms of preterm
          labor or are otherwise at high risk for it¬.
          (...)
          ***The American College of Obstetricians and Gynecologists doesn't recommend
          either test for all pregnant women because studies haven't shown them to be
          useful for women who aren't at high risk and have no symptoms.

          A grupa ryzyka jest wylaniana, jak juz wyzej wspomnialam czyli ze szczegolami:

          "Certain genital tract infections, such as chlamydia, bacterial vaginosis, and
          trichomoniasis, are associated with an increased risk of preterm delivery.

          (...)
          Having a problem with the placenta, such as placenta previa or placental
          abruption.

          • Having structural abnormalities of the uterus or cervix, such as a cervix
          that's shorter than 25 millimeters and that effaces or dilates without
          contractions (called cervical insufficiency).

          • Having an excessively large uterus, which is often the case when you're
          pregnant with multiples or have too much amniotic fluid.

          • Other conditions that may be related to preterm labor include certain chronic
          maternal illnesses, such as diabetes, sickle cell anemia, severe asthma, lupus,
          inflammatory bowel disease, and chronic active hepatitis; non-uterine
          infections, such as a kidney infection or pneumonia; abdominal surgery, such as
          having your appendix taken out; trauma to the abdomen; severe gingivitis (gum
          disease) and periodontitis (a gum infection that goes into the bone and other
          tissue that supports your teeth).

          What are the risk factors for spontaneous preterm birth?
          Although it's impossible to predict your chances of giving birth prematurely,
          you may be at an increased risk if you:

          • Previously had a preterm delivery (The earlier in gestation your baby was
          born and the more spontaneous preterm births you've had, the higher the risk.)

          • Are pregnant with twins or higher number multiples

          • Are younger than 17 or older than 35

          • Are African American (17.4 percent of African American babies are born
          prematurely)

          • Don't gain enough weight during your pregnancy

          • Were underweight before you got pregnant

          • Are short

          • Have had vaginal bleeding in more than one trimester

          • Smoke, abuse alcohol, or use drugs (especially cocaine) during pregnancy

          • Gave birth in the last 18 months (particularly if you gave birth within the
          last six months)

          A few studies have found an association between high levels of stress and
          preterm birth. (..)
          One study showed that moms-to-be who had to stand for long periods (more than
          40 hours a week) or had extremely tiring jobs were more likely to have preterm
          deliveries.
          Finally, some researchers are studying the possible effect of genetic factors
          on preterm birth because it seems to be more common in some families. They
          believe that genetics may explain to some degree the different rates seen among
          various races, even when other risk factors are taken into account.

          (wszystko to polozna jest w stanie wychwycic w szczegolowym wywiadzie przy
          zakladaniu karty ciazy badz w trakcie jesli chodzi o pozniejszy etap czy objawy.

          Jeszcze co do (bez)zasadnosci badania wewnetrznego rutynowo:
          www.findarticles.com/p/articles/mi_m3225/is_n2_v51/ai_16557891
          • dalloway Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 15:43
            Nie będę się już więcej włączać w ten wątek, bo jesteś nastawiona na wykazywanie
            swojej racji do upadłego, a nie dyskusję.

            Po raz kolejny powtórzę, że informacje z polskiej Kancelarii Sejmu dotyczące
            badań prawnoporównawczych w UE są dla mnie wiarygodniejsze, niż jakiś popoularny
            link dla pacjentów, pozabwiony odniesień do źródła.

            Tekst z babycenter przeczytałaś tendecyjnie i niedokładnie. Owszem ACOG nie
            zaleca rutynowo tesów, ale nie chodzi o mierzenie szyjiki, lecz o dwie inne
            metody - pomiar alfaproteiny i zarzucone już HUAM - które należy wdrażać
            dopiero, gdy okaże się, że szyjka jest nienormalnie skrócona. Tę mierzy się
            RUTYNOWO. Jak widać każdy tekst da się przeczytać w 100% na opak.
            Pozdrowienia.
            • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 16:11
              dalloway napisała:

              > Nie będę się już więcej włączać w ten wątek, bo jesteś nastawiona na
              wykazywani
              > e
              > swojej racji do upadłego, a nie dyskusję.

              Widze, ze Ty tez czytasz tendencyjnie. Pragne zwrocic uwage na ikonke przy
              zastrzezeniu w nawiasie `i do oporu`

              Ja z kolei nie lubie odwracania kota ogonem wiec pewnie sie mijamy
              rzeczywiscie w tej dyskusji. EOT z mojej strony
            • mama5plus Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 26.05.07, 16:14
              > Po raz kolejny powtórzę, że informacje z polskiej Kancelarii Sejmu dotyczące
              > badań prawnoporównawczych w UE są dla mnie wiarygodniejsze, niż jakiś
              popoularn
              > y
              > link dla pacjentów, pozabwiony odniesień do źródła.

              No nie (ze sobie nie odmowie wink ), a to juz mnie rozbroilo kompletnie ;-P
              To jest wlasnie `do upadlego` i bynajmniej nie z mojej strony.
            • ma.pi Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 18:48
              dalloway napisała:

              >
              > Po raz kolejny powtórzę, że informacje z polskiej Kancelarii Sejmu dotyczące
              > badań prawnoporównawczych w UE są dla mnie wiarygodniejsze, niż jakiś
              popoularn
              > y
              > link dla pacjentów, pozabwiony odniesień do źródła.
              >


              Informacje z polskiej Kancelarii Sejmu ..........nie skomentuje, bo szkoda
              pradu.


              Pozdr.
    • kopalnia.diamentow Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 27.05.07, 11:48
      Nie rozumiem jak można tak uogólnić dyskusję - polska służba zdrowia jest zła,
      a brytyjska super - albo na odwrót...
      Ja mieszkam w Polsce i dostosowuję się do warunków, które panują tutaj.
      Standardowo robi się 3 badania USG - nie uważam, żeby to było o jedno za dużo.
      Nie dostawałam żadnych leków na podtrzymanie (ani w pierwszej ani w drugiej
      ciąży).
      Nie korzystałam ze zwolnień lekarskich.
      Lekarz nigdy nie badał mnie bez rękawiczek (a w zasadzie w ciąży palpacyjnie
      badał mnie tylko na początku).
      Zleca mi każde badanie, które chcę zrobić (bo czemu nie zbadać toksoplazmozy?)
      Raz w miesiącu badam mocz i raz na dwa krew i cukier.
      Nigdy nie przepisał mi nospy - ale jeśliby to zrobił napewno bym ją zażyła - bo
      mu ufam w 100% i już jednemu mojemu dziecku pomógł zdrowo i szczęśliwie przyjść
      na świat zalecając cc (bez którego by się nie obyło)...

      Czego oczekujecie dziewczyny z Londonasmile?
      Że wam dziewczyny stąd napiszą "Ale Wy to macie fajnie, zazdrościmy super
      opieki" Co ma zrobić dziewczyna zachodząca pierszy raz w ciążę - u której
      okazuje się,że jeszcze ciałko żółte się nie wchłonęło i plami?...Ma nie
      posłuchać lekarza i nie brać leków podtrzymujących- tylko drukować i pokazywać
      mu tego typu edukujące wątki - jak to fajnie jest w tym Wielkim Świecie i co
      mówią statystyki ? Myślicie, że tutaj lekarze się tego nie uczą?
      Pozdrawiam,
      k.d.
      • lolka11 kopalnia.diamentow 27.05.07, 14:07
        Ale tu nie o to chodzi...Jest raczej mowa o ciazach przebegajacych normalnie,
        dlaczego np. na skurcze B-H ktore sa jak najbardziej naturalnym zjawiskiem,
        daje sie no-spe...czy nie lepiej zamiast wpychac w siebie tony vitamin, zdrowo
        sie odzywiac....

        D.
        • yarpen111 Re: kopalnia.diamentow 27.05.07, 20:55
          Ja dodam cos od siebie.
          Z wielkim trudem zaszlam w ciaze, byla zagrozna. Bralam progesteron, musialam
          lezec,mialam zakladany pessar, bo jego wyjeciu nie mialam juz szyjki i maialam
          duze rozwarcie, przez co urodzialm dosc szybko. Bralam takze nospe.Dziduzl
          zdrowiutenikismile( tfu, tfu-odpukac!) Ale nie o tym chcialam.
          Otoz, wydaje mi sie,ze w Polsce w ogole rodzi sie malo dzieci i dlatego na ciaze
          sie tak dmucha i chucha. W innych krajach przyrost jest znacznie wiekszy i moze
          dla nich poronienie nie jest tragedia.No moze poza Szwajacaria, gdzie przyrost
          jest bardzo maly i tez sie dmucha na ciezarnesmile
          Dodam jescze ,ze przedwczesne skurcze B-H powowduja SKRACANIE SIE SZYJKI,a jak
          wiemy w nastepstwie skracania nastepuje rozwarcie! Zatem skurcze te moga
          doprowadzic do przedwczesnego porodu lub poronienia. U mnie wlasnie tak bylo.
          Macica zaczela mi sie "stawiac" okolo 14 tc i skoczylo sie na lezeniu w domu z
          pessarem do 37 tc.
        • vvrotka Re: kopalnia.diamentow 29.05.07, 17:14
          Odżywiają się kobiety zdrowo, a przynajmniej starają się. Niestety jest wiele
          czynników które niekoniecznie temu służą. Warzywa owoce sa róznego pochodzenia
          czasami nie mają tyle witamin ile powinny, owoce są różne zależnie od pory roku.
          Czasami tez kobiety jednak maja problemy z jedzeniem pewnych pokarmów, zmienia
          się smak, problemy z łaknieniem i powinny jeśc witaminy, ale jak ze wszystkim
          nie można przesadzać nawet z witaminami.
      • olimpia_b81 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 31.05.07, 20:15
        a ty co zazdrosna ze taka wredna???????

        mamy fajniej o tak,bo mamy wszystko za darmo,super warunki,basen i osoba towarzyszaca za darmo,pomoc po porodzie na telefon,zrozumienie i szacunek.
        czego czesto w PL brak.
    • gmyzka Co szpital, co lekarz, to inaczej, nie co kraj... 29.05.07, 22:32
      Heja! Mieszkam w Londynie i miesiac temu stracilam synka w 15 tyg ciazy (mialam
      wywolany porod, bo umieral, dluga historia...). Do kiedy ciaza przebiegala
      prawidlowo, to opieka byla... srednia. To byla moja pierwsza ciaza, wiec nie
      mam porownania, ale nie czulam, ze sie zbytnio tu mna przejmuja. Jak tylko
      okazalo sie, ze cos nie tak, to wszyscy stali na glowie, by mnie wspierac.
      Mialam spotkania z lekarzami, usg co pare dni, itp itd. Takze z tego, co mi
      bratowa powiedziala (pracuje w przychodni jako pracownik w administracji),
      ogolne podejscie w Anglii jest, ze jesli wyglada, ze wszystko jest ok, to nie
      ma kobieta w ciazy za duzo spotkan z polozna itp. Ale jesli cos jest nie tak,
      to wtedy opieka jest super.
      Powiedziano mi, ze jak tylko okaze sie, ze znow jestem w ciazy, to mam od razu
      isc do lekarza i bede pod extra opieka (ze wzgledu na problemy w pierwszej
      ciazy), czyli extra testy, usg itp.
      Co kraj to obyczaj, trudno mi oceniac, gdzie jest lepsza opieka lekarska, ale
      duzo tez pewnie zalezy na jakiego lekarza sie trafi, jaka polozna i do jakiego
      szpitala...
    • goskum Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 31.05.07, 20:08
      Ile osób, tyle różnych opinii. Mieszkam w UK 3 lata. Poroniłam i nikt z
      tutejszych lekarzy nie przejmował się moją sytuacją.Z położną skontaktowałam
      się jak już miałam martwą ciąże. W Polsce wydaje mi się, że jakbym trafiła do
      dobrego lekarza to mogłabym ją uratować (podtrzymać). Moja siostra też poroniła
      w Anglii.Po jej poronieniu nabrałam dystansu do angielskich lekarzy i poszłam
      prywatnie do polskiego ginka ze skurczami jak zaszłam w ciąże. Zapłaciłałam
      mnóstwo funciaków, a ten żadnych leków na podtrzymanie nie przepisał, nospe
      kazał odstawić,skurcze uznał za normalne, A POLAK!!!. Wydaje mi się że przede
      wszystkim zależy na jakiego lekarza się trafi, nieważne w jakim kraju.Znam
      wiele Polek, które urodziły zdrowe dzieci w terminie. JAK TYLKO WAM COŚ DOLEGA
      NA POCZĄTKU CIĄŻY TO RADZE ZMYKAĆ DO POLSKI!!! w Uk ciąże uznaje sie od 12tc.
    • 24lena cala ciaze mialam prowadzona w uk 31.05.07, 20:51
      i tu tez urodzilam,
      moj syn ma 10 miesiecy a ja nadal z usmiechem na twarzy wspominam zarowno
      prowadzenie ciazy jak i sam porod.
      uwazam ze jest prosciej i bardziej kafortowo w uk.
      Podejscie jak i minimalizm w badaniach i lekach jest jak najbardziej
      okey,oczywiscie o ile nie ma przeciwskazan do takiego prowadzenia ciazy.
      Jestem zadowolona i napewno kolejna ciaze i porod chce ponownie przezyc na
      wyspach.
      pozdrawiam
    • elizabethh1 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 09:59
      I tu pozwolę sobie się całkowicie z Tobą nie zgodzić.Moja bratowa mieszka w UK
      i "dzięki" brytyjskiej służbie zdrowia poroniła 3 razy.Urodziła jedno dziecko i
      drugie w drodze tylko dzięki opiece polskich ginekologów, bo akurat w
      odpowiednim momencie przyjechała w odwiedziny do kraju.Za każdym razem gdy
      zachodziła w ciążę miała plamienia, które prowadziły do poronienia.W Polsce od
      razu dostała duphaston i nakaz leżenia i uratowała 2 ciąże.Kiedy prosiła o
      duphaston w Londynie nikt jej nie chciał tego przepisać.
      Do 6 miesiąca ciąży miała jedną morfologię i jedno badanie
      moczu.Ginekologicznie nie jest wcale badana.Mimo że jest po 40 stce nikt nie
      proponował jej amniopunkcji tylko test pappa, który jest miarodajny jak wiadomo
      tylko do 35 roku życia.Wizyta polega na tym, że na korytarzu badają jej
      ciśnienie a potem oglądają brzuch.
      • epb3 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 11:25
        ja mieszkam w Polsce. napewno nie mozna powiedziec kategorycznie tu jest zle tam
        jest dobrze. To zalezy od lekarza.
        w 7 tyg. zaczelam plamic. To bylo jeszcze przed pierwsza wizytą.
        Poszlam do lekarza natychmiast. Dostalam duphaston i nospe-forte! + zakaz
        współżycia + nakaz leżenia
        Ok. Od razu lekarz nie mógł wiedziec co jest. Skierował mnie na USG. PO usg nic
        sie nie okazalo. Nie ma krwiaka nie wiadomo dlaczego krwawie. Lekarz tylko
        powiedział, ze tak się zdarza i tyle. Po kilku dniach ustało, ale dalej leżałam
        i brałam leki - tak gdzieś do 12 tyg. Wtedy stwierdziłam nie no nie mogę brać
        tyle leków tym bardziej, ze nie wiadomo po co. Popytałam i poszłam do innego
        lekarza. To był 12 tydz. a więc miałam usg. Nic nie mówiłam o plamieniach.
        Podczas usg lekarz zapytał czy zdarzały mi sie wczesniej plamiania i dokladnie
        wytlumaczyl dlaczego(łożysko u ujścia). Wtedy juz wiedziałam, ze to jest ten
        lekarz. Żadne leki nie byly potrzebne. Owszem jak najwięcej odpoczynku i zero
        seksu ale po co duphaston? i nospa?
        Przestałam brać leki, zmieniłam lekarza. Mam skurcze b-h, ale lekarz mówi, ze to
        normalne. Szyjka jest ok, łożysko się podniosło.

        Czyli i tutaj można znaleźć dobrego lekarza. smile
        Owszem swojemu lekarzowi trzeba ufać, ale trzeba też mieć instynkt
        samozachowawczy. Powiem tylko, ze poprzednia lekarka to moj lekarz od kilku lat
        i wydawał mi się super. A jednak pomyslałam, ze nie zaszkodzi sprawdzić.
        Teraz mam wizyty co miesiąc albo rzadziej. Dostaję skierowania na jakies badania
        , lekarz mnie nei straszy. Opowiada o ciąży, porodzie, odpowiada na pytania. I
        zero leków!
        Pozdrawiam, E
      • atenette Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 11:38
        Sorry, ale bzdury piszesz. Ile jest w Polsce kobiet, ktore poronily po kilka
        razy pomimo lekow podtrzymujacych, lezenia itd.? Mowienie, ze jest to wina
        brytyjskiej sluzby zdrowia jest conajmnej glupie.
        Do 6 miesiaca mialam dwa badania krwi, a mocz mialam badany na KAZDEJ wizycie!
        Ci do amniopunkcji to jest proponowana kazdej kobiecie po 35 roku zycia i jest
        darmowa! I jeszcze to badanie na korytarzu to juz kompletna bzdura!
      • basiak6 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 17:40
        A skad wiadomo ze gdyby nic nie brala to ta kolejna ciaza by sie nie utrzymala?

        Ja mam druga ciaze w UK, tutaj zaklasyfikowana jako ciaza wysokiego ryzyka
        (nadcisnienie i chore nerki), mam badania co 1-2 tyg ale wiem ze w PL pewnie
        kazaliby mi lezec plackiem.
        Mimo ze udowodniono ze lezenie nie ma na nic wplywu, ani przy poronieniach ani
        skroconej szyjce.

        Ginekologiczne badania niestety same w sobie moga powodowac skurcze i
        wczesniejsze odejscie wod plodowych stad nie stosuje sie ich rutynowo.

        Zgadzam sie z postem zalozycielki watku. W Polsce mam wrazenie rzadzi przemysl
        farmaceutyczny a lekarz ktory nie zapisuje lekow na 'dolegliwosci ciazowe'
        uwazany jest za dziwnego i niekompetentnego. Im wiecej badan i lekow tym matka
        spokojniejsza?
        • kasiapfk Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 20:45
          cyt basiak6: "Mimo ze udowodniono ze lezenie nie ma na nic wplywu, ani przy
          poronieniach ani skroconej szyjce."

          Mogłabyś podać ŹRÓDŁO, na podstawie jakich badan udowodniono? Bardzo jestem
          ciekawa. Byłby to jakiś argument.

          Tak sobie myślę,że dopóki leczenie niepłodności w PL będzie nierefundowane to o
          każdą ciążę będą tu walczyć wszelkimi sposobami.
          Co mi się w UK w ogóle podoba, to "chłodne" wychowanie dzieciaków -tzn
          nieprzegrzewanie ich. No i bardzo ostrooożne stosowanie antybiotyków.

          • basiak6 Re: Polska a brytyjska sluzba zdrowia 01.06.07, 21:36
            Kasiu, podaje pare linkow. Zaczelam szukac bo zdziwilo mnie kiedy moja kolezanka
            z historia porodu w 35tc oraz przodujacym lozyskiem i krwawieniami mogla nadal
            chodzic do pracy, nie kazano jej lezec (tylko nie wysilac sie) i mogla nadal
            plywac. Urodzila w 40tc naturalnie, lozysko w miedzyczasie usadowilo sie wyzejsmile

            parenting.ivillage.com/pregnancy/pcomplications/0,,midwife_3p6g,00.html
            health.yahoo.com/topic/pregnancy/complication/article/healthwise/hw222459
            www.library.nhs.uk/womenshealth/ViewResource.aspx?resID=236389
            www.tommys.org/dr_media/tommys/Premature_labour_info_for_midwives_01-Jun-07.pdf
      • 24lena mnie na korytarzu nikt nie badal 02.06.07, 00:07
        co miesiac mialam badanie krwi i moczu,
        dodatkowe badabia np na wykrycie syndromu downa,rozne choroby itp
        zawsze dokladnie mnie badano,cierpliwie odpowiadano na moje pytania
        i nigdy nie lekcewazono moich obaw.
        moze Twoja bratowa trafila na niekompetentnych lekarzy?
        nie wiem,przykra sprawa,ale w polsce,uk czy chinach tez to sie moglo
        zdarzyc...niestety

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka