Dodaj do ulubionych

Postępujący obłęd uccellino

18.04.08, 19:19
Ostatnie dwa dni spędziłam na szkoleniu. Kiedy wczoraj rano do sali
wkroczyła trenerka w 7 miesiącu ciąży, pomyślałam "no dobra, jest
ciekawie", ale nie przeszkadzało mi to do momentu, kiedy okazało
się, że trenerka zamierza wielokrotnie mówić o swojej ciąży,
żartować sobie, robić nawiązania (razem ze mną jest Tosia; mam
nadzieję, że Tosia nie postanowi urodzić się na tym szkoleniu;
wybaczcie, że siedzę, ale ciężko mi się stoi) oraz, że do tematu
ciąży jest w stanie dojść od dowolnego innego (temat "wysokie
obcasy": w zeszłym tygodniu założyłam wysokie obcasy, ale nie dałam
rady; temat "piłka nożna": ogladałam mecz, ale brakowało mi
możliwości napicia sie piwa itd.). Ponadto dziś cały dzień masowała
się obiema rękami po brzuchu.

No i oczywiście nie mam do dziewczyny pretensji, że jest w ciąży i
mam świadomość, że ja jej niewinne komentarze odbieram x 3, ale było
mi naprawdę ciężko. Wiecie, dwa dni na 20 metrach kwadratowych z
kimś, któ w dowolnym momencie może z czymś wyskoczyć, a ja nie będę
za każdym razem dla ukrycia kręcącej się w oku łzy udawała, że
wychodzę do toalety.

Podejście do tych dwóch dni mam "na Lorda Farquada" (misicy się
spodoba smile): sam fakt twojego istnienia jest wystarczającym
nietaktem, ale żeby jeszcze na okrągło o tym gadać?! wink

Zadałabym pytanie, czy jestem już w patologicznym stanie, ale chyba
nie chcę znać odpowiedzi. Pozostanę w niepewności, w którą wpędziły
mnie moje dwie przyjaciółki, z których jedna odpowiedziała "ależ
tak", a druga "ależ nie"...
Obserwuj wątek
    • anianj Re: Postępujący obłęd uccellino 18.04.08, 19:29
      żaden obłęd smile
      ja miałabym tak samo...
      a jak idę ulicą to nic innego nie widzę tylko brzuchy i brzuszki, oszaleć można,
      a ja swojego to się już nie doczekam... 19 cs za mną i nic sad(
      A czy to nie obłęd, że ja wciąż wierzę , że może w tym miesiącu jednak się udało
      mimo tego, że miałam monitorowany cykl i usłyszałam, że nic z tego bo pęcherzyk
      nie pękł?
      • uccellino ania, a jak pęcherzyk nie pękł, to jakie... 18.04.08, 21:25
        ...były temperatury?
        • tessie124 Re: ania, a jak pęcherzyk nie pękł, to jakie... 19.04.08, 08:03
          Uccellino, to nie jest obłęd, to NORMALNA reakcja. A swoją drogą, kobietom w
          ciąży można i trzeba wiele wybaczyć, ale mimo wszystko odrobina taktu by nie
          zaszkodziła. W ciąży czy nie babka powinna zdawać sobie sprawę, że jej
          zachowanie i komentarze nie muszą być odbierane jako zabawne, fajne i milutkie.
          W końcu to nie było szkolenie odnośnie ciąży, to nie były zajęcia w szkole
          rodzenia... I tak podziwiam Cię, Uccellino, nie wiem czy ja potrafiłabym zagryźć
          zęby i nic nie powiedzieć... Kiedy tyle ludzi walczy z niepłodnością i to bez
          jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa, taka postawa jest hm, zarozumialstwem,
          pychą, arogancją, brakiem delikatności, głupotą, brakiem myślenia o tym co czują
          i myślą inni...? Nie wiem, trudno to nazwać...

          Pozdr

          Tess.
          • karolinazajac Re: ania, a jak pęcherzyk nie pękł, to jakie... 19.04.08, 08:19
            Uccellino, to nie obłęd, to reakcja obronna organizmu smile Ja miałam
            tak samo jak widzaiłam dwie moje koleżanki z wielkimi brzuchami, z
            rogalami na twarzach, głaszczące te swoje brzuchy i gadające tylko o
            nich.
            • uccellino Wiecie, co? Jeszcze cały czas o tym... 19.04.08, 09:03
              ...myślę, i dochodzę do wniosku, że właśnie o to mi chodzi, że ona
              była w sytuacji zawodowej, z nowymi ludźmi, a gadała o tak intymnej
              sprawie (z ciążą jest ten ogromny kłopot, że choć intymna, to
              widoczna - pamiętem jak jedna z moich respondentek przy pracy
              magisterskiej - pisałam o porodach (sic!) - miała taką potrzebę
              prywatności, że opowiadała, jak męczyła się chodząc w ciąży, bo
              każdy, kto na nia spojrzał coś o niej wiedział...). Gdyby to był
              ktoś choć trochę mi bliższy, nawet koleżanka, z która na co dzień
              pracuję, to po pierwsze mogłabym się jakoś tą ciążą cieszyć, jakoś
              się zaangażować (pisałam tu już, że im mi bliższa osoba jest w ciąży
              lub ma maleństwo, tym mniej mi to przeszkadza), po drugie miałabym
              jakąś możliwość reakcji, poproszenia, żeby przy mnie nie gadała itp.
              A tu byłam bez szans. Fantastycznie, że dziewczyna jest w ciąży,
              rozumiem, że się cieszy, ale skoro pracuje w intensywnym kontakcie z
              klientem, to chciałabym, żeby nie narzucała się innym z tym
              tematem...
              • anianj Re: Wiecie, co? Jeszcze cały czas o tym... 19.04.08, 10:04
                Wiesz a ja właśnie "przerobiłam" pracowanie z koleżanką w ciąży, w jednym
                dziale, w tym samym pokoju... ona sama to nawet mało o tym gadała, za to wszyscy
                na około bez przerwy. U nas w pokoju jest nas jeszcze parę osób, w dodatku
                trójka (!!) ma roczne dzieciaki, więc temat jest tylko jeden. Do tego bardzo
                dużo osób kręci się po naszym dziale i każdy jak wchodził to pierwsze zdania
                kierował do naszej ciężarnej i temat się ciągnął godzinami. Szczerze mówiąc to
                nie mogłam się doczekać aż koleżanka pójdzie na zwolnienie... już nie wspomnę o
                tym, że ma termin na maj a to prawie mój wymarzony (pomijając czerwiec), więc
                jak we wrześniu ogłosiła, że jest w ciąży w moim akurat 1 dc to prawie się
                poryczałam sad(

                mam nadzieję, że nikt mnie nie zlinczuje za takie podejście, nie życzę źle
                żadnej ciężarnej tylko po prostu jakoś nie umiem cieszyć się ich szczęściem...
          • memphis90 Re: ania, a jak pęcherzyk nie pękł, to jakie... 19.04.08, 21:41
            Taktu? Tylko dlatego, ze jestem w ciąży mam zakryć się burką czy innym namiotem
            i przenigdy nie wspominać o moim dziecku? No nie żartuj... Nie można odpowiadać
            za przewrażliwienie innych. Miałam to samo podczas starań- byłam potwornie
            zazdrosna o ciąże i nie waham się nazwać tego przewrażliwieniem- ale nie
            wymagałam od innych, żeby z mojego powodu te ciąże stawały się tabu. A już
            szczególnie, jeśli były to obce osoby- trudno, żeby czytały mi w myślach. To jak
            wymaganie od innych, żeby nie opowiadali o wyjazdach na narty, bo ja uszkodziłam
            łąkotkę w kolanie i jechać nie mogę. Żeby nie mówili o wakacjach w Grecji, bo ja
            nie mam urlopu. Żeby nie mówili o budowie domu, bo ja nie mam zdolności
            kredytowej. Moja łąkotka, mój urlop, mój kredyt- mój problem.
        • anianj Re: ania, a jak pęcherzyk nie pękł, to jakie... 19.04.08, 09:55
          ja nie mierzę, więc nie wiem ...
          • uccellino Szkoda... 19.04.08, 09:56

            • anianj Re: Szkoda... 19.04.08, 10:06
              brakuje mi rano czasu, wstajemy prawie w środku nocy smile
    • misica89 Re: Postępujący obłęd uccellino 19.04.08, 09:47
      Miałaś rację, żem się uśmiała smile

      Ale ty kobieto bierz uszy up, bo jak nie to cię znajdę i za kolczyki ci je
      przywiążę do czubka łepetyny, żeby nie oklapły.

      No, jak Ci będzie źle, to przyjdź do cioci Misi.
      Ciocia Misia, wysłucha, przytuli, doradzi...
      i palnie w łeb, jak zaczniesz marudzić.
      Najlepiej nieheblowaną deską.

      Ty mi się tu patologiami nie zamartwiaj, bo patologiczna to ja jestem pod
      każdym względem i od zarania dziejów.
      A teraz kopas w dupas san andreas i sio mi do łóżka prokreować i przy okazji
      podnieść sobie poziom endorfinek!
      • tessie124 Ciocia Misia... 19.04.08, 10:29
        Ciocia Misia no po prostu jesteś boskawink)) Uśmiałam się do łez...wink))

        Pozdr

        Tess.
      • uccellino Nie noszę kolczyków ;-P 20.04.08, 09:54

        • misica89 Re: Nie noszę kolczyków ;-P 20.04.08, 11:17
          To ci przewiercę dziury w uszyskach i przewlekę sznurek!
          A jak ja zrobię supeł, to nie ma ch*** we wsi!

          smilesmile
          • uccellino Koleżanka taka obeznana z kulturą masową! 20.04.08, 12:44
            No matura w kieszeni!
    • memphis90 Re: Postępujący obłęd uccellino 19.04.08, 21:35
      Znam ten syndrom, też tak miałam podczas staranek. Klęłam na zezowate bociany,
      które zrzucały dzieciaki wszystkim wokół, tylko nie mi, obrażałam się
      (wewnętrznie) na wszystkie ciężarne koleżanki, wpadłam w obsesję ciąży (widoczną
      nawet dla otoczenia, choć bardzo się starałam...), z czułoscią radaru
      wyłapywałam wszystkie niemowlaki i zaokrąglone brzuszki w promieniu kilometra...
      Teraz- gdy jestem wreszcie po drugiej stronie- sama mam ochotę mówić o mojej
      ciąży, głaszczę się po brzuszku. Naprawdę ciężko to powstrzymać- w końcu to ten
      wyczekany fasolekwink Zobaczysz, sama będziesz hołubić już pierwszy wystający
      fałdzik- bardzo Ci życzę, żeby ten moment nadszedł jak najszybciej. Wiem, ze
      teraz jest Ci trudno, ale wiele z nas tak miało, nie jesteś wyjątkiem. I
      zazdrosć o brzuszek i głaskanie brzuszka są niemal automatyczne i trudne do
      powstrzymania.

      Wiem, ze czasem nieswiadomie robimy rzeczy, które dla innych są solą w oku.
      Jesteśmy z mężem takimi osobami, które w rozmowach lubią robić aluzje do seksu,
      pośmiac się z tego- nasi znajomi mają podobnie, więc nikomu to nie przeszkadza i
      dobrze się dogadujemy. A tu ostatnio rzuciłam sobie jakąś tam luźną uwagę i
      kolega się nagle strasznie najeżył, nastroszył i naskoczył. Okazało się, że
      akurat rozstał się z dziewczyną i wszelkie aluzje o seksie go drażnią. Trudno
      wyczuć co w naszym zachowaniu może akurat ukłuć boleśnie drugą osobę...
      • uccellino Memphis, tak, ja przecież piszę... 20.04.08, 08:39
        ...cały czas o własnym przewrażliwieniu - zdaję sobie z niego
        sprawę, próbuję się z tego śmiać i nie winić innych. Tyle że ta
        dziewczyna, ma taką właśnie pracę i decyduje się ją kontynuować w
        zaawansowanej ciąży (chwała jej za to - piszę od razu dla uniknięcia
        wszelkich wątpliwości), co oznacza, że spędza całe dnie z
        nowopoznanymi ludźmi, z którymi łaczy ją relacja czysto zawodowa.
        Póki się tam lekko masowała, siedząc za stołem, to zdzierżyłam. Ale
        potem stała na środku sali i mówię Ci - full wypas, dwie ręce cały
        czas wędrujące po brzuchu. Naprawdę przy odrobinie złej woli
        mogłabym nazwać to ekshibicjonizmem. Domyślam się, że jak dziecko
        domaga się pieszczot, to trudno powściągnąć ten odruch, ale to co,
        ja mam się na spotkaniach drapać po plecach, bo mnie swędzi, albo
        żuc gumę, bo mi coś leży na żołądku? Jednakowoż myślę, że nastapiło
        tu subtelne przekroczenie granicy...
      • uccellino I wiesz, ja naprawdę nie jestem... 20.04.08, 09:27
        ...osobą, przy której nie można się odezwać na temat ciąż czy
        niemowląt. Wręcz przeciwnie. Ponieważ od wielu lat moim absolutnym
        konikiem jest zdrowie kobiet, ekologiczna ciąża, poród i karmienie,
        ponieważ napisałam pracę magisterską nt. porodów, ponieważ mam
        obszerną biblioteczkę poświęconą holistycznemu podejściu do
        macierzyństwa, ponieważ moja Mama jest konsultantem laktacyjnym, to
        wiele ciężarnych czy karmiących koleżanek traktuje mnie jako żródło
        wiedzy - i ja uwielbiam te rolę, chętnie wchodzę w dyskusję,
        sugeruję rozwiązania (niezły paradoks, co?). Czułabym się źle,
        tracąc jeszcze i to.

        Te dwie sytuacje, które przydarzyły mi się w tym tygodniu są jednak
        o tyle trudne, że:
        - w pierwszym wypadku komentarz dotyczył m o j e j potencjalnej
        ciąży. To było tak: "jesteś w ciąży?", a w mojej głowie: "nie,
        k...a, od 16 miesięcy nieustajaco nie jestem!"
        - w drugim wypadku nie miałam się jak bronić, bo byłam przez dwa dni
        zamknięta w jednym pomieszczeniu z kobietą, która produkowała
        naprawdę intensywny zestaw bodźców. W innych przypadkach mogę choć
        trochę kontrolować intensywnośc doznań (np. znacznie ochłodziłam
        kontakty z przyjaciółką, która niedelikatnie komentowała nasze
        decyzje w leczeniu niepłodności). I przyznam, że po czwartku
        rozważałam nie przyjście na drugi dzień szkolenia (myślę, że pójście
        po zwolnienie do psychiatry byłoby na miejscu wink). Potem po
        wszystkim nawet powiedziałam szefowej, że miałam takie myśli, i
        wiem, że w razie czego by to zaakceptowała - ale postanowiłam jednak
        nie histeryzować i dać radę. To był błąd?

        Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że chodziło
        tu o siłę naporu, z którą nie mogłam nic zrobić.
        • memphis90 Re: I wiesz, ja naprawdę nie jestem... 20.04.08, 09:36
          Wiesz, pisałam tak troszkę ogólnie- przecież nie siedzę ani w Twojej skórze, ani
          nie było mnie na tamtym spotkaniu. Może też doszłabym do wniosku, że kobieta za
          bardzo afiszuje się ze swoim brzuchem (tak jak drażnią mnie gigantyczne, odkryte
          brzuchole, opięte tylko przykrótką bluzeczką) i ze to wręcz irytujące? Ale znam
          doskonale uczucia, jakie teraz Tobą rządzą. Byłaś w trudnej sytuacji, a jeszcze
          się te bodźce zsumowały (praca, szkolenie). Ale byłaś dzielna, wytrzymałaś i za
          to duuuuże gratulacje smile Mam nadzieję, że już niedługo Ty będziesz głaskać się
          po brzuszku- w pełni na to zasłużyłaś. A w razie zwątpienia- zawsze masz forum,
          na którym możesz się w spokoju wyżalić, a my wysłuchamy.
          • uccellino Oj, dziękuję za miłe słowo :-D 20.04.08, 09:54

    • vicky1 Re: Postępujący obłęd uccellino 20.04.08, 11:29
      Uccelino wcale nie przegielas ani nie masz obledu
      To przesadzila trenerka. trening na ktorym jest sie prowadzacym to sytuacja sluzbowa. A sytuacja sluzbowa nie jest od tego aby ciagle nawiazywac do ciazy a juz zwlaszcza nie po to, zeby masowac sie po brzuchu
      To juz przesada, W domu, przy partnerze ojcu dziecka mozna masowac sie do woli, ale praca nie jest od tego. Pracowalam pare lat w instytucjach zwiazanych z edukacja, nie wyobrazam sobie zeby ciezarna osoba prowadzac zajecia miala masowac sie po brzuchu i gadac o ciazy. Niestety jest tak, ze ma placone za czynnosci merytoryczne takie jak zajecia na odpowiedni temat. Masowanie sie po brzuchu jest sprawa prywatna, nie kazdy musi chciec na to patrzec, nie nalezy do pracy. Podobnie jak prywatne rozmowy o ciazy i nawiazywanie do tego. Wszystko ma swoje miejsce
      • an_ika Re: Postępujący obłęd uccellino 20.04.08, 12:25
        dziewczyny macie syndrom prawdziwego Polaka. Coś okropnego. Ja sama
        staram sie bez efektów od ponad pół roku o dziecko, ale nigdy nie
        przyszła mi na myśl zazdrość o to że komuś innemu się udało i tak
        się z tego cieszy, że nie może przestać o tym mówić. To nie jest
        obłęd tylko zwykła zazdrość i chyba zawiść o to że ktoś ma coś czego
        nie mam ja. jak można mieć pretensje do kogoś o to, że dzieli sie
        swoimi radościami. Załamałyście mnie, autorka wątku swoim
        zachowaniem na tym szkoleniu, a wiekszosc z was przychylnymi
        komentarzami na ten temat. To jest taki sam syndrom jak ktos kupi
        dom i opowiada o nim, jak go urzadza, itp, a ja jestem wsciekla bo
        mnie na cos takiego nie stac. Oj Polki, Polki, szkoda, że tak
        jeszcze w nas duzo pretensji do innych o to że mają lepiej. To chyba
        najwieksza wada naszego narodu, ale ze przejawia sie takze w takiej
        sprawie jak potomstwo...jestem zniesmaczona sadsadsadsad
        • uccellino Re: Postępujący obłęd uccellino 20.04.08, 12:39
          an_ika napisała:

          > Załamałyście mnie, autorka wątku swoim
          > zachowaniem na tym szkoleniu,

          Niby jakim zachowaniem? Grzecznie siedziałam, uśmiechałam się, a na
          przerwach pochlipywałam w kąciku na korytarzu... Straszne takie?
        • id.kulka Re: Postępujący obłęd uccellino 20.04.08, 12:39
          Jednakowoż wydaje mi się, że gdyby na zawodowym szkoleniu prowadzący
          wciaż i na okrągło robił aluzje do budowanego własnie domu, do
          kłopotów z ekipą remontową, nowych trendów w wystroju wnętrz czy
          aranżacji ogrodów - to można by poczuć lekki niesmak. Nie z powodu
          zazdrości, tylko właśnie z powodu przekroczenia subtelnej granicy
          dobrego smaku. A że granica jest subtelna, dla każdego jest w nieco
          innym miejscu. Zatem w sferze służbowej, publicznej lepiej się
          trzymać od niej z daleka, by jej (przypadkiem?) nie naruszyć.
          Gdyby uccellino rozjątrzył sam fakt sterczącego brzucha, można by
          śmiało kazać jej popukać się w główkęwink
          A tak mogę powiedzieć tylko, że rozumiem, bo mnie samą, choć w ciąży
          jestem, drażnią ciężarówki, które nijak od tematu swojej ciąży się
          odczepić nie mogą, jakby była ona pępkiem wszechświatawink
    • uccellino Dochodzę do wniosku, że to, iż ta sprawa... 20.04.08, 13:00
      ...jest, jak widać, kontrowersyjna, wynika z faktu, że w przypadku
      ciąży trudno jest postawić granicę między tym, co prywatne i tym, co
      publiczne. Jako że epoka industrialna oddzieliła pracę i życie
      osobiste grubą krechą, każąc nam być od 9. do 17. kimś innym niż
      przez resztę czasu, na ogół "nie przynosimy do pracy prywatnych
      spraw" (chyba że nawiązujemy w pracy relację półprywatną i wtedy, za
      obupólną zgodą wątki osobiste się pojawiają). Ale trudno jest nie
      przynieść do pracy zaawansowanej ciąży... wink

      Cóż, moje przewrażliwienie natrafiło na nadmierną - wciąż tak
      twierdzę - ekspresję trenerki i nastąpiła erupcja (implozja, nie
      eksplozja)...
      • id.kulka Re: Dochodzę do wniosku, że to, iż ta sprawa... 20.04.08, 13:25
        uccellino napisała:

        > Jako że epoka industrialna oddzieliła pracę i życie
        > osobiste grubą krechą, każąc nam być od 9. do 17. kimś innym niż
        > przez resztę czasu, na ogół "nie przynosimy do pracy prywatnych
        > spraw" (chyba że nawiązujemy w pracy relację półprywatną i wtedy,
        za
        > obupólną zgodą wątki osobiste się pojawiają).

        Nie powiedziałabym "kimś innym" - po prostu kimś skupionym na nieco
        innych sprawach.

        > Ale trudno jest nie
        > przynieść do pracy zaawansowanej ciąży... wink

        A nowej fryzury? Ale czy trzeba co kwadrans nawiązywać do
        fryzjerskich wątków? A po odessaniu tłuszczu? big_grin Też się tego
        raczej nie da ukryć, ale żeby od razu tak klepać na prawo i
        lewo... big_grin
      • uccellino Aha, i w pełni rozumiem, że im krótszy... 20.04.08, 13:26
        ...ktoś ma staż w staraniach, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo,
        że zrozumie taki wątek. Sama, jak zaglądałam tu rok temu, to się
        trcohe dziwowałam podobnym histeriom i miałam nadzieję, że nigdy nie
        dojdę do takiego punktu. Jednakowoż doszłam sad Kroczek po kroczku.

        Złoże więc w tym miejscu, z okazji niedzieli smile, życzenia typowe
        dla tego forum i dla forum Niepłodność: oby jak najmniej z was
        kiedykolwiek musiało mnie zrozumieć smile
        • 80misia Re: Aha, i w pełni rozumiem, że im krótszy... 20.04.08, 19:30
          A ja Cię doskonale rozumiem i chciałam gwoli wsparcia napisać parę
          miłych słów. Ja starałam się 4 lata o dziecko. To długooooo, bardzo
          długo. Na Twoim etapie starań Czułam to samo i masz rację, do roku
          starań nie pzeszkadzało mi to wcale. Po roku popadałam w obłęd,
          wszędzie widziałam brzuchy. Po trzechlatach popadłam z kompletne
          zobojętnienie w tym temacie. Temat ciąży spływał po mnie jak po
          kaczce. Zaczęłam traktować brak dziecka jako oczywistość i
          uwierzyłam, ze tak ma być. Potem pojawił się temat adopcji,
          napisałam podanie,życiorys, znalazłam ośrodek, zadzwoniłam i nie
          zdążyłam złożyć dokumentów. Co mi pozostało - świadomość ile
          przykrości można zrobić innym, nawet nie wiedząc, ze mają problem.
          Staram sie z tym nie obnosić. Ale uwierz mi, czasem trudno nie
          pochwalić się brzuchem, byle tylko nie opowiadać o tym namiętnie jak
          bohaterka twojego postu. Życzę Ci abyś jak najszybciej doczekała się
          swojego szczęścia i uwierz mi czasem pomaga właśnie zobojętnienie,
          ale wiem jakie to jest trudne.
          • aniagor Re: Aha, i w pełni rozumiem, że im krótszy... 20.04.08, 20:06
            Niestety nie da sie zobojętnić na takie rzeczy jeśli ktoś długo stara sie o dziecko albo jest np. po stracie. Ja właśnie po stracie zauważyłam jak mało taktu mają ludzie, nawet niektóre osoby, które wiedziały co mi sie przydarzyło. Kilka dni po zabiegu kolezanka z pracy w 4-tym miesiacu ciąży chwaliła mi sie, że widziała swoją dzidzię na usg i ma już rączki i nóżki i cały czas afiszowała się ze swoim brzuchem. Doszło do tego, że zmieniłam pracę, bo jakbym tam została, to wpadłabym w depresję...
            Tak to już jest, że osoby, którym ciąża przychodzi łatwo nie zdaja sobie sprawy, że inni mogą mieć z tym problemy. Nie dziwie się zupełnie twojej reakcji, ja bym chyba nie wytrzymała i powiedziała kobiecie kilka słów smile
            Zycze ci, żebyś jak najszybciej doczekała się upragnionego dzieciaczka. Mi się udało, zaczynam 9-ty tydzień. Tobie tez sie uda smile
    • aicrod5 Re: Postępujący obłęd uccellino 21.04.08, 12:41
      Jeśli oczekujesz zrozumienia własnego problemu, radziłabym otworzyć
      się na ludzi i starać zrozumieć,że nie każdy zachowuje się tak samo;
      jedna kobieta będzie dyskretna ze swoją ciążą, a druga będzie się
      afiszować, i jak dla mnie nie ma w tym nic złego. Więcej
      tolerancjismile!! Jak wyłączysz swoje negatywne emocje, jak zaczniesz
      być naprawdę życzliwa dla innych - łatwiej będzie ci żyć wśród
      ludzi. Ta kobieta nic złego ci nie zrobiła, to ty ją opisałaś w złym
      świetle, a tak naprawdę twoje spostrzeżenia mogą być wyolbrzymione.
      Sorki, ale takie jest moje zdanie na ten temat. Życzę powodzeniasmile))
    • liwilla1 Re: a mi sie wydaje... 21.04.08, 12:56
      ze tak trenerka czula sie malo profesjonalnie w ciazy, wiec pewnie dlatego wciaz
      o tym gadala. podswiadomie starala sie "usprawiedliwic" swoj stan (wielkosc
      ciala, zmeczenie nog itp.) zartem.
      rozumiem, ze moglo byc Ci przykro, ale powinnas zdystansowac sie do takich
      rzeczy, inaczej popadniesz w prawdziwa paranoje smile
      a i dla ciezarnych watek powinien byc edukacyjny, ze nie zawsze wszyscy musza
      wykazywac tyle entuzjazmu z powodu ich odmiennego stanu big_grin
      rowniez bede zwracac na to uwage
      uszy do gory.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka