Dodaj do ulubionych

czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle?

25.05.04, 12:15
dziewczyny czytam te posty i zastanawiam się - czy rzeczywiscie w Tychach
jest tak źle? Pzrecież jak chodzicie do gina, który pracuje w Tychach, to czy
rzeczywiscie nie zwraca uwagi na swoje pacjentki? No powiedzcie? Przecież
słyszałam, że jest odnowiony odział i co tam jest takiego "do bani", że każdy
rezygnuje? Czy ktoś zna moze nazwisko ordynatora, bądź jego zastepcy
oczywiscie na połozniczym? CZEKAM!!!
Obserwuj wątek
    • isia_50 Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 26.05.04, 12:20
      Jestem z Katowic, więc do Tychów na poród jechałam specjalnie. Całą ciążę
      chodziłam do lekarza z Tychów (z-cy ordynatora) z prowadzenia ciąży byłam
      bardzo zadowolona, ale to jedno. Urodziłam w nocy, kiedy "mojego" lekarza nie
      było, nie zdążyliśmy nawet do niego zadzwonić, bo poród zaczął się o 2 w nocy a
      urodziłam o 7.05 rano. Na oddziale minął mnie, pogratulował, ale ani razu do
      mnie nie zajrzał choćby by spytać jak się czuję (chodziłam do niego prywatnie,
      więc trochę kasy zostawiłam).

      Opis porodu już raz zamieszczałam:
      "Rodziłam tam 4 lata temu. Też wcześniej zwiedzałam szpital i oddział m. in.
      sale do porodów rodzinnych (2 pokoje -różowy i niebieski), co z tego skoro tej
      nocy było 9 porodów i wszystkie rodzinne, taśmowo rodziłyśmy zaiste rodzinnie w
      7 świeżych mamuś i tatusiów... oddzielone małymi ściankami z kafelek (dobrze,
      ze w tym momencie było mi zupełnie obojętne kto mnie ogląda). Moja położna
      przydzielona tej nocy jedyne co robiła to zadawała mi ból podczas "masowania
      szyjki macicy" jak się później dowiedziałam niczemu nie potrzebnemu. Gdy
      zaczęłam mieć bóle parte, mąż musiał ją niemal siłą ciągnąć do mnie by
      przyszła "niemożliwe, że żona rodzi, byłam tam 15 minut temu i nie było
      rozwarcia". Faktem było, że jak ją przyciągnął, miałam już silne bóle parte i
      za 40 minut córa była na świecie.
      Plusem było to, że zaraz po porodzie córa leżała na mojej piersi, jeszcze z
      pępowiną, sama lekarka ginekolog robiła nam zdjęcia i przypomniała o aparacie
      (my zupełnie o tym zapomnieliśmy), szycie i inne zabiegi były wykonane
      bezboleśnie i kulturalnie, potem przez 2 godziny córę miałam ze sobą i inna
      położna uczyła mi jak ją przystawić do piersi.

      Minusem znowu cała obsługa poporodowa:
      - 6 osobowe sale, bez możliwości wpuszczenia męża do sali. Odwiedziny na
      korytarzu, gdzie ciągle były tłumy. Jeśli ktoś chciał pokazać dziecko trzeba je
      było wywieź do tego tłumu i przeciągu na korytarz.
      - 2 prysznice na około 50 kobiet po porodzie
      - niemiła obsługa pielęgniarek zarówno na położniczym jak i na noworodkach,
      teksty w stylu "nie ma prześcieradeł, przecież ich nie rozmnożę" - odpowiedź na
      moją prośbę o czystą pościel w niedzielę, bo ta pierwsza po porodzie uległa
      zabrudzeniu i zakrwawieniu.
      - gdy byłam z małą na chwilę na noworodkach, bo dostała wysypki, jakaś dzidzia
      płakała, zwróciłam uwagę, że może by mamę zawołać, na co pielęgniarka
      burknęła "ma sucho, jest najedzone, a że płacze, co z tego, płacze, bo płacze,
      bo dzieci płaczą", inna na prośbę by poprawiła dziecku okularki w inkubatorze
      (naświetlanie oczu może uszkodzić oczy i spowodować chorobę zwaną retinopatią
      wcześniaczą) odburknęła "pani dziecko? to co się pani martwi" Po awanturze u
      ordynator oddziału noworodków dr Włodarzowej, stosunki trochę się poprawiły,
      ale niestety tylko odnośnie mojej osoby, do tego stopnia, że gdy córka dostała
      żółtaczki fizjologicznej dostałam do łóżka billibad - taki inkubator, który
      można wstawić do swojego łóżka i naświetlać dziecko od dołu mając je cały czas
      przy sobie, i bez przeszkód karmić piersią - nie tak jak w zwykłym inkubatorze.
      Na oddział było ok. 10 tych urządzeń i warto o nie poprosić jeśli jest taka
      konieczność.
      - plusem było to, że faktycznie promują karmienie piersią i dwa razy dziennie
      pielęgniarki z noworodków sprawdzały jak przystawiamy dzieciaki i czy wszystkie
      prawidłowo piją. Jeśli któreś za mało przybrało pielęgniarka zaglądała o wiele
      częściej kontrolując jak maluch pije."

      Co więcej mogę dodać. Najważniejsze, że moje dziecko urodziło się zdrowe i mogę
      pobyt w szpitalu próbować wymazać z pamięci.

      TAM JEST PO PROSTU TAŚMA. Jesteś jedną z ok. 40-50 położnic w danej chwili,
      (każdej nocy jest ok. 6-10 porodów), sale jak pisałam po jednej stronie są 6
      osobowe (jest ich ok. 8, już dokładnie nie pamiętam), po drugiej stronie 2
      osobowe - tam leżą dziewczyny po cesarkach. Ja rodziłam w sierpniu, 3 miesiące
      wcześniej czyli w maju był taki tłok, że dziewczyny leżały na dostawkach.

      Teraz staram się o drugą dzidzię i robiąc wywiad wśród mam, które rodziły w
      różnych szpitalach zdecydowałam sie na szpital w Katowicach przy ul.
      Raciborskiej. Pozdrawiam Iza
      • niezabutka Re: do isi 50 04.08.04, 10:00
        no to trafisz z deszczu pod rynne...po tym jak wygladał mój poród na
        raciborskiej twój w tychach to pryszcz..jedyna róznica że szpital po remoncie i
        baza "noclegowa" lepsza..a taśma to samo..ach długo by opowiadać..dobrze ze
        moja dzidzia urodzila się również zdrowa, ale wierz mi niewiele
        brakowało..jeśli chcesz więcej informacji, chetnie udziele..no chyba że już sie
        uparłaś....SZCZERZE ODRADZAM!!!!
    • mamcia32 Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 26.05.04, 17:13
      ordynator nazywa się Poręba
      • agunek1 Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 26.05.04, 22:30
        Dlatego polecam wszystkim Katowice na Raciborskiej. Ja urodziłam córkę w
        styczniu br.Oliwka urodziła się z wadą - rozszczep wargi wyrostka zębodołowego.
        Wszyscy lekarze oraz pilęgniarki, nie tylko od noworodków bardzo dobrze się
        nami opiekowali (innymi mamami również) i podczymywali na duchu. Bez problemu
        umówiono nas na wizytę w specjalistycznej lecznicy stomatologicznej w Zabrzu,
        tak że nie musieliśmy nic sami załatwiać, jak jest w innych szpitalach.
        Sale tam sa małe, chyba tylko jedna jest 5 osobowa, tak są 3 i 2 osobowe,
        niektóre z łazienkami. Nawet salowe są równymi babkami, z którymi można luzacko
        pogadać. Nawet hafty po cesarce są artystyczne i mało widoczne.
        Jak rodzić to tylko na Raciborskiej.
        • niezabutka Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 04.08.04, 10:03
          agunek1 napisała:

          > Dlatego polecam wszystkim Katowice na Raciborskiej. Ja urodziłam córkę w
          > styczniu br.Oliwka urodziła się z wadą - rozszczep wargi wyrostka
          zębodołowego.
          > Wszyscy lekarze oraz pilęgniarki, nie tylko od noworodków bardzo dobrze się
          > nami opiekowali (innymi mamami również) i podczymywali na duchu. Bez problemu
          > umówiono nas na wizytę w specjalistycznej lecznicy stomatologicznej w Zabrzu,
          > tak że nie musieliśmy nic sami załatwiać, jak jest w innych szpitalach.
          > Sale tam sa małe, chyba tylko jedna jest 5 osobowa, tak są 3 i 2 osobowe,
          > niektóre z łazienkami. Nawet salowe są równymi babkami, z którymi można
          luzacko
          >
          > pogadać. Nawet hafty po cesarce są artystyczne i mało widoczne.
          > Jak rodzić to tylko na Raciborskiej.

          No cos ty? tak się sklada że ja również po cesarce tamże dokonanej..nie
          podzielam twojej opinii..i większa część Katowic, ktora tam rodzila
          równiez..jedyne co sie zgadza, to że czysto i oddział po remoncie..no cóż,
          widać mialaś kupe szczęscia..a takie wyjatki jak tój tylko potwierdzaja regułe..
          pozdrawiam
      • lara.w Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 03.08.04, 23:29
        Polecam Tychy rodziłam 2 lata temu u Krzystyniaka było ok położne też.Wcale nie
        jest tak żle pod warunkiem że współpracujesz z personelem med.co do masowania
        szyjki to jest to ważne bo ja dzięki temu przy dużym dziecku[3900g]nie byłam
        nacięta i niepękłam.
    • blady.jacek Re: czy rzeczywiscie w Tychach jest tak źle? 16.06.04, 16:46
      cześć, ja rodziłam w Tychach miesięcy temu, fakt że łazienki są w opłakanym
      stanie ale nie to jest najważniejsze. Lekarze są naprawdę kompetentni a
      szczególnie Pan Adam Dyrda, lub Pan Wędka itd. Co do położnej to trafiłam na
      fajną, ale podejście położn naprawdę zalezy od pacjętek. Jeżeli Ty jesteś
      nienośna, niegrzeczne to i one. Jeżeli potrzebowałam pococy przy karmieniu
      zawsze mi jakaś pomogła. Ja tam polecam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka