Witam!
Mogę się już Wam pochwalić, że 9.X. o godz. 5.50 urodziłam ślicznego
Maluszka! Przyszedł na świat pierwszego dnia 38 tc. Regularne
skurcze zaczęły się o 21. Na początku spokojnie, potem z czasem
coraz silniejsze i silniejsze. Po godzinie 5 nad ranem zawołałam
położną i błagałam,żeby zrobiła coś bo z bólu mam ochotę zemdleć,
kilka minut później skurcze były już bez przerwy aż ok 5.40 poczułam
bóle parte. Mąż jak najszybciej pomógł mi dojść ( a raczej doczołgać
się na czworakach ) na porodówkę, usiadłam na fotel , trzy parcia i
mój Bartuś był na świecie. Bóle były mocne - ale jeśli dobrze się
oddycha to są do zniesienia, sam poród - był już dla mnie prawie
bezbolesny, miałam nacięcie krocza i nic nie czułam, potem tylko
trochę szwy uwierają. Ale dziewczyny - kiedy położono mi Synka na
piersiach moja radość nie miała granic i gdybym miała dla niego
jeszcze raz przejść przez to samo to nie zastanawiałabym się ani
chwili. Po porodzie, kiedy położna mnie zszywała nawet sobie
pożartowałyśmy

Wszystkim tym, które jeszcze nie rodziły życzę
udanej zabawy

p.s. - Nastawienie potrafi zdziałać cuda!
Pamiętajcie o tym! Pozdrawiamy! Paulina i Bartuś