madeleine.b
12.02.09, 08:42
Nie chcę się użalać nad sobą. Mam koleżankę, która była w ciąży o 3 tygodnie
'niżej' ode mnie. Mniej więcej w połowie dowiedziała się, że dziecko ma
poważną wadę serca i kwalifikuje się na operację jeszcze w łonie matki. Była
na konsultacjach, wizytach, jeździła do Łodzi i wreszcie stwierdzono, że można
poczekać aż dzidziuś się urodzi. Wczoraj (po długim pobycie w szpitalu, bo
miała zatrucie ciążowe, prawie zerową szyjkę i inne dolegliwości) synek
koleżanki przyszedł na świat. Wcześniak, ale w dobrym stanie, waży 2400. Ale
wiecie co się okazało? Lekarze z CZMiD w Łodzi stwierdzili, że jednak nie
trzeba było zwlekać z operacją, bo teraz wada jest o wiele poważniejsza i nie
wiadomo co z nią zrobić. Jutro zbiera się szacowne konsylium, aby zadecydować,
czy operacja jest możliwa czy może pozwolić małemu umrzeć.
Jestem w tej sytuacji mało obiektywna, ale nie umiem zrozumieć dlaczego
ludzie, którzy mają leczyć i pomagać tak postępują.