Dodaj do ulubionych

Szpitalne absurdy

22.07.09, 17:56
Gdy urodziłam pierwszą córkę, na obiad pacjentkom podano ziemniaki,
kotlet mielony i młodą kapustę.
Jakoś wktótce po obiedzie pojawiła się neonatolog, która z
oburzeniem, podniesionym głosem zapytała mnie:"I pani to zjadła?" Po
czym dorzuciła:"Przecież pani karmi, kapusta jest wzdymająca, nie
wolno jej jeść!".

Dokładnie nie pamiętam, jak na to zareagowałam, bo było to ponad 6
lat temu,a tkwiłam w poporodowym szoku (urodziłam miesiąc przed
termine), ale uważam to za absurd nad absurdami - przecież na tym
oddziale leżały matki karmiące, to dlaczego im zaserwowano takie
menu?


Z jakimi absurdami Wy się zetknęłyście?
Obserwuj wątek
    • ala.81 Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:01
      ja zostałam wyzwana, że zjadałam na śniadanie zupę mleczną smile heheh
      pielęgniarki pytały czy Alicji pisze się przez dwa i --->>>Alicii LOL big_grin
      a podczas tej ciaży musiałam sobie wykupić leki w aptece, które przepisał mi lekarz na odziale pat.ciąży tongue_out
    • sophie2202 Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:04
      Moze w polskich szpitalach gotuja dla całego szpitala i nie opłaca
      im sie wymyslać specjalnego menu dla jednego oddzdziału, jak nie
      wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o kase i oszczednosci.
      Za granica jest menu do wyboru i kazdy moze znalezc cos dla siebie
      odpowiedniego.
    • anettchen2306 Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:18
      1. Kazano mi (9 lat temu) odciagac pokarm laktatorem po kazdym
      karmieniu a takze miedzy karmieniami by pobudzic laktacje (i tak
      mialam ogromna ilosc mleka, bez dodatkowego "pobudzania"). Na efekty
      takiego "doradzania" nie czekalam dlugo - potezny nawal pokarmu.
      2. Slynny juz zakaz noszenia bielizny.
      3. Masowe kapanie noworodkow o godz. 4 nad ranem.
      4. Doradzanie diety eliminacyjnej "na wszelki wypadek" (bo "kapusta
      wzdyma", po kawie "dziecko ci bedzie wojowalo przez caly dzien", a
      po gazowanej wodzie mineralnej "obabelkuje sie"...)

      A propos szpitalnego jedzenia. To chyba jedynie w Pl istnieje cos
      takiego jak "dieta matki karmiacej". Za drugim razem nie rodzilam
      juz w Polsce, mialam do wyboru kilka dan ze szpitalnej kuchni i
      nigdy NIKT nie zasugerowal mi, bym czegos nie mogla zjesc. Podobnie
      postepowaly moje "sasiadki" z sal obok i jakos nie slychac bylo
      placzu dzieci bo je cos "wzdymalo". Jedno dziecko oplaci bolem
      brzuszka i kolkami surowke, ktora zjadla mama inne dostanie wysypki
      po zwyklym jablku, znakomitej wiekszosci maluchow to kompletnie
      zwisa i nie maja problemow z jadlospisem mamy smile Moj starszy syn
      mimo powyzszej diety eliminacyjnej miewal takie ataki kolki, ze
      pedzilismy z nim w nocy do szpitala, bo sinial od placzu. Przy
      mlodszej corce zjadalam wszystko, takze niechlubna kapuste i
      spaghetti bolognese z czosnkiem i nigdy kolki nie dostala.
    • szampanna Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:23
      Ja dostałam po porodzie przeciwbólowo na zwijającą się macicę lek,
      na którego składnik już na IP deklarowałam uczulenie sad Prawie się
      przekręciłam, nikt nawet nie przeprosił, a mnie polecono, jak
      doszłam do siebie, kupienie własnego Apapu, bo szpital nie ma uncertain
      • anettchen2306 Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:35
        Podpowiedzialas mi: mi tez podano po zabiegu (nieodklejone lozysko,
        krwotok i lyzeczkowanie pod pelna narkoza) pyralgine dozylnie
        (dostalam po niej zapasci), chociaz juz w karcie ciazy mialam wpis
        od mojej lekarki prowadzacej (pracowala w tyzme szpitalu), ze na
        pyralgine jestem uczulona (puchne w szybkim tempie). Na IP tez
        zapytano mnie o uczulenia i widzialam osobiscie, jak pielegniarka
        wpisuje pyralgine w karte przyjecia...
    • mond33 Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 18:47
      Chętnie dorzucę jeden z absurdów, z którym miałam do czynienia całkiem niedawno
      leżąc w miejskim szpitalu.
      Jeden z lekarzy (nie znam osobiście) robi mi po obchodzie usg. Ponieważ
      kompletnie nic nie mówi i cisza ta brzmi jakoś złowrogo, pytam: czy wszystko w
      porządku?
      " A czy uważa Pani, że na tym sprzęcie coś w ogóle widać? Dziecko żyje, tyle
      mogę powiedzieć"...padła odpowiedź.
      Tyle, to ja też wiedziałam. Bez komentarza.
      • zabulin Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 22:48
        Po porodzie (pierwsze dziecko) bardzo przejęta spytałam położnej co
        może jeść taka mama karmiaca.
        Wymieniła drób gotowany, chlebus z szyneczką, biszkopciki, itp., bo
        inaczej dziecko kole na 100% dostanie

        pól godziny póxniej przyszła iinna położna i to samo pytanie zadała
        jej sąsiadka z łózka: Odpowiedź była taka; Wszystko, nawet kapustę,
        wszystko co chcecie.

        Ten sam szpital, ten sam odział, to samo pytanie i badź tu mądry
        człowieku smile
      • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 10:18
        big_grin big_grin big_grin
        Genialne big_grin, po prostu robił swoje big_grin
    • nglka Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 22:58
      1. Kazano mi nie pić ile chciałam, bo będzie nawał pokarmu, dzięki czemu się
      odwodniłam a nawał oczywiście był - i to jaki!
      2. Kazano mi nosić stanik mocno obciskający piersi dzięki czemu miało nie być
      grud w piersiach (jest zupełnie odwrotnie ale to akurat wiedziałam)
      3. Kazano mi odciągać pokarm w pierwszych dobrach, żeby pobudzić laktację [...]
      4. Wciskano mi, że podanie butli noworodkowi nie zaburzy techniki ssania, bo
      dziecko szybko zapomina (taaaa.. z prędkością światła, tylko moje jakieś mało
      zapominalskie się okazało najwidoczniej)
      5. Sala, w której byłam z dzieckiem była lodowata i zawilgotniała, wiało
      strasznie i okna nieszczelne, obie z córką opatulone, młoda nabawiła się kataru
      i o mały włos nie zatrzymali nas tam na obserwację, gdzie pewnie jeszcze by mi
      się dziecko doprawiło.
      • nglka Re: Szpitalne absurdy 22.07.09, 22:59
        A, no i na każdym obchodzie lekarz chciał mi aplikować Ketonal mimo, żena
        czerwono w karcie miałam napisane i capsem: KETONAL - UCZULONA.
        • zabulin Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 08:08
          Acha, jeszcze jedno smile

          Siostra mojego meza urodziła swoje bliźniaki 6 czerwca w tym samym
          szpitalu co ja . Upały były wtedy w Krakowie takie, że i na golasa
          byłoby gorąco. Pojechaliśmy ją odwiedzić. Wchodze na salę, a tam
          dzieci wyubierane: koszulka na to kaftanik, jeszcze śpiochy
          (bynajmniej nie cienkie) i WSZYSTKIE DZIECI mają na głowach czapki.
          Jak matka ściągała, to kreciły głową, ze dzieci łyse i moze im byc
          chłodno w główkę smile)))

          W tym szpitalu matki częściej korzystają z ciuchów szpitalnych i
          pielęgniarki je ubieraja. A jak ktoś okna otwieral, krzyczały żeby
          dzieci nie zaziębic smile

          Ja rodziłam 8 miesięcy poźniej, koniec stycznia, zimno jak nie
          wiem, okna nieszczelne,. Oczywiscie ja leżałam przy oknie i żadne
          dziecko na całym oddziale nie było ubrane w czapkęsmile. Jak swojemu
          załozyłam prywatną, to mi powiedziała, że przegrzewam.


          A drugi motyw- miałam nacinane krocze , więci zszyte jak to zwykle
          po nacięciu bywa. Nic to szycie nie bolało, potem tez nic. Normalnie
          siedziałam, chodziłam, korzystałam bezboleśnie z toalety.

          Ale co była nowa zmiana pielęgniarek i któras przychodziła, pytała
          mnie- było szycie? Było- mówię. To ma pani 2 apapy, przecibólowe. Ja
          na to, że nie potrzebuję, bo nie boli.

          Niech pani weźmie, jak nie boli , to będzie. Nic nie bolało, ale
          apapy od kazdej grzecznie brałam, jak tak im zależało smile Wziełam
          potem do domu smile A co- jak sie tak upierały, zebym brała smile Mój
          mąż skorzystał jak go ząb bolał smile
    • pagaa Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 11:22
      mi facet przynosil zarcie, bo dawali zupe mleczna, grochowke, suruwke z kapusty
      itp...
    • gonia28b Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 11:40
      działo się to w szpitalu, który szczyci się "promocją karmienia
      piersią"...

      - tuż po porodzie odwieziono nas do pokoju, położna pomogła w
      przystawieniu mojego synka do piersi, a po kilku minutach p[rzyszła
      pielęgniarka i poinformowała nas, ze właśnie teraz w tej chwili musi
      zabrać dziecko do naświetlania, bo jest "z zielonychwód" i taka jest
      procedura i tak się robi dla dziecka, żeby dobrze było...
      dziecko zabrali, wszyscy się więc rozeszli. i po karmieniu.
      - później, kiedy zgłaszałam i prosiłam o pomoc pielęgniarki, żeby mi
      pomogły w przystawieniu dziecka do piersi, to łaskę robiły, że w
      ogóle któraś przyszła - przystawiła na siłę, bez sprawdzenia, czy w
      ogóle ssie, poszła sobie.
      - a jeszcze później, kiedy podczas badania kontrolnego okazało się,
      że synek "straaaasznie" stracił na wadze, pretensje oczywiście były
      do mnie.
      - i jeszcze siadać mi nie pozwalano, bo potem bedą pretensje,
      że "coś tam ciągnie" - bez komentarza...
      • 3-mamuska Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 12:59
        MUsialam isc do szpitala nie duzym miescie 10 lat temu ,patologia ciazy
        ,relanium na uspokojenie wszystkim pacjetka 3 razy dziennie dawali,ani razu nie
        wzielam.
        • szampanna Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 13:39
          a tak, ja w pierwszej ciąży też spędziłam parę dni na patologii -
          dawali z uporem maniaka wszystkim hydroxyzinum na uspokojenie uncertain
          A ja z uporem maniaka spuszczałam w klozecie tongue_out
          • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 14:09
            Widać cenią sobie w tych szpitalach święty spokój ponad wszystko wink
    • etruska Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 14:02
      11 lat temu, na patologii ciąży, wszystkim pacjentkom bez względu na
      przyczynę ich pobytu na oddziale, przez całą dobę, dzień i noc, co 2
      godziny mierzono tętno dziecka. W nocy oczywiście wiązało się to z
      budzeniem każdej pani sad Potem zanim człowiek zdążył się ułożyć i
      usnąć, przychodziła pora kolejnego badania. Po tygodniu takich
      atrakcji, gdy przez cały tydzień nie udało mi się zapaść ani razu w
      głeboki sen, wyszłam do domu ledwie żywa i spałam 16 godzin.
      W tym szpitalu nadal to praktykują sad
      • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 14:13
        Wszystko to teraz nas bawi ale woła o pomstę do nieba.

        Ale dla mnie NR JEDEN to póki co opowieść mond o usg smile
        Zlałam się ze śmiechu big_grin Rozbroiłby mnie ten lekarz do szpiku
        kości big_grin
      • malgosiek2 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 15:23
        Akurat to nie absurd,a NORMALNA procedura na oddz.pat ciąży.
        W dzień od 1-3x ktg i mierzenie tp,a w nocy co 2-3 godz.
        A jakby stało się nieszczęście?
        Położna jest też w stanie wykryś ew.zaburzenia rytmu tętna.
        Tak jest w większości jak nie we wszytskich szpitalach na pat.ciąży.
        Jak pracowałam w klinice na pat.ciąży była pacjentka w ciąży
        bliźniaczej po 2 czy 3 godz.od ostatniego słuchania tętna serce
        jednego przestało bić.
        Więc różnie z tym bywa.
      • gosiasprezynka Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 10:23
        Moja siostra przez mierzenie dwa razy na dobę straciła swoje dzieci... Potem szpital zmienił procedurę. IMO to nie głupota.
    • etruska Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 14:12
      A, jeszcze fajnie było po porodzie. Miałam salę rodzinną,
      pojedynczą, mąż i inni krewni mogli mnie odwiedzać do woli, tylko
      musieli się przebierać w szpitalne łachy. Natomiast w trakcie mojego
      4-dniowego leżenia z noworodkiem odwiedziły mnie 3 ekipy robotników,
      które musiały koniecznie wtedy przeprowadzać prace remontowe.
      Elektryk wymieniał żarówki, ustawiając drabinę dokładnie nad
      łóżeczkiem dziecka (oddziałowa tłumaczyła mi, że "ordynator się
      denerwuje, gdy nie wszystkie lampy świecą"), jednego dnia ekipa
      demontowała żaluzje, drugiego dnia montowała wertikale. Nie wiem,
      czemu nie można było tego zrobić podczas sprzątania sali po wyjściu
      jednej pacjentki, a przed przyjściem drugiej sad Na moje pytanie,
      czemu robotnicy nie są przebrani, tylko przyszli w drelichach,
      oddziałowa odpowiedziała, że oni cały czas pracują na terenie
      szpitala i nie wnoszą zarazków z zewnątrz. Na pytanie, czy jest
      pewna, że nie przyszli właśnie z oddziału zakaźnego, tudzież z
      rundki po wszystkich szpitalnych toaletach, nie umiała odpowiedzieć.
      Dodam, że za salę oczywiście płaciłam i nawet nie mogłam dziecka
      spokojnie nakarmić, bo mi się obce dziady po sali bujały. W końcu
      mąż poszedł na skargę do dyrektora szpitala.

      A po APAP też mąż musiał do apteki biegać, bo w szpitalu go zalecali
      jako jedyny bezpieczny środek przeciwbólowy, ale nie mieli na stanie.
      • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 14:20
        Aaaaaaaaaaaaaaa big_grin
        Świetne! Szkoda ze w czasie obchodu lekarskiego nie naprawiali
        gniazdka przy Twoim łóżku big_grin
    • le_wa Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 16:04
      W szpitalu w mojej okolicy nie było aż takich akcji ale jedna zaryła mi się w
      pamięci jak nie wiem co. To było już 8 lat temu alesmile leżałam już na porodówce
      ze strasznymi bólami,rozwarcia prawie wcale a młody się pakuje na zewnątrz, to
      mi położna dla "uspokojenia", chyba na złość za moje krzyki <kto wymyślił takie
      coś jak poród?>, Radio Maryja na fulla włączyła. Dopiero jak lekarz przyszedł i
      ją ochrzanił- wyłączyła.
      Ciekawa jestem czy się kadra trochę zmieniła bo za kilka miesięcy kolejny poróduncertain
      O szpitalnym jedzeniu to nic już nie będe mówić. Po porodzie było jako takie ale
      przed....
    • jdylag75 Re: Szpitalne absurdy 23.07.09, 19:18
      Po nocy i dniu nieprzespanych po cc w końcu zapadłam wieczorem w sen, czułam się
      świetnie,nie brałam żadnych przeciwbólowych, niestety co 2 godziny przychodziła
      pielęgniarka i budziła mnie proponując lek przeciwbólowy a ja za każdym razem
      odmawiałam, o 4 nad ranem wymiękłam i kazałam sobie podać żeby ją w końcu spławić.
      • agar2208 Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 01:14
        Mnie po porodzie przez cały pobyt w szpitalu, pielęgniarka budziła o 6.00 rano i
        pytała się, czy był stolec.
        Leżałam jeszcze w szpitalu parę tygodni przed porodem. Miałam sale pojedynczą,
        straszna nuda, więc o 22.00 już spałam. Raz wparowała do mnie pielęgniarka,
        zapaliła światło i zdziwiona powiedziała do mnie:" to pani już o tej godzinie
        śpi???" - a przyszła pożyczyć gazety do poczytania. Mogła sie domyśleć, że jak
        się nie pali światło to pewnie śpię.
        Zgłosiłam sie wtedy ( parę tyg. przed porodem) do szpitala, bo cos mi poleciało,
        wydawało mi sie, że to wody płodowe. Po zbadaniu w szpitalu stwierdzili , ze to
        nie wody, jednak nie potrafili powiedzieć co to było. Powiedzieli, że wszystko
        ok, ale zostawią mnie na obserwację. Pewnie tylko dla tego, że moim lekarzem był
        zastępca ordynatora, a wówczas był na urlopie i żeby mu nie podpaść zostawili
        mnie na obserwacji.
        Kazano mi 3 razy dziennie przez 1 godz. (po mimo robienia KTG) liczyć ruchy
        dziecka. Dziecko dużo się ruszało, ale jak kazali to ok.
        Żeby dobrze poczuć ruchy, musiałam się położyć. Prawie nigdy nie policzyłam do
        końca , bo już po kilku minutach usypiałam .
    • truskawkowe_studio Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 09:16
      gdy lezalam na patologii przyszedl w odwiedziny maz. polozyl sie
      obok mnie na lozku bo sie stesknilismy a co! wchodzi pielegniarka i
      drze sie: prosze pana to nie hotel! prosze zejsc z lozka!
      szczeka mi opadla. rzeczywiscie patrzac na te obdrapane sciany i
      zapadajce sie lozka latwo zapomniec ze nie jestesmy w
      pieciogwazdkowym spa uncertain
      • bonnie75 Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 17:48
        > gdy lezalam na patologii przyszedl w odwiedziny maz. polozyl sie
        > obok mnie na lozku bo sie stesknilismy a co!

        ...nie, no wez ...bez przesady...

        Mnie w pamieci pozostalo:
        - uporczywe dopytywanie sie o moj stolec
        - co godzinne wizyty pielegniarek w nocy, rozpalanie swiatel i darcie twarzy,
        podczas gdy dzieci i my spalysmy
        - wazenie dzieci w srodku nocy
        - odrywanie od piersi, bo NATYCHMIAST dziecko musi byc zwazone
        - wparowywanie salowych o 4 nad ranem z glosnym trzaskaniem drzwiami i
        rozpalaniem swiatel, celem wymiany worka na smieci
        • truskawkowe_studio Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 20:30
          ale co bez przesady
          • malgosiek2 Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 20:49
            No cóz zakaz kładzenia się na łóżka chorych w szpitalu ma jednak
            sens.
            Chodzi o to,że te wszystkie szpitalne bakterie z pościeli zanosi się
            do domu,a wtedy różnie bywa.
            Wiec do końca to nie jest taki znowu absurdwink
            • truskawkowe_studio Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 20:58
              to byla patologia ciazy a nie oddzial zakazny. lezalam tam kilka
              tyg, nie wiedzialam kiedy dzieci sie urodza, czy przezyja, nie wolno
              mi bylo siadac wiec zeby sie przytulic to on musial sie polozyc. nie
              widze w tym nic zlego, samopoczucie kobiety w ciazy tez jest wazne.
              na szczescie zdazylam przed porodem wrocic do UK i tu nikt takich
              cyrkow nie wyprawia. dorosli sa traktowani jak dorosli a nie jak
              malolaty.
              • malgosiek2 Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 21:05
                Oki jak tak uważaszsmile
              • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 20:21
                Nie, no wybacz truskawkowestudio, ale troche Cie poniosło wink
                Jest miejsce i czas na przytulanie, ale napewno nie szpitalna sala,
                bez względu na siłę tęsknoty.
                Są procedury szpitalne i jest tez kwestia odrobiny wyczucia gdzie są
                granice dobrego smaku smile
                Gwarantuje Ci, ze nie znajdziesz szpitala, gdzie odwiedzający moze
                położyć się w łózku pacjenta
                • truskawkowe_studio Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 20:39
                  hmmm... mowimy o przytulaniu na pocieszenie, nie ma w tym nic
                  sexualnego wiec nie wiem o co Ci chodzi z granicami dobrego smaku?
                  rozumiem ze Ty i Twoj maz co najwyzej przybijacie sobie piatke bo
                  ludzie patrza?
                  a szpital owszem znalazlam. w uk przy kazdym lozku sa kotary, ktore
                  mozna zaciagnac i nikogo nie interesuje kto co za nimi robi. mimo to
                  nie sadze aby ludzie przekraczali granice dobrego smaku. widac
                  Polsce daleko do cywilizacji
                  • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 20:55
                    No cóż, patrze na to z punktu widzenia personelu oddziału. Wiesz
                    skąd biora się m in zakażenia wewnątrzszpitalne ? Własnie z takiej
                    swobody.
                    P.S. A z moim mężem okazujemy sobie czułość i przywiązanie nie
                    tylko przybijajac piątkę wink
                    • truskawkowe_studio Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 21:05
                      > P.S. A z moim mężem okazujemy sobie czułość i przywiązanie nie
                      > tylko przybijajac piątkę wink


                      no i dobrze bo juz myslalam ze Ty z tych moherowoberetowatych wink
                      • zabcia35 Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 21:11
                        Beretke by się znalazło w szufladce wink
    • perlitek Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 21:14
      ja po porodzie kazałam sobie przywieść z domu truskawek mrożonych (
      w marcu smakowały wyśmienicie). Jak to zobaczyła położna (byłam juz
      przy dnie pojemnika) to opierniczyła mnie, i kazała odciągać pokarm
      i wylewać do zlewu a małej dać mleko z butelki. Oczywiście jak tylko
      wyszła to skończyłam truskawki i dałam małej cyca smile

      Kolejny absurd: Rodziłam przez cc w Wielkanoc, po 2 dniach przyszła
      rehabilitantka pokazać ćwiczenia na szycie, żeby nie ciągnęło itp.
      Powiedziałam jej że szkoda że nie przyszła jak miałam już wychodzić
      do domu uncertain
      Poza tym w szpitalu calkowity haos, brak informacji, i ogólna
      znieczulica. Po 5 dniach pobytu prawie zwariowałam sad
    • olla232 Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 21:44
      Absurdalne sytuacje to norma w polskich szpitalach-obydwie córki rodziłam w
      żeromskiego -kraków.Przy obydwu położyli mnie do parcia choć protestowałam.Z 1
      porodu wyrzucili mojego męża bo lekarz zauważył że ma lekki katar.Przy 2
      chciałam rodzić w wodzie-wanna już 6 lat temu była-ale lekarce nie chciało się
      takiego porodu przeprowadzić więc zostałam uprzejmie poinformowana ze ''ktoś
      kurek ukradł od wanny''!!!Przy partych bez powodu położyła mi sie na brzuchu-i w
      efekcie Oliwka miała pęknięty obojczyk-o czym też dowiedziałam się przy
      wypisie.Oraz ogromnego krwiaka na udzie.
      Największą paranoją była ekipa montująca w każdej sali telewizory-na wiszących
      pod sufitem półkach.Wiercili aż się kurzyło...Jedzenia szpitalnego do ust nie
      brałam bo mięsa nie jem i mam słabość do dobrej kuchni.Wkrótce wybieram się na
      wizytację do tego szpitala bo z tego co czytam jest teraz najlepszy w
      krk.Zobaczymy-zapasowy korek do wanny wezmę napewno!
      • elcondor Re: Szpitalne absurdy 24.07.09, 23:45
        Ło rany! Straszne rzeczy tu wypisujecie! Ja na szczęście trafiłam na normalnych lekarzy i życzliwe położne, chociaż - fakt - kompociku z czereśni zakazały "bo wzdyma". Ale niedostatki w naszych szpitalach osiągają poziomy naprawdę absurdlane, bo nie chodzi tylko o brak Apapu. Mnie przygotowywali do cc z powodu ułożenia pośladkowego. Na pół godziny przed zabiegiem lekarka mówi, że musimy dla stuprocentowej pewności sprawdzić na usg. Ja mówię , że teraz to już bym czuła gdyby się obróciła, ale dobra, jak trzeba to trzeba. Idę na usg, kładę się, a lekarka: "Przyłożę Pani tę głowicę, ale cholera, nic nie zobaczymy, bo się żel skończył."
        No ale musiało być zgodnie z procedurą...smile
        • nglka Przypomniałam sobie o kolejnym absurdzie 25.07.09, 00:30
          Miałam 3 indukcje oksytocynowe.
          Pomimo tego, że przy i po 1szej żartowałam sobie na okrągło przez telefon albo z
          koleżanką obok - całe 6 godzin a potem w podskokach prawie poszłam sama na salę.
          Pomimo, ze po 1szej lekarz powiedział "jak nie poszła teraz szyjka ani o
          milimetr, to nie pójdzie wcale".
          Musiałam 3 odleżeć, bo takie są procedury zanim zadecydują o cc.
          A i tak usłyszałam od jednej "mądrej" lekarki w 10 dniu po terminie, że urodzę,
          gdy urodzę i żadne przeterminowanie nie jest wskazaniem do cc. Ha! Hit sezonu.
          • zabulin Re: Przypomniałam sobie o kolejnym absurdzie 27.07.09, 14:49
            A i tak usłyszałam od jednej "mądrej" lekarki w 10 dniu po
            terminie, że urodzę,
            > gdy urodzę i żadne przeterminowanie nie jest wskazaniem do cc.
            Ha! Hit sezonu



            No, nie żartuj, ze ci takk powiedziała smile Może ona po dermatologii,
            albo czymś podobnym. Naprawde była ginekologiem ? smile

            Trzeba było spytac , co jak będziesz miesiąc po terminie smile ????


            Ale ja znam historię troche odwrotną smile Siostra koleżanki zaszla w
            ciąże - miała wtedy ze 20 lat. Poszła do gina, on pyta ja o datę OM.
            Powiedziała, coś pomruczał i powiedział, że rodzić będzie 1 lutego.
            Było to 16 lat temu.
            Dziewczyna przyjęła do wiadomosci, nie miala pojęcia jak to
            policzył, ale skoro lekarz policzył , to sie pewnie zna.

            Przyszedł 1 luty, potem 7 , a ona nic smile Szpital, proowkacja dalej
            nic. Cały czas pytali ja kiedy ma wyznaczoną datę porodu, więc
            odpowiadała 1 luty. Tak jak jej wyliczył jej gin.

            Dopiero po 1-ej nieudanej prowokacji zjawił sie bardziej dokładny
            lekarz, który jescze raz przeprowadził z nią wywiad, spytał o date
            OM i krzyknąła. O, matko, przeciez pani ma rodzic 1 marca , nie 1
            lutego smile
      • nglka Korek abił mi ćwieka :) n/t 25.07.09, 00:26

    • ollik83 Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 07:53
      o i ja dołączesmilePrzy przyjeciu do szpitala, przed porodem pobierali mi krew.
      Później w czasie porodu troche jej straciłam i w efekcie przez dwa dni nie
      mogłam wstac z łóżka, bo mdlałam. Nikt mi nic nie podał, bo mieli wyniki krwi
      przed porodowe i były bardzo dobresmile Dopiero jedna położna "zaryzykowała" i dała
      mi cos na wzmocnieniesmile
      • wiesia140 Re: Szpitalne absurdy 25.07.09, 17:40
        Ja się też przyłączę: dla mnie największym absurdem był pomiar temperatury na
        patologii o godzinie 5.45 .
    • anutek115 Re: Szpitalne absurdy 27.07.09, 14:13
      Och, och. jak sobie was poczytałam, to tez sobie przypomniałam.

      Pierwsze dziecko urodziłam cc dla ratowania zycia (nas obojga) z powodu
      kolosalnej gestozy. jak mnie do szpitala przyjmowali juz mdlałam co chwilę,
      próbowali mi zbić ciśnienie przez dwie godziny, nie dało się i cięli. Po
      porodzie nie tylko mały leżał charakterze pacjenta w inkubatorze, ale i ja w
      charakterze pacjentki, co to jej cisnienie jest obłedne i trzeba je zbijać.
      Dostałam straszne ilosci leków na zbicie ciśnienia, które to leki łykałam trzy
      razy dziennie.

      Po 10 dniach przeniesiono malego z OIOM-u na normalna salę, która w naszym
      szpitalu miesci się na innym pietrze. Mnie oczywiscie tez przeniesiono, jako
      karmiacą mamę. bajer polegał na tym, że to inne piętro podlegało pod innych
      lekarzy, inny oddział, inny był ordynator i tak dalej. To, co pozostalo takie
      samo, to był zapis w mojej historii choroby, który poskutkował tym, ze ciągle
      podawano mi leki na zbicie ciśnienia w zaleconych dawkach.

      Po kilku dniach sie zaniepokoiłam. Cisnienie dawno wróciło do normy (juz na
      poprzednim oddziale), teraz zaczęło sie obnizać, a ci mnie wciąż faszerowali jak
      gęś. Ja jestem osoba łagodna i niesmiała, i wierzaca lekarzom, ale jak moje
      ciśnienie (mierzone trzy razy dziennie, a co) osiągnęło 80/60 poszlam do
      pielęgniarki i spytałam grzecznie, czy nadal musze brac te wszystkie leki,
      przeciez za chwile wcale nie bede miała cisnienia... Ona popatrzyła w moja karte
      i powiedziała niepewnie :"Wie pani co, ale pani ma wpisane, że musi to pani
      brac... ale faktycznie... nie wiem... to może niech pani nie bierze tych
      żółtych, a wieczorem na obchodzie porozmawia z lekarzem...'.

      Do dziś się zastanawiam, czy w tym szpitalu istnieje ustawowy zakaz
      porozumiewania się ze soba ekarzy pracujących na różnych piętrach? Oraz do ilu
      musieliby mi zbic ciśnienie, by zauważyc, że cos jest nie tak, moze dopiero
      jakbym juz nie zyła cos by im zaswitało?
    • jdylag75 Re: Szpitalne absurdy 27.07.09, 14:55
      Dla mnie absurdem jest to, ze w żadnym krakowskim szpitalu w którym leżałam ja
      lub moje dziecko żaden lekarz ani pielęgniarka nie mieli identyfikatorów, nie
      wiedziałam z kim mam do czynienia a jak się pytałam to z ociąganiem sie
      przedstawiali jakby to była jakaś wstydliwa tajemnica. No szok, nawet jak
      poskarżyłam sie pisemnie na jednego lekarza w szpitalu to musiałam go opisać
      żeby wiedzieli o kogo chodzi. Nikt nie potrafił zrozumieć jak to utrudnia
      pacjentom życie.
      Druga rzecz to spędy matek z noworodkami w znanym szpitalu położniczym,
      wszystkie na jedną godzinę, do ciasnego pomieszczenia o temp. 30 st. C, każda
      mamusia z pociętym kroczem lub brzuchem czekała na oględziny sowjego dziecka.
      Ciekawostką jest to, ze pani pediatra (nie znam nazwiska bo nie miała
      identyfikatora) co chwilę wychodziła na badanie właśnie urodzonych dzieci gdzie
      przepadała na 30-40 minut. Jakby nie dało się tego badania zorganizować pokojami
      na spokojnie po kilkoro dzieci. Od 4 lat jest tak samo, tylko więcej dzieci.
    • ga-ti Re: Szpitalne absurdy 27.07.09, 16:31
      Przyjechałam z pierwszym dzieckiem z duuużym rozwarciem. Na izbie przyjęc nie kazali mi przec, na łóżko na kółkach i na porodówkę.

      Podpisywałam papiery prawą ręka, a lewą trzymałam się "poręczy" łózka do porodu. Położna mówiła kiedy nabrac powietrza i przec, a jakaś stara pielęgniara próbowała wbic mi się w żyłę, żeby założyc welfron (czy jak sie to pisze). Na pytanie męża, czy to konieczne i czy właśnie w tej chwili, gdy żona się "napina" i prze, pielęgniara stwierdziła, że może oksytocynę trzeba będzie podac!
      Zrezygnowała wreszcie! Siniak miałam przez kilka tygodni, a ręka bolała mnie bardziej niż ten cały poród smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka