Dodaj do ulubionych

Poród "na oksytocynie"

22.10.03, 17:21
hej.
Dziewczyny, chciałabym zasięgnąć pewnej informacji - w przyszłym tygodniu
pewnie zapytam lekarza, ale może ktoś mi to wyjaśni...
o tóż dzisiaj rozmawiałam ze znajomą, która opowiadała o swoim porodzie.
Odeszły jej wody, pojechała do szpitala i dostała oksytocynę. urodziła w
ciągu czterech godzin, ale poród wspomina jako koszmar.

ja rodziłam pierwsze dziecko dość długo, bez wspomagania, i ból był naprawdę
do zniesienia.

Ale teraz się niepokoję. Bo tego nie rozumiem - skoro już wywoła się
regularne skurcze, to czy zawsze siedzi się pod kroplówką do samego końca?
Czy nie zdarza się, żeby została na wczesniej odłączona, tak żeby poród
toczył się swoim biegiem?

Szczerze mówiąc, obawiam się, jak to bedzie, a jesli i ja trafię pod
kroplówkę? Jak długo czeka się z wywołaniem porodu, jeśli wody odeszły, a
akcji nie ma?
Podzielcie się, proszę, swoimi doświadczeniami...
Obserwuj wątek
    • sabina74 Re: Poród "na oksytocynie" 22.10.03, 18:13
      Rodziłam ponad 4 tygodnie temu. Zaczęło sie od tego, że odeszły mi wody płodowe
      (w zasadzie sączyły się)(około 5 rano). Pojechałam do szpitala z bardzo
      nieregularnymi skurczmi. Po wszelkich formalnościał położyli mnie na łóżko
      porodowe (około 7.30) i podłączyli do kroplówki oksytocynowej (około 8.30).
      Faktycznie ból był potworny (skurcze co 3 minuty), no ale nie mam doswiadczenia
      w porodzie ze skurczami naturalnymi (choć te nieregularne prawie wcale mnie nie
      bolały). Skurcze miałam przez 5 godzin do pełnego rozwarcia, ale niestety nie
      mogłam rodzić naturalnie bo dzidzia źle wstawiał się główką i poród mógłby
      zakończyc się kleszczami lub próżniociagiem, wiec zabrali mnie na cesarskie
      cięcie. Podsumowując: poród wspominam jak coś najgorszego co mogłoby mi się
      przydarzyć w życiu. Pozdrawiam i życzę porodu innego niz mój. Sabina
    • apja Re: Poród "na oksytocynie" 22.10.03, 19:31
      Ja rodziłam na oksytocynie. Ból był koszmarny ale (jak widać jeszcze żyję)też
      do zniesienia. opiszę ci jak to było 7 maja 1997 roku.
      O godz. ok 14 zostałam zbadana okazało się że mam rozwarcie na 3 palce a
      bóli.... jak nie było tak nie ma. O 15:15 dostałam pierwszą kroplówkę zeszła
      szybko, położyli mnie na sali nadal tej co leżałam. O 19 sprowadzili na
      porodowkę i tam dostałam drugą kroplówkęale nie pamiętam już jak długo
      zchodziła. O 21:05 urodziłam. Nie martw się nie jesteś cały czas do niej
      podłączona.
    • grrrrw Re: Poród "na oksytocynie" 22.10.03, 19:41
      Moj ciagnał się ponad szesc godzin, a był meczacy dlatego,ze nie dali sie
      ruszyc, ciagle mi cos badali, nawet na bok nie mogłam sie przeekrecić. Gorzej
      jakbym ze szczecina do Przemysla na stojąco w toalecie jechała !!!
      Ale okres skurczy partych był całkiem-całkiem. Nawet, powiedziałabym,
      przyjemność w porównaniu do okresu rozwierania.
    • anna.michal Re: Poród 'na oksytocynie' 22.10.03, 19:56
      Do szpitala trafiłam koło godziny 11. Ponieważ akcja porodowa nie postępowała -
      częste skurcze, ale słabe - o godz 13 (chyba, nie dam sobie uciąć głowy)
      dostałam kroplówkę, z którą się już nie rozstałam, aż do końca (15:50).
      Porównania nie mam, ale nie wydaje mi się, żeby było tragicznie - najgorzej
      było koło 7-8cm (tak też mówiły położne w szkole rodzenia) ale do przeżycia.
      Potem było już tylko lepiej. A teraz w ogóle tego nie pamięam. (mineło prawie
      1,5 roku). Acha, i nie miałam znieczulenia.

      Ania
    • ekachna Re: Poród 'na oksytocynie' 22.10.03, 20:21
      Podobnie jak dziewczyny u mnie poród nie postępował mimo wszelkich masaży i
      innych naturalnych metod. Trafiłam do szpitala o 1 w nocy, oksytocynę dali mi o
      12 w południe. Niestety potrzebowałam końskiej dawki aby cokolwiek się zaczęło.
      Ale kiedy wreszcie zaczęło działać byłam bliska wyskoczenia przez okno. Bóle
      były koszmarne.
      Teraz jestem w 23 tyg. ciąży i obiecuję sobie, że będę czekać w domu
      na "prawdziwy" poród, wolę rodzić dwa dni ale bez oksytocyny.
    • agab51 Re: Poród "na oksytocynie" 22.10.03, 20:50
      ja rodziłam swoje pierwsze dziecko pod wpływem kroplówki. fakt, było szybko i
      sprawnie, ale bardzo boleśnie. nawet jak dzidziuś już był na moim brzuchu to
      kroplówka dalej mi kapała, aż do samego końca. i nie wiem czemu to potem miało
      służyć, być może miało pomóc zwijać się macicy?.
      ja również niedługo mam termin i poród będzie w innym szpitalu niż poprzednio.
      i jak już bardzo dokładnie zorientowałam się, wszystkie ciężarne w dniu terminu
      zgłaszać się mają do szpitala i są kładzione pod kroplówką- tzw. teścik
      oksytocynowy. i tak jak mogę zrozumieć po co użyto kroplówki w pierwszym moim
      porodzie (minął 42 tydzień rozwarcie na 2 i zero skurczy), tak teraz nie jestem
      w stanie pojąć po co mi testy w DNIU TERMINU. przecież termin przewidywany to
      tylko średnia arytmetyczna!a dzidzia nie zna się jeszcze na kalendarzu!.
      gdy próbowałam rozmawiać z lekarzem ( notabene ordynatorem) a także z położnymi
      na oddziale, to wyjaśnienia ich nie daly mi żadnej odpowiedzi, za to na pytanie
      jak uniknąć tych teścików- urodzić przed terminem. a w ogóle, to okazało się,
      że niezgadzanie się na testy, to nieodpowiedzialność z mojej strony! chcę
      narażać własne dziecko! zafundowano mi też kilka opowieści o starzejącym się,
      wapniejącym łożysku, niedotlenienu dziecka, zielonych wodach i innych
      takich.horror.
      w tej chwili jestem jeszcze na lekach potrzymujących ciążę, ale z każdym dniem
      zbliża się termin porodu i coraz bardziej o tym myślę, jak by tu uniknąć
      kroplówki, jak by tu spowodować, bym sama zaskoczyła.
      bo najgorsze jest to, że gdy nie zgodzę się na te kroplówki, to będę mieć
      mnustwo nieprzyjemności, głupie komentarze. a to przecież nie tak że chcę
      narażać dziecko. chciałabym tylko (aż?) zaskoczyć sama, urodzić naturalnie. a
      przede wszystkim mieć wybór. i mieć tę szansę, bym mogła samemu urodzić bez
      wspomagacza. nawet jeśli to miało być 5 czy też 10 dni po termine.
      pozdrawiam cię serdecznie.
      aga i spółka.
    • ja275 Re: Poród "na oksytocynie" 22.10.03, 22:31
      .. a mnie podano oxytocyne i nic ... prawie zadnych skurczy, jedynie wody mi
      odeszly i to byla cala akcja porodowa, wszystko zakonczylo sie cc pozdraiam
    • kerstink Re: Poród "na oksytocynie" 23.10.03, 08:15
      Widac, ze u kazdej jest inaczej. Minimalna ilosc wod odeszla mi w nocy, rano
      pojechalam do szpitala, a polozna zdziwniona, czemu nie mam skurczy. Podlaczyla
      mi kroplowke i nic, musiala dopiero zwiekszyc dawke i powoli cos tam sie
      zaczelo. Ostatecznie bole byly porownywalne do tych przy pierwszym porodzie (bez
      oksytocyny), z tym ze juz bardziej wiedzialam co i jak.
      Kroplowke mialam podlaczona do konca, ale wydaje mi sie, ze nie leciala caly
      czas. Pozniej polozna dala mi cos innego, nie wiem co, bo bylo mi juz wszystko
      jedno, i potem momentalnie urodzilam. Napewno kroplowka nie przeszkadza przy
      porodzie w wodzie.
      K.
    • mama_wiktora Re: Poród "na oksytocynie" 23.10.03, 10:27
      Sądzę że ilość podawanej oksytocyny zmienia się w zależności od postępu porodu.
      Ja też jechałam na oksytocynie, bo wody odeszły, a skurcze były słabiusieńkie i
      rozwarcie żadne. Nie wspominam tego najlepiej, bo rzeczywiście strasznie to
      przyspiesza intensywność porodu, w końcu mały i tak się wstawił czółkiem i
      zrobili mi cesarkę (po 16 godzinach).
      Na razie się nie martw, oksytocyna chyba nie wyklucza zzo, upewnij się tylko,
      że w trakcie porodu będziesz miała na pewno wybór znieczulenia i lekarza,
      któremu ufasz przy sobie.
      Pozdrawiam
      gosia
    • kari7 Re: Poród 'na oksytocynie' 23.10.03, 10:35
      Ale to wcale nie jest tak tragedia.Ja przed kroplówką chodziałm poł godziny po
      korytarzu co wspominam koszmarnie bo ani mi nie było lepiej a w dodatku zaczęły
      mnie boleć nogi od tego maszerowania bo kazali mi to robic dosyć dziarsko.Ok.
      12 dostałam kroplówkę a urodziłam o 14.45. Ból był jak to ból przy porodzie,
      wtedy koszmarny a teraz to wydaje się że niesmile.Ale było szybko i wcale nie w
      głowie mi było wstawanie z łóżka - dlatego ja sobie bie wyobraząm jak można
      rodzić po kilkanście godzin.Tylko ze u jednych to przyspiesza , u inych nie
      działa.Ja miałm w dodatku rwę kulszową to dla mnie każde przekręcenie sie było
      komszamrem a nie wybrażm sobie jescze skakania na piłce.Jest szybcniej ale może
      bardziej intensywnie.
      Życzę zdrówka!
    • kasia_mm Re: Poród 'na oksytocynie' 23.10.03, 10:48
      a ja cię pocieszę - pierwszy poród mialam bez oksytocyny - byl krótki i bardzo
      intensywny ,skurcze zwłaszcza pod koniec były bardzo silne i niezbyt pzyjemne
      ale przeżyłamsmile))
      drugi poród był wywoływany hehe 4 razy: globuli, czopki, potem test
      oksytocynowy, potem znowu test - i nic - na złość słabe skurcze naturalne
      znikały po oksytocynie; i w końcu przyszedł TEN czas - zaczęło mnie coś kuc o
      11 ale ponieważ miałam kłopoty z wypróznianiem myślałam że to tosmile)) położna
      mnie przechwyciła w drodze do toalety i zaprosiła na fotel a tam - 4 cm!!
      (wszystko działo się półtora dnia po teście oksy) zadzwoniłam do męza -
      przyjechał o 11.20 kiedy mialam silne już bóle - przyszła położna i ciach - 6 cm
      chciałam iść pod prysznic ale zaczęło mocno "łupać" więc poskakałam sobie na
      piłce ... a o 12.05 młody już się do mnie tulił - 4300/59 cm więc nie oseseksmile))

      reasumując- porównuje ból 1 porodu bez oksy i skurcze przy oksy przy 2 porodzie-
      i dla mnie NIE MA RÓŻNICY
    • dora31 Re: Poród 'na oksytocynie' 23.10.03, 10:49
      Witam
      Ja pod kroplówkę "trafiłam" trzy dni po terminie.Lekarze stwierdzili,ze nie ma
      na co czekać-miałam rozwarcie na 5 cm,a zero skurczy.
      O 12:00 podłączyli kroplówkę, po 15 minutach przebili też błony,a o 13
      trzymałam już synka.
      Poród ten wspominam o wiele lepiej niż pierwszy,który był bez "wspomagania".
      Kroplówkę miałam do końca porodu,nie wiem czy coś leciało ...w każdym razie
      nie przeszkadzała.
      pozdrawiam
      Dorota

    • aniaop Re: Poród "na oksytocynie" 23.10.03, 11:00
      Nie wiem, jak w innych szpitalach, ale tam , gdzie ja rodzilam i jak twierdzi
      moja polozna, jesli odejda wody, a nie ma skurczy, to czeka sie 6 godzin, zeby
      organizm sam zaczal dzialc. Dopiero potem kroplowka. Pozdrawiam
    • isma Re: Poród "na oksytocynie" 23.10.03, 12:29
      Wody o 1 w nocy, marne skurcze, rozwarcie na dlon, zero bolu. Marsze po sali,
      brr. Kroplowka okolo 8 rano, 9.20 urodzila sie Miniatura. No, nie powiem, przez
      parenascie minut to cokolwiek bolalo (zwlaszcza w porownaniu z tym, co dzialo
      sie przez poprzedmie kilka godzin), ale do wytrzymania. Skurcze parte - tez
      zadnych wrazen, na trzecim dziecko sie urodzilo. Subiektywnie: najgorsze bylo
      zmeczenie z powodu tego wielogodzinnego chodzenia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka