Dodaj do ulubionych

Urodziłam - dłuuuuga relacja;)

30.06.08, 22:17
Ponieważ, będąc w ciąży z zapartym tchem czytałam wszystkie relacje porodowe
na tym forum, teraz, kiedy sama jestem po, chcę podzielić się z Wami moim
doświadczeniem i ewentualnymi uwagami.
Końcówkę ciąży zniosłam bardzo kiepsko - głównie psychicznie. Chciałam mieć to
już za sobą - potwornie się nudziłamsmile
Termin miałam na 15 maja, ale cichą nadzieję, że uda się wcześniej.
Taaa... wink
14 maja o 3ciej w nocy obudziły mnie bóle kręgosłupa. Co 8 minut, czasem co 5.
Dałam pospać przyszłemu ojcu, obudziłam go dopiero koło 8. Pojechaliśmy na
izbę przyjęć, usłyszałam, że to może się się jeszcze wyciszyć, szyjka 1,5cm,
zamknięta.
Ponieważ do 17 cały czas było tak samo, pojechaliśmy po raz drugi.
Uslyszeliśmy to samosmile
6 godzin później, kiedy skurcze czasem były już co 3 minuty, po raz kolejny
wsiedliśmy w samochód. Ponownie zostałam zbadana - szyjka się TROCHĘ skróciła,
rozwarcie na opuszek. Położne się zlitowały, mówiłam, że za bardzo się nie
wyspałam, balam się, że nie będe miała siły na poród właściwy. Podały mi jakiś
zastrzyk - niestety nie pamiętam nazwy. Miało się albo uspokoić na parę
godzin, albo przyspieszyć. I... tak, zgadłyściewink Odesłały do domu.
O 2 w nocy, skurcze były już względnie regularne, co pięć minut i coraz
bardziej bolesne.
Znooowu w samochód.
Tym razem przyjęli nas na oddział.
Wynajęliśmy jednoosobową salę. Przyszła młodziutka położna, zaproponowała
przejście na "Ty", co od razu wprowadziło milszą atmosferę. Przedstawiła nam
mniej więcej przebieg porodu, powiedziała, że będzie się starała uniknąć
nacinana krocza, prosząc jednocześnie, żebym przy partych słuchała jej
absolutnie bezwględnie.
Obiecała, że urodzę do 8 rano bo kończy jej się zmiana i chce zobaczyć maluchasmile
Po jakimś czasie zrobiło się rozwarcie na 4cm i mogłam dostać znieczulenie.
Nie powiem, całkiem się ucieszyłam. Ból był do zniesienia, ale nie widziałam
powodu, dla którego miałabym się dalej męczyćwink Szczególnie nieprzyjemne były
momenty kiedy musiałam leżeć na łóżku podpięta pod ktg. Resztę porodu
spędziłam dość aktywnie. Chodziłam, skakałam na piłce (raczej niefajne
doświadczenie, ale położna mówiła, że pomaga, więc karnie skakałamwink )
Najpierw dostałam znieczulenie do znieczulenia. Zabolało trochę, ale nie było
specjalnego dramatu.
Po chwili przyszła ulgasmile stwierdziłam, ze ze znieczuleniem mogę rodzić
ciąglewink Wysyłałam smsy do znajomych rozmawiałam z mamą przez telefon,
generalnie sielanka i nawet trochę nudysmile
Po godzinie niestety, przestało działać (teoretycznie działa od 1,5 do 3
godzin), dostałam więc drugą dawkę.
Ta dała radę jakieś 1,5h. Następnej już nie podawali bo w międzyczasie
rozwarcie zdążyło się zrobić na 8/9cm i parte były coraz bliżej. Faktycznie po
pół godzinie, poczułam że skurcze wyglądają jakby inaczej, położna stwierdziła
że się zaczęło.
Po 40 minutach zgodnie z obietnicą położnej o 8:10, pojawiła się Zuźka-Zośka.

I teraz kilka uwag. Ból jest absolutnie DO ZNIESIENIA. Wszystko co czujemy
rodzi się w naszej głowie i cholernie, cholernie dużo zależy od nastawienia.
Rodziłam w sumie 9 godzin, z czego tylko 2,5 ze znieczuleniem, wiec wiem o
czym mówię.
W trakcie skurczów, starałam się pamiętać CO SIĘ DZIEJE, PO CO i DLA KOGO, nie
skupiać na bólu, nie wpaść w panikę, bo wiedziałam, że mogę tylko zaszkodzić
sobie i rodzącemu się dziecku. Przy partych nie krzyczałam, chociaż zupełnie
straciłam nad sobą kontrolę. Dla mnie te ostatnie 40 minut było niesamowitym
doświadczeniem. Właściwie zupełnie nie myslałam, został sam instynkt. Myślę,
że to jeden z niewielu momentów w życiu, kiedy człowiek ma szansę sobie
uświadomić, że mimo wszystko jesteśmy bliżej natury niż nam się wydajesmile
Pamiętałam tylko o tym, że muszę dać z siebie absolutnie wszystko.
Udało mi się w tym wszystkim słuchać położnej. Dzięki temu obeszło się bez
nacięcia. (tak. DA SIĘ urodzić pierwszy raz bez i nie popękać, nie być
nacinaną, ale faktycznie - musi chcieć i położna i rodząca)

Rodziłam z partnerem. Oboje mieliśmy do tego pomysłu na początku dość
sceptyczne podejście, okazało się, że zupełnie niesłusznie. Nie będę Wam tutaj
opisywać jak niesamowicie nas to doświadczenie do siebie zbliżyło,jak bardzo
był pomocny, bo to powtarza prawie każdy i trzeba się samemu przekonać.
Ale są też inne powody - po pierwsze, umarłabym z nudów gdyby go ze mną nie
było! Skurcze przez większą część porodu są co KILKA MINUT a w pozostałym
czasie COŚ trzeba ze sobą zrobić. Trochę kiepsko gapić się w ścianę. Po
drugie, w razie gdyby personel nawalał, zawsze jest ktoś, kto może ich ustawić
do pionu.
Od początku byliśmy pewni, że nawet jeśli będzie przy porodzie, na parte
wychodzi. Na szczęście, trafiliśmy na cudowna polożną, która nam ten pomysł
wybiła z głowy, mówiąc, ze to własnie TA część porodu, przy której facet jest
najbardziej potrzebny. I miała rację. Też nie będę się rozwodzić dlaczego,
myślę że to zbyt intymne i prywatne. Musicie mi uwierzyć na słowowink

Kolejna sprawa - świadomie zrezygnowaliśmy z prywatnej położnej na rzecz
znieczulenia. Jak dla mnie najlepsza decyzja. Obca osoba stercząca nam nad
głową całe 9 godzin była zupełnie niepotrzebna. Znieczulenie było bardzo
bardzo potrzebnesmile
Fakt, faktem, trafiliśmy na wspaniałą, oddaną swojej pracy dziewczynę.
Mimo, że nie zapłaciliśmy jej ani złotówki, ma dużą zasługe w tym, że poród
był dla mnie fascynującym doświadczeniem, a nie koszmarem. Kiedy leżałyśmy na
oddziale wpadała do nas za każdym razem kiedy miała dyżur. Jestem jej
nieprawdopobnie wdzięczna za wszystko.

I na koniec. To nie jest tak, że dziecko położone na piersi wynagradza trudy
porodu. Że w sekundę zapomina się o bólu. Zu mi niczego nie wynagrodziła, nie
zadziałała jak środek na wymazujący pamięć. Ona po prostu się pojawiła i cała
reszta przestała mieć znaczenie.

Tyle ode mnie, gdybyście miały jakieś pytania, chętnie odpowiemsmile
Obserwuj wątek
    • aleosochozi Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:25
      Pytań nie mam, ale fajna relacja smile
      Szczególnie koncówka.
    • dzieciuszek Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:36
      Gratuluję!

      (I zazdroszczę wink lekkiego porodu i tego, że masz już swoje maleństwo ze sobą).

      Pozdrawiam i życzę Wam wszystkiego najpiękniejszego!
    • gonia28b Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:38
      brawo! smile

      oby takich relacji na tym forum było jak najwięcej wink)
    • agnieszkalp Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:44
      oj, zazdroszcze Ci smile dlatego moze napisze pare slow o moim
      porodzie, zeby dziewczyny byly przygotowane rowniez na gorszy
      scenariusz... bo ja tez przed porodem czytalam posty o tym, ze "bol
      do zniesienia" i baaardzo sie rozczarowalam... wiec... silne skurcze
      zaczeam odczuwac w nocy, ale co 20 -40 minut, wiec nc tak sobie
      przespana. nastepny dzien- od rana skurcze, i dopiero podwieczor
      bardzo silne i czestsze. o 1 w nocy bylam na IP bardzo bolesne , co
      6 minut ale nie chcialy byc czestsze. po padaniu kolo 2 odeszly
      wody, zostalam przyjeta. czesc porodu na korytarzu - bo miejsce
      musialam zwolnic kobiecie z 7 cm rozwiarciem. po paru godzinach
      zwijania sie z bolu w koncu dostalam sale jednoosobowa, i juz
      zaczelam blagac o znieczulenie. przed porodem bylam pewna, ze dam
      rade bez. okazalo sie ,ze porod wolno postepuje, ale w koncu polozna
      zezwoila na znieczulenie i po kolejnych prawie 2 h - czekanie na
      anestezjologa- dostalamm znieczulenie- uuuuulga. kilka dawek
      dostalam, bo porod trwal i trwal.... po 19 zaczely sie parte-
      dziewczyny, jak dla mnie bol nie do opisania, blagalam o
      znieczulenie, ale nie mozna przy partych, blagalam meza zeby cos
      zrobil bo ja umre... nie bede Wam ze szczegolami opisywac tego co
      przezylam. Nie czulam potrzeby parcia, druga faza trwala prawie 2
      godziny i koncowka baaaardzo ciezka, Vacum i tez nie bede sie wdawac
      w szczegoly zeby nie straszycsmile)) generalnie wszystko dobrze sie
      skonczylo, zosia dostala 10 pktow, ale po tym wszystkim dlugo nie
      moglam dojsc do siebiesmileMąz tez. wnioski:
      -moim zdaniem bol jest NIE do zniesienia i bierzcie ZZO
      -NILEM - przepraszam,ze to opisalam,ale gdyby mi ktos przed
      porodem powiedzial,ze moze byc az tak zle, inaczej bym sie do niego
      przygotowala.
      • mezi6 Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:58
        Nilem to naprawdę miałaś też dużo szczęścia trafiając na taką położną, mało jest
        takich dziewczyn w tym zawodzie. A dobra opieka to dobry poród, tylko
        pozazdrościć takiego szpitala i takiego podejścia personelu.
        Ja będę rodziła po raz drugi i troszkę się boję, przy pierwszym tak się nie
        bałam, bo nie wiedziałam co mnie czeka, na dodatek rodziłam bez męża i 1,5
        godziny sama podpięta pod KTG, nie było to przyjemne bo nie dość że bolało to
        jeszcze z nudów właśnie umierałam czekając na pełne rozwarcie. No i rutynowo
        nacięcie.
    • kwiatek-21 Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 22:56
      szczere gratulacje i powodzenia dla ciebie i dzidziusia
      • madawi Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 30.06.08, 23:33
        gratuluje autorce watku smile) wspaniala opowiesc, zyczliwie i bez
        zbednych strachow opisany porod. wszystkiego najlepszego dla was i
        corenki smile
        • dominika0004 Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 00:03
          Dzieki za super relacje !!!
          Ja mam termin za 2 tyg i bardzo bym chciala tak milo wspominac porod
          jak ty !!!
          A skad jestes i gdzie rodzilas jesli mozna spytac ?!
          Pozdrawiam
          • nilem Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 01:16
            Rodziłam w szpitalu św. Zofii. Jestem z Warszawy.
            Położna nazywała się Ewa. Maleńka dziewczyna z krótkimi, kręconymi włosami.
    • elza78 Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 00:22
      fantastyczny post

      dodam od siebie ze jest w tym calym wydarzeniu cos takiego, ze pomimo tego ze
      momentami jest ciezko, ze boli to warto to przezyc, bo kiedy dokona sie takiego
      wielkiego wyczynu, jest sie od tego momentu innym czlowiekiem, to jak wspinaczka
      na Mount Everest wink
      porod naturalny - swiadomy z pozytywnym nastawieniem, to niesamowite i piekne
      wydarzenie, oprocz bolu pelne lez ze szczescia, potu, dotyku szeptow i
      zakonczone eksplozja milosci do dziecka...
      to wszystko daje taka sile na nadchodzace po porodzie godziny ze sama sie
      dziwisz ze dajesz rade smile
      nie bojcie sie babki uwierzcie w siebie to bardzo was zmieni wink
      • elza78 a autorce - gratulacje 01.07.08, 00:23
        i dzieki za ten opis - moja coreczka ma juz prawie roczek a Twoj post
        przypomnial mi tamte wspaniale chwile smile
        moze dlatego ze z emna bylo podobnie tez dostalam zastrzyk na wstrzymanie
        (papaweryne i relanium) smile po ktorym wszystko sie bujnelo do przodu smile
        milych chwil z malutka zycze i zdrowia
        • nilem Re: a autorce - gratulacje 01.07.08, 00:47
          Papaweryna! Właśnie! Wiedziałam, że jakaś zabawna nazwawink

          Dziękuję pięknie za gratulacje i trzymam kciuki za Wasze porody. Większosć
          strachów wydarza się w naszej głowie. Myślę, że dobrze wiedzieć, że poród to nie
          piknik, ale to nieszczęsne, odmieniane przez wszystkie przypadki pozytywne
          nastawienie faktycznie działa cuda.
          Nie żegnam się z tym forum, mam do niego duży sentyment, wiec chętnie będę
          zaglądaćsmile
          • robin2510 Re: A ja zgadzam sie z nilem 01.07.08, 08:03
            że dużo zależy od nastawienia kobiety. Sama rodziłam 6 h (od momentu podania
            oksytocyny) bez znieczulenia , do tego miałam zakaz wstawania z łózka z powodu
            bardzo silnego krwawienia wiec nie mogłam wybrać sobie optymalnej pozycji, poród
            był wspomagany non stop oksytocyną więc praktycznie skurcze jedne zmieniały sie
            w drugie potem koło 7-9cm to był jeden wielki skurcz. Do tego non stop lekarze i
            położne ciągłe badania nawet w trakcie trwania skurczy (ze względu na fakt
            krwawienia ) myślałam ze orła wywinę zanim urodzę, ale sie zacięłam obiecałam
            sobie w duchu że skoro sie zaczęło (37tydz.) to wytrwam i psychicznie nastawiłam
            sie na o wiele gorsze cierpienie i ból. Cały czas słuchałam co mówi do mnie
            położna , wykonywałam wszystkie jej polecenia chociaż momentami naprawdę ciężko
            było się skupić ale powtarzałam sobie : skupić sie na poleceniach, iże dam
            radę! I mimo niespodziewanego porodu przed terminem, mimo krwawienia (jak sie
            później okazało ze łożysko)moje psychiczne nastawienie sprawiło że mój poród
            wspominam naprawdę dobrze wydaje mi sie ze właśnie to pozytywne nastawienie
            sprawiło że mam takie wspomnienia.
    • artdesign84 nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 00:44
      "Ból jest absolutnie DO ZNIESIENIA. Wszystko co czujemy
      rodzi się w naszej głowie i cholernie, cholernie dużo zależy od
      nastawienia"
      Rodziłaś 9 godzin??/ Tak ?? A ja 29 godzin i ból był absolutnie nie
      do zniesienia na tyle że MDLAŁAM i traciłam przytomność...
      Jeżeli Ci było fajnie, to ok, cięsze się Twoim szczęściem, ale
      nienawidze jak ktoś generalizuję ... Napisz że dla Ciebie to był ból
      do zniesienia, ale wierz mi że nie dla wszystkich,,, A dl wrażliwych
      nie należę.
      Przeszłam obcięcie sobie kawałka palca w krajalnicy (nie zemdlałam z
      bólu), operację nerwu łokciowego (też nie zemdlałam), pogryzienie
      psa...ale to wszystko piskuś z bólem porodowym który ja miałam przez
      prawie 30 godzin..
      • nilem Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 01:15
        Straszmy się nawzajem. Straszmywink Niech wszystkie kobiety idą na porodówkę blade
        ze strachu i spanikowane. Na BANK pomogą im takie opowieści.
        Gdybyś uważnie się wczytała - skurcze (minimalnie co 8 minut, srednio co 5)
        mialam od trzeciej w nocy dnia poprzedzajacego poród. Bolesne. Bóle krzyżowe.
        Ale...No właśnie. Wszystko to, co w poprzednim moim poście.

        OCZYWIŚCIE, że ten ból był do zniesienia dla mnie. Jak moglabym pisać bólach
        innych? Przecież to logiczne i zrozumiałe samo przez się, że pisałam o sobie i
        swoim doświadczeniuwink.
        Nie bagatelizuję cierpień innych, nie chciałam żeby mój post został odebrany tak
        jak mam wrażenie go odebrałaś. Jestem dużą dziewczynką i wiem, że bywa różnie.
        Ale. Będę się upierać, że generalnie dużo zależy od nastawienia. Pamiętam taki
        moment, po podaniu znieczulenia, kiedy myślałam, że ono zadziała dosłownie w
        sekundę a tymczasem miałam po nim jeszcze bodajże trzy skurcze. Po drugim
        zaczęłam panikować, rozpłakałam się, "że przecież miało już nie boleć". Ostatni,
        trzeci był dla mnie najbardziej bolesnym z całego porodu...

        • aire1 Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 08:12
          Od nastawienia, tiaaa! To tak samo jak z miesiączką, jedne mdleją z
          bólu, a inne nawet nie poczuły że dostały okres. Jak zwijałam się z
          bólu to własna matka mówiła mi żebym nie przesadzała i poćwiczyła
          trochę, a ja ledwo żywa lądowałam na pogotowiu, bo dopiero zastrzyk
          pomagał.
          • dorinn2 gratulacje!!! 01.07.08, 08:57
            hej, gratuluje serdecznie coreczki!! Ja jeszcze czekam (przelom
            36/37tc) i dziekuje za ta relacje. Wiem, ze jest to ogromny wysilek,
            bol i pot ale takie nastawienie jak Twoje napewno pomoga wytrwac i
            nie spanikowac. Takie posty podbudowuja a nie DOLUJA, pozdrawiam
            • kala196 Re: gratulacje!!! 02.07.08, 00:02
              dorinn2 napisała:

              > hej, gratuluje serdecznie coreczki!! Ja jeszcze czekam (przelom
              > 36/37tc) i dziekuje za ta relacje. Wiem, ze jest to ogromny wysilek,
              > bol i pot ale takie nastawienie jak Twoje napewno pomoga wytrwac i
              > nie spanikowac. Takie posty podbudowuja a nie DOLUJA, pozdrawiam

              No tak a później są posty pt:naczytałam się,że bedzie pięknie,a było strasznie!!
              Dziewczyny obudźcie sie poród to nie dla wszystkich bajka!! Tylko malutka część
              dziewczyn może powiedzieć o swoim porodzie,że ból jet do zniesienia i ,że
              wszystko cały czas było ok.
              U mnie nie był,chociaż nastawienie miałam super..aż do partych ;-(((Gdyby nie
              parte no i końcowa faza rozwierania szyjki to było by całkiem super.
              Przez ok 15 godz w domu no i 10 w szpitalu byłam przeszcześliwa,że rodze,ale
              ostatnie 2-3 godz to ból nie do opisania,

              p.s nie chce nikogo straszyć,ani nie chce nikogo oszukiwać,że mój poród to
              sielanka wink),a raczej do wrażliwych nie należe,ale dwa znieczulenia nie pomogły
              taki to ból,

              pozdrawiam serdecznie
              • nilem Re: gratulacje!!! 02.07.08, 00:38
                A ja się będe upierać przy swoim.
                Któraś z dziewczyn podała tu dramatyczne porównania do ucinanego palca i tym
                podobnych koszmarków.
                Napiszę w takim razie coś jeszcze. PRzed ciążą miałam zapalenie nerek -
                kilkakrotnie zdarzyło mi się mdleć z bólu. Skurcze porodowe były w moim pojęciu
                znacznie bardziej bolesne a przytomność udało mi się zachować. Napiszę raz
                jeszccze - rodziło się MOJE DZIECKO, które z całą pewnością cierpiało znacznie
                bardziej ode mnie. To nie było tak zupełnie bezcelowe i głupie jak zapalenie
                nerek. Poród jest naturalną konsekwencją decyzji o dziecku i nie traktowałam go
                jako "zła koniecznego".
                Nigdzie nie napisałam, że poród to piknik. Wyraźnie, wydaje mi się dałam do
                zrozumienia o czym warto pamiętać, co pomaga.
                Mi bardzo pomogła rozmowa ze znajomą, matką rocznej dziewczynki, która
                powiedziała mi na podstawie własnego doświadczenia to, co sklikałam wyżej. Ona
                rodziła ponad 20 godzin, bez znieczulenia. Poród wspomina jako najpiękniejsze
                doświadczenie swojego życia. Zdaniem położnej, był bardzo ciężki.
                Nie ja wymyśliłam, że wszystko zaczyna się od głowy...
                • maurra Re: gratulacje!!! 02.07.08, 09:16
                  pies jest pogrzebany w Twoim uogólnianiu. O takim: "Ból jest absolutnie DO
                  ZNIESIENIA. Wszystko co czujemy rodzi się w naszej głowie i cholernie, cholernie
                  dużo zależy od nastawienia."

                  czemu ma służyć ta liczba mnoga? W czyim imieniu - oprócz swojego - się
                  wypowiadasz? Nie wiesz co czują inne kobiety, gdzie rodzi się ich ból i
                  najwyraźniej nie doświadczyłaś po prostu bólu porodowego NIE do zniesienia. A to
                  nie znaczy, że on nie istnieje
          • ciociacesia bole miesiaczkowe 01.07.08, 16:10
            > Od nastawienia, tiaaa! To tak samo jak z miesiączką, jedne mdleją
            z
            > bólu, a inne nawet nie poczuły że dostały okres. Jak zwijałam się
            z
            > bólu to własna matka mówiła mi żebym nie przesadzała i poćwiczyła
            > trochę, a ja ledwo żywa lądowałam na pogotowiu, bo dopiero
            zastrzyk
            > pomagał.

            oj nie znasz sie. po prostu lubisz sie nad sobą rozczulac, kiedys to
            pralek nie było i dzieci w tetrze chodziły... e, sorry to nie ten
            temat.
            bardzo współczuje okropnych bóli. wg mnie to est tak ze czasem
            kobieta sobie sama tego bólu dokłada przez napięcie przed skurczem i
            skupienie na cierpieniu i gdyby potrafiła odpowiednio sie rozluznic
            byłoby jej znosnie, a czasem mozna sie nie wiem jak rozluzniac a
            bolec bedzie, bo tak i juz, bo dana kobieta, a nawet - dana ciąża
            konienczy sie bólem i juz i mozna sobie gadac o nastawieniu.
        • joasol pytanie do tych, które rodziły 01.07.08, 11:36
          Dziewczyny czytając post nilem zainteresowałam się szczególnie jej
          wyjazdami do szpitala, bo to mnie akurat nurtuje.
          Mieszkam ok. 1 godziny drogi od szpitala, więc kiedy mam jechac do
          szpitala?
          Tego obwaiam się najbardziej, bo nie chcę przyjechac za wcześnie...
          Położne w szkole rodzenia i w gazetach radzą, żeby się nie
          spieszyć...
          Wywiesiłam sobie nawet w łazience taką tabelkę wyciętą z gazety jak
          rozpoznać te prawdziwe skurcze i kiedy jechac do szpitala...
          Lekarz mi mówi jak będą do 15 min... ale czy zdążę?
          Nilem miała róże te skurcze i ją odsyłali a czy wy macie jakąs radę?
        • maurra Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 17:57
          Trzeba się było odpowiednio nastawić i rodzić do końca bez zzo a dopiero wówczas
          generalizować, że coś jest do wytrzymania.
          Coś słabo się nastawiłaś;p
          • nilem Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 19:58
            Widzisz. Wzięłam zzo, z tego samego powodu, dla którego kiedy boli mnie głowa (a
            ból jest iks razy lżejszy) biorę tabletkę. Kiedy mam opcje: męczyć się albo
            sobie pomóc, wybieram bramkę numer dwa.

            Przykro jest czytać takie wypowiedzi jak Twoja - bez sensu złośliwe i nic nie
            wnoszące do dyskusji.
            Ale cóż, w naszym kraju ciągle osoby odnoszące sukcesy są postrzegane jako
            przekręciarze i złodzieje..
            • fanfagoria Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 13:23
              nilem - gratulacje. Napisałam do Ciebie na priv.
        • orgellaa Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 22:14
          a mi się wydaje, że część dziewczyn nie chce przyjąć do wiadomości, ze poród boli.
          boli i to mocno.
          jedne mniej, inne mocniej. i trzeba ten ból zaakceptować.
          mi pomagało "wydychanie bólu, wdychanie energii". i tylko to miałam w głowie.
          wydychałam ból, wdychałam energię. i tak zupełnie serio- najwięcej zależy od
          samej rodzącej (przy prawidłowo przebiegającym porodzie) i jej nastawienia.

          i dołączam się do gratulacji dla autorki wątku smile
          (jak byłam w ciąży, to bardziej mnie podnosiły na duchu takie właśnie relacje,
          niż koszmarne wspomnienia)
          • nilem Re: nienawidzę takiego generalizowania : 03.07.08, 01:43
            O właśnie! Tego argumentu mi zabrakło. Przy PRAWDIŁOWO PRZEBIEGAJĄCYM porodzie
            bardzo dużo zależy od Was. W momencie komplikacji - zaczynają się schody, o
            których pisać nie będę, bo te mnie szczęśliwie ominęły.
      • amerrill Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 10:43
        Każda z nas wie, że poród to rzecz niefajna. Każda z nas ma inny próg bólu i
        inaczej odczuwa skurcze, nawet ta sama rodząca po raz drugi też będzie się
        inaczej czuła. Musimy być świadome, że może to potrwać 3 godziny, 9 lub 30 i
        moim zdaniem najlepiej być nastawionym na najmniej optymistyczną wersję, bo
        jeśli będzie krócej i mniej boleśnie, to będzie to tylko miła niespodzianka, a
        urodzić i tak trzeba, bo nikt inny tego za nas nie zrobi smile))
        • agatka.007 Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 11:12
          Relacja super i warto pisac o dobrych porodach.
          Urodziłam troje dzieci i czeka mnie w najbliższy czasie kolejny poród.
          Wiem, co mnie czeka, znam swoje ciało i wiem co mam robic by było dobrze dla
          dziecka ale wiem też ,ze ból porodowy jest ogromny, wypelniał całą moją osobę
          jak ocean, za każdym razem myślałam ,ze nie wytrzymam, ale wytrzymałam.I
          zapomniałam o całym trudzie widząc na sobie dziecko, na mnie maleńswto za każdym
          razem działało, patrząc na nie nie mogłam opanowac łez szczęścia i wruszenia.
          Tak było ze mną.
          nie miałam znieczulenia, własnej położnej czy luksusowej sali, wystarczył mi mąz
          , który pomagał i był na każde zawołanie, a pod koniec wystarczyły jego oczy i
          czułe ręce, którymi chciał ulżyc mi w bólu.
          Pozdrawiam wszystkie mamy przed jak i po porodzie.
          • mad-25 agatka.007 Piękny post :)) 01.07.08, 11:28

      • memphis90 Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 17:04
        Z tego, co ja przeczytałam, autorka rodziła PÓŁTOREJ doby, więc nie wiem, czemu
        się pieklisz. Masz do niej pretensje, że wytrzymała i nie odczuwa perwersyjnej
        potrzeby nastraszenia przyszłych rodzących? Można sobie pisać, że ból jest
        potworny i nie do przeżycia, a nie wolno, że do zniesienia? Ja naprawdę nie
        rozumiem skąd ten brak empatii u kobiet? Czy jak masz dziecku posmarować kolano
        wodą utlenioną, to najpierw opisujesz, jaki to potworny, szczypiący ból i jak
        będzie okropnie?
        • kruche_ciacho Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 17:15
          dokładnie memphis, popieram w 100%
        • maurra Re: nienawidzę takiego generalizowania : 01.07.08, 18:31
          nie chodzi o prawo do posiadania i opisywania dobrych wspomnień z porodu
          tylko zbędne generalizowanie, które założycielka wątku uprawia jak najbardziej
          • artdesign84 maurra - popieram w 100 % i dziękuję 02.07.08, 01:31
            o to mi chodziło
          • kruche_ciacho Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 09:20
            GENERALNIE to porod boli
            a autorka opisala swoje subiektywne odczucia poporodowe

            nie rozumiem dlaczego niektóre kobiety tak boli że inne mają dobre
            wspomnienia po porodzie
            • maurra Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 09:25
              > nie rozumiem dlaczego niektóre kobiety tak boli że inne mają dobre
              > wspomnienia po porodzie

              nie tylko tego nie rozumiesz najwyraźniej
              • kruche_ciacho Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 11:02
                szerokich horyzontów tobie również bym nie przypisała
                chora zazdrość
                • maurra Re: nienawidzę takiego generalizowania : 02.07.08, 12:26
                  skoro już musisz się ponakręcać wyimaginownym problemem
                  to nie będę ci przeszkadzać w polowaniu na "wrogów dobrych wspomnień z
                  porodówki" :lol:


        • artdesign84 memphis90 02.07.08, 01:30
          nie, ale też nie mówię że jest to super... nie wypowiadam się w tej
          kwesti bo wiem że każdy czuje ból inaczej
        • artdesign84 to któraś z nas źle czyta ... 02.07.08, 01:36
          bo ja widzę : "Rodziłam w sumie 9 godzin, z czego tylko 2,5 ze
          znieczuleniem, wiec wiem o
          czym mówię"
        • artdesign84 ps .. memphis90 02.07.08, 01:38
          a gdzie widzisz jakąś pretensję???????????????????????????
          ja poprostu napisałam w imieniu tych kobiet które nie miały tak
          łatwego porodu i generalizowanie że wszysystko zależy od nastawienia
          to ch*j prawda...
          bo ja miałam doskonałe nastawienie a skończyło sęto katasroficznie
          pa
          • alpepe do artdesign84 02.07.08, 17:12
            dzięki, że poruszyłaś tę kwestię, tez mnie to zmierziło.
            rodziłam dwa razy, naturalnie, bez znieczulenia i bolało tak bardzo, że lekarze
            myśleli, iż odpływam z bólu, wypytywali mnie o nazwisko, adres zamieszkania itp.
            A ja byłam świadoma tego wszystkiego, ale ból był straszliwy, aczkolwiek
            nastawienie miałam super, to moje dziecko, wreszcie będzie z nami, nie musi
            boleć itp.
    • attiya Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 11:31
      gratulacje i z powodu zdrowej panny i zpowodu bardzo optymistycznej
      i podnoszącej na duchu relacji - trzymaj się cieplutko smile
      • lavia78 Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 11:51
        świetny postsmilegratuluje córeczki, fajnie że wśród opisów wielkiego bólu(vel
        czasem żalu) są tez opowieści...że ból jest ale da się go znieść (wiem że to
        różnie bywa ale po co generalizować każda z nas....będzie miała inne
        wspomnienia) gratuluje zatem miłych wspomnień i super położnejsmile
        • puellapulchra Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 01.07.08, 15:03
          No to i ja opiszę trochę mój poród; zaczęło się od wizyty w szpitalu
          na KTG (4 dni po terminie), kiedy to lekarz stwierdził rozwarcie na
          3,5 cm, szyjka była gładka itp. powiedział, że nie puści mnie w tym
          stanie do domu i że przyjmują mnie na oddział. Po wypełnieniu
          wszystkich papierków spytał, czy chcę urodzić dzisiaj. Odrzekłam, że
          tak, bo byłam już zmęczona ciążą. Położono mnie na porodówce,
          podłączono do KTG. Skurczy nie było, ale rozwarcie się powiększało.
          Zdaniem lekarza bez skurczy nie da się urodzić, więc postanowił
          przyśpieszyć - oczywiście za moją zgodą. Przebił pęcherz płodowy, po
          godzinie, kiedy skurczy nadal nie było podali mi oksytocynę. I się
          zaczęło! Skurcze co minutę, bolało jak diabli. Nie chciałam ZZO,
          później żałowałam, zwłaszcza że po oxy przerwy między skurczami były
          tak króciutkie, że nie nadążałam odetchnąć przed następnym. Pół
          godziny w wannie i rozwarcie zrobiło się pełne. Pogrzebałam dumę i
          kulturę i na skurczach darłam się ile sił w płucach, jak kazano mi
          przeć, parłam i błagałam o znieczulenie. Najgorsze przyszło później,
          jak przyszły prawdziwe skurcze parte - nie miałam już siły przeć,
          zaczęłam mieć problemy z oddychaniem, dostałam tlen. Podjęto decyzję
          o vacuum, bo dzidzia już weszła w kanał rodny i bez parcia mogło się
          to źle skończyć. Do vacuum położna mnie nacięła i wtedy,
          jak "montowali" we mnie tę pompę bolało najbardziej, podobno darłam
          się na lekarzy, kazałam się zostawić w spokoju itp. smile Pomimo
          vacuum, musiałam przeć, by urodzić małą i - znacie to uczucie -
          poczułam się szczęśliwa, że to już koniec. Łożysko wyskoczyło na
          następnym skurczu, niemal bezboleśnie. Tak to wyglądało faktycznie,
          ale... od podania oxy do urodzenia małej upłynęło 2 godziny i 45
          minut, więc w porównaniu do Was, jak piszecie, cierpiałam króciutko.
          Jeszcze jak byliśmy na porodówce, mąż mnie pytał, czy nadal chcę
          mieć więcej dzieci, odrzekłam, że oczywiście smile
          Mam tylko żal do położnej, że za wcześnie kazała przeć, bo być może
          obyłoby się bez vacuum i nacięcia, ale z drugiej strony - może
          musiałabym się męczyć dłużej. Mimo tego, mam zamiar urodzić jeszcze
          jedno, sn jak da radę, ale nie pogardzę ZZO smile))
          Pozdrawiam wszystkie mamuśki!
    • landri83 dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 10:05
      Dziekuje za fajna, zywa relacje smile U mnie ten dzien zbliza sie wielkimi krokami i mam nadzieje, ze wspomnienia bede miala dobre!

      Co do wspomnien po porodzie - mysle, ze nie zalezy to tylko od odpornosci na bol, ale tez od usposobienia. Bo pamiec o bolu z czasem sie zaciera. I tak moja mama, ktora oprocz mnie urodzila (1989 rok, czyli 100% "na zywca") blizniaki o porodzie opowia z humorem i cieplem, choc spotkaly ja wszystkie "przyjemnosci" z tamtych czasow, a ciotka straszy masakra. No ale moja mam jest w ogole usmiechnieta optymistka, a ciotka straszna cierpietnica wink

      Mam nadzieje, ze niezaleznie od przejsc po pewnym czasie bede potrafila opowiadac tez o tych nienajfajniejszych momentach (oby ich bylo jak najmniej) z usmiechem big_grin
      • monko Re: dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 11:48
        ja bym chciała serdecznie podziękować nilem za super fajną relację
        porodową plus pogratulować zdrowej dzidzi.
        a co do artdesign i maurry to zdecydowanie zgadzam się z opinią
        memphis. jak artdesign ma jakąś traumę to niech to wyrzuci z siebie
        i ją opisze ale w innym wątku.
        • maurra Re: dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 11:57
          a jak monko ma problem z akceptacją poglądów artdesign i maurry, to niech sobie
          monko artdesign i maurrę wygasi w ustawieniach
          • dzoaann Re: dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 12:23
            Rodziłam dwa razy, za każdym razem byłam optymistycznie nastawiona do porodu,
            świadoma tego, że może być róznie, "wyedukowana" w sposobach relaksacji i
            radzenia sobie z bólem i miałam dwa kompletnie różne porody.
            Jeden "podręcznikowy" jak z opisów fundacji RpL- z bolem niesamowitym, który
            udało mi sie wytrzymac i cudownym uczuciem , gdy położono mi synka na piersi.
            Drugi poród pokomplikowany, niesamowicie "medyczny"- kupa leków, kroplówek,
            próżnociąg itp. a na koniec zero ulgi zero tej fascynacji, miłości do dziecka w
            pierwszych chwilach, wzystko przyszlo póżniej.

            Tak więc nie wszystko ABSOLUTNIE zalezy od nastawienia, bywa różnie i po prostu
            nie trzeba generalizować.

            Fajnie sie czyta posty o dobrych porodach i każda z nas bedąc w ciąży potrzebuje
            takiego wsparcia, zamiast straszenia. Ale nie można zapominać, że bywa żle i
            odmawiać racji kobietom, które bólu nie wytrzymały, dla których poród był traumą.
            Wszystko trzeba potrafić ubrać w słowa, opisać SWOJE doświadczenia i tyle, bez
            uogólniania, bo jednych to pocieszy, a drugich zdenerwuje.

            Mam nadzieje, że za niecale dwa miesiace ja również będę mogła podzielic się
            pozytywnymi wrażeniami z trzeciego porodu, do którego jestem nastawiona bardzo
            optymistyczniesmile i że uda mi sie tym postem nie rozpetać typowej burzy na forum
            i nikogo nie urazić, ani nie wystraszyć.
            pozdrwaiam
            A.
            • aleosochozi Re: dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 14:48
              smile Nikogo nie urazić, ani nie wystraszyć to pewnie będzie trudno, bo
              nawet jak opiszesz pozytywne doświadczenia z porodu, to zaraz kilka
              dziewczyn nie wytrzyma i odpisze Ci mniej więcej w te słowa: "super,
              gratuluję maluszka, a więc ja opiszę swoje nieco gorsze przeżycia.."
              i daaaaawaaaaj o próżnociągach i nie działającym ZZO.
              No i słusznie bo czasem jest tak, a czasem jest tak. Ja tam lubię te
              straszne opowieści - i tak mnie one nie paraliżuja strachem, a
              lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.
              Inna sprawa, że wolałabym żeby zostawić w spokoju takie pozytywne
              wątki jak ten, a jak ktoś chce sie podzielic traumą to niech zakłada
              sobie osobny, krwawy wątek.
              A generalnie to wyniki badań mówią, że dobrze rodzą kobiety o
              średnim natężeniu lęku. Źle rokuje mega panika (wiadomo, odejmuje
              rozum)oraz kobiety które twierdzą, że w ogóle sie nie boją - czyli
              na maksa zaprzeczają (potem byle utrudnienie powoduje szok i brak
              współpracy).
              • variuss Re: dziekuje i wspomnienia porodowe 02.07.08, 14:57
                > Ja tam lubię te
                straszne opowieści - i tak mnie one nie paraliżuja strachem, a
                lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.
                Inna sprawa, że wolałabym żeby zostawić w spokoju takie pozytywne
                wątki jak ten, a jak ktoś chce sie podzielic traumą to niech zakłada
                sobie osobny, krwawy wątek. <

                Popieram! Ja czytam i te miłe i te bardzo niemiłe opisy- bo taki
                jest lajf - jak pudełko czekoladek- nigdy sie nie wie na co się
                samemu trafi. Jestem z tych, które wolą znać różne opcje i wiedzeć,
                że może być i czarny i różowy scenariusz i nic na to nie poradzimy
                (nawet z najlepszym nastawieniem).
                Apeluję! Zostawmy ten watek jako gratulacyjny, a jak ktoś się chce
                podzielić swoimi niezbyt miłymi wspomnieniemi to proszę -
                zakładajcie nowy wątek. Takie wątki też są potrzebne!!!
                Nie ma sensu sie kłócic: kto miał gorzej, kogo bardziej bolało itp-
                to zbyt subiektywne uczucia.
                Pozdrawiam mamuśki obecne i przyszłe - i wrzućcie więcej luzuuuuuu!!

    • tasiaanunia Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 02.07.08, 15:57

      Czytając wszystkie posty doszłam do wniosku że pisanie o tym że - mój poród był
      gorszy ,bardziej bolało- wygląda jak licytacja. Przecież każda z nas wie że
      urodzenie nie jest wyjazdem na wakacje ale ciężkim przeżyciem niezależnie czy
      bolało czy nie. Ja teraz jestem w 25tc i od 6tyg mam ciągłe bóle krzyżowe pleców
      nie mogę chodzić i nie mogę żadnych leków. Boli ale się
      przyzwyczaiłam.Pierwszego syna rodziłam 10lat temu poprzez cc . Wszystko było ok
      ale personel zawalił kiedy mi kazali wstać a ja nóg jeszcze nie czułam!Wiec
      teraz dużo czytam o PN i wiem ze będzie bolało. Wiem że nie będę miała
      znieczulenia--bo mnie na nie nie stać--Staram się psychicznie przyzwyczaić do
      porodu choć moze dla niektórych brzmi to dziwnie. Mam tylko nadzieję że teraz
      będzie inaczej niz 10lat temu i z niecierpliwością czekam na mojego synka....i
      mimo pozytywnego nastawienia i tak się boję!

      Nilem GRATULUJE udanego porodu i córeczki...pozdrawiam serdecznie
    • korlewna Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 02.07.08, 18:47
      Przede wszystkim gratuluję Mamo. NIech córcia chowa się zdrowo i
      rozwija idealniesmile. I cierszę się, że miałaś dosyc łatwy poród (bo
      każda kobieta powinna miec taki)... (i troszkę zazdroszczę)


      NIe zmienia to jednak faktu, ze w moim odczuciu generalizujesz (z
      czym Ty sama się nie zgadzasz, ale skoro kilka dziewczyn to
      stwierdziło, to może przyjmij za fakt taki, a nie inny odbiór
      Twojego opisu...)


      Dołożę mój komentarz, a dokładnie te momenty, w ktorych nie zgodze
      się z Tobą.

      > W trakcie skurczów, starałam się pamiętać CO SIĘ DZIEJE, PO CO i
      DLA KOGO, nie
      > skupiać na bólu, nie wpaść w panikę, bo wiedziałam, że mogę tylko
      zaszkodzić
      > sobie i rodzącemu się dziecku.<
      Masz 100% racji, ale bywa tak, ze kobieta nie jest już w stanie
      pamiętać co się dzieje... np. wtedy, kiedy ma za sobą dużo gorsze
      przezycia porodowe niż Ty.


      >tak. DA SIĘ urodzić pierwszy raz bez i nie popękać, nie być
      > nacinaną, ale faktycznie - musi chcieć i położna i rodząca<
      Czasem się udaje, a czasem nie (mimo najszczerszych checi zarówno
      położnej, jak i rodzącej).



      > Kolejna sprawa - świadomie zrezygnowaliśmy z prywatnej położnej na
      rzecz
      > znieczulenia. Jak dla mnie najlepsza decyzja. Obca osoba stercząca
      nam nad
      > głową całe 9 godzin była zupełnie niepotrzebna. <
      Czyli świadomie wybrałaś odebranie sobie bolu, a nie bezpieczeństwo
      dziecka... tak to jakoś wyszło (nic, nie czepiam sie, może tylko tak
      napisane,albo ja dziwacznie zrozumialam, a intencja była inna). U
      mnie akurat zoo, ktorte spowalnia często akcję porodową, byloby
      zabójcze (prawdopodobnie) dla dziecka i cieszę się, ze byli ze mną i
      lekarze i położne...


      > I na koniec. To nie jest tak, że dziecko położone na piersi
      wynagradza trudy
      > porodu. Że w sekundę zapomina się o bólu. Zu mi niczego nie
      wynagrodziła, nie
      > zadziałała jak środek na wymazujący pamięć. Ona po prostu się
      pojawiła i cała
      > reszta przestała mieć znaczenie.<
      I tutaj także się nie zgodze... mi synek wynagordził wszystko, cały
      okres starania się o Niego, klinikę, przeleżaną (bo zagrożona)
      ciażę, ale przede wszystkim bardzo trudny (i dla mnie, i dla
      lekarzy) poród... I w sekundę zapomniałam o bólu.

      I jeszcze... kazdy czlowiek ma inny próg bólu, każdy człowiek w inny
      sposób oczuwa to samo zjawisko, wiec nie mozna pisać "nie da
      się", "da się"... itp.
      • nilem Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 03.07.08, 01:52
        korlewna napisała:

        > Przede wszystkim gratuluję Mamo. NIech córcia chowa się zdrowo i
        > rozwija idealniesmile. I cierszę się, że miałaś dosyc łatwy poród (bo
        > każda kobieta powinna miec taki)... (i troszkę zazdroszczę)

        BArdzo dziękujęsmile

        > NIe zmienia to jednak faktu, ze w moim odczuciu generalizujesz (z
        > czym Ty sama się nie zgadzasz, ale skoro kilka dziewczyn to
        > stwierdziło, to może przyjmij za fakt taki, a nie inny odbiór
        > Twojego opisu...)

        Ech. Gdybym wiedziała, że taką aferę może wywołać jedno określenie, 10 razy
        zastanowiłabym się przed napisaniem tego posta.
        Poprawiam się wiec - DLA MNIE ból był absolutnie do zniesienia. Ile w tym
        zasługi tego że starałam się nie wpadać w panikę, a ile dobrej karmy - nie wie
        niktwink

        > Dołożę mój komentarz, a dokładnie te momenty, w ktorych nie zgodze
        > się z Tobą.
        > Masz 100% racji, ale bywa tak, ze kobieta nie jest już w stanie
        > pamiętać co się dzieje... np. wtedy, kiedy ma za sobą dużo gorsze
        > przezycia porodowe niż Ty.

        Z całą pewnością.

        > >tak. DA SIĘ urodzić pierwszy raz bez i nie popękać, nie być
        > > nacinaną, ale faktycznie - musi chcieć i położna i rodząca<
        > Czasem się udaje, a czasem nie (mimo najszczerszych checi zarówno
        > położnej, jak i rodzącej).

        Też się zgadzam. ;]

        > > Kolejna sprawa - świadomie zrezygnowaliśmy z prywatnej położnej na
        > rzecz
        > > znieczulenia. Jak dla mnie najlepsza decyzja. Obca osoba stercząca
        > > nam nad
        > > głową całe 9 godzin była zupełnie niepotrzebna. <
        > Czyli świadomie wybrałaś odebranie sobie bolu, a nie bezpieczeństwo
        > dziecka... tak to jakoś wyszło (nic, nie czepiam sie, może tylko tak
        > napisane,albo ja dziwacznie zrozumialam, a intencja była inna).

        BEZPIECZEŃSTWO dziecka? Chcesz przez to powiedzieć, że prywatna położna
        gwarantuje większe bezpieczeństwo przy porodzie niż położna która należy mi się
        jak psu kość?
        Rodziłam w szpitalu, w którym bez względu na to którą opcję się wybiera ma się
        zapewniony wysoki standard opieki. Położna, z którą rodziłam pojawiała sie
        zawsze wtedy, kiedy była taka potrzeba. Zadbała o wszystko dokładnie tak, jak
        zadbać powinna. Taka manipulacja słowem jaką zastosowałaś w tym przypadku jest
        moim zdaniem lekkim przegięciem.

        > U mnie akurat zoo, ktorte spowalnia często akcję porodową, byloby
        > zabójcze (prawdopodobnie) dla dziecka i cieszę się, ze byli ze mną i
        > lekarze i położne...

        Z tego co wiem, zzo podane w ODPOWIEDNIM momencie, przyspiesza akcję. Ale głowy
        nie dam.
        Druga sprawa - mi zzo pomogło odpocząć przed partymi - pisałam że akcja porodowa
        rozpoczęła się praktycznie 24 godziny przed tym jak wylądowałam w szpitalu, noc
        poprzedzającą poród spałam jakąś godzinę.
        Gdyby nie te dwie godziny z znieczulenia, podejrzewam, że nie miałabym siły na
        końcówkę.

        > I tutaj także się nie zgodze... mi synek wynagordził wszystko, cały
        > okres starania się o Niego, klinikę, przeleżaną (bo zagrożona)
        > ciażę, ale przede wszystkim bardzo trudny (i dla mnie, i dla
        > lekarzy) poród... I w sekundę zapomniałam o bólu.

        A dla mnie dziecko nie jest po to, żeby cokolwiek wynagradzać. Ale to już spory
        czysto semantyczne, które możemy sobie darować.

        > I jeszcze... kazdy czlowiek ma inny próg bólu, każdy człowiek w
        > inny
        > sposób oczuwa to samo zjawisko, wiec nie mozna pisać "nie da
        > się", "da się"... itp.

        Oczywiście. Ale. Są różne metody walki z bólem - nie tylko farmakologiczne,
        także te psychologiczne,
        uznawane i stosowane przez lekarzy na całym świecie - czyli jednak to podejście
        COŚ daje.
    • gioseppe Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 02.07.08, 22:29
      fajny opis smile
      gratuluje Zuzi wink
    • pinkdot Re: Urodziłam - dłuuuuga relacja;) 03.07.08, 09:44
      Dzieki za swietnego posta Nilem i gratuluje maluszka.
      Osobiscie (podkreslam, ze jest to subiektywna opinia, by nikt sie na
      mnie nie obrazal…wink uwazam, ze kwestia nastawienia do bolu jednak
      jest wazna.
      Pamietam jak w liceum chodzilam do dentystki szkolnej – sprzet
      przedpotopowy, wiertarki prawie na korbke (takie wolnoobrotowe),
      brak mozliwosci znieczulenia. Wiercenie trwalo wiecznie i bywalo
      bardzo bolesne – wmowilam sobie jednak, ze lubie ten bol i
      przetrwalam wszystkie wizyty. Odtad UWIELBIAM chodzic do dentysty i
      zawsze lecze zeby bez znieczulenia. Boli – owszem, ale uwazam, ze to
      dobry bol – dentystka wie, ze zab nie jest martwy, kiedy podchodzi
      blisko nerwu – doskonale nam sie razem wspolracuje.
      Wiem, ze porownywanie bolu porodowego z wizyta u dentysty jest jak
      najbardziej nietrafione, ale chodzi mi tylko o podkreslenie faktu,
      ze nastawienie do bolu JEST wazne, i MOZE cos dac.
      Dlatego tez ciesze sie, ze wsrod tych wszystkich “hardcorowych”
      relacji mozna napotkac takie posty jak ten Nilem. Nie jestem typem
      pesymistycznym i przez pozostale 5 miesiecy bede sie nastawiac na
      takie pozytywne doswiadczenie narodzin mojego dziecka. Jesli bedzie
      inaczej…coz. Przynajmniej bedzie to “tylko” te x godzin cierpienia a
      nie 5 miesiecy bladego strachu przec cierpieniem bo naczytalam sie
      ostrzegawczych relacji kolezanek forumowych + x godzin meki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka