paulastar
09.03.09, 14:02
Jestem mamą bliźniaczek. Chodzą do trzylatków, ale jakby zliczyć ich
obecność w przedszkolu od września aż do teraz to może były ze dwa
miesiące (często chorowały).
Pod koniec września jedna z moich córeczek miała poważny wypadek. Na
dworzu potknęła się i upadła uderzając buźką o stolik przez co dwie
górne jedynki się wygięły do przodu. Krew się lała. Dziecko było
przerażone i jej siostrzyczka, która to widziała, również. Pani
nauczycielka mówiła mi, że na chwilę się odwróciła i wtedy doszło do
zdarzenia. Byliśmy tak zestresowani tym, że dziecina przeżywa wizyty
u dentysty, że odszkodowanie nie było nam nawet w głowie.
Najważniejsze było dla nas dobro i zdrowie dziecka. Nauczycielka i
dyrektorka dzwoniły do mnie na komórkę żeby pytać się o dziecko
(obawiam się, że dyrekcji chodziło raczej o to czy złożę wniosek o
odszkodowanie, a gdyby je przyznali wtedy od następnego roku rodzice
musięliby płacić wyższą składkę - może tego się obawiała...)
Niedawno moje dziewczynki znów poszły do przedszkola po długim
leczeniu w domu. W piątek pani nauczycielka zakomunikowała mi,
że "coś się stało". Otóż moje DRUGIE !!! dziecko zaplątało się samo
o swoje nóżki i upadło uderząjąc główką w chodnik !!! Śliwa na
środku czoła czerwono zielono fioletowa wielkości denka od
filiżanki. Moja mimika twarzy była chyba dość oczywista (bylam
zmartwiona i wściekła, że już drugi raz zdarzył się wypadek, który
dotyka moich dzieci) bo od razu przybrała oficjalny ton mimo, że
zawsze rozmawiałyśmy bardzo przyjaźnie. Pani stwierdziła, że w tym
wieku dziecko ma jeszcze "nieskoordynowane ruchy", wyobrażacie
sobie ???? to znaczy, że w domu ma skoordynowane a w przedszkolu
nie ? Na domiar złego pani powiedziała mi, że to wszystko wydarzyło
się na jej oczach !!! a na sam koniec - widząc moje wzburzenie -
dodała, że ma na to świadków, tak jakby wszystkie osoby będące tymi
świadkami w tej jednej chwili patrzyli się na moją córeczkę,która
upada i uderza się główką o BETON !!!!!!!!!!
Dodam, że nauczycielka nie zadzwoniła po mnie gdy to się zdarzyło.
Przecież gdyby zadzwoniła od razu wzięłabym dziecinę do lekarza.
Nawet jeżeli uznała, że nic się nie stało to na jakiej podstawie
skoro przedszkole nie ma ani lekarza ani pielęgniarki, a przecież
jest coś takiego jak późne zmiany pourazowe.
Pomóżcie mi proszę i podpowiedzcie jak załatwić tę sprawę, żeby
domagać się zapewnienia bezpieczeństwa swojemu dziecku jednemu i
drugiemu, ale jednocześnie, żeby to się nie odbiło negatywnie na
moich dzieciach. Co byście zrobili na moim miejscu? poszli do
dyrekcji na rozmowę prosząc o regulamin, statut przedszkola i
protoków powypadkowy czy raczej iść do tej nauczycielki, ale co to
da ? skoro już dwa razy zdarzył się wypadek. Teraz idąc do pracy
będę drżeć, że moim dzieciom może stać się krzywda.
Jaka ustawa, rozporządzenie, przepis regulują takie sprawy ?
Z góry bardzo dziekuję.