festival
03.02.05, 22:23
Witam wszystkie przyszłe Mamy i przyszłych Tatusiów. Ale witam też tych,
którzy wychowują już swoje pociechy i może podzielą się własnymi
spostrzeżeniami. W wielkim skrócie. Jako szczęśliwy Ojciec trzymiesięcznej,
wspaniałej córki, chciałbym ostrzec wszystkich, którym przyjdzie do głowy
wybrać oddział położniczy w warszawskim szpitalu MSWiA. My z żoną przeżyliśmy
piekło. Pozwólcie, że opiszę to w punktach.
1. Pies z kulawą nogą nie zainteresował się żoną i córką przez cały pobyt.
2. Położne z piekła rodem. Najgorsze potwory jakie chodziły po ziemi. Nie
chciały pomóc żonie w karmieniu, na moje błagania (bo żona po cesarce nie
miała laktacji) by dokarmic dziecko, wrzeszczały, że nikt tu nie będzie
nikogo dokarmiać. I że dziecko może 3 dni po poprodzie nie jeść, bo ma zapasy
(niech same nie jedzą)
3. Skutkiem tego zagłodzili mi dziecko i wypuścili ze strasznym spadkiem wagi
(niemal wycieńczeniem)
4. A żona nabawiła się strasznej depresji, bo potworne położne wrzeszczały,
że jest głupią matką i że MUSI mieć pokarm.
5. Salowe zapominały podawać posiłki (np. gdyby nie moja interwencja żona i
inna młoda mama z tej samej sali nie odstałyby kolacji)
6. Przez cały pobyt żona przeleżała w sali pooperacyjnej (pojedynce) razem z
inną panią, która właśnie urodziła. Obie wisiały sobie nad głowami, a gdy
przywozili dzieci, jedna musiała wychodzić, bo nie było miejsca.
7. 3 dni po cesarce chcieli mi wyrzucić żonę ze szpitala. Dopytywali
się "kiedy przyjedzie po panią mąż? Czy dzwoniła pani już do męża ? "
8. Reasumując: dopiero teraz, przetrawiwszy to, jestem w stanie opisać nasze
perypetie. Ale i tak, 3 miesiące po wszystkim, otwiera mi się w kieszeni nóż.
9. Jedyny plus to lekarze. Cięcie i szycie było doskonałe. No, ale lekarze
robią swoje i tyle ich widzieli. A potem to już pseudo: pielęgniarki,
połozne, salowe.
Pozdrawiam wszystkich Państwa i życzę lepszego wyboru szpitala. Pozdrawiam
wszystkich, oprócz wyżej wymienionych pań rzecz jasna.