madziulec
24.03.09, 19:09
"Jeśli rząd chce, by w przedszkolach podawano insulinę i inhalatory przewlekle
chorym dzieciom, niech znajdzie pieniądze na zatrudnienie pielęgniarek. My nie
jesteśmy personelem medycznym" - twierdzą dyrektorki krakowskich placówek.
W ten sposób komentują rządową akcję, o której pisaliśmy wczoraj. Szefowe
resortów edukacji i zdrowia, a także rządowa pełnomocniczka ds. równego
traktowania, ogłosiły w ubiegłym tygodniu: dość dyskryminacji przewlekle
chorych dzieci w przedszkolach.
Dotychczas przedszkola albo odmawiały takim dzieciom przyjęć, albo - jeśli już
je przyjęły - nie zgadzały się na podawanie im jakichkolwiek leków. Teraz rząd
zapowiedział, że o odmowie przyjęcia dziecka ze względu na jego chorobę nie
może być mowy, a przedszkolanki muszą podawać im leki.
Strach paraliżuje
Nie odważę się zrobić choremu na cukrzycę dziecku zastrzyku lub zaprogramować
pompy. To powinna robić pielęgniarka - mówi Monika Wiśniowska, dyrektorka
Przedszkola nr 30. - Przepisy zabraniają nam podać nawet tabletki od bólu
głowy - informowała nas w piątek Teodora Zając, dyrektorka Przedszkola nr 9 w
Krakowie.
To dlatego w krakowskich przedszkolach rodzice chorych na cukrzycę dzieci
muszą codziennie zwalniać się z pracy, by przed obiadem zrobić im zastrzyk.
Mówiąc o zakazie podawania leków, dyrektorki powołują się na rozesłane we
wrześniu 2007 r. do kuratoriów pismo, zabraniające nauczycielom udzielania
tzw. pomocy przedmedycznej.
Według Elżbiety Radziszewskiej, pełnomocniczki ds. równego traktowania, to
kompromitujący dokument, który nie ma żadnej mocy prawnej. Obecny resort
edukacji ogłosił już, że pismo z września jest nieważne, a resort zdrowia
poinformował: przedszkola mogą podawać przewlekle chorym dzieciom leki, jeśli
poproszą o to rodzice.
Okazuje się jednak, że bardziej niż dokument sprzed dwóch lat, przedszkola
paraliżuje strach.
- Podam tabletki i krople, jeśli będzie to konieczne. Zastrzyku z insuliny nie
zrobię ani ja, ani nikt z moich pracowników. Chyba że zostaniemy wcześniej
rzetelnie przeszkoleni - mówi Stanisława Adamska, dyrektorka integracyjnego
Przedszkola nr 121 w Krakowie.
Monika Wiśniowska: - Jeśli rząd chce, by przewlekle chore maluchy faktycznie
dobrze funkcjonowały w przedszkolach, powinien przywrócić gabinety
pielęgniarek. Jeśli nie we wszystkich przedszkolach, to przynajmniej tam,
gdzie dzieciom trzeba codziennie robić zastrzyki lub programować pompę.
Lekarze popierają
Według Radziszewskiej jednak, z zaprogramowaniem pompy lub zwykłym zastrzykiem
z insuliny, przedszkolanki nie powinny mieć problemu. - Radzą sobie z tym
rodzice, a nawet dziadkowie chorych dzieci, więc dla pań z przedszkola nie
może to być kłopot nie do przeskoczenia - komentuje.
Podobnego zdania jest dr Maciej Małecki, szef Katedry i Kliniki Chorób
Metabolicznych CM UJ: - Popieram akcję, która otworzy przedszkola dla dzieci
przewlekle chorych. Powinniśmy robić wszystko co w naszej mocy, by im i ich
rodzinom ułatwić życie. Nie widzę przeszkód, aby po odpowiednim przeszkoleniu,
osoby pracujące w przedszkolach podawały chorym insulinę. To nie jest
skomplikowane.
Tyle że o szkoleniach na razie niewiele wiadomo. Że "w razie konieczności" się
odbędą, Radziszewska powiedziała nam w piątek. O to, kiedy miałyby się odbyć i
ile jest na ten cel przeznaczonych pieniędzy, spytaliśmy w Ministerstwie
Zdrowia. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Wydział edukacji w krakowskim magistracie obiecał wczoraj, że jeśli zajdzie
taka potrzeba, pomoże w nawiązaniu współpracy między przedszkolami a
pielęgniarkami. Nie tylko do robienia zastrzyków najmłodszym, ale także do
cewnikowania. - Bo w przedszkolach są też dzieci, które wymagają cewnikowania.
W takich przypadkach dyrekcja placówki wchodzi we współpracę z najbliższą
przychodnią i do dziecka przychodzi pielęgniarka. To nic nie kosztuje, zależy
od dobrej woli obydwu stron - tłumaczy wicedyrektorka wydziału Anna
Korfel-Jasińska. Teraz, w namawianiu do takiej dobrej woli, chce pośredniczyć
magistrat.
Pytanie, czy na większą skalę da się problem załatwić bez pieniędzy.
Korfel-Jasińska jest przekonana, że tak.
Programowania pomp i robienia zastrzyków dzieciom nie boją się w Przedszkolu
nr 118, które przyjmuje maluchy ze specjalnymi potrzebami żywieniowymi: - Z
pomocą rodziców poradzimy sobie. Wiemy, jak ważne jest to, by takie dzieci nie
siedziały zamknięte w domu - mówi dyrektorka Jadwiga Żurek. ("Gazeta Wyborcza
Kraków")