aszkoda1
07.07.06, 01:00
Rodziłam ponad miesiąc temu na Karowej. Sam poród był OK, z mężem i opłaconą
położną. Niestety trafił się lekarz partacz do zszywania krocza. Źle zszyta
rana, chyba nie zamknął jakiegoś naczynka. Szew po nacięciu miałam długo
obrzękniety i twardy, ale nikt w szpitalu nie wpadł na to że może byc coś nie
tak z szyciem bo na wierzchu rana się szybko i ładnie goiła, ale pod spodem
był ciągle twardy guz. Odział położniczy to jak fabryka, jak pacjentka jest z
grubsza sprawna to wypisują do domu nie patrząc na nic. Poszłam do domu z
takim obrzękiem 5-tego dnia po porodzie. 10 dni po porodzie wróciłam znów do
szpitala z bolącym i obrzękniętym kroczem, 10 dni mnie trzymali i szpikowali
antybiotykami, robili okłady, żeby ten obrzęk zszedł ale nic to nie dało, na
USG zrobionym w szpitalu nie było nic widać, żadnego zbiornika z płynem ani
nic... w końcu wypisali mnie ze szpitala, bo nie wiedzieli co z tym fantem
zrobić, jak leczyć... Usłyszałam od lekarza w szpitalu, że może z czasem samo
się rozejdzie. Ręce mi opadły, byłam załamana. Wyszłam ze szpitala i zaczęłam
chodzić prywatnie po lekarzach. Na pierwszym USG zrobionym prywatnie kilka
dni po wyjściu ze szpitala widać było krwiaka wielkości kurzego jajka!!! jak
to możliwe że w szpitalu go nie widzieli??? konsultowałam się z kilkoma
ginekologami i większość orzekła,że ten krwiak to ewidentna wina lekarza
który szył krocze. Tak się skonczył mój poród w niby super szpitalu na
Karowej - zamiast zajmowac się dzieckiem i cieszyć macierzyństwem,
prawdopodobnie do końca urlopu macierzyńskiego będę leczyc krwiaka, bo jakiś
partacz nie umie dobrze zszyć krocza!!! Dzis, prawie 5 tyg po porodzie, dalej
musze siedziec na kółku poporodowym, a przy chodzeniu ten cholerny krwiak
mnie ciągnie, boli i przeszkadza. Lekarze orzekli że się wchłonie ale potrwa
to jeszcze ładnych parę tygodni... Moja rekomendacja -Karową omijajcie z
daleka!!!