joannaiwa
08.04.09, 14:58
Uprzedzam zainteresowanych że w tym przedszkolu nie ma adaptacji w potocznym znaczeniu tego słowa, czyli rodzice nie chodzą na dni adaptacyjne z dzieckiem, dziecko nie zaznajamia się z paniami i przedszkolem np. przez dwa tygodnie przed pozostaniem w nim samemu. Już w pierwszym dniu panie przedszkolanki zachęcały mnie, abym "zniknęła" jak dziecko się czymś zajmie zostawiając je z nimi (tchórzliwa metoda ucieczki przed emocjami dziecka - psycholodzy podkreślają, że zawsze trzeba dziecko uprzedzić i powiedzieć kiedy się wróci), pomimo iż syn nawet nie znał imienia żadnej z nich, nie mówiąc o zaprzyjaźnieniu się. Czwartego dnia wręcz wyproszono mnie praktycznie z placu zabaw, bo inne dzieci na tym cierpią, że jedno z nich jest z mamą (widocznie tylko to jedno - mój syn ma normalnych rodziców, którzy nie godzą się porzucić swego dziecka pierwszego dnia wśród kompletnie obcych ludzi). Oczywiście miałam sobie pójść na zakupy i to miało być tylko do momentu gdy nie uda im się opanować płaczu dziecka, ale w innej rozmowie pani przedszkolanka wspomniała, że dzieci po prostu płaczą, a pół godziny płaczu dziecka (przypomnę zostawionego wśród kompletnie obcych ludzi)to nic wielkiego. Dla mnie - nieludzka metoda, pozbawiająca dzieci poczucia bezpieczeństwa, ucząca dzieci nadmiernej łatwowierności w stosunku do zupełnie obcych ludzi (mąż uśmiechnął się do jednego z tych przedszkolaków, a ten chłopiec od razu przybiegł do niego się przytulić - osoby którą widział pierwszy raz w życiu), wykluczająca jakąkolwiek kontrolę rodziców nad tym co tak naprawdę dzieje się w przedszkolu. To co tam zaobserwowałam nie spodobało mi się na tyle, że zabrałam stamtąd dziecko w trybie natychmiastowym. Ostrzegam, bo przy podpisywaniu umowy zapewniono mnie (ta przedszkolanka tam już nie pracuje), że dziecko będzie miało łagodną adaptację, wprowadzenie przez plac zabaw z towarzyszącym rodzicem czy którymś z dziadków. W związku z tym przedszkola nie polecam, no chyba że ktoś ma dziecko po żłobku, już przyzwyczajone do zostawania wśród ludzi obcych, albo jest rodzicem o stalowych nerwach i kamiennym sercu. Jedyna rzecz nad którą się jeszcze zastanawiam, to czy tak pięknie mówiąca o dobru dziecka dyrektorka tego przedszkola nie była czasem wcześniej pracownikiem domu dziecka, bo procedury wręcz identyczne.