Dodaj do ulubionych

WYPADEK w PRZEDSZKOLU

30.09.05, 13:54
Witam wszystkich!!!
Dwa dni temu przd obiadkiem dzieci / zerówka/ poszły do ogródka.Ok.26 osób z
1 panią.
Podczas zabawy na drabinkach / typowe metalowe drabinki do wspinania sie /
syn spadł z wysokości i upadł głową /cz.potyliczną/ na metalową rurkę.
Z jego relacji wynika,że pani nic nie widziała, sam się pozbierał i nie płakał
/ dzielniakiem nie jest / poszedł do szatni gdzie "znany urwis
grupowy"ścisnął go za nos.Dostał krwotoku i dyr zadzwoniła do nas ,że radzą
sobie z zatrzymaniem krwi.
W ciągu 10 min mąż pojechał po syna i na pytanie co się stało uzyskał od pani
odp ,że nic,że biegali po ogródku.
Po godzinie syn żle,słabo się czuł,wymiotował i pojechalismy na ostry dyżur.
Tam od razu była decyzja ,że zostaje z podejrzeniem wstrząsu mózgu.
Badania,48 godz -naszczęście dziś wychodzi .
Co mam robić?Jak zachować się w przedszkolu?
Sprawy tak nie zostawię ,nie wiem jakie mam prawa ,jak rozmawiać z dyr.
Może ktoś zna lub przeżył podobny przypadek ,jak się postępuje?
Dodam ,że nie należe do cichych mamusiek.Interesuje mnie los dzieci w
przedszkolu/mam tam 2 /i jak mam jakieś uwagi,problemy to je wyłuszczam-tak
więc można powiedzieć ,że gdyby w przedszkolu robili "czarną listę
rodziców"to byłabym w czołówce.
Aha-po krótkiej inf ,że syn jest w szpitalu po urazie głowy w przedszkolu
panie powiedziały ,ze to niemozliwe.

pozdrawiam pata3sad
Obserwuj wątek
    • anik35 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 14:33
      Moze zapytaj PANIĄ DYREKTOR przedszkola która odpowiada na pytania na tym
      forum, jakie jest postępowanie w takiej sytuacji, jak ona by zareagowała gdyby
      rodzic przyszedł ze skargą.Bedziesz wiedziała czego możesz się spodziewać w
      swoim przedszkolu.Jak jak miałam problem to zapytałam i ta Pani mi
      odpowiedziała.W każdym razie nie zostawiaj tego , to Twoje dziecko i ono musi
      wiedzieć , że nie moze mu sie dziać krzywda w przedszkolu. Podziel się
      doświadczeniem, jak już będziesz po rozmowie w przedszkolu.Innym mamom NIESTETY
      ta wiedza też może się przydać.Pozdrawiam.
      • pata3 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 14:39
        zadałam pytanie i czekam na odp a poza tym mam znajomych prawników to tez sie
        coś dowiem.
        Będę inf na bieżąco o sprawie.

        pata3smile
      • alergenzb Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 17:50
        Moja 4 letnia córeczka spadla ze schodów idąc na rytmikę. Także nikt nic nie
        wiedział lub udawali że nie wiedzą. Była na rytmice i na ogrodku. Twierdziła że
        się źle czuła, kręciło jej się w głowie ale Pani nie powiedziała, wstała i bała
        się powiedzieć. W domu wymiotowała, no i natychmiast jak dziecko powiedziało że
        spadło pojechaliśmy do szpitala, wiadomo co było. Dlaczego przedszkola nie
        dbają o bezpieczeństwo dziecka. Do dziś zostały bóle głowy. Pani Dyrektor
        broniła Pań, że dziecko nie zgłosiło, tylko ciekawe gdzie były Panie.
        Napisaliśmy oficjalnie wypowiedzenie umowy jaką zawarliśmy opisując dokładnie
        wszystkie wydarzenia jakie powstały w miesiącu wrześniu, a było ich dużo. Pani
        Dyrektor nie wyjaśniała sluchając dziecka, tylko za każdym razem twierdziła u
        nas to nie możliwe.
        Współczuję, ale życie i zdrowie coreczki jest dla nsa najcenniejsze
    • herr2 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 15:51
      Jeżeli pani nauczycielka nie widziała upadku Twojego syna (bo na przykład
      rozdzielała inne dzieci, lub zwyczajnie nie uważała), to z pewnością widziały
      go dzieci, a chociaż kilkoro z nich i mogą zaświadczyć, -przecież to w końcu
      sześciolatki! Sprawę trzeba wyjaśnić koniecznie, ale proponuję nie napadać od
      razu na przedszkole a tym bardziej nie straszyć prawnikami! No chyba, że pójdą
      totalnie "w zaparte"...
      P.S. Jestem mężem pani przedszkolanki (najlepszej na świecie!) i wiem z jakimi
      tragicznymi pierdołami potrafią przychodzić dzisiaj rodzice. -Mam nadzieję, ze
      Ty do takich nie należysz wink
      • pata3 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 16:09
        Prawnikami nikogo nie strasze tylko tak dla siebie rozeznaję sprawę,
        nie chcę "napadać "na przedszkole stąd moje pytania ,by jak najrozsądniej
        załatwić sytuacje a poza tym mam jeszcze 2 synów / 1 chodzi do tego przedszkola
        a drugi pójdzie za rok/więc nie chce im zaszkodzić.
        A wypadek mojego syna nie uważam za "tragiczną pierdołę"

        pata3smile
        • zebra12 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 17:02
          Trzeba porozmawiać z paniami i jak to nic nie da, to z dyrekcją! Nie zostawiaj
          tej sprawy!
          • arwena_11 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 30.09.05, 19:37
            Witam, ja może sprubuję pomóc troszkę bardziej paragrafami, którymi możesz się
            podeprzeć w razie rozmowy z dyrekcją. Swego czasu mieliśmy problem w
            przedszkolu ( synek był bity i drapany przez agresywnego kolegę ), który mój
            mąż chciał rozwiązać pismem ( nie wysłaliśmy go, bo na szczęście udało nam się
            sprawę rozwiązać w rozmowie ). A że jest prawnikiem to napisał jak prawnik.

            (..)karalne jest zaniechanie ochrony dziecka pozostającego pod opieką i
            dopuszczenie w ten sposób do wywołania uszczerbku na zdrowiu podopiecznego,
            art. 157 kodeksu karnego. Niezdolność zapewnienia w przedszkolu bezpieczeństwa
            mojemu dziecku, rodzi nieuchronnie pytanie o odpowiedzialność karną wychowawców
            za zaistniały stan rzeczy.
            W razie "pójścia w zaparte dyrekcji można zagrozić złożeniem we właściwych
            organach Policji i Prokuratury oficjalnego zawiadomienia o popełnieniu przez
            wychowawców przedszkola zagrożonego karą do 1 roku pozbawienia wolności –
            przestępstwa z art. 157 kodeksu karnego. A także wystąpieniem przeciwko
            Przedszkolu na drogę postępowania cywilnego w celu wyegzekwowania odszkodowań
            pieniężnych oraz uzyskania zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych
            dziecka w trybie art. 427 oraz 448 kodeksu cywilnego.
            To są trochę przerobione fragmenty pisma. Ja w końcu nie złożyłam go, ale
            porozmawiałam kilka godz. z dyrekcją i wychowawczynią. Problem zniknął ( nie
            wiem na ile było to skutkiem rozmowy, a na ile nieobecnością dzieci, które
            przez kilka miesięcy mijały sie w przedszkolu ze wzgledu na choroby ( albo nie
            było mojego syna albo tamtego chłopca ) W tym roku już jest spokój.

            Z doświadczenia wiem, że paragrafy robią swoje i ludzie zaczynają taką rozmowę
            traktować poważniej. NIe piszę ty żebyś straszyła p. Dyrektor czy
            wychowawczynię, ale żebyś może pokazała im że znasz swoje prawa i ich
            obowiązki. W końcu powierzasz im swoje dziecko. One za nie odpowiadają.
            Pozdrawiam I walcz o swoje dziecko. Ono jest najważniejsze. A Panie niech
            przestaną być "świętymi krowami" i niech wiedzą że mają sie wywiązywać ze
            swoich obowiązków, bo można je z tego rozliczyć.
            • herr2 No cóż... 01.10.05, 13:19
              Czasami jedynym wyjściem z takiej sytuacji, jest usunięcie z przedszkola
              agresywnego dziecka, bo przecież trudno sobie wyobrazić, że za takim
              jednym "delikwentem" pani będzie cały czas biegała i chroniła przed nim
              pozostałe dzieci, a zajęcia dydaktyczne będą "leżeć". Wtedy jednak, więcej jak
              pewnym jest, że rodzice tegoż dziecka również zaczną "wyciągać" swoje paragrafy
              i zacznie się kołomyja!
              Zobaczycie, że jeszcze trochę i będzie "moda na zaskarżanie", jak w USA, bo
              przecież żyjemy w wolnym kraju, gdzie każdy ma swoje prawa!
              Jest trochę ironii w mojej wypowiedzi, ale naprawdę niepokoi mnie to wszystko.
              Jeszcze dwadzieścia lat temu "rządziły" przedszkola, bo były tak przepełnione,
              że robiły łaskę przyjmując dziecko. To było chore! Dzisiaj rodzic to "pan i
              władca" i robi się horror, -dwudziestu pięciu "panów i władców" na grupę! wink.
              To również jest chore i jeśli nie znajduje się "złoty środek", to najczęściej
              kiepsko to wygląda... Takie to moje "luźne refleksje". Na koniec dodam tylko,
              że absolutnie nie odmawiam racji autorce wątka (ku?).
              Pozdrawiam smile
              • arwena_11 Re: No cóż... 01.10.05, 14:36
                Wiesz co moje dziecko nie chodzi do państwowego przedszkola, tylko prywatnego.
                I ponieważ ja płacę za nie to i wymagam, żeby moje dziecko było tam bezpieczne,
                a nie zastraszane przez jakiegoś agresywnego dzieciaka. Jak sobie z nim nikt
                nie radzi to rzeczywiście jednym ze sposobów, było usunięcie go z przedszkola.
                NIe może być tak że tamten jest nietykalny, a moje dziecko przychodzi
                posiniaczone, podrapane i z podartym ubraniem. W tym roku problem zniknął, bo
                odeszła pani która w ogóle nie radziła sobie z dziećmi ( w trakcie jej pobytów
                było najwiecej kłopotów z dyscypliną ) no i chyba małemu i jego rodzicom
                zaproponowano terapię u psychologa. Przedszkole więc potrafiło w końcu
                rozwiązać problem. Tylko trzeba było troszke je popchnąć. Co do wypadku to nie
                interesowałoby mnie tłumaczenie, ze pani nie widziała, a dziecko nie
                powiedziało. Poni tam jest od tego zeby takie rzeczy widzieć, a nie plotkować z
                inną panią ( co w państwowych przedszkolach jest często standardem ). Ja na
                pewno bym tego nie popuściła. Na szczęście u nas nie ma sytuacji, że Pani sobie
                siedzi i plotkuje. Bawią sie z dziećmi na placu zabaw, nie bojąc się że się
                ubrudzą ( ostatnio z moimi dziećmi pani robiła zamek z fosą w piaskownicy, jak
                je odbierałam, to byli brudni jak nieboskie stworzenia, ale szczęśliwi, a pani,
                która też była cala w piachu, wcale nie wyglądała lepiej ).
                • herr2 Arwena! 01.10.05, 20:58
                  W kwestii formalnej: Nie wiem gdzie pracujesz, ale powiedz jak się tłumaczysz
                  (nawet przed sobą), kiedy zdarzy Ci się "wpadka"? Nie mówię tu rzecz jasna o
                  niedbalstwie (plotkujące panie, nie patrzące na dzieci), ale o zwyczajnej
                  pomyłce, czy przeoczeniu. Przecież mylić się jest rzeczą ludzką (oby nie za
                  często!wink). Jeżeli Ciebie nie interesuje czyjeś tłumaczenie, to nie zdziw się,
                  jeśli kogoś kiedyś nie zainteresuje Twoje, a to bardzo przykre...
                  Pozdrawiam.
                  • arwena_11 Re: Arwena! 01.10.05, 22:09
                    Wiesz ja w swojej pracy muszę być bardzo uważna. Kazda pomyłka może mnie
                    kosztować duże pieniżdze. Dlatego trzy razy sprawdzam to co robię. Finanse nie
                    znoszą niechlujstwa i niedbalstwa.
                    A co do błędów, to tam gdzie wchodzi w grę życie lub zdrowię mojego dziecka to
                    niestety ich nie toleruję. Są błędy i błędy. A że wśród znajomych rodziców
                    miałam przypadek, że facet umarł po pstrząsie mózgu ( miał wypadek, wyszedł z
                    samochodu, dobrze sie czół, nic mu nie było. A potem zaczął mieć zawroty głowy,
                    wymioty i zanim trafił do szpitala to umarł ). to moze jestem przewrazliwiona.
                    Moje dzieci też szaleją, ale jak przy mnie coś im sie stanie to ja za nie
                    odpowiadam. A jak daję do przedszkola to liczę że zadbają o ich bezpieczeństwo
                    najlepiej jak umieją. Wiesz co ostatnio moje dziecko odebrałam z trochę
                    rozwalonym czołem. Ale pani natychmiast jak mnie zobaczyła to poinformowała
                    mnie, ze chłopcy się bawili i w ferworze walki jeden drugiego uderzył zabawką.
                    Pani była dosłownie o dwa kroki od nich. I to jest dla mnie wypadek. Wiadomo
                    dzieci sie bawią i bywa różnie. Ale nie jest dobrze, jeśli pani nawet nie wie
                    że dziecko spadło i uderzyło się w głowę. Ani wtedy gdy jeden mały łobuz
                    terroryzuje inne dzieci i nikt sobie z nim nie umie poradzić.
                    Masz racje każdy może popełnić błąd, ale niestety za niektóre trzeba potem
                    słono płacić ( już widzę wyrozumiałego klienta, który z uśmiechem płaci karę do
                    urzędu skarbowego, bo ja się pomyliłam )
                    Pozdrawiam Marta
                    • herr2 Arwena! 03.10.05, 11:35
                      Pewnie w Twojej pracy tak to nie wygląda, ale wyobraź sobie taką sytuację:
                      Byłaś np. przeziębiona i na skutek złego samopoczucia zdarzyła Ci się pomyłka
                      (pewnie się nie zdarzają smile). Petent, który zorientował się w sytuacji,
                      przyszedł do Ciebie z zastrzeżeniami i po rozmowie z Tobą mówi: "Proszę pani,
                      ja panią rozumiem, ale na skutek tej pomyłki ja jestem stratny finansowo, więc
                      chcę aby pani spowodowała, abym nie był". Albo smaruje od razu piśmidła do
                      Twoich przełożonych, plus do prasy i lokalnej telewizji, aby wszyscy wiedzieli,
                      co tam się w tych skarbówkach dzieje! Dostrzegasz różnicę? Ponieważ
                      postępowanie wielu rodziców bliższe jest raczej temu drugiemu przypadkowi, to
                      troszkę nie dziwię się (choć nie pochwalam!) temu, że przedszkolanki plus
                      dyrekcja, zamiast się przyznać, czy też dopuścić, że coś mogły przeoczyć i
                      szukać wspólnie rozwiązania, po prostu idą "w zaparte".
                      Ogólnie panuje u nas w Polsce wzajemna nieżyczliwość i dlatego tak się dzieje
                      też i w przedszklolach.
                      Pozdrawiam.
                      Paweł.
            • roman.gawron Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 15:15
              arwena_11 napisała:

              > A że jest prawnikiem to napisał jak prawnik.

              W jakiej dziedzinie prawa mąż się specjalizuje, bo komentarza do kk. to chyba
              dawno nie miał w ręku?

              > (..)karalne jest zaniechanie ochrony dziecka pozostającego pod opieką i
              > dopuszczenie w ten sposób do wywołania uszczerbku na zdrowiu podopiecznego,
              > art. 157 kodeksu karnego. Niezdolność zapewnienia w przedszkolu
              > bezpieczeństwa mojemu dziecku, rodzi nieuchronnie pytanie o odpowiedzialność
              > karną wychowawców za zaistniały stan rzeczy.

              Ło matko boska! Serio to pisał prawnik??

              > uzyskania zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych dziecka

              Rany boskie, o czym ty piszesz?

              > w trybie art. 427

              A chociaż go przeczytałaś?

              PS. Pieniactwa i wymachiwania przed nauczycielem swoją rzekomą kompetencją
              prawniczą nie znoszę.
              • arwena_11 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 15:45
                Akurat to było wyrwane z kontekstu i przerobione przeze mnie ( bo nie chciałam
                przytaczać wszystkiego ). Może rzeczywiście to dziwnie brzmi jako wyrwane z
                kontekstu. Zareczam że pismo było składnie napisane i dobrze. najważniejsze że
                przyniosło skutek ( pisma nie złożyłam, ale sie niem podpierałam w trzkcie
                rozmowy ). Ja juź nie czytam artykółów, ale zakładam, że w lexie są najnowsze
                opracowania.
                NIe chodzi teraz o szczegóły,, bo to myślę ze każdy sobie sprawdzi, ale o fakt
                że rodzice nie są bezradni, a panie mają swoje obowiązki. ( pismo było z
                października czy listopada zeszłego roku )
                • roman.gawron Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 15:52
                  arwena_11 napisała:

                  > Zareczam że pismo było składnie napisane i dobrze.

                  Nie znam dokładnie okoliczności twojej sprawy, więc się nie odniosę. Jednak w
                  opisanej tutaj przez autorkę wątku sytuacji o żadnej odpowiedzialności - ani
                  karnej, ani cywilnej - przedszkolanki mowy być nie może.

                  > pisma nie złożyłam, ale sie niem podpierałam w trzkcie rozmowy

                  Czyli zastraszyłaś nauczycielki za pomocą naciąganych "prawniczych" argumentów,
                  wykorzystując ich nieznajomość tematu. Zrobiłaś to celowo?
                  • arwena_11 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 22:19
                    myślę że może. Przeciez ona odpowiada za powierzone jej dziecko. A jakby
                    dziecko doznało trwałego urazu?. Przecież oddając dziecko do przedszkola
                    liczymy że ma ono dobrą opiekę. Wiesz pewnie jakby moje dziecko dalej było
                    gnębione to byśmy reagowali ostrzej. Bo mój syn jest otwartym i towarzyskim
                    dzieckiem, które nigdy nie miało z aklimatyzacją w przedszkolu problemów. A po
                    akcjach z agresywnym kolegą sam zaczął się robić agresywny w domu ( mówiąc np
                    co on by zrobił temu koledze jak on go jeszcze raz uderzy) i zaczął bać się
                    chodzić doprzedszkola, bo tamten będzie i cioś mu zrobi. Zawsze zostaje walka
                    na stopie cywilnej. Ale to przecież nie o to chodzi. Chodzi o to że nie można
                    pozwalać jednemu dziecku na wszystko, bo on jest agresywny i nikt sobie z nim
                    nie radzi kosztem innych dzieci. Tak samo jak Pani nie moze nie widziec że
                    dziecko spada z drabinek. Ona jest za nie odpowiedzialna. każdy człowiek ponosi
                    konsekwencje swojego działania. Dlaczego właśnie taka pani ma jej nie oponosić.
                    Czy jak wjedziesz na kogoś na pasach to też sie będziesz tłumaczył ze nie
                    widziałeś i to cię zwolni z odpowiedzialności?
                    • roman.gawron Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 02.10.05, 11:05
                      arwena_11 napisała:

                      > myślę że może. Przeciez ona odpowiada za powierzone jej dziecko.

                      Ale jeżeli jest na miejscu, ma możliwość zauważyć problem i zareagować - i to
                      robi, to znaczy, że opiekę sprawuje z należytą starannością.
                      Uderzenie dziecka przez dziecko jest nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności i nie
                      musi wynikać z niestarannej opieki. Chyba że tę niestaranność na 100%
                      udowodnisz.
                      Nauczyciel ma też prawo działać w granicach dozwolonego ryzyka pedagogicznego.

                      > Zawsze zostaje walka na stopie cywilnej.

                      Pod warunkiem że udowodnisz zaniedbania w opiece.

                      > Tak samo jak Pani nie moze nie widziec że dziecko spada z drabinek.

                      Ależ może nie widzieć, mając pod opieką ponad 20 szkrabów. Trzeba uczyć dzieci,
                      aby tego typu zdarzenia od razu do pani zgłaszały. Po to mają buzie do mówienia
                      i główki do myślenia.

                      > Ona jest za nie odpowiedzialna.

                      Ale _winę_ trzeba udowodnić.

                      > Czy jak wjedziesz na kogoś na pasach to też sie będziesz tłumaczył ze nie
                      > widziałeś i to cię zwolni z odpowiedzialności?

                      Jak pieszy mi wtargnie na jezdnię, to mnie zwolni, ale nie mieszajmy różnych
                      gałęzi prawa.
    • effka28 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 13:35
      czegoś tu nie rozumiem.

      Dzieciom zdarzają sie upadki z drabinek,taki wypadek mógł sie zdarzyć i przy
      Tobie i przy pani z przedszkola i nikt nie jest temu winien,przecież pani nie
      będzie asekurowała każdego dziecka podczas wspinania sie.
      Być może rzeczywiście nic nie widziała,dziecko nie płakało więc skąd
      wychowawczyni miała wiedzieć ze coś sie stało?
      No chyba ze mały jej powiedział o wypadku,ale nic o tym nie piszesz.
    • amelia4 Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU- z drugiej strony..... 01.10.05, 14:10
      Witajcie.
      Chciałabym skomentować ten wątek ale w nieco innym kontekście.Pracuję w
      przedszkolu i mimo iż grupy są niewielkie, to zdarza mi sie np. zostać samej na
      placu zabaw z 20 dzieci.Wtedy nie ma dla mnie mowy o tym iż bawię sie z jednym
      dzieckiem , nie zwracając uwagi na to co robi pozostałe 19-naście.Jednak wiele
      rodziców dziwi się że jesli ich syn prosi aby Pani pograła z nim w piłke , to
      Pani odmawia.Druga sprawa- ostatnio byłam świadkiem następującej sytuacji-
      dwójka starszaków huśtała się bardzo wysoko na huśtawkach, poprosiłam aby nie
      bujali sie tak wysoko, za chwilę musiałam zwrócić kolejną uwagę chłopcu który
      skakał ze zjeżdzalni, i tak jest praktycznie co chwilę.Obok stały dwie mamy i
      moje zachowanie jedna z nich skomentowała następująco -myśląc że ja tego nie
      słyszę:" ciągle tylko opie.. te dzieci , a one sie przeciez muszą
      wyszaleć".Ręce mi opadły sad Nauczyciel niestety dosć często musi przywoływać
      dzieci do porządku ,ale to własnie dlatego aby zapobiec sytuacjom takim jakie
      opisała Pata, to nie jest nasza zła wola!!!!!
      pozdrawiam Amelia
    • roman.gawron Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 15:03
      pata3 napisała:

      > Sprawy tak nie zostawię

      Więc co zrobisz? Jaką w ogóle widzisz winę opiekunki?
      • rysia_mama_wiktorka Re: WYPADEK w PRZEDSZKOLU 01.10.05, 15:26
        a jak jest z ubezpieczeniem w przedszkolu? Przecież każde dziecko ma wykupioną
        polisę, nawet w tych prywatnych. Na wypadek czego ona jest? Przypuszczam że
        między innymi takich wypadków lub złamań kończyn.
        Co do meritum sprawy, to oczywiście jedna czy dwie panie nie są wstanie
        wszystkiemu zapobiec ale może widziałyby więcej gdyby nie gadały między sobą
        tylko chociaż patrzyły na dzieci. Pani powinna zauważyć, że dziecko spadło, nie
        mogła temu zapobiec oczywiście ale powinna mieć jakiekoliwek baczenie na
        dzieci, które są pod jej opieką. A tłumaczenie p. dyrektor, że to nie możliwe
        uważam że jest nie na miejscu.
        niestety myślę, że sprawa zakończy się na niczym, bo niby co przedszkole
        miałoby zrobić? Zwolnić panią, odpisać ci od czesnego jakąś kwotę/ no ale
        jaką?/ kazać dzieciom przychodzić w kaskachwink Sama nie wiem ale dobrze by było
        gdyby panie się dobrze przestraszyły i żeby następnym razem miały lepsze
        baczenie na dzieci.
    • jackass_1 Re: Po co w takim razie drabinki? 01.10.05, 17:07
      Czytam wątek i zadaję sobie pytanie - skoro panie nie są w stanie upilnować
      dzieci, to po jakiego diabła w każdym ogródku przedszkolnym są drabinki?
      Dreszcz mnie przechodzi, kiedy widzę mojego 3-letniego syna wychodzacego z
      paniami w przedszkolu do ogródka. Sama boję sie mu pozwalać wchodzić na
      drabinki na placu zabaw, mimo że układ jest wtedy 1 do 1, a nie 1 pani i 25
      dzieci...

      Ktoś powie, że i w łyżce zupy można utonąć, ale czy naprawdę nikt nie myśli o
      bezpieczeństwie dzieci instalując w ogródkach drabinki o wysokości 2,5 m tak
      jak to ma miejsce w naszym przedszkolu??? Widziałam jednak rozwiązania
      zastosowane w ogródku żłobkowym, atrakcyjnym dla dzieci i pełnym zabawek,
      jednak poprzedzielanym w taki sposób, aby mozna było podczas zabawy ograniczyć
      obszar, w którym porusza się dana grupa (obszar możliwy do kontrolowania przez
      panie). A zabawki dawały dzieciakom mnóstwo radochy przy minimalnym ryzyku
      powaznych urazów.

      Aha, Pata, nie zostawiaj tak tego. Dyrekcja musi o tym wiedzieć i panie
      również, że nie zyczysz sobie takich sytuacji. Kiedyś na moich oczach, gdy
      szłam odebrac syna ze żłobka, o mały włos nie doszło by do tragedii. Dzieci
      bawiły się daleko od pań, na wzniesieniu, przy betonowym murze z jednej strony
      i ostrych krzakach z drugiej. Starsze dziecko przewróciło syna prosto w krzaki
      i niewiele brakowało, a uderzyłby głową w beton. Panie siedziały na ławeczce i
      konferowały rozkosznie. Nawet nie zauważyły, co się stało.
      Jak tylko weszłam, opowiedziałam jednej z nich, co widziałam i zapowiedziałam,
      że nie dopuszczę, żeby taka sytuacja się powtórzyła. Następnego dnia byłam u p.
      kierownik, której wyłuszczyłam dokładnie, co myślę na temat pań organizujacych
      sobie kółko wzajemnej adoracji w ogródku i niezwracających uwagi na dzieci.
      Także i o tym, jakie działania podjęłabym, gdyby rzeczywiście stało się
      nieszczęście. Pani kierownik, sensowna kobitka, coś widocznie zrobiła, bo panie
      zmieniły zachowanie i takie sytuacje się więcej nie powtórzyły.

      Nie musisz od razu straszyć sądem i prawnikami, ale daj wyraźnie do
      zrozumienia, czego oczekujesz od pań i dlaczego uważasz, że nie dopełniły
      swoich obowiązków. Dobry dyrektor na pewno zareaguje odpowiednio. Jeśli jednak
      przyjmie stanowisko "nic się przecież nie stało", "pani ma prawo nie
      widzieć", "nie jej wina, że dziecko sobie zrobiło krzywdę" itp., wtedy zabieraj
      stamtąd syna czym prędzej i idź z tym wyżej - może do kuratorium?
      • roman.gawron Re: Po co w takim razie drabinki? 01.10.05, 17:21
        jackass_1 napisał:

        > Panie siedziały na ławeczce i konferowały rozkosznie.

        Czemu zakładasz, że tu było podobnie, skoro Pata o niczym takim nie pisała?
        • jackass_1 Re: Po co w takim razie drabinki? 01.10.05, 19:06
          Romanie, nie zakładam. Opisałam swój przypadek, którego byłam naocznym
          świadkiem. Nie wiemy, jak w rzeczywistości wyglądała sytuacja. Wydaje mi się
          jednak, że jeśli pani nie była w stanie upilnować dzieci (np. nie pozwolić im
          na zabawę na drabinkach), to albo zadziałał element rozpraszajacy (inne dzieci,
          pogawędka z koleżanką), albo po prostu pań było za mało.

          Jeśli za mało, to jest kilka sposobów rozwiązania problemu - mozna spróbować na
          ogródek wysłać jeszcze jedną panią np. z innej grupy (która własnie ma zajęcia
          w sali i nie potrzebuje trzech pań na raz - zawsze jest taka, która mogłaby
          pomóc), albo chocby ograniczyć przestrzeń, na której bawia się dzieci, tak żeby
          pani miała wszystkie na oku. Na pogawędki natomiast nie poradzimy inaczej, jak
          tylko przez interwencję u dyrekcji.

          Nie wydaję wyroku skazującego na panią przedszkolankę, ale widzę tu rozwiązania
          zarówno "systemowe", jak i "dyscyplinarne".
          • roman.gawron Re: Po co w takim razie drabinki? 01.10.05, 19:35
            I z tak sformułowanymi propozycjami rozwiązań się w pełni zgadzam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka