Dodaj do ulubionych

Karowa-nie polecam

07.07.06, 01:00
Rodziłam ponad miesiąc temu na Karowej. Sam poród był OK, z mężem i opłaconą
położną. Niestety trafił się lekarz partacz do zszywania krocza. Źle zszyta
rana, chyba nie zamknął jakiegoś naczynka. Szew po nacięciu miałam długo
obrzękniety i twardy, ale nikt w szpitalu nie wpadł na to że może byc coś nie
tak z szyciem bo na wierzchu rana się szybko i ładnie goiła, ale pod spodem
był ciągle twardy guz. Odział położniczy to jak fabryka, jak pacjentka jest z
grubsza sprawna to wypisują do domu nie patrząc na nic. Poszłam do domu z
takim obrzękiem 5-tego dnia po porodzie. 10 dni po porodzie wróciłam znów do
szpitala z bolącym i obrzękniętym kroczem, 10 dni mnie trzymali i szpikowali
antybiotykami, robili okłady, żeby ten obrzęk zszedł ale nic to nie dało, na
USG zrobionym w szpitalu nie było nic widać, żadnego zbiornika z płynem ani
nic... w końcu wypisali mnie ze szpitala, bo nie wiedzieli co z tym fantem
zrobić, jak leczyć... Usłyszałam od lekarza w szpitalu, że może z czasem samo
się rozejdzie. Ręce mi opadły, byłam załamana. Wyszłam ze szpitala i zaczęłam
chodzić prywatnie po lekarzach. Na pierwszym USG zrobionym prywatnie kilka
dni po wyjściu ze szpitala widać było krwiaka wielkości kurzego jajka!!! jak
to możliwe że w szpitalu go nie widzieli??? konsultowałam się z kilkoma
ginekologami i większość orzekła,że ten krwiak to ewidentna wina lekarza
który szył krocze. Tak się skonczył mój poród w niby super szpitalu na
Karowej - zamiast zajmowac się dzieckiem i cieszyć macierzyństwem,
prawdopodobnie do końca urlopu macierzyńskiego będę leczyc krwiaka, bo jakiś
partacz nie umie dobrze zszyć krocza!!! Dzis, prawie 5 tyg po porodzie, dalej
musze siedziec na kółku poporodowym, a przy chodzeniu ten cholerny krwiak
mnie ciągnie, boli i przeszkadza. Lekarze orzekli że się wchłonie ale potrwa
to jeszcze ładnych parę tygodni... Moja rekomendacja -Karową omijajcie z
daleka!!!
Obserwuj wątek
    • jaga115 Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 07:36
      poodówka na Kaowej jes w sumie OK , ale położniczy masz rację to tragednia,
      personel fatalny, opryskliwy i jakoś mało pomocny. Tak jak sam poród wspominam
      dobrze, tak sam pobyt tych 2 dni na połozniczym to była tragedia. Zresztą z
      przyjęciami te bywa cienko.... bez znajomości najchetniej odsyłają
    • camaieu o matko... 07.07.06, 10:40
      A to ciągle nowe jakieś rewelacje z Karowej...
      Załamuje mnie to coraz bardziej, gdyż wbiłam sobie do głowy i nastawiłam
      psychicznie, że tam i tylko tam chcę wylądować. W związku z tym dzielnie
      stawiam się na wizyty w ich przychodni od samego początku ciąży i badania
      wykonuję także tam. Tymczasem okazuje się, że nie ma absolutnie żadnej
      gwarancji przyjęcia pomimo tego iż jest się ich pacjentką, a ponadto łobuzy nie
      chcą mi zrobić cc przy wadzie -9dioptrii i zmianach zwyrodnieniowych siatkówki
      (jedno zaświadczenie od okulisty już odrzucili), kurcze pojęcia nie mam co
      robić, jestem już w 33tc, jeśli nie tam rodzić, to gdzie?... Do tej pory nie
      rozważałam żadnej innej opcji.
      Polećcie jakiś szpital, gdzie bezstresowo i fachowo się zajmują pacjentkami w W-
      wie...
      • monis80 Re: o matko... 07.07.06, 11:09
        Ja np jestem baaardzo zadowolona z Inflanckiej. Jeśli będę rodzić po raz drugi
        to właśnie tam. Wszystko było w jak najlepszym porządku, a leżałam też na
        patologii. Opieka dobra, siostry miłe. Nie odsyłają pacjentek.
        Moja bratowa w sierpniu wyląduje u nich na porodówce po raz trzeci i też jest
        bardzo zadowolona z tego szpitala.
      • amwaw Re: o matko... 07.07.06, 11:36
        Żelazna- wystarczy wrzucić w wyszukiwarke
        • lolinka2 Re: o matko... 07.07.06, 17:55
          Zelazna - ja jestem skomplikowana medycznie a i poród, i po było super.
      • halszkabronstein Re: o matko... 15.07.06, 16:14
        > nie chcą mi zrobić cc przy wadzie -9dioptrii i zmianach zwyrodnieniowych
        siatkówki
        > (jedno zaświadczenie od okulisty już odrzucili)

        To chyba jacyś debile tam pracują... fanatycy fizjologicznych . Ja miałam cc na
        życzenie i jestem bardzo zadowolona... no ale są ludzie którzy dla zasady
        chcieliby mnie zmusić do tak zwanego naturalnego w imie swojej idiotycznej
        ideologii . Po co pacjent czyli ja ma byc zadowolony ?? Lepiej niech się
        nacierpi i łazi z okaleczonym kroczem.
      • kawaro Re: o matko... 18.07.06, 22:03
        Starynkiewicza
    • malgog Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 11:09
      Witam w klubie...
      co prawda nie rodziłam na Karowej ale na Inflandzkiej
      i też zostałam wypuszczona z krwiakiem
      u mnie lekarze orzekli, że to nie była wina szycia tylko ..uczulenia na nici
      rozpuszczalne, które zawierają jakieś białko odzwierzęce

      nie mogłam stać i siedzieć prawie 3 m-ce po porodzie
      ulgę odczuwałam jedynie chodząc ale ile można spacerować sad((
      stanie w kolejce to horror, przestępowałam z nogi na nogę bo miałam wrażenie,
      że za chwilę wypadnie mi wszystko ze środka
      ciągłe wizyty u kolejnych lekarzy i odmienne diagnozy
      maście, płyny do podmywania nie przynosiły żadnej poprawy

      tak więc nie zazdroszczę
      • majka995 Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 11:34
        ja rodziłąm na Karowej 2 razy a w sumie w szpitalu leżałam 4 razy na różnych
        oddziałach. I jak dla mnie to szpital rewelacja. Nie mam żadnych zastrzeżeń.
        Wszędzie się cos może zdarzyć. Ja gorąco polecam ten szpital i
        prof.Smolarczyka. Jakbym miałą jeszcze raz rodzić to tylko tam
        Pozdrawiam
      • aszkoda1 Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 21:30
        Malgog, jak w końcu skonczyła sie historia twojego krwiaka? czy zniknął bez
        śladu? po jakim czasie? czy możesz polecic jakieś leczenie które ci wyraźnie
        pomogło? ja się męczę już 5 tygodni i nie wiem ile jeszcze przede mną...
        • malgog Re: Karowa-nie polecam 08.07.06, 10:11
          taaa...zniknął, ale męczyłam się kilka miesięcy
          pierwsze trzy to była udręka
          siedziałam na jednym lub drugim półdupku
          lub na kole, "normalnie" się nie dało
          ja odczuwałam takie dziwne ciągnięcie w dół kilka miesięcy, do pół roku
          zgrubienie wzdłuż miejsca szycia było można odczuć do roku od porodu
          tyle, że potem mniej bolało
          ale zgrubienie utrzymywało się naprawdę długo
          wielu lekarzy mnie oglądało i wszyscy się dziwili i nie mogli ustalić przyczyny
          tego krwiaka
          moja gin twierdziła, że jestem "przypadkiem" i że takie historie zdarzają się
          rzadko
          przez wiele miesięcy używałam tantum rosa (można kupić w aptece) do podmywania,
          smarowałam się różnymi maściami, ale nazwy nie pamiętam bo to było 6 lat temu i
          tubki dawno wyrzuciłam
          kilka z nich było na receptę (pamiętam taką maść która mi pomogła - mała żółta
          tubka z takim dziubkiem, nazwa chyba dwuczłonowa)
          tą maść stowałam długo, ona zawierała jakiś antybiotyk
          stosowałam też nasiadówki ale z czego nie pamiętam,
          wydaje mi się, że coś kupowałam w aptece i parzyłam no i siadałam na wiaderku

          kiedy dwa lata temu rodziłam przez cc drugiego synka na Żelaznej dokładnie
          poinformowałam lekarkę wykonującą cięcie o swoich problemach ze szwem, z
          krawikiem i ewentualnym uczuleniem
          tak cudnie mi zrobiła szef, że praktycznie nic nie widać
          o zgrubieniu nie ma mowy

          życzę dobrego, pomocnego lekarza
          i trafnej diagnozy
          i serdecznie współczuję

          P.S.
          kiedy wiele miesięcy po pierwszym porodzie mówiłam, że mnie "tam" nadal boli i
          mam zgrubienie nikt mi nie wirzył, że tak długo można mieć problemy i
          jakiekolwiek dolegliwości


          • aszkoda1 Re: Karowa-nie polecam 09.07.06, 00:49
            Dzięki, malgog. Troche mnie pocieszylo ze po tym wszystkim zdecydowalas sie
            jednak na kolejne dziecko. Ja w tej chwili na mysl o kolejnym porodzie dostaje
            drgawek, o seksie nie wspominając...
    • mika99 Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 11:46
      nie rozumiem was wszystkich co tak poupierałyście sie na te najlepsze szpitale
      jak karowa czy żelazna, przecież jakieś 80% lekarzy i tak pracowało w połowie
      szpitali w warszawie więc to ci sami lekarze na żelaznej czy nie wiem
      strynkiewicza a takie rzeczy jak żle zszyte krocze może zdarzyc sie wszędzie, w
      najlepszym i najgorszym szpitalu. moja siostra dwa razy rodziła w tym samym
      szpitalu pierwszy poród koszmar b. ciązki dziecko owinięte pępowiną lekko
      podduszone musiało lerzeć w inkubatorze, naderwany obojczyk, cięzka żółtaczka 2
      tygodnie w szpitalu, drugi poród w tym samym szpitalu idealny parę godzinek
      dziecko zdrowiusieńkie żadnych uszkodzeń, po porodzie odrazu z mamusią. Moja
      siostra nie skreśliła tego szpitala mimo cięzkiego porodu bo wie że to mogło się
      wydarzyć także w innym szpitalu także nie zrażajcie sie jak usłyszycie tego typu
      opowiści. choć współczuję żle zszytego krocza i życzę szybkiej rekonwalescencji.
      pozdrawiam
    • pola2004 Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 13:09
      podpisuje pod ostatnim postem, wrazen o szpitalu jest tyle ile kobiet rodzilo.
      Wydaje mi sie, ze takie przypadki zdarzaja sie w najlepszych i najgorszych, jak
      napisala moja poprzedniczka. Nie ma co skreslac szpitala, ja rodzilam na
      Karowej 2 lata temu i bede rodzila nastepna dzidzie w przeciagu miesiaca tez
      tam. Pomimo, ze faktycznie opieka poporodowa troche mnie zaskoczyla, to i tak
      tam pojde.
      • gaba36 Re: Karowa-nie polecam 08.07.06, 13:31
        Napadanie na szpitale jest niestety częstym przypadkiem na tym forum, ale
        autorka tego postu nie napada tylko opisuje swoje przeżycia. Wg mnie napadaniem
        można nazwać tylko liczne tutaj wypowiedzi typu "kiedy na Żelaznej rodziła
        siostra mojej przyjaciółki..." albo "w sklepie usłyszałam, że na Karowej to..."
        albo "sąsiadce mojej mamy na Solcu to..." itp. Niestety takimi głupimi postami
        wiele osób się sugeruje a co lepsze podaje dalej takie info robiąc mętlik w
        głowie przyszłym mamom i ich bliskim. Dlatego autorce postu o Karowej trzeba
        tylko współczuć i zrozumieć jej bardzo złe wrażenia. Jakby mnie coś takiego
        spotkało też bym się chciała tym podzielić i odradzałabym ze swojej strony dany
        szpital.
    • eewcia Re: Karowa-nie polecam 07.07.06, 19:15
      Współczuję Ci bardzo. Mam nadzieję, że szybko odzyskasz pełnię sił i zapomnisz
      o tym koszmarze i bedziesz mogla cieszyc sie malenstwem.
      • urge Re: Karowa-nie polecam 09.07.06, 21:19
        Zważywszy na to że 2 lata temu urodziła już KOLEJNE dziecko to raczej już dawno
        tę pełnię odzyskała smile

        Ze swej strony Karową polecam -jeden pobyt na patologii i dwa porody bez
        żadnych znajomych, opłacoych położnych i tp. i za każdym razem byłam zachwycona.
        Mam nadzieję że tym razem też się uda smile
        • malgog do urge 10.07.06, 14:44
          ale chyba zauważyłaś (lub nie), że tematem mojego postu nie było "najeżdżanie"
          na Karową jak to nazywacie tylko sprawa krwiaka i chyba dość dobitnie
          napisałam, że krwiaki zdarzają się (czego jestem przykładem) także po porodach
          w innych warszawskich (nie wątpię, że nie tylko warszawskich) szpitalach

          a sprawnośc dawno odzyskałam ale pewnie również umknęło to Twojej uwadze, że
          drugie dziecko rodziłam "inną" drogą
          • ledzeppelin3 Re: do urge 10.07.06, 20:11
            Już nie raz przestrzegałam przed Karową- ale będę robić to dalej. To
            rzeczywiście jest kombinat, gdzie warto iść tylko wtedy, gdy dziecko ma
            zdiagnozowaną prenatalnie jakąś nieprawidłowość. W przypadku lżejszych schorzeń
            Karowa zupełnie się nie sprawdza. moje pierwsze dziecko rodziłam tam, i to był
            od początku do końca horror- począwszy od położnych na położnictwie, poprzez
            wypisanie dziecka z żółtaczką 15,8mg%, bez diagnostyki 9okazało się mieć
            cytomegalię nabytą-jednak gdyby diagnostyka została przeprowadzona na Karowej
            bezpośrednio po urodzeniu dziecka, oszczędziło by to córce i nam wielu zbędnych
            badań, pobrań krwi, niepewności i stresu). Wiem, co piszę-jestem lekarzem i z
            przykrością fatalnie oceniam kompetencje białego personelu Karowej. To typowy
            przykład "zlewania" wszystkiego, co nie jest poważną wadą serca lub rozszczepem
            kręgosłupa. Drugie dizecko rodziłam na Żelaznej, dzięki czemu wiem, czym jest
            cudowny, satysfakcjonujący poród bez stresu i pomoc matce w pierwszych dobach
            życuia z noworodkiem. Co do płatności- na Karowej zapłaciliśmy za całość 2 tys
            zł (poród z własną położną-koszmarna pomyłka, na Żelaznej położna nieopłacona
            była 1000 x lepsza, plus sala jedynka), a na Żelaznej-1400zł.
            • majka995 Re: do urge 11.07.06, 11:57
              Wiesz co powiem ci że jak czytam to co piszesz o Karowej to aż nie chce mi się
              wierzyć.Że nie zdiagnozowali dpbrze dziecka, nie potrafię uwierzyć. ja miałam
              tam dwa porody zdrowych dzieci i każdym poród to rewelacja. Każdy ma inne
              odczucia. Chwalisz Żelazną a ja nie poszłabym tam rodzić nawet za dopłatą. Moje
              koleżanki przeżyły tam koszmar . Więc ile bedzie kobiet tyle opini. O Karowej
              wypisują różne bzdury. Kiedyś ktoś napisał że jest tam bieda i zarzekał się że
              wie to napewno bo tam rodził. A jak wiadomo to jest to w zasadzie chyba
              najbogatszy i najlepiej wyposażony szpital ginekologiczny. Ja bede wszem i
              wobec polecała Karową a odradzała Żelazną
              Pozdrawiam
              • ledzeppelin3 Re: do urge 15.07.06, 14:58
                Niestety, samej mi w to trudno uwierzyć. jednak moja Marysia przebywała tam na
                oddziale noworodkowym z żółtaczką 21,8mg% i nikomu nie przyszło do głowy, że
                może być ona spowodowana cytomegalią (jest to najczęstsza przyczyna wysokiej
                żółtaczki u noowrodków)- ja niestety jestem chirurgiem, nie pediatrą, a taka
                wiedza wykracza poza wiedzę przyswajaną na studiach, jednak dla neonatologa
                klinicznego powinna być dostępna. Badanie moczu na obecność wirusa wykonane u
                niej wtedy wykluczyłoby wrodzoną postać cytomegalii, co zaoszczędziłoby nam 8
                miesięcy dalszej diagnostyki ( w przypadku cytomegalii wrodzonej wirus w moczu
                utzrymuje się do 2 tygodnii po narodzinach).
                Mnie wypisali z endometritis, dzięki czemu w 10 dobie po porodzie wróciłam do
                nich z krwotokiem. Ponadto w sposób fatalny mnie zszyli- jako chirurg mogę Cię
                o tym zapewnic- nie chcę się wdawać w szczegóły, wiem, że partactwo niestety
                zdarzyć się może wszędzie, ale na Karowej naprawdę dobrze zajmują się tylko
                przypadkami ciężkimi, zdiagnozowanymi prenatalnie patologiami typu wady
                wrodzone u dziecka, a także dobrą mają patologię ciąży. Tak zwane porody
                fizjologiczne karygodnie zaniedbują, doprowadzając do sytuacji, gdzie
                fizjologia staje się patologią...
          • urge Re: do urge 11.07.06, 15:13
            Nic nie umknęło mojej uwadze i nie wiem jaki ma związek rodzenie kolejnego
            dziecka i sposób drugiego porodu z moim postem? Napisałam go w odpowiedzi na
            post eewci:
            >Współczuję Ci bardzo. Mam nadzieję, że szybko odzyskasz pełnię sił i zapomnisz
            >tym koszmarze i bedziesz mogla cieszyc sie malenstwem.
            chociaż ona chyba pisała do autorki posta nie do Ciebie i tu popełniłam błąd...

            Kolejny akapit mojego posta był związany jedynie z TEMATEM posta głównego... i
            tyle smile Tu chyba moim błędem było nieumieszczenie go w oddzielnym poście co
            mogło stworzyć wrażenie że te wypowiedzi tworzą jakąś logiczną całość.
            • malgog Re: do urge 11.07.06, 20:46
              To kogo w takim razie dotyczyło Twoje stwierdzenie
              cyt " Zważywszy na to że 2 lata temu urodziła już KOLEJNE dziecko to raczej już
              dawno tę pełnię odzyskała smile" ???

              autorka wątku głównego, jak widać z lektury postu, po swoich przeżyciach nie
              prędko zdecyduje sie na kolejne dziecko
              • urge Re: do urge 11.07.06, 22:01
                Ech, ja się rypnęłam ale nie wiem jak Ci wytłumaczyć żebyś zrozumiała... otóż
                mi się posty ustawiły tak że post eewci był pod Twoim i myślałam że Tobie życzy
                szybkiego dojścia do formy...
                Autorce wątku przeżyć współczuję i pewnie na jej miejscu też bym omijała Karową
                wielkim łukiem, chciałam jednak swoją wypowiedzią podkreślić że odczucia mogą
                być różne, ja byłam po prostu zachwycona i to nie raz -ale dla Ciebie to akurat
                jest zrozumiałe że każdy problem może się pojawić w każdym szpitalu (tak
                przynajmniej można wywnioskować z Twoich wypowiedzi)
                Nie miałam zamiaru nikogo atakować ani krytykować, przykro mi jeśli tak zostało
                odebrane to co napisałam. Następnym razem lepiej się zastanowię nad możliwą
                interpretacją tego co piszę zanim wyślę...
                • dorella1 karowa 16.07.06, 01:08
                  Rodzilam na karowej poltora roku temu.

                  Bilans:

                  - polozna zamowiona nie dojechala, bo akurat zeszla z dyzuru, zadna inna w zastepstwie tez nie
                  chciala przyjechac, bo bylo to akurat przed sylwestrem.

                  - odkad pojawilam sie ze skurczami na izbie przyjec, dziecku spadalo tetno podczas skurczow. pedem
                  zawiezli mnie na lozko porodowe, kazali lezec, po czym malo kto sie mna interesowal. dziecku spadalo
                  tetno przez wiele godzin. kiedy zdecydowano o cesarce, bylo na nia za pozno. skonczylo sie vacuum.
                  pamietam slowa lekarza, ktory wpadl na ranny dyzur: "koniec tej zabawy".
                  moj ponad poltoraroczny syn do dzis nie chodzi samodzielnie i rozwija sie wolniej niz rowiesnicy.

                  - kiedy po porodzie poprosilam polozna, by pomogla mi przystawic dziecko do piersi uslyszalam:
                  "skoro wiedziala pani jak urodzic to i wie jak karmic". nie pomogla. ta sama suka, bo tak ja nazwe,
                  kazala mi isc potem na poloznictwo i - uwaga - niesc ciezka torbe. mimo ze slanialam sie na nogach i
                  przysiadalam na kazdym krzesle po drodze.

                  - kiedy wypisywano nas do domu, dziecko przyniesiono nam z obandazowana glowka i wenflonem.
                  okazalo sie, ze lekarze nie wiedzieli, czy podali juz dziecku ostatnia dawke antybiotyku czy nie.

                  - rozeszla mi sie rana krocza i po dwoch dobach w domu wrocilismy z synem do szpitala na... 3
                  tygodnie. potem tez sie napatrzylam.
                  podczas opatrywania rany krocza polozna kazala mi lezec z rozdziawionymi nogami a sama rzekla: "to
                  pani sobie tak polezy kwadrans, a ja pojde na papierosa".
                  takich kwiatkow bylo wiecej.

                  Ciesze sie jednak z kazdej pozytywnej wypowiedzi n.t. tego szpitala,
                  poniewaz mam nadzieje, ze kazda z nich oznacza zdrowe dziecko.
                  Ja prawdopodobnie drugi raz nie zaryzykuje
                  pozdrawiam
                  dorella


                  • maniusia27 Wyszłam w czwartek z karowej 16.07.06, 11:31
                    Wróciłam do domu dwa dni temu po porodzie na Karowej. Leżałam tam trzy
                    tygodnie. Przez pierwsze dwa dni w wiekszosci na Patologii ciazy.
                    W drugim tygodniu zrobili mi test oksytocynowy. lezałam tam bez zadnego
                    nadzoru, spadło tentno -zabrali mnie na porodowy. Na porodowym Pani profesor
                    stwierdziła, że nie był to spadek tentna dziecka jak powiedzieli lekarze na
                    patologii, a spadek mojego tentna tzw, zespół zyły. Stwierdziła również, że
                    gdybym nie lezała bez opieki zauważyli by to. Po 12 godzinach wróciłam na
                    oddział. Po siedmiu dniach zrobiono mi kolejna próbe - równiez bez nadzoru.
                    leżałam 7 godzin bez mozliwości przewrócenia się z lewego boku nie wspominajac
                    o toalecie (nawet po 12 godzinach bycia bez kropli wody w ustach bo tak trzeba
                    moze chcieć sie do toalety nie??). Po skońzonym teście o godz. 19.00
                    powiedziano mi, że mogę pić jedynie do 24.00, bo potem musze znowu być idealnie
                    na czczco bo ide na indukcję porodu (wszystko dlatego że w końcu dotarło do
                    nich że dziecko mało sie rusza a na USG wyszło, że jest za mało wód płodowych i
                    ciaża jest przenoszona). Poszłam więc w środe na indukcję żelem. Traumatyczne
                    przezycie. Lekarz nie delikatny, nie zważający na to że sprawia ogromy ból
                    badaniem,lezłam tam 12 godzin. Połozna zajrzała do mnie w tym czasie dwa razy
                    tylko po to by zmienic kroplówkę. W czwartek miałam luz, ale od 24.00 znowu nie
                    mogłam nic pić i jeść bo rano w piatek znowu szłam na porodowy na indukcję.
                    Oczywiscie indukcja jak najbardziej nie udana jak poprzednia. W rozmowie z
                    lekarzem usłyszałam, że waga dziecka powyzej 4200, przenoszenie ciąży, za mało
                    wód płodowych, nadciśnienie tetnicze i prawie brak ruchów dziecka to nie sa
                    wskazania do cc. W niedziele w obec tego miałam znowu miec indukcję. Podłączono
                    mi tm razem oksytocynę. Lezałam na porodowym 10 godzin pod oksytocyną a później
                    przez cała noc po prostu bo na żadnej patologii nie było miejsc. Płozne
                    tragiczne - zwracają sie do rodzących słowami" nie drzyj ryja bo cie cały
                    szpital słyszy. Jak se zrobiłaś to musi teraz boleć". Rano przyszedł profesor
                    na obchód i powiedział, że cc koniecznie bo jest skończone 42 tygodnie, 3
                    nieudane indukcje i nie ma co czekać. Przyszedł lekarz dyzurny (ten sam dla
                    którego wskazań do cc nie było) i zabrał mnie na operacyjną bez słowa.CC
                    wykonano szybko, ale zaraz po zaszyciu mnie lekarz spojrzał na mnie i z ironia
                    powiedział - " I co - dziecko nie było wcale duże".Ciekawostka jest równiez
                    fakt,że na patologii lekarze twierdzili że jestm w końcu 37 tygodnia a na
                    porodowym w tym samym czasie byłam juz w 42.
                    Przewieziono mnie na pooperacyjną. Znieczulenie minęło po pieciu godzinach.
                    dziecko połozono koło mnie w drugiej godzinie po zabiegu mimo, że nie wolno
                    było mi nawet głowy podnieść. W 6 godzinie zdjęto mi opatrunek a w 10 kazano
                    wstać z łóżka. Położna tak była zainteresowana stanem zdrowia pacjentki, że
                    dowiozła mnie do prysznica, zostawiła i powiedziała że jak sie umyje mam po nia
                    zadzwonić. Prawie zemdlałam pod tym prysznicem. Po powrocie na sale okazało
                    się, że następnego dnia mam być juz sama z dzieckiem na zwykłej sali i juz nikt
                    mi nie pomoże. Ni ważne, że nie mogłam se ruszac podobnie jak wiele innych
                    pacjentek w takim czasie po cc.
                    Pobyt na poporodowym był jeszcze gorszy niz te indukcje. Zlewa totalna. Nikt
                    sie nie interesuje tobą, drą sie na Ciebie bo za wolno za nimi idziesz.
                    Pochowały mi sie brodawki, dzieco nie miało za co złapac żeby ssać,nie miałam
                    pokarmu. Żeby dostac dla dziecka coś do jedzenia musiałam co trzy godziny
                    pokazywac położnym piersi bo inaczej nie dostałabym mleka, ale niestety żadna
                    nie chciała mi pomóc przystawić dziecka do piersi. Połozna laktacyjna - no
                    niestety na urlopiesmilePrzez dwa dn nie otrzymałam ani raz leku na nadcisnienie
                    mimo, że był zlecony. Co dziwniejsze Panie miały odznaczone że lek został
                    podany.W miniony czwartek ciśnienie osiągnęło 180/110 i dostałam wypis do domu
                    z zaleceniem zazywania leków na nadcisnienie 3 x dziennie. Gdy usłyszano, że
                    nie mogę opusic łóżka do 15.00 bo nie wiedziała że wyjde i nie ma mnie kto
                    odebrac usłyszałam - " na porodowym 6 pacjentek czeka na Pni łóżko więc lepiej
                    żeby się Pani pospieszyła". Dziś jest 3 dzień po wyjściu, a ja mam tak
                    zaburzona gospodarkę elektrolitową tym piciem i byciem na czczo na zmianę, że
                    nie jestem w stanie pozbyć sie obrzęków a tym samym zmniejszyć wartości
                    ciśnienia. Urodzenie dziecka było mimo wszystko najpiekniejsza chwila i
                    zrekompensowało cała reszte.
                    Na drugie dziecko zdecyduje sie na 100%, ale za zadne pieniądze na karowej.

                    Mama Zuzi
                    • agamamaoli Re: Wyszłam w czwartek z karowej 16.07.06, 20:01
                      Maniusia pozdrawiam Cię; zetknęłyśmy się na patologii - zajęłaś moje łóżko
                      kiedy pierwszy raz wywieźli mnie na indukcję. Przykro mi że masz takie odczucia
                      fatalne, ale córeczka wynagrodzi napewno wszystko co musiałaś przecierpieć.
                      Moje wrażenie z patologii ciąży - bardzo dobre, mimo dwóch indukcji oksytocyną
                      każda po 6 godzin i każda nieudana - taka moja natura, nie reaguję na
                      oksytocynę; żelu nie mogli mi dać bo miałam niewielką infekcję. Przebolałam te
                      głody, przed każdą indukcją nie wolno jeść co najmniej 6 godzin no i nastepnych
                      8. Jedyne co nie pasowało mi na patologii to brak konkretnej informacji co i
                      kiedy będą robili. Zdarzało się ze miałam iść na indukcję i byłam na głodniaka
                      i bez picia do 16 a potem okazywało się że miejsca na porodówce brak. Ale
                      patologię i obsługę tam wspominam bardzo dobrze. Wreszcie ostatnie indukcje,
                      też byłąby nieudana, gdyby położna nie przebiła mi pęcherza podczas badania
                      (podejrzewam o celowe jej działanie w tym kierunku), no i już musiało pójść.
                      Sam poród trudny, dzecko nie chciało zejść do kanału, 13 godzin, znieczulenie
                      zadziałało słabo, pod koniec wcale nie działało - a po cudownym bezbolesnym
                      pierwszym porodzie byłam nieprzygotowana na takie atrakcje - wpadłam w niemałą
                      panikę i chciałam zwiewać/ Trafiła mi się świetna położna z dyżur - Alfreda
                      Szczekan -polecam - dla mnie rewelacja - ochrona krocza- wielki plus. Do tego
                      tak się zdarzyło że trafiłam na swojego lekarza (czysty przypadek) więc czułam
                      się psychicznie lepiej, ogólnie podczas porodu nie narzekam na opiekę, ale
                      wymarzłam w tej klimatyzowanej sali; Tamtej nocy było z sześć porodów, i mój
                      ie był najtrudniejszy raczej, personel nieźle się napracował. U nas bez
                      powikłań. Potem jakieś 30 godz. dale na tym samym oddziale porodowym - kolejka
                      żeby przejść na położnictwo. Dramatyczna sala słonecznikowa przy trzaskających
                      wiecznie drzwiach wejściowych - to była koszmarna noc i poranek - przez ten huk
                      drzwi nabawiłabym się nerwicy, gdyby wreszcie nie zabrali nas na położnictwo.
                      Do tego niestety słaba opieka dla dziecka na porodówce, dziecko wyło z głodu, a
                      położne myślały że to kolka - schudło mi ponad 10% w dwa dni. Na położnictwie
                      opieka położnych słaba, pomoc przy karmieniu niewielka, panie jakieś w
                      większości niesymaptyczne, naburmuszone, w porównaniu z tymi z patologii
                      odpadają. Może ze dwie zapamiętałam pozytywnie. Ogólnie poród i patologia ok,
                      położne na położniczym psują mi cały obraz szpitala. Pozdr Aga
                      • vasylkova Re: Wyszłam w czwartek z karowej 17.07.06, 14:03
                        Rodzilam na Karowej 7.07 i tez lezalam na\sali slonecznikowej po porodzie. Zastanawiam sie, skad takie skrajne opinie na temat szpitala.
                        Ja spotkalam sie z dobrym traktowaniem i milym przyjeciem, z wyjatkiem obojetnego lekarza na porodowce i jednej poloznej, ktora na szczescie szybko zeszla z dyzuru. Jak to mozliwe ze ktos, zwlaszcza lezac w szpitalu kilka tygodni, trafial wylacznie na niekompetentny i nieuprzejmy personel?
                        W czasie porodu moje dziecko tez mialo spadki tetna, ale dzieki poloznej i lekarce maly urodzil sie szybko i zdrowy, bez koniecznosci cesarki.
                        A klimatyzacja byla dla mnie wybawieniem, potem niestety przeniesli mnie na poloznictwo, gdzie nie dawalo sie wytrzymac z goraca.
                        • majka995 Re: Wyszłam w czwartek z karowej 17.07.06, 14:39
                          Ja jestem w szoku czytajac takie negatywne opinie na temat Karowej. Mówiac
                          szczerze to nie wierze zeby w jakimkolwiek szpitalu w obecnych czasach połozne
                          zwracały sie do rodzacej"nie drzyj ryja". Ja rodziłam na Karowej 2 razy , a
                          oprócz tego lezałam raz na obserwacyjnym i na ginekologii operacyjnej. Opieka
                          super, zadnych zastrzezeń. Dziecko przebadane, personel bardzo kompetentny.I
                          tez po porodzie drugiego synka lezałam kilkanascie godzin na sali
                          słonecznkowej , lezałysmy tam we 3 i jakos zadna z nas nie robiła problemu z
                          tego powodu. Moim zdaniem te opinie sa troszke ubarwione. Zgadzam sie ze komus
                          mogło sie nie podobac ale o takim traktowaniu jak pisała poprzedniczka to
                          mówiac szczerze nie słyszałam zeby ktos tak miał.
                          Pozdrawiam
                          • maniusia27 Re: Wyszłam w czwartek z karowej - do majki995 17.07.06, 19:04
                            To że nie słyszałas nie znaczy, że takie rzeczy sie nie zdarzają.Nie mam
                            równiez powodu by wymyslac sobie takie historie bo zycie jest wystarczajaco
                            upierdliwe. Skoro Tobie wszystko sie podobało i jesteś zadowolona ze szpitala
                            gratuluję. Ja niestety nie umiem podzielić Twojego zdania co do kompetencji
                            personelu oraz radosci z przebywania w tym szpitalu.

                            Pozdrawiam
                        • agamamaoli Re: Wyszłam w czwartek z karowej 21.07.06, 22:27
                          Jak to mozliwe ze ktos, zwlaszcza lezac w szpitalu kilka tygodni, trafia
                          > l wylacznie na niekompetentny i nieuprzejmy personel?
                          Nie wiem czy to do mnie, czy do poprzedniczki, ale powtórzę jedynie
                          niekompetentny a może raczej nieuprzejmy personel spotkałam na położnictwie, a
                          właściwie chodzi o położne. Strach było o cokolwiek poprosić. Poza tym w
                          szpitalu było mi całkiem dobrze, jedzonko pycha, zupełnie nie jak szpitalne.
                          > Rodzilam na Karowej 7.07 i tez lezalam na\sali slonecznikowej po porodzie.

                          To musiałyśmy się minąć. Dla mnie noc na słonecznikowej była w zasadzie drugą
                          na porodówce. Wymarzłam się w czasie porodu, byłam w sumie od 24 godz bez picia
                          i jedzenia. Nogi trzęsły mi się jak galareta.Nakrywali mnie kocem, szlafrokiem
                          tym co było. Już na sali słon.dz iecko krzyczało z głodu w nocy i w dzień,
                          przystawiałam do piersi ale ciągle krzyczało. Zapadało w drzemki płytkie bardzo
                          i ten trzask drzwi praktycznie co chwila go wybudzał. Nie było to
                          najszczęśliwsze miejsce gdzie można umieścić matkę z noworodkiem po porodzie.Po
                          tej klimie ciepełko położnictwa było wspaniałe.

                          Zast
                          > anawiam sie, skad takie skrajne opinie na temat szpitala.

                          Dla mnie akurat jest to dobry szpital z pewnymi minusami. Ale na przykładzie
                          tej klimy widzisz sama jak można różnie odczuwać te same warunki.

                          Jak to mozliwe ze ktos, zwlaszcza lezac w szpitalu kilka tygodni, trafia
                          > l wylacznie na niekompetentny i nieuprzejmy personel?

                          To chyba nie do mnie, bo źle wspominam właściwie nieuprzejme położne na
                          położniczym. Może system nerwowy kobiety po porodzie jest odrobinę rozchwiany i
                          wypadałoby być bardziej życzliwym.

                          A z tym komentarzem o darciu się, o którym pisała maniusia - też się nie
                          spotkałam ale nie neguję. Ja darłam się okropnie, i było głupio mi po porodzie
                          bo panikowałam, nie najlpiej współpracowałam - a przy porodzie miałam swojego
                          lekarza prowadzącego (zupełny przyadek - tak mi się trafiło); usłyszałam tylko
                          że raz w życiu można poszaleć. Ha ha.

                          W sumie był to mój drugi poród na Karowej, może mniej przyjemny ze względu na
                          doznania czuciowe i długość porodu, nie wina szpitala przecież i gdybym miała
                          rodzić po raz trzeci (oby nie, dla mnie dwójka to akurat w sam raz) to
                          rodziłabym znowu tam. Bez względu na niemiłe panie położne na położnictwie.
                          Pozdrawiam A
                      • maniusia27 Re: Wyszłam w czwartek z karowej - do agamamaoli 17.07.06, 19:07
                        No tego bym sie nie spodziewała ze tu trafimy na siebie. Witam serdecznie. Co
                        do obsługi na patologii to muszę przyznać, że większośc położnych była dość
                        sympatyczna i nie moge mieć do nich zastrzeżeń. Jedynie może do pani doktor...
                        Co do reszty (porodowy i połozniczy) - no coż, wole tego nie wspominać.
                        Pozdrawiam serdecznie i zyczę duzo, duuuużo zdrówka

                        Pozdrawiam
    • magdasek76 Re: Karowa-nie polecam 17.07.06, 10:22
      To i ja sie dopisze. Urodzilam na Karowej w listopadzie 2005. Wczesniej 2 razy
      lezalam na Patologii I (cudowny kameralny oddzial) z uwagi na nadcisnienie.
      Wyindukowali mi porod w 38tc zelem za pierwsza proba. Podczas porodu dostalam
      wysokiej temperatury (zakazili mnie jakas bakteria) a dziecko mialo skoki
      tetna. Szybko podjeto decyzje o CC i Jas urodzil sie na 10 pkt. Gorzej ze mna,
      bo dostalam krwotoku podczas szycia.

      Na polozniczym rzeczywiscie opieka marna ale to pewnie z uwagi na nieobsadzone
      wakaty. Do domu wypisano mnie z goraczka (po CC niedopuszczalne) i bylam w
      szpitalu z powrotem po 4 h spedzonych w domu. Okazalo sie, ze mam 2 gigantyczne
      krwiaki w powlokach brzuszych, ktore, gdybym tak szybko nie wrocila do
      szpitala, mogly nawet spowodowac moj zgon. Ogolem spedzilam w szpitalu 3 tyg.
      po porodzie.

      Poniewaz moje dziecko bylo razem ze mna prawdopodobnie tam zalapalo kolejna
      bakterie i zaraz potem jak wrocilismy do domu wyladowalismy na Nieklanskiej w
      szpitalu dzieciecym, gdzie Jas przeszedl zapalenie opon mozgowych. Na szczescie
      lekkie, szybko zdiagnozowane i bez powiklan.

      Ja wiem, ze krwiaki to typowe powiklanie po operacji brzusznej i sie zdarza
      (czasem jest to blad lekarza operujacego, ale u mnie chyba bylo cos nie tak z
      krzepliwoscia). Ale wypisanie do domu goraczkujacej pacjentki po CC to napewno
      blad w sztuce.

      • susannamotylek Re: Karowa-nie polecam 17.07.06, 11:06
        Rany, z tego, co czytam, to jakiś straszny szpital. Aż się cieszę, że od razu z
        niego zrezygnowałam, chociaż jeden z lekarzy, którzy robili mi USG bardzo mi go
        polecał.
    • bonnie75 Re: Karowa-nie polecam 18.07.06, 14:28
      Mialam rodzic na Starynkiewicza, ale z powodu zamkniecia szpitala, rodzilam "z
      ulicy" na Karowej. I jestem BARDZO ZADOWOLONA. Z polozniczego jeszcze bardziej
      niz z porodowki, bo tam robia swoje i ... fru na dol, a ja lezalam na porodowie
      niemal caly dzien, bo czekalam az sie zwolni miejsce na polozniczym. I to
      bzdura, ze jak "z grubsza" dobrze sie czujesz to cie wypisuja. Podczas mojego
      pobytu dzieciaki byly badane z niezwykla dokladnoscia i niech tylko cos sie nie
      zgadzalo to nie puszczali!!!! No coz.... niektore beda ten szpital zachwalac,
      inne ganic. Ja osobiscie, gdy przyjdzie mi rodzic po raz drugi, z cala
      pewnoscia udam sie na karowa wink
    • ineiz Re: Karowa-nie polecam 18.07.06, 17:37
      Ja Karową bardzo polecam. Miałam tam cesarkę i zszyli mnie tak, że dzisiaj szew
      jest praktycznie niewidoczny(widać tylko cieniuteńką linię w odrobinę
      jaśniejszym odcieniu)a nie smarowłam szwu żadna maścią. Co do porodówki to
      bylam tam 2 tygodnie ze względu na żółtaczkę dziecka i wspominam bardzo dobrze.
      Była tam cudowna pani od laktacji i gdyby nie ona to moje dziecko piłoby z
      butli - bardzo pomocna i miła. Jedzenie tez super w porównaniu z innymi
      szpitalami. Jednym słowem - polecam.
    • lula78 Polecam! 21.07.06, 16:44
      Ja rodziłam w tym roku i jestem bardzo zadowolona. Wszedzie mozesz trafic na
      takiego lekarza, a i tak uwazam, ze opieka tam jest bardzo dobra. Mnie też
      zszywali i szybko sie zagoiło. Współczuje, że Tobie się coś takiego przytrafiło.

      --
      www.poradopedia.pl/ - porady na każdy temat
    • adita7 Re: Karowa-nie polecam 21.07.06, 18:39
      Ja tez nie polecam Karowej. Rodzilam tam dwa tygodnie temu i nie zdecydowalabym
      sie juz wiecej na porod w tym szpitalu. Sam porod bez komplikacji, chociaz
      dostalam znieczulenie dopiero przy rozwarciu na 6cm (a moznabylo juz przy 3
      duzo mniej bym cierpiala). Problemy z przyjeciem, jesli nie ma sie oplaconej
      poloznej. I okropny oddzial polozniczy a wlasciwie pracujace tam polozne.
      Zauwazylam, ze opinia ta powtarza sie w wielu postach, cos w tym jednak musi
      byc. Ja nie mialam mleka, dziecko bardzo plakalo, strasznie bolalo mnie krocze
      po porodzie, nie moglam oddac moczu, bylam dosyc sfrustrowana. Pomoc ze strony
      poloznych prawie zadna. Opryskliwe, niemile, mimo, ze prosilam o pomoc (np.przy
      karmieniu) zbywaly mnie tekstem w stylu "nie chodzila pani do szkoly rodzenia?"
      albo "kazda kobieta powinna miec mleko". Bardzo nieprzyjazne, pare razy sie tam
      poplakalam z bezsilnosci. Wypisano nas po dwoch dobach i dopiero jak znalazlam
      sie w domu z malutka i mezem zaczelam dochodzic do siebie (pojawilo sie tez
      mleko). Takie sa moje doswiadczenia, ja tego szpitala nie polecam (przynajmniej
      jesli chodzi o ciaze bez komplikacji).
    • nikkka5 Re: Karowa-nie polecam 24.07.06, 00:00
      A ja polecam. I to bardzo. Rodzilam tam na poczatku lipca i jestem bardzo
      zadowolona, przede wszystkim z fachowej,profesjonalne medycznej opieki dla
      mnie i dziecka; z pomocy poloznych, ktore z energia i checia wykonywaly swoja
      prace; z komfortowych warunkow ( czysto; ladne i duze sale ; b. wygodne lozko
      automatycznym pilotem; pampersy i wkladki dla kobiet bez ograniczen).Czulam sie
      w tym szpitalu bezpiecznie .Fantastyczne bylo to, ze polozne wykonywaly kapiel i
      przemywanie pepuszka u dziecka.Pierwsze dziecko rodzilam kilka lat temu na
      Zelaznej, gdzie w fanatycznej atmosferze tego szpitala wszystkie czynnosci
      wykonywalam sama przy dziecku. Po jednej dobie pobytu wyszlam do domu, w ktorym
      kondycjie fizyczna odzyskiwakam bardzo dlugo. Na Karowej, pomimo ogromnej liczby
      chetnych do porodu pacjentki po porodzie naturalnym przebywaja 3-4 doby. Pozwala
      to na powrot do prawie dobrej formy .A dla tych wszystkich pacjentek, ktore byly
      niezadowolone z kontaktow z personelem jedna rada: usmiechem mozna osiagnac
      duzo, a nie pretensjami i zalami. Po tak duzym wysilku jakim byl porod , usmiech
      jest tylko przyjemnoscia. Polecam Karowa.
      • alicja0 Re: Karowa-nie polecam 24.07.06, 13:03
        Ja rodziłam na Karowej (planowe cc) blisko 1,5 roku temu. Jestem zadowolona z
        opieki na położniczym, aczkolwiek żeby być zadowolonym trzeba uwzględnić, że
        położne nie siedzą non stop przy mamie, starają się od razu mamę usamodzielnić -
        nawet taką po cc, bo trzeba się ruszać, aby szybko dojśc do siebie, choć
        brzucho boli. Dla jednych może to być mało wygodne, stąd pretensje.
        Ja musiałam wstać z pooperacyjnego po blisko 10 h (mimo iż regulaminowo leży
        się 12 h), bo trzeba było zwolnić łóżko. Potem przez noc starałam się rozruszać
        i na rano już biegałam przy dziecku, choć nieco zgięta w pół smile
        ALe dzięki temu usamodzielnianiu, szybko doszłam do siebie.
        Myślę, że ze względu na duży przerób i mało położnych, na położniczym dużo się
        wymaga od samych mam, a te obolałe, i z zaburzeniami nastroju, zwłaszcza po
        pierwszym porodzie, który jest olbrzymim przeżyciem, są czasem nastawione
        roszczeniowo do szpitala, oczekują dużego zainteresowania i opieki, a tu
        kobietę szybko zganiają z łóżka i do roboty.
        Jednak dzięki temu, szybciej dochodzi się fizycznie do sprawności (jeśli nie ma
        komplikacji).
        Ja Karową oceniam na plus, ale też wiem, że nikt tam nie będzie siedział przy
        mnie.
        Aha - a co do podawania mleka niemowlakom - na Karowej chcą, żeby mamy karmiły
        piersią, więc bronią się nogami i rękoma przed podawaniem butelki, bo co
        niektóre mamy szybko się poddają i w depresji po porodzie to wszystko widzą w
        zbyt czarnych barwach. Ale jak się poszło i stanowczo kazało dać mleko w
        butelce, to dawały, może z komentarzem, ale kto by się tam przejmował tymi
        próbami zmobilizowania mamy do karmienia piersią wink
        U mnie, sama położna laktacyjna musiała się poddać i przynajmniej w jednym dniu
        nakarmić córkę butlą, bo moja Kasieńka zasypiała tak kamiennym snem, że nic nie
        było w stanie ją dobudzić, aby ssała. Pod tym względem stanowiła pewną
        ciekawostkę oddziału, bo nikt nie chciał wierzyć, że tak mocno śpi, póki sam
        nie powalczył ze śpiochem wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka