Przed ciążą w mojej lodówce były zwykle takie produkty:
mleko 1,5%, margaryna, ser biały chudy, szczypiorek, pomidory,
rzodkiewki, marchew, papryka, ogórki, sałata, jogurty, ser żółty,
chuda wędlina raczej przeważnie drobiowa, jajka.
Z produktów obiadowych często gotowaliśmy różne zupy warzywne, chude
mięsko pieczone lub gotowane, rzadko czerwone. Smażone rzeczy góra
raz w tygodniu. Mnóstwo warzyw surowych i gotowanych. Często
pieczona ryba, 2 razy w tygodniu w ogóle obiady bez mięsa.
Do tego owoce.
Ostatni posiłek o 18.
No wiec tak jestem przyzwyczajona od prawie 30 lat.
Wyniki badań mam gitara, nie mam nadwagi, żadnych chrost i problemów
skórnych więc mogę przyjąć że taka dieta mi służy.
W czasie ciąży nie widzę powodu do drastycznej zmiany diety.
Zmieniłam tylko margarynę na masło, kupiłam sobie płatki śniadaniowe
z błonnikiem w wiadomych celach, odstawiłam kawę i raczej piję
zieloną herbate niż czarną.
Nie kupuję tylko: serów pleśniowych, wątróbki i podrobów, pasztetów
z tymi rzeczami, wędzonych ryb, w ogóle odpychają mnie rzeczy w
puszkach i w occie.
Z soków w kartonach przerzuciłam sie nawet na domowy kompocik
owocowy mniam mniam + kubusie.
Na deser kisiel zamiast lodów, owoce zamiast ciastek - no staram sie
jakoś tutaj nad sobą panować

.
Czy ja cos robię źle?
Spędziliśmy właśnie weekend u Teściów, i moje śniadanie złożone z:
- chleb graham z serkiem almette i pomidorem
- chlep graham z masłem i miodem
- herbatka z cytryną
zostało skrytykowane i usłyszałam, że dziecko będzie anemiczne!
Teściu zaproponował mi zamiast tego:
- śledzika lisner ze śliwkami
- tatar (TAK, tatar!)
- salceson
- jakieś krabowe mielone paluszki
- kiełbase na ciepło.
Bosze, jak sobie radzić z takimi ludźmi co przez cały dzień mi każą
jeść bez przerwy i jeszcze wmuszają jakieś okropności???
Teściowie ciągle mnie zahaczają co godzine że mam jeść, to i tamto,
ciągle mi chcą dokładać za dwóch.
Przecież i tak odkąd jestem w ciąży jem więcej bo czuję głód, ale
chyba sama czuję że już się najadłam?
Na siłę mi smarują kromki albo nakładają mięso i ziemniaki.
Grzecznie im odmawiam i zostawiam to potem na talerzu, ale naprawdę
nie wiem jak mam ich powstrzymać przed takimi akcjami???
Raz już prawie wstałam i wyszłam.
Chyba w końcu nie wytrzymam i wybuchnę.