shellerka
27.06.09, 11:15
Witam,
Widzę, ze odezwało się parę osób w obronie dobrego samopoczucia pani doktor.
Niestety uważam, że akurat to forum pod nazwą CIĄŻA BEZ LĘKU zobowiązuje
specjalistę z zasady swojej mającego NAS CIĘŻARNE uspokoić do nie siania
paniki, niepewności i lęku. To chyba logiczne.
Dla dziewczyn lubujących się w czytaniu koszmarków jest forum Poronienie i
kilka innych dotyczących trudnych ciąż.
Powiem tak - pierwsza ciąża zakończyła się w moim przyapdku poronieniem. Tak o
- w 12 tygodniu ciąży straciłam dziecko. Potem szukałam informacji o
przypadkach podobnych do mojego, ale do głowy by mi nie przyszło zakładanie
wątku o moim cierpieniu na forum Ci... w oczekiwaniu czy chocby tu (wtedy to
forum nie istniało)
Kolejna wyczekana ciąża przebiegała niby ok, aż tu nagle w szóstym miesiącu
trafiłam z ogromnym krwotokiem do szpitala, gdzie z przerwą tygodniową
(lekarze pozwolili mi wrócić, pod warunkiem lezenia - do domu) pozostałam już
do rozwiązania.
Miałam łożysko przodujące.
W czasie tego leżenia na patologii ciąży lekarze i pielęgniarki dbały, żebym
nie słuchała historii kolejnych pacjentek na temat ich PRZYPADKÓW. Bo kobieta
w ciązy, a już tym bardziej taka, obawiająca się naprawdę o swoją ciążę (a
takie zdaje się przychodzą na forum CIĄŻĄ BEZ LĘKU) jest o wiele bardziej
wrażliwa na wszelkie negatywne informacje).
Niestety nie udało się lekarzom uchronić mnie przed pewnym wydarzeniem.
Pewnego dnia, na sali obok mnie - już na porodówce, gdzie trafiałam regularnie
przy każdym krwotoku - przygotowywana do zabiegu CC była młoda dziewczyna. Jej
mama wciskała w nią jeszcze ostatnie drożdzóweczki, dziewcze wyzywało małzonka
ze nie skręcił jeszcze łózeczka i dopytywało czy wszystko w pokoju dziecka
gotowe jest na ich przybycie.
Pod wieczór odbyło się cięcie. Sala operacyjna była praktycznie na wprost
drzwi od mojej sali. Usłyszałam wychodzącego lekarza i cichą rozmowę, po czym
szloch męża i matki i ciche "jak to możliwe? to niemożliwe" I potem słyszałam
jak lekarz tłumaczy że to się czasami zdarza, dziecko urodziło się martwe,
matka dziecka jest spokojna, że przewiozą ja na sale gdzie nie ma matek z
ddziecmi...
To zdarzenie tak mną wstrząsneło, ze niestety ale potrzebna byla mi pomoc
psychologa szpitalnego. Pani doktor bardzo mi wtedy pomogla. Moja sytuacja
byla o tyle trudna, ze nie moglam uniknac takich widokow, doswiadczen. Bo tam
bylam. Gdybym mogla tego nie widziec, nie chcialabym. Tak samo jak nie chce
czytac o takich sprawach tutaj. Chcę tu widzieć, ze bedzie dobrze, ze w razie
jakis watpliwosci powinnam pojechac na IP i tam je rozwiac, a nie widziec
informacje o traumatycznym przezyciu pani doktor.
Ja wspołczuje. Zarowno pani, jak i pacjentce. Ale powtarzam - to nie to miejsce.
Ja nie czytam z zasady watkow wskazujacych na historie o poronieniach i
stratach dziecka. Dlatego zupelnie przyapdkiem trafilam na pani post. Bo nie
wskazywal takich tresci.
Ktos moze mi zarzucic, ze to forma wyparcia. Tak. Ale uważam, ze calkowicie
uzasadniona. Nie widze potrzeby dowiadywania sie o takich przypadkach. W tej
chwili zastanawiam sie, co jesli odklei mi sie lozysko (wczesniej przodujace
przeciez, wiec tym wieksze ryzyko w tej ciazy), a ja tego nei zauwaze...
Moze jestem przewrazliwiona, ale mysle ze nie tylko ja.
Pani pacjentka pozostaje pod opieka psychologa. My tu na forum - nie.