Dodaj do ulubionych

Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagów

08.04.09, 14:58
Uprzedzam zainteresowanych że w tym przedszkolu nie ma adaptacji w potocznym znaczeniu tego słowa, czyli rodzice nie chodzą na dni adaptacyjne z dzieckiem, dziecko nie zaznajamia się z paniami i przedszkolem np. przez dwa tygodnie przed pozostaniem w nim samemu. Już w pierwszym dniu panie przedszkolanki zachęcały mnie, abym "zniknęła" jak dziecko się czymś zajmie zostawiając je z nimi (tchórzliwa metoda ucieczki przed emocjami dziecka - psycholodzy podkreślają, że zawsze trzeba dziecko uprzedzić i powiedzieć kiedy się wróci), pomimo iż syn nawet nie znał imienia żadnej z nich, nie mówiąc o zaprzyjaźnieniu się. Czwartego dnia wręcz wyproszono mnie praktycznie z placu zabaw, bo inne dzieci na tym cierpią, że jedno z nich jest z mamą (widocznie tylko to jedno - mój syn ma normalnych rodziców, którzy nie godzą się porzucić swego dziecka pierwszego dnia wśród kompletnie obcych ludzi). Oczywiście miałam sobie pójść na zakupy i to miało być tylko do momentu gdy nie uda im się opanować płaczu dziecka, ale w innej rozmowie pani przedszkolanka wspomniała, że dzieci po prostu płaczą, a pół godziny płaczu dziecka (przypomnę zostawionego wśród kompletnie obcych ludzi)to nic wielkiego. Dla mnie - nieludzka metoda, pozbawiająca dzieci poczucia bezpieczeństwa, ucząca dzieci nadmiernej łatwowierności w stosunku do zupełnie obcych ludzi (mąż uśmiechnął się do jednego z tych przedszkolaków, a ten chłopiec od razu przybiegł do niego się przytulić - osoby którą widział pierwszy raz w życiu), wykluczająca jakąkolwiek kontrolę rodziców nad tym co tak naprawdę dzieje się w przedszkolu. To co tam zaobserwowałam nie spodobało mi się na tyle, że zabrałam stamtąd dziecko w trybie natychmiastowym. Ostrzegam, bo przy podpisywaniu umowy zapewniono mnie (ta przedszkolanka tam już nie pracuje), że dziecko będzie miało łagodną adaptację, wprowadzenie przez plac zabaw z towarzyszącym rodzicem czy którymś z dziadków. W związku z tym przedszkola nie polecam, no chyba że ktoś ma dziecko po żłobku, już przyzwyczajone do zostawania wśród ludzi obcych, albo jest rodzicem o stalowych nerwach i kamiennym sercu. Jedyna rzecz nad którą się jeszcze zastanawiam, to czy tak pięknie mówiąca o dobru dziecka dyrektorka tego przedszkola nie była czasem wcześniej pracownikiem domu dziecka, bo procedury wręcz identyczne.
Obserwuj wątek
    • mamamichala40 Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 09:24
      Niestety, tak to jest z tymi "Akademiami". Jeśli placówka, do której chodzą
      dzieci w wieku 3-6 lat, nie ma w nazwie słowa "przedszkole", to znaczy, że nie
      spełnia wymagań stawianych przez prawo i przedszkolem nie jest. Może tam
      pracować każdy, nawet osoby bez wykształcenia pedagogicznego; nie ma żadnego
      nadzoru, nawet nie musi realizować programu. W skrajnych wypadkach bywało tak,
      że dzieci po prostu robiły, co chciały, bo panie nie umiały się nimi zająć.
      • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 11:47
        zapewne w państwowym przedszkolu pozwoliliby zostać autorce wątku z
        dzieckiem, by adaptacja była łagodna.
        Moje dziecko chodzi do tego przedszkola, nie zostawałam z nim tak,
        jak tego wymaga autorka wątku dla swojego dziecka. A były duże
        problemy na początku i dzięki współpracy z paniami i przyjęciu
        jasnych, dobrych dla wszystkich (w tym innych dzieci) reguł - udało
        się po miesiącu w zasadzie pokonać problemy.
        To małe przedszkole (jest to przedszkole, mimo nazwy, mają
        odpowiednie papiery) - trudno sobie wyobrazić, że jakaś jedna czy
        druga mama towarzyszy tam dziecku, bo i miejsca niedużo i np. ja
        nie chciałabym, żeby moje dziecko brało udział w zajeciach w
        towrzystwie innych mam. Idea przedszkola jest tak, że dziecko w nim
        zostaje samo!
        Widziałam zresztą będąc z synkiem na chwilę w przedszkolu, na placu
        zabaw (bo jest po szpitalu i siedzimy miesiąc w domu) - mamę z
        dzieckiem, być może właśnie autorkę wątku - i szczerze mówiąc,
        współczułam dziecku - bo być może jeszcze nie jego czas na
        przedszkole, a być może mama, która mu absolutnie we wszystkim
        asystowała, wcale nie ułatwi adaptacji, tylko rozstanie uczyni dużo
        trudniejszym. Żadna to wina pań, bo one muszą w tym czasie czuwać
        nad dziećmi, które pozostawiono im pod opieką, a nie rozwiązywać
        problemy matki, która nie może i nie potrafi rozstać się z
        dzieckiem i której nastawienie emocjonalne do idei przedszkola jest
        negatywne - dzieci to czują.. zresztą, co miały robić, jak
        chłopczyk kładł się na ziemię i wrzeszczał - oczywiście łapiąc za
        mamę.. Nam się udało, bo też długo z dzieckiem rozmawialiśmy,
        opowiadaliśmy o przedszkolu, i mimo trudności nie uważam, żeby
        adaptacja przebiegała w sposób "brutalny" dla dziecka. Jestem tez
        przekonana, że gdybym non stop dziecku towarzyszyła, byłoby gorzej.

        i jeszcze na zakończenie - wielokrotnie zostawałam chwilę dłużej,
        jak dziecko już weszło do sali, ale nie przeszkadzałam innym
        dzieciom. Jak mój syn płakał, panie do mnie dzwoniły, przychodziłam
        do przedszkola i albo go zabierałam, albo pocieszałam i wracał do
        grupy - ale tez tak, żeby inne dzieci niekoniecznie były świadkami
        scen rozpaczy mojego syna i moich prób uspokojenia go. A to co
        zobaczyłam w ubiegły piątek w przedszkolu było po prostu.. wybacz
        autorko wątku - żałosne.
        Pozdrawiam serdczenie i czekam na gromy z Twojej strony wink (chyba,
        ze zmienisz nieco zdanie po mojej wypowiedzi, czego szczerze
        życzę.. Twojemu dziecku)..
        • sanna.i Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 13:14
          Ja nie jestem autorką wątku,ale co tam,pogadam sobie.

          agaluba napisała:

          > zapewne w państwowym przedszkolu pozwoliliby zostać autorce wątku z
          > dzieckiem, by adaptacja była łagodna.

          Przedszkole na Dolnym Mokotowie.Państwowe.Adaptacja od początku listopada do
          czerwca.Zajęcia raz w tygodniu.

          Wydawało mi się,że czasy (komuny),kiedy do dziecka podchodzi się z wrażliwością
          buldożera już minęły.A tu niespodzianka. Okres adaptacyjny nie jest wymysłem
          nadopiekuńczych rodziców.Nie wierzysz? Poczytaj:
          www.awans.net/strony/wychowanie_przedszkolne/orlowska/orlowska1.html
          • crispina Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 14:46
            Okres adaptacyjny, o którym pisze sanna, to chyba płatne zajęcia dla
            maluchów po południu w sali przedszkolnej. Są takie w wielu
            przedszkolach (publicznych). Po przyjęciu do przedszkola publicznego
            był jeszcze tydzień (w naszym przypadku w czerwcu), gdy można było
            przychodzić z dziećmi na krótkie zajęcia przedpołudniowe. To było
            bezpłatne ale tylko dla przyjętych, takie oswojenie się z miejscem.
            We wrześniu natomiast mamy, babcie i inni członkowie rodzin po
            pierwszych dniach byli grzecznie wypraszani i ja to rozmiem. Dzieci
            trochę marudziły, w drugim dniu rano prawie wszystkie siedziały pod
            ścianą i płakały ale panie potrafiły sobie z tym poradzić.
            W prywatnym przedszkolu było podobnie.
            Nie zaadaptuje się dziecka w przedszkolu jeśli nie zostawi sie go
            samego. Nie bardzo zatem rozumiem oburzenie autorki wątku. Chyba
            rzeczywiście to ona nie dorosła do bycia mamą przedszkolaka. Wcale
            się nie dziwię przedszkolankom, że starały się jej pozbyć, a teraz
            pewnie odetchnęły z ulgą. Współczuję dziecku.
          • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 16:16
            w wymienionym przedszkolu jest adaptacja i do tego jak najbardziej
            łagodna i nastawiona na "bezstresowość" u dzieci - tylko trzeba się
            trzymac pewnych reguł - i nie przesadzać "w dugą stronę"... Panie z
            płaczącymi radzą sobie świetnie, tylko tez trzeba im dac szansę.
            Dziecko nigdy się nie przyzwyczai i nie wejdzie do grupy, jeśli
            obok cały czas będzie stała zdenerwowana i ewidentnie emocjonalnie
            niechętna mama - a taką własnie osobę spotkałam w tym przedszkolu -
            z dzieckiem, które na siłe próbowała wepchnąć w grupe bawiących się
            dzieci.. Do początku roku przedszkolnego zostało zresztą jeszcze
            sporo czasu..i osobiście nawet bym nie chciała, żeby uwaga pań
            skierowana była na mamę z dzieckiem, które dopiero od września
            pójdzie do przedszkola zamiast na dzieci, które już do przedszkola
            chodzą..
            Ja zaczełam prowadzać synka na trochę - żeby się oswoił dopiero pod
            koniec sierpnia i sądzę, że gdyby wówczas pojawiła się mama z
            dzieckiem i koniecznie chciała zostać trochę dłużej, to nie byłoby
            żadnego problemu..
            • jorn1 Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 09.04.09, 17:38
              Sadzac z innych watkow na forum autorka ma lekka obsesje na punkcie
              (nie)zostawiania dzieci z kimkolwiek i gdziekolwiek, nie dziwie sie
              wiec ze nie byla w stanie dostosowac sie do ogolnie przyjetych zasad
              adaptacji. U nas w przedszkolu panstwowym jakos zadna mama nie
              zostawala z dzieckiem w pierwszych dniach wrzesnia ( wczesniej, w
              czerwcu byl owszem tydzien adaptacyjny gdy dzieci mogly przyjsc z
              opiekunem ), nie zuwazylam zadnej traumy u dzieci, owszem plakaly,
              ale uspokajaly sie wkrotce po wyjsciu mam. Moj Synek po dwoch dniach
              placzu pokochal przedszkole miloscia absolutnasmile
              • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 12.04.09, 21:16
                No cóż, każdy swojego broni. Jak ktos w przeszłości zostawił swoje dziecko bez litości w przedszkolu z obcymi paniami to teraz w życiu nie przyzna się do błędu i takie postępowanie uważa za naturalne. Gwoli wyjaśnienia: umowę z przedszkolem miałam od kwietnia - nie od września (można tak w przedszkolach prywatnych) i od pierwszego dnia syn mógł przebywać na zajęciach przedszkolnych - ja też bo taka była ustna obietnica przedszkola z której później się wycofało. Gdyby przy podpisywaniu umowy (rok wcześniej) powiedziano by mi jak sytuacja z adaptacją wygląda, nigdy nie zapisałabym syna do tego przedszkola - po prostu wprowadzono mnie w błąd. W drugim dniu zostawiłam syna z jedną z przedszkolanek przez 15 minut w sali, sama siedziałam w szatni - to nie syn przerwał to odosobnienie lecz przedszkolanka, która wyszła podać obiad dzieciom. Na placu zabaw panie w ogóle nie interesowały się synem, uznając widocznie że skoro ja jestem to nie ma potrzeby się już nim za bardzo zajmować. Nie tak powinno wyglądać oswojenie dziecka z przedszkolem. Co do sytuacji następnego dnia - syn przewrócił się na placu. Zwykle podnosi się sam, tam próbowała go podnieść jedna z pań przedszkolanek - jedna z tych z którymi słowa nawet nie zamienił. Nie chciał żeby go podnosiła - cóż w tym dziwnego, panie z przedszkola też chyba nie pozwalają się obściskiwać obcym ludziom w metrze? Nie wrzeszczał, zaprotestował tylko. Panie przedszkolanki uznały to za bardzo niepokojący sygnał. Gdy w weekend opowiedziałam o tym naszej pediatrze (zna syna od urodzenia) i znajomej mamie 3 dzieci ze stażem w przedszkolach - uśmiały się, a jednocześnie poradziły po moich opowieściach żeby jednak zmienić przedszkole, co też uczyniłam po awanturze kolejnego dnia, kiedy to próbowano wygonić mnie z przedszkola na zakupy, a panie będą sobie radzić z synem po swojemu (ciekawe jak - związały by go?). W przedszkolu od 2 tygodni była dziewczynka - płakała tam codziennie gdy tam byłam. Nie zauwazyłam aby którakolwiek z pań ją przytuliła, wręczały jej tylko misia przytulankę, a na jej prośby o pójście do domu odpowiedały tylko, że do jej domu iść nie mogą, a dziecko ma zostać w przedszkolu. to było dopiero wpychanie dziecka w grupę do przedszkola i może gdyby jej rodzice mieli okazję to zobaczyć też by ją stamtąd zabrali. Do agaluba - jak rozumiem jesteś mamą tego chłopca który tam przyszedł z cukierkami czekoladowymi i częstował wszystkie dzieci pomimo że niektóre są z alergiami? Dawno nie widziałam tak zastraszonego dziecka jak twój syn. On po prostu bał się wręcz ust otworzyć. Nie chcę żeby mój syn taki był, to wszystko w tym temacie, a każdy wybiera przedszkole sam na swoją odpowiedzialność.
                • crispina Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 10:02
                  Ponieważ należę do matek, które kiedyś w przeszłości zostawiły swoje
                  dzieci w przedszkolu bez litości i one teraz ze strachu (wyłącznie)
                  są z tego zadowolone czekam na kolejne mrożące krew w żyłach
                  opowieści z kolejnego przedszkola nieodpowiedniego dla SYNA - nie
                  mam wątpilwości, że tak to właśnie się skończy.
                  Terapia by się przydała, synowi już niestety też ...
                  • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 14:12
                    Do Crispina - żałosny tekst i bez komentarza do tych bzdur. Skoro
                    Twoje dziecko i Ty jesteś zadowolona od poczatku to po co się tu w
                    ogóle wypowiadasz? Czyzbyś to Ty była sfrustrowana matką szukającą
                    terapii przez internet? A może jedynie Twoje metody odnośnie
                    wychowania przedszkolnego są słuszne? To że Twoje dziecko
                    zaadaptowało się szybko nie oznacza że inne dzieci tez. A clue
                    mojego watku dotyczy mniej lub bardziej świadomego wprowadzenia mnie
                    przez przedszkole w błąd co do rodzaju (czy też braku) adaptacji w
                    wybranym przeze mnie przedszkolu.
                    • crispina Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 14:35
                      No tak riposta typowa dla Ciebie Joanno.
                      Moje komentarz dotyczył opisanego przez Ciebie i obsewującą Cię z
                      boku inną mamę histerycznego zachowania Twojego syna. Terapia przez
                      internet jest mało skuteczna polecam inną, bardziej bezpośrednią
                      formę ...
                      Ps. W żadnym przedszkolu nie pozwolą aby nadopiekuńcza mama
                      przeszkadzała w zajęciach przez cały czas ich trwania (i to przez
                      kilka dni!). Jak czułyby się inne dzieci? Nie pomyślałaś ?
                      • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 16:16
                        Nie znasz mnie i nie jesteśmy po imieniu. Mój syn nie zachowywał sie
                        histerycznie w żadnym momencie przebywania w przedszkolu i jestem
                        pewna, że gdyby adaptacja potrwała jeszcze troszkę dłużej nie byłoby
                        problemu z pozostaniem tam jako rasowy przedszkolak. Grubo się
                        mylisz sądząc, że nie ma przedszkoli z normalną adaptacją. Wiekszość
                        przedszkoli publicznych i prywatnych ma zajęcia adaptacyjne
                        dwutygodniowe (często w sierpniu), gdzie przedszkolaki przebywają na
                        tych zajeciach z opiekunami właśnie po to, aby oswoić się z
                        przedszkolem przed samodzielnymi zajęciami we wrześniu, spora część
                        przedszkoli prywatnych ma nawet płatne zajęcia adaptacyjne przez rok
                        (!) poprzedzajacy normalne rozpoczęcie przedszkola. I ja już takie
                        przedszkole znalazłam - tym razem wszystko będzie ujęte w umowie. A
                        co do obecności opiekuna:
                        1) czy to przedszkole nie wiedziało, że zaczynamy od kwietnia i w
                        tym czasie nie będzie rodziców innych dzieci? Przecież tak
                        podpisaliśmy umowę i umawialiśmy się na stopniową łagodną adaptację
                        z opiekunem. Jeśli nie skojarzyli tych faktów - żle to o nich
                        świadczy - łapią klienta za wszelką cenę i obiecają Ci wszystko
                        dopóki nie podpiszesz umowy;
                        2) opiekun nie przeszkadza w zajęciach, siedzi z boku i stopniowo
                        się wycofuje. Zresztą w tym konkretnym przypadku - o jakich
                        zajeciach my mówimy - byliśmy tam tylko na placu zabaw i dzieci
                        biegały sobie tylko swobodnie, a panie nie organizowaly im żadnych
                        zabaw czy zajęć (20 dzieci w całym przedszkolu i 4 opiekunki +
                        dyrektorka). Jak wspomniałam syn nawet nie poznał imion tych pań. A
                        chodziło właśnie o to żeby się z nimi trochę zapoznał jeszcze na
                        placu zabaw, a w zajęciach przedszkolnych uczestniczył już sam (też
                        nie bardzo sobie wyobrażałam że siedzę tam z tymi dziećmi na
                        podłodze i co przepraszam tam robię) poczynając nawet od krótkiego
                        okresu typu 15 minut-godzina i wydłużając to stopniowo. Początek
                        został zrobiony już drugiego dnia - pisałam o tym - wyszłam do
                        szatni uprzedzając syna, a syn został z przedszkolanką (ja ją
                        musiałam nakłonić, żeby podeszła do syna i trochę porozmawiała) i
                        nie było żadnej histerii ani nawet jednej łzy. Idąc metodą małych
                        kroczków można naprawdę dziecko wprowadzić do przedszkola bez
                        zbędnych łez i krzyku. Trzeba tylko cierpliwości, zarówno po stronie
                        rodziców, jak i przedszkolanek. A tego najwyrażniej najbardziej
                        brakuje, bo przedszkole to towar deficytowy.

                        Co do innych dzieci, wspomniałam że jeden z chłopców chciał się
                        przytulić do męża, który się do niego uśmiechnął. Ja pocieszyłam
                        płaczącą dziewczynkę zapewniając ją że mama na pewno przyjdzie
                        później (cytat z jej rozmowy z przedszkolanką: dziewczynka mówi
                        płacząc że chce iść do domu, p. odpowiada - a do czyjego domu mojego
                        czy twojego. Dziewczynka - do mojego. P- do Twojego nie możemy
                        pójść, musimy zostać tu w przedszkolu i wręczyła przytulankę). Moim
                        zdaniem te dzieci nie były gotowe do przedszkola (chłopiec był tam
                        co najmniej 2 miesiące, dziewczynka 2 tygodnie- płakała codziennie).
                        Mojego syna nie musiałam w ogóle pocieszać, bo ganiał ze starszymi
                        dziećmi albo bawił się z jedną z młodszych w chowanego. U innych
                        dzieci krzywdy z powodu mojej obecności nie zauważyłam - stałam
                        raczej z boku, ta sytuacja z dziewczynką to był wyjątek. Myślę, że
                        zasada, aby nie zostawiać dziecka z kompletnie obcymi ludźmi jest
                        bardzo zdrowa. Czy Ty jeżdzisz na wakacje z kompletnie obcymi ludźmi
                        śpiąc z nimi w jednym pokoju, czy też wolisz jechać ze znajomymi?
                        Dlaczego zatem wymagasz od dziecka aby natychmiast zaprzyjaźniło się
                        z kompletnie obcymi ludźmi w przedszkolu? Bo tak Ci wygodniej i
                        zapłacisz mniej za przedszkole niż za opiekunkę? Rozumiem ludzi,
                        którzy są w przymusowej sytuacji ze względów finansowych czy
                        rodzinnych, ale w sporej części przypadków tak nie jest. W
                        przedszkolu tak naprawdę fajnie bawiły się tylko dzieci starsze -
                        około 3,5- 4 lata i powyżej oraz dziewczynka 2,5 roku która była po
                        żłobku. Reszta nie bardzo potrafiła sobie zorganizować czas, więc
                        trochę się snuli po tym placu zabaw. I nie współczuj mojemu synowi,
                        bo równie dobrze ja mogę powiedzieć, że Ty jako egoistyczna matka
                        porzuciłaś swoje dziecko w przedszkolu, żeby płakało tam tak długo
                        aż w poczuciu beznadziejności sytuacji i braku zrozumienia oraz
                        niecierpliwości rodziców dostosowało się do przedszkola - bo jakie
                        miało inne wyjście? A jeśli brak chęci dotykania przez obcych ludzi
                        nazwasz u dziecka histerycznym zachowaniem - to raczej sama
                        porozmawiaj z psychologiem lub choćby z pediatrą. Wolę mieć dziecko
                        ostrożne niż przesadnie łatwowierne wobec obcych, co przecież tak
                        łatwo wykorzystać. Zachęcam też rodziców, aby o ile to tylko możliwe
                        uczestniczyli z dziećmi w takich właśnie zajęciach adaptacyjnych
                        organizowanych przez przedszkola dla dzieci przed właściwymi
                        zajęciami przedszkolnymi. Myslę, że oszczędzą w ten sposób dzieciom
                        sporo stresu, którego jeszcze przecież w życiu doświadczą niemało.
                        • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 16:54
                          A skąd Ty się tu wzięłaś Crispino? Bo widzę, że masz tylko dwa wpisy
                          na wszystkich forach Edziecka i tylko w tym wątku. Czyżby
                          nauczycielka tego przedszkola?
                • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 20:28
                  ratunku!! wdałam się w dyskusję z wyjątkowo zawziętą istotą..
                  przepraszam - Panią, bo rzeczywiście nie jesteśmy po imieniu...

                  nie szkoda czasu na to?

                  tak, jestem tą wredną matką, która zabrała syna do knajpy, która
                  potem współtworzyła miejsce dla mam w warszawie, z wściekłości, że
                  w tym kraju panuje stereotyp, iz matki z dziecmi powinny siedziec w
                  domu i niestety częśc matek jest przekonana, że tak być powinno - i
                  w tym Pani chyba również.
                  Z tym nie wygram, trudno.

                  a co do zastraszonego chłopca - śmiać mi się chce.. moje dziecko
                  było niedługo po szpitalu i dośc poważnej chorobie i miało ostre
                  zalecenie nieforsowania się, mimo to pozwoliłam mu na
                  odrobinę "szaleństwa", dzieci szybko wciągnęły go do zabawy., a
                  synek był przeszczęśliwy i nie chciał wracac do domu.. A co do
                  cukierków..sądzę, że gdyby były dzieci alergiczne, panie by mi
                  powiedziały, cukierki były wcześniej zresztą konsultowane z
                  przedszkolem.. a jak się ma urodziny, to miło czasem poczęstować
                  dzieci cukierkami, nie? Ja pamiętam sama taki zwyczaj.. z zewnątrz
                  wiele rzeczy wygląda inaczej, toteż i ja zastrzegłam, iż mówie o
                  swoich obserwacjach i wnioskach ja mi się nasuneły po tym, co
                  zobaczyłam. Może trzeba było z paniami porozmawiać i przedstawić
                  jasno swoje oczekiwania odnośnie adaptacji syna - chcę, żeby było
                  tak i tak - czy mogę na to liczyć, kiedy paniom byłoby najwygodniej
                  itd.. Ja tak zrobiłam, bo nie jestem jedyną matką przedszkolaka w
                  tej placówce i wiem, że trzeba się liczyć z innymi. Cieszę się
                  jednak, że znalazła Pani inne przedszkole! Niech do przedszkola na
                  braci wagów chodzą te dzieci, których rodzicom odpowiadają takie
                  warunki i którzy chcą, by tak a nie inaczej odbywała się adaptacja,
                  na szczęście wybór mamy wolny.
                  Chce tylko podkreślić, iż przedstawiła Pani swoje odczucia w sposób
                  autorytarny i dośc wyrywkowy - ja zrobiłam dokładnie to samo -
                  pokazując Pani, że krótka obserwacja może doprowadzić do różnych,
                  często równie przykrych wniosków i osądów. Każdy z rodziców
                  podejmuje decyzję w swojej opinii najkorzystniejszą dla swojego
                  dziecka - Pani i ja mamy na ten temat inne zdania. I co więcej
                  pewnie - obydwie jesteśmy dobrymi matkami. I pewnie gdyby
                  dłużej "pogadać" okazałoby się, że na adaptację przedszkolną mamy
                  podobne zapatrywania - bo nie jestem bezlitosną matką, która
                  zostawiła syna na pastwę obcych ludzi, tylko w sposób najbardziej
                  dogodny dla niego, przedszkola i innych dzieci przeprowadziła go
                  przez ten pierwszy trudny okres - panie bardzo mi w tym pomogły,
                  ale też ja sama robiłam wiele, nie zwalając całej odpowiedzialności
                  na przedszkole.

                  I prosze nie straszyć moją osobą i wyciągac starych wątków, bo na
                  Pani niekorzyśc mogę dodać, iż po tamtej sprawie otrzymałam (ja i
                  moja wspólniczka) wiele głosów poparcia - by mamom żyło się
                  normalniej, byśmy były traktowane (my i nasze dzieci) tak jak w
                  innych cywilizowanych krajach..


                  Tym samym kończę tę przemiłą rozmowę, życze powodzenia w innym
                  przedszkolu i więcej zrozumienia dla innych (być może mniej
                  zacietrzewienia i skoncentrowania na własnych racjach tylko)..
    • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 17:08
      co do Agaluba polecam poniższy wątek, pamiętam że czytałam nawet o
      tym w Wyborczej i nie omieszkam dodać, że jestem przeciwko
      zabieraniu dzieci do zadymionych klubów o 19 wieczorem

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=411&w=36254223&a=36254223
      • mama_moni Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 22:38
        Nie wnikam w zupełnościw całość dyskusji, bo nie znam przedszkola smile ale jedno,
        co mi się nie spodobało w tym co opisała autorka wątku to to,że panie kazały się
        jej "wymknąć",żeby dziecko nie zauważyło kiedy wyszła.
        To jakieś metody z PRL-u rodem. Wszędzie się mówi o tym,że nie powinno się
        okłamywać dziecka! W przedszkolu gdzie chodzi moja córeczka panie wręcz "kazały"
        mi za kazdym razem mówić córeczce "pa pa, wrócę po Ciebie po obiadku"
        To uczciwe wobec dziecka, nie uważacie?
        • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 14.04.09, 23:05
          jeśli tak było naprawdę... bo aż mi się wierzyć nie chce - mnie
          panie wręcz pilnują, żebym dochowywała w szczegółach codziennego
          rytuału, a jak miałam się spóźnić kiedyś z odbiorem i dzwoniłam do
          przedszkola - to z wielkim przejęciem "organizowały" moją rozmowe z
          dzieckiem, żebym osobiście mu powiedziała, że się spóźnię.
          Sądzę znowu, że to pewna nadinterpretacja Autorki i nieporozumienie
          wynikające ze złego nastawienia i zbyt wielu emocji. Mogę się mylić
          (bo znowu mi się oberwie wink), może któraś pani tak powiedziała, ale
          też trudno mi uwierzyć, że to miała na myśli - jeśli tak jednak
          było, to nie było to w porządku. Nie zmienia to faktu, że osąd
          Autorki był bardzo - moim zdaniem - emocjonalny i cząstkowy (a
          byłam "świadkiem" akurat tej adaptacji)- a ja chciałam podać
          kontrargument i pokazać swoją historyjkę, która świadczy o czymś
          zupełnie innym i że można się dogadać. W końcu to forum od
          wymieniania opinii na temat przedszkoli? w każdym razie - moim
          zdaniem - chyba warto precyzować swoje oczekiwania i rozmawiać
          otwarcie z personelem przedszkoli, myśle że dzieki temu bedzie
          mniej nieporozumień w kwestii adaptacji to jesli mogę
          podpowiedzieć innym rodzicom debiutujących przedszkolaków. nie
          zawsze możliwe jest spełnienie wszystkich naszych oczekiwań, ale
          mówić otwarcie i spokojnie o nich warto. (lepiej z paniami w
          przedszkolu niż z żalem na forum). Zwłaszcza, że panie w tym akurat
          przedszkolu sa otwarte na rozmowę - przynajmniej tak wynika z
          mojego doświadczenia i na pewno można im zwrócić uwagę, że coś nas
          zaniepokoiło.
          A tak w ogóle:
          Ponieważ istnieje szansa, ze Autorka mieszka niedaleko mnie (to
          samo przedszkole).. mam nadzieję, że nie dostanę niespodziewanie w
          dziób (albo co inne) za to swoje inne zdanie i żarliwą obronę pań
          przedszkolanek..np. w mięsnym.. bo sama myśl o adaptacji syna do
          sopockiej z innego sklepu (dla bezpieczeństwa trzeba by sklep
          zmienić), dajmy na to z żoliborza, napawa mnie przerażeniem..
          Oczywiście, w imię obrony dobrego imienia placówki dydaktycznej, do
          której syna posyłam i swojego innego zdania oraz wyciągania takich,
          a nie innych wniosków z obserwacji jednej scenki, gotowa jestem i
          na takie poświęcenie, a co tam..
          (ech i nawet rabatu mi w tym przedszkolu za to nie dadzą..) smile
          (no a teraz to już na pewno mi się dostanie..)
          • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 15.04.09, 11:44
            chyba szkoda dalszej dyskusji na ten temat ( i kto tu podchodzi do
            tematu emocjonalnie sądząc po ostatnich postach agaluba - nie martw
            się nie mieszkam koło Ciebie i nawet nie bardzo pamiętam jak
            wyglądasz, raczej przyglądałam się Twojemu dziecku). Mam wrażenie,
            że mówimy o dwóch różnych przedszkolach - cudownym do którego chodzi
            dziecko agaluba i tym do którego ja trafiłam, i w którym od
            pierwszego dnia panie namawiały mnie na zniknięcie dziecku (nawet
            dyrektorka w rozmowie telefonicznej była zaskoczona że nie chcę tak
            robić - widocznie jest to tam normalna sprawa). Nic agaluba nie
            pisze jak dokładnie wyglądała adaptacja jej dziecka. Czyżby tak
            naprawdę jej nie było? A może zostawiła je po prostu już w pierwszym
            dniu paniom, a one zadzwoniły lub nie. Nic zatem nie wie na temat
            tego jak rzeczywiście adaptował się do przedszkola jej syn, a z tego
            co ja widziałam obserwując chłopca nie był szczególnie zintegrowany
            z przedszkolakami - nie ruszył do zabawy z nimi, czy choćby się
            przywitać, raczej kurczowo trzymał rękę mamy, a oddalił się na
            krótko by wręczyć cukierki dzieciom dla których przedszkolanka
            zarządziła zbiórkę w dwuszeregu i odśpiewanie 100 lat (te zbiórki to
            chyba trochę za wcześnie jak dla części dzieci niespełna 3-letnich).
            A porozumieć się z paniami przedszkolankami i pania dyrektor nie
            dało się. Ciagle wracaliśmy jedynie do tej samej śpiewki, że mam
            opuścić przedszkole, mimo że uzgodnienia wcześniejsze były inne.
            Jedyne co mi zaproponowano to zawieszenie umowy do sierpnia, a w
            sierpniu znowu ta sama metoda - przychodzę i zostawiam dziecko już
            pierwszego dnia znowu wśród obcych pań, szkoda więc było tracić
            czasu na dalsze przekonywanie do swoich racji.
            A to "nie jesteśmy po imieniu" było do Crispiny (czyli fałszywej
            tożsamości stworzonej dla potrzeb tego wątku), czyżbyś to Ty nią
            była?

            Rodzicom polecam metodę sprawdzania, z kim się dyskutuje (o ile jej
            już nie znacie). Na każdym forum są okienka "szukaj" (dolne -
            wyszukiwanie na danym forum, górne - wyszukiwanie we wszystkich
            forach), w które należy wpisać nicka danej osoby i wyskakują
            wszystkie wątki, w których dana osoba uczestniczyła. To pomaga
            zorientować się w poglądach osoby, która w danym momencie się
            wypowiada (o ile was to interesuje oczywiście), pozwala też
            zidentyfikować fałszywe tożsamości założone tylko dla potrzeb danego
            wątku (np. osoby które robią sztuczny tłum dla poparcia swoich
            poglądów). Na tym forum pozwala to też myślę zidentyfikować
            przynajmniej częsciowo właścicieli czy pracowników przedszkoli,
            którzy wypowiadają się jako np. fałszywa mama. Takie ryzyko
            anonimowości internetu.
            • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 15.04.09, 13:58
              punkt dla Ciebie - faktycznie nie napisałam dokładnie, jak
              integracja z grupą wygladała.
              Otóż w sierpniu młody był przyprowadzany na godzinę, góra dwie
              codziennie, potem stopniowo dłużej. przed kazdym pójściem do
              przedszkola mu tłumaczyłam na czym to polega, ile zostanie, itd.
              Przychodziłam zawsze o umówionej porze (np. zaraz po obiadku). We
              wrześniu zaczeły się płacze, więc ustaliłam z paniami, ze gdyby nie
              udało się ich opanowować, niech dzwonią - miałam nadzieję, że
              płacze będą góra kilka dni (bo już chodził i poznał dzieci itd..).
              nie udało się, więc w kolejnej rozmowie z paniami, ustaliłyśmy, że
              bedzie chodził krócej, a czas stopniowo bedziemy wydłużać. Po
              każdym dniu miałam szczegółową relację, jak było, itd. Nie
              zostawałam z nim w przedszkolu, bo wspólnie z paniami doszłyśmy do
              wniosku, że to nie ma sensu, że bedzie tylko gorzej, zresztą nigdy
              przy rozstaniu nie było źle, płakał dopiero po jakimś czasie.
              Natomiast okazało się, że pomaga mu pewien ustalony rytuał -
              zauważyła to pani z przedszkola, bo zdarzyło mi się nieświadomie
              zupełnie zrobić cos inaczej (rozbieranie, kapciuszki, mycie
              raczek..tego typu czynnosci) i potem był płacz, jak wyszłam.. kiedy
              kolejnego dnia było już "po staremu" - wszystko było ok. Wiem, ze
              jak płakał tuliły go wszytskie "ciocie" i otaczały niezbędnym
              ciepłem. I dlatego sądzę, że Twoje opinie są nieco przesadzone -
              wiem, że integracja innych dzieci przebiegała tez bez problemu, i
              tym bardziej dziwi mnie, że panie mogły okazać się "potworami" dla
              Twojego dziecka, bo nie są - moje dziecko mimo że ciągle choruje (i
              ma przez to utrudnione "wchodzenie" do grupy) bardzo polubiło
              ciocie i ciągle o nich mówi. Mają u niego autorytet, zresztą u mnie
              też. I akurat z moim synkiem miały sporo kłopotów, więc tym
              bardziej dziwię się, że tak je oceniasz.
              Co do zbiórki wszeregu - dzieci jakoś sobie z tym poradziły (nawet
              te niespełna trzyletnie) - chyba w przedszkolu własnie dzieci uczą
              się wielu społecznych zachowań, same z siebie tego nie zrobią - a
              składanie komuś życzeń to jedno z takich zachowań.
              Widocznie mamy i na te kwestie odmienne opinie.

              zamieściłaś post, z którym ja się nie zgadzam - czemu dalam tu
              wyraz. Inni niech wyrabiają sobie własne opinie, najlepiej na
              podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, a nie naszych -
              przyznaję - często zbyt emocjonalnych wypowiedzi.

              a owego dnia w przedszkolu zostaliśmy nieco dłużej niż Ty , więc
              nie widziałaś fragmentu z dobrą zabawą. trzymałam za rękęna
              początku, bo nie chciałam, żeby szalał (co i tak mi się nie udało)..

              MIłego dnia!
              • joannaiwa Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 16.04.09, 12:10
                A więc przyznajesz, że adaptacja polegała na tym, że zostawiłaś
                dziecko już od pierwszego dnia z obcymi paniami (chociaż tylko na
                godzinę) i to dziecko musiało się w pełni dostosować w zupełnie
                obcym środowisku. A przecież wystarczyłoby pochodzić tam z nim
                zaledwie tydzień (no może w trudniejszych przypadkach dwa), żeby
                oswoił sobie miejsce, zaprzyjaźnił się z paniami, sam przekonał że
                nie jest żle, dlaczego musiał polegać tylko na Twoich tłumaczeniach?
                Zaufanie można mieć do osób, które się choć trochę zna, a on tych
                pań nie znał przecież wcale (to Ty je poznałaś, a to różnica).
                Dlaczego zakładasz, że co tam, popłacze parę dni i się przyzwyczai.
                Po co ma płakać? Jak się zaprzyjaźni z paniami, a przed tym będzie
                czuł wsparcie rodzica to przecież nie płakałby wcale. Dzieci wcale
                nie muszą płakać przy pójściu do przedszkola, trzeba tylko trochę
                cierpliwości i mądrej adaptacji, o czym pisałam już wyżej. Później
                moga się jeszcze zdarzać kryzysy, ale łatwiej je opanować, gdy
                ciocie sa już znajome.
                A w szpitalu też go tak samego zostawiłaś? Bo przecież zarówno w
                przedszkolu jak i w szpitalu co prawda obcy ludzie ale personel
                wykwalifikowany, przeszkolony i teoretycznie przyjazny dzieciom. A
                może jednak nie? Dlaczego? Może dlatego że sama boisz się szpitala -
                nigdy nie wyrastamy ze strachu przed szpitalem, podczas gdy z sumy
                naszych doświadczeń wynika, że nie ma co się bać przedszkola. Tyle
                że dziecko nie ma tej sumy doświadczeń co człowiek dorosły, boi się
                nowego otoczenia i porzucenia przez rodzica, a rodzice to
                bagatelizują, Panie z przedszkola zresztą też. O szpitalach
                dzieciecych to poczytaj w ostatniej Polityce, zwłaszcza ten fragment
                gdzie lekarze kajają się, iż jeszcze przed 10 laty nie wpuszczano
                rodziców na oddziały pediatryczne, podczas gdy udowodniono ponad
                wszelką wątpliwość, że obecność rodzica (zwłaszcza matki) jest w
                ogóle niezbędna w leczeniu. Bo stres jaki dziecko przeżywa w
                szpitalu wskutek tej rozłąki i pozostawienia wśród obcych ludzi
                uniemożliwia wrecz, a na pewno znacząco przedłuża prawidłowe
                zdrowienie dziecka. I że dziecko się nie przyzwyczaja tylko pojawia
                się apatia. Skąd wiesz (lub panie przedszkolanki), że za 10 lat nie
                będą się kajały autorytety pedagogiczne, że takie pozostawienie od
                pierwszego dnia w obcym środowisku przedszkolnym bez żadnej
                adaptacji z rodzicem (powiedzmy wprost - porzucenie dziecka w obcym
                środowisku) wpływało negatywnie na rozwój psychiczny i emocjonalny
                dziecka? Ta metoda jest dobra, bo robi się tak od czasów PRL? A może
                jednak jest zła dla dzieci i lepiej byłoby ją zmienić. Mam
                znajomych, u których trauma przedszkolna spowodowała, iż swoich
                dzieci w życiu nie poślą do przedszkola. Dlatego m.in. jestem za
                łagodną adaptacją. Ja do przedszkola nie chodziłam (poszłam dopiero
                do zerówki) i w niczym mi to nie przeszkodziło - ani w karierze, ani
                w życiu osobistym. Pamiętam jednak, że jak miałam 5 lat strasznie
                chciałam bawić się z dziećmi (tam gdzie mieszkaliśmy nie było dzieci
                w moim wieku). Syn tez lubi zabawy z dziećmi - stad próby
                przedszkolne. Ale przedszkole nie jest elementem koniecznym do
                rozwoju dziecka jeśli dba się o ten rozwój w domu i jednocześnie
                zapewnia stałe kontakty z dziećmi - nie dajmy się zwariować bo to
                typowy marketing przedszkolny. A zastanawiałaś się dlaczego Twoje
                dziecko tak często choruje (podobnie jak wiele dzieci w
                przedszkolach). Wiele chorób ma podłoże psychosomatyczne - nadmierny
                stres obniża odporność układu immunologicznego i łapie się
                automatycznie wszytkie choroby, które w normalnych warunkach
                zwalczylibyśmy bez wysiłku. Oprócz tego, jeśli dziecku przedszkole
                kojarzy się ze zbyt dużym stresem, to "ucieka" w chorobę - bo to
                zapewnia pobyt w znajomym domu i z opiekunem którego zna i widocznie
                w danym momencie potrzebuje. Nie mówię, że tak jest w każdym
                przypadku, ale to rodzice znają swoje dzieci, nie panie
                przedszkolanki, które widzą je pierwszy raz po przyprowdzeniu do
                przedszkola.
                Mam też pytanie: dlaczego w tym pierwszym dniu w przedszkolu po
                szpitalu, nie zostawiłaś go tam po prostu z paniami i dziećmi, żeby
                sam rozdał cukierki? Wystarczyło przecież powiedzieć tylko paniom,
                żeby nie biegał za duzo i pójść na zakupy jak mnie radzisz? A może
                jednak szpital Cię czegoś nauczył, np. że Twoje dziecko potrzebuje
                Twojej obecności w trakcie ponownej adaptacji w przedszkolu (miesiac
                nieobecności to sporo).
                Wszystkich Rodziców pozdrawiam i życzę znalezienia przedszkola
                przyjaznego ich dzieciom oraz duzo cierpliwości w trakcie adaptacji
                przedszkolnej.
                • ib_k joannaiwa 16.04.09, 13:30
                  joannaiwa napisała:
                  ....

                  bardzo ładnie to napisałaś, mam nadzieję że trafisz do przedszkola gdzie będą zaakceptowane potrzeby twoje i twojego dziecka, pozdrawiam...
                • crispina Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 16.04.09, 13:37
                  Brrrr
                  Joanno, idac za Twoja radą poczytałam sobie co piszesz na innych
                  forach i przyznam się,że włosy mi się zjeżyły. Nie wiem gzie
                  pracujesz ale gartuluje pracdawcy takiego pracownika - kilometrowe
                  posty, cytaty ... czy Ty nie masz własnych przemyśleń, doświadczeń,
                  poglądów tylko cudze ? Atakujesz ludzi: mame przedszkolaka, która
                  skrytykowała Twoje zachowanie oskarżasz i posadzasz o porzucanie
                  dziecka w szpitalu (a nic o tym nie wiesz), mnie o to, że jestem
                  fikcyjna postacia pood którą ukrywa sie przedszkolanka. Nic bardziej
                  mylnego, jestem tu nowa,poza tym wyjatkiem praktycznie nie pisuję na
                  forach, ale to chyba nie grzech.
                  Nadal uważam, że jest coś nie tak z Twoim podejściem do wychowania
                  dziecka i przecztane posty na innych forach tylko mnie w tym
                  utwierdziły.
                  Jesteś bardzo wygodna: rodzice zajmują się Twoim dzieckiem (jak sama
                  napisałaś ściągnęłaś ich 500 kilometrów właśnie w tym celu)
                  gotowaniem, sprzataniem zajmuje się ktoś inny, a Ty masz czas na
                  przpisywanie książek i podgladanie sąsiadów. Gratuluję ! Chyba
                  niewiele wiesz o przeciętnym życiu i problemach większości matek.
                  I jeszcze ad vocem :
                  Edukacja przedszkolna jest dziecku bardzo potrzebna i nie zastąpi
                  jej najlepsza nawet babcia i okazjonalne spotkania z rówieśniakmi
                  (Ty i Twój syn jesteście tego świetnymi przykładami)
                  Niestety w naszym kraju brakuje miejsc w przedszkolach i stad
                  niektóre dzieci nie skazane są na pobyt w domu ze zmęczonymi mamami
                  o babciami, którym nie dano wyboru. Lęk separacyjny, który chyba
                  wmówiłaś i sama wytworzyłas u swojego dziecka, to nic innego jak
                  jedna z wielu teorii psychologów. Teorii z którymi, jak ze
                  wszystkimi można dyskutować znajdując wiele innych jej przeczących.
                  Masz czas na czytanie wielu "fachowych" pozycji to wiesz, że na
                  każda tezę można znależć antytezę. A co do przyszłych poglądów -
                  świat się zmienia i my też (a także nasze poglądy), choc niektórzy
                  sa niereformowalni...
                  • agaluba Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 16.04.09, 19:10
                    crispina! dziękuję! bo mnie to już chyba ręce opadły.. ale odpowiem
                    matce założycielce wątku, a co tam..

                    Otóż nie zostawiłam dziecka w szpitalu, a w dniu, w którym byłam z
                    nim w przedszkolu jeszcze nie mógł zostawać z innymi dziećmi -
                    tylko niedalekie spacery, więc nawet nie mogłam go z paniami
                    zostawić, choć gdyby był zdrowszy wówczas - na pewno bym zostawiła.

                    Po pierwsze uważam, że dzieci trzeba mądrze kochać i to jest
                    najlepsza teoria na ich wychowanie - nie uda się w życiu uniknąć
                    stresów i trzymać dziecko pod kloszem - dlatego niezbędne jest tez
                    przedszkole i adaptacja do niego - bo uczy życia w społeczeństwie.
                    Nie uważam, bym zrobiła dziecku jakąkolwiek krzywdę zostawiając je
                    od pierwszego dnia w przedszkolu - cenię psychologów, ale często
                    ich teorii nie daje się wprowadzić w życie literalnie - to ważne
                    wskazówki, by adaptacja przebiegała łagodnie, ale nie dajmy się
                    zwariować - bo jeśli powinno być tak, jak mówisz, to WIĘKSZOŚĆ
                    matek krzywdzi swoje dzieci.
                    Mój synek płakał, ale zrobiłam wszystko, by ten stres
                    zracjonalizować i oswoić. nie skrzywdziłam go, mimo że rzeczywiście
                    płakał iles razy. tylko jestem pewna, że płakałby, gdybym zostawała
                    w przedszkolu - bo nie o "obce" panie tu chodzi, tylko nowe
                    miejsce, nowe zasady i rozłąkę z matką (w końcu i tak bym musiała
                    wyjśc!!). A panie w przedszkolu nie są obce - poznaliśmy je
                    pierwszego dnia, zresztą wbrew temu co myślisz, nie wrzuciłam syna
                    w ich ręce i nie zwiałam od razu - przywitanie trwało jakiś czas i
                    ja byłam z dzieckiem cały czas wtedy, został potem na godzinę sam i
                    nie chiał wychodzić, kiedy po niego przyszłam.. i tak było przez
                    pierwszy tydzień zajęć. Płakał dopiero później, już we wrześniu,
                    ale wtedy tym bardziej panie nie były obce, tylko płakały i inne
                    dzieci, więc podejrzewam, że płakał, bo tak "wypadało", poza tym
                    zdał sobie sprawę z tego, że w przedszkolu panują nieco inne reguły
                    niż w domu i nie jest już tak, jak on chce - trzeba się dostosować
                    do nowych reguł, nowych zabaw itd. to rzeczywiście dośc bolesne,
                    ale nieuniknione, i wtedy - jak płakał - natychmiast zjawiała się
                    mama, by ten stres zniwelować.

                    A wiec można i tak - bez zbędnego zamieszania wokół siebie i
                    swojego dziecka - zgodnie z regułami współżycia społecznego - tzn.
                    tak, by i inne dzieci i ich rodziców szanować - wprowadziłam swoje
                    dziecko w życie przedszkolne.

                    A co do chorób - zgadza się, mogą być dodatkowo stymulowane przez
                    stres.. ale czy to oznacza, że z przedszkola trzeba zrezygnować?
                    NIE - bo po pierwsze - nie wiem, jakie jest podłoże tych chorób, po
                    drugie moje dziecko chorowało już długo przed przedszkolem - więc
                    nic by tu sie nie zmieniło. Uważam tylko, że chorych (np. z tzw
                    zielonym glutem lepiej nie posyłac, by nie zarażały dodatkowo
                    innych dzieci - a i od razu dodam, że moje dziecko w owym słynnym
                    dniu nie zarażało - jakbyś chciała nawiązać do tego..)
                    A w Twoim przypadku rzeczywiście najlepiej będzie, jak zostaniesz z
                    dzieckiem w domu, bo wydaje mi się, że nikt nie będzie w stanie
                    spełnic Twoich oczekiwań, żadne przedszkole, zadna szkoła.. itd.

                    Na szczęście są mamy, które nie dały zwariować się przez teorie i
                    podręczniki wychowania i które zwyczajnie i po prostu kochają swoje
                    dzieci - bo to jest najważniejsze (co zresztą każdy psycholog
                    potwierdzi!) - a teorie też trzeba umieć czytać i wprowadzać w
                    życie - na tym zresztą mądra miłośc polega...
                    Pozdrawiam,
                    PS. a ja piszę z domu i nie mam szefa wink a pracuję - to dopiero
                    wygoda, nie?!!!
                    • jorn1 Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 16.04.09, 19:41
                      Dziewczyny, dajcie spokoj, nie ma sie co tlumaczyc. Jesli czytalyscie
                      inne posty autorki to zauwazylyscie zapewne ze joanniwa ma misje
                      uswiadamiania rodzicow o szkodliwosci p-o-r-z-u-c-a-n-i-a dzieci,
                      ktore to porzucanie nalezy rozumiec jako jakiekolwiek zostawienie
                      dziecka bez rodzicow u babci, cioci itp ze o przedszkolu pelnym
                      obcych przeciez ludzi nie wspomne. Moim zdaniem, jesli naprawde
                      wychowuje swoje dziecko wg gloszonych tu teorii jest na najlepszej
                      drodze do wychowania dziecka kompletnie nie przystosowanego do zycia,
                      nie radzacego sobie z najmniejszym stresem, psychicznie uzaleznionego
                      od rodzicow. Nie moje dziecko, nie moja sprawa, bawi mnie tylko i
                      troche tez irytuje gloszenie jedynych slusznych pogladow nie
                      podlegajacych jakiejkolwiek dyskusji w dodatku protekcjonalnym tonem.
                      Moj Syn w przedszkolu owszem plakal, jak wszytkie dzieci w jego
                      grupie, bardzo szybko plakac przestal, teraz przedszkole uwielbia i
                      baaardzo dojrzal od wrzesnia. Zadnej traumy nie zauwazylam, chorowal
                      od wrzesnia raz. Kazda matka zna swoje dziecko i wie co dla niego
                      najlepsze, dlatego nie lubie pouczania innych, ktore uwielbia chyba
                      autorka.

    • w.o.z.w Re: Akademia Małych Artystów Warszawa, Braci Wagó 12.08.15, 14:38
      A co jak ja np. NIE CHCĘ by moje dziecko, przebywało w przedszkolu z innymi rodzicami?
      Mam być zmuszony do obecności niedostosowanej mamusi?
      Być może, joanna potrzebuje adaptacji bardziej niż jej dziecko?


      Strach nadopiekuńczych matek bywa zmorą ludzi, ktorzy muszą nieraz przyjąć cudze, często rozpuszczone dziecko pod swoje skrzydła. Widziałem przypadki, że dzieciak walił głową w ziemię przy matce i uspokoił jak mamusia odeszła. Ach te bezstresowe wychowanie. Ja nie chcę, by moje dziecko było świadkiem np. czegoś takiego, i kopiowało chore zachowania, niech lepiej pani mamusia usunie się jak najdalej.
      Lata praktyki dzielą niejednego rodzica od jakiekolwiek przedszkolanki, bo one ogarniają stado dzieci, a pani sama nie potrafiła przysposobić jednego własnego dziecka do tego ogromnego stresu, z jakim dzieciak w życiu nie spotka? Z pewnościa jak pani joanna, zapewne mamusia pierwszego dziecka jak już minie jej stres przed przedszkolem i okres, to zauważy to co ja. Ze nie jedna przedszkolanka robi ze stadem dzieci, których rodzic nie potrafi z jednym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka